Wojownicy. Nowa przepowiednia. Zachód słońcaTekst

Z serii: Wojownicy #12
Z serii: Nowa przepowiednia #6
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Sunset

Text and series concept © Working Partners Limited 2005

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2019

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Konsultacja merytoryczna: Dominika Kuc

Projekt graficzny okładki: Jędrzej Chełmiński

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-65122-74-2


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

telefon 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Cherith Baldry

Dla Roda Ritchiego,

który jako pierwszy domyślił się,

co naprawdę dzieje się za ogrodzeniem…

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

KLANY

Klan Pioruna

PRZYWÓDCA

Ognista Gwiazda — płomiennorudy kocur

ZASTĘPCA

Szara Pręga — długowłosy szary pręgowany kocur

MEDYCZKA

(kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Liściasta Sadzawka — jasnobrązowa pręgowana kotka o bursztynowych oczach

WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)

Zakurzona Skóra — ciemnobrązowy pręgowany kocur

Piaskowa Burza — jasnoruda kotka

Obłoczny Ogon — długowłosy biały kocur

Paprociowe Futro — złocistobrązowy pręgowany kocur; uczennica: Biała Łapa

Ciernisty Pazur — złocistobrązowy pręgowany kocur

Jasne Serce — biała kotka w rude łaty

Jeżynowy Pazur — ciemnobrązowy pręgowany kocur o bursztynowych oczach

Jesionowe Futro — bladoszary kocur (w ciemniejsze cętki) o ciemnoniebieskich oczach; uczeń: Brzozowa Łapa

Deszczowy Wąs — ciemnoszary kocur o niebieskich oczach

Wiewiórczy Lot — ciemnoruda kotka o zielonych oczach

Pajęcza Noga — długonogi czarny kocur o brązowym brzuchu i bursztynowych oczach

UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Biała Łapa — biała kotka o zielonych oczach

Brzozowa Łapa — jasnobrązowy pręgowany kocur

KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Paprotkowa Chmura — jasnoszara kotka (w ciemniejsze cętki) o jasnozielonych oczach, matka kociaków Zakurzonej Skóry

Szczawiowy Ogon — szylkretowo-biała kotka o bursztynowych oczach

Stokrotka — kremowa długowłosa kotka poprzednio mieszkająca z końmi

STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Złoty Kwiat — jasnoruda kotka, najstarsza karmicielka w klanie

Długi Ogon — jasny kocur w czarne pręgi; wcześnie dołączył do starszych z powodu osłabienia wzroku

Mysie Futro — drobna, ciemnobrązowa kotka

Klan cienia

PRZYWÓDCA

Czarna Gwiazda — duży biały kocur o wielkich czarnych łapach

ZASTĘPCZYNI

Rdzawe Futro — ciemnoruda kotka

MEDYK

Mała Chmura — bardzo drobny pręgowany kocur

WOJOWNICY

Dębowe Futro — mały brązowy kocur; uczeń: Dymna Łapa

Cedrowe Serce — ciemnoszary kocur

Jarzębinowy Pazur — rudy kocur

Brunatna Skóra — szylkretowa kotka o zielonych oczach

KARMICIELKI

Wysoki Mak — długonoga jasnobrązowa kotka

STARSZYZNA

Głaz — chudy szary kocur

Klan wiatru

PRZYWÓDCA

Pojedyncza Gwiazda — brązowy pręgowany kocur

ZASTĘPCZYNI

Jesionowa Stopa — szara kotka

MEDYK

Kaszlący Pysk — brązowy kocur o krótkim ogonie

WOJOWNICY

Rozdarte Ucho — pręgowany kocur

Pajęczynowa Stopa — ciemnoszary pręgowany kocur

Wronie Pióro — ciemnoszary kocur

Sowi Wąs — jasnobrązowy pręgowany kocur

Nocna Chmura — czarna kotka

Łasicze Futro — rudy kocur o białych łapach

KARMICIELKI

Biały Ogon — drobna biała kotka

STARSZYZNA

Poranny Kwiat — szylkretowa kocica

Sitowiowy Ogon — jasnobrązowy kocur

Klan rzeki

PRZYWÓDCZYNI

Lamparcia Gwiazda — nietypowo nakrapiana złocista kocica

ZASTĘPCZYNI

Mglista Stopa — szara kotka o niebieskich oczach

MEDYCZKA

Ćmie Skrzydło — złocista nakrapiana kotka; uczennica: Wierzbowa Łapa

WOJOWNICY

Czarny Pazur — kruczoczarny kocur; uczeń: Bukowa Łapa

Jastrzębi Mróz — ciemnobrązowy kocur o białym brzuchu i lodowato niebieskich oczach

