Wojownicy. Nowa przepowiednia. Zachód słońcaTekst

Z serii: Wojownicy #12
Z serii: Nowa przepowiednia #6
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ukojenie spłynęło na nią jak ciepły wiatr. Zwinęła się w chrzęszczących liściach i odpłynęła na fali snu.

Miała wrażenie, że otworzyła oczy ledwie kilka chwil później. Wciąż leżała w kotlinie; znów tańczyły nad nią cienie liści, poruszanych lekkim wiatrem. Wokół siebie poczuła słodki zapach. Uniosła głowę i zobaczyła Nakrapiany Liść siedzącą na korzeniu o długość ogona dalej.

— Nakrapiany Liść! — zawołała. Wiedziała, że śni. Nagle przypomniała sobie swoją ostatnią rozmowę z piękną szylkretową kotką; zerwała się na równe łapy, drżąc z gniewu. — Okłamałaś mnie! Powiedziałaś, żebym porzuciła Klan Pioruna i poszła z Wronim Piórem. Rozżarzona Skóra zginęła, bo ja odeszłam z klanu!

— Spokojnie, kochana — Nakrapiany Liść lekko zeskoczyła z korzenia, podeszła do Liściastej Sadzawki i musnęła pyskiem jej bark. — Powiedziałam ci, żebyś podążała za swoim sercem — a twoje serce należy do klanu. Ostatecznie poszłaś więc za głosem serca.

Liściasta Sadzawka zaskoczona wbiła wzrok w Nakrapiany Liść. Wronie Pióro powiedział jej dokładnie to samo, zanim odszedł, by wrócić do Klanu Wiatru.

— To dlaczego nie powiedziałaś mi, że o to chodzi? — zaprotestowała.

— A czy byś mnie posłuchała? — Nakrapiany Liść spoglądała na nią wzrokiem pełnym bólu i miłości. — Musiałaś dokonać wyboru i pójść z Wronim Piórem. Tylko w ten sposób mogłaś się przekonać, że to nie twoja ścieżka.

Liściasta Sadzawka wiedziała, że kotka ma rację. Nie rozumiała, jak głęboko oddana jest klanowi, dopóki nie spróbowała z niego odejść.

— Ale Rozżarzona Skóra zginęła! — powtórzyła z rozpaczą.

— Rozżarzona Skóra wiedziała, co się zdarzy — miauknęła Nakrapiany Liść. — Wiedziała, że nie zdoła uciec. Nawet Klan Gwiazdy nie potrafi wyrwać kota z łap losu. Dlatego właśnie nie próbowała powstrzymać cię przed odejściem. Czy myślisz, że gdybyś została, nie doszłoby do tego?

— Oczywiście! — upierała się Liściasta Sadzawka. — Nigdy bym jej nie zostawiła, gdybym wiedziała!

— Będziesz ten ciężar niosła przez długi czas, ale zapewniam cię, że nie mogłabyś nic zrobić, by zmienić los Rozżarzonej Skóry. — Nakrapiany Liść przycisnęła się mocno do boku Liściastej Sadzawki, lecz jej uspokajające ciepło wciąż nie wystarczało, by ukoić ból młodej medyczki.

— Odkąd zginęła, nie spotykam jej we snach — wyszeptała Liściasta Sadzawka. — Nie czuję jej obecności, jej zapachu, nie słyszałam jej głosu. Na pewno jest na mnie zła, bo inaczej przyszłaby do mnie.

— Nie, Liściasta Sadzawko. Rozżarzona Skóra kochała cię. Myślisz, że by cię porzuciła, nawet po śmierci? W tej chwili jej łapy przemierzają inną ścieżkę.

Liściasta Sadzawka poczuła nową falę niepokoju. Myślała, że rozumie związek między medykiem a duchami przodków. Co to za inna ścieżka? Czy Nakrapiany Liść chce powiedzieć, że Rozżarzona Skóra chodzi po mrocznej puszczy, w której Liściasta Sadzawka widziała Tygrysią Gwiazdę?

— Co to znaczy? — zapytała, jeżąc sierść na karku. — Gdzie ona jest?

