Wojownicy. Nowa przepowiednia. Zachód słońcaTekst

Z serii: Wojownicy #12
Z serii: Nowa przepowiednia #6
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

— Stokrotka cię potrzebowała — przypomniał jej Jeżynowy Pazur. — Nie poradziłaby sobie bez opieki wojownika, a byłyście znacznie bezpieczniejsze poza obozem. Pamiętaj, Stokrotka od niedawna przebywa w klanie i nie umie jeszcze bronić siebie i swoich kociąt.

Paprotkowa Chmura rozpaczliwie pokręciła głową.

— Zakurzona Skóra nie mógł zginąć! — jęknęła.

— Znajdziemy go — zapewnił Jeżynowy Pazur. W głębi ducha miał nadzieję, że Klan Gwiazdy nie wybrał Zakurzonej Skóry, by tego wieczora dołączył do przodków. Zaczął poszukiwania, przechodząc w tę i z powrotem wśród rozrzuconych resztek bariery przy wejściu i stopniowo kierując się do środka obozu. W pewnej chwili wstrzymał oddech; wychwycił zapach Zakurzonej Skóry i niemal potknął się o pręgowane futro leżące w cieniu skalnej ściany. Zakurzona Skóra leżał z zamkniętymi oczami, ale po chwili zastrzygł uszami i kichnął.

— Paprotkowa Chmuro, tutaj! — zawołał Jeżynowy Pazur.

— Zakurzona Skóro! Zakurzona Skóro!

Na dźwięk głosu partnerki Zakurzona Skóra otworzył oczy i zaczął się podnosić. Paprotkowa Chmura podbiegła do niego, otarła się bokiem o jego bok i zaczęła go energicznie wylizywać. Zakurzona Skóra zamruczał urywanie.

Jeżynowy Pazur uznał, że skoro Zakurzona Skóra zdołał wstać, to może też poczekać, aż obejrzy go Rozżarzona Skóra albo Liściasta Sadzawka. Skierował się z powrotem na polanę, gdyż chciał jak najszybciej zacząć odbudowę zniszczonego obozu, ale zobaczył, że w ślad za Paprotkową Chmurą pojawił się Brzozowa Łapa. Młody uczeń stracił niemal całą sierść na barkach, jedno oko miał zamknięte, a drugim rzucał nerwowe spojrzenia na boki, jakby wciąż jeszcze spodziewał się, że skądś wyskoczą napastnicy.

Za nim szła omijając ciernie Stokrotka — kocica pochodząca z siedliska koni — prowadząc trójkę swoich kociąt. Małe wielkimi oczami spoglądały na zrujnowane legowiska i wymęczone, poranione koty. Na widok stojącej w cieniu Północy Jagódek odsłonił zęby w groźnym grymasie i na sztywnych nogach, jeżąc sierść na karku, zrobił krok do przodu.

Stokrotka pisnęła ostrzegawczo i podbiegła do niego.

— Jagódku, co ty robisz? Odsuń się, bo borsuk cię pokaleczy!

— Nie ma się czego bać, mały — wychrypiała łagodnie Północ.

Stokrotka rzuciła jej gniewne spojrzenie, ogonem owinęła Jagódka i przysunęła go bliżej pozostałych kotów. Jeżynowy Pazur uprzytomnił sobie, że kotka nie ma pojęcia, kim jest Północ.

— Wszystko w porządku! — zawołał.

Liściasta Sadzawka dotarła do kotki przed nim.

— Nie bój się, Stokrotko — miauknęła — Północ to nasza przyjaciółka. Wronie Pióro i ja spotkaliśmy ją na wzgórzach, ostrzegła nas przed atakiem swoich pobratymców, a potem sprowadziła Klan Wiatru na pomoc.

— Ale to borsuk! — zawołała Stokrotka.

Jeżynowy Pazur podszedł do Liściastej Sadzawki, by pomóc w wyjaśnieniach.

— Poznaliśmy Północ w drodze do miejsca, w którym tonie słońce. Nie zrobi nam krzywdy.

— Nie masz się czego bać — zapewnił matkę Jagódek. — Ja cię będę bronił.

— Na pewno. — Obłoczny Ogon podszedł do nich kulejąc i łagodnie przesunął koniuszkiem ogona po uchu Jagódka. — Nawet dorosły kot zawahałby się przed stawieniem czoła borsukowi. Pewnego dnia wyrośniesz na wielkiego wojownika.

Jagódek dumnie postawił ogon do góry.

— Kto pierwszy do żłobka! — zawołał do rodzeństwa.

— Nie, zaczekajcie! — zawołał Obłoczny Ogon. — Jeszcze nie możecie tam wejść.

— Dlaczego nie? — zapytała zdziwiona Stokrotka. — Moje kociaki potrzebują odpoczynku.

