Wojownicy. Przepowiednia Błękitnej Gwiazdy. SuperedycjaTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Superedycja #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

— Jestem Kamienna Skóra — miauknął szary kocur. — Szukacie Burzowego Ogona?

Śnieżynka z przejęciem spojrzała w górę.

— Czy on tu jest?

— Poszedł na polowanie.

— Tak właściwie to go nie szukałyśmy — oznajmiła wojownikowi Błękitka, mimo że miała ochotę zobaczyć swojego ojca, skoro już otworzyła oczy. — Ukrywałyśmy się przed Łatkiem i Lampartką.

— Bawiliście się w chowanego? — westchnął Kamienna Skóra.

— Nie — poprawiła go Błękitka. — Próbowali nas oprowadzić po obozie, ale my chciałyśmy zwiedzić go same.

Kamienna Skóra machnął ogonem.

— Dobry wojownik uczy się od członków swojego klanu.

— M-myślałyśmy, że w ten sposób będziemy miały z tego więcej frajdy — wypaliła Śnieżynka.

Futro wojownika zjeżyło się.

— Ja nie mam żadnej frajdy, gdy z zasłużonego snu budzi mnie dziki pęd kociaków.

— Przepraszamy — usprawiedliwiała się Śnieżynka. — Nie zdawałyśmy sobie sprawy.

— Oto, co się dzieje, gdy kociaki są zostawione same sobie — prychnął Kamienna Skóra i zwrócił wzrok w stronę sterty zwierzyny. — Teraz, skoro mnie już obudziłyście, mogę równie dobrze coś zjeść.

Z machnięciem ogona przeszedł przez polanę, pozostawiając kotki same.

Śnieżynka odwróciła się do Błękitki.

— Musiałaś wybierać legowisko wojowników, żeby się schować? — miauknęła poirytowana.

— Skąd miałam wiedzieć? — odgryzła się Błękitka.

— Wiedziałybyśmy, gdybyśmy zostały z Łatkiem!

Błękitka zastrzygła uszami. Teraz wiedziały, gdzie znajdują się legowiska uczniów i wojowników. Przecież chciały zwiedzić obóz. Spojrzała przez polanę, czekając aż jej wzrok się wyostrzy. Nie próbowała dotąd patrzeć tak daleko. Gdy skała po przeciwległej stronie polany stała się już dobrze widoczna, zauważyła zrytą ziemię u jej podnóża. Ślady łap zmierzały w cień i znikały w miejscu osłoniętym z jednej strony przez zwisające porosty. Dokąd one prowadzą?

Zapominając, że jest zła na Śnieżynkę, miauknęła:

— Za mną! — Pobiegła w stronę porostów, a potem wyciągnęła łapkę i szturchnęła je. Rośliny zakołysały się i ustąpiły pod jej dotykiem. Jej łapka przeniknęła przez zarośla w pustą przestrzeń.

— Tu jest przejście! — Podekscytowana Błękitka przepchnęła się przez otwór i znalazła się w zacisznym schronieniu. Jego podłogi i ściany były gładkie i choć nie było w nim żadnego kota, znajdowało się tam posłanie z mchu.

— To legowisko — syknęła do Śnieżynki przez zasłonę porostów.

— To legowisko Sosnowej Gwiazdy — odpowiedział głos nie należący do jej siostry.

Błękitka zamarła na chwilę, a potem ostrożnie wycofała się z jaskini. Czyżby znów wpadła w kłopoty?

Obok Śnieżynki siedział bladosrebrny kocur o bursztynowych oczach.

— Cześć, Błękitko.

Błękitka przechyliła głowę.

— Skąd wiesz, jak się nazywam? — zapytała.

— Byłem przy twoich narodzinach — powiedział jej kocur. — Nazywam się Pierzasty Wąs, jestem uczniem medyka. — Skinął w stronę legowiska Sosnowej Gwiazdy. — Nie powinnaś tam wchodzić bez zaproszenia. — Jego miauknięcie było łagodne, lecz stanowcze.

— Nie wiedziałam, że to jego legowisko. Po prostu zastanawiałam się, co jest za porostami. — Błękitka spojrzała na swoje łapy. — Masz zamiar powiedzieć o tym Sosnowej Gwieździe?

— Tak.

Serce Błękitki zamarło.

— Będzie lepiej, jeśli mu powiem. I tak wyczuje twój zapach — wyjaśnił Pierzasty Wąs.

Błękitka spojrzała na niego wzrokiem pełnym obawy. Czy teraz Sosnowa Gwiazda zabroni jej zostać wojowniczką?

— Nie martw się — pocieszył ją Pierzasty Wąs. — Nie będzie zły. Prawdopodobnie twoja ciekawość zrobi na nim wrażenie.

— Czy w takim razie ja też mogę tam wejść? — miauknęła Śnieżynka.

Pierzasty Wąs zamruczał.

— Zapach jednego kociaka będzie oznaczał ciekawość — powiedział jej. — Zapach dwóch kociąt będzie oznaczał wścibstwo.

