Wojownicy. Przepowiednia Błękitnej Gwiazdy. SuperedycjaTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Superedycja #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Łaciata Łapa dreptał z powrotem do legowiska uczniów.

— To byłaby nasza pierwsza bitwa — westchnął.

Lamparcia Łapa skoczyła przed niego, obróciła się i przyjęła pozycję atakującego.

— Rozszarpalibyśmy ich na strzępy.

Klan zaczął się rozpraszać, ale Sosnowa Gwiazda, wciąż siedząc na Wysokim Głazie, wydał z siebie łagodny okrzyk. Wszystkie oczy zwróciły się z powrotem na przywódcę Klanu Pioruna.

— Jest jeszcze coś — zaczął.

Błękitka spojrzała na Wysoki Głaz, a w jej brzuchu zatrzepotała ciekawość.

— Chciałbym powołać dwóch nowych uczniów.

Kogo?

Wtem zrozumiała.

— Musi chodzić o nas! — syknęła do Śnieżynki.

Ale oczy Śnieżynki już błyszczały wyczekująco.

— Nie myślałam, że zrobi to dzisiaj! — Księżycowy Kwiat biegła do nich. W jej głosie brzmiało zdenerwowanie. — Tylko popatrz na siebie!

Błękitka spojrzała z przerażeniem na własne futro, zakurzone i oblepione błotem po wspinaczce w górę i w dół wąwozu.

— Szybko! Myj się!

Ale było już za późno.

— Błękitko i Śnieżynko! — Sosnowa Gwiazda przyzywał je ogonem do przodu.

Prędka Bryza odsunęła się na bok. Mamrocząca Stopa i Słoneczny Zmierzch cofnęli się, by zrobić więcej miejsca pod Wysokim Głazem.

Śnieżynka już przebierała szybko łapami do przodu, ale Błękitka zawahała się, zawstydzona z powodu nieładu, w jakim znajdowało się jej futro; ciążyła jej nieprzyjemna świadomość, że wpatruje się w nią cały klan.

— No, dalej — wyszeptała Księżycowy Kwiat, popychając Błękitkę do przodu. — Futro nie ma znaczenia. — W jej oczach jaśniała duma. — To twój duch zostanie powitany w Klanie Pioruna.

Błękitka wzięła głęboki oddech, podążyła za swoją siostrą i stanęła pod Wysokim Głazem, mając nadzieję, że nikt nie zauważy jej trzęsących się łap.

Sosnowa Gwiazda spojrzał w dół.

— Jesteście z nami już od sześciu księżyców. Dziś rozpoczniecie szkolenie. Wasz ojciec był zawsze lojalny wobec Klanu Pioruna i jest dzielnym wojownikiem. Obyście obie podążyły jego śladami.

Błękitka spojrzała na swego ojca. Przestał szeptać ze Żmijowym Kłem i patrzył na nie w skupieniu. Łapy Błękitki zadrżały jeszcze mocniej. Dlaczego właśnie teraz wygląda tak nieporządnie?

— Śnieżynko! — Miauknięcie Sosnowej Gwiazdy rozbrzmiało w zimnym powietrzu poranka, gdy słońce zaczynało zalewać obóz różowawym światłem.

Śnieżynka podniosła pyszczek.

— Od dziś będziesz znana jako Śnieżna Łapa.

Podczas gdy Śnieżna Łapa prężyła pierś, Sosnowa Gwiazda przyglądał się bacznie wojownikom zgromadzonym pod Wysokim Głazem.

— Wróbla Skóro — miauknął.

Ciemnobrązowy pręgowany kocur podniósł gwałtownie wzrok na przywódcę, jak gdyby zaskoczony.

— Będziesz szkolić Śnieżną Łapę. Wytrenuj ją na dobrą wojowniczkę.

Wróbla Skóra mrugając wystąpił do przodu i dotknął pyskiem głowy Śnieżnej Łapy.

— Błękitko! — ciągnął dalej Sosnowa Gwiazda. — Dopóki nie zdobędziesz imienia wojowniczki, będziesz nazywana Błękitną Łapą. Twoim mentorem będzie Kamienna Skóra.

Kamienna Skóra podszedł do jej boku.

— Nadal nie wolno ci wchodzić do legowiska wojowników — zażartował, szturchając jej głowę nosem.

