Wojownicy. Nowa przepowiednia. PółnocTekst

Z serii: Wojownicy #7
Z serii: Nowa przepowiednia #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Midnight

Text and series concept © Working Partners Limited 2004

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2017

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Konsultacja merytoryczna i koncepcja okładki: Weronika Kolasińska

Kon­wer­sja: Grze­gorz Ka­li­siak | Pracownia Liternictwa i Grafiki

Projekt graficzny okładki: Jędrzej Chełmiński

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-65122-26-1


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

www.nowabasn.com

Dla Chrisa, Janet i Louisy Haslum

Specjalne podziękowania dla Cherith Baldry

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

KLANY

Klan Pioruna

PRZYWÓDCA

Ognista Gwiazda — płomiennorudy kocur

ZASTĘPCA

Szara Pręga — długowłosy szary pręgowany kocur

MEDYCZKA

(kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Rozżarzona Skóra — ciemnoszara kotka; uczennica: Liściasta Łapa

WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)

Mysie Futro — drobna, ciemnobrązowa kotka

Zakurzona Skóra — ciemnobrązowy pręgowany kocur

Piaskowa Burza — jasnoruda kotka

Obłoczny Ogon — długowłosy biały kocur

Paprociowe Futro — złocistobrązowy pręgowany kocur

Ciernisty Pazur — złocistobrązowy pręgowany kocur

Jasne Serce — biała kotka w rude łaty

Jeżynowy Pazur — ciemnobrązowy pręgowany kocur o bursztynowych oczach

Jesionowe Futro — ciemnoszary kocur (w ciemniejsze cętki) o ciemnoniebieskich oczach

Deszczowy Wąs — ciemnoszary kocur o niebieskich oczach

Okopcone Futro — jasnoszary kocur o bursztynowych oczach

UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Szczawiowa Łapa — szylkretowo-biała kotka o bursztynowych oczach, uczennica Piaskowej Burzy

Wiewiórcza Łapa — ciemnoruda kotka o zielonych oczach, uczennica Zakurzonej Skóry

Liściasta Łapa — jasnobrązowa pręgowana kotka o bursztynowych oczach i białych łapach

Pajęcza Łapa — czarny kocur o długich łapach, brązowym brzuchu i bursztynowych oczach, uczeń Mysiego Futra

Ryjówcza Łapa — ciemnobrązowy kocur o bursztynowych oczach, uczeń Ciernistego Pazura

Biała Łapa — biała kotka o zielonych oczach, uczennica Paprociowego Futra

KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Złoty Kwiat — jasnoruda kotka, najstarsza z karmicielek

Paprotkowa Chmura — jasnoszara kotka (w ciemniejsze łaty) o jasnozielonych oczach

STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Oszronione Futro — piękna biała kocica o niebieskich oczach

Pstrokaty Ogon — niegdyś ładna szylkretowa kocica o pięknej cętkowanej sierści; najstarsza w klanie

Nakrapiany Ogon — jasno pręgowana kocica

Długi Ogon — jasny kocur w czarne pręgi; wcześnie dołączył do starszych z powodu osłabienia wzroku