Ogonek Śnieżynki opadł.

— Jestem pewien, że będziesz jeszcze miała okazję zobaczyć, jak jest w środku — obiecał Pierzasty Wąs. — Może zabiorę was teraz do starszyzny, co? Lubią poznawać nowe kociaki.

Znowu miały być oprowadzane! Błękitka poczuła ukłucie rozdrażnienia, ale szybko przypomniała sobie słowa Kamiennej Skóry: „Dobry wojownik uczy się od członków swojego klanu”.

Pierzasty Wąs poprowadził je do zwalonego drzewa i przecisnął się pod wzniesioną gałęzią. Błękitka potruchtała za nim ze Śnieżynką depczącą jej po piętach.

Trawa, paprocie i mech wyrastały z każdego zagłębienia w gnijącej korze pnia, zieleniąc się świeżością nowych liści. Błękitka podążała za Pierzastym Wąsem, który kluczył w labiryncie splątanych gałęzi, aż dotarł do otwartej przestrzeni.

Leżał tam parchaty brązowy kocur, opierając grzbiet o zwalony pień, a szylkretowa kocica obmywała mu uszy językiem. Drugi kocur, o rudym futrze poznaczonym białymi cętkami, zjadał mysz w drugim końcu legowiska.

Szylkretowa kocica podniosła wzrok, gdy Pierzasty Wąs wszedł do środka.

— Przyniosłeś żółć myszy? — Spojrzała na niego z nadzieją. — Mamrocząca Stopa ma znowu kleszcza.

— Upiera się, żeby codziennie polować — skomentował rudy kocur. — Jak ma nie mieć kleszczy?

— Dzień, w którym przestanę polować, Chwastowy Wąsie, będzie dniem, w którym będziecie mogli odprawić nade mną czuwanie — miauknął Mamrocząca Stopa.

Chwastowy Wąs odgryzł kolejny kęs myszy.

— Ja też nigdy nie przestanę polować — wymamrotał z pełnym pyskiem. — Nie mamy tylu uczniów, żeby nas wszystkich wykarmili.

— Łatek i Lampartka już niedługo zaczną szkolenie — przypomniał im Pierzasty Wąs. — I mamy kolejną parę chętnych, żeby zostać uczniami. — Odsunął się, ukazując im Błękitkę i Śnieżynkę.

Chwastowy Wąs spojrzał znad swojej myszy. Mamrocząca Stopa usiadł, strzygąc uszami.

— Kocięta! — Oczy szylkretowej kotki pojaśniały; pospieszyła do przodu i polizała Błękitkę po policzku. Błękitka uchyliła się, pocierając łapą mokry pyszczek i stłumiła w sobie pomruk, gdy Śnieżynka została powitana w ten sam sposób.

— Są pierwszy raz poza żłobkiem, Skowronia Pieśni — wyjaśnił Pierzasty Wąs. — Złapałem je, gdy próbowały zrobić sobie posłanie w legowisku Sosnowej Gwiazdy.

— Wcale nie… — zaczęła protestować Błękitka.

— Nie przejmujcie się Pierzastym Wąsem — przerwała Skowronia Pieśń. — Dokucza wszystkim kotom. To jeden z przywilejów medyka.

— Ucznia medyka — poprawił ją Pierzasty Wąs.

— Ha! — Mamrocząca Stopa owinął łapy ogonem. — Co oznacza, że ty wykonujesz wszystkie obowiązki Gęsiego Pióra, gdy ten stary leniwy borsuk udaje, że szuka ziół.

— Cisza! — Skowronia Pieśń spojrzała stanowczo na swojego współlokatora. — Gęsie Pióro robi, co może.

Mamrocząca Stopa parsknął.

— Niby jakie ziele zbierał tego ranka? — zapytał Pierzastego Wąsa.

Uczeń medyka zastrzygł uszami.

— Żywokost.

— A ja widziałem, jak leżał na słońcu pod Sowim Drzewem i spał w najlepsze. Jego chrapanie odstraszało zwierzynę. — Machnął ogonem w stronę zdobyczy, którą pochłaniał właśnie Chwastowy Wąs. — Upolowanie czegoś zajęło mi wieki.

— Gęsie Pióro wiele mnie nauczył — powiedział Pierzasty Wąs w obronie swojego mentora. — I nie ma w lesie ziela, którego nie umiałby użyć.

— Jeśli zadałby sobie trud, żeby je pozbierać — mruknął Mamrocząca Stopa.

Pierzasty Wąs spojrzał na Błękitkę i Śnieżynkę.

— Nie słuchajcie go — miauknął. — Gęsie Pióro i Mamrocząca Stopa nigdy się nie dogadywali.

— A ty nie powinieneś mówić takich rzeczy, Mamrocząca Stopo — zbeształa go Skowronia Pieśń. — Dobrze wiesz, że Gęsie Pióro jest ich krewnym.

