Wojownicy. Przepowiednia Błękitnej Gwiazdy. SuperedycjaTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Superedycja #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 8


Błękitna Łapa obudziła się gwałtownie.

Bitwa!

Skoczyła na równe łapy i rozejrzała się po legowisku. Ściany paproci marszczyły się i kołysały na wietrze, jak gdyby targane przez niewidzialne łapy. Świt jeszcze nie nastał, ale Lamparcia Łapa i Łaciata Łapa już siedzieli i się myli.

Śnieżna Łapa przeciągnęła się na swoim posłaniu, a jej oczy błysnęły w mroku.

— Co się dzieje?

— Wróbla Skóra chce, żebyśmy zjawili się na polanie — miauknęła Lamparcia Łapa.

Ponad obozem huczał wiatr i gdy Błękitna Łapa przedarła się przez wejście do legowiska, podmuch cisnął jej w pysk garścią żwiru. Skrzywiła się. Drzewa okalające obóz walczyły z groźnymi porywami, a chmury płynęły po niebie ciemne i złowróżbne niczym kruki.

Kamienna Skóra czekał na zewnątrz legowiska; futro miał przylepione do skóry przez wiatr, a oczy na wpół przymknięte dla ochrony przed wirującymi liśćmi i pyłem.

— To nie jest dobra pogoda na bitwę.

— Koty Klanu Pioruna! — rozległo się donośne wołanie Sosnowej Gwiazdy. Stał na środku polany wraz z Gęsim Piórem, a jego wojownicy kotłowali się wokół, wymachując ogonami. Futro wzdłuż grzbietu Żmijowego Kła jeżyło się ostro niczym ciernie. Pstrokaty Ogon wbijała pazury w ziemię, podczas gdy Wróbla Skóra i Burzowy Ogon, prężąc mięśnie, chodzili nerwowo na skraju polany.

Pierzasty Wąs przemieszczał się od jednego kota do drugiego, upuszczając niewielkie kupki ziół u ich łap.

To muszą być zioła wzmacniające — zgadywała Błękitna Łapa.

Na zewnątrz żłobka Księżycowy Kwiat dzieliła się językami z Makowym Świtem. Przerwały, gdy Osetek i Lwiątek wytoczyli się zza jeżyn, strosząc futra, by wyglądać na większych niż w rzeczywistości. Makowy Świt po raz ostatni polizała Księżycowy Kwiat między uszami, zanim zagoniła dwójkę narzekających kociąt z powrotem do żłobka.

Oczy Księżycowego Kwiatu lśniły twardo jak bursztyn, gdy przemierzała polanę. Ze stulonymi uszami i futrem wygładzonym przez wiatr wyglądała całkiem inaczej niż dotąd i Błękitna Łapa ledwie ją rozpoznała. Spoglądając na matkę, wyprostowała grzbiet i uniosła brodę, przysięgając sobie, że będzie podobna do Księżycowego Kwiatu.

Pierzasty Wąs upuścił garstkę ziół u jej łap.

— Już wyglądasz jak wojowniczka.

Błękitna Łapa spojrzała na niego zaskoczona.

— Naprawdę?

Kamienna Skóra zmrużył oczy.

— Nie zapominaj, że masz trzymać się z dala od walki.

Śnieżna Łapa przybiegła od strony legowiska uczniów.

— Mógłbyś nauczyć nas jakiegoś bitewnego ruchu, tak na wszelki wypadek?

Podeszła do nich Księżycowy Kwiat.

— Nie będziecie go potrzebować. Nie będziecie walczyć — miauknęła stanowczo.

Futro Śnieżnej Łapy zjeżyło się, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, Pierzasty Wąs popchnął łapą w jej stronę odrobinę ziół.

— Zjedz je — rozkazał. — Dodadzą ci siły.

Błękitna Łapa powąchała zioła i zmarszczyła nos.

— Są gorzkie — ostrzegł. — Ale ich smak nie utrzymuje się długo.

