Wojownicy. Nowela. Życzenie Liściastej SadzawkiTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Nowela
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tytuł oryginału: Leafpool’s Wish

Copyright © Working Partners Limited 2014

Series created by Working Partners Limited

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2021

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Małgorzata Korbiel

Konsultacja merytoryczna i koncepcja okładki: Dominika Kuc

Projekt graficzny okładki: Zilven

Ilustracje i grafiki: Marcin Kwaśny

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-8203-079-2


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

telefon 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Victorii Holmes

KLANY

KLAN PIORUNA

PRZYWÓDCA

Ognista Gwiazda — płomiennorudy kocur

ZASTĘPCA

Szara Pręga — długowłosy szary pręgowany kocur

MEDYCZKA

(kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Liściasta Sadzawka — jasnobrązowa pręgowana kotka o bursztynowych oczach

WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)

Zakurzona Skóra — ciemnobrązowy pręgowany kocur

Piaskowa Burza — jasnoruda kotka

Obłoczny Ogon — długowłosy biały kocur

Paprociowe Futro — złocistobrązowy pręgowany kocur; uczennica: Biała Łapa

Ciernisty Pazur — złocistobrązowy pręgowany kocur

Jasne Serce — biała kotka w rude łaty

Jeżynowy Pazur — ciemnobrązowy pręgowany kocur o bursztynowych oczach

Jesionowe Futro — bladoszary kocur (w ciemniejsze cętki) o ciemnoniebieskich oczach; uczeń: Brzozowa Łapa

Deszczowy Wąs — ciemnoszary kocur o niebieskich oczach

Wiewiórczy Lot — ciemnoruda kotka o zielonych oczach

Pajęcza Noga — długonogi czarny kocur o brązowym brzuchu i bursztynowych oczach

UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Biała Łapa — biała kotka o zielonych oczach

Brzozowa Łapa — jasnobrązowy pręgowany kocur

KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Paprotkowa Chmura — jasnoszara kotka (w ciemniejsze cętki) o jasnozielonych oczach, matka kociaków Zakurzonej Skóry

Szczawiowy Ogon — szylkretowo-biała kotka o bursztynowych oczach

Stokrotka — kremowa długowłosa kotka poprzednio mieszkająca z końmi

STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Złoty Kwiat — jasnoruda kotka, najstarsza karmicielka w klanie

Długi Ogon — jasny kocur w czarne pręgi; wcześnie dołączył do starszych z powodu osłabienia wzroku

Mysie Futro — drobna, ciemnobrązowa kotka

KLAN CIENIA

PRZYWÓDCA

Czarna Gwiazda — duży biały kocur o wielkich czarnych łapach

ZASTĘPCZYNI

Rdzawe Futro — ciemnoruda kotka

MEDYK

Mała Chmura — bardzo drobny pręgowany kocur

WOJOWNICY

Dębowe Futro — mały brązowy kocur; uczeń: Dymna Łapa

Cedrowe Serce — ciemnoszary kocur

Jarzębinowy Pazur — rudy kocur

Brunatna Skóra — szylkretowa kotka o zielonych oczach

KARMICIELKI

Wysoki Mak — długonoga jasnobrązowa kotka

STARSZYZNA

Głaz — chudy szary kocur

KLAN WIATRU

PRZYWÓDCA

Pojedyncza Gwiazda — brązowy pręgowany kocur

ZASTĘPCZYNI

Jesionowa Stopa — szara kotka

MEDYK

Kaszlący Pysk — brązowy kocur o krótkim ogonie

WOJOWNICY

Rozdarte Ucho — pręgowany kocur

Pajęczynowa Stopa — ciemnoszary pręgowany kocur

Wronie Pióro — ciemnoszary kocur

Sowi Wąs — jasnobrązowy pręgowany kocur

Nocna Chmura — czarna kotka

Łasicze Futro — rudy kocur o białych łapach

KARMICIELKI

Biały Ogon — drobna biała kotka

STARSZYZNA

Poranny Kwiat — szylkretowa kocica

Sitowiowy Ogon — jasnobrązowy kocur

KLAN RZEKI

PRZYWÓDCZYNI

Lamparcia Gwiazda — nietypowo nakrapiana złocista kocica

ZASTĘPCZYNI

Mglista Stopa — szara kotka o niebieskich oczach

MEDYCZKA

Ćmie Skrzydło — złocista nakrapiana kotka; uczennica: Wierzbowa Łapa

WOJOWNICY

Czarny Pazur — kruczoczarny kocur; uczeń: Bukowa Łapa

Jastrzębi Mróz — ciemnobrązowy kocur o białym brzuchu i lodowato niebieskich oczach

