Ifigenia w AulidzieTekst

Autor:Eurypides
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Eurypides

Ifigenia w Aulidzie

Warszawa 2020

Spis treści

OSOBY

TREŚĆ

OSOBY

AGAMEMNON, król w Argos i Mycenach

MENELAOS, jego brat

ACHILLES, syn Peleja i Tetydy

STARZEC, sługa w domu Agamemnona

GONIEC

KLITAIMNESTRA, małżonka Agamemnona

IFIGENIA, córka Agamemnona i Klitaimnestry

CHÓR niewiast chalcydejskich

ARTEMIS, bogini łowów

TREŚĆ

Rzecz dzieje się w pobliżu miasta Aulis, nad cieśniną Eurypus, dzielącą Beocję od wyspy Eubei.

Namiot Agamemnona.

AGAMEMNON

zbliżywszy się do drzwi namiotu

A wyjdź-że, wyjdź-że z namiotu, mój stary!

STARZEC

O, już wychodzę! Jakież ma zamiary

Król Agamemnon?

AGAMEMNON

Wnet się dowiesz o tem.

STARZEC

Starość nie radość, sen uchodzi lotem

Z powiek, umieją czuwać moje oczy.

AGAMEMNON

Cóż to za gwiazda?

STARZEC

To Syriusz się toczy

Ku siedmiogwiezdnym Plejadom – w połowie

ledwie swej drogi.

AGAMEMNON

Cisza, że aż mrowie – –

Ni szumu morza, ani ptactwa głosu.

Wiatru ni śladu śród fal Euriposu.

STARZEC

Cóż cię wygnało z namiotu tak wcześnie,

Władco Agamemnonie?

Tutaj, w Aulidzie, wszystko jeszcze we śnie

Spokojnym tonie.

Na murach nawet i straże

Jeszcze nie w ruchu.

Wejdźmy.

AGAMEMNON

Zazdroszczę, staruchu,

Zazdroszczę wszystkim, co żyją na świecie

Cicho, nieznani, mniej zaś sobie ważę

Los dostojników – tym już nie zazdrości

Ta moja dusza, tych już nie zalicza

Do ludzi wielce szczęśliwych!

STARZEC

W tym przecie

Należy szukać świetności

Człeczego życia!

AGAMEMNON

Świetność to zwodnicza,

Słodka, nęcąca, lecz gdy na cię spadnie,

W nieszczęście wprowadza zdradnie.

Tak się to nieraz złoży,

Że albo jakaś chyba w służbie bożej

Zaszkodzi doli twej,

Lub na baczności przed ludźmi się miej,

Ponieważ w swojej zawiści

Na proch rozetrą twą cześć.

STARZEC

Trudno mi słowo to znieść

Na ustach księcia! Nie na to

Spłodził cię Atrej, o królu,

Byś tylko w szczęście opływał bogato,

Żadnego nie znając bólu!...

Śmiertelnyś przecie jest człek!

Czy chcesz, czy nie chcesz, to ci się li ziści,

Co postanowią bogowie –

Taki jest rzeczy bieg.

A ty tymczasem w swojej postanowie

Zapalasz lampę i piszesz zawzięcie

List na tabliczce, którą i tej chwili

Masz oto w ręce,

Kładziesz pieczęcie

I znów je zrywasz, zacierasz litery,

Tablicę rzucasz o ziemię

I ślozy jarzęce

Płyną ci z ócz.

Jakaż cię troska pili?

Jakież dolega ci brzemię,

Że niemal chwyta cię szal?

Wyznaj-że, panie, bo i ja bym chciał

Dzielić twój ból.

Niech się nie boi

Mój król,

Prawy i szczery jam człek!

Wszak mnie Tyndarej, o panie,

Darował ongi we wianie

Małżonce twojej,

Abym jej służył i strzegł.

AGAMEMNON

Trzy dziewki miała Leda przez siebie zrodzone.

Thestyesowa córka: Fojbę i mą żonę,

Klytaimnestrę, i siostrę jej, Helenę. O nią

Starając się, gromady zalotników gonią

Z co najprzedniejszych rodów i wzajemnie grożą

Mordami, gdyby który zabrał dziewkę hożą.

I wielki żywił kłopot Tyndaros w ojcowskiej

Swej duszy, jak postąpić, by się pozbyć troski

O zachowanie szczęścia – gdy da lub gdy nie da

Swej córki. Wtem myśl taką podsunie mu bieda:

Przysięgę mieli złożyć wszyscy zalotnicy.

