Wojownicy. Przepowiednia Błękitnej Gwiazdy. SuperedycjaTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Superedycja #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Bluestar’s Prophecy

Text and series concept © Working Partners Limited 2009

Series created by Working Partners Limited

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2019

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Projekt graficzny okładki: Marcin Leśniak

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-65122-62-9


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

telefon 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Kate Cary

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

KLANY

Klan Pioruna

PRZYWÓDCA

Sosnowa Gwiazda — rudobrązowy kocur o zielonych oczach

ZASTĘPCA

Słoneczny Zmierzch — jasnorudy kocur o żółtych oczach

MEDYK (kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Gęsie Pióro — nakrapiany szary kocur o bladoniebieskich oczach; uczeń: Pierzasty Wąs

WOJOWNICY (koty i kotki bez młodych)

Kamienna Skóra — szary kocur

Burzowy Ogon — błękitnoszary kocur o niebieskich oczach

Żmijowy Kieł — cętkowany brązowy pręgowany kocur o żółtych oczach

Brunatna Cętka — jasnoszary pręgowany kocur o bursztynowych oczach

Wróbla Skóra — duży ciemnobrązowy pręgowany kocur o żółtych oczach

Małe Ucho — szary kocur o bardzo małych uszach i bursztynowych oczach; uczennica: Biała Łapa

Drozdowa Skóra — piaskowoszary kocur o zielonych oczach z białym znakiem na piersi

Rudzikowe Skrzydło — mała, energiczna brązowa kotka o bursztynowych oczach z rudą łatą na piersi

Kędzierzawa Skóra — czarny kocur z nastroszonym futrem, żółtymi oczami i puszystym ogonem

Wietrzny Lot — szary pręgowany kocur o jasnozielonych oczach; uczennica: Pstrokata Łapa

Nakrapiany Ogon — blada pręgowana kotka o bursztynowych oczach

UCZNIOWIE (koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Pierzasty Wąs — jasnosrebrny kocur o jasnych bursztynowych oczach, długich wąsach i szerokim miękkim ogonie; uczeń medyka

Pstrokata Łapa — szylkretowa kotka o pięknym cętkowanym umaszczeniu

Biała Łapa — jasnoszara kotka, ślepa na jedno oko

KARMICIELKI (kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Prędka Bryza — biała pręgowana kotka o żółtych oczach (matka Lampartki, czarnej kotki o zielonych oczach, i Łatka, czarno-białego kocura o bursztynowych oczach)

Księżycowy Kwiat — srebrzystoszara kotka o bladożółtych oczach (matka Błękitki, szarej kotki o niebieskich oczach, i Śnieżynki, białej kotki o niebieskich oczach)

Makowy Świt — długowłosa ciemnoruda kotka o puszystym ogonie i bursztynowych oczach

STARSZYZNA (byli wojownicy i karmicielki)