— Jest tam ciało Rozżarzonej Skóry — miauknęła cicho Liściasta Sadzawka. — Napadł ją borsuk, kiedy pomagała Szczawiowemu Ogonowi przy porodzie. — Jej głos zadrżał, przełknęła z trudem. — Próbowałam jej pomóc, ale ona była już w drodze do Klanu Gwiazdy.

Jeżynowy Pazur wbił w nią niedowierzający wzrok.

Rozżarzona Skóra nie żyje?

Rozdział 2


Jeżynowy Pazur miał wrażenie, że lód ściął mu krew w żyłach do ostatniej kropli. Tej nocy utrata każdego wojownika oznaczała dużą stratę dla klanu, ale śmierć medyczki była ogromnym ciosem. Nagle domyślił się, dlaczego Liściasta Sadzawka poprosiła Jasne Serce o pomoc w opatrywaniu rannych.

Mysie Futro zawodziła wstrząśnięta:

— To była młoda kotka! Miała przed sobą całe życie!

Wiewiórczy Lot podeszła do nich i przesunęła pyskiem po barku Liściastej Sadzawki.

— Nie zapomnimy jej — zamruczała.

Jeżynowy Pazur kiwnął głową, zbyt wstrząśnięty, by przemówić. Liściasta Sadzawka przez chwilę stała ze spuszczoną głową, a potem szturchnęła Ciernistego Pazura.

— Chodź ze mną do legowiska. — Jej głos był zdławiony, jakby za wszelką cenę starała się go kontrolować. — Tam mam więcej pajęczyn. — Odeszła, oglądając się za siebie tylko raz, by sprawdzić, czy Ciernisty Pazur idzie za nią.

Jeżynowy Pazur zerknął w ciemność na skraju polany; coś się tam poruszyło. W ich stronę szli powoli Pajęcza Noga i Biała Łapa. Gdy Pajęcza Noga skinął mu ogonem, Jeżynowy Pazur zmusił zdrętwiałe łapy do ruchu.

— O co chodzi? — zapytał.

— Chodź zobaczyć. — Pajęcza Noga poprowadził pod ścianę rozpadliny, niedaleko ścieżki, którą Stokrotka i jej kociaki wspięły się do kryjówki. W cieniu leżał bezwładny, szaro-czarny kształt.

— To Okopcone Futro — wyszeptała Biała Łapa. — Chyba nie żyje.

Jeżynowy Pazur poczuł skurcz w żołądku. Obawiał się, że Biała Łapa ma rację, ale mimo wszystko szturchnął nosem młodego wojownika ze słabą nadzieją, że uda mu się go obudzić. Okopcone Futro nie poruszył się, a jego zamglone oczy wpatrywały się w nicość.

— Niech Klan Gwiazdy oświetla mu drogę — zamruczał Jeżynowy Pazur. Siostra Okopconego Futra, Szczawiowy Ogon, dopiero co urodziła; jak poradzi sobie z utratą brata?

Dwoje młodych kotów wpatrywało się w Jeżynowego Pazura, jakby oczekiwały od niego poleceń. Wojownik ogromnym wysiłkiem woli zmusił się do myślenia.

— Zanieście go na środek obozu, żebyśmy mogli odbyć przy nim czuwanie — miauknął. — Ja pójdę poszukać Deszczowego Wąsa. — Trzeba zawiadomić brata Okopconego Futra i Szczawiowego Ogona; może on zdoła pomóc siostrze — pomyślał.

Wojownik odczekał, aż Pajęcza Noga i Biała Stopa uniosą ciało Okopconego Futra, po czym ruszył na poszukiwania. Nie widział Deszczowego Wąsa od zakończenia bitwy. Poczuł ostre ukłucie niepokoju; niemożliwe, by on też zginął.

W tej chwili dostrzegł ciemnoszarego wojownika na pół zagrzebanego pod wyrwanymi gałęziami, które kiedyś osłaniały legowisko wojowników. Deszczowy Wąs leżał bez ruchu, ale kiedy Jeżynowy Pazur ściągnął z niego gałąź, zdołał podnieść głowę.

— Czy borsuki odeszły? — zapytał ochryple.

— Już po wszystkim — odparł Jeżynowy Pazur. — Ale mam smutne wieści. Możesz wstać?

Deszczowy Wąs ze stęknięciem wsunął łapy pod siebie i czepiając się kolczastych gałązek zdołał się podnieść. Stał niepewnie na trzech łapach, czwarta zwisała pod nienaturalnym kątem; Jeżynowy Pazur obawiał się, że jest złamana. Podsunął się pod wojownika, by ten mógł się o niego oprzeć, i poprowadził go na środek obozu, gdzie leżał teraz Okopcone Futro. Wokół niego stali ze spuszczonymi głowami Ognista Gwiazda, Wiewiórczy Lot i kilka innych kotów.

Na widok ciała brata Deszczowy Wąs jęknął żałośnie. Pokuśtykał przed siebie, pochylił głowę i wsunął nos w szarą sierść. Przez kilka chwil trwał nieruchomo, a potem podniósł wzrok pełen żalu.