Nornicowy Ząb — drobny brązowy pręgowany kocur

Jaskółczy Ogon — ciemna pręgowana kotka

Kamienny Strumień — szary kocur

Trzcinowy Wąs — czarny kocur; uczeń: Pluskająca Łapa

KARMICIELKI

Omszona Skóra — szylkretowa kotka o niebieskich oczach

Zaranny Kwiat — jasnoszara kotka

STARSZYZNA

Ciężki Krok — mocno zbudowany pręgowany kocur

PLEMIĘ PŁYNĄCEJ WODY

Potok, w Którym Pływają Małe Ryby — brązowa pręgowana kotka

Burzowe Futro — ciemnoszary kocur o bursztynowych oczach; były członek Klanu Rzeki

POZOSTAŁE ZWIERZĘTA

Dymek — muskularny szaro-biały kocur mieszkający w gospodarstwie w siedlisku koni

Nitka — drobna szaro-biała kotka mieszkająca w siedlisku koni

Pestka — czarno-biały terier żyjący z Dwunożnymi nieopodal siedliska koni

Północ — borsuczyca wpatrująca się w gwiazdy, żyjąca niedaleko morza

Prolog


Noc ciężką kurtyną okryła las. Ani jeden powiew nie poruszał wysokiej trawy na skraju ścieżki, którą kroczył potężny pręgowany kocur. Kot zatrzymał się, nadstawił uszu i zmrużył bursztynowe oczy. Na niebie nie widać było księżyca ani gwiazd, ale pnie drzew pokryte grzybami rzucały niesamowitą poświatę na nagą ziemię pod łapami kota.

Wielki kocur otworzył pysk, by zaczerpnąć powietrza, chociaż nie spodziewał się wyczuć zwierzyny. Wiedział, że drżenie paproci niczego nie dowodzi, a szybko migoczące cienie na granicy pola widzenia znikną, kiedy tylko na nie skoczy. W tym miejscu głód nie istniał, jednak kocur tęsknił za uczuciem, jakie ogarniało go, gdy wbijał pazury w zwierzynę i przełykał pierwszy kęs świeżego mięsa po udanym polowaniu.

Sierść na karku i barkach zjeżyła mu się, kiedy dotarł do niego nowy zapach: był to kot, ale żaden z dwóch, które spotkał wcześniej w tym miejscu. Ten kot był inny, znany mu z dawnych czasów. Kocur poszedł za zapachem do miejsca, w którym drzewa przerzedziły się; stanął na skraju polany zalanej niezdrowym światłem. Przez polanę pędził ku niemu drugi kot, z uszami położonymi na głowie i oczami oszalałymi z przerażenia.

— Tygrysia Gwiazdo! — wydyszał, zatrzymując się z poślizgiem i przypadając do ziemi. — Skąd się tu wziąłeś? Myślałem, że jestem tu sam.

— Wstań, Ciemna Pręgo — powiedział pręgowany kocur głębokim, pełnym obrzydzenia głosem. — Nie płaszcz się jak przerażony kociak.

Ciemna Pręga wstał i kilka razy przejechał językiem po sierści. Kiedyś pulchny i lśniący jak dobrze odżywiona ryba, teraz był chudy, a w sierść wczepiły mu się rzepy.

— Nie rozumiem, co to za miejsce — miauknął. — Gdzie jesteśmy? Gdzie Klan Gwiazdy?

— Klan Gwiazdy tędy nie chodzi.

Ciemna Pręga szerzej otworzył oczy.

— Dlaczego nie? I dlaczego wciąż panuje tu ciemność? Gdzie jest księżyc? — Po jego skórze przebiegł dreszcz. — Myślałem, że będziemy polować na niebie z naszymi przodkami i czuwać nad naszym klanem.

Tygrysia Gwiazda syknął lekko.

— Nie chodzimy ich drogą. Ale ja nie potrzebuję światła gwiazd, żeby znaleźć swoją ścieżkę. Jeśli Klanowi Gwiazdy wydaje się, że może o nas zapomnieć, to bardzo się myli.

 

Odwrócił się tyłem do Ciemnej Pręgi i zaczął przeciskać przez paprocie, nie sprawdzając, czy drugi kocur podąża za nim.

— Zaczekaj! — zawołał zdyszany Ciemna Pręga, idąc za nim. — Powiedz mi, o co ci chodzi.

Potężny kocur zerknął przez ramię za siebie; w bursztynowych oczach odbiło się blade światło.

— Ognista Gwiazda myślał, że wygrał, kiedy Bicz pozbawił mnie dziewięciu żywotów. To głupiec. Gra między nami jeszcze się nie skończyła.

— Ale co mu zdołasz teraz zrobić? — zdziwił się Ciemna Pręga. — Nie możesz wyjść z tego lasu. Wiem, bo próbowałem. Nieważne, jak daleko zaszedłem, drzewa nie kończą się, nie pojawia się światło.