Chwastowy Wąs — jasnorudy kocur o żółtych oczach

Mamrocząca Stopa — nieco niezdarny brązowy kocur o bursztynowych oczach

Skowronia Pieśń — szylkretowa kotka o jasnozielonych oczach

Klan Cienia

PRZYWÓDCA

Cedrowa Gwiazda — bardzo ciemny szary kocur o białym brzuchu

ZASTĘPCA

Kamienny Ząb — szary pręgowany kocur o długich zębach

MEDYCZKA

Szałwiowy Wąs — biała kotka o długich wąsach

WOJOWNICY

Postrzępiona Skóra — duży ciemnobrązowy pręgowany kocur

Lisie Serce — jasnorudy kocur

Wroni Ogon — czarna pręgowana kotka; uczeń: Chmurna Łapa

Paprociowa Stopa — jasnorudy kocur o ciemnorudych łapach

Chytre Oko — szary kocur w ciemne pręgi, z grubym pasmem futra nad okiem

Ostrokrzewi Kwiat — ciemnoszaro-biała kotka

KARMICIELKI

Pierzasta Burza — brązowa pręgowana kotka

Sadzawkowa Chmura — szaro-biała kotka

STARSZYZNA

Mały Ptak — mała ruda pręgowana kotka

Jaszczurzy Kieł — jasnobrązowy pręgowany kocur o jednym zakrzywionym zębie

Klan Wiatru

PRZYWÓDCZYNI

Wrzosowa Gwiazda — różowawoszara kotka o błękitnych oczach

ZASTĘPCA

Trzcinowe Pióro — jasnobrązowy pręgowany kocur

MEDYK

Jastrzębie Serce — cętkowany ciemnobrązowy kocur o żółtych oczach

WOJOWNICY

Świtająca Pręga — jasnozłota kotka w kremowe pręgi; uczeń: Wysoka Łapa

Czerwony Pazur — ciemnorudy kocur; uczeń: Ryjówcza Łapa

STARSZYZNA

Biała Jagoda — jasnobiały kocur

Klan Rzeki

PRZYWÓDCA

Gradowa Gwiazda — szary kocur o grubym futrze

ZASTĘPCA

Muszlowe Serce — nakrapiany szary kocur

MEDYCZKA

Jeżynowa Jagoda — ładna biała kotka w czarne cętki, o niebieskich oczach

WOJOWNICY

Pluskający Pazur — czarno-srebrny pręgowany kocur

Drzewne Futro — brązowy kocur

Sowie Futro — brązowo-biały kocur

Wydrzy Plusk — biało-jasnoruda kotka

KARMICIELKI

Liliowa Łodyga — jasnoszara kotka (matka Krzywka i Dąbka)

Płowy Ogon — jasnobrązowa kotka (matka Szarusi i Wierzbki)

STARSZYZNA

Pstrągowy Pazur — szary pręgowany kocur

Prolog


Błękitna Gwiazda zatrzymała się gwałtownie u szczytu zbocza; poczuła w gardle dławiący psi odór. Poniżej kołysały się paprocie, a w wąwozie roiły się ciemne sylwetki. Rude futro Ognistego Serca gorzało niczym płomień na tle zieleni. Wojownik zachowywał odpowiednią odległość od sfory, ale przywódca psów wyrwał się do przodu i zbliżał się szybko do zastępcy przywódczyni Klanu Pioruna.

Nie! Tylko nie on! On nie może paść twoim łupem!

Błękitna Gwiazda rzuciła się w dół zbocza. Mięśnie paliły ją, gdy przełykając powietrze lawirowała między drzewami; jej łapy ślizgały się na liściastym leśnym podłożu. Pomknęła na oślep przez kępy paproci. Wąwóz był już niedaleko; słyszała, jak woda rozbija się pomiędzy stromymi szarymi ścianami. Czy Ogniste Serce naprawdę będzie w stanie zwabić psy na krawędź? A jeśli przywódca sfory dopadnie go wcześniej?

Wyskoczyła spomiędzy paproci i z trudem zatrzymała się na polanie na krawędzi urwiska. Liście posypały się w otchłań spod jej osuwających się łap.

Och nie, Klanie Gwiazdy!

Ogniste Serce zwisał spomiędzy lśniących szczęk olbrzymiego psa. Zastępca przywódczyni Klanu Pioruna walczył o przeżycie, prychając wściekle. Pies potrząsnął wojownikiem z triumfalnym błyskiem w oczach, lecz jego niezdarne łapy znalazły się niebezpiecznie blisko krawędzi wąwozu.

— Nie pozwolę ci zniszczyć mojego klanu! — krzyknęła Błękitna Gwiazda. Rzuciła się na prześladowcę Ognistego Serca i trafiła go głową w bok.

Pies wypuścił Ogniste Serce i obrócił się zaskoczony.

Błękitna Gwiazda przykucnęła i obnażyła pazury. Krew tętniła jej w uszach, ale nie czuła lęku. Od księżyców nie czuła się tak ożywiona. Zaatakowała pysk psa, lecz jej pazury przecięły jedynie powietrze. Pies ześlizgiwał się w dół! Ziemia pod jego tylnymi łapami rozpadała się. Odłamki kamieni sypały się ze stromego zbocza wąwozu, gdy psie łapy szukały oparcia, lecz tępe pazury zwierzęcia ślizgały się na usłanym liśćmi podłożu lasu, a jego zad ściągał tylne łapy za krawędź urwiska.