— Muszę zawiadomić Szczawiowy Ogon — miauknął.

Ognista Gwiazda zatrzymał go gestem ogona.

— Najpierw trzeba opatrzyć ci nogę. Ktoś inny…

— Nie — powiedział z uporem Deszczowy Wąs. — Ja muszę to zrobić. Okopcone Futro był naszym bratem. Szczawiowy Ogon będzie wolała usłyszeć o tym ode mnie.

Przywódca klanu zawahał się, po czym kiwnął głową.

— Dobrze, ale potem jak najszybciej idź do Rozżarzonej Skóry.

— Chcesz powiedzieć Liściastej Sadzawki — poprawiła go łagodnie Piaskowa Burza.

Ognista Gwiazda zamrugał, oszołomiony przeżyciami i zmęczeniem.

— Przepraszam — zamruczał. — Wciąż trudno mi uwierzyć, że Rozżarzona Skóra nie żyje.

Jeżynowy Pazur spojrzał na niego ze współczuciem. Przywódca klanu był bardzo blisko związany z Rozżarzoną Skórą i jej śmierć na pewno mocno nim wstrząsnęła.

Będzie mnie potrzebował — pomyślał wojownik, biorąc się w garść. Ogonem musnął bok Wiewiórczego Lotu i zamruczał:

— Chodź, przeniesiemy ciało Rozżarzonej Skóry na polanę.

— Dobrze — miauknęła Wiewiórczy Lot. — Deszczowy Wąsie, chodź z nami, jeśli chcesz porozmawiać ze Szczawiowym Ogonem.

Skierowali się do żłobka. Gęsty krzew jeżyn rosnący przy ścianie kotliny został najmniej uszkodzony w czasie najazdu. Wiewiórczy Lot, Jesionowe Futro i Paprociowe Futro przebywali tam w czasie trwania bitwy, broniąc wejścia, podczas gdy rodziły się kocięta Szczawiowego Ogona. Tylko część krzaka została zdeptana, kiedy borsuk, który zabił Rozżarzoną Skórę, odrzucił Paprociowe Futro na bok, żeby dostać się do środka.

Przed wejściem stała Stokrotka z kociętami. Byli z nimi Obłoczny Ogon i Paprotkowa Chmura, zaś obok matki leżał rozciągnięty Brzozowa Łapa. Przez jeden przerażający moment Jeżynowy Pazur przypuszczał, że uczeń zmarł z ran, ale po chwili zobaczył, że jego klatka piersiowa unosi się szybko i opada. Paprotkowa Chmura przysiadła nad nim i delikatnie wylizywała jego bark.

Liściasta Sadzawka i Jasne Serce podeszły do nich jednocześnie. Liściasta Sadzawka niosła w pysku pęk ziół, które odłożyła na widok zbliżającego się Jeżynowego Pazura.

 

— Dzięki Klanowi Gwiazdy, legowisko Rozżarzonej Skóry było za małe i borsuk się do niego nie zmieścił — miauknęła. — Wszystkie jej zioła i jagody przetrwały nietknięte — i załamującym się głosem dodała: — Czy możemy przenieść jej ciało, żeby klan mógł odprawić czuwanie?

— Po to przyszliśmy — odpowiedział Jeżynowy Pazur.

Liściasta Sadzawka spojrzała na niego z wdzięcznością.

— Dziękuję, Jasne Serce — mówiła dalej. — Proszę, przynieś nagietek dla Brzozowej Łapy. A potem powiedz wszystkim kotom, które są w stanie chodzić, żeby przyszły do mojego legowiska, tam łatwiej mi będzie wszystkich opatrzyć. Daj mi też znać, czy jest ktoś, kto nie zdoła do mnie dotrzeć, zajmę się nim w pierwszej kolejności.

Jasne Serce energicznie skinęła głową i odeszła.

Liściasta Sadzawka poprowadziła pozostałych do żłobka; Jeżynowy Pazur, Wiewiórczy Lot i Deszczowy Wąs deptali jej po piętach. Przez gałęzie jeżyn przebijały się nieliczne promienie księżyca i pod krzakiem panowała ciemność niemal jak w jaskini; Jeżynowy Pazur skrzywił się, kiedy nastąpił na kolczasty pęd. Ledwie widział zarys ciała Rozżarzonej Skóry, leżącego na boku na posłaniu z miękkiego mchu. Nos miała przykryty ogonem, wyglądała, jakby spała.

Jeżynowy Pazur podszedł do niej.

— Rozżarzona Skóro? — Przez moment miał wrażenie, jakby medyczka miała za chwilę podnieść głowę i odpowiedzieć, ale dotknąwszy nosem jej sierści poczuł lodowaty chłód śmierci.

Szczawiowy Ogon leżała po drugiej stronie martwej medyczki, w najdalszym kącie żłobka. Skuliła się, odwrócona tyłem do ciała Rozżarzonej Skóry, osłaniająca kocięta. Jej partner, Paprociowe Futro, przysiadł przy niej, jeżąc sierść; na widok wchodzących kotów odsłonił zęby w groźnym grymasie.