— Tak? — Błękitka zamrugała do szylkretowej kocicy.

— Urodził się w tym samym miocie, co wasza matka — wyjaśniła Skowronia Pieśń. Przyciągnęła ogonem Błękitkę i Śnieżynkę bliżej siebie. — Chodźcie i opowiedzcie nam coś o sobie.

— Nazywam się Błękitka, a to moja siostra, Śnieżynka. Naszą matką jest Księżycowy Kwiat, a ojcem Burzowy Ogon — zaszczebiotała Błękitka. — A dziś jest pierwszy dzień, kiedy wyszłyśmy ze żłobka!

Chwastowy Wąs oblizał wargi, gdy połknął ostatni kęs myszy.

— Witajcie w klanie, maluchy. Jestem pewien, że niebawem wpakujecie się w jakieś tarapaty. Kociaki po prostu nie potrafią usiedzieć w miejscu.

Błękitka nadstawiła uszu.

— Czy Lampartka i Łatek też miewali kłopoty?

Skowronia Pieśń zamruczała.

— Nie znam kociaka, który by ich nie miewał.

Błękitka westchnęła z ulgą. Nie chciała być jedynym kociakiem, któremu coś poszło nie tak. Jak ta wiewiórka, która spadła mi na głowę — pomyślała.

— Najwyższy czas, by Sosnowa Gwiazda mianował tę dwójkę uczniami — wychrypiał Mamrocząca Stopa. — Mają zbyt wiele wolnego czasu. Za każdym razem, gdy idę do sterty zwierzyny, potykam się o któreś z nich. Cały czas rozrabiają, bawiąc się w jakąś głupią grę.

— Zapytam Prędką Bryzę, czy mogę ich jutro zabrać na zbieranie ziół do lasu — zasugerował Pierzasty Wąs. — To powinno ich zająć na jakiś czas.

Oczy Błękitki rozszerzyły się.

— Do lasu? — powtórzyła.

Pierzasty Wąs pokiwał głową.

— Nie oddalimy się za bardzo od obozu.

To musi być to miejsce, w które Pstrokata Łapa zabierała Łatka i Lampartkę. Błękitka zastanawiała się, jak wiele jeszcze znajduje się za polaną i legowiskami.

Stojąca obok niej Śnieżynka ziewnęła.

— Lepiej odprowadź je już do matki — poleciła Skowronia Pieśń. — Śnieżynka wygląda, jakby miała zasnąć na stojąco.

Błękitka odwróciła się i zobaczyła, że jej siostrze opadają powieki. Nagle zdała sobie sprawę, że bolą ją nogi, a w jej brzuszku burczy. Ale nie chciała stąd odchodzić; chciała dowiedzieć się więcej. Jak wygląda kleszcz Mamroczącej Stopy? Gdzie się teraz podziewa Gęsie Pióro?

 

— Chodźcie. — Pierzasty Wąs zaczął wyprowadzać je z legowiska starszyzny.

— Jak możemy nauczyć się czegokolwiek w żłobku? — zaoponowała Błękitka.

— Nauczysz się o wiele więcej, gdy będziesz wypoczęta — miauknęła Skowronia Pieśń.

— Wróćcie do nas niebawem! — zawołał Chwastowy Wąs.

Błękitka potykała się, gdy szli przez polanę. Mimo że w jej głowie piętrzyły się pytania, łapki miała niepewne ze zmęczenia. Poczuła ulgę, gdy Pierzasty Wąs popchnął ją w stronę żłobka.

— Co widziałaś, maluszku? — zapytała Księżycowy Kwiat, gdy Błękitka przytuliła się do niej i Śnieżynki.

— Wszystko — ziewnęła Błękitka.

Księżycowy Kwiat zamruczała.

— Nie wszystko, moja droga. — Błękitka zamknęła oczy, a jej matka mówiła dalej miękkim głosem. — Przed wami jeszcze cały las do odkrycia. A nawet on jest tylko częścią terytorium klanów. Są też ziemie poza jego granicami — Usta Matki, Wysokie Skały, i miejsca położone jeszcze dalej.

— Jak daleko rozciąga się świat? — wymamrotała sennie Śnieżynka.

— To wie już tylko Klan Gwiazdy — odparła Księżycowy Kwiat.

Błękitka wyobrażała sobie drzewa, paprocie, pokrzywy i ostrokrzew ciągnące się daleko poza obóz, w nieskończoność nocy.

— Ale moje łapy nie są dość długie, żeby iść tak daleko — zaprotestowała. Jej wyobrażenia przemieniały się już w sny, gdy głos jej matki mówił dalej:

— Urosną, moja słodka, pewnego dnia będą tak silne, że zaprowadzą cię w każdy zakamarek świata.

Rozdział 2


Błękitka obserwowała machający zachęcająco ogonek Śnieżynki. Zwalczyła w sobie pokusę, by skoczyć i przygwoździć go do ziemi. Nie chciała ryzykować, że pobrudzi sobie futerko.