Błękitna Łapa wysunęła język i zebrała nim liście, naśladując Śnieżną Łapę. Gdy ciemny, kwaśny smak wypełnił jej podniebienie, powstrzymała odruch wymiotny, zamknęła oczy i zmusiła się, by przełknąć.

— Fuj! Fuj! Fuj! — Błękitna Łapa otworzyła oczy; Śnieżna Łapa gorączkowo kręciła się w kółko, miotając językiem jak żmija.

Okrzyk Sosnowej Gwiazdy spowodował, że się zatrzymała.

— Gęsie Pióro ma dla was nowe informacje.

Oczy Księżycowego Kwiatu rozszerzyły się.

— Kolejny omen?

Gęsie Pióro pokiwał głową.

— Przyjrzałem się dokładnie nornicy na polanie medyka i znalazłem odrobinę kocimiętki na jej drugim boku.

— Czy jest pewny, że nie wzięła się tam z podłogi jego legowiska? — wymamrotał szeptem Kamienna Skóra. — Widywałem czystsze miejsca.

Błękitna Łapa spojrzała na niego zaciekawiona. Czyżby jej mentor także powątpiewał w słowa medyka?

Gęsie Pióro mówił dalej:

— Wczoraj chcieliście więcej wskazówek od Klanu Gwiazdy. Teraz je macie. Nasi wojowniczy przodkowie mówią nam, że możemy walczyć z agresją Klanu Wiatru.

— Za pomocą strzępka kocimiętki? — Oczy Księżycowego Kwiatu były okrągłe.

— Musimy rozpętać bitwę w samym sercu ich obozu — oznajmił Gęsie Pióro.

— Ich obozu? — Kamienna Skóra spłaszczył uszy. — Wiesz, jakie to niebezpieczne?

— To rada Klanu Gwiazdy, nie moja — zripostował Gęsie Pióro. — Kocimiętka podpowiada mi, że jedynym sposobem na pokonanie Klanu Wiatru jest zniszczenie ich zapasów leków.

Słoneczny Zmierzch wystąpił do przodu; jego futro było zjeżone.

— Ale w ten sposób narazimy ich kociaki i starszyznę. Każdy klan polega na swoich zapasach leków, zwłaszcza w obliczu pory nagich drzew. Jeśli je zniszczymy, zaatakujemy nie tylko wojowników, ale i niewinnych. — W jego głosie słychać było oburzenie.

Brunatna Cętka pokiwał głową.

— Jacy byliby z nas wojownicy, gdybyśmy się dopuścili takiego lisiego podstępu?

Gęsie Pióro uniósł brodę.

— Żywi.

Sosnowa Gwiazda postąpił ciężko do przodu.

— Zgadzam się, że wygląda to nieprzyjemnie, ale Klan Gwiazdy ostrzegł nas o zagładzie, jeśli nie stawimy czoła agresji Klanu Wiatru, zanim będzie za późno. Kiedy zaatakujemy ich zapasy medyczne, będą osłabieni przez księżyce. Klan Pioruna będzie bezpieczny.

— Ale co się stanie, jeśli w Klanie Wiatru pojawi się epidemia białego kaszlu? — Pierzasty Wąs odważył się zabrać głos. — Jak Jastrzębie Serce będzie leczył chorych? Kociaki i starsi będą zupełnie bezbronni.

Żmijowy Kieł machnął ogonem.

— Poświęciłbyś nasze kociaki i starszyznę, by ratować tamtych? — zapytał. — Jeśli nie zaatakujemy teraz, Klan Pioruna zostanie unicestwiony. Czy nie warto zaryzykować życie kilku kotów Klanu Wiatru, by ocalić nas wszystkich?

Sosnowa Gwiazda westchnął.

— Żmijowy Kieł ma rację — miauknął. — Musimy trzymać się rady Klanu Gwiazdy, jeśli mamy ocalić samych siebie.

— A więc atakujemy obóz? — warknął Kamienna Skóra.

— Naszym celem jest legowisko medyka. Żaden kociak ani starszy nie może zostać zraniony — Sosnowa Gwiazda zmrużył oczy. — Ale ich zapasy leków muszą zostać zniszczone.