Klan Cienia

PRZYWÓDCA

Czarna Gwiazda — duży biały kocur o wielkich czarnych łapach

ZASTĘPCA

Rdzawe Futro — ciemnoruda kotka

MEDYK

Mała Chmura — bardzo drobny pręgowany kocur

WOJOWNICY

Dębowe Futro — mały brązowy kocur

Brunatna Skóra — szylkretowa kotka o zielonych oczach

Cedrowe Serce — ciemnoszary kocur

Jarzębinowy Pazur — rudy kocur

Wysoki Mak — długonoga jasnobrązowa kotka

UCZNIOWIE

Dymna Łapa — ciemnoszary kocur, uczeń Dębowego Futra

Szponiasta Łapa — kocur o długich pazurach, uczeń Jarzębinowego Pazura

STARSZYZNA

Cieknący Nos — mały szaro-biały kocur; wcześniej medyk klanu

Klan Wiatru

PRZYWÓDCA

Wysoka Gwiazda — starszy czarno-biały kocur o bardzo długim ogonie

ZASTĘPCA

Błotnisty Pazur — nakrapiany bury kocur

MEDYK

Kaszlący Pysk — brązowy kocur o krótkim ogonie

WOJOWNICY

Pojedynczy Wąs — brązowy pręgowany kocur

Pajęczynowa Stopa — ciemnoszary pręgowany kocur

Rozdarte Ucho — pręgowany kocur

Biały Ogon — drobna biała kotka

UCZNIOWIE

Wronia Łapa — ciemnoszary, prawie czarny kocur o niebieskich oczach

STARSZYZNA

Poranny Kwiat — szylkretowa kocica

Klan Rzeki

PRZYWÓDCZYNI

Lamparcia Gwiazda — nietypowo nakrapiana złocista kocica

ZASTĘPCZYNI

Mglista Stopa — szara kotka o niebieskich oczach

MEDYK

Muliste Futro — długowłosy jasnobrązowy kocur; uczennica: Ćmie Skrzydło

UCZNIOWIE

Ćmie Skrzydło — piękna złocista pręgowana kotka o bursztynowych oczach

WOJOWNICY

Czarny Pazur — kruczoczarny kocur

Ciężki Krok — mocno zbudowany pręgowany kocur

Burzowe Futro — ciemnoszary kocur o bursztynowych oczach

Pierzasty Ogon — jasnoszara kotka o niebieskich oczach

Jastrzębi Mróz — ciemnobrązowy kocur o szerokim karku

Omszona Skóra — szylkretowa kotka

KARMICIELKI

Zaranny Kwiat — jasnoszara kotka

STARSZYZNA

Cienista Skóra — bardzo ciemna szara kotka

Głośny Brzuch — ciemnobrązowy kocur

Koty nie należące do klanów

Jęczmień — czarno-biały kocur mieszkający w gospodarstwie w pobliżu lasu

Krucza Łapa — lśniący czarny kocur mieszkający w gospodarstwie z Jęczmieniem

Piękniś — starszy pręgowany kocur mieszkający w lasach niedaleko morza

Prolog


W lesie panowała noc. Nie świecił księżyc, jednak drzewa lśniły w lodowatym migotaniu Srebrnej Skóry. W sadzawce na dnie skalistej rozpadliny odbijały się gwiazdy. W powietrzu unosił się ciężki aromat późnej pory zielonych liści.

Wiatr wzdychał cicho wśród drzew i marszczył gładką powierzchnię sadzawki. W górze stoku kotliny rozchyliły się liście paproci i wyjrzała z nich kotka. Jej szaroniebieskie futro lśniło, kiedy delikatnie przechodziła z kamienia na kamień, kierując się na skraj wody.

Kotka usiadła na płaskim kamieniu wystającym nad powierzchnię wody, uniosła głowę i rozejrzała się. Jakby na sygnał, zewsząd zaczęły się pojawiać koty. Zeskakiwały na dno kotliny, podchodziły do sadzawki i siadały możliwie najbliżej wody, aż niższe części zbocza zapełniły się zwinnymi sylwetkami kotów spoglądających w dół.

Kotka, która przyszła pierwsza, wstała.

— Pojawiła się nowa przepowiednia! — miauknęła. — Los zmieni wszystko, co zapowiadały gwiazdy.

Po przeciwnej stronie sadzawki inny kot skłonił buro-brązową głowę.

— Ja też to zobaczyłem. Nadchodzi wielkie wyzwanie — przytaknął.

— Ciemność, powietrze, woda i niebo spotkają się i wstrząsną lasem do samych korzeni — mówiła dalej pierwsza kotka. — Nic nie będzie takie, jak teraz, ani takie, jakie było dotąd.

— Nadciąga wielka burza — rozległ się kolejny głos. Słowo „burza” podchwyciły inne koty i powtórzyły je po kolei; wydawało się, że przez ich szeregi przebiega pomruk gromu.

Kiedy znów nastała cisza, znad krawędzi sadzawki przemówił sprężysty kot o lśniącej czarnej sierści:

— Czy nie da się zmienić tego, co nadciąga? Czy nie pomoże odwaga i dzielność nawet największego wojownika?

— Nadciąga zagłada — odparła niebieskoszara kotka — ale jeśli klany stawią jej czoła niczym wojownicy, mogą się uratować. — Uniosła głowę i powiodła po kotlinie świetlistym spojrzeniem. — Wszyscy widzieliście, co nastąpi — miauknęła — i wiecie, co należy zrobić. Trzeba wybrać cztery koty, które wezmą los czterech klanów w swoje łapy. Czy jesteście gotowi dokonać wyboru przed całym Klanem Gwiazdy?

 

Kiedy skończyła mówić, powierzchnia wody zmarszczyła się, choć powietrze było nieruchome. Potem znów się uspokoiła.

Brązowy kocur wstał. W świetle gwiazd sierść na jego szerokim karku lśniła srebrem.

— Ja zacznę — miauknął. Zerknął w bok, na jasnego pręgowanego kocura o wykrzywionej szczęce. — Krzywa Gwiazdo, czy pozwalasz mi przemówić w imieniu Klanu Rzeki? — Pręgowany kocur skinął głową, a pierwszy kot mówił dalej: — Zatem spójrzcie i przyjmijcie mój wybór.