Tygrysia Gwiazda nie odpowiedział od razu. Szedł dalej przez podszycie, Ciemna Pręga deptał mu po piętach. Mniejszy kot wzdrygał się na każdy szelest paproci i migoczący cień padający na ścieżkę. Nagle przystanął, wbił wzrok w przestrzeń i otworzył pysk, żeby zaczerpnąć powietrza.

— Czuję Złamaną Gwiazdę! — zawołał. — Czy on też tutaj jest? Złamana Gwiazdo, gdzie jesteś?

Tygrysia Gwiazda zatrzymał się i obejrzał.

— Nie wysilaj się, Złamana Gwiazda ci nie odpowie. Będziesz tu wyczuwał ślady wielu kotów, ale rzadko spotkasz któregoś z nich pysk w pysk. Może i utknęliśmy w tym samym miejscu, ale każdy z nas osobno.

— No to jak chcesz sobie poradzić z Ognistą Gwiazdą? — zapytał Ciemna Pręga. — On nawet tu nie przychodzi.

— Nie ja będę sobie z nim radził — odparł Tygrysia Gwiazda z cichym, groźnym warknięciem. — Moi synowie się tym zajmą. Jastrzębi Mróz i Jeżynowy Pazur pokażą Ognistej Gwieździe, że daleko mu jeszcze do zwycięstwa w tej bitwie.

Ciemna Pręga zerknął ukradkiem na pysk byłego przywódcy.

— Ale jak zdołasz nakłonić Jastrzębiego Mroza i Jeżynowego Pazura, żeby to zrobili?

Tygrysia Gwiazda uciszył go jednym strzepnięciem ogona. Wysuwał i chował pazury, orząc nimi ziemię.

— Nauczyłem się odwiedzać ich sny — syknął. — Mam czas. Mam całą wieczność. Kiedy już zniszczą tego parszywego pieszczocha, uczynię ich przywódcami klanów i pokażę, co to znaczy prawdziwa potęga.

Ciemna Pręga wsunął się z powrotem w cień kępy paproci.

— Nie znajdą lepszego mentora — miauknął.

— Nauczą się walczyć tak, jak nikt inny w lesie — mówił Tygrysia Gwiazda, jakby drugi kot w ogóle się nie odezwał. — Nauczą się nie oszczędzać kotów, które spróbują się im przeciwstawić. W końcu podzielą między siebie całe terytorium nad jeziorem.

— Ale przecież są cztery klany…

— A wkrótce zostaną tylko dwa. Dwa klany wojowników czystej krwi, nie osłabionej domieszką krwi pieszczochów czy mieszańców z innych klanów. Ognista Gwiazda właśnie przyjął tę bezużyteczną kupę futra mieszkającą u koni i jej kociaki. Czy tak należy rządzić klanem?

Ciemna Pręga pochylił głowę i potakująco położył po sobie uszy.

— Jastrzębi Mróz jest nieustraszony — wychrypiał z aprobatą Tygrysia Gwiazda. — Udowodnił to, wypędzając borsuka z terytorium Klanu Rzeki. Wykazał się również wielką mądrością pomagając siostrze zostać medyczką. Jej wsparcie ułatwi mu sięgnięcie po władzę, Jastrzębi Mróz jest tego świadomy. Wie, że władza przychodzi tylko do tych, którzy najsilniej jej pragną.

— Tak, to naprawdę twój syn. — Słowa te wylały się z pyska Ciemnej Pręgi jak woda z przechylonego liścia, ale jeśli Tygrysia Gwiazda dostrzegł w nich specjalne znaczenie, nie okazał tego po sobie.

— Jeżynowy Pazur zaś… — Tygrysia Gwiazda zmrużył oczy. — On też ma wiele odwagi, ale przeszkadza mu lojalność wobec tego głupca Ognistej Gwiazdy. Musi się nauczyć, że nic — ani przywódca jego klanu, ani kodeks wojownika, ani sam Klan Gwiazdy — nie może stanąć mu na przeszkodzie. Swoją podróżą do miejsca, w którym tonie słońce, a potem znalezieniem nowego domu dla klanów zdobył sobie szacunek wszystkich kotów. Sama sława, jaką się cieszy, powinna mu pomóc przejąć władzę. — Kocur wyprostował się, pod skórą zagrały mu silne mięśnie barków. — A ja mu pokażę, jak to zrobić.

— Mógłbym ci pomóc — zaproponował Ciemna Pręga.

Tygrysia Gwiazda rzucił mu spojrzenie pełne zimnej wzgardy.

— Nie potrzebuję pomocy. Nie słyszałeś, jak mówiłem, że w tej mrocznej puszczy każdy kot chodzi samotnie?