Błękitna Łapa zadrżała, gdy kolejny poryw wiatru zadudnił w wąwozie i przetoczył się przez obóz.

— Myślisz, że pogoda to znak? — zastanawiała się.

— Wydaje mi się, że otrzymaliśmy wystarczająco dużo znaków jak na jeden dzień — wymamrotała Księżycowy Kwiat. Nagle błysnęła bursztynowym spojrzeniem w kierunku swoich kociaków. — Obiecajcie, że będziecie trzymać się z dala od walki! Przyjdzie jeszcze czas na bohaterstwo, gdy będziecie większe, silniejsze i lepiej wyszkolone. — Jej oczy gorzały i Błękitna Łapa bezwiednie przytaknęła jej słowom skinieniem głowy.

— Śnieżna Łapo?

Śnieżna Łapa spuściła głowę.

— Dobrze.

Błękitna Łapa zauważyła, że napięcie opuszcza zgarbione barki matki.

— Nie pozwalają wam walczyć, co? — Burzowy Ogon podszedł do nich i pacnął Błękitną Łapę w ucho koniuszkiem ogona. — Może następnym razem.

Księżycowy Kwiat rzuciła mu ostre spojrzenie.

— To będzie niebezpieczna bitwa — przypomniała mu.

Błękitna Łapa poczuła lodowaty ucisk w brzuchu.

— Nigdy wcześniej nie atakowaliśmy obozu innego klanu — kontynuowała Księżycowy Kwiat. — Będziemy walczyć z całym klanem, w miejscu, które jest im znane, a nam nie.

Burzowy Ogon szturchnął ją w bok.

— Ale mamy przewagę, bo będziemy działać z zaskoczenia — miauknął. — I walka odbędzie się w zamkniętej przestrzeni.

— Właśnie to mnie niepokoi.

— W takich warunkach zwinność kotów Klanu Wiatru na nic się nie zda. Siła Klanu Pioruna da nam przewagę.

Błękitna Łapa zmrużyła oczy. Pstrokatemu Ogonowi powiedziałeś co innego.

Księżycowy Kwiat spuściła wzrok.

— Chyba masz rację.

— Nie przejmuj się — miauknął Burzowy Ogon. — Wygramy tę bitwę.

— Wojownicy Klanu Pioruna! Do mnie!

Serce Błękitnej Łapy zamarło, gdy Sosnowa Gwiazda wydał okrzyk, który odbił się echem od drzew. Przywódca Klanu Pioruna dał znak ogonem.

— Ruszajmy!

Podniecenie ogarnęło oddział bitewny niczym pożar i wojownicy rzucili się w stronę rozkołysanego tunelu w ostrokrzewie. Błękitna Łapa poczuła powiew wywołany ich pędem i próbowała przełknąć ślinę, ale jej pysk był zbyt suchy.

Śnieżna Łapa i Księżycowy Kwiat ruszyły za nimi.

— No dalej. — Kamienna Skóra popchnął Błękitną Łapę do przodu.

Błękitna Łapa pognała za Śnieżną Łapą, lecz jeszcze raz spojrzała przez ramię na obóz. Światła było już dość, by dostrzec Osetka wyglądającego ze żłobka, a potem znikającego z błyszczącymi ze złości oczami, gdy został wciągnięty z powrotem do bezpiecznego schronienia wśród jeżyn.

Chwastowy Wąs, Mamrocząca Stopa i Skowronia Pieśń usiedli jak sowy pośród drżących gałęzi powalonego drzewa, podczas gdy Łaciata Łapa i Kędzierzawa Skóra przechadzali się po ciemnej polanie. Brunatna Cętka i Wietrzny Lot wspinali się na Wysoki Głaz — uszy mieli postawione, futra zmierzwione — a Gęsie Pióro znikał w cieniu za tunelem w paprociach.

— Gęsie Pióro nie idzie z nami! — wydyszała Błękitna Łapa, zrównując się ze Śnieżną Łapą.