Spojrzał na wodę sadzawki, nieruchomą jak skały wokół. Na powierzchni ukazała się jasnoszara plama. Koty powyciągały szyje, by przyjrzeć się jej dokładniej.

— Ona? — zamruczała niebieskoszara kotka, wpatrując się w sylwetkę kota na wodzie. — Jesteś pewny, Dębowe Serce?

Brązowy kocur poruszył koniuszkiem ogona.

— Wydawało mi się, że ten wybór ci się spodoba, Błękitna Gwiazdo — miauknął z nutą rozbawienia w głosie. — Czyżbyś sądziła, że nie została odpowiednio wyszkolona?

— Została doskonale wyszkolona — Błękitna Gwiazda zjeżyła sierść na karku, jakby kocur rzucił jej wyzwanie, ale po chwili wygładziła ją. — Czy cały Klan Gwiazdy wyraża zgodę? — zapytała.

Wśród przyglądających się kotów rozległ się pomruk aprobaty. Bladoszary kształt najpierw się zamglił, a potem zniknął z powierzchni wody. Zwierciadło sadzawki znów było gładkie i czyste.

Teraz czarny kot wstał i podszedł do samej krawędzi sadzawki.

— Oto mój wybór — oznajmił. — Spójrzcie i przyjmijcie.

Tym razem w lustrze wody pojawiła się brunatna sylwetka sprężystego kota o silnym, umięśnionym karku. Błękitna Gwiazda przez kilka chwil wpatrywała się w wizerunek, a potem pokiwała głową.

— Ma siłę i odwagę — przyświadczyła.

— Ale, Nocna Gwiazdo, czy wystarczy jej lojalności? — zaoponował jakiś kot.

Czarny kocur gwałtownie odwrócił głowę i wbił pazury w ziemię przed sobą.

— Zarzucasz jej nielojalność?

— Jeśli nawet, to mam powód — odpalił kot. — Nie urodziła się w Klanie Cienia, prawda?

— I właśnie dlatego może być właściwą kandydatką — miauknęła spokojnie Błękitna Gwiazda. — Jeśli wszystkie klany nie zaczną współdziałać już teraz, zginą. Może właśnie kot stojący łapami w dwóch klanach łatwiej zrozumie, co należy zrobić. — Przerwała na moment, ale nikt już nie zgłaszał zastrzeżeń. — Czy Klan Gwiazdy przyjmuje wybór?

Po krótkim wahaniu zgromadzone koty zaczęły po kolei cichymi miauknięciami wyrażać zgodę. Powierzchnia sadzawki zmarszczyła się na moment, a kiedy znów się uspokoiła, brunatna sylwetka znikła.

Wstał kolejny czarny kot. Podszedł na brzeg wody, utykając na jednej krótszej, wygiętej łapie.

— Chyba kolej na mnie — wydyszał. — Spójrzcie na mój wybór i przyjmijcie go.

Ciemnoszary kształt, który ukazał się na wodzie, trudno było odróżnić od odbicia nocnego nieba, toteż zgromadzone koty przez chwilę wpatrywały się w niego, zanim któryś z nich przemówił.

— Co? — zawołał w końcu brązowy kot. — To uczeń!

— Zauważyłem, dziękuję, Dębowe Serce — miauknął oschle czarny kocur.

— Martwa Stopo, nie możesz narażać ucznia na takie niebezpieczeństwo! — zawołał jakiś kot siedzący na tyłach.

— Owszem, to uczeń — odparł Martwa Stopa — ale odwagą i umiejętnościami dorównuje wielu wojownikom. Pewnego dnia zostanie świetnym przywódcą Klanu Wiatru.

— Pewnego dnia, ale nie teraz — zauważyła Błękitna Gwiazda. — A cechy potrzebne przywódcy niekoniecznie sprawdzą się teraz, przy ratowaniu klanów. Czy nie chciałbyś dokonać innego wyboru?

Martwa Stopa wściekle strzepnął ogonem, a sierść na jego karku nastroszyła się, kiedy spojrzał wrogo na Błękitną Gwiazdę.

— Taki jest mój wybór — syknął. — Czy ty albo ktokolwiek inny ośmieli się twierdzić, że ten kot nie jest go godzien?

— Co na to powiecie? — Kocica powiodła spojrzeniem po kręgu zgromadzonych. — Czy Klan Gwiazdy przyjmuje wybór? Pamiętajcie, że wszystkie klany zginą, jeśli chociażby jeden z wybranych przez nas kotów zawiedzie.

Zamiast wyrazić zgodę, koty zaczęły mruczeć między sobą i rzucać niepewne spojrzenia na sadzawkę i stojącego nad nią kota. Martwa Stopa z wściekłością w oczach rozglądał się, zjeżywszy sierść tak, że wyglądał na dwukrotnie większego. Najwyraźniej był gotów do walki z każdym, kto rzuciłby mu wyzwanie.