Ujadanie sfory grzmiało coraz bliżej.

— Błękitna Gwiazdo! — ostrzegł ją Ogniste Serce.

Ale Błękitna Gwiazda nie odrywała wzroku od przywódcy sfory. Wyraz paniki w jego spojrzeniu przykuł ją do miejsca, choć psy przedzierały się już przez paprocie.

Sfora była tuż za nią.

Błękitna Gwiazda zatopiła pazury w miękkiej ziemi, a powietrze wypełnił nagle odór strachu. Nacierające psy zauważyły wąwóz; ich ujadanie przeszło w skomlenie, gdy zaczęły się ślizgać na jego krawędzi. Błękitna Gwiazda trwała na swoim miejscu, gdy pełne desperacji wycie odbiło się echem w otchłani. Pierwszy pies spadł. Jego ciało uderzyło głucho o ścianę wąwozu i po chwili ciszy rozbiło się o fale huczącej w dole wody.

 

Błękitna Gwiazda zmrużyła oczy, wciąż utkwione w przywódcy psów.

— Nie trzeba było zadzierać z Klanem Pioruna! — wysyczała.

Wtem pies wyciągnął głowę do przodu i schwycił zębiskami przednią łapę kotki. Błękitna Gwiazda poczuła, że osuwa się pod nią grunt, a pies ciągnie ją za sobą poprzez krawędź. Wiatr smagał jej futro, gdy spadała. Woda w dole wirowała i pieniła się. Błękitna Gwiazda walczyła desperacko w zimnym, mokrym powietrzu i oswobodziła się na chwilę przedtem, nim wpadła do rzeki.

Lodowata woda pozbawiła ją tchu. Oślepiona, walczyła z prądem, by wydostać się na powierzchnię. Jej serce ogarnęła panika; paliła ją myśl o przepowiedni Gęsiego Pióra: „Woda cię zniszczy”.

Jej gęste futro, ciężkie od wody, ściągało ją w dół. Rzeka kotłowała się wokół niej; Błękitna Gwiazda nie wiedziała, gdzie jest powierzchnia, a gdzie dno. Jej płuca wołały o powietrze. Groza zawładnęła całym jej ciałem. Tonęła w piętrzącej się wodzie wąwozu.

„Nie poddawaj się!” — usłyszała wyraźnie pośród ryku wody znajome miauknięcie.

Dębowe Serce?

Ojciec jej kociąt szeptał do jej uszu: „To zupełnie jak bieg przez las. Pozwól łapom robić swoje. Podnieś brodę. Daj się ponieść wodzie”.

Jego głos zdawał się ją unosić, uspokajać; po chwili jej łapy uderzały miarowo o taflę wody. Jej ściśnięte z bólu serce zwolniło rytm, gdy z wysiłkiem podniosła brodę i w końcu poczuła wiatr owiewający jej pysk. Kaszląc i krztusząc się, zaczerpnęła łyk powietrza.

„Właśnie tak” — wyszeptał jej do ucha Dębowe Serce.

Jego głos brzmiał tak łagodnie, tak ciepło. Może powinna pozwolić, by rzeka poniosła ją wprost tam, gdzie będzie mogła przylgnąć do jego miękkiego futra.

„Błękitna Gwiazdo, płyń! Kieruj się w stronę brzegu! — miauknięcie Dębowego Serca było teraz stanowcze. — Nasze kocięta czekają”.

Nasze kocięta! — Myśl o nich uderzyła Błękitną Gwiazdę jak piorun.

„Nie możesz ich zostawić bez pożegnania”.

Energia przepłynęła przez ciało Błękitnej Gwiazdy i kotka ponownie podjęła walkę. Ciemny kształt zwalił się na nią i ponownie wciągnął pod wodę, jednak udało jej się wydostać na powierzchnię. Gdy wypluwała wodę, która wypełniła jej pysk i gardło, ciało psa przepłynęło obok niej i zostało porwane przez fale płynące w dół.

Jeśli pies nie daje sobie rady z prądem, jakim cudem ja miałabym sobie poradzić?