— Pewnie musi zostać w swoim legowisku i przygotować się na przyjęcie rannych kotów — domyśliła się Śnieżna Łapa.

Na jej słowa Błękitną Łapę przebiegł dreszcz. Rannych!

 

— Kiedy to właśnie on powiedział, żebyśmy atakowali — upierała się. Czy nie powinien być teraz wśród nich?

Kamienna Skóra warknął:

— Może otrzymał od Klanu Gwiazdy znak ostrzegający go, żeby trzymać się z dala od niebezpieczeństw.

— Przynajmniej jest z nami Pierzasty Wąs — zawołała przez ramię Księżycowy Kwiat, gdy wybiegali z tunelu.

Uczeń medyka podążał z nimi z zawiniątkiem liści w pysku. Błękitna Łapa zastanawiała się, jakie zioła zawierało. Musiały być silne, bo czuła ich ostry zapach.

— Pospiesz się! — Kamienna Skóra deptał Błękitnej Łapie po piętach, narzucając jej tempo.

Reszta patrolu już mknęła w dół wąwozu. Błękitna Łapa poczuła ukłucie niepokoju. Czy będzie w stanie wspiąć się po stromym zboczu w ciemności, z wiatrem wyjącym wśród skał? Pobiegła za Śnieżną Łapą po pierwszym skalnym osuwisku, czując za sobą bliskość Kamiennej Skóry. Nie pozwoliłby jej się ześlizgnąć. Z odsłoniętymi pazurami pięła się w górę, podążając za strumieniem kotów, który niczym cień przesuwał się po kamieniach.

Zioła Pierzastego Wąsa działały. Czuła, że jej mięśnie są silne, a każdy skok niósł ją dalej, niż mogłaby się spodziewać. Jej serce przyspieszyło, ale z ekscytacji, nie ze strachu. Mogła wyczuć oczekiwanie swoich pobratymców. Dziś odniosą wielkie zwycięstwo. Parła w górę, aż wraz z ostatnim skokiem znalazła się na szczycie wąwozu. Nie zatrzymując się, by zaczerpnąć oddechu, pognała do lasu.

Pnie drzew rozmywały się w jej oczach, gdy Błękitna Łapa biegła wraz z klanem, lawirując między krzewami w przedporannym świetle. Wiatr wył, kołysząc drzewami, jak gdyby były zaledwie trawą, potrząsając ich wielkimi konarami jak gałązkami i zrzucając z nich deszcz liści. Błękitna Łapa dostrzegała przed sobą białe łaty na futrze Pstrokatego Ogona, przebłyskujące pośród drzew. Futro Słonecznego Zmierzchu było blade w półmroku, a Żmijowy Kieł, Sosnowa Gwiazda i Burzowy Ogon wtopili się w cienie, zauważalni jedynie poprzez ruch, jak woda przepływająca pośród trzcin.

— Przed nami strumień — ostrzegła Księżycowy Kwiat.

Koty zwolniły, zbijając się w grupę, zanim jeden po drugim przeskoczyły przez lśniącą wodę i pognały dalej pomiędzy drzewami. Błękitna Łapa spięła się, gdy nadeszła jej kolej. Mam za krótkie łapy — pomyślała. Balansowała na krawędzi, gdy przez strumień przeskakiwała Księżycowy Kwiat; srebrzystoszara kotka wylądowała lekko na przeciwległym brzegu i obróciła się, by spojrzeć za siebie.

— Nie jest głęboko! — zachęcała Błękitną Łapę; jej miauknięcie niemal utonęło w ryku wiatru.

— Ale jest mokro! — zawodziła Błękitna Łapa.

Śnieżna Łapa wierciła się niespokojnie obok niej, a jej łapy ślizgały się po błotnistym brzegu.

Kamienna Skóra popchnął Błękitną Łapę od tyłu.

— No dalej — nalegał. — Uda ci się.