W końcu pomruki umilkły i Błękitna Gwiazda ponowiła pytanie:

— Czy Klan Gwiazdy przyjmuje wybór?

Rozległ się pomruk zgody, chociaż cichy i niechętny, a kilka kotów w ogóle się nie odezwało. Martwa Stopa parsknął gniewnie, odwrócił się i kulejąc, wrócił na miejsce.

Kiedy woda znów się uspokoiła, odezwał się Dębowe Serce.

— Nie dokonałaś jeszcze wyboru w imieniu Klanu Pioruna, Błękitna Gwiazdo.

— Nie, ale teraz jestem gotowa — odparła kotka. — Spójrzcie na mój wybór i przyjmijcie go. — Dumnie spojrzała na sadzawkę.

Z toni wynurzył się ciemny pręgowany kształt. Dębowe Serce spojrzał na niego i rozciągnął pysk w bezgłośnym wybuchu śmiechu.

— On! Błękitna Gwiazdo, zawsze potrafisz mnie zaskoczyć.

— Dlaczego? — w tonie Błękitnej Gwiazdy zabrzmiało rozdrażnienie. — To szlachetny młody kot, gotów do stawienia czoła wszelkim wyzwaniom stawianym przez przepowiednię.

Dębowe Serce zastrzygł uszami.

— A czy ja coś mówiłem?

Błękitna Gwiazda zmierzyła go wzrokiem, a potem, nie oglądając się na innych, zapytała:

— Czy Klan Gwiazdy przyjmuje mój wybór?

Kiedy rozległy się pomruki zgody, głośne i pewne, pogardliwie strzepnęła ogonem w kierunku Dębowego Serca i odwróciła od niego wzrok.

— Koty Klanu Gwiazdy! — miauknęła, podnosząc głos. — Dokonałyście wyboru. Wkrótce rozpocznie się podróż na spotkanie przerażającej nawałnicy, która rozpęta się w lesie. Idźcie do swoich klanów i dopilnujcie, by koty co do jednego były gotowe.

Przerwała, a w jej oczach błysnęło srebrne światło.

— Dla każdego klanu wybraliśmy wojownika, który może go uratować. Nie możemy pomóc klanom w inny sposób. Oby duchy naszych wojowniczych przodków towarzyszyły tym kotom, dokądkolwiek zaprowadzą je gwiazdy.

Rozdział 1


Liście zaszeleściły, kiedy młody pręgowany kot przesunął się szczeliną między dwoma krzakami, szeroko otwierając pysk, by wchłonąć zapach zwierzyny. Tej ciepłej nocy w porze zielonych liści las przepełniały odgłosy krzątaniny drobnych stworzeń. Na granicy pola widzenia łowcy coś się poruszało, ale kiedy kot odwrócił głowę, zobaczył jedynie gęste kępy paproci i jeżyn skąpane w księżycowej poświacie.

Nagle wyszedł na szeroką polanę. Zdezorientowany rozejrzał się wokoło. Nie przypominał sobie tej części lasu. Gładka, krótko przycięta trawa, lśniąca srebrem w blasku księżyca, rozciągała się przed nim aż do obłego kamienia, na którym siedziała kotka. Jej sierść odbijała migotanie gwiazd, oczy jarzyły się jak dwa księżyce.

Młody kocur rozpoznał ją i zdziwił się jeszcze bardziej.

— Błękitna Gwiazda? — zapytał głosem piskliwym z niedowierzania.

Był jeszcze uczniem, kiedy cztery sezony temu wielka przywódczyni Klanu Pioruna zginęła, skoczywszy w przepaść ze sforą krwiożerczych psów. Jak cały klan, rozpaczał po niej i czcił ją za to, że oddała życie za swój klan. Nie spodziewał się znów jej ujrzeć — w tej chwili po raz pierwszy uświadomił sobie, że na pewno śni.

— Zbliż się, młody wojowniku — miauknęła Błękitna Gwiazda. — Mam dla ciebie wiadomość.

Przejęty dreszczem bojaźni pręgowany kot przesunął się po lśniącej murawie, przysiadł pod kamieniem i podniósłszy wzrok, spojrzał w oczy Błękitnej Gwiazdy.

— Słucham cię, Błękitna Gwiazdo — miauknął.

— Nadchodzą ciężkie czasy dla lasu — powiedziała kotka. — Jeśli klany mają je przetrwać, musi się wypełnić nowa przepowiednia. Wybrano cię, byś w porze nowiu spotkał się z trójką innych kotów. Musisz słuchać tego, co ci powie północ.