Nornicowy Ząb — drobny brązowy pręgowany kocur

Jaskółczy Ogon — ciemna pręgowana kotka

Kamienny Strumień — szary kocur

Trzcinowy Wąs — czarny kocur; uczeń: Pluskająca Łapa

KARMICIELKI

Omszona Skóra — szylkretowa kotka o niebieskich oczach

Zaranny Kwiat — jasnoszara kotka

STARSZYZNA

Ciężki Krok — mocno zbudowany pręgowany kocur

PLEMIĘ PŁYNĄCEJ WODY

Potok, w Którym Pływają Małe Ryby — brązowa pręgowana kotka

Burzowe Futro — ciemnoszary kocur o bursztynowych oczach; były członek Klanu Rzeki

POZOSTAŁE ZWIERZĘTA

Dymek — muskularny szaro-biały kocur mieszkający w gospodarstwie w siedlisku koni

Nitka — drobna szaro-biała kotka mieszkająca w siedlisku koni

Pestka — czarno-biały terier żyjący z Dwunożnymi nieopodal siedliska koni

Północ — borsuczyca wpatrująca się w gwiazdy, żyjąca niedaleko morza

Rozdział 1


— Nie wierć się tak, Brzozowa Łapo! Jeśli nie przestaniesz, każę Zakurzonej Skórze na tobie usiąść! — syknęła Liściasta Sadzawka, po czym podniosła z ziemi mech i po raz kolejny uniosła go nad oko ucznia.

— Ale to szczypie! — zaprotestował Brzozowa Łapa.

— Bardziej niż pazury borsuka? — odmiauknęła sceptycznie medyczka. Ścisnęła mech między poduszkami łap, a na przymknięte oko Brzozowej Łapy spłynęła kropla zielonego soku. Uczeń wzdrygnął się, ale Liściasta Sadzawka szybko położyła łapę na jego powiece, by młodziak nie otworzył oka, gdy sok leczył infekcję.

Mimowolnie zalała ją fala wspomnień z ataku borsuków: widok jej pobratymców walczących o życie, podczas gdy ona i Wronie Pióro stali przerażeni przy wejściu do kotliny; odgłosy padania na ziemię małych, futrzastych ciał, miotanych przez ogromne, czarno-białe łapska; warknięcia borsuków dudniące pomiędzy wrzaskami wojowników. Brzozowa Łapa miał szczęście, że udało mu się ujść z walki tylko z zadrapanym okiem. Okopcone Futro zginął, podobnie jak Rozżarzona Skóra — medyczka rozpaczliwie chroniąca Szczawiowy Ogon, która rodziła wtedy kocięta. Na myśl o tym, że jej mentorka odeszła bez niej przy boku, Liściasta Sadzawka znów poczuła przeszywający przypływ żalu. Rozżarzona Skóra musiała być przerażona wizją Klanu Pioruna bez medyka, jednak odmówiła zostawienia Szczawiowego Ogona na pastwę borsuków.

— Wróciłam, Rozżarzona Skóro, i zostałam — szepnęła Liściasta Sadzawka, z nadzieją, że jej mentorka słyszy ją w Klanie Gwiazdy.

— Zagadałaś się sama ze sobą? — miauknął Paprociowe Futro, który pojawił się w wejściu do legowiska.

Medyczka otrząsnęła się ze wspomnień.

— Przypominałam sobie coś ważnego — odpowiedziała. — Czy wszystko w porządku, Paprociowe Futro?

— Hej, czy mogę już iść? — zaszczebiotał Brzozowa Łapa, spoglądając na medyczkę. Jego ranne oko było zamknięte i spływał z niego sok.

Liściasta Sadzawka kiwnęła głową.

— Tak, ale nie opuszczaj kotliny! Nie chcę, by jakiś cierń podrażnił ci oko, zanim zupełnie się nie zaleczy.

Brzozowa Łapa wybiegł na zewnątrz, mrucząc pod nosem. Paprociowe Futro czubkiem ogona trzepnął po przyjacielsku mijającego go ucznia.

— Niektóre koty muszą przypomnieć sobie, jakie miały szczęście, że przeżyły tę walkę — mruknął.

Liściasta Sadzawka skłoniła głowę.

— A ci, którzy polegli, nie zostaną zapomniani.

Paprociowe Futro schylił się, by wejść do legowiska. Tak jak większość pobratymców medyczki nerwowo spojrzał w górę, jakby zastanawiał się, co przytrzymuje znajdujące się ponad nimi klify. — Przysłała mnie Szczawiowy Ogon — miauknął. — Żarka ma pchły. Nie masz czegoś, co by mogło załagodzić ugryzienia?

 

Medyczka wyobraziła sobie malutką, szarą kotkę, drapiącą się po swojej puchatej sierści.

— Mam coś, co może pomóc — zamruczała. — Powiedz Szczawiowemu Ogonowi, że przyjdę przed wysokim słońcem.