— Tego nie mogę ci powiedzieć. Ale nie dzieje się z nią nic złego, zapewniam cię. Zobaczysz ją szybciej, niż myślisz.

Głos Nakrapianego Liścia ucichł. Ciepło futra przy boku Liściastej Sadzawki rozpłynęło się w wietrze, a szylkretowa sierść kotki z Klanu Gwiazdy wtopiła się w plamy świateł i cieni; w końcu Liściasta Sadzawka straciła ją z oczu. Przez moment jeszcze unosił się w powietrzu słodki zapach.

Liściasta Sadzawka otworzyła oczy; spokojna toń jeziora wciąż była poznaczona odbiciem niezliczonych gwiazd. Kotkę ogarnęła świeża fala żalu po Rozżarzonej Skórze. Dlaczego medyczka musiała zginąć? Dlaczego nie odwiedza swojej uczennicy we śnie, jak Nakrapiany Liść? Liściasta Sadzawka miała ochotę rozpłakać się jak porzucony kociak.

Zamiast tego jednak wstała i przeciągnęła się.

— Rozżarzona Skóro, gdziekolwiek jesteś — miauknęła na głos — jeśli mnie słyszysz, obiecuję, że nigdy już nie zostawię naszego klanu. Jestem teraz ich medyczką, będę szła twoimi śladami, aż i na mnie nadejdzie czas, by dołączyć do Klanu Gwiazdy. — I z wahaniem dodała: — Ale proszę, jeśli kiedykolwiek coś dla ciebie znaczyłam, przyjdź do mnie, jak będziesz mogła, i powiedz, że mi wybaczasz.

Rozdział 4


Jeżynowy Pazur obudził się, kiedy futro zmierzwił mu zimny wiatr. Otworzył pysk, ziewnął potężnie i spojrzał w górę. Przez nierówną dziurę między gałęziami, które kiedyś osłaniały legowisko wojowników, widać było plamę bladego nieba. Świtało; czas zabrać się do pracy. Po dobrze przespanej nocy, bez niepokojących snów, Jeżynowy Pazur był w znacznie lepszym nastroju.

Koty wokół zaczynały się budzić. Obłoczny Ogon wstał i skrzywił się, kiedy stanął na łapie pozbawionej pazura.

— Borsuki! — parsknął. — Mam nadzieję, że nigdy więcej ich nie zobaczę.

Przecisnął się między dwiema gałęziami i wyszedł na polanę.

Jeżynowy Pazur zasnął obok Wiewiórczego Lotu, z nozdrzami pełnymi jej słodkiego zapachu. Teraz jednak kotki już nie było, został po niej ślad wygnieciony w mchu. Wojownik poczuł dreszcz na skórze, kiedy zobaczył, że Jesionowego Futra również nie ma. Zerwał się gwałtownie, aż jego ranny bark zaprotestował ostrym ukłuciem bólu, lecz zanim wyszedł na polanę, usłyszał głos Wiewiórczego Lotu, a potem Jesionowego Futra tuż przy wejściu; zamarł w bezruchu, zasłonięty gałęzią, i zaczął się przysłuchiwać.

— Słuchaj, Jesionowe Futro. — Z tonu Wiewiórczego Lotu Jeżynowy Pazur wywnioskował, że kotka bardzo stara się zachować opanowanie. — Naprawdę jesteś dla mnie ważny jako przyjaciel, ale nie chcę niczego więcej.

— Ale ja cię kocham! — zaprotestował Jesionowe Futro i mniej pewnie dodał: — Wiewiórczy Locie, pasujemy do siebie, na pewno byłoby nam razem dobrze.

Jeżynowego Pazura ukłuło współczucie dla szarego wojownika. Pamiętał, jak sam cierpiał, kiedy wydawało się, że stracił uczucie Wiewiórczego Lotu.

— Przykro mi — ciągnęła kotka. — Naprawdę nie chciałam cię skrzywdzić, ale Jeżynowy Pazur… Najwyraźniej Klan Gwiazdy chce, żebyśmy byli razem.

— Jak możesz tak mówić! — W głosie Jesionowego Futra pojawił się ostrzejszy ton. — Sama powiedziałaś, że nie można ufać kotu z takim dziedzictwem jak Jeżynowy Pazur. Przyznaję, jest wielkim wojownikiem, ale przecież to syn Tygrysiej Gwiazdy.