— I pamiętaj — powiedziała Księżycowy Kwiat, ponownie myjąc Błękitce uszy — siedź prosto i bądź miła.

Błękitka przewróciła oczami.

Całą trójką czekały na skraju polany.

— Burzowy Ogon zobaczy cię pierwszy raz, odkąd otworzyłaś oczy — przypomniała im zbytecznie Księżycowy Kwiat. Żołądek Błękitki był ściśnięty z podekscytowania przez cały ranek. Chciała, by jej ojciec zobaczył, że nie jest już malutkim, kwilącym kociakiem.

Księżycowy Kwiat spojrzała na ścianę ostrokrzewu.

— Obiecał, że wróci z polowania przed wysokim słońcem.

Błękitka mocno przyciskała łapy na ziemi. Trudno było usiedzieć bez ruchu, gdy w obozie tyle się działo, gdy wokół było tyle nowych zapachów i widoków.

Mamrocząca Stopa i Skowronia Pieśń wyszli z legowiska starszyzny. Pierzasty Wąs właśnie podchodził do nich z kulką mchu w zębach. Błękitka odgadła, że zawiniątko musi zawierać coś cuchnącego, bo Pierzasty Wąs marszczył nos, jak gdyby niósł lisie odchody. Za kępką pokrzyw wielki kocur o futrze płomiennym jak słońce dzielił się zdobyczą z trójką wojowników.

— Czy to Słoneczny Zmierzch? — zapytała Błękitka.

— Tak. — Księżycowy Kwiat zaczęła myć Śnieżynkę. — A ci obok to Rudzikowe Skrzydło, Brunatna Cętka i Kędzierzawa Skóra — miauknęła pomiędzy liźnięciami. — Ach, i Drozdowa Skóra dopiero co wyszedł z legowiska wojowników.

Śnieżynka wierciła się niespokojnie pod językiem matki, skarżąc się Błękitce:

— Ciebie też tak mocno wylizywała?

Ale Błękitka jej nie słyszała; była zbyt pochłonięta wpatrywaniem się w wojowników. Chciała zapamiętać brązowe futro Rudzikowego Skrzydła, by móc ją odróżnić od innych w walce. Brunatna Cętka byłby trudny do rozpoznania, zdecydowała, przez jego jasnoszare pręgowane futro. Ale jego uszy miały pędzelki na końcach — to na pewno zapamięta. Kędzierzawą Skórę zawsze będzie łatwo rozpoznać; jego czarne futro sterczało jak kolce jeża. Drozdowa Skóra był piaskowoszary, zupełnie jak kamyki, którymi bawiła się ze Śnieżynką w żłobku. Miał jasnozielone oczy, a na piersi białą łatę, która wyglądała jak puchata chmura. Był zdecydowanie mniejszy od pozostałych.

— Czy Drozdowa Skóra nie urósł tak jak należy? — miauknęła Błękitka do swojej matki.

Księżycowy Kwiat zamruczała.

— Nie, maluchu. Po prostu jest najmłodszym z wojowników. Otrzymał swoje imię zaledwie ćwierć księżyca temu. Urośnie jeszcze, zobaczysz.

Ściana ostrokrzewu zaszeleściła i Błękitka rozejrzała się. Czyżby to był Burzowy Ogon? Jednak z rozczarowaniem ujrzała Kamienną Skórę, który pojawił się w obozie z ptakiem w szczękach. Poruszyła niespokojnie łapkami, mając nadzieję, że jej nie zauważy. Nie była pewna, czy wybaczył jej wtargnięcie do legowiska wojowników.

— Sprytny ruch! — zawołała Pstrokata Łapa po drugiej stronie polany. Przetoczyła się z dala od Białej Łapy i skoczyła na nogi. Dwie kotki ćwiczyły walkę przy pniu drzewa.

Biała Łapa otrząsnęła futro.

— To nie spryt, tylko czysta umiejętność! — Spojrzała poirytowana na swoją współlokatorkę, jej zamglone oko zalśniło w blasku słońca. Błękitka wiedziała, że Biała Łapa nie widzi na to oko, ale ma tak dobry słuch, że nikt nie zdoła się do niej podkraść. Błękitka i Śnieżynka próbowały to zrobić już parokrotnie.

— Po prostu miałaś szczęście! — odparowała Pstrokata Łapa. — Łatek zrobiłby to lepiej!

Gdzie jest Łatek?

Błękitka lustrowała wzrokiem polanę. Tam! Lampartka i Łatek kucali na zewnątrz legowiska wojowników, patrząc na siebie nawzajem, jak gdyby coś planowali. Co oni knują?

— Już jestem czysta!

Uwagę Błękitki znów przyciągnęła jej siostra Śnieżynka, która uchylała się przed językiem matki.

Księżycowy Kwiat usiadła.

— Wyglądasz cudownie.