— Wszystko w porządku, Paprociowe Futro — uspokoił go Jeżynowy Pazur. — To tylko my. Nie ma się czego bać.

Paprociowe Futro odprężył się, chociaż pozostał czujny; przysunął się jeszcze bliżej Szczawiowego Ogona. Liściasta Sadzawka przecisnęła się obok Jeżynowego Pazura i zaczęła ostrożnie przesuwać nosem nad młodą szylkretową kotką. Jeżynowy Pazur mrugał, czekając, aż jego oczy przyzwyczają się do ciemności. W końcu zobaczył czwórkę kociąt Szczawiowego Ogona, na oślep wtulającą się w jej sierść. Szczawiowy Ogon podniosła wzrok na Liściastą Sadzawkę; oczy miała zamglone ze wstrząsu.

Deszczowy Wąs przysunął się do Jeżynowego Pazura.

— Co mam jej powiedzieć? — wyszeptał. — Już dość wycierpiała. Wiadomość o śmierci Okopconego Futra może ją zabić.

— Nie, Paprociowe Futro i Liściasta Sadzawka zajmą się nią — zapewnił Jeżynowy Pazur. — No już. Lepiej, żeby dowiedziała się od ciebie niż od kogoś innego.

Deszczowy Wąs skinął głową, chociaż minę wciąż miał niepewną.

— Szczawiowy Ogonie… — zaczął, delikatnie trącając nosem bark siostry.

— Deszczowy Wąsie, to ty? — miauknęła Szczawiowy Ogon, wykręcając szyję, by go dojrzeć. — Jesteś ranny?

— Nic mi nie będzie — odparł Deszczowy Wąs — ale mam złe wieści. Chodzi o Okopcone Futro. Nie żyje.

Szczawiowy Ogon przez moment patrzyła na niego, jakby nie rozumiejąc. Potem odrzuciła głowę do tyłu i wydała z siebie wysoki, rozpaczliwy jęk.

— O nie! Nie!

Jej ciałem wstrząsnął spazm rozpaczy; Jeżynowy Pazur dosłyszał cichutkie miauknięcia protestu — kocięta spadły z jej brzucha.

— Szczawiowy Ogonie, będzie dobrze! — miauknął Paprociowe Futro. Przycisnął się do jej boku i zaczął energicznie wylizywać jej pysk i uszy, a kotka wzdrygnęła się i wcisnęła głowę w jego sierść. — Szczawiowy Ogonie, jestem przy tobie — mówił dalej wojownik. — Pomyśl o kociakach. Musisz się teraz nimi zająć.

— Jak zginął? — zapytała Szczawiowy Ogon; głos nadal jej drżał, ale zmieniła pozycję, tak by młode znów mogły się wtulić w jej ciało. Kociaki wróciły na miejsca i zaczęły ssać, maleńkimi, miękkimi łapkami ugniatając jej brzuch.

— Zabiły go borsuki — powiedział Deszczowy Wąs.

— Okopcone Futro był mężnym wojownikiem — miauknął Jeżynowy Pazur. — Teraz jest bezpieczny z Klanem Gwiazdy.

Szczawiowy Ogon kiwnęła głową, wyciągnęła szyję i pocieszająco polizała brata.

— Dziękuję, że przyszedłeś mi o tym powiedzieć.

Liściasta Sadzawka przysunęła nosem zawiniątko z liści bliżej młodej matki.

— To ogórecznik — miauknęła. — Pomoże ci produkować mleko. — Zawahała się na chwilę i dodała: — Jeśli nie możesz spać, dam ci ziaren maku, ale dla kociąt byłoby lepiej, gdybyś poradziła sobie bez tego.

— W porządku, poradzę sobie. — Szczawiowy Ogon pochyliła się i zaczęła przeżuwać zioła; krzywiła się nieco, ale przełknęła wszystko.

— Paprociowe Futro, czy możesz przynieść jej mięso? — podsunęła Liściasta Sadzawka. —A ty, Deszczowy Wąsie, lepiej zostań tutaj, a ja przyjrzę się twojej nodze.

Paprociowe Futro dotknął nosem ucha Szczawiowego Ogona.

— Zaraz wracam — obiecał i przemknął obok ciała Rozżarzonej Skóry do wyjścia ze żłobka.

Szczawiowy Ogon odprowadziła go wzrokiem.

— Rozżarzona Skóra zginęła przeze mnie — miauknęła głosem schrypniętym z żalu. — Mogła uciec przed borsukiem, ale została, żeby mi pomóc.

— To nie twoja wina. — Liściasta Sadzawka odezwała się tak stanowczo, że Jeżynowy Pazur spojrzał na nią zaskoczony. — Rozżarzona Skóra spełniła swój obowiązek medyczki. To był jej wybór.