Dać słowo, potwierdzone podaniem prawicy,

A także i ofiarną dla ognia zalewką,

Że bronić będą tego, ktokolwiek by z dziewką

Tyndara się ożenił, a ktoś mu ją z domu,

Z łożnicy jego uwiózł, że dla pomsty sromu

Uczynią zbrojny najazd, zebrawszy się razem,

Na kraj uwodziciela, że zniszczą żelazem

Gród jego, czy to będzie Grek, czy człowiek obcy.

Gdy tak ich podszedł Tyndar, gdy zalotni chłopcy,

Słuchając słów przebiegłych starca, utwierdzili

Przysięgę wymaganą, córce on tej chwili

Pozwala wybrać tego w zalotników rzędzie,

Co juści dla jej chęci najmilejszy będzie.

I ona – o bodajby nie był brał jej sobie! –

Wybrała Menelaja. I ot w pewnej dobie

Pojawił się rozjemca bogiń, jak po ziemi

Argiwskiej niosły wieści – szaty kosztownemi

Naodzian, ów frygijski zjawił się niecnota

W lakedajmońskich murach, by, w miłosnym szale,

Helenę oszalałą wziąć w idajskie hale.

Menelej, poza domem bawiący, gdy o tem

Dowiedział się, Helladę całą przebiegł lotem

I pamięć dawnych przysiąg, danych Tyndarowi,

Pałając chęcią zemsty, od razu odnowi

I wezwie, aby pomoc dano skrzywdzonemu.

I oto czemu porwał się lud Greków, czemu

Przyodział się w zbroice i w tak mnogiej rzeszy

Do portu aulidzkiego z okrętami spieszy,

Zastępy tarczowników i wszelakiej broni

I wozy wiodąc z sobą i to mnóstwo koni.

Naczelnym mnie obrano gwoli Meneleja,

Mojego właśnie brata... Czemuż ta zawieja

Nie poruczyła komu innemu godności

Dowódcy? Teraz, kiedy wszystko jak najprościej

Powinno by się darzyć, niedobrze nam idzie:

Sprawione nasze wojska, a my tu w Aulidzie

Siedzimy wskutek ciszy bezczynnie. W tej nędzy,

Powiada wieszczek Kalchas, trzeba jak najprędzej

Mą córkę Ifigenję poświęcić w ofierze

Bogini Artemidzie, która te rubieże

Ma w swojej władzy świętej, gdyż li na tej drodze

Na morze wypłyniemy i zburzymy srodze

Gród Frygów, [że natomiast nic z tej całej sprawy

Nie będzie, gdy ofiary zaniedbamy]. Krwawy

Ten wyrok posłyszawszy, kazałem w te tropy,

Ażeby mi Talthybios porozpuszczał chłopy,

Bom przecież nie mógł zabić swojej córki lubej.

Lecz brat mój doprowadził, żem się do tej zguby

Nakłonił, przeróżnymi trapiąc mnie namowy.

I otom do małżonki wysłał list gotowy

Z rozkazem w jego zwojach, że nadeszła chwila,

Gdzie córka nasza zostać ma żoną Achilla

I że ją ma tu przysłać. Podnosząc zalety

Mężnego oblubieńca, piszę, że niestety

Nie myśli z Achajami wypłynąć na wody,

Jeżeli nie dostanie narzeczonej młodej

Do Ftyi. Tom jej dodał. W ten sposób, o całem

Skłamawszy zaślubieniu, skłonić ją mniemałem

Do drogi. W tajemnicę rzecz ta jest spowita

Dla wszystkich Achajczyków. Zna ja li wróżbita,

On, Kalchas, Odysseusz i Menelej. W liście

Tym oto pragnę dzisiaj, kroku oczywiście

Żałując poprzedniego, odwołać rozkazy

Pierwotne: Sam widziałeś, żem go tyle razy

Zamykał i otwierał. W nocy, potajemnie

Pisany był. Więc, stary, weź-że go ode mnie

I spiesz co tchu do Argos. A co list ten chowa

We wnętrzu, jakie są tam napisane słowa,

Opowiem ci, bo komuż mam tak ufać, komu,

Jak tobie, słudze żony i mojego domu.

STARZEC

Mów, iżby była między listem zgoda,

A tym, co język mój poda.

AGAMEMNON

czyta

„Do poprzedniego list dołączam wtóry,

Ty, latorośli Ledy!

Nie posyłaj córy

Do tej eubejskiej przystani.

Ku tej aulidzkiej toni,

Po której wichr nie goni.

Przyszlesz ją wtedy –

To lepiej będzie dla niej –

Gdy dziecku naszemu przygotujesz może

Ucztę weselną w dogodniejszej porze”.

[STARZEC

A czy Achilles, żony

Tak naraz pozbawiony,

Będzie spokojny? Azali

Gniewów w swym wnętrzu strasznych nie rozpali

Przeciwko tobie i małżonce twojej?