Błękitna Łapa nie mogła w to uwierzyć. Tej nocy będzie spać w legowisku uczniów!

Rozdział 4


— Błękitna Łapa! Błękitna Łapa!

Podczas gdy klan skandował jej nowe imię, Błękitna Łapa rozejrzała się po polanie. Czuła się duża jak Wysoki Głaz. W końcu będzie mogła zacząć pomagać swojemu klanowi.

Burzowy Ogon skinął lekko głową w jej stronę. Miała ochotę do niego podbiec i przycisnąć pyszczek do jego pyska, ale jej łapy się nie poruszyły i obserwowała tylko w milczeniu, jak wojownik odwraca się z powrotem do Żmijowego Kła.

— Dajesz wiarę? — Śnieżna Łapa podbiegła do niej, mrucząc.

Różyczka, Słodyczka i Osetek przybiegli przez polanę, miaucząc z podekscytowania.

— Jesteście uczennicami! — pisnęła Słodyczka.

Różyczka skakała wokół nich.

— Będziemy za wami tęsknić w żłobku.

Oczy Osetka były ciemne z rozdrażnienia.

— Skoro wy jesteście uczennicami, nie rozumiem, dlaczego ja nie mógłbym zostać uczniem. Jestem prawie tak duży jak wy.

Słodyczka przewróciła oczami.

— Nie, po prostu zawsze się przechwalasz!

— Nie martw się, Osetku! — pocieszała go Śnieżynka. — Nauczę cię każdego sposobu walki, który poznam podczas szkolenia.

Osetek zadarł nos.

— Już teraz walczę lepiej, niż wy kiedykolwiek się nauczycie! — obraził się.

Błękitną Łapę zaświerzbiły łapy. Miała ochotę trzepnąć go w ucho. Powinien okazywać szacunek uczniom swojego klanu!

— Gratulacje! — Prędka Bryza przytruchtała do nich z podniesionym wysoko ogonem.

Błękitna Łapa zamruczała, rozglądając się wokół w poszukiwaniu matki.

Księżycowy Kwiat zatrzymała się, by porozmawiać z Burzowym Ogonem, lecz gdy dojrzała kątem oka spojrzenie Błękitnej Łapy, zostawiła go i pognała, by dołączyć do swych kociąt.

— Jestem z was taka dumna! — Spojrzała znowu na Burzowego Ogona. — Wasz ojciec także.

Zupełnie, jakby go przyzwała, Burzowy Ogon ruszył w ich stronę. Za nim podążył Żmijowy Kieł; oczy miał zmrużone, jak gdyby coś go martwiło.

— Dobra robota. — Spojrzenie Burzowego Ogona przeniosło się na ubłocone łapy Błękitnej Łapy. Kotka siadła gwałtownie, wtykając je tak głęboko pod siebie, jak się dało.

— Będziemy najlepszymi uczennicami! — miauknęła przeszczęśliwa Śnieżna Łapa.

Burzowy Ogon machnął ogonem.

— Tego od was oczekuję.

Dołączyli do nich Gęsie Pióro z Pierzastym Wąsem.

— Gratulacje dla was obu — miauknął ciepło Gęsie Pióro.

— Dziękujemy. — Błękitna Łapa schyliła głowę.

Gęsie Pióro pokiwał Burzowemu Ogonowi.

— Musisz być bardzo dumny.

Burzowy Ogon zastrzygł uszami.

— Oczywiście.

Żmijowy Kieł przeczesał od niechcenia ucho łapą.

— To ciekawe, że Sosnowa Gwiazda właśnie teraz mianuje was uczniami. — Urwał z łapą zawieszoną w powietrzu i przyjrzał się Błękitnej Łapie od góry do dołu. — Można by pomyśleć, że to było niezaplanowane.

Błękitna Łapa przechyliła głowę.

— Co masz na myśli?

— Nic nie ma na myśli — miauknęła szybko Księżycowy Kwiat. Wbiła spojrzenie w Żmijowego Kła. — Czyż nie?

Nakrapiany brązowy kocur nawet nie drgnął, mierząc się z nią spojrzeniem.

— Cóż, z pewnością odwróciło to uwagę klanu od złodziejstwa Klanu Wiatru.

Gęsie Pióro machnął ogonem.

— Jeśli zanosi się na walkę, Żmijowy Kle, będziemy potrzebowali wszystkich wojowników, jakich damy radę znaleźć.