Całe współczucie Jeżynowego Pazura ulotniło się natychmiast. Wojownik wysunął długie, zakrzywione pazury i wbił je w ziemię. Czy inni nigdy nie będą go oceniać na podstawie tego, kim jest on sam, czy już zawsze będzie na nim ciążył obraz ojca? Co gorsza, czy Wiewiórczy Lot nie zdoła mu zaufać, ponieważ jego ojcem był Tygrysia Gwiazda?

— Będę oceniać Jeżynowego Pazura po tym, jak postępuje on sam — odpowiedziała gwałtownie kotka — a nie według postępków innych kotów na długo przed jego urodzeniem.

— Mam na myśli tylko twoje dobro, Wiewiórczy Locie — miauknął Jesionowe Futro. — Pamiętam Tygrysią Gwiazdę. Jego pazury były czerwone od krwi niewinnych kotów. Wiesz, że zamordował moją matkę tylko po to, by ściągnąć do naszego obozu sforę psów?

Wiewiórczy Lot zamruczała coś niewyraźnie, a potem odezwała się głośniej:

— Ale to nie znaczy, że Jeżynowy Pazur okaże się taki, jak jego ojciec.

Uwagę Jeżynowego Pazura odwróciły poruszenia w legowisku; to kolejne koty zaczęły się przeciągać. Nie chcąc, by przyłapano go na podsłuchiwaniu, wojownik szybko przesunął się między gałęziami i wyszedł na polanę.

Na jego widok Wiewiórczy Lot odwróciła się.

— Cześć, Jeżynowy Pazurze!

Robiło się coraz jaśniej, niebo było czyste, obiecywało słońce, w którego świetle zniknie poranny chłód. Jednak Jeżynowego Pazura jeszcze bardziej rozgrzał ciepły wzrok Wiewiórczego Lotu. Wojownik podszedł do kotki i zetknął się z nią nosami, starając się nie zwracać uwagi na lodowate spojrzenie, jakie rzucił mu Jesionowe Futro.

Rozciągając zesztywniały bark, Jeżynowy Pazur dojrzał Ognistą Gwiazdę wyłaniającego się z legowiska. Przywódca stanął na Wysokiej Półce i z otwartym pyskiem wciągnął poranne powietrze.

— Ognista Gwiazdo! — zawołał wojownik. — Czy wyszedł już poranny patrol?

— Nie, a chcesz go poprowadzić?

Jeżynowy Pazur skłonił głowę.

— Oczywiście. Idziesz ze mną? — zwrócił się do Wiewiórczego Lotu.

Kotka kiwnęła głową.

— Idę do Brzozowej Łapy — miauknął nagle Jesionowe Futro i nie czekając na odpowiedź odszedł w kierunku legowiska Liściastej Sadzawki.

Wiewiórczy Lot odprowadziła go wzrokiem; w jej zielonych oczach malowało się zakłopotanie.

— Przykro mi, że czuje się zraniony — miauknęła. — Myślałam, że jest partnerem dla mnie, ale to nieprawda. Nie wiem, jak mam mu to wytłumaczyć.

Jeżynowy Pazur wiedział, że nie zdoła jej pocieszyć, więc tylko na moment przytulił pysk do pyska kotki. Jednak czy klan weźmie teraz jego stronę, czy Jesionowego Futra? Szary wojownik był lubiany w klanie, zaś Jeżynowy Pazur najsilniejsze przyjaźnie nawiązał z kotami, z którymi podróżował do miejsca, w którym tonie słońce — a oprócz Wiewiórczego Lotu wszyscy oni pochodzili z innych klanów.

Za sobą usłyszał szelest; to Jasne Serce wysunęła się z legowiska. Rozejrzała się wokół, jakby szukała Obłocznego Ogona, i postawiła uszy, kiedy dojrzała go przed żłobkiem. Rozmawiał ze Stokrotką, a jej trzy kociaki próbowały się na niego wspiąć. Jeżynowy Pazur dojrzał cień smutku w spojrzeniu Jasnego Serca i poczuł ukłucie gniewu. Obłoczny Ogon ma pszczoły w mózgu, jeśli nie widzi, jak rani Jasne Serce, tyle uwagi poświęcając kotce od koni!