— Co to znaczy? — młody kocur poczuł dreszcz strachu, zimny jak topniejący śnieg spływający po grzbiecie. — Jakie ciężkie czasy? I jak północ może mówić?

— Wszystko zrozumiesz — odparła Błękitna Gwiazda.

Jej głos zaczął cichnąć, odzywając się dziwnym echem, jakby przywódczyni przemawiała z jaskini położonej głęboko pod ziemią. Światło księżyca również zaczęło blaknąć, spod drzew wokół wypełzły gęste, czarne cienie.

— Nie, zaczekaj! — zawołał kot. — Nie znikaj!

Wrzasnął z przerażenia, zaczął wierzgać łapami i machać ogonem, czując, jak otacza go i pochłania ciemność. Coś szturchnęło go w bok; otworzywszy oczy, zobaczył Szarą Pręgę, zastępcę przywódcy Klanu Pioruna, stojącego nad nim z uniesioną łapą, gotowego do kolejnego kuk­sańca. Kot rzucał się na posłaniu w legowisku wojowników, a poprzez gałęzie nad jego głową wpadały złociste promienie słońca.

— Jeżynowy Pazurze, ty szalona kupo futra! — miauknął zastępca przywódcy. — Czemu tak hałasujesz? Wypłoszysz całą zwierzynę stąd do Czterech Drzew.

— Przepraszam. — Jeżynowy Pazur usiadł i zaczął czyścić ciemne futro z okruchów mchu. — Coś mi się śniło.

— Śniło! — mruknął nowy głos.

Jeżynowy Pazur obrócił głowę. Z mchu na posłaniu obok unosił się Obłoczny Ogon. Biały wojownik przeciągnął się porządnie.

— Jesteś tak samo nieznośny jak Ognista Gwiazda — powiedział. — Kiedy tu sypiał, zawsze mamrotał i rzucał się przez sen. Nigdy nie można się było wyspać.

Na objaw takiego braku szacunku dla przywódcy klanu Jeżynowy Pazur zastrzygł uszami. Potem jednak przypomniał sobie, że Obłoczny Ogon to krewniak Ognistej Gwiazdy i jego były uczeń, znany z ostrego języka i pogardliwego sposobu bycia. Niewyparzona gęba nie przeszkadzała mu być wiernym wojownikiem klanu.

Obłoczny Ogon otrząsnął się i wyszedł z legowiska. Mijając Jeżynowego Pazura, przyjaznym skinieniem ogona złagodził wrażenie, jakie wywarły jego słowa.

— Chodźcie — miauknął Szara Pręga. — Czas się ruszyć. — Przeszedł między kępami mchu w legowisku, by zbudzić Jesionowe Futro. — Wkrótce wychodzą patrole myśliwskie, organizuje je Paprociowe Futro.

— Dobrze — miauknął Jeżynowy Pazur.

Wizja Błękitnej Gwiazdy zacierała się, chociaż jej złowróżbne słowa nadal brzmiały mu w uszach. Czy to możliwe, że Klan Gwiazdy zsyła im kolejną przepowiednię? Dość nieprawdopodobne. Przede wszystkim Jeżynowy Pazur nie wyobrażał sobie, że ze wszystkich kotów Klanu Pioruna to on miałby zostać wybrany do przekazania wróżby. Medycy często otrzymywali znaki od Klanu Gwiazdy, przywódca Klanu Pioruna, Ognista Gwiazda, dostawał wskazówki we śnie. Jednak on jest tylko zwykłym wojownikiem. Próbując zrzucić winę za dziwny sen na zbyt obfitą kolację poprzedniego wieczora, Jeżynowy Pazur liznął się jeszcze po boku i pod zwisającymi gałęziami wyszedł za Obłocznym Ogonem.

Słońce ledwie wzniosło się nad ciernisty żywopłot otaczający obóz, ale dzień był już ciepły. Miodowe blaski kładły się na gołej ziemi na środku polany. Szczawiowa Łapa, najstarsza z uczniów, leżała rozciągnięta przy paprociach osłaniających ich legowisko i dzieliła się językami z Pajęczą Łapą i Ryjówczą Łapą, również uczniami.

Obłoczny Ogon podszedł do kępy pokrzyw, przy której jadali wojownicy, i już przełykał szpaka. Jeżynowy Pazur zauważył, że stos upolowanej zwierzyny jest bardzo mały; jak powiedział Szara Pręga, klan potrzebuje zdobyczy. Już miał dołączyć do białego wojownika, gdy Szczawiowa Łapa skoczyła na równe łapy i podbiegła do niego skokami.

— To dzisiaj! — zawołała podniecona.

Jeżynowy Pazur spojrzał na nią.

— Co dzisiaj?