— Racja — przytaknęła Wiewiórczy Lot. — Szczawiowy Ogonie, pomyśl tylko — gdyby Rozżarzona Skóra cię zostawiła, borsuk mógłby zabić ciebie i twoje kociaki. Nie chciałabyś tego… ani ty, ani ona.

Szczawiowy Ogon wzdrygnęła się i pokręciła głową.

— To piękne kocięta — odezwał się Jeżynowy Pazur, starając się odwrócić jej uwagę. Po raz pierwszy mógł przyjrzeć się dokładniej najmłodszym członkom Klanu Pioruna. — Czy już nadałaś im imiona?

Szczawiowy Ogon kiwnęła głową.

— To jest Krecik, jedyny kocurek. — Koniuszkiem ogona dotknęła głowy największego kotka. — To Miódka i Maczka. — Musnęła po kolei jasnobrązowe pręgowane maleństwo i szylkretowo-białą miniaturkę samej siebie. — A to jest Żarka.

Jeżynowy Pazur usłyszał pełne zaskoczenia westchnienie Wiewiórczego Lotu. Puchata szara kuleczka wydawała się niepokojąco znajoma; wojownik mimowolnie rzucił szybkie spojrzenie do tyłu, na ciało Rozżarzonej Skóry. Liściasta Sadzawka, pochylona nad zranioną nogą Deszczowego Wąsa, zamarła na chwilę.

— Rozżarzona Skóra pewnie by się ucieszyła — miauknęła cicho, po czym wróciła do badania.

— Wszystkie wyglądają na silne i zdrowe — stwierdził Jeżynowy Pazur. — Chodź, Wiewiórczy Locie, musimy zająć się Rozżarzoną Skórą.

Wiewiórczy Lot zatrzymała się i końcem ogona delikatnie dotknęła boku siostry.

— Powinnaś jak najprędzej odpocząć — miauknęła. — Wyglądasz okropnie.

— Nie mam czasu na odpoczynek — odparła Liściasta Sadzawka, nie patrząc na nią. — Jak sobie poradzą ranni, jeśli ja utnę sobie drzemkę?

Wiewiórczy Lot rzuciła jej niespokojne spojrzenie.

— Martwię się o ciebie. Czuję, jak ci teraz ciężko.

Tym razem Liściasta Sadzawka nie odpowiedziała. Jeżynowy Pazur widział, że medyczka chce zostać sama i zająć się Deszczowym Wąsem. Trącił w bark Wiewiórczy Lot.

— Chodź — powtórzył i ciszej dodał: — Daj jej trochę czasu.

Wiewiórczy Lot nie wyglądała na przekonaną, ale obróciła się w ciasnym legowisku i pomogła Jeżynowemu Pazurowi wynieść ze żłobka bezwładne ciało Rozżarzonej Skóry. Stokrotka i jej kociaki wciąż jeszcze siedziały skulone przy wejściu, z Obłocznym Ogonem i Paprotkową Chmurą. Jasne Serce przyniosła nagietek i opatrywała rany Brzozowej Łapy.

— Nie możesz sobie iść — protestował Obłoczny Ogon. — Tu jest miejsce dla ciebie i twoich kociąt.

Stokrotka pokręciła głową, rzucając spojrzenie na martwe ciało medyczki.

— Moje kociaki mogły zginąć — miauknęła. — Albo ja mogłam zginąć, a wtedy co by się z nimi stało? Przy koniach będą bezpieczniejsze.

Cała trójka kociąt zaczęła protestować.

— A co z Dwunożnymi? — przekonywał Obłoczny Ogon. — Przecież przyszłaś do klanu, bo bałaś się, że zabiorą ci kociaki.

Stokrotka wysunęła pazury; w jej oczach odbiło się wahanie. Zanim przemówiła, ubiegła ją Jasne Serce.

— W tej chwili kociakom już chyba nie grożą Dwunożni. W końcu niedługo młode zaczną być pożyteczne, bo będą łapać myszy i szczury w stodole.

— Ale my nie chcemy wracać! — jęczał Jagódek. — Chcemy zostać tutaj!

Stokrotka uciszyła go strzepnięciem ogona.

— Nie wiesz, co mówisz. Chcesz, żeby przyszedł borsuk i cię porwał?

— Żadne z was nie zostało zranione — zauważyła Wiewiórczy Lot. — Klan zapewnił wam bezpieczeństwo.

— Proszę, zostańcie — przekonywała Paprotkowa Chmura. — Kiedy przyjdzie pora nowych liści, będzie znacznie łatwiej.

Stokrotka rzuciła jej powątpiewające spojrzenie.

— A obiecasz, że borsuki nie wrócą?

— Nikt nie może tego obiecać — odpowiedział Obłoczny Ogon. — Ale na pewno nie zobaczymy ich tutaj przez długi czas.

Stokrotka pokręciła głową i popchnęła przed sobą kocięta, kierując je do żłobka.

— Chodźcie, musicie odpocząć po tej okropnej nocy.

— Ale my nie jesteśmy zmęczeni! — zaoponował Myszek.