Rozważ to sobie,

Czy jakiej klęski nie będzie?

AGAMEMNON

Achill w tej mierze

Czynnego udziału nie bierze,

Jedynie

Imię li jego wpleciono w orędzie.

Nie wie o ślubie ani o mym czynie.

Nie wie, że ja mu do łoża

Miałem sprowadzić swą córę.]

STARZEC

Na sprawy się ważysz ponure,

Agamemnonie, mój książę!

 

Pod tą pokrywką, że twa córka hoża

I luba się wiąże

Z synem bogini,

Straszną ofiarę czyni

Na rzecz Danaów twój krok.

AGAMEMNON

Biada człekowi, o biada,

Co naraz zmysły postrada!

Ajaj!

W jakiż zapadam się mrok!

Skrzydła swym stopom daj

I pędź, niech w tej drodze

Starość nie wstrzyma cię twoja!

STARZEC

Pędzę!

AGAMEMNON

A wzbraniam ci srodze,

Byś nie spoczywał u zdroju,

Niech snem się znużenie nie krzepi!

STARZEC

Myśl o mnie lepiej.

AGAMEMNON

A zważaj: Jeżeli

Przyjdziesz na miejsce, gdzie się droga dzieli,

Niech pilnie strzegą twe oczy,

Czy jaki się wóz

Na szybkich kołach nie toczy,

Który by córkę mą niósł

Do tych aulidzkich wód.

A jeśli w miejscu jakiem

Ujrzysz ten rydwan z orszakiem.

Pochwyć-że lejce w te tropy

I zawróć go w gród,

Który nam wzniosły Cyklopy!

STARZEC

Tak zrobię!

AGAMEMNON

A teraz za brony!

STARZEC

Jak znajdzie wiarę ma wieść

U twojej córki i żony?

AGAMEMNON

Trzeba ci list tak nieść,

Abyś nie złamał pieczęci!

Niechże się droga twa święci!

Idź! świta!

Zorza już w blaskach spowita!

Już na niebiosa

Zajeżdża oto przed nami,

Płomienistymi ziejący ogniami,

Poczwórny zaprząg Heliosa.

Ulżyj mej doli!

Nie ma człowieka pod słońcem,

Co by nie spotkał się z końcem

Swej szczęśliwości.

Każdego raz coś zaboli –

Ból wszędzie gości!

CHÓR NIEWIAST Z CHALCYDY

Przychodzę oto w ten czas

Na sypki Aulidy brzeg,

Przebywszy wąski pas,

Fal Eurypowych ścieg.

Rzuciłam ojczysty swój

Chalcydy nadmorski gród,

Co Arethuzy zdrój

Podsyca falą swych wód.

I oto na lądzie tym staję,

By zbrojne zobaczyć Achaje,

Skrzydlate nawy półbogów

U tych pobrzeżnych progów.

Jak opowiada

Naszych małżonków rada,

Mają te statki się nieść –

Taka powszechna jest wieść –

W całej mnogości swojej

Po mórz topieli do Troi.

Pono stanąwszy na przedzie

Płowy Menelej je wiedzie.

I Agamemnon dostojny:

Obaj, gotowi do wojny,

Chcą odbić Helenę: zaloty

Parysa, pięknego pasterza,

Porwały ją kiedyś z wybrzeża

Zatrzcinionego Euroty –

Dar ci to Afrodyty,

Onej godziny zdobyty,

Kiedy z Cyprydą Pallas się i Hera

Nad źródłem o piękność spiera.

Przez Artemidy gaj

Ofiarny pędziłam w cwał,

Mojego lica maj

Wstydliwy płomień grzał,

Gdym pomyślała, że w lot

Rycerny zobaczę tłum,

Oręże zbrojnych rot

I stada koni, iż szum

Usłyszę obozu w te czasy...

I oto obydwa Ajasy

Zasiedli pospołu do rady:

I syn Ojleja, i włady

Syn Telamona,

On, Salaminy korona!

Protesilaos też siadł,

Kunsztowi warcabów rad.

Przesuwa z nim razem piony

Wnuk Posejdona rodzony,

Palamed... Tam kręgiem dyska

Z lubością Diomed ciska,

Tu ten, co zadziwia ziemię,

Merjones, Aresa plemię,

Między druhami się trzyma,

To znowu Laertiada,

Co skalnym ostrowiem włada,

Przed mymi staje oczyma.

I ciebie ujrzały me oczy,

Ty Nireusie uroczy –

Większą pięknością któż się może ninie

W greckiej pochlubić krainie?