Żmijowy Kieł wzruszył ramionami.

— Wojowników, owszem. Ale uczniów?

Śnieżna Łapa napuszyła futro.

— Będziemy walczyć tak dobrze, jak każdy inny kot.

Żmijowy Kieł zastrzygł wąsami.

— Wiem, że dacie z siebie wszystko, ale tylko szkolenie uczyni z was wojowniczki, a wy jeszcze go nie rozpoczęłyście.

Błękitna Łapa nagle poczuła się bardzo mała. Co, na Klan Gwiazdy, skłoniło ją do myślenia, że byłaby w stanie pomóc swojemu klanowi? Chłód zakradł jej się pod skórę. Czyżby Żmijowy Kieł miał rację? Czyżby Sosnowa Gwiazda naprawdę mianował je uczennicami tylko po to, aby powstrzymać walkę z Klanem Wiatru?

Z zamyślenia wyrwało Błękitną Łapę miauknięcie Kamiennej Skóry.

— Mam nadzieję, że jesteś gotowa znów wspinać się po zboczu.

Chłód pod futrem ustąpił.

— Idziemy już teraz?

— Im wcześniej zaczniemy szkolenie, tym lepiej — miauknął Kamienna Skóra. — Jeśli Klan Wiatru coś faktycznie knuje, będziesz potrzebowała wszystkich umiejętności, jakich mogę cię nauczyć.

Mentor ma zamiar wyszkolić ją, by walczyła z Klanem Wiatru! Błękitna Łapa poczuła dreszczyk ekscytacji, gdy Kamienna Skóra prowadził ją do wyjścia z obozu. To działo się naprawdę; była uczennicą. Tym razem pójdzie w głąb lasu, nie zatrzyma się ledwie na krawędzi, by zerknąć w dół jak przerażony kociak. Co pokaże jej Kamienna Skóra — gdzie znaleźć najsoczystszą zwierzynę? Czego jej nauczy — jak zaskoczyć wroga w walce gwałtownym ruchem? Serce jej łomotało, gdy szła za nim w górę wąwozu. Czuła się dużo pewniej na ścieżce, teraz gdy wiedziała, czego się spodziewać.

Zastukały za nimi kamienie. Błękitna Łapa odwróciła się i dostrzegła Śnieżną Łapę i Wróblą Skórę, także przemierzających wąwóz skokami.

— Wy też idziecie do lasu? — Błękitna Łapa poczuła ukłucie zazdrości, gdy Śnieżna Łapa do niej dołączyła. Chciała mieć las tylko dla siebie.

— Tak! — Śnieżna Łapa przeskoczyła obok niej i pognała do przodu; długie nogi ułatwiały jej wspinaczkę.

Wróbla Skóra szedł za nią.

— Idź szlakiem pomiędzy tymi dwoma wielkimi głazami — zawołał. — Zazwyczaj tylko wojownicy tędy chodzą, ale myślę, że dasz radę wskoczyć.

Błękitna Łapa przyspieszyła i pognała z całych sił, gdy tylko ścieżka wyrównała się i powiodła między krzakami. Dlaczego Śnieżna Łapa miałaby pierwsza dotrzeć do lasu?

— Ostrożnie! — ostrzegł ją Kamienna Skóra, gdy spod jej łap posypały się w dół zbocza odłamki skał. — Mogą iść za tobą inne koty.

— Przepraszam. — Błękitna Łapa zwolniła, ostrożniej stawiając łapy. Ogarnęła ją frustracja na widok Śnieżnej Łapy znikającej na szczycie wąwozu.

— Prędkość to nie wszystko — powiedział Kamienna Skóra. — Wojownik, który wyprzedzi zwierzynę, mniej upoluje.

 

Tak, jasne! — pomyślała Błękitna Łapa. Wdrapała się na szczyt, wspięła na grzbiet wąwozu i obróciła się, by spojrzeć w dół na obóz.

Śnieżna Łapa już wlepiała w niego wzrok, a jej oczy błyszczały lazurowo w porannych promieniach słońca.

— Jest tak daleko w dole! — wyszeptała.

Błękitna Łapa poczuła, jak ciepło rozchodzi się po jej brzuchu. Już raz oglądała ten widok.

— Popatrz — pokazała Śnieżnej Łapie. — Tam widać polanę, pomiędzy tymi gałęziami.