Stokrotka nie odpowiedziała. Rzuciła na Obłocznego Ogona jeszcze jedno spojrzenie, pełne strachu i niepewności, po czym znikła wewnątrz.

Paprotkowa Chmura poszła za nią.

— Pomogę się jej ułożyć.

— Wiesz, Stokrotka może mieć rację — miauknęła Jasne Serce, nie patrząc na Obłocznego Ogona. — Wie, co jest najlepsze dla jej młodych, może u koni będą się czuły bezpieczniejsze.

Obłoczny Ogon otworzył pysk, by zaprotestować, lecz zamknął go bez słowa.

— Idź do legowiska Liściastej Sadzawki — powiedziała do niego Jasne Serce, jakby nie chciała już więcej rozmawiać o kotach z siedliska koni. — Ten zerwany pazur znów ci krwawi, potrzebujesz jeszcze pajęczyny.

Obłoczny Ogon zerknął w kierunku wejścia do żłobka.

— No dobrze, to idę — wymamrotał.

Jeżynowy Pazur odwrócił się znów do Rozżarzonej Skóry; ze ściśniętym z rozpaczy sercem patrzył na gładką szarą sierść i niebieskie oczy, zamglone i puste. Wiewiórczy Lot stanęła obok niego i pochyliła głowę; Jeżynowy Pazur zobaczył, że przebiegł ją dreszcz i przycisnął się do niej z nadzieją, że kotka go nie odepchnie. Nie poruszyła się, więc stał przez chwilę z zamkniętymi oczami, wdychając jej słodki, znajomy zapach.

— Chodź — miauknął cicho — niedługo skończy się noc. Trzeba odprawić czuwanie.

Razem dźwignęli ciało Rozżarzonej Skóry i ponieśli je przez polanę, by złożyć je obok Okopconego Futra. Pajęcza Noga i Biała Łapa już tam siedzieli, z nosami wtulonymi w sierść szarego wojownika.

— Żegnaj — zamruczał Jeżynowy Pazur, nosem dotykając futra Rozżarzonej Skóry. — Klan Gwiazdy odda ci cześć.

— Będziemy za tobą tęsknić — dodała Wiewiórczy Lot. — I nigdy cię nie zapomnimy.

Jeżynowy Pazur chętnie przysiadłby przy medyczce i odprawił porządne czuwanie, ale miał za wiele do zrobienia. Poszedł do Ognistej Gwiazdy, wciąż stojącego na środku polany z Burzowym Futrem, Potokiem i Północą.

— Chyba powinniśmy zabrać się za legowisko wojowników — miauknął.

Północ pochyliła głowę przed przywódcą klanu.

— Idę już — oznajmiła. — Podróż nocą łatwiejsza jest.

— Ale jesteś na pewno tak zmęczona, jak my wszyscy — powiedział Ognista Gwiazda. — Zostań i prześpij się.

Oznaczona białym pasem głowa borsuczycy zakołysała się, kiedy Północ rozejrzała się po zniszczonym obozie.

— Tu dla mnie więcej do roboty nie ma. Wracam do jaskini nad morzem, słuchać fal bijących o brzeg, szumu wiatru w trawie.

— Gdybyś nie sprowadziła Klanu Wiatru na pomoc, Klan Pioruna zostałby zniszczony. Na zawsze będziemy twoimi dłużnikami.

— Nie trzeba. Za późno ostrzeżenie nadeszło. Moi pobratymcy o pokoju nie chcieli słuchać.

— Ale dlaczego? — zapytała Potok, szerzej otwierając oczy. — W górach nigdy nie mieliśmy kłopotu z borsukami. Czy są podobni do Ostrego Kła, polują na koty?

Północ pokręciła głową.

— Moi krewniacy nie jedzą kotów. Ale koty wyganiają ich z terytoriów, najpierw Klan Rzeki po drugiej stronie jeziora, potem tutaj. Pomsty chcieli i odzyskania terytorium.

— Pamiętam, Jastrzębi Mróz zgłaszał to na zgromadzeniu — miauknął Ognista Gwiazda. — To ten wojownik Klanu Rzeki, który przepędził borsuka.

 

Jeżynowy Pazur zaczerpnął głęboko powietrza, gotów bronić brata. Czy jego klan chce obwiniać Jastrzębiego Mroza o napad borsuków?

— My też wypędziliśmy borsuczycę z naszego terytorium — zauważyła Wiewiórczy Lot. — Z młodymi. I pomyśleć, że było mi jej szkoda!

— Zastanawiam się, czy w takim razie nie zechcą wrócić — zamruczał z namysłem Ognista Gwiazda. — Patrole będą musiały bardzo uważać.

— Ja też — dodała Północ. — Kiedy czegoś się dowiem, przyjdę albo wiadomość przyślę. Ale teraz idę, żegnajcie, koci przyjaciele.

— Do widzenia, Północy — miauknął Burzowe Futro. — Miło było znów cię widzieć.