Błękitna Łapa skupiła wzrok na przeciwległym brzegu i wzięła głęboki oddech. Napięła mięśnie i skoczyła. Kamienna Skóra pomógł jej, popychając ją pyskiem, a ona wyciągnęła przednie łapy, skutecznie wbiła pazury w oddalony brzeg i wspięła się do Księżycowego Kwiatu.

Śnieżna Łapa siedziała zgarbiona na drugim brzegu strumienia; oczy miała rozszerzone, gdy gotowała się do skoku.

— Dasz radę! — zawołała Błękitna Łapa.

— Już biegnę! — Śnieżna Łapa skoczyła, ale jej pełen wdzięku sus zakończył się niezgrabnym upadkiem, gdy jej tylne łapy poślizgnęły się na luźnych liściach i kotka uderzyła brzuchem w strumień.

— Mysie łajno! — Z trudem dźwignęła się na łapy w wartkim strumieniu wody, a potem wygrzebała się na brzeg.

Błękitna Łapa cofnęła się, gdy Śnieżna Łapa otrząsała lodowatą wodę z futra.

— A to pech. — Za nimi wylądował miękko Kamienna Skóra.

— Pospieszcie się! — rozkazała Księżycowy Kwiat. Koty klanu już zniknęły w lesie.

Tylko Wróbla Skóra czekał. Przyglądał im się bacznie zza krzaków rosnących wyżej.

— Zastanawiałem się, dokąd was poniesie — miauknął, gdy się z nim zrównali. Dostrzegł przemoczone futro Śnieżnej Łapy i pokręcił głową.

— Rozgrzejesz się od biegu — powiedział, zanim pomknął dalej.

Błękitna Łapa z trudem łapała oddech, gdy gnali w ślad za nim. Przynajmniej nie była przemoczona do suchej nitki. Biedna Śnieżna Łapa, podskakująca obok niej, wyglądała jak podtopiony szczur. Zimny wiatr zaczynał rozwiewać jej futro, ale nawet bieg nie powstrzymał śnieżnobiałej uczennicy przed szczękaniem zębami.

W końcu zauważyli przed sobą towarzyszy z klanu. Zwolnili i wędrowali teraz w jednym rzędzie. Drzewa przerzedziły się i Błękitna Łapa ujrzała za nimi gładką, szeroką ścieżkę wiodącą zakolami przez las i pobłyskującą w cieniu.

Rzeka!

Dogonili patrol i dołączyli do idących na końcu kotów. Rzeka była ogromna, tak szeroka jak obóz Klanu Pioruna, rozciągała się nieskończenie w każdym kierunku. Ogrom przetaczającej się wody sprawiał, że wydawała się niemal czarna, gdy kłębiła się między brzegami.

Księżycowy Kwiat i Śnieżna Łapa zrobiły kilka kroków w przód. Błękitna Łapa została przy swoim mentorze.

— Oto terytorium Klanu Rzeki. — Kamienna Skóra skinął w stronę przeciwległego brzegu.

Błękitna Łapa poniuchała powietrze i wyczuła rybi zapach, znany jej już ze zgromadzenia, który osiadł na krzewach niczym mgła.

— Ten zapach to ich znacznik — wyszeptał Kamienna Skóra. — Ten brzeg również należy do ich terytorium, chociaż rzadko przekraczają rzekę, gdy woda jest tak lodowata.

Przekraczają?

— Pływają w niej? — Błękitna Łapa słyszała, że koty Klanu Rzeki potrafią pływać, ale nie mogła wyobrazić sobie kota, który miałby dostatecznie mysi móżdżek, by próbować pływać w wodach rwących tak ciemno i nieustępliwie przez las.

Kamienna Skóra pokiwał głową.

— Jak ryby.

Błękitna Łapa zadrżała i przyjrzała się bacznie drzewom na przeciwległym brzegu.

— Czy to jedyna droga prowadząca na teren Klanu Wiatru? — wyszeptała.

— Jeśli chcemy pozostać niezauważeni — wyjaśnił Kamienna Skóra. — Gdybyśmy szli przez Cztery Drzewa, łatwo by nas zauważyli.