Paprociowe Futro zmrużył oczy.

— Nie ma pośpiechu. Wyglądasz na zmęczoną, Liściasta Sadzawko. Czy mogę ci w czymś pomóc?

Kotka pokręciła głową.

— Wszystko w porządku. Po bitwie zawsze jestem zajęta, a żłobek pełen kociąt mi nie pomaga! — Przerwała na moment. — Ale oczywiście cieszy mnie każdy kociak narodzony w Klanie Pioruna — dodała.

Spojrzenie Paprociowego Futra złagodniało.

— Wszystkie maluchy są dla nas cenne — zgodził się.

Medyczka odprowadziła go do wyjścia i stanęła w bladych promieniach słońca. Po drugiej stronie polany jej siostra, Wiewiórczy Lot, dzieliła się myszą z Jeżynowym Pazurem. Stali tak blisko siebie, że ich futra zlewały się w jedno. Liściasta Sadzawka poczuła w brzuchu ukłucie niepokoju. Wyglądało na to, że Wiewiórczy Lot w końcu dokonała wyboru pomiędzy ich pobratymcem, Jesionowym Futrem, a ciemno pręgowanym barczystym kocurem. Liściasta Sadzawka nie mogła nie zauważyć napięcia między wojownikami, gdy ubiegali się o Wiewiórczy Lot, i z całego serca pragnęła, by jej siostra podjęła inną decyzję. Jak miała jej powiedzieć, że gdy śniła o Mrocznej Puszczy, widziała w niej Tygrysią Gwiazdę w tajemnicy mentorującego Jeżynowemu Pazurowi i uczącego go najokrutniejszych sposobów zabijania i okaleczania przeciwników? Jak często nie powtarzałaby sobie, że Jeżynowy Pazur jest lojalnym wojownikiem Klanu Pioruna, żaden kot nie mógł zaprzeczyć, że jego ojciec był jednym z najniebezpieczniejszych kotów, które kiedykolwiek żyły w klanach.

A mimo to medyczka, gdy samotnie wędrowała o zachodzie słońca, miała też wizję, w której gwiazdy świeciły nad jeziorem. Dwa gwiezdne kształty, bez wątpienia symbolizujące Wiewiórczy Lot i Jeżynowego Pazura, szły łapa w łapę po niebie, ze splecionymi ogonami. Cóż innego mogłoby to oznaczać, jeśli nie to, że przeznaczeniem tej dwójki jest być razem? Liściasta Sadzawka niechętnie opowiedziała siostrze o tym, co widziała. Jako medyczka nie miała prawa wybierać, którymi znakami i wizjami powinna się dzielić, a które trzymać w sekrecie. Wiedziała, że to pomogło Wiewiórczemu Lotowi wybrać pomiędzy Jeżynowym Pazurem a Jesionowym Futrem. Ale gdy leczyła barczystego wojownika z ran, które mógł odnieść jedynie w walkach z ojcem odbywających się w Mrocznej Puszczy, nic nie powiedziała siostrze. Miała tylko nadzieję, że Jeżynowy Pazur sam zdecyduje porzucić swoje stosunki z Tygrysią Gwiazdą i postanowi czerpać tylko i wyłącznie z wiedzy, którą mogą mu przekazać żyjący pobratymcy.

Ugryzienia pcheł na skórze Żarki dały się załagodzić dzięki kojącym liściom nagietka wtartym w miękkie jak pajęczyna futerko. Maleńka kotka tak się wierciła, że Liściasta Sadzawka podejrzewała, że u innych kociąt również pojawiło się sporo gryzących lokatorów. Szczawiowy Ogon mrugnęła do niej z wdzięcznością, szczęśliwa, ale też zmęczona karmieniem i utrzymywaniem porządku w swojej małej rodzinie. Liściasta Sadzawka wdychała słodki, mleczny zapach żłobka i pozwoliła, by na moment ją pocieszył. Zachowała jego wspomnienie do nocy, gdy kładła się spać. Legowisko nadal wydawało się puste bez Rozżarzonej Skóry śpiącej obok, a cienie padające na surowe, kamienne ściany zdawały się być zimne i ciężkie. Medyczka wetknęła nos pod ogon i wzięła głęboki wdech. Tej nocy znów chciała wejść do Mrocznej Puszczy. Musiała wiedzieć, czy Jeżynowy Pazur nadal jest uczniem swojego ojca.

Obudziła się w gęstym, zielonym lesie, blado oświetlonym przez niewidoczny księżyc i poruszanym szepczącą bryzą. Poczuła znajomy dreszcz grozy na myśl o niechcianych przez Klan Gwiazdy martwych kotach, które ukrywały się w krzakach i obserwowały ją wściekłymi, żółtymi oczami. Ale zmusiła się, by iść ścieżką wijącą się pomiędzy omszałymi pniami drzew, przekonana, że słyszy wśród nich echo uderzeń własnego serca.