— Cześć, Jasne Serce — miauknął, udając, że niczego nie zauważył. — Masz ochotę wyjść z porannym patrolem?

 

Jasne Serce pokręciła głową.

— Dzięki, ale obiecałam, że rano pomogę Liściastej Sadzawce. Czy możemy znów zabrać Białą Łapę?

— Jasne. Dobry pomysł, przynajmniej będzie miała zajęcie, teraz gdy Paprociowe Futro jest w żłobku ze Szczawiowym Ogonem.

— Dziękuję. Pójdę po nią. — Jasne Serce postąpiła krok w kierunku legowiska uczniów, ale zatrzymała się jeszcze i obejrzała. — Naprawdę dobrze widzieć ciebie i Wiewiórczy Lot znowu razem — dodała cicho. Jeżynowy Pazur z wrażenia zapomniał języka w gębie, zaś Jasne Serce odbiegła w podskokach, nawołując Białą Łapę.

Nie mogąc się doczekać wyjścia, Jeżynowy Pazur znów wsunął głowę do legowiska. Zakurzona Skóra właśnie wstawał i otrząsał strzępki mchu z brązowego futra.

— Patrol poranny? — miauknął Jeżynowy Pazur.

Zakurzona Skóra poruszył wąsami.

— Idę z tobą. Jeśli Klan Cienia dowiedział się o borsukach, może wpaść na świetny pomysł, by urwać sobie kawałek naszego terytorium, kiedy my będziemy lizać rany.

Jeżynowy Pazur miał dokładnie te same podejrzenia. Granica z Klanem Wiatru powinna być bezpieczna; Pojedyncza Gwiazda sprowadził swoich wojowników na pomoc w walce z borsukami, zatem nie będzie tak dwulicowy, by wykorzystać słabość Klanu Pioruna. Jednak Czarna Gwiazda, przywódca Klanu Cienia, jest zupełnie innym kotem. On skorzysta z każdej okazji, by powiększyć swoje terytorium.

Jeżynowy Pazur zawołał jeszcze Pajęczą Nogę do kompletu i wycofał się znów na polanę. Kiedy dołączyli do niego pozostali, poprowadził ich przez gąszcz cierni broniących wejścia do obozu i dalej, w kierunku jeziora.

Kiedy drzewa zaczęły rzednąć, słońce było już wysoko na niebie. Jezioro migotało tak jasno, że oślepiało Jeżynowego Pazura. Nadlatywał stamtąd wiatr, który mierzwił sierść wojownika. Idąc wzdłuż wody w kierunku strumienia stanowiącego granicę z Klanem Cienia, Jeżynowy Pazur uświadomił sobie z całą jasnością, jak dobrze znów mieć przy boku Wiewiórczy Lot. Po kłótniach z nią zawsze czuł się tak, jakby ktoś go wyczesał pod włos.

— Idź przodem — polecił Pajęczej Nodze. — Sprawdź oznaczenia zapachowe Klanu Cienia stąd do uschniętego drzewa. Upewnij się, czy wszystkie są tam, gdzie powinny być, i poczekaj na nas.

Pajęcza Noga pomknął przodem, a wtedy Jeżynowy Pazur zwrócił się do Zakurzonej Skóry i Wiewiórczego Lotu:

— Odnowimy nasze oznaczenia i sprawdzimy, czy na naszym terytorium nie ma śladów Klanu Cienia.

Poprowadził patrol w górę strumienia do miejsca, w którym ten zakręcał, wchodząc głęboko w terytorium Klanu Cienia.

Zakurzona Skóra syknął.

— Wciąż nie wierzę, że pozwoliliśmy im oznakować ten teren — miauknął, z irytacją strzepując ogonem. — Granica powinna biec potokiem, każdy to widzi.

Wiewiórczy Lot z rozbawieniem wygięła ogon.

— Spróbuj przekonać o tym Czarną Gwiazdę. Może uda ci się wynieść z tej rozmowy całe uszy.