Zdarzyła mi widzieć ta chwila

I szybkonogiego Achilla,

Co wichrem skrzydlate ma pięty,

Syna Tetydy bożej,

A wychowańca

Chejrona:

Tak mi się złoży,

Iż, w zbroję zamknięty,

Wyścigu oto dokona

U krańca

Morskich, krzemiennych wybrzeży.

O palmę nagrody,

Widziałam, bieży

Z poczwórnym zaprzęgiem w zawody.

Eumelos, wnuk Feresowy,

Głośnymi zagrzewa słowy

Swoje rumaki bez skazy –

Na tym igrzysku

Biczem wymierza im razy,

Tym najpiękniejszym z koni

Z złotym munsztukiem w pysku.

Para, co w środku, wzięta w jarzmo, goni,

Maści jest szronowatej,

Zaś dwa na lejcach powodne bachmaty

To dwa kasztany

Z pstrymi u kopyt kosmyki.

Tak, w zbroję odziany,

Pędzi Pelida wzdłuż nasady bryki,

Prześciga piasty jej kół.

Widziałam dzisiaj i rozliczne statki –

Niewysłowienie to rzadki

Widok dla oka,

Rozkosz głęboka

Na takie patrzeć nawy!

Po stronie prawej

Flocie swych łodzi

Bóg Mirmidonów przewodzi,

Który pięćdziesiąt naw

Wysyła wpław

Do tej wojny.

A na nich mnogi lud zbrojny

Z ftiockiej prowadzon ziemi.

Na rufie okrętu, u góry,

Nereuszowe córy

Świecą się barwy złotemi,

Wojsk Achillowych godła.

I równowioślne argiwskie okręty,

Gotowe pójść na odmęty,

Tuż obok stały.

Wódz tej nawały

Syn Mekisteja – od dziada

Wiedzę posiada,

Od Talaosa.

Sthenelos, syn przez niebiosa

Kapanejowi dan,

Rusza z nim w tan

Ten krwawy.

Attyckie ustawił nawy –

Sześćdziesiąt – syn Tezeusza:

W zaprzęgu skrzydlatych koni

Bogini Pallada goni –

Na szczęście żeglarz wyrusza

W tym znaku okrętowym.

Beockie widziałam też siły:

W pięćdziesiąt się naw zgromadziły,

Przyozdobionych pięknie:

Kadmos się smoka nie zlęknie,

Jeno złotego olbrzyma

Na rufie okrętu trzyma.

Leithos, ziemioród, przewodzi

Onej gromadzie łodzi.

Zaś z Lokris i ftyjskiej ziemi

Z siły okrętów równemi

Zjawił się szlakiem wód

Waleczny syn Oileja...

Zaś z Myken, warowni Cyklopów,

Na czele przezbrojnych chłopów,

W sto statków, do walki gotowy,

Przybył tu syn Atrejowy.

U boku mężnego własta

Widziałam także Adrasta:

Jak druh przy druhu, chce razem

Dzielnym odbijać żelazem

Tę, co z ojczyzny zbiegła,

Cudzej miłości uległa.

Nestora też liczny jest szyk:

Na rufach, z nogami, jak byk.

Alfeos, bożyszcze kraju.

I ojniańskich okrętów dwanaście

Przy królu Guneju, swym właśnie,

Obok nich statki zaś idą

Pod tymi, co rządzą Elidą –

Lud ich Epeje się zowie –

A podlegają głowie

Eurytosowi. Dalej

Widziałam na morskiej fali

Zastęp z wiosłami białemi,

Przybyły z tafijskiej ziemi.

Na czele ich Meges wyrusza,

Syn Fineusza,

Co z echinadzkich wysp wywodzi ród:

Do jego groźnych wód

Żaden, o żaden z żeglarzy

Z swoim się statkiem nie waży.

Swą salamińską rzuciwszy dzierżawę,

I Ajas tam jest, skrzydło prawe

Tworzy przy lewym, swe łodzie

Tuż obok mający na wodzie.

W dwanaście statków on czeka,

Zręcznych, płynących z lekka.

Tak o tym wieść się toczy,

Tak wszystko na własne oczy

Widziałam – naw szereg mnogi

I statków tych zbrojne załogi.

Do domu już chyba nie wróci,

Jeśli się rzuci

Na nie jakowa cudzoziemska łódź!

Rozkoszna to chuć

Widzieć te siły ogromne –

Już tego ja nie zapomnę!

STARZEC

mocując się z Menelajem

Co robić ci nie wolno, czemu robisz? czemu?

MENELAOS

A idź-że, idź! Zbyt wierny jesteś panu swemu!

STARZEC

Że jestem bez zarzutu, zarzut twój dowodzi!