Nagle się zatrzymała. Tuż przed nią wyrosły trzy koty zwrócone do niej plecami. Natychmiast rozpoznała dwa z nich — ale to nie byli wojownicy z Mrocznej Puszczy. Ich futro błyszczało od blasku gwiazd, a srebrne promienie tworzyły poświatę wokół ich łap, sprawiając, że wyglądały, jakby stały na wodzie. Jeden z nich odwrócił się, by spojrzeć na Liściastą Sadzawkę, a medyczka poczuła, jak serce rośnie jej z radości. To Błękitna Gwiazda!

— Chodź do nas, Liściasta Sadzawko — miauknęła kotka z Klanu Gwiazdy. — Czekaliśmy na ciebie.

Medyczka podeszła kilka kroków, aż poczuła zapach wiatru i gwiazd na sierści dawnej przywódczyni. Pozostałe koty również się odwróciły.

— Nie spieszyłaś się — mruknęła pod nosem Żółty Kieł.

Liściasta Sadzawka nie znała trzeciego kota — złotego, pręgowanego kocura o szerokich barkach. Ten schylił przed nią głowę.

— Witaj, Liściasta Sadzawko. Nazywam się Lwie Serce. Byłem z Błękitną Gwiazdą, gdy twój ojciec, Ognista Gwiazda, pojawił się w lesie.

— To zaszczyt cię poznać — odmiauknęła medyczka. — Ale gdzie ja jestem? Dlaczego mnie tu przyprowadziliście? — Nigdy dotąd nie śniła o tym miejscu, ale na pewno nie była to Mroczna Puszcza, skoro pojawiły się tu koty Klanu Gwiazdy.

— Chodź — rozkazała Błękitna Gwiazda i nie czekając, ruszyła ścieżką w głąb lasu. Prowadziła ona do oświetlonej blaskiem księżyca polany, a drzewa, które wcześniej wydawały się tak złowieszcze, teraz wyglądały smukle i przyjaźnie, otaczał je zapach zwierzyny. Na bezchmurnym niebie trzy gwiazdy błyszczały jaśniej niż pozostałe, pulsując srebrnym światłem.

— Błękitna Gwiazdo, co to takiego? — szepnęła Liściasta Sadzawka.

Kocica nie odpowiedziała. Zamiast tego weszła na środek polany i ogonem pokazała Liściastej Sadzawce, by usiadła. Medyczka jeszcze raz spojrzała w górę, ale trzy gwiazdy zniknęły.

— Macie dla mnie jakiś znak?

— Nie do końca — odpowiedziała Błękitna Gwiazda. — Ale chcemy ci powiedzieć, że ścieżka twojego życia będzie się wić w nieznane ci jeszcze miejsca.

— Tak. — Żółty Kieł wyglądała na spiętą, jakby chciała zdradzić więcej, ale powstrzymywała ją przed tym jakaś niewypowiedziana obietnica. — Podążysz drogą, którą obrało przed tobą niewiele medyczek.

Liściasta Sadzawka poczuła ukłucie zaniepokojenia.

— Co macie na myśli?

— Istnieją koty, które dopiero poznasz — miauknęła Błękitna Gwiazda — ale ich łapy ukształtują twoją przyszłość.

Co to znaczy? — zastanawiała się Liściasta Sadzawka.

Lwie Serce położył ogon na jej ramieniu. Owionął ją jego zapach — krzepiący i mężny.

— Przybyliśmy, by dać ci siłę — zamruczał.

— Cokolwiek się stanie, pamiętaj, że zawsze będziemy z tobą — przyrzekła Błękitna Gwiazda.

Jej niebieskie oczy błyszczały dobrocią i troską, ale Liściasta Sadzawka nadal nie miała pojęcia, o czym ta trójka mówi. Ścieżka jej życia została przecież raz na zawsze ustalona. Będzie medyczką Klanu Pioruna, dopóki nie nadejdzie jej kolej, by kroczyć z innymi kotami w Klanie Gwiazdy. To, co było między nią a Wronim Piórem… skończyło się raz na zawsze. To część jej życia, która po pewnym czasie zostanie zepchnięta w niepamięć.

— Nie rozumiem — szepnęła. — Nie możecie powiedzieć mi więcej?

Błękitna Gwiazda pokręciła głową.

— Nawet Klan Gwiazdy nie widzi wszystkiego, co się zdarzy. Ścieżka, która jest przed tobą, znika w cieniu. Ale będziemy nią z tobą kroczyć, obiecuję.