Jej były mentor parsknął i poszedł dalej wzdłuż granicy. Nie uszli daleko, kiedy Jeżynowy Pazur usłyszał kota biegnącego między drzewami gdzieś przed nimi. Uniesieniem ogona zatrzymał pozostałych i wciągnął powietrze do pyska, ale wyczuł tylko zapach Klanu Pioruna.

Kępa paproci zadrżała gwałtownie i wypadł z niej Pajęcza Noga.

— Co ty wyprawiasz? — zgromił go Jeżynowy Pazur. — Kazałem ci czekać przy uschniętym drzewie. Nie minęło dość czasu, żebyś…

— Wiem — przerwał mu Pajęcza Noga, dysząc ciężko — ale znalazłem coś naprawdę dziwnego. Musicie to zobaczyć.

— Co jeszcze? — westchnął Zakurzona Skóra, zataczając oczami. — Mam nadzieję, że nie kolejne borsuki?

— Klan Cienia szuka guza? — zapytał ostro Jeżynowy Pazur.

— Nie, to robota Dwunożnych — wydyszał Pajęcza Noga. — Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałem.

Machnięciem ogona dał znak, by poszli za nim. Jeżynowy Pazur wymienił spojrzenia z Wiewiórczym Lotem i poszedł za Pajęczą Nogą, wciąż starannie sprawdzając, czy po tej stronie granicy nie wywęszy zapachu Klanu Cienia. Czuł tylko zwykłe oznaczenia granicy, do czasu kiedy Pajęcza Noga wyprowadził ich na małą polankę. Ziemię tutaj okrywała niemal w całości gruba warstwa paproci, których świeże zielone łodyżki rozwijały się w bladym słońcu.

Jeżynowy Pazur poczuł, że sierść na barkach jeży mu się pod wpływem nowego zapachu.

— Lis — warknął.

— Ale zapach jest stary — dodała Wiewiórczy Lot. — Lis był tu najpóźniej dwa dni temu.

Jeżynowy Pazur nie czuł się uspokojony. Dojrzał ścieżkę prowadzącą przez paprocie — wąską, ale poznaczoną licznymi śladami łap. Tam zapach lisów był najsilniejszy; złowrogie stworzenia na pewno regularnie z niej korzystają. Zapisał sobie w pamięci, by później sprawdzić, czy w okolicy nie ma ich nory.

Pajęcza Noga zatrzymał się nieco dalej przy lisiej ścieżce, o kilka długości ogona od granicy z Klanem Cienia.

— To coś zrobili Dwunożni — miauknął, wskazując przedmiot ogonem.

Jeżynowy Pazur przepchnął się przez paprocie, by nie stawiać łap na lisiej ścieżce. Przy łapach młodego wojownika coś lśniło. Był to długi, cienki, błyszczący przedmiot, tworzący pętlę i przymocowany do kija wbitego w ziemię.

— Masz rację, to na pewno robota Dwunożnych — miauknął. — Z tego lśniącego robią ogrodzenia dla owiec.

— Poza tym bije od tego zapach Dwunożnych — dodał Zakurzona Skóra, podchodząc do nich. — Ale co to tu robi? Po co to?

Pajęcza Noga pochylił głowę, by dokładniej obwąchać znalezisko, ale Zakurzona Skóra odepchnął go na bok, zanim młody kot zdołał dotknąć nosem przedmiotu.

— Mysi móżdżku! — parsknął. — Czy twój mentor nigdy nie ostrzegał cię, żebyś w nic nie wtykał nosa na oślep, dopóki nie wiesz, z czym masz do czynienia?

— Pewnie, Mysie Futro nauczyła mnie wszystkiego — odpalił Pajęcza Noga, spoglądając z oburzeniem na starszego wojownika.

— No to pamiętaj o tym, czego cię uczyła!

Wiewiórczy Lot stanęła przy Jeżynowym Pazurze; oboje obejrzeli dokładnie pętlę, trzymając się tuż obok siebie.

— Co się stanie, jeśli jej dotkniemy? — zapytała Wiewiórczy Lot, ostrożnie wyciągając do przodu łapę.

Jeżynowy Pazur ogonem odtrącił w bok łapę kotki.

— Nie chcemy się o tym przekonać na własnej skórze — ostrzegł.