Śnieżynka prychnęła i zmierzwiła łapką mokre futerko koło uszu. Błękitka wypięła dumnie pierś i równiutko ułożyła łapy przed sobą. Niech Burzowy Ogon będzie ze mnie dumny! — pomyślała. Księżycowy Kwiat stale powtarzała im, jak wspaniałym wojownikiem jest ich ojciec, jaki jest dzielny i dobry w walce i że należy do najlepszych łowców w Klanie Pioruna. Mam nadzieję, że jak dorosnę, będę taka jak on.

— Dlaczego Burzowy Ogon nie mógł przyjść do żłobka, żeby nas odwiedzić? — jęczała Śnieżynka. — Żmijowy Kieł ciągle odwiedza Łatka i Lampartkę. Ostatnio przyniósł im mysz.

— Wasz ojciec przyszedł was odwiedzić, jak tylko się urodziłyście. — Księżycowy Kwiat złapała machający ogon Śnieżynki i owinęła go starannie wokół jej łapek. — Jest bardzo ważnym wojownikiem. Nie ma czasu, żeby przynosić wam łakocie. — Cofnęła się i spojrzała raz jeszcze na swoje kocięta. — Poza tym, jesteście jeszcze za małe, żeby jeść myszy.

Błękitka zmrużyła oczy i spojrzała na słońce. Znajdowało się prawie dokładnie nad jej głową. Burzowy Ogon wkrótce tu będzie. Odwróciła się, by spojrzeć na ścianę ostrokrzewu. Wiedziała, że patrol łowiecki przejdzie przez dziurę pośrodku ogrodzenia. Łatek opowiadał jej o życiu klanu — o patrolach łowieckich i patrolach granicznych. Wyjaśnił, że wojownik poluje najpierw dla klanu, a dopiero potem dla siebie.

Błękitka była zdeterminowana zawsze dbać o to, by jej klan był odpowiednio nakarmiony, nawet gdyby sama miała się zagłodzić.

Księżycowy Kwiat zesztywniała, jej nos zadrżał.

— On tu jest!

— Gdzie? — Śnieżynka skoczyła i obróciła się, obsypując kurzem Błękitkę.

— Siadaj! — zakomenderowała Księżycowy Kwiat.

Gdy Śnieżynka szybko usiadła i ponownie owinęła ogonem łapki, Błękitka zauważyła, że ściana ostrokrzewu drży. Przez wejście wkroczył ciemnobrązowy pręgowany kot z drozdem w szczękach, a za nim jasna pręgowana kotka.

— Kto to? — Dwie nornice zwisające z pyska pręgowanej kotki zrobiły na Błękitce wielkie wrażenie.

— Ten kocur to Wróbla Skóra, a kotka to Nakrapiany Ogon. — Księżycowy Kwiat nadstawiła uszu. — A to on!

Za Nakrapianym Ogonem pojawił się pokaźny szary kocur. Jego barki otarły się o ostrokrzew i zakołysały kolcami. Głowę miał wysoko uniesioną, a jego niebieskie oczy błyszczały jak gwiazdy. W zębach trzymał największą wiewiórkę, jaką Błękitka kiedykolwiek widziała.

— Popatrz, co nam przyniósł do zabawy! — wydyszała Śnieżynka.

— To nie dla nas, głuptasie! — wyszeptała Błękitka, przypominając sobie słowa Łatka. — To dla całego klanu.

— I będziemy to jeść, a nie bawić się tym — dodała stanowczo Księżycowy Kwiat.

Rozczarowana Śnieżynka patrzyła, jak jej ojciec podąża za resztą patrolu do sterty zdobyczy i kładzie wiewiórkę obok pozostałej zwierzyny. Potem obrócił się i rozejrzał po obozie.

— Siedźcie prosto! — syknęła Księżycowy Kwiat.

Błękitka pomyślała, że jeśli wyprostuje się jeszcze bardziej, to przewróci się na grzbiet, ale trzymała się tak sztywno, jak tylko potrafiła, dopóki nie spoczęło na nich w końcu spojrzenie Burzowego Ogona.

Z gardła jej matki dobiegł głośny pomruk.

— Burzowy Ogonie! — Księżycowy Kwiat przywołała go ogonem w stronę Śnieżynki i Błękitki. — Chodź, poznasz swoje kociaki.

Burzowy Ogon podszedł w ich kierunku i zatrzymał się.

— Wyglądają zdecydowanie lepiej z otwartymi oczami — skomentował. Jego miauczenie dudniło tak głęboko, że brzmiało niemal jak warknięcie.

— Widzisz? — zasugerowała Księżycowy Kwiat. — Obie mają niebieskie oczy, tak jak ty.

Tak! Błękitka otworzyła oczy szerzej, tak by jej ojciec mógł je podziwiać, ale on ledwo raczył na nią spojrzeć i zaraz odwrócił się z powrotem do Księżycowego Kwiatu.

— Wyglądają na dobry materiał na wojowników.

— Oczywiście, że tak — zamruczała Księżycowy Kwiat. — W końcu to twoje kocięta.

Błękitka wystąpiła do przodu.