Ciemna Pręga wzdrygnął się.

— Ale tak tu pusto i cicho… Tygrysia Gwiazdo, pozwól mi iść z tobą.

— Nie. — W głosie Tygrysiej Gwiazdy zabrzmiał ton żalu, ale nie wahania. — Nie próbuj mnie śledzić. Tutaj koty nie mają przyjaciół ani sojuszników. Same muszą przemierzać ścieżki cienia.

Ciemna Pręga usiadł, owijając ogon wokół przednich łap.

— Dokąd teraz idziesz?

— Spotkać się z synami. — Tygrysia Gwiazda w podskokach pobiegł ścieżką; jego sierść jarzyła się bladym żółtawym światłem. Ciemna Pręga został sam, przycupnięty w cieniu paproci.

Zanim Tygrysia Gwiazda zniknął między drzewami, obrócił się jeszcze i złożył ostatnią obietnicę.

— Ognista Gwiazda dowie się, że mój czas jeszcze nie minął. Ma wciąż pięć żywotów, ale ja będę deptał mu po piętach za pośrednictwem moich synów, aż straci wszystkie, do ostatniego. Tej walki nie wygra.

Rozdział 1


Jeżynowy Pazur stał na środku polany, spoglądając na resztki obozu Klanu Pioruna. Sierp księżyca, cienki jak pazur, unosił się nad drzewami rosnącymi wokół kamiennego zagłębienia. Blade światło odkrywało poniszczone legowiska, rozrzuconą na boki barierę przy wejściu i ranne koty z klanu powoli wypełzające z cieni, wciąż jeszcze ze zjeżoną sierścią i oczami wytrzeszczonymi z przerażenia. Jeżynowy Pazur słyszał nadal hałas oddalających się ciężko borsuków. Podszycie za wejściem drżało w miejscu, w którym się przez nie przecisnęły, przepędzone z pomocą Pojedynczej Gwiazdy i wojowników Klanu Wiatru, którzy w samą porę przybyli z odsieczą Klanowi Pioruna.

Jednak to nie widok zniszczeń przyprawił Jeżynowego Pazura o gęsią skórkę i spowodował, że łapy wojownika wrosły w ziemię. Pomiędzy rozrzuconymi cierniami bariery przemykały się ostrożnie dwa koty, których wojownik nie spodziewał się już ujrzeć. Koty nie były nawet draśnięte, sierść miały lśniącą, a oczy błyszczące z niepokoju.

— Burzowe Futro! Co tu robisz? — zawołał Jeżynowy Pazur.

Duży szary kocur podszedł bliżej i zetknął się nosami z Jeżynowym Pazurem.

— Miło cię widzieć — miauknął. — Chciałem… chciałem sprawdzić, czy znaleźliście nowy dom. Ale co się tu stało?

— Borsuki — odparł Jeżynowy Pazur. Rozejrzał się wokół, zastanawiając się, od czego zacząć pomoc dla poranionych i przerażonych pobratymców.

Stojąca obok Burzowego Futra szczupła, brązowo pręgowana kotka delikatnie przesunęła ogonem po długim zadrapaniu na barku Jeżynowego Pazura.

— Jesteś ranny — zauważyła.

Jeżynowy Pazur zastrzygł uszami.

— To nic wielkiego. Witaj w Klanie Pioruna, Potoku. Przykro mi, że po tak długiej podróży zastajecie nas w takim stanie. — Przerwał i przeniósł spojrzenie z jednego gościa na drugiego. — Czy w Plemieniu Płynącej Wody wszystko dobrze? Nie spodziewałem się, że tak prędko nas odwiedzicie.

Burzowe Futro zerknął na Potok tak szybko, że Jeżynowy Pazur ledwie to zauważył.

— Wszystko dobrze — miauknął. — Chcieliśmy się tylko upewnić, że znaleźliście nowe miejsce do życia, tak jak to obiecał Klan Gwiazdy.

Jeżynowy Pazur rozejrzał się po zrujnowanym obozie i oszołomionych kotach niepewnie błądzących pomiędzy szczątkami ich domu.

— Znaleźliśmy je — zamruczał.

— Powiedziałeś, że napadły na was borsuki? — zapytała Potok zdziwionym tonem.

— Przyszły tu specjalnie — wyjaśnił Jeżynowy Pazur. — Klan Gwiazdy wie, skąd się wzięły. Tylu borsuków na raz jeszcze w życiu nie widziałem. Wybiłyby nas co do jednego, gdyby nie pojawił się Klan Wiatru. — Łapy mu zadrżały; zatopił pazury w zbroczonej krwią ziemi, żeby utrzymać równowagę.

Burzowe Futro pokiwał głową.

— Nie musisz nam teraz opowiadać o wszystkim. Jak możemy wam pomóc?