— Ale coś musimy zrobić — zaprotestował Pajęcza Noga.

— Chwila, spróbujmy tego. — Kotka chwyciła w zęby długi patyk.

— Ostrożnie! — ostrzegł Jeżynowy Pazur.

Wiewiórczy Lot zastrzygła uszami w jego kierunku, po czym ostrożnie podpełzła do przedmiotu Dwunożnych i wsunęła patyk w błyszczącą pętlę. Pętla natychmiast się zacisnęła i uwięziła koniec patyka. Pajęcza Noga wrzasnął zaniepokojony i odskoczył do tyłu, jeżąc sierść i kładąc uszy na głowie.

Jeżynowy Pazur stał nieporuszony, ale poczuł dreszcz na ciele od uszu do koniuszka ogona. Zamknął oczy, wyobrażając sobie, że jakiś kot idzie ścieżką, nieświadomy niebezpieczeństwa, wkłada głowę w pętlę i…

— To może złamać kotu kark — miauknął.

— Albo go udusić — przytaknął ponuro Zakurzona Skóra.

Wiewiórczy Lot położyła patyk na ziemi.

— To nie jest pułapka na nas — zauważyła. — Dwunożni zastawili ją na ścieżce lisów. Pewnie chcą w nią łapać lisy.

— Ale po co? — miauknął Pajęcza Noga.

Zakurzona Skóra wzruszył ramionami.

— To wariaci. Wszyscy Dwunożni to wariaci.

Jeżynowy Pazur znów spojrzał na lśniący przedmiot, cieńszy niż pęd bluszczu, tak ciasno zaciśnięty na patyku, że zmiażdżył bladozieloną korę.

— Ten tu jest już niegroźny — miauknął — ale może być ich więcej. Musimy to zgłosić i wyjaśnić wszystkim kotom, na co mają uważać.

— Przynajmniej wiemy, jak je unieszkodliwić. — Zakurzona Skóra skłonił łeb przed swoją byłą uczennicą. — Wiewiórczy Locie, masz głowę na karku.

Zielone oczy kotki błysnęły; Zakurzona Skóra niełatwo zdobywał się na pochwały.

— Pajęcza Noga też się zasłużył, on pierwszy to zauważył — dodał Jeżynowy Pazur, ale brzuch mu się ścisnął na myśl, że młody wojownik mógł z łatwością wbiec prosto w pułapkę. — Skończmy patrol — polecił — i uważajmy, gdzie stawiamy łapy. W lesie może być tego pełno.

Kiedy ruszyli wzdłuż granicy z Klanem Cienia, Jeżynowy Pazur puścił przodem Zakurzoną Skórę, sam zaś szedł bok w bok z Wiewiórczym Lotem na końcu patrolu. Pilnował się, by bliskość kotki nie rozpraszała go, starał się nie zapominać o sprawdzaniu powietrza i rozglądaniu się wokół w poszukiwaniu kolejnych groźnych pętli.

— Jak myślisz, czy powinniśmy ostrzec przed tymi pułapkami inne klany? — zapytał ją.

Wiewiórczy Lot spojrzała na niego z wyrazem czujności w zielonych oczach.

— Myślisz o Jastrzębim Mrozie, prawda?

— Nie chodzi mi tylko o Klan Rzeki — miauknął Jeżynowy Pazur, starając się nie jeżyć.— Klan Wiatru prawdopodobnie nie musi się tym martwić, bo po drugiej stronie potoku mają tylko ten skrawek lasu. Jednak na terytorium Klanu Cienia na pewno są pułapki; ta, którą znaleźliśmy, leżała na samej granicy.

— Ognista Gwiazda będzie musiał zdecydować, czy ich powiadomimy — zauważyła Wiewiórczy Lot. — Zapewne powie o tym na najbliższym zgromadzeniu.

Jeżynowy Pazur zatrzymał się i odwrócił przodem do kotki.

— Wiewiórczy Locie, czy możemy o tym porozmawiać nie skacząc sobie do oczu? Czy naprawdę myślałaś, że chcę ostrzec Klan Rzeki tylko ze względu na Jastrzębiego Mroza?