MENELAOS

Wyć będziesz, postępując tak, jak się nie godzi.

STARZEC

Otwierać tego listu tobie nie wypada.

MENELAOS

A tobie go zanosić! Greków w nim zagłada.

STARZEC

Zwróć list mi, a z innymi spieraj się w tej sprawie.

MENELAOS

Ja listu ci nie zwrócę!

STARZEC

A ja nie zostawię!

MENELAOS

Tą laską krwi ci trochę upuszczę z twej głowy!

STARZEC

Zaszczytnie, gdy dla pana sługa paść gotowy.

MENELAOS

Daj-że go! Jak na sługę język masz za długi.

STARZEC

O panie! Chcą mnie skrzywdzić! Z rąk twojego sługi

Chcą pismo twoje wyrwać. Hej! Agamemnonie,

Ja tu przeciw bezprawiu jawnemu się bronię!

Z namiotu wychodzi

AGAMEMNON

Co za zgiełk tu u mych progów?! Niepokoić mnie tym krzykiem!

MENELAOS

Mnie pierwszeństwo się należy przed sługusów twych językiem!

AGAMEMNON

Po co wleczesz go za sobą? Po co ta się kłótnia toczy?

MENELAOS

Zanim zacznę mówić z tobą, wprzód mi, bracie, spojrzyj w oczy!

AGAMEMNON

Myślisz, że ja, syn Atreja, spuszczę oczy, drżący z trwogi?

MENELAOS

Widzisz list ten, to narzędzie podłych czynów, zbrodni twojej?

AGAMEMNON

Widzę, owszem, tylko proszę, racz-że mi go oddać wprzódy!

MENELAOS

O, nie oddam, zanim treści nie poznają greckie ludy.

AGAMEMNON

Czegoś wiedzieć nie powinien, wiesz to, zdarłszy me pieczęcie?

MENELAOS

Na złość spiski twe odkryłem, ukrywane tak zawzięcie.

AGAMEMNON

wskazując na starca

Gdzież natknąłeś się na niego? O straszliwy ty bezwstydzie!

MENELAOS

Czyhający, czy już z Argos córka twoja k’nam nie idzie.

AGAMEMNON

Więc szpiegujesz mnie? O hańbo! Cóż ja na to powiem tobie?!

MENELAOS

Niewolnikiem twym nie jestem, jak mi chce się, tak też zrobię.

AGAMEMNON

Niesłychane! Co? Nie wolno być mi panem w własnym domu?

MENELAOS

Wciąż coś knujesz, dziś i przedtem, o, nietajne to nikomu.

AGAMEMNON

Patrz! dowcipniś! Lecz cóż język, który tylko kąsać umie!?

MENELAOS

Krzywdzi swoich i zawodzi człowiek chwiejny w swym rozumie,

Zaraz o tym cię przekonam, niech no tobą gniew nie targa,

Nie odwracaj się od prawdy, którą zresztą moja warga

Powściągliwie ci wyłoży. Gdyś się starał o buławę

Naczelnika śród Danaów, ruszających na wyprawę

Iliońską, czyś, na pozór obojętny, w rzeczy samej

Pożądliwie prący naprzód, nie otwierał domu bramy

Dla każdego spośród gminu? Czyś nie łasił się z pokorą

Wobec wszystkich? Czyś nie schlebiał? Czy twa dłoń nie była skorą

Ściskać ręce lada komu? Nie prawiłeś-że grzeczności,

Czy kto chciał, czy nie chciał słuchać z pozbieranych twoich gości,

Byle tylko od motłochu kupić zaszczyt w taki sposób?!

Lecz gdyś dopiął raz już swego, jak wobec tych samych osób

Zmieniły się twe zwyczaje! Przyjaciela utracili

Dawni twoi przyjaciele! Nieprzystępny od tej chwili,

Niewidzialnyś był dla świata, zamykałeś na klucz dźwierze,

Człek szlachetny nie na żarty, chociaż i porośnie w pierze,

 

Zachowuje przyjaciołom szczerą przyjaźń; właśnie wtedy,

Gdy najbardziej pomóc może, żyjąc w szczęściu, rad od biedy

Chroni druhów mniej szczęśliwych. Oto, widzisz, grzech twój stary

W pierwszym rzędzie ci wytknąłem, bom jest świadom tej przywary

Nie od dzisiaj. A do Aulis gdyś zawinął na wojsk czele

Wszechhelleńskich gdy brak wiatru wszelkie odjął nam wesele,

Kiedy wojsko Danaidów, utraciwszy już ochotę

Czekać dłużej, zażądało, aby precz rozpuścić flotę,

Nie mozolić się daremnie w tej Aulidzie, [zrozpaczony,

Że naw tysiąc masz na próżno, że nie możesz ruszyć w strony

Priamowe] mnie przyzwałeś: Co ci powiem, poradzę,

By stąd wybrnąć, by hetmańską uzyskawszy raz już władzę,

Nie utracić wieńca chwały?... A gdy Kalchas w wieszczym słowie

Zapowiedział, że [jeżeli chcą wyruszyć Danaowie,

Artemidzie] córkę twoją trzeba będzie dać w ofierze,

Jakeś gotów był poświęcić dziecko swe, ucieszon szczerze!