Jeżynowy Pazur bezgłośnie podziękował Klanowi Gwiazdy za przysłanie klanom starego przyjaciela akurat w tej chwili. Razem z Burzowym Futrem wiele przeszli w czasie pierwszej podróży do miejsca, w którym tonie słońce, i niewiele innych kotów wolałby mieć teraz przy sobie.

Obrócił głowę na dźwięk wysokiego jęku dochodzącego z kępy paproci na skraju polany.

— Musimy znaleźć wszystkie ciężko ranne koty. Niektóre pewnie już ruszyły w drogę do Klanu Gwiazdy — ostrzegł, rzucając spojrzenie na Potok. — Borsuki przyszły zabijać, nie wyganiać nas stąd.

Potok wytrzymała jego spojrzenie.

— Cokolwiek zrobiły, chcę wam pomóc. Przecież widziałam już takie zniszczenia po tym, co nam zrobił Ostry Kieł, pamiętasz? — Ostry Kieł był olbrzymim kotem górskim, który przez wiele księżyców, do przybycia kotów leśnych terroryzował Plemię Płynącej Wody. Siostra Burzowego Futra, Pierzasty Ogon, zabiła krwiożerczą bestię, lecz sama przy tym zginęła.

— Zrobimy wszystko, co będzie trzeba — obiecał Burzowe Futro. — Tylko powiedz, co. Czy jesteś zastępcą przywódcy Klanu Pioruna?

Jeżynowy Pazur wbił wzrok w kawałek mchu, który przydepnął łapą.

— Nie — przyznał. — Ognista Gwiazda uznał, że nie wyznaczy zastępcy. Chce dać Szarej Prędze więcej czasu na powrót do klanu.

— Musi być ciężko. — W głosie Burzowego Futra pojawiła się nuta współczucia. Jeżynowy Pazur skrzywił się; nie chciał niczyjej litości.

Nagle Potok zamarła.

— Myślałam, że borsuki już sobie poszły — syknęła.

Jeżynowy Pazur odwrócił się gwałtownie, lecz natychmiast rozluźnił na widok znajomego ostrego pyska z biało-czarnym pasem, wysuwającego się z kępy suchych paproci.

Burzowe Futro delikatnie dotknął ogonem barku Potoku.

— To Północ — miauknął. — Nie skrzywdziłaby żadnego kota. — Pobiegł przywitać się ze starą borsuczycą.

Północ spojrzała na wojownika krótkowzrocznymi oczami, po czym lekko kiwnęła głową.

— Kot przyjaciel z podróży — powiedziała gardłowym głosem. — Miło cię widzieć. A to kot z plemienia z gór, prawda? — dodała, pyskiem wskazując Potok.

— Zgadza się — przytaknął Burzowe Futro. — To Potok, łowczyni z Plemienia Płynącej Wody. — Ogonem przywołał Potok, a kotka podeszła niechętnie, jakby nie wierzyła, że ten akurat borsuk nie jest groźny. Jeżynowy Pazur rozumiał jej uczucia; znał Północ jak mało który kot, ale patrząc na jej potężne ciało, trudno było nie wspominać otwartych paszcz, szaleńczo rozjarzonych oczu i pazurów rozdzierających kocie futra równie łatwo jak młode liście…

Rozległ się odgłos ciężkich kroków. Jeżynowy Pazur uniósł wzrok — obok niego stanęła Północ. W jej paciorkowatych oczach lśniły żal i gniew.

— Moje ostrzeżenie za późne — wydyszała. — Nie dość zrobić mogłam.

— Sprowadziłaś na pomoc Klan Wiatru — zauważył Jeżynowy Pazur. — Bez ciebie cały nasz klan zostałby zniszczony.

Północ pochyliła głowę; w bladym świetle księżyca błysnęła biała pręga biegnąca wzdłuż jej pyska.

— Wstyd za moich pobratymców czuję.

— Każdy kot wie, że nie miałaś nic wspólnego z tym napadem — odparł Jeżynowy Pazur. — W tym klanie zawsze będziesz mile widziana.

Północ wciąż wyglądała na niespokojną. Za nią Jeżynowy Pazur dostrzegł przywódcę klanu, stojącego bliżej środka polany z Pojedynczą Gwiazdą i wojownikami Klanu Wiatru. Ruszył do nich, ogonem dając znak, by Burzowe Futro i Potok poszli za nim. O długość lisa dalej, pod osłoną wyrwanego krzewu, Liściasta Sadzawka pochylała się nad bezwładnym ciałem Jesionowego Futra. Przez moment Jeżynowy Pazur zastanawiał się, czy szary wojownik nie zginął, ale dostrzegł drgnięcie jego ogona. — Klan Gwiazdy nie zabierze nam dzisiaj wszystkich wojowników — pomyślał z determinacją.