Serce Błękitnej Łapy przyspieszyło.

— A co z patrolami Klanu Rzeki? — Zerknęła na rzekę, spodziewając się, że w każdej chwili z ciemnej wody może wypełznąć kot.

— Jest za wcześnie. — Kamienna Skóra mówił z przekonaniem, ale nie patrzył na nią i Błękitna Łapa zastanawiała się, czy po prostu nie stara się jej uspokoić.

Poczuła iskierkę ulgi, gdy ścieżka poprowadziła w głąb lasu, z dala od krawędzi wody. Ale jej ulga nie trwała długo. Ścieżka wznosiła się stromo, spomiędzy krzewów wystawały skały, drzewa trzymały się kurczowo zbocza, korzeniami oplatając kamienistą glebę. Nie minęło wiele czasu, gdy Błękitna Łapa usłyszała ryk jeszcze bardziej ogłuszający niż wiatr. Napięła się.

— Co to takiego?

— Wąwóz — powiedział Kamienna Skóra.

Hałas narastał, a ich ścieżka zdawała się prowadzić prosto w jego stronę.

— Co to jest wąwóz? — wyszeptała Błękitna Łapa, choć wolałaby tego nie wiedzieć.

— Miejsce, gdzie rzeka spływa z wrzosowisk i wcina się między dwa skalne urwiska. Ścieżka do terytorium Klanu Wiatru wiedzie jego krawędzią.

Och, Klanie Gwiazdy!

Błękitna Łapa widziała przed sobą przerwę pomiędzy drzewami, gdzie podłoże leśne zdawało się rozdzielać na dwoje, jak gdyby wielki pazur wyorał w nim bruzdę. Błękitna Łapa obnażyła pazury i wbijała je w ziemię z każdym krokiem, gdy Sosnowa Gwiazda prowadził klan wzdłuż niebezpiecznej ścieżki. Wstrzymując oddech, spojrzała w dół urwiska i zobaczyła strumień białej wody, mieszający się i kotłujący w dole. Przeniosła wzrok na znajome futro Księżycowego Kwiatu i poszła jej śladem, starając się ignorować huczącą wodę.

W końcu strome urwiska przeszły w błotniste brzegi, gdzie rzeka płynęła gładko, wijąc się niespieszne pośród cienkich drzew i niskich, kolczastych krzewów. Tam koty Klanu Pioruna zbiły się w gromadę, która przemieszczała się jak jedno pokryte futrem ciało, podobne do cienia chmury przesuwającej się nad ziemią. Wokół nich poranek zalewał wrzosowisko miękkim żółtym światłem. W oddali wznosiły się jałowe, upstrzone janowcem wzgórza.

Błękitna Łapa posmakowała powietrza. Zapach Klanu Rzeki został zastąpiony przez bardziej ziemistą woń.

— Czy to tu jest nasz cel?

Kamienna Skóra pokiwał głową.

— Przekroczyliśmy granicę terytorium Klanu Wiatru. — Machnął ogonem w stronę zagłębienia w ziemi, gdzie splątane krzewy ustępowały miejsca wrzosom, w miarę jak ziemia wznosiła się i przechodziła we wrzosowisko.

Gdy miękką trawę zastąpił sprężysty, szorstki torf, Sosnowa Gwiazda odwrócił się i dał znak ogonem, smagając się nim po pysku. Błękitna Łapa zrozumiała, że od tej chwili muszą zachować ciszę. Wywęszyła oznaczenia zapachowe tak silne, że niemal dało się poczuć ich smak — piżmowy i torfiasty.

Klan Wiatru.

Gdy pięli się po wzgórzu, trawa na wietrze przepływała jak woda i Błękitna Łapa znowu przypomniała sobie futro nornicy, płaskie i rozdzielone. Oddech ugrzązł jej w krtani, gdy wokół zagrzmiały odgłosy burzy. Pobratymcy nagle wydali się jej mali i słabi na wrzosowisku rozciągającym się szeroko z każdej strony. Ze spłaszczonymi uszami ruszyli naprzód, to znikając, to znów się pojawiając pomiędzy pasami drżących wrzosów.