Jastrzębi Mróz, przyrodni brat Jeżynowego Pazura, syn Tygrysiej Gwiazdy, był kotem, któremu Wiewiórczy Lot nie potrafiła zaufać. Jeśli ona i Jeżynowy Pazur mają teraz być razem, muszą raz na zawsze rozwiązać ten problem.

— Tak, rzeczywiście tak pomyślałam. — Ku uldze wojownika Wiewiórczy Lot nie wydawała się rozgniewana, choć mówiła zdecydowanie. — Wiesz, co myślę o Jastrzębim Mrozie.

— Jednak to mój brat — zauważył Jeżynowy Pazur. — Nie mogę o tym zapomnieć, tak samo jak nie mogę zapomnieć, że Brunatna Skóra jest moją siostrą, chociaż teraz jest wojowniczką Klanu Cienia.

Wtem zadał sobie pytanie, czy rzeczywiście mówi szczerze. Nigdy nie wędrował we śnie z Brunatną Skórą, nie zmierzał z nią krętą ścieżką na spotkanie z ojcem, Tygrysią Gwiazdą. Brunatna Skóra nigdy nie uczestniczyła w tych spotkaniach, podczas których ojciec uczył jego i Jastrzębiego Mroza, jak prowadzić klany. Jeżynowy Pazur wiedział, że nigdy nie będzie mógł opowiedzieć Wiewiórczemu Lotowi ani żadnemu kotu z Klanu Pioruna o mrocznej puszczy i czekającym na niego ciemnym wojowniku.

Ale nie ma takiej potrzeby — próbował przekonać sam siebie. — Nigdy tego nie zrozumieją. Tygrysia Gwiazda może mnie czegoś nauczyć, ale nie oznacza to, że dla zdobycia władzy uczynię to, co on.

— Brunatna Skóra jest inna — upierała się Wiewiórczy Lot. — Przede wszystkim poszła z nami w podróż. Poza tym w połowie pochodzi z Klanu Pioruna.

Jeżynowy Pazur stłumił w sobie protest. Chciał załagodzić nieporozumienie, a nie zaczynać wszystko od nowa.

— Pomyśl o tym w inny sposób — zaczął. — Gdyby Liściasta Sadzawka odeszła z Wronim Piórem do Klanu Wiatru, czy przestałoby ci na niej zależeć?

— Oczywiście, że nie! — Wiewiórczy Lot szerzej otworzyła oczy. — Mogłaby uciec z całym Klanem Wiatru, i tak pozostanie moją siostrą.

— Tak jak Jastrzębi Mróz wciąż jest moim bratem. A Brunatna Skóra wciąż jest moją siostrą. Zawsze będziemy rodziną, chociaż należymy do różnych klanów. Masz szczęście, że twoja siostra jest w tym samym klanie. Dałbym wszystko, żeby moja rodzina była przy mnie.

Wiewiórczy Lot przenikliwym spojrzeniem zielonych oczu przesunęła po jego pysku.

— No dobrze— miauknęła — chyba potrafię to zrozumieć. Po prostu nie podoba mi się, że Jastrzębi Mróz jest dla ciebie tak ważny, jak twój klan.

— Nie jest — odparł natychmiast Jeżynowy Pazur. — Jestem wierny przede wszystkim mojemu klanowi.

— Jeżynowy Pazurze! — przerwał im głos Zakurzonej Skóry. Brązowy kocur przeciskał się do nich przez kępę paproci; z krzaków tuż za nim wyglądał Pajęcza Noga. — Jesteśmy na patrolu, czy nie? Planujesz plotkować tu do wieczora?

— Przepraszam — miauknął Jeżynowy Pazur, w podskokach ruszając do Zakurzonej Skóry; wysunął się na czoło patrolu, by poprowadzić go dalej wzdłuż granicy.

Zakurzona Skóra, Pajęcza Noga i Wiewiórczy Lot pobiegli za nim. Jeżynowy Pazur miał nadzieję, że jego argumenty dotyczące Jastrzębiego Mroza przekonały Wiewiórczy Lot bardziej, niż zdołał przekonać sam siebie. Miał nadzieję, że jeśli kiedykolwiek będzie musiał wybierać, naprawdę postawi swój klan przed bratem.

 
To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?