Ognista Gwiazda wciąż jeszcze dyszał po wysiłku walki. Jego ogniście ruda sierść była poszarpana, z długiego rozcięcia na boku sączyła się krew. Jeżynowy Pazur zaniepokoił się. Czy przywódca stracił kolejne życie? Tak czy owak, był ciężko ranny. — Będę mu pomagał do ostatniego tchu — poprzysiągł sobie Jeżynowy Pazur. — Razem przeprowadzimy klan przez ciężki czas i wyjdziemy z tego silniejsi niż przedtem.

Pomimo ran oczy Ognistej Gwiazdy błyszczały; siedział wyprostowany naprzeciw przywódcy Klanu Wiatru, Pojedynczej Gwiazdy.

 

— Podziękowania całego Klanu Pioruna będą wam towarzyszyły w drodze — miauknął.

— Chyba nie grożą wam już kłopoty z borsukami — odparł Pojedyncza Gwiazda. — Ale mogę zostawić dwóch wojowników na straży, jeśli chcesz.

— Nie, dziękuję, chyba nie będą potrzebni. — Ciepły blask w oczach Ognistej Gwiazdy świadczył o długiej przyjaźni, jaka łączyła oba koty. Jeżynowy Pazur bezgłośnie podziękował Klanowi Gwiazdy za to, że wreszcie znikło wyczuwalne dla wszystkich napięcie między nimi, które pojawiło się, kiedy Pojedyncza Gwiazda został przywódcą Klanu Wiatru.

— Czy twoi wojownicy potrzebują przed drogą pomocy naszej medyczki? — zapytał jeszcze przywódca Klanu Pioruna. — Jeśli któryś z nich jest ciężej ranny, niech zostanie u nas, będzie mile widziany.

Jeżynowy Pazur rzucił spojrzenie na Liściastą Sadzawkę, skuloną przy Jesionowym Futrze. Na słowa Ognistej Gwiazdy medyczka uniosła głowę i spojrzała na przeciwległą stronę polany, gdzie stali wojownicy Klanu Wiatru. Jeżynowy Pazur poczuł ukłucie współczucia, widząc, że kotka szuka wzrokiem jednego z nich. Dwa dni wcześniej Wronie Pióro i Liściasta Sadzawka porzucili swoje klany, by być razem, jednak zawrócili z drogi na wieść o ataku borsuków. Jeżynowy Pazur miał nadzieję, że medyczka wróciła na dobre; Klan Pioruna potrzebował jej jak nigdy, gdyż wiele kotów odniosło rany w walce z borsukami.

Wronie Pióro wbił wzrok w łapy, jakby unikając wzroku Liściastej Sadzawki. Wyrwana sierść na boku odsłaniała szerokie zadrapanie, ale rana przestała już krwawić i wojownik mógł opierać się całym ciężarem na wszystkich czterech łapach. Pajęcza Stopa miał rozdarte ucho, a zastępczyni przywódcy Klanu Wiatru, Jesionowa Stopa, krwawiła z barku — jednak żadna z tych ran nie była na tyle poważna, by wojownicy nie mogli wrócić do obozu.

— Dzięki Klanowi Gwiazdy, chyba wszyscy jesteśmy zdolni do drogi — odparł Pojedyncza Gwiazda. —Jeśli na pewno nie potrzebujecie już naszej pomocy, wrócimy na nasze terytorium.

Wronie Pióro uniósł głowę i rzucił zrozpaczone spojrzenie na Liściastą Sadzawkę. Kotka wstała, zostawiła Jesionowe Futro i podeszła do wojownika Klanu Wiatru. Stanęli nieco na uboczu, niemal stykając się głowami. Stojący w cieniu Jeżynowy Pazur mimowolnie słyszał, co mówią, ale nie chciał się poruszyć, żeby im nie przeszkadzać.

— Do widzenia, Wronie Pióro — zamruczała Liściasta Sadzawka głosem zdławionym z bólu. — Lepiej… lepiej będzie, jeśli się już nie spotkamy.

Oczy Wroniego Pióra błysnęły; przez moment Jeżynowy Pazur miał wrażenie, że wojownik zaprotestuje. Jednak on pokręcił głową.

— Masz rację — miauknął. — Nie udałoby się nam. Nigdy nie będę dla ciebie tyle znaczył.

Liściasta Sadzawka zatopiła pazury w ziemi.

— Nigdy się nie dowiesz, ile naprawdę dla mnie znaczysz.

Koniuszek ogona Wroniego Pióra drgnął.

— Jesteś medyczką. Teraz rozumiem, co to znaczy. Niech cię Klan Gwiazdy prowadzi, Liściasta Sadzawko. Nigdy cię nie zapomnę.