— Wyróżniam się jak kwiat w kałuży błota — wyszeptała Śnieżna Łapa. Miała rację. Jej białe futro wyglądało obco na tle ziemistych kolorów wrzosowiska.

— Cisza! — syknął na nie Wróbla Skóra i Śnieżna Łapa położyła uszy po sobie.

Na zboczu wzgórza pojawiły się głazy, wystające z ziemi jak spróchniałe zęby. Blisko szczytu wiatr zacinał jeszcze brutalniej; Błękitna Łapa poczuła na futrze ostre krople deszczu. Sosnowa Gwiazda zatrzymał się na szczycie i wpatrzył w zagłębienie położone przed nimi. Błękitna Łapa podążyła wzrokiem za jego spojrzeniem w stronę głazów, wrzosu i janowca.

— Obóz Klanu Wiatru — wyszeptał jej do ucha Kamienna Skóra.

Błękitna Łapa zamrugała. Gdzie?

Sosnowa Gwiazda zbliżył się ku nim. Pierzasty Wąs przystanął obok niego i przyzwał Prędką Bryzę, by do nich dołączyła.

— Widzicie tamtą skałę, o tam? — miauknął przywódca Klanu Pioruna, wskazując głową w stronę kamienia wystającego z ziemi, prawie tak dużego jak Wysoki Głaz. — Tam będziecie czekać.

Jego spojrzenie przeniosło się z Błękitnej Łapy na Śnieżną Łapę.

— Zrozumiano?

Obie skinęły głowami.

— Pierzasty Wąs i Prędka Bryza będą czekać razem z wami. — Sosnowa Gwiazda obejrzał się przez ramię. — Wyślę posłańca, jeśli będziemy w tarapatach. Wypełnijcie dokładnie jego rozkazy, bez gadania.

Krew zaszumiała w uszach Błękitnej Łapy, tłumiąc zawodzenie wiatru.

Nadszedł czas.

Bitwa zaraz się zacznie.

Na łapach ciężkich jak kamienie Błękitna Łapa podążyła za Prędką Bryzą do głazu wskazanego przez Sosnową Gwiazdę. Z jednej strony był gładki, jak gdyby wysmagany wiatrem, z drugiej ostry jak lisi ząb.

Śnieżna Łapa szła obok.

— Myślisz, że przyśle po nas?

Błękitna Łapa wzruszyła ramionami. Chciała pomóc swojemu klanowi, ale miała nadzieję, że nie będzie potrzebował jej wsparcia. Może Klan Gwiazdy pozwoli mu odnieść bez­krwawe zwycięstwo?

Pierzasty Wąs kroczył za nimi, wciąż z wiązką ziół w zębach. Upuścił ją, gdy dotarli pod osłonę skały. Błękitna Łapa przykucnęła, ciesząc się, że może schronić się przed niemiłosiernym wiatrem. Nagle coś jej się przypomniało. Nie życzyłyśmy powodzenia Księżycowemu Kwiatowi. Nawet na nią nie spojrzałam! Zdesperowana Błękitna Łapa wystrzeliła spod skały, by raz jeszcze ujrzeć bursztynowe oczy matki i upewnić się, że wszystko skończy się dobrze, ale koty zniknęły już za wzniesieniem.

— Wracaj tutaj! — rozległo się ostre miauknięcie Prędkiej Bryzy i Błękitna Łapa poczuła szarpnięcie za ogon.

— Chciałam jej tylko powiedzieć… — próbowała się bronić.

— To jest bitwa — warknęła Prędka Bryza. — Musisz wykonywać polecenia.

Błękitna Łapa wbiła spojrzenie w swoje łapy.

Prędka Bryza westchnęła, a ton jej głosu zmiękł, gdy przemówiła ponownie:

— To ze względu na bezpieczeństwo — twoje i całego klanu.