Liściasta Sadzawka pozwoliła sobie, by słowa Błękitnej Gwiazdy ją pocieszyły. Jeśli będzie miała przy swoim boku Klan Gwiazdy, nic strasznego nie może się zdarzyć. Gdy opuściła swój klan, by być z Wronim Piórem, czuła, jakby przodkowie na zawsze ją opuścili. Ale podążyła za swoim sercem z powrotem do Klanu Pioruna i znowu byli przy niej, chronili ją, prowadzili i dbali o jej bezpieczeństwo.

Podjęłam dobrą decyzję — nie, jedyną możliwą decyzję —powracając do kotliny. Nic już nie zagrozi mojemu miejscu w Klanie Pioruna — pomyślała.

Rozdział 2


Mech pod łapami Liściastej Sadzawki zachrzęścił od szronu, gdy wśliznęła się do legowiska Ognistej Gwiazdy. Minął jeden księżyc od jej snu o trzech małych gwiazdkach, a pora opadających liści ustępowała najzimniejszemu sezonowi. Liściasta Sadzawka napu­szyła futro i przypomniała sobie, że musi poprosić Białą Łapę o przyniesienie świeżego mchu na Wysoką Półkę. Ognista Gwiazda potrzebował ciepłych i suchych warunków, by wrócić do zdrowia po utracie życia.

Liściasta Sadzawka zadrżała, przypominając sobie tragiczne wydarzenia minionego dnia, kiedy to znalazła ojca z pułapką Dwunożnych wokół szyi, a Jeżynowy Pazur stał nad ciałem zmarłego w jeziorze Jastrzębiego Mroza. Minęło wiele księżyców, od kiedy Klan Gwiazdy wysłał jej dziwne, niemożliwe do zinterpretowania ostrzeżenie: Zanim nastanie pokój, poleje się krew, a jezioro przybierze kolor czerwieni. Ten czas nadszedł, gdy Jastrzębi Mróz próbował zabić przywódcę Klanu Pioruna, zwabiając go w pułapkę na lisy. Jeżynowy Pazur uratował Ognistą Gwiazdę, wykopując drewniany kołek przytrzymujący pułapkę, po czym zabił w walce Jastrzębiego Mroza — swojego przyrodniego brata, drugiego syna Tygrysiej Gwiazdy. To Jeżynowy Pazur przelał krew, o której była mowa w przepowiedni. Teraz wizja Liściastej Sadzawki o ciernistym kręgu ochraniającym Klan Pioruna oraz decyzja Ognistej Gwiazdy, by Jeżynowy Pazur został jego zastępcą w miejsce Szarej Pręgi, wydawały się tematami zajmującymi Klan Gwiazdy.

— Czy to ty, Liściasta Sadzawko? — Z cieni dobiegł zachrypnięty głos Ognistej Gwiazdy.

— Cicho, nic nie mów — poprosiła Liściasta Sadzawka. Nachyliła się nad legowiskiem ojca i powąchała. Dzięki Klanowi Gwiazdy nie było oznak infekcji, a rana pozostawiona przez pułapkę zaciśniętą wokół szyi przywódcy była płytka i łatwa do wyleczenia. Przez jakiś czas będzie bolało go gardło, ale medyczka przyniosła mu ostatnie zapasy miodu, by załagodzić ból, oraz mak, by ojciec mógł odpocząć.

— Zjedz to — miauknęła, rozwijając pakunek z liści. W środku lśniła lepka kałuża miodu, w której zatopione było maleńkie czarne ziarenko.

— Nic mi nie jest — zaprotestował Ognista Gwiazda i podniósł się. Jego rude futro zszarzało w ciemnym świetle. — Nie rób zamieszania.

— Będę je robić, jeśli mnie do tego zmusisz — odparowała Liściasta Sadzawka. — Nie zapominaj, że wczoraj straciłeś życie.

Zielone oczy jej ojca błysnęły.

— Nie zapomnę, nie martw się. Ale mam klan, który muszę prowadzić. Nasi pobratymcy muszą wiedzieć, że nic mi nie jest, poza tym trzeba zorganizować patrole.

— Jeżynowy Pazur już wysłał patrole łowieckie — oznajmiła Liściasta Sadzawka. — Wszystkim powiedziałam, że nic ci nie jest, tylko odpoczywasz. A teraz połóż się, albo przyślę tu Mysie Futro, by opowiadała ci historyjki, aż nie zaśniesz.

Ognista Gwiazda zamruczał coś cicho pod nosem, ale posłusznie zwinął się w kłębek wśród piór, którymi było wyścielone jego legowisko.

— Dzięki, ale od tego mam ziarenka maku. No dobrze, Liściasta Sadzawko, zrobię, co każesz. — Mrugnął do niej z czułością. — Muszę pamiętać, że jesteś nie tylko moją córką, ale także medyczką.