Dobrowolnie, nie z przymusu – przyznasz chyba – żonie swojej

List pisałeś, by przywiodła tutaj córkę, że się kroi

Niby dla niej ślub z Achillem! Jest nad nami niebo jeszcze,

Które słowa twe słyszało! Aleś potem uczuł dreszcze,

Żal ci było i do żony napisałeś list ten wtóry,

By powiedzieć, że nie można być mordercą własnej córy.

Już niejeden tak się spisał, postąpiły tak tysiące,

Gdy nadeszła działań pora. Żądze parły ich gorące

Ku zaszczytom, ale potem jak stchórzyli! Ci nie śmieli

Jąć się czynu, bo ich wstrzyma głupi współobywateli

Sąd, zaś tamci się cofają całkiem słusznie, jeśli siły

Zabrakło im, iżby miastem dzielne ręce ich rządziły.

Lecz najbardziej ze wszystkiego żal mi biednej dziś Hellady:

Chce zgnieść nędznych barbarzyńców, pragnie zniszczyć ich posady

I dziś tego zrzec się musi tobie i twej córce gwoli.

Nigdy bym ja nie powierzył państwa ni też wojska doli

Człowiekowi, by li on miał zyski z tego. Wojsku trzeba

Przezornego dawać wodza. Komu zaś zesłały nieba

Skarb rozumu, ten utrzyma w silnej ręce sprawy miasta.

PRZODOWNICA CHÓRU

O jakież to ze sporu braci zło wyrasta!

Rozdwajające bliskich jakże szkodzą waśnie!

AGAMEMNON

Ja nie będę ci urągał, dobrotliwie ci wyjaśnię,

W krótkich słowach, a bezwstydnie nie patrzący z góry na cię,

Boś jest brat mój. Wstyd przystoi zacnym mężom. Powiedz, bracie

Czemu gniew cię tak rozsadza, że ci krwią nabiegły oczy?

Któż cię krzywdzi? Czego żądasz? O co się ten spór twój toczy?

O przezacną twą małżonkę? Ja ci zwrócić jej nie mogę,

A tej, którąś miał, źle strzegłeś. Mnie za grzechy niespełnione

Pokutować? Czyż cię razi moja żądza sławy? Żonę

Chcesz w objęciach mieć nadobną, za nic sobie ważąc cnotę

I rozsądek? Chuć niegodna znamionuje li hołotę!

Ja szaleję, że rozsądkiem nierozważny krok wetuję?

Raczej ty, gdyż z wolą bożą utraciwszy żonę-szuję,

Chcesz na nowo ją odzyskać? Lekkomyślnie zakochani

Poprzysięgli zalotnicy Tyndarowi tylko dla niej –

Popędzała ich Nadzieja, takie bóstwo, które sięga

Nieco dalej, niż ty, bracie, i wszelaka twa potęga.

Bierz ich sobie, gdzie chcesz ruszaj! Pożałujesz po niewczasie

Swego głupstwa. Bóg nie taki bezrozumny, dobrze zna się

Na przysięgach wymuszonych, nie mających cnej podstawy!

Z własnych dzieci ja dla ciebie miałbym złożyć datek krwawy?

I dla twego również dobra nie uczynię, by cię z sprosną

Złączyć znowu nierządnicą! Nigdy oczy me nie posną,

Płakać będą w dnie i noce, jeśli tak się najniegodniej

Na swej własnej krwi dopuszczasz tej haniebnej, strasznej zbrodni!

Tom pokrótce ci wyłożył, jasno, prosto, zrozumiale.

Gdy ty nie chcesz mieć rozumu, to ja jeszcze cię ocalę!

PRZODOWNICA CHÓRU

Inaczej się ta mowa, niż poprzednia, świeci!

I słuszność ma, kto swoje rad oszczędza dzieci.

MENELAOS

Więc nie mam już przyjaciół! O ja człek bez rady!

AGAMEMNON

Masz, tylko na przyjaciół nie ściągaj zagłady!

MENELAOS

Że jednej krwi my oba, w czas się to pokaże.