Zetknęli się nosami — delikatnie, na króciutką chwilę, a potem Wronie Pióro odwrócił się i odszedł do swojego klanu. Liściasta Sadzawka odprowadziła go spojrzeniem zamglonym z żalu.

Pajęcza Stopa rzucił wojownikowi ponure spojrzenie, a Łasicze Futro ostentacyjnie odwrócił się od niego, ale Pojedyncza Gwiazda nie odezwał się; machnięciem ogona zebrał swoich wojowników i wszyscy ruszyli do wyjścia z obozu.

— Jeszcze raz dziękuję! — zawołał za nimi Ognista Gwiazda. — Niech Klan Gwiazdy oświetla waszą drogę.

Liściasta Sadzawka stała w bezruchu, dopóki szaroczarna sylwetka Wroniego Pióra nie znikła w cieniu drzew, a potem poszła przez polanę do legowiska Rozżarzonej Skóry. Po drodze wezwała do siebie ogonem Jasne Serce, która w przeszłości pomagała już Rozżarzonej Skórze w wykonywaniu obowiązków medyczki.

— Jesteś pewna? — zapytała z wahaniem Jasne Serce.

— Oczywiście — odparła Liściasta Sadzawka głosem ochrypłym z wyczerpania i żalu. — Wszyscy w klanie odnieśli rany. Bardzo mi się przydadzą twoje umiejętności.

Zdrowe oko Jasnego Serca błysnęło; kotka jakby częściowo otrząsnęła się ze zmęczenia i poszła za Liściastą Sadzawką do legowiska.

— Czy to Burzowe Futro i Potok?

Jeżynowy Pazur podskoczył, kiedy tuż przy jego uchu odezwał się ochrypły głos. Obok stanęła Wiewiórczy Lot. Jej ciemnorude futro zmatowiało od krwi, koniuszek ucha był naderwany.

— Nie widzisz? — odparł Jeżynowy Pazur i dopiero wtedy uświadomił sobie, że wypadło to dość obcesowo. — Przepraszam… — zaczął.

Wiewiórczy Lot postąpiła krok do przodu, ocierając się lekko o bok wojownika, i położyła mu koniuszek ogona na pysku.

— Głupi futrzak — szepnęła.

Jeżynowy Pazur spiął się — czy tylko wyobraził sobie błysk uczucia w jej zielonych oczach? Spojrzał dalej i przechwycił gniewne spojrzenie zmrużonych oczu Jesionowego Futra.

Wiewiórczy Lot nie zauważyła Jesionowego Futra. Utykając przeszła obok Jeżynowego Pazura, by zetknąć się nosami z dwójką przybyszów.

— Dzięki Klanowi Gwiazdy, że przyszliście — miauknęła, wypowiadając na głos myśli Jeżynowego Pazura. — Przyda się nam dzisiaj każdy przyjaciel.

Jeżynowy Pazur poczuł, że ramiona opadają mu ze zmęczenia na samą myśl o ogromie pracy, jaka jeszcze ich czeka. Trzeba opatrzyć rany, odbudować legowiska, przynieść zapasy…

— Porozmawiamy z Ognistą Gwiazdą i ruszamy.

Kiedy podchodzili do przywódcy klanu, zbliżył się do nich chwiejnie Ciernisty Pazur. Z głębokiego rozcięcia nad okiem spływały mu krople krwi.

— Burzowe Futro? — wymamrotał, niepewnie kręcąc głową. — Nie, niemożliwe. — Złocisty wojownik padł na ziemię i został tak, dysząc ciężko.

Wiewiórczy Lot położyła mu ogon na barku, dając znak, by nie wstawał, dopóki nie zajmą się jego ranami. Jeżynowy Pazur poprowadził Burzowe Futro i Potok do Ognistej Gwiazdy.

Przywódca klanu spojrzał na nich szeroko otwartymi oczami.

— Burzowe Futro… i Potok! Co wy tu robicie?

— Później będzie czas na wyjaśnienia — miauknął Burzowe Futro. — Na razie, Ognista Gwiazdo, powiedz nam, co mamy robić.

Ognista Gwiazda rozejrzał się po polanie, jakby niepewny, od czego zacząć.

— Powinniśmy zająć się legowiskiem wojowników, żeby najciężej ranni mogli się przespać… ale musimy też odbudować zaporę przed wejściem.

Cały obóz został zdewastowany, a niewiele kotów Klanu Pioruna nadawało się w tej chwili do budowania czegokolwiek. Jesionowe Futro leżał nadal na ziemi, krwawiąc z boku i przedniej łapy, podczas gdy Liściasta Sadzawka okładała mu rany pajęczyną. Obłoczny Ogon podszedł do niej, kulejąc na trzech łapach — czwartą trzymał w powietrzu, a z miejsca po wyrwanym pazurze kapała krew.