Tak jest — pomyślała Liściasta Sadzawka, gdy ruszała w dół kamienistego zbocza po tym, jak Ognista Gwiazda zjadł miód z makiem. — Jestem medyczką Klanu Pioruna. Liczy się tylko i wyłącznie mój obowiązek względem pobratymców. Kotka zaczęła robić w myślach listę ziół, które należało zebrać, zanim szron zmrozi delikatne listki. Zastanawiała się też, czy w starych ulach w pobliżu grani jest jeszcze miód. Nagle zauważyła białe futro, wyskakujące z legowiska uczniów.

— Biała Łapo! — zawołała medyczka, schodząc na stabilną ziemię polany. — Czy mogłabyś zanieść do legowiska Ognistej Gwiazdy jeszcze trochę mchu? Upewnij się tylko, że jest zupełnie suchy.

— Jasne! — przytaknęła uczennica. — Zrobię to przed szkoleniem — dodała i pobiegła w stronę wyjścia z kotliny, przeciskając się przez ciernie, które je ochraniały.

— Kradniesz mi uczennicę? — Za Liściastą Sadzawką rozległ się czyjś ciepły głos.

Kotka odwróciła się i zobaczyła, że obserwuje ją Paprociowe Futro.

— Tylko na momencik — obiecała. — Ściółka legowiska Ognistej Gwiazdy nieco zamarzła tej nocy.

Złocistobrązowy, pręgowany kocur zmrużył oczy.

 

— Jak on się czuje?

— W porządku — odmiauknęła medyczka. — Ale utrata życia to coś poważniejszego, niż mu się wydaje, więc kazałam ojcu zostać dziś w legowisku.

Paprociowe Futro kiwnął głową.

— I dobrze. Jeżynowy Pazur poradzi sobie z patrolami.

Liściasta Sadzawka przyjrzała się wojownikowi.

— Myślisz, że Ognista Gwiazda podjął dobrą decyzję, uznając Szarą Pręgę za zmarłego i wybierając na jego miejsce Jeżynowego Pazura?

Wojownik smagnął ogonem.

— Klan bez zastępcy to… nietypowa sytuacja. Zawsze miałem wrażenie, że jesteśmy przez to podatni na atak. — Kocur schylił się i dotknął pyskiem czubka głowy Liściastej Sadzawki. — Ale nieobecność pewnych wojowników sprawia, że jesteśmy jeszcze gorzej chronieni. Cieszę się, że wróciłaś, Liściasta Sadzawko. Bez medyczki nasz klan chyba by nie przetrwał.

Tupot łapek pędzących ze żłobka uratował kocicę od krępującej ciszy, która zapadła.

— Paprociowe Futro! — zawołał Jagódek. — Popatrz na ten chwyt bitewny, którego nauczył mnie Ciernisty Pazur! — Kociak zatrzymał się z poślizgiem przy wojowniku. — Nie muszę czekać kolejnego księżyca, by zostać uczniem! — zaszczebiotał. — Już teraz mogę bronić klanu! — Przykucnął i spojrzał gniewnie na mrówkę truchtającą po ziemi, po czym wyskoczył w powietrze, rozprostowując przednie łapy. Wylądował, zmieniając się w rozstrzęsioną kulkę kremowego futra, podczas gdy mrówka uszła bez szwanku i schowała się za kamieniem.

— Jesteś już prawie gotowy, maluchu — zaśmiał się Paprociowe Futro, po czym podniósł Jagódka za skórę na karku i postawił go z powrotem na łapy. — Ćwicz dalej!

W wejściu do żłobka pojawiła się Stokrotka, a jej kremowe futro było zmierzwione.

— Jagódku! Przestań zawracać głowę Paprociowemu Futru! Chodź tutaj, muszę cię umyć!

Rodzeństwo Jagódka, Leszczynka i Myszek, wychylili głowy zza matki.

— No właśnie, Jagódku — miauknęła Leszczynka. — Jesteś tak niegrzeczny, że Ognista Gwiazda nakarmi tobą borsuki!

Stokrotka zrobiła oburzoną minę.

— Ognista Gwiazda nigdy by tego nie zrobił! Wracajcie do środka, tutaj jest zdecydowanie zbyt zimno! — powiedziała i wprowadziła dwójkę kociąt z powrotem do żłobka.

— Stokrotka wygląda na wyczerpaną — skomentowała Liściasta Sadzawka, mrucząc z rozbawieniem.

Paprociowe Futro odesłał Jagódka delikatnym szturchnięciem do legowiska.

— W żłobku jest tłoczno, są tam też kocięta Szczawiowego Ogona. Nie przypominam sobie, żebyśmy już kiedyś mieli tyle małych kociąt na początku pory nagich drzew.

Medyczka przytaknęła.

— Za to kocięta Stokrotki już niedługo będą mogły pomóc w polowaniu.