Czekali bez słowa. Powietrze stawało się bardziej przejrzyste. Ptak uniósł się znad wrzosu i walczył z wiatrem. Błękitna Łapa zerknęła na Śnieżną Łapę, zatroskana mrokiem, który zaćmił spojrzenie siostry. Koty Klanu Wiatru będą się teraz budzić, wychodzić ze swoich legowisk, nieświadome wściekłości, której zaraz doświadczą. Błękitna Łapa poczuła ukłucie współczucia, lecz przypomniała sobie o przepowiedni Gęsiego Pióra. Klan Wiatru musi zostać pokonany, jeśli Klan Pioruna ma przetrwać. Bitwa musi zostać stoczona.

 

Ta myśl dodała jej ducha i kotka uniosła brodę. Przypominając sobie to, czego nauczyła się podczas zbierania mchu, wymierzyła kilka ciosów w powietrze, jakby walczyła z wojownikiem Klanu Wiatru.

Śnieżna Łapa zamruczała.

— Wyglądasz, jakbyś zbierała pajęczyny!

— Ach tak? Więc ty pokaż, na co cię stać — wyzwała ją Błękitna Łapa.

— Cisza! — zarządziła Prędka Bryza i Błękitna Łapa usiadła z poczuciem winy. Jasnoszara pręgowana wojowniczka wytężała słuch na wietrze. Deszcz zaczął padać mocniej; zimny i ostry jak lód przenikał miękkie futro Błękitnej Łapy. Jak Klanowi Wiatru udaje się tu żyć bez osłony lasu? Błękitna Łapa zatęskniła za baldachimem drzew, bezpiecznym nawet wtedy, gdy burza hula wysoko w ich wierzchołkach.

Wrzask ostrzeżenia rozdarł nagle powietrze, a wrzosowisko zdawało się eksplodować wściekłym zawodzeniem i krzykami, które wzmagały się na wietrze. Oczy Błękitnej Łapy rozszerzyły się, gdy jej ciałem zawładnął szok. Rozpoznała agresywny wrzask Żmijowego Kła i bolesne zawodzenie Pstrokatego Ogona. Spoglądając na Pierzastego Wąsa, zauważyła, że uczeń medyka zamknął oczy i mamrocze coś do siebie; słowa wylewały się potokiem z jego pyska, szeptane zbyt cicho, by mogła je zrozumieć.

Czyżby modlił się do Klanu Gwiazdy? Błękitna Łapa nachyliła się do niego, wytężając słuch.

— Żywokost na kości, pajęczyna na krwawienie, pokrzywa na opuchliznę, tymianek na szok…

Recytował listę leków na urazy bitewne.

Rzeczywistość uderzyła Błękitną Łapę jak brutalny podmuch wiatru. Tam w dole, w obozie, przelewano krew. Wojownik walczył z wojownikiem obnażonymi pazurami i zębami. Kotka spojrzała na Śnieżną Łapę.

Futro siostry było zjeżone, a uszy nadstawione, by usłyszeć każdy dźwięk.

— Czy to Wróbla Skóra? — wyszeptała Śnieżna Łapa, gdy dobiegło ich zawodzenie pełne furii.

Zamiast odpowiedzi usłyszały kolejny wrzask.

Błękitna Łapa zaczęła drżeć. To zabrzmiało jak głos Kamiennej Skóry. Atakował czy się bronił?

Wrzask za wrzaskiem przedzierały się przez burzowe powietrze, aż w końcu od tego dźwięku Błękitna Łapa poczuła się niedobrze.

— Nie możemy nic zrobić? — błagała Prędką Bryzę.

— Musimy czekać — odparła ponuro Prędka Bryza, lecz w tej samej chwili obróciła gwałtownie głowę na dźwięk łap zmierzających w ich kierunku. Błękitna Łapa odwróciła się, spodziewając się patrolu Klanu Wiatru. Przygotowała się na spotkanie z nimi, jeżąc sierść na grzbiecie.

Ale to była Rudzikowe Skrzydło.

— Chodźcie, szybko! — syknęła. — Lamparcia Łapa jest ranna!

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?