— Moja ceremonia pasowania na wojownika!

Szylkretowa kotka z pomrukiem szczęścia rzuciła się na Jeżynowego Pazura. Niespodziewany atak ściął go z nóg. Oba koty potoczyły się po ziemi, mocując się w kurzu jak dawniej, kiedy razem wychowywali się w żłobku.

Szczawiowa Łapa mocno uderzyła Jeżynowego Pazura tylnymi nogami w brzuch, a ten podziękował Klanowi Gwiazdy, że schowała pazury. Bez wątpienia wyrośnie na silną i groźną wojowniczkę, szanowaną przez wszystkich.

 

— No dobrze, dobrze, wystarczy — Jeżynowy Pazur łagodnie trzepnął Szczawiową Łapę w ucho i wygramolił się na łapy. — Skoro masz zostać wojowniczką, musisz przestać się zachowywać jak kociak.

— Kociak? — miauknęła z oburzeniem Szczawiowa Łapa. Usiadła przed nim; sierść miała zmierzwioną i zakurzoną. — Ja? Nigdy! Długo na to czekałam, Jeżynowy Pazurze.

— Wiem. Zasłużyłaś.

W porze nowych liści Szczawiowa Łapa w pogoni za wiewiórką zapędziła się zbyt blisko Drogi Grzmotu i została uderzona przez potwora Dwunożnych, który zranił ją w bark. Kiedy przez trzy długie, niepewne księżyce leżała w legowisku Rozżarzonej Skóry otoczona opieką łagodnej medyczki, jej bracia, Okopcone Futro i Deszczowy Wąs, zostali wojownikami. Szczawiowa Łapa postanowiła sobie, że im dorówna, kiedy tylko Rozżarzona Skóra uzna, że wydobrzała i może podjąć szkolenie. Jeżynowy Pazur widział, jak ciężko pracowała ze swoją mentorką, Piaskową Burzą, dopóki nie wróciła do pełnej sprawności. Nigdy nie okazywała goryczy, chociaż zmuszona była szkolić się kilka księżyców dłużej niż inni uczniowie. Naprawdę zasłużyła na mianowanie na wojowniczkę.

— Właśnie zaniosłam zwierzynę Paprotkowej Chmurze — miauknęła kotka. — Jej kocięta są prześliczne! Widziałeś je już?

— Jeszcze nie — odparł Jeżynowy Pazur. Paprotkowa Chmura urodziła swój drugi miot ledwie dzień wcześniej.

— Idź teraz — popędziła go Szczawiowa Łapa. — Masz akurat chwilę przed polowaniem. — Skoczyła do góry i przedreptała kilka kroków w bok, jakby musiała dać ujście energii.

Jeżynowy Pazur ruszył do żłobka ukrytego w głębi krzaka jeżyn niedaleko środka obozu. Przecisnął się przez wąskie wejście, krzywiąc się, gdy ciernie zaczepiały o jego szerokie barki. Wewnątrz było ciepło i cicho. Paprotkowa Chmura leżała na boku w głębokim gnieździe wyścielonym mchem. Jej zielone oczy lśniły, kiedy spoglądała na troje drobnych kociąt wtulonych wygodnie w jej ciało. Jedno było jasnoszare jak ona, a dwa pozostałe brązowe i pręgowane jak ich ojciec, Zakurzona Skóra. On też był akurat w żłobku. Przycupnięty przy Paprotkowej Chmurze z łapami podwiniętymi pod siebie, co jakiś czas lizał ją czule w ucho.

— Cześć, Jeżynowy Pazurze! — miauknął na widok młodszego wojownika. — Przyszedłeś zobaczyć maluchy? — Wydawał się pękać z dumy, co zupełnie nie przystawało do jego zwykle szorstkiego, obojętnego sposobu bycia.

— Są piękne! — miauknął Jeżynowy Pazur, na powitanie stykając się nosami z Paprotkową Chmurą. — Wybraliście już imiona?

Kotka pokręciła głową, spoglądając na niego sennie.

— Jeszcze nie.

— Będzie na to czas — odezwała się ze swojego legowiska Złoty Kwiat, najstarsza karmicielka w Klanie Pioruna i matka Jeżynowego Pazura. Nie miała już pod opieką własnych kociąt, ale zamiast wracać do obowiązków wojowniczki, postanowiła zostać w żłobku i pomagać w wychowaniu noworodków. Zresztą nadchodził czas, kiedy miała się przenieść do legowiska starszych. Sama przyznawała, że jej słuch i wzrok nie spisują się już wystarczająco dobrze, by dawała sobie radę na polowaniach. — To silne, zdrowe kocięta, a to najważniejsze. A Paprotkowa Chmura ma mnóstwo mleka.