Śnieżna Łapa przyglądała się uważnie z postawionymi uszami.

— Czy to nie Osetek i Różyczka bawią się przy zwalonym drzewie?

Dwa znajome futerka przetoczyły się po jasnej polanie. Z tej odległości wydawały się malutkie. Błękitna Łapa podniosła przednią łapę, mając nadzieję, że kociaki ją zauważą, ale one nie podniosły wzroku. Nagle Błękitna Łapa poczuła, że jest bardzo, bardzo daleko od swych dawnych współlokatorów.

Wróbla Skóra stał na linii drzew.

— No dalej! — zawołał do Śnieżnej Łapy. — Pokażę ci rzekę.

Rzeka! Błękitna Łapa nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, jak ona wygląda. Jedyną wodą, jaką widziała, była ta na polanie Gęsiego Pióra i zebrana w kałużach, z których pili w obozie. Wiedziała tylko, że rzeka jest szeroka i przepływa jak wiatr pomiędzy drzewami.

— Czy my też pójdziemy nad rzekę? — zapytała Kamienną Skórę.

Kamienna Skóra pokręcił głową.

— Mamy coś ważniejszego do zrobienia.

Błękitna Łapa starała się stłumić rozczarowanie. Ostatecznie, coś ważniejszego do zrobienia może być nawet bardziej ekscytujące niż zobaczenie rzeki! Gdy białe futro Śnieżnej Łapy zniknęło w lesie za Wróblą Skórą, Błękitna Łapa poczłapała między drzewa za Kamienną Skórą.

Słońce oświetlało półnagie gałęzie i rzucało na podłoże lasu cienie podobne do tygrysiej skóry. Błękitna Łapa czuła zwierzynę — nie woń martwej zdobyczy, lecz coś zdecydowanie bardziej nęcącego. Rozpoznała mysz, wróbla, wiewiórkę i ryjówkę, wszystkie z ostrą nutą życia, która sprawiała, że zwilgotniało jej w pysku.

— Czy idziemy na polowanie? — zapytała.

— Nie dzisiaj. — Kamienna Skóra przeskoczył przez zwalone drzewo i poczekał, by Błękitna Łapa przedostała się przez nie, zanim ruszyli głębiej w las.

— Patrol graniczny?

Kamienna Skóra potrząsnął głową.

— Pokażesz mi granice?

— Wkrótce.

Poczłapali w dół małego zbocza; suche liście chrzęściły pod ich łapami.

— Czy będziemy ćwiczyć umiejętności walki? — Błękitna Łapa myślała, że Kamienna Skóra musiał zaplanować coś nadzwyczajnego. Był taki tajemniczy. — Jakiego ruchu powinnam się najpierw nauczyć?

— Tym zajmiemy się innym razem.

— Więc co będziemy robić dzisiaj?

Kamienna Skóra zatrzymał się u podnóża dębu. Jego zagłębiające się w ziemię grube korzenie były pokryte warstwami zielonego mchu.

— Nauczę cię, jak zbierać wyściółkę dla starszyzny.

— Co? Mech? — Błękitna Łapa nie mogła ukryć rozczarowania w głosie.

— To dzięki niemu mają ciepło w legowisku — wyjaśnił Kamienna Skóra.

— Kiedy myślałam, że…

— Chyba nie chcesz, żeby musieli się tu wdrapywać i zbierać go sobie sami? — Kamienna Skóra bacznie się jej przyglądał.

— Nie! — Błękitna Łapa potrząsnęła głową. — Oczywiście, że nie. Ja tylko miałam nadzieję, że… — przełknęła skargę, która wzbierała w jej głosie.

Klan jest ważniejszy niż cokolwiek innego; starszyzna potrzebuje czystego, miękkiego, świeżego posłania. Błękitna Łapa nie chciała, by Kamienna Skóra pomyślał, że jest samolubna. Wciąż jednak nie mogła zapanować nad niechęcią, gdy zaczęła odrywać pazurami kępki gąbczastego, wilgotnego mchu z dębowego korzenia.

— Poczekaj. — Kamienna Skóra położył swoją łapę na jej łapie. — Wybierasz mech razem z ziemią. To nie spodoba się starszyźnie. Pozwól, że ci pokażę.

Błękitna Łapa usiadła, gdy Kamienna Skóra demonstrował.