Małe oczka Północy na moment spoczęły na wojowniku.

— Duchy cię strzegą — powiedziała. — Klan Gwiazdy, jak również Plemię Wiecznych Łowów. Ścieżka twoja ciężka, ale jeszcze nie skończona.

Szary wojownik skłonił się.

— Dziękuję, Północy.

— Szkoda, że musisz iść — miauknął Jeżynowy Pazur do borsuczycy, a potem rzucił szybkie spojrzenie na swojego przywódcę i dodał: — Nie mogłabyś założyć sobie legowiska w tych lasach i zostać z nami?

— Proszę! — dodała Wiewiórczy Lot.

Stara borsuczyca pokręciła głową i spojrzała na nich przepaścistymi, mądrymi oczami.

— To nie jest moje miejsce — odparła. — Ale Klan Gwiazdy może sprawić, że jeszcze się spotkamy.

— Mam nadzieję — miauknął Jeżynowy Pazur.

— Zatem musimy się pożegnać. — Ognista Gwiazda z wielkim szacunkiem pochylił głowę przed Północą. — Klan Pioruna zawsze będzie darzył cię czcią. — Odprowadził borsuczycę do wyjścia, jakby on też niechętnie się z nią rozstawał. Zakurzona Skóra i Piaskowa Burza, zbierający ciernie z uszkodzonej zapory przy wejściu, na chwilę przerwali pracę, by również się pożegnać.

Z Wiewiórczym Lotem i Burzowym Futrem u boku Jeżynowy Pazur przyglądał się, jak Północ wychodzi z kotliny, szerokimi, płaskimi łapami depcząc pozostałości zniszczonej bariery. Już po raz drugi Klan Pioruna ocalał dzięki pomocy, jaką okazała mu Północ. Jak będą mogli czuć się bezpiecznie, kiedy ona odejdzie daleko nad morze, do miejsca, w którym tonie słońce? Jeżynowy Pazur nie był nawet pewien, czy zdołałby trafić na piaszczyste urwisko.

Muszę żyć dalej — powiedział sobie. — Dla mojego klanu oddam wszystko, a teraz Klan Pioruna potrzebuje mnie bardziej, niż kiedykolwiek przedtem.

Burzowe Futro odwrócił się od ciemnego lasu, w którym znikła borsuczyca.

— No dobrze — miauknął — co mamy robić?

— Jak się zdaje, wszyscy się odnaleźli. Liściasta Sadzawka i Jasne Serce zajmują się rannymi. Ale każdy musi wypocząć i dojść do siebie — miauknął Jeżynowy Pazur. — Trzeba zorganizować miejsca do spania. I zająć się polowaniem.

— Rano pójdziemy z Potokiem na polowanie dla klanu — obiecał Burzowe Futro. — Teraz zabiorę się do pracy przy legowisku wojowników. Gdzie to jest?

Dobre pytanie — pomyślał Jeżynowy Pazur. Wskazał ogonem mocno przerzedzone drzewo pod przeciwległą ścianą kotliny.

— Tam — miauknął. Gałęzie, wcześniej gęste i zwisające nisko, dobrze chroniły przed zimnymi wiatrami i deszczem pory nagich drzew, jednak borsuki wiele z nich połamały, by dostać się do kotów szukających schronienia pod drzewem. Teraz nie przypominało to już wcale legowiska.

Burzowe Futro przyjrzał się temu miejscu dokładniej.

— Dobrze, zabieram się do roboty — oznajmił i w podskokach pobiegł w kierunku wskazanym przez Jeżynowego Pazura.

— Potoku, mogłabyś sprawdzić, jak się czują starsi — podsunęła Wiewiórczy Lot. — Mają legowisko pod tamtą poskręcaną leszczyną. Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, przyjdź do mnie.

Potok kiwnęła głową i pobiegła w ciemność.

Jeżynowy Pazur ruszał już za Burzowym Futrem, gdy podszedł do nich Jesionowe Futro.

— Będziesz czuwała przy Okopconym Futrze i Rozżarzonej Skórze? — zapytał, zwracając się do Wiewiórczego Lotu.

— Idź na razie sam — miauknęła Wiewiórczy Lot. — Chcę pomóc przy odbudowie legowisk, ale później postaram się przy nich posiedzieć. Rozżarzona Skóra i Okopcone Futro na pewno by to zrozumieli.

Jesionowe Futro spojrzał na nią z urazą w niebieskich oczach, jakby jej odmowa dotknęła go osobiście.

— No dobrze, to do zobaczenia później. — Odszedł i usadowił się przy innych kotach otaczających dwa nieruchome ciała.

Wiewiórczy Lot lekko przesunęła ogonem po uszach Jeżynowego Pazura.

— Nie chcesz iść do Liściastej Sadzawki, żeby opatrzyła ci te zadrapania?

Pomimo wszystkiego, co się wydarzyło, wyraz jej oczu sprawił, że serce Jeżynowego Pazura zaczęło mruczeć jak kociak.