Jeżynowy Pazur z szacunkiem pochylił przed nią głowę.

— Ma szczęście, że pomagasz jej się nimi zajmować.

— Z tobą całkiem dobrze mi poszło — zamruczała dumnie Złoty Kwiat.

— Czy mógłbyś coś dla mnie zrobić? — miauknął Zakurzona Skóra, kiedy Jeżynowy Pazur zbierał się do wyjścia.

— Jasne, jeśli tylko zdołam.

— Czy możesz mieć oko na Wiewiórczą Łapę? Chcę spędzić dzień czy dwa z Paprotkową Chmurą, bo kociaki są jeszcze takie małe, ale Wiewiórcza Łapa nie powinna zbyt długo chodzić bez mentora.

Wiewiórcza Łapa! Jeżynowy Pazur jęknął w duchu. Córka Ognistej Gwiazdy, licząca osiem księżyców, niedawno mianowana uczennicą — i największe utrapienie dla całego klanu.

— Przyda ci się takie doświadczenie, kiedy sam zostaniesz mentorem — dodał Zakurzona Skóra, jakby wyczuł niechęć swojego kolegi z legowiska.

Jeżynowy Pazur wiedział, że Zakurzona Skóra ma słuszność. Liczył na to, że Ognista Gwiazda niedługo wybierze dla niego ucznia, którego będzie mógł uczyć kodeksu wojownika. Miał również nadzieję, że tym uczniem nie będzie przemądrzała ruda kotka, której się wydawało, że pozjadała wszystkie rozumy. Doskonale zdawał sobie sprawę, że mała nie będzie chętnie słuchać jego poleceń.

— No dobrze, Zakurzona Skóro — miauknął. — Zrobię, co w mojej mocy.

Wyszedłszy ze żłobka, Jeżynowy Pazur zobaczył, że na polance kręci się już więcej kotów. Jasne Serce, ładna biała kotka w rude łaty przypominające suche liście, właśnie wybrała sobie posiłek z resztek pozostałych w stosie i niosła go do Obłocznego Ogona siedzącego wciąż przy pokrzywach. Obróciła w kierunku Jeżynowego Pazura bok pyska, który ocalał, gdy zaatakowały ją psy włóczące się po lesie, więc wojownik mógł nie myśleć o szpecących ją ranach. Drugi bok pyska Jasnego Serca był poorany bliznami, ucho zwisało w strzępach, zaś w miejscu oka ziała dziura. Chociaż kotka przeżyła straszliwy atak, klan bał się, że nigdy nie zostanie wojowniczką. To Obłoczny Ogon wyszkolił ją i znalazł sposób, by mogła walczyć mimo ślepego oka. Co więcej, zamienił jej słabość w siłę i teraz Jasne Serce walczyła i polowała nie gorzej od innych.

Obłoczny Ogon przywitał ją machnięciem ogona. Kotka usiadła obok i zaczęła jeść.

— Jeżynowy Pazurze, jesteś!

Jeżynowy Pazur odwrócił się i zobaczył długonogiego wojownika idącego ku niemu z legowiska wojowników. Wyszedł mu na spotkanie.

— Dzień dobry, Paprociowe Futro. Szara Pręga mówił, że zbierasz patrole myśliwskie.

— Zgadza się — odparł Paprociowe Futro. — Poszedłbyś dzisiaj rano z Wiewiórczą Łapą? Proszę.

Zastrzygł uszami w kierunku legowiska uczniów. Jeżynowy Pazur dopiero teraz dojrzał Wiewiórczą Łapę na wpół ukrytą w cieniu paproci. Siedziała wyprostowana, z ogonem owiniętym wokół łap, zielonymi oczami śledząc lot jaskrawego motyla. Kiedy Paprociowe Futro przywołał ją skinieniem ogona, wstała i przeszła przez polankę z wysoko uniesionym ogonem. Jej rude futro lśniło w słońcu.

— Wychodzimy na polowanie — wyjaśnił zwięźle Paprociowe Futro. — Zakurzona Skóra jest zajęty, więc możesz iść z Jeżynowym Pazurem. Możecie znaleźć jeszcze jednego kota?

I nie czekając na odpowiedź, pośpieszył do Piaskowej Burzy i Szczawiowej Łapy.

Wiewiórcza Łapa ziewnęła i przeciągnęła się.

— No dobrze — miauknęła. — Dokąd idziemy?

— Myślałem o Słonecznych Skałach — zaczął Jeżynowy Pazur. — Potem możemy…

— Słoneczne Skały? — przerwała Wiewiórcza Łapa niedowierzająco, szeroko otwierając oczy. — Masz mysi móżdżek? W taki upał, jak dzisiaj, cała zwierzyna pochowa się pod ziemią. Nie złapiemy nawet kawałka wąsa.