— Wygnij łapę w ten sposób i rozewrzyj pazury najmocniej, jak tylko się da. — Błyskawicznym, delikatnym i precyzyjnym ruchem oderwał kępkę mchu z drzewa. Korzenie i ziemia pozostały na korze, a w łapie wojownika znalazł się czysty, zgrabny kawałek mchu. — Teraz ty spróbuj.

Błękitna Łapa naśladowała go, wyginając łapę i rozczapierzając pazury tak mocno, że aż zabolały. Kawałek mchu, który oderwała był mniejszy i mniej równy niż ten Kamiennej Skóry, ale udało jej się pozostawić korzenie i ziemię nietkniętą.

— Bardzo dobrze! — zamruczał Kamienna Skóra. — Ćwicz dalej.

Siedział i patrzył, jak Błękitna Łapa kawałek po kawałeczku odrywa mech i upuszcza go na rosnącą stertę. Nie minęło dużo czasu, a złapała rytm i zauważyła, że odrywane kępki są coraz grubsze i porządniejsze. Przerwała i spojrzała na Kamienną Skórę, licząc na jego aprobatę. Ku swojej radości zauważyła, że jego oczy błyszczą.

— Masz do tego wrodzony talent — powiedział. — I może tego nie wiesz, ale ćwiczysz właśnie wartościowe umiejętności bitewne i łowieckie.

Błękitna Łapa zamrugała.

— Jak to?

— Z każdym oderwanym kawałkiem mchu, coraz lepiej kontrolujesz swoje ruchy — wyjaśnił Kamienna Skóra. — Gdy już uda ci się dojść do perfekcji, będziesz w stanie skaleczyć pysk wroga machnięciem łapy i zabić zwierzynę szybko i czysto.

Błękitna Łapa zamruczała, nagle zadowolona z kupki mchu, którą zebrała.

— A teraz — ciągnął dalej Kamienna Skóra — musimy przetransportować to do domu.

Błękitna Łapa natychmiast schyliła się, by złapać kępkę w zęby.

— Jeśli będziemy nosili mech w ten sposób, trzeba będzie zrobić kilka tur — ostrzegł ją Kamienna Skóra. Błękitnej Łapie udało się podnieść zaledwie kilka niewielkich kępek z wierzchołka sterty.

— Zgnieć go w ten sposób. — Wprawnym ruchem Kamienna Skóra zebrał mech łapami, wyciskając z niego wilgoć. — Teraz zrób zawiniątko i przytrzymaj je brodą. — Schwycił ogromny pęk pod brodę i mówił dalej. — Dzięki temu będziesz mogła wziąć w zęby kolejną porcję.

Błękitna Łapa powstrzymała pomruk rozbawienia. Kamienna Skóra wyglądał tak zabawnie z brodą przyciśniętą do piersi i mchem wystającym po obu stronach.

— Nie ma w tym nic zabawnego! — miauknął poważnie. — Wiem, że wygląda to dziwnie, ale chyba nie wolałabyś wspinać się po zboczu dwa razy?

Błękitna Łapa potrząsnęła głową.

— Tak też myślałem. — Kamienna Skóra machnął ogonem. — Wyobraź sobie, że to zwierzyna, którą niesiemy do domu dla głodnego klanu. Im więcej będziemy w stanie unieść, tym szybciej nakarmimy klan.

Błękitna Łapa przestąpiła z łapy na łapę. Nie myślała o tym w ten sposób. Zaczęła zbierać łapami stertę mchu, zwijając ją w kulkę, tak jak zrobił to wcześniej Kamienna Skóra, a potem schyliła się, by chwycić ją pod brodę. Przytrzymanie jej nieruchomo było trudniejsze, niż jej się wydawało, zwłaszcza kiedy podniosła drugie zawiniątko zębami. Upuściła każdą z kulek dwa razy, zanim dotarli do krawędzi wąwozu. Za każdym razem Kamienna Skóra czekał cierpliwie, gdy ona podnosiła zawiniątka. Nie udzielał jej żadnych rad, po prostu patrzył i kiwał głową, kiedy udawało jej się znowu je uchwycić.

Na szczycie skalistego zbocza Błękitna Łapa zawęszyła w powietrzu, szukając zapachu Śnieżnej Łapy. Nie chciała, by jej siostra była świadkiem jej dziwnego powrotu z pochyloną głową i futrem na piersi ociekającym wodą wyciśniętą z mchu.