AGAMEMNON

Rozsądne poprę kroki, nie szaleństwo wraże!

MENELAOS

Przyjaciel z przyjacielem winien dzielić znoje.

AGAMEMNON

Twa dobroć niech mnie jedna, nie szaleństwo twoje.

MENELAOS

Nie myślisz znosić trudów w Hellady potrzebie?

AGAMEMNON

Bóg jakiś snać opętał Helladę i ciebie!

MENELAOS

Idź, zdradzaj swego brata, dumny z swej buławy!

[Ja innych pójdę szukać środków dla mej sprawy

I innych też przyjaciół!

Na scenę wchodzi

GONIEC

O Agamemnonie!

Ty wodzu Wszechhellenów! Jestem tu w tej stronie

Z twą córką, którąś w domu nazwał Ifigenią.

I mać z nią idzie również, którą ludzie mienią

Twą żonę Klytaimnestrą. Jest syn razem z niemi,

Orestes, by ci radość, że tak dawno z ziemi

Ojczystej wyruszyłeś, sprawiło spotkanie.

Po długiej tej podróży siadły nasze panie

Przy zdroju, chłodzą nogi. Konie na murawę

Puszczono, iżby sobie poszczypały trawę.

Ja zaś przybiegłem naprzód, pragnący cię o tem

Uprzedzić. Już wiadomo pod każdym namiotem,

Że córka twa przybyła – z taką się szybkością

Rozniosła wieść. I wszystko tłoczy się ku gościom,

By córkę twą zobaczyć. Na szczęśliwych bowiem

Świat patrzy z uwielbieniem i podziwem. Mrowiem

Obiegłszy ją, pytają: „Zaślubiny może?

Czy może Agamemnon to dziewczątko hoże

Sprowadził ta z tęsknoty za córką?” A idzie

I taka wieść po ludziach, że ją Artemidzie

Poświęcić chcesz, patronce aulidzkiej, i wszędzie

Pytają, jaki ją też oblubieniec będzie

Prowadził, tę bogini cną oblubienicę?

Lecz dalej! Niech co żywo przed królewskie lice

Ofiarne zniosą kosze! Uwieńczcie swe czoła,

Ty również, Menelaju! Niech zabrzmi dokoła

Radosny hymn weselny! Niech do dźwięku fletni

Przytupywanie nogą tę chwilę uświetni,

Albowiem dzień to szczęsny dla naszej królewny.

AGAMEMNON

No, idź-że do namiotu, idź-że i bądź pewny,

Że wszystko dobrze będzie, jeśli los pozwoli.

Ach! Cóż ja mam uczynić w tej nieszczęsnej doli?!

Jak straszne konieczności brzemię dźwigać muszę!

Zły duch mnie oto podszedł i spętał mą duszę

I wszystkie me podstępy obrócił dziś na nic,

Sam będąc podstępniejszy. Jakżeż to bez granic

Szczęśliwszy jest człek prosty! On się i wywnętrzy

Do woli, i wypłacze. Zasię człowiek więtszy,

Szlachetniejszego rodu, na tym wciąż utyka:

Niewolnik obyczajów, lęka się języka

Ludzkiego i w ten sposób ulega gminowi,

W nieszczęście, ach! popadłem! Byłoby najzdrowiej,

Ażebym się wypłakał, a wstyd mi zabrania!

Lecz mniejsza z tym!... Cóż powiem w chwili powitania

Małżonce? Jak ją przyjmę? Jak jej spojrzę w oczy?

Tym większe jeszcze dzisiaj nieszczęście mnie tłoczy,

Że jest tu, niewezwana! Lecz słusznie zrobiła,

Zjechawszy na ślub córki. Wydać skarb ten, siła

Najdroższy w domowinie, przybywa, a oto

Spostrzeże, w jakie dzisiaj wciągnąłem je błoto!

A ona, nieszczęśliwa dziewka, co prawię? –

Dziewica? Wszak za chwilę, dzięki mej obławie,

Zaślubi się z Hadesem!... Cóż ja biedny zrobię?

„Zabijasz mnie?” tak jęknie – „niechże, ojcze, tobie

I wszystkim twoim drogim przypadnie w udziele

To samo, jakie dzisiaj sprawiasz mnie, wesele!”

Obecny Orest krzyknie coś niezrozumiale –

Lecz ja zrozumiem dobrze te dziecięce żale!

Do jakiej-ż mnie okrutnej przywiodły zaguby

Heleny i Parysa Priamidy śluby!

PRZODOWNICA CHÓRU

I mnie nieszczęście króla okrutnie dopieka,

Choć dla was jam niewiasta obca i daleka.