— Czy trudno było złapać tę wiewiórkę? — Chciała, by Burzowy Ogon znów na nią spojrzał. Może zauważyłby, że jej futro jest bardzo podobne do jego.

Spojrzał na nią i zamrugał.

— Grube wiewiórki łatwo złapać.

— Nauczysz nas, jak je łapać? — zapytała Śnieżynka, ogonem wzbijając za sobą kurz.

— Wasi mentorzy was nauczą — odparł Burzowy Ogon. — Mam nadzieję, że Sosnowa Gwiazda wybierze wam odpowiednich nauczycieli.

Kogo mógłby dla nas wybrać? Gdy wzrok Błękitki przeniósł się na legowisko wojowników, gałęzie zadrżały i wyłonił się spomiędzy nich Żmijowy Kieł. Miaucząc z zachwytu, Lampartka i Łatek rzucili się na niego. Lampartka przylgnęła do ogona ojca, a Łatek wylądował wprost na jego karku. Żmijowy Kieł zachwiał się i z przesadnym stęknięciem wyrażającym zaskoczenie runął dramatycznie na ziemię. Lampartka i Łatek piszcząc wskoczyli mu na brzuch, ale Żmijowy Kieł zrzucił ich z siebie z pomrukiem i pogonił za legowisko.

Burzowy Ogon zerknął w stronę zamieszania i zastrzygł uszami. Błękitka pomyślała, że może ojciec wyobraża sobie, jak będzie się bawił ze swoimi kociętami, gdy już je lepiej pozna.

— Sosnowa Gwiazda poprosił mnie, żebym podzielił z nim posiłek — zwrócił się Burzowy Ogon do Księżycowego Kwiatu.

Błękitka zamrugała.

— Teraz? — Czyżby już nas opuszczał? — pomyślała. — Czy możemy iść z tobą?

Burzowy Ogon rzucił jej krótkie spojrzenie, a Błękitka wzdrygnęła się, gdy ujrzała w jego oczach obawę i skrępowanie. Czy on nas nie lubi?

— Kociaki powinny trzymać się blisko żłobka — wymamrotał.

Błękitka poczuła ucisk w sercu, gdy odwrócił się, by odejść. Zatrzymał się jednak i obejrzał przez ramię. Czyżby zmienił zdanie?

— Kamienna Skóra powiedział mi, że obudziłyście go wczoraj — warknął. — Trzymajcie się z dala od legowiska wojowników. — Obrócił głowę i odszedł.

Błękitka odprowadzała go wzrokiem przepełnionym rozczarowaniem.

Księżycowy Kwiat przeciągnęła ogonem po zmierzwionym boku Błękitki.

— Burzowy Ogon tylko udzielił wam rady — miauknęła. — Żebyście wiedziały na przyszłość.

Błękitka wbiła spojrzenie w swoje łapy, żałując, że popełniła tak głupi błąd.

Śnieżynka skakała wokół matki.

— Oczywiście, że będziemy wiedziały na przyszłość. Czy on myśli, że jesteśmy mysimi móżdżkami? — Zatrzymała się i zamrugała. — Musi być naprawdę ważnym wojownikiem, skoro Sosnowa Gwiazda chce podzielić z nim posiłek.

— Tak właśnie jest. — Księżycowy Kwiat obserwowała, jak Burzowy Ogon podnosi wiewiórkę, którą upolował i niesie ją przywódcy Klanu Pioruna. Potem ciepłym wzrokiem spojrzała na Błękitkę. — Pewnie będzie miał więcej czasu później.

Błękitka uniosła brodę.

 

— Powiedział, że będziemy dobrymi wojownikami! — Skrycie pragnęła udowodnić, że miał rację, odepchnęła więc od siebie uczucie przygnębienia, które ją wypełniało.

— Księżycowy Kwiecie! — Powitalne miauknięcie zaskoczyło Błękitkę. Odwróciła się i ujrzała nakrapianego szarego kocura o jasnobłękitnych oczach wyłaniającego się z tunelu w paprociach. — Czyżby wielki wojownik spotkał się ze swoimi kociętami?

Księżycowy Kwiat zmrużyła oczy.

— Naturalnie.

Oczy Śnieżynki zabłysły.

— To ty jesteś Gęsie Pióro?

— Skąd wiesz?

— To legowisko medyków, prawda? — Śnieżynka wskazała nosem na paprociowy tunel. — Więc musisz nim być.

Kocur usiadł.

— Skąd wiesz, że tylko nie odwiedzałem Gęsiego Pióra? — Pokręcił nosem.

— Wtedy widzielibyśmy, jak wchodzisz do środka! — odparła Śnieżynka. — Siedzimy tu już całkiem długo.

— Naprawdę? — Gęsie Pióro spojrzał na Księżycowy Kwiat.

Księżycowy Kwiat machnęła ogonem.

Błękitka obwąchała medyka.