Gramolenie się w dół wąwozu było jeszcze mniej godne; nie widziała swoich łap i musiała wymacywać każdą skalną półkę. Ku jej uldze, Kamienna Skóra szedł kilka kroków z przodu i podtrzymywał ją za każdym razem, gdy się poślizgnęła, dopóki nie dotarli na sam dół. Nawet tunel w ostrokrzewie stwarzał problem. Połowa kulki spod brody zaczepiła się o kłujące ściany i wyskoczyła z uchwytu.

— Mysie łajno! — zaklęła Błękitna Łapa, wiercąc się dokoła, by odzyskać mech i zanieść go na polanę.

Muszę być pierwszym kotem, który wchodzi do obozu tyłem! Skóra paliła ją z zażenowania, gdy pełzła przez tunel ogonem do przodu, ciągnąc za sobą mech.

Obok przeszła Lamparcia Łapa.

— Zajęta? — Uczennica o kruczoczarnym pysku spojrzała w dół na Błękitną Łapę.

Błękitna Łapa upuściła swój mech i spojrzała Lamparciej Łapie w oczy.

— Uczyłam się, jak prawidłowo używać pazurów i jak nieść dwa kawałki zwierzyny jednocześnie.

— Innymi słowy, zbierałaś mech — pokręciła nosem Lamparcia Łapa.

Błękitna Łapa smagnęła poirytowana ogonem, gdy Lamparcia Łapa oddaliła się w kierunku sterty zwierzyny. Wtem zauważyła Kamienną Skórę obserwującego ją ze zwalonego drzewa; mech leżał u jego łap, a oczy błyszczały mu z rozbawienia. Warcząc pod nosem, Błękitna Łapa ponownie zebrała swój mech i ruszyła ciężko przez polanę, by dołączyć do mentora.

— Czy kodeks wojownika zezwala wsadzić oset w legowisko współlokatora? — zapytała, wypluwając zawiniątko.

Kamienna Skóra potrząsnął głową, a jego wąsy zadrżały.

— Nie wydaje mi się, ale nie jesteś pierwszą, która miałaby na to ochotę. — Zebrał swój mech i przepchnął się przez gałęzie zwalonego drzewa.

Błękitna Łapa podążyła za nim wzdychając.

— Dobrze, że jesteście — miauknęła Skowronia Pieśń, gdy weszli do legowiska starszyzny. — Chyba nie zniosłabym kolejnej nocy na samych paprociach. Jest za zimno!

Mamrocząca Stopa, który opierał głowę na przednich łapach, podniósł brodę i wbił wzrok w Błękitną Łapę.

— Jak to jest być w końcu uczennicą?

— Wspaniale! — skłamała. A przynajmniej byłoby tak, gdybym polowała zamiast zbierać wyściółkę. Odegnała jednak tę myśl. To także jest ważne — przypomniała sobie, wciąż nie do końca przekonana.

Kamienna Skóra już grzebał w legowisku Chwastowego Wąsa, wydłubując zatęchłe, cuchnące strzępki paproci. Błękitna Łapa pospieszyła, by mu pomóc, a Chwastowy Wąs usiadł obok; oczy miał na wpół zamknięte, jak gdyby drzemał.

— Podaj mi mech — miauknął Kamienna Skóra, gdy już usunęli większość podściółki.

Błękitna Łapa podniosła kulkę i upuściła ją na posłanie Chwastowego Wąsa. Kamienna Skóra fachowo rozerwał ją pazurami i zaczął wtykać mech pomiędzy pozostałe łodygi paproci, dopóki posłanie nie było głęboko wyłożone, miękkie i zielone.

— Jutro przyniesiemy świeżą paproć, żeby wzmocnić boki — obiecał Chwastowemu Wąsowi.

— Dobrze — ziewnął Chwastowy Wąs. — Kości mnie bolą w taką pogodę.

Nawet nie podziękował! Błękitna Łapa sprawnie odłożyła pozostały mech na bok, ale trzymała język za zębami.

Gdy zaczęli zajmować się legowiskiem Skowroniej Pieśni, Chwastowy Wąs wspiął się na swoje posłanie.

— Tu jest cierń! — narzekał.

— Niech no popatrzę. — Kamienna Skóra natychmiast zaoferował swoją pomoc.