Paprociowe Futro przechylił głowę.

— Pomóc… albo przeszkodzić — mruknął i wyprostował się. — Ale jeśli Klan Gwiazdy obdarował nas tyloma kociętami, nasi przodkowie muszą wiedzieć, że uda nam się nimi zaopiekować. To w końcu nasz obowiązek. — Odszedł, wołając do Jesionowego Futra, że gdy tylko Biała Łapa wróci, udadzą się ze swoimi uczniami na trening.

Przy wejściu do żłobka zaszeleściły gałęzie i wyskoczyły z niego cztery maleńkie kłębuszki.

— Nie złapiesz mnie! — zapiszczał Krecik, pędząc przez polanę na krępych łapkach.

— A założysz się? — wysapała jego siostrzyczka, Miódka, biegnąc za nim.

Maczka i Żarka podążyły za nimi wolniejszym tempem, delikatnie stawiając każdą łapkę na oszronionej trawie.

— Ale zimno! — miauknęła Maczka, pusząc szylkretowe futerko.

Żarka rozejrzała się, a Liściasta Sadzawka poczuła, że wzrok ciemnoniebieskich oczu małej kotki spoczął na niej.

— Spójrz, to Liściasta Sadzawka! — zaszczebiotała Żarka. Przytruchtała do medyczki, zadzierając swój krótki, szary ogonek. — Jak się czuje Ognista Gwiazda? — zapytała. — Słyszeliśmy, że miał straszny wypadek.

— Tak, wypadek — powtórzyła medyczka. Szczawiowy Ogon mądrze postanowiła ukryć drastyczność prawdziwych wydarzeń przed swoimi maleństwami. — O nic się nie martwcie, wszystko u niego w porządku — miauknęła. — Przez jeden dzień zostanie w swoim legowisku, a wtedy na pewno wyzdrowieje.

— To dobrze — pisnęła Żarka. — Klan potrzebuje przywódcy.

Liściasta Sadzawka wlepiła spojrzenie w maleńką kotkę. Co takiego sprawiało, że zdawała się tak inna od pozostałych kociąt? Czasem brzmiała na znacznie starszą niż jeden księżyc. Medyczka widziała też, jak mała wpatruje się w pobratymców, jakby widziała ich z bardzo, bardzo daleka i posiadała wiedzę kota z Klanu Gwiazdy. Było też coś znajomego w jej zapachu, coś więcej niż ta mleczna, podnosząca na duchu woń żłobka i ciepła Szczawiowego Ogona. Liściasta Sadzawka już chciała się schylić i znów powąchać futerko Żarki, żeby wyłapać tę znaną jej nutę, gdy przez wyjście ze żłobka przecisnęła się Szczawiowy Ogon — jej brzuch nadal zwisał nisko i był spuchnięty po porodzie.

— Maluchy! — zawołała. — Nie przeszkadzajcie wojownikom!

— Nie przeszkadzamy! — pisnęła Miódka. — Ćwiczę z Krecikiem bieganie.

— No właśnie, a ja nadal jestem od ciebie szybszy — droczył się z nią braciszek. Wyciągnął przednią łapę. — Patrz, mam dłuższe nogi!

— A ja szybsze! — zawyła Miódka, w pędzie zmieniając się w plamę jasnobrązowego futra.

Szczawiowy Ogon skrzywiła się, widząc, jak jej córka prawie powaliła Białą Łapę na ziemię. Uczennica była niemal niewidoczna za kępą mchu, z którą przecisnęła się przez wejście do obozu.

— Miódko, uważaj, jak biegasz! — skarciła ją matka. Przewróciła oczami i zwróciła się do Liściastej Sadzawki: — Nie wiem, dlaczego Klan Gwiazdy stwierdził, że dam sobie radę z czwórką! — Jednak jej głos był ciepły i pełen miłości.

Medyczce zaparło dech w piersi, gdy poczuła, jak coś wierci się w jej brzuchu. To nie pierwszy raz, gdy to poczuła, ale i tak aż się wzdrygnęła. Pół księżyca temu odkryła, co oznaczały trzy maleńkie gwiazdy, które zobaczyła w swojej wizji. Błękitna Gwiazda, Żółty Kieł i Lwie Serce jednak znali zacienioną drogę, którą miała kroczyć Liściasta Sadzawka. A teraz kocięta w jej brzuchu zdawały się rzucać jej wyzwanie, by przestała się oszukiwać, uznała ich obecność i zaczęła się przygotowywać na rychłą przyszłość.

Moje kocięta! — pomyślała.

Nie tylko jej — także Wroniego Pióra. Pojawią się już kolejnego księżyca. Co ja mam teraz zrobić? — zastanawiała się.

— Wszystko w porządku? — Szczawiowy Ogon wpatrywała się w nią. — Źle się czujesz?