— Pachniesz jak Pierzasty Wąs. — Do futra medyka przywarł intensywny zapach dziwnych roślin wraz z wonią zatęchłego legowiska. — On mówi, że znasz nazwy wszystkich ziół w lesie.

— To prawda. — Gęsie Pióro zaczął myć sobie pysk.

Śnieżynka przepchnęła się obok Błękitki.

— Mamrocząca Stopa powiedział, że ty…

— Może nie przejmujmy się tym, co powiedział Mamrocząca Stopa — uciszyła córkę Księżycowy Kwiat.

Gęsie Pióro przestał się myć, a jego oczy zabłysły.

— Zawsze jestem ciekaw, co Mamrocząca Stopa ma o mnie do powiedzenia.

Błękitka oplotła ogonem siostrę, zakrywając jej pyszczek.

— Mówi, że chodzisz zbierać zioła prawie każdego dnia — miauknęła.

W gardle Gęsiego Pióra zabrzmiał pomruk.

— Mądra z ciebie kotka.

— Ja też jestem mądra! — podkreśliła Śnieżynka.

— Oczywiście! — Gęsie Pióro zastrzygł wąsami. — Jesteś kociakiem Księżycowego Kwiatu, a ona jest najmądrzejszym kotem, jakiego znam. — Jego spojrzenie powędrowało ukradkowo w stronę Burzowego Ogona. — Przynajmniej zazwyczaj.

Przetoczył się na grzbiet i zaczął ocierać futro o ciepłą, szorstką ziemię.

— Dobrze jest znów widzieć porę nowych liści.

Błękitka polubiła tego kocura. Był zabawny i przyjazny. Cieszyła się, że jest ich krewniakiem.

— Co jeszcze robisz? — zapytała skwapliwie Śnieżynka.

Gęsie Pióro usiadł i wygładził wąsy łapą.

— Poza tym, że dbam o zdrowie całego klanu?

Błękitka usłyszała westchnięcie matki. Czyżby Księżycowy Kwiat nie była dumna ze swojego krewnego?

— Interpretuję znaki od Klanu Gwiazdy — ciągnął dalej Gęsie Pióro.

Błękitka nadstawiła uszu.

— Jakie znaki?

Gęsie Pióro wzruszył ramionami.

— Na przykład chmury.

Błękitka zmrużyła oczy i spojrzała w górę. Po jasnym niebie widocznym między drzewami i przemykały gdzieniegdzie miękkie białe chmury.

Gęsie Pióro odchrząknął.

— Wystarczy, że na nie spojrzę, a wiem, że Klan Gwiazdy widzi kociaki mknące ku dorosłości.

Kot o pręgowanej sierści usianej cętkami, przechodzący obok, rzucił ukradkowe spojrzenie na medyka.

Gęsie Pióro skinął głową.

— Witaj, Żmijowy Kle.

— Kolejna przepowiednia? — miauknął łobuzersko Żmijowy Kieł.

Błękitka zamrugała. Czyżby wojownik nie wierzył w przepowiednie?

Śnieżynka ledwo mogła ustać w miejscu.

— Kociaki mknące ku dorosłości? Czy chodzi o nas?

— Możliwe — miauknął Gęsie Pióro.

Żmijowy Kieł parsknął na odchodnym.

Błękitka przekrzywiła głowę.

— Skąd wiesz, że wiadomość od Klanu Gwiazdy jest przeznaczona dla ciebie, a nie dla jakiegoś innego klanu?

— To przychodzi z doświadczeniem. — Gęsie Pióro zwrócił pysk w stronę tunelu w paprociach. — Chcecie zobaczyć legowisko medyka?

Błękitka skubała ziemię.

— Och, tak, proszę! — To było jedyne miejsce w obozie, którego jeszcze nie widziała.

— Księżycowy Kwiecie! — zawołał do karmicielki Sosnowa Gwiazda.

— Już idę! — Księżycowy Kwiat obejrzała się niepewnie na Gęsie Pióro. — Poradzisz sobie sam przez chwilę z tą dwójką?

Wcale nie potrzebujemy, żeby ktoś sobie z nami radził! — pomyślała oburzona Błękitka.

— Oczywiście — miauknął Gęsie Pióro.

Gdy Księżycowy Kwiat ruszyła, by dołączyć do Burzowego Ogona i Sosnowej Gwiazdy, Gęsie Pióro poprowadził Błękitkę i Śnieżynkę przez chłodny zielony tunel w paprociach na trawiastą polanę z małym bajorkiem przy jednej z krawędzi. Ostry zapach ziół wypełniał powietrze, a w trawie leżały tu i ówdzie porzucone kawałki liści, których Błękitka nie umiała rozpoznać. Paprocie otaczały polanę z każdej strony, poza miejscem, gdzie wznosiła się wysoka skała z pęknięciem pośrodku, nadającym się na legowisko dla kota.

Ze szczeliny między paprociami dobiegło ich chrapliwe miauknięcie.