Chwastowy Wąs odchylił się sztywno, by zrobić mu miejsce, a Kamienna Skóra przeszukał jego posłanie i znalazł twardy kawałek mchu.

— To tylko okruch korzenia — miauknął, rzucając go na stertę starej podściółki.

Chwastowy Wąs potrząsnął głową.

— Na tym polega kłopot z nowymi uczniami — westchnął. — Zostawiają w mchu wszystkie patyki i kamienie.

Wspiął się z powrotem do legowiska i zwinął się w kłębek.

— Nie mogliście przynieść mi suchszego? Ten jest nieco wilgotny.

— Wyschnie teraz, skoro został oderwany od drzewa — obiecał Kamienna Skóra.

Błękitna Łapa starała się trzymać ogon nieruchomo, mimo że nie mogła opanować jego drżenia. Co za niewdzięcznik! Łapy wciąż miała obolałe od zbierania mchu, a Chwastowy Wąs umiał tylko wszystko krytykować. Ale Kamienna Skóra nie wykazywał żadnych oznak zdenerwowania. Podszedł do legowiska Skowroniej Pieśni i kontynuował pracę.

Zesztywniała ze złości Błękitna Łapa przykucnęła obok, by mu pomóc. Gdy już uporządkowali wszystkie trzy legowiska, wynieśli stare podściółki i wyrzucili je na śmietnik, była potwornie zmęczona. Słońce pory spadających liści zaczynało zachodzić za wierzchołkami drzew.

— Zasłużyłaś na posiłek — powiedział jej Kamienna Skóra. — Weź sobie coś ze sterty zwierzyny i idź zjeść ze swoimi współlokatorami. — Skinął w kierunku Lamparciej Łapy i Łaciatej Łapy, którzy właśnie posilali się przy pniu drzewa. — Ciężko dziś pracowałaś.

Jego pochwała podniosła ją na duchu. Skłoniła przed nim głowę, poczłapała do sterty zwierzyny i podniosła mysz. Gdy usiadła obok Łaciatej Łapy, wbiła lodowate spojrzenie w Lamparcią Łapę. Niezła z niej współlokatorka, nie ma co, jeśli mogła tak szydzić z Błękitnej Łapy.

Czarna kotka jadła drozda. Na chwilę przerwała.

 

— Założę się, że nawet ci nie podziękowali.

Błękitna Łapa spojrzała na nią.

— Chodzi ci o starszych?

— Każdy kot wie, że narzekają na wszystko — miauknęła Lamparcia Łapa. — Rozumiem, że mają do tego prawo, ale to nie pomaga, gdy musisz zmieniać ich cuchnącą podściółkę.

Łaciata Łapa przetarł pysk łapą.

— Kędzierzawa Skóra mówi, że zrzędzą, bo nie mogą już sami tego robić.

— Mają szczęście, że nie muszą już tego robić! — skomentowała Lamparcia Łapa. — Masz. — Podrzuciła kawałek drozda Błękitnej Łapie. — Tą myszą się nie najesz, jeśli cały dzień czyściłaś legowiska.

Po raz pierwszy Błękitna Łapa poczuła się jak prawdziwy uczeń. Zamruczała.

— Dzięki, Lamparcia Łapo.

— Współlokatorzy się ze sobą dzielą — odparła czarna kotka.

Błękitna Łapa z radością wzięła kęs drozda. Smak lasu zatańczył na jej języku i prawie nie słyszała kroków zmierzających w jej stronę.

— Jutro zabiorę cię na polowanie.

Zaskoczona Błękitna Łapa spojrzała w górę i zauważyła stojącego nad nią Kamienną Skórę. Przełknęła.

— Naprawdę?

— Wyruszymy o wysokim słońcu. Zobaczymy, czy będziesz umiała wykorzystać na prawdziwej zwierzynie nabyte dzisiaj umiejętności.

Błękitna Łapa wgapiała się w Kamienną Skórę, gdy ten odchodził, by dołączyć do Żmijowego Kła i Brunatnej Cętki przy kępie pokrzyw. Ze szczęścia kręciło jej się w głowie. Nie mogła doczekać się na powrót Śnieżnej Łapy, żeby powiedzieć jej, ile się nauczyła. Być uczennicą Klanu Pioruna to najlepsze uczucie na świecie!