MENELAOS

O pozwól mi się, bracie, dotknąć dłoni twojej!

AGAMEMNON

Tu masz! Zwycięstwo tobie, mnie zaś rozpacz stoi!

MENELAOS

Przysięgam na Pelopsa, który był rodzicem

I mego i twojego rodzica, z tym licem

Otwartym na Atreja, co nas spłodził obu,

Zaklinam się, że, mówiąc, użyję sposobu

Szczerego, bez obłudy, że li to przytoczy

Mój język, co mam w serca. Widząc twoje oczy

Spłakane, jam się wzruszył, samem też o mało

Nie płakał. Odwołuję, co się powiedziało,

Bo nie chcę wobec ciebie postępować srodze.

I jam twojego zdania i ja się z tym godzę,

Byś córki nie zabijał i we wyższej cenie

Mojego nie miał szczęścia. Bo jakżeż, nadmienię,

Ma być, abyś ty płakał, a jam się weselił,

By twoich chłonął śmierci mrok, a mym się bielił

Dzień boży? Czegóż pragnę? Jeśli pragnę żony,

Nie mogęż dostać innej, wielce wyróżnionej?

Więc brata mam poświęcić, co najmniej wypada,

Dla kogo? Dla Heleny? Nad dobro nie lada

Przenosić zło wierutne? Byłem-ci ja młody

I płochy, ale teraz, korzyści i szkody

Wszelakie rozważywszy, widzę, co to znaczy

Zabijać własne dziecko. Lituję się raczej

Nad losem biednej dziewki, zwłaszcza, jeśli wspomnę,

Że moją jest krewniaczką ta, co tak ogromne

Ponosić ma nieszczęście, co ma paść w ofierze

Dla mojej miłośnicy. Zresztą, powiem szczerze,

Cóż córkę twą obchodzi Helena? Więc dalej!

Niech wojsko się z Aulidy do domu przewali!

Ty zasię łzy obetrzyj, bo i oczy moje

Gotowe, bracie drogi, łez wypłakać zdroje!

Jeżeli ciebie tyczy wyrok, na twą córę

Wydany, niechże na mnie losy jej ponure

Bynajmniej nie padają. Mego w tym udziału

Na twą się zrzekam korzyść. A że już pomału

Ochłodłem w swym zapale, dobra jest ta zmiana,

Bo serce moje bratu wróciła. Wybrana

Jest dusza, gdy najlepszych rad słuchać gotowa.

PRZODOWNICA CHÓRU

Potomka Zeusowego godne są te słowa,

Tantala szczepu godne, nie zawstydzą przodka!

AGAMEMNON

W niemałej u mnie cenie twoja dobroć słodka,

Że słowem, godnym ciebie, tak niespodziewanie

Umiałeś mnie zaszczycić. Jak to? Czyż powstanie

Niezgoda między braćmi dla pustej kobiety,

Albo z chciwości grosza? Dla tych, co niestety!

We waśni są, acz krewni, zawsze mam pogardę,

Lecz przyszły na mnie chwile konieczności twarde,

Że muszę na swej córce mord wykonać krwawy.

MENELAOS

Któż zmusza cię mordować? Dla jakiejże sprawy?

AGAMEMNON

Zmuszają mnie te wojska, wszyscy ci Achaje!

MENELAOS

Nie zmuszą, gdy w argiwskie odeszlesz je kraje.

AGAMEMNON

To dałoby się ukryć, tamto zaś się nie da –

MENELAOS

Uginasz się przed tłumem? Cóż znowu za bieda?

AGAMEMNON

Kalchas całemu wojsku roztrąbi wyrocznię.

MENELAOS

A jeśli żyć przestanie? Łatwo sobie spocznie!

AGAMEMNON

Tak! Niecne, tak rozgłosu chciwe wieszczków plemię!

MENELAOS

Nicpotem, darmozjady, jeno hańbią ziemię!

AGAMEMNON

Co przyszło mi tu na myśl, ciebie nie zatrwoży?

MENELAOS

Od razu mów, odgadnąć będzie chyba gorzej.

AGAMEMNON

Wie o tym i Syzyfa plemię to nieboże.

MENELAOS

A w czymże nam Odyssej dziś zaszkodzić może?

AGAMEMNON

O, chytra to gadzina i z pospólstwem w zmowie.

MENELAOS

Ambicja go pożera, to licho mu w głowie –

AGAMEMNON

Dlatego, wierz mi, stanie śród argejskich ludzi

I wszystkich Kalchasową wyrocznią podjudzi,

Żem przyrzekł Artemidzie ofiarę, a potem

Złamałem dane słowo. Za sobą on lotem

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?