— Jeszcze nie — odparł. — Liściasta Sadzawka ma wystarczająco dużo roboty, jest wielu ciężej rannych ode mnie. Zabiorę się z Burzowym Futrem za legowisko wojowników. Wszyscy są wyczerpani, a niedługo już świt.

— W takim razie ja zajmę się pożywieniem. Magazyn zwierzyny na pewno jest rozrzucony, ale borsuki nie miały czasu, żeby coś zjeść. Może uda mi się uratować tyle, żeby wystarczyło nam do czasu rozesłania patroli. Jeśli znajdę coś do jedzenia, to ci przyniosę.

— Dzięki. — Jeżynowy Pazur odprowadził spojrzeniem rudą wojowniczkę idącą przez polanę, po czym ruszył w kierunku pozostałości legowiska wojowników. Bolały go wszystkie mięśnie, zadrapanie na barku pulsowało, ze zmęczenia ledwie był w stanie unieść łapy. Jednak klan go potrzebuje. Musi znaleźć w sobie siłę, by im pomóc.

Kolczaste drzewo, pod którym wojownicy urządzili sobie legowisko, rosło blisko najwyższej części urwiska, niedaleko rumowiska skalnego prowadzącego na Wysoką Półkę. Zbliżywszy się, Jeżynowy Pazur dostrzegł, że chociaż zewnętrzne gałęzie zostały połamane i zdeptane, od środka, przy pniu, zniszczenia były mniejsze. Miał nadzieję, że w ocalałej części schronienia będzie dość miejsca, by do pory nowych liści zmieścili się tam wojownicy, nawet nieco stłoczeni.

Kiedy podszedł bliżej i obwąchiwał starannie zniszczone gałęzie zewnętrzne, pojawił się Burzowe Futro, ciągnący za sobą splątaną masę kolczastych gałęzi.

— Hej — wydyszał, odkładając je na ziemię i łapiąc powietrze. Zmrużył oczy, spojrzał na wojownika i dodał: — A nie powinieneś odpoczywać? Wyglądasz na wyczerpanego.

— Wszyscy jesteśmy wyczerpani — zauważył Jeżynowy Pazur. — Teraz nie mogę sobie pozwolić na odpoczynek, mamy za dużo do zrobienia.

Burzowe Futro powiódł wzrokiem po polanie.

— Z pewnością.

Jeżynowy Pazur dotknął ogonem szarego boku Burzowego Futra.

— Cieszę się, że cię widzę — miauknął. — Klan Gwiazdy wybrał najlepszą porę, żeby cię tu sprowadzić.

— No… teraz opiekuje się mną Plemię Wiecznych Łowów.

— W każdym razie przysłali cię tu przodkowie. Nie obchodzi mnie którzy, po prostu się cieszę.

W tej samej chwili podeszła do nich Wiewiórczy Lot, niosąca za ogony dwie myszy. Położyła je przed wojownikami.

— Proszę — miauknęła do Jeżynowego Pazura. — Jedz. Musisz nabrać sił. — Drugą mysz podsunęła drugiemu kocurowi. — Ty też, Burzowe Futro.

— Nie, dziękuję — odparł szary wojownik. — Razem z Potokiem polowaliśmy po drodze. Nie jestem głodny.

— Dobrze, jeśli na pewno nie chcesz jeść, zaniosę ją starszym. Znalazłam mnóstwo zwierzyny — dodała, zwracając się do Jeżynowego Pazura. — Trochę zdeptana, ale do jutra wytrzyma. — Ogonem podniosła drugą mysz i poszła w kierunku legowiska starszyzny.

Burzowe Futro wrócił do legowiska wojowników, a Jeżynowy Pazur przykucnął przy myszy i zaczął jeść. Zwierzę było zdeptane i pobrudzone ziemią, jakby wcisnęła je w podłoże wielka borsucza łapa, ale wygłodniały wojownik nie zwracał uwagi na takie drobiazgi. Pochłonął mysz w kilku żarłocznych kęsach i poszedł za Burzowym Futrem, by pomóc mu w usuwaniu połamanych gałęzi. Kiedy walczył z kolczastymi gałęziami, usiłując je porozdzielać, z zadrapania na barku znów zaczęła mu się sączyć krew. Kolce czepiały się łap wojownika i drapały go po bokach, dokładając kolejne skaleczenia.

Wychodząc tyłem z legowiska i ciągnąc wyjątkowo oporną gałąź, nagle poczuł, że owiewa go zapach Wiewiórczego Lotu. Opuścił koniec gałęzi i odwrócił się; kotka stała za nim z kulką mokrego mchu w pysku.

Odłożyła mech na ziemię i miauknęła:

— Pomyślałam sobie, że chętnie się napijesz.

— Dzięki. — Jeżynowy Pazur zaczął chłeptać wodę z mchu; chyba nigdy nie pił nic tak wspaniałego. Miał wrażenie, że płyn przenika całe jego ciało, napełniając je świeżą energią.