— Małe Ucho dochodzi do siebie po ukąszeniu przez żmiję — wyjaśnił Gęsie Pióro, gdy podszedł do pacjenta skrytego między miękkimi zielonymi ścianami. — Na szczęście była to mała żmija, ale musi minąć jeszcze dzień albo dwa, zanim toksyny opuszczą jego ciało. — Zniknął za paprociami. — Zaraz wrócę.

— Chodź — wyszeptała Śnieżynka, strząsając kawałek liścia z łapy. — Zajrzyjmy do środka skały.

Błękitka zawahała się. Burzowy Ogon dopiero co jej powiedział, by nie wściubiała nosa tam, gdzie nie należy.

— W porządku — zachęcała ją Śnieżynka. — Gęsie Pióro zaprosił nas, żebyśmy obejrzały jego legowisko.

Błękitka spojrzała na poruszające się łodygi w miejscu, gdzie zniknął medyk.

— Wydaje mi się, że tak. — Potruchtała za Śnieżynką do ciemnej dziury w skale.

— Ja pójdę pierwsza. — Białe futro Śnieżynki pochłonęły cienie, gdy zniknęła w legowisku. Błękitka poszła za nią, mrugając w nagłej ciemności. Gryzące zapachy natychmiast wypełniły jej nos i pyszczek.

— Popatrz tylko na te zioła! — pisnęła Śnieżynka.

Błękitka otworzyła szeroko oczy, by przystosować wzrok do słabego światła wpadającego przez wejście, i ujrzała Śnieżynkę obwąchującą sterty liści i ziaren ułożonych wzdłuż ściany legowiska.

Śnieżynka schwyciła ciemnozielony liść.

— Ciekawe, do czego on służy?

Błękitka obwąchała go ostrożnie, marszcząc nos pod wpływem kwaśnego zapachu.

— Zakład, że tego nie zjesz — podjudzała ją Śnieżynka.

Błękitka cofnęła się o krok, mrugając.

— Boi-myszka!

— Nie jestem boi-myszką! — Wszystko, tylko nie to… — pomyślała. — Dobra, zjem to! — Schyliła się i wgryzła w liść.

Liść był włochaty i smakował tak gorzko, że zrobiło jej się niedobrze. Wypluła go i polizała sobie łapki, żeby pozbyć się jego smaku. — Ohyda!

Śnieżynka parsknęła śmiechem.

— Dobrze, mądralo! Twoja kolej. — Poirytowana Błękitka trąciła łapą stertę malutkich czarnych ziarenek i rozsypała je po podłodze legowiska. — Spróbuj ich.

— Dobra! — Śnieżynka pochyliła głowę, wzięła dwa ziarenka, połknęła je i oblizała pyszczek.

— Pyszne! — ogłosiła, a jej oczy zabłysły.

— Co wy wyprawiacie? — Krzyk Księżycowego Kwiatu sprawił, że obie podskoczyły. Karmicielka schwyciła Błękitkę za kark i rzuciła ją na trawiastą polanę. Wyciągnęła też na zewnątrz Śnieżynkę.

— Czy zjadłyście coś w środku? — zapytała Księżycowy Kwiat; w jej oczach widać było panikę.

Błękitka wlepiła w nią oczy, lecz słowa ugrzęzły jej w gardle.

— Co jadłyście? — warknęła Księżycowy Kwiat.

— Ja… Ja swoje wyplułam — wyjąkała Błękitka. Spojrzała nerwowo na Śnieżynkę, a wzrok Księżycowego Kwiatu także przeniósł się na jej siostrę.

— A ty?

Śnieżynka wbiła wzrok w łapy.

— Połknęłam coś — wybełkotała.

— Gęsie Pióro!

Medyk wychylił głowę z gniazda Małego Ucha.

— Co?

— Kociaki były w twoim legowisku i Śnieżynka coś połknęła.

Gęsie Pióro zamrugał. Wyskoczył spośród paproci i pomknął przez trawę.

— Dowiedz się, co to było! — wyrzuciła z siebie Księżycowy Kwiat. Ale Gęsie Pióro już był w swoim legowisku. Wybiegł z niego chwilę później.

— Wygląda na to, że połknęła ziarna maku — miauknął.

Błękitka zwiesiła głowę. Mogła nie stawiać Śnieżynki przed wyzwaniem.

— Ile połknęłaś? — dopytywał się Gęsie Pióro; jego oczy były okrągłe i ciemne.

— Dwa — miauknęła Śnieżynka bardzo cieniutkim głosikiem.

Gęsie Pióro usiadł i odetchnął.

— Nic jej nie będzie — szepnął. — Po prostu będzie chciało jej się spać.

— Po prostu będzie chciało jej się spać? — Futro Księżycowego Kwiatu zjeżyło się. — Jesteś pewien?

— Oczywiście, że jestem pewny — warknął Gęsie Pióro. — Zabierz ją z powrotem do żłobka i pozwól jej odespać.

— Nie chcesz zatrzymać jej tu na obserwacji? — zasugerowała Księżycowy Kwiat, machając ogonem.