— Jest jeszcze wcześnie — odparł Jeżynowy Pazur z rozdrażnieniem. — Zwierzyna jeszcze trochę pożeruje.

Wiewiórcza Łapa westchnęła ciężko.

— Naprawdę, Jeżynowy Pazurze, zawsze myślisz, że wiesz wszystko lepiej.

— W końcu jestem wojownikiem — wytknął Jeżynowy Pazur, ale od razu uświadomił sobie, że popełnił błąd.

Wiewiórcza Łapa pochyliła głowę z głębokim i przesadnym szacunkiem.

— Owszem, wielki wojowniku — miauknęła. — Zrobię dokładnie tak, jak każesz. A kiedy wrócimy z pustymi łapami, może przyznasz, że miałam rację.

— No dobrze — odmiauknął Jeżynowy Pazur. — Skoro jesteś taka cwana, to gdzie byś poszła na polowanie?

— W kierunku Czterech Drzew, wzdłuż strumienia — odparła natychmiast Wiewiórcza Łapa. — To znacznie lepsze miejsce.

Jeżynowy Pazur z jeszcze większym rozdrażnieniem uświadomił sobie, że kotka może mieć rację. Mimo nieustannych upałów, trwających przez całą porę zielonych liści, potok był chłodny i głęboki, ocieniony gęstymi kępami szuwarów, w których zwierzyna mogła się schować. Wojownik zawahał się, czy wypada mu zmienić decyzję, nie tracąc twarzy przed uczennicą.

— Wiewiórcza Łapo — odezwał się nowy głos. Jeżynowy Pazur uświadomił sobie, że to Piaskowa Burza wydobyła go z opresji. Matka Wiewiórczej Łapy podeszła do nich. — Przestań prowokować Jeżynowego Pazura. Trzeszczysz jak całe stado srok — powiedziała i zwróciwszy rozdrażnione spojrzenie na wojownika, dodała: — Ty też nie jesteś lepszy. Wciąż się kłócicie. Nie można was wysłać na polowanie, bo jeszcze przed wyjściem z obozu płoszycie całą zwierzynę stąd do Czterech Drzew.

— Przepraszam — wymamrotał Jeżynowy Pazur, czując, że fala zażenowania oblewa go od uszu do koniuszka ogona.

— Jesteś wojownikiem, powinieneś umieć nad sobą zapanować. Idź do Obłocznego Ogona i zapytaj, czy weźmie cię na polowanie. A co do ciebie — miauknęła Piaskowa Burza do córki — możesz iść ze mną i Szczawiową Łapą. Paprociowe Futro się zgodzi. I masz robić, co każą, bo inaczej dowiem się o wszystkim.

Nie odwracając się więcej, poszła prosto do tunelu w ostrokrzewie, prowadzącego poza obóz. Wiewiórcza Łapa przez chwilę stała nieruchomo z obrażoną miną, przebierając po ziemi przednimi łapami.

Szczawiowa Łapa podeszła do niej i trąciła ją przyjaźnie.

— Chodź — powiedziała. — To moje ostatnie polowanie przed pasowaniem na wojowniczkę; niech będzie naprawdę dobre.

Wiewiórcza Łapa niechętnie pokiwała głową i obie kotki poszły za Piaskową Burzą. Mijając Jeżynowego Pazura, ciemnoruda uczennica rzuciła mu ostatnie spojrzenie.

Jeżynowy Pazur wzruszył ramionami. Wiewiórcza Łapa na pewno nauczy się więcej od Piaskowej Burzy niż od niego, więc nie zawiódł zaufania Zakurzonej Skóry, chociaż wojownik właśnie jego prosił o zajęcie się uczennicą. Poza tym nie będzie musiał całe przedpołudnie wysłuchiwać jej denerwującej paplaniny. Sam więc nie wiedział, dlaczego czuje się lekko rozczarowany tym, że pójdzie z innym patrolem.

Odepchnął od siebie to dziwne uczucie i skokami dotarł do kępy pokrzyw, przy której Obłoczny Ogon i Jasne Serce kończyli posiłek. Ich jedyny kociak, Biała Łapa, właśnie do nich dołączyła. Jeżynowy Pazur usłyszał, jak mówi:

— Idziecie na polowanie? Mogę iść z wami? Proszę!

Ojciec machnął ogonem.

— Nie — Biała Łapa zrobiła rozczarowaną minę, ale on dodał: — Paprociowe Futro powiedział, że zabierze cię ze sobą, przecież to on cię szkoli.

Biała Łapa rozjaśniła się.

— Świetnie! Idę do niego.

Obłoczny Ogon czule pacnął ją łapą w ucho. Kotka odbiegła machając ogonem.