Medyczka odwróciła się. Nie chciała, by Szczawiowy Ogon zbyt uważnie się jej przyglądała. Jeśli ktokolwiek wiedział, jak wygląda kocica oczekująca młodych, była to najmłodsza karmicielka.

— Wszystko w porządku — sapnęła. — Trochę tylko boli mnie brzuch. To pewnie ta stara ryjówka, którą wczoraj zjadłam. — Rozejrzała się i zobaczyła ogon Jeżynowego Pazura, znikający w legowisku wojowników. Powrócił jego patrol łowiecki. — Muszę obejrzeć rany Jeżynowego Pazura — miauknęła, oddalając się szybko. Poczuła na sobie świdrujące spojrzenie Szczawiowego Ogona, ale nie obejrzała się.

Jeżynowy Pazur leżał w swoim legowisku, liżąc poduszki łap. Miał zniszczone pazury po tym, jak wykopał pułapkę na lisy, a jego ciało było pokryte zadrapaniami zadanymi przez Jastrzębiego Mroza, nalegał jednak, by jak zwykle udać się na patrol. Zdecydowanie wyglądał na zmęczonego, a z pozycji, którą przyjął, Liściasta Sadzawka wywnioskowała, że cierpi.

Sam to na siebie ściągnął! Widziałam go w Mrocznej Puszczy z Tygrysią Gwiazdą i Jastrzębim Mrozem! Razem musieli zaplanować zwabienie Ognistej Gwiazdy w pułapkę — pomyślała. Liściasta Sadzawka nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego Jeżynowy Pazur zdecydował się uwolnić Ognistą Gwiazdę i zabić Jastrzębiego Mroza. Założyła, że coś musiało pójść niezgodnie z ich planem. Ale widziałam otaczające obóz ciernie, które zapewniały nam bezpieczeństwo! Dlaczego nie mogę teraz zaufać Jeżynowemu Pazurowi? — dodała w myślach.

— Pozwól mi obejrzeć twoje pazury — miauknęła, nachylając się nad kocurem.

Stękając, Jeżynowy Pazur po kolei podnosił łapy. Niektóre z jego pazurów były niebezpiecznie luźne i medyczka podejrzewała, że jeden z nich odpadnie następnym razem, gdy kocur na coś naskoczy. Ale nie wyczuwała zapachu infekcji.

— Szybciej się zagoi, jeśli odpoczniesz — skomentowała.

Jeżynowy Pazur zignorował tę uwagę.

— Przyślę do ciebie Białą Łapę z sokiem z nagietka — kontynuowała medyczka. — Wmasuj go w poduszki i rany na skórze. Jeśli masz problemy z zaśnięciem, mogę dać ci ziarno maku.

— Nie potrzebuję go — mruknął wojownik.

Liściasta Sadzawka odwróciła się, by z ulgą zostawić to zatłoczone, śmierdzące stęchlizną miejsce oraz swoje trudne uczucia względem rannego wojownika. Wtem poczuła bursztynowe spojrzenie Jeżynowego Pazura wbijające się w jej sierść.

— Możesz mi już zaufać, Liściasta Sadzawko.

Medyczka spojrzała na niego przez ramię.

— Nie mam zamiaru cię oceniać.

— Wiem, że widziałaś mnie w Mrocznej Puszczy z Tygrysią Gwiazdą i Jastrzębim Mrozem.

Liściasta Sadzawka wzdrygnęła się.

— Nie mogę udawać, że to się nie wydarzyło — szepnęła.

Jeżynowy Pazur pokręcił głową.

— Nie, a ja nie będę temu zaprzeczał. Ale obiecuję, że to się już nie powtórzy. Wczorajszy dzień zmienił wszystko. Jastrzębi Mróz nie żyje. Nie żyje przeze mnie! A ja już wiem, wobec kogo jestem lojalny. Jestem zastępcą przywódcy Klanu Pioruna i liczy się dla mnie tylko mój klan.

Nagle kocięta w brzuchu medyczki poruszyły się, przyciskając do boków Liściastej Sadzawki tak mocno, że aż się zatoczyła.

Jeżynowy Pazur podniósł się.

— Liściasta Sadzawko, co się stało?

— Nic — syknęła medyczka przez zaciśnięte zęby. — Ja… przez przypadek połknęłam trochę mysiej żółci, gdy zajmowałam się kleszczami Mysiego Futra, nic więcej.

— Wyglądasz, jakby przydało ci się trochę świeżego powietrza — miauknął Jeżynowy Pazur. — Możesz iść, dam sobie radę. Przyślij do mnie Białą Łapę z sokiem z nagietka, gdy poczujesz się lepiej. I niech to uczniowie zajmują się wyjmowaniem kleszczy!

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?