— Cześć, Burzowe Futro — miauknął mijając ich, jakby po wszystkich wydarzeniach tej niezwykłej nocy widok starego przyjaciela już go nie zaskakiwał. — Liściasta Sadzawko, czy mogę dostać kawałek tej pajęczyny?

Tuż za nim podeszła Piaskowa Burza, z głową opuszczoną z wyczerpania, ciągnąc ogon po ziemi. Na widok Liściastej Sadzawki stanęła jak wryta, a potem obróciła się gwałtownie do Ognistej Gwiazdy i rzuciła mu pytające spojrzenie zielonych oczu.

— Liściasta Sadzawka jest tutaj? — miauknęła. — Co się stało?

Ognista Gwiazda uciszył ją, kręcąc głową.

— Później z nią porozmawiamy — odparł. — Na razie liczy się to, że wróciła do domu.

— Ognista Gwiazdo! — dobiegł ich wysoki krzyk z przeciwnej strony polany. — Ognista Gwiazdo, czy ci padlinożercy już sobie poszli?

Jeżynowy Pazur odwrócił się i zobaczył trójkę starszych: Mysie Futro, Złoty Kwiat i Długiego Ogona. W ciemności musieli bardzo ostrożnie stąpać po kamiennym rumowisku schodzącym do półki, na której Ognista Gwiazda miał legowisko. Schronili się tam, kiedy na dole wrzała bitwa. Na barku Mysiego Futra brakowało kępy sierści, ogon Długiego Ogona krwawił, a Złoty Kwiat miała głębokie zadrapanie na boku. Kotka prowadziła Długiego Ogona za pomocą ogona przełożonego przez jego kark.

— Wszystko dobrze? — zapytał Jeżynowy Pazur, idąc im na spotkanie.

— Dobrze — odparła ochryple Mysie Futro. — Jeden borsuk próbował się wspiąć na Wysoką Półkę, ale odesłaliśmy go w dół szybciej, niż się spodziewał.

— A jeśli wrócą? — Złoty Kwiat wydawała się przerażona.

— Lepiej niech nie próbują. — Długi Ogon wysunął pazury; pomiędzy nimi Jeżynowy Pazur dojrzał ciemne kosmyki borsuczej sierści. — Nie potrzebuję wzroku, żeby z nimi walczyć. Wystarczy, że poczuję ich okropny smród.

— Lepiej niech Liściasta Sadzawka obejrzy te zadrapania — polecił Ognista Gwiazda.

— Liściasta Sadzawka? — miauknęła ostro Mysie Futro, obracając się szybko i wbijając wzrok w medyczkę. — Więc wróciła? Na dobre, czy tylko na chwilę, dopóki ten wojownik z Klanu Wiatru znów nie zacznie tu węszyć?

Jeżynowy Pazur powstrzymał się od ostrej riposty. Wiedział, że rozdrażnienie Mysiego Futra wynika głównie z doznanego wstrząsu i ran.

— A to kto? — Mysie Futro podeszła do Burzowego Futra i przyjrzała mu się zmrużonymi oczami. — Burzowe Futro? Co on tu robi?

— Wpadłem z wizytą. — Burzowe Futro wydawał się skrępowany podejrzliwym tonem brązowej starszej.

Mysie Futro chrząknęła, jakby niezupełnie przekonana, że wojownik jest przyjacielem.

— Zanim od nas odszedłeś, byłeś wojownikiem Klanu Rzeki. Skąd się tu wziąłeś, dlaczego nie poszedłeś do nich?

— Mysie Futro, jesteś niewdzięczna! — miauknęła z oburzeniem Wiewiórczy Lot. — Potrzebujemy każdego kota, który zechce nam pomóc. Poza tym Burzowe Futro w połowie pochodzi z Klanu Pioruna, pamiętasz?

Ojcem wojownika był Szara Pręga, zastępca przywódcy klanu, porwany przez Dwunożnych przed odejściem klanów z lasu.

Mysie Futro zjeżyła się na Wiewiórczy Lot, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, rozległ się okrzyk Paprotkowej Chmury, pędzącej przez połamane kolczaste gałęzie zaścielające teren przed wejściem.

— Zakurzona Skóro, gdzie jesteś?

Jeżynowy Pazur podbiegł do kotki, która zatrzymała się tuż przy wejściu, rozglądając się po ciemnym obozie i wołając swojego partnera.

— Jeżynowy Pazurze, widziałeś Zakurzoną Skórę? — zapytała.

— Nie, jeszcze nie — przyznał wojownik. — Chodź, poszukam go z tobą.

— Powinnam z nim zostać! — jęknęła Paprotkowa Chmura. — Po co ja wychodziłam z obozu!