Wierzchołki drzew majaczyły w górze, gdy wir rzeki porywał ją dalej.

„Dasz radę!” — nalegał Dębowe Serce. Błękitna Gwiazda przebierała łapami w wodzie, lecz jej wyczerpane nogi były pozbawione sił niczym rozmokłe liście.

Nagle czyjeś zęby schwyciły ją za kark. Czyżby to Dębowe Serce chciał ją wyciągnąć w bezpieczne miejsce? Błękitna Gwiazda zamrugała pod wodą i udało jej się dostrzec płomiennorude futro.

Ogniste Serce!

Jej zastępca nie zwalniał chwytu.

— Trzymaj głowę wysoko! — warknął przez zaciśnięte zęby.

Błękitna Gwiazda starała się mu pomóc, lecz jej futro było zbyt nasiąknięte, a łapy zbyt zmęczone, by walczyć z ciężarem wody. Zęby Ognistego Serca szarpnęły jej kark, gdy woda pociągnęła ją w dół.

Wtem otarło się o nią kolejne ciało.

Następny pies? — pomyślała.

Więcej zębów wbiło się w jej kark. Jakieś łapy podparły jej boki, podnosząc ją w górę.

Poczuła zdecydowane, choć delikatne ruchy otaczających ją kotów. Czyżby Klan Gwiazdy zabierał ją na swoje tereny łowieckie?

Ledwo przytomna, pozwoliła, by wyciągnięto ją z wody. W końcu jej bok otarł się o kamienie i poczuła pod sobą stały grunt. Łapy i zęby kotów podniosły ją ze żwirowego brzegu i położyły na miękkiej trawie. Miała wrażenie, że jej pierś jest wypełniona kamieniami, każdy oddech był wysiłkiem. Szczypały ją oczy, oślepione wodą.

— Błękitna Gwiazdo?

Rozpoznała miauknięcie Mglistej Stopy. A co z Kamiennym Futrem? Czy on też tu jest?

— Oboje tu jesteśmy. — Poczuła dotyk silnej łapy na swoim boku.

Dębowe Serce miał rację. Ich kocięta na nią czekały.

Błękitna Gwiazda z trudem otwierała oczy. Zobaczyła zaledwie nikły zarys sylwetki Kamiennego Futra. Jego szerokie barki odcinały się na tle zielonego baldachimu drzew. Jaki podobny do ojca! Mglista Stopa stała tuż obok, jej przemoczone futro przylegało gładko do skóry.

Błękitna Gwiazda poczuła oddech na swoim policzku.

— Czy nic jej nie będzie? — dobiegł ją głos córki.

Ogniste Serce pochylał się nad przywódczynią.

— Błękitna Gwiazdo, to ja, Ogniste Serce. Jesteś bezpieczna.

Błękitna Gwiazda ledwie go słyszała. Wpatrywała się w swoje kocięta.

— Uratowaliście mnie — wymamrotała.

— Cii… nie mów nic — nalegała Mglista Stopa.

Kiedy mam wam tyle do powiedzenia! — pomyślała i wyciągnęła pysk do przodu.

— Chcę wam coś powiedzieć… Chcę was przeprosić za to, że was odesłałam. — Odkaszlnęła, a na jej wargach pojawił się bąbelek wody, ale zmusiła się, by mówić dalej: — Dębowe Serce zapewnił mnie, że Szara Sadzawka będzie dla was dobrą matką.

— I była — miauknął Kamienne Futro bez emocji.

Błękitna Gwiazda wzdrygnęła się.

— Tyle zawdzięczam Szarej Sadzwce. — Żałowała, że nie starcza jej oddechu, by powiedzieć więcej. — Także Dębowemu Sercu, bo doskonale was wyszkolił. — Dlaczego wcześniej nie znalazła sposobu, by im to powiedzieć? — Obserwowałam, jak dorastacie, i widziałam, ile możecie dać klanowi, który was przygarnął. Gdybym dokonała innego wyboru, oddalibyście całą swoją siłę Klanowi Pioruna.

Przeszedł ją dreszcz, gdy walczyła o oddech.

— Przepraszam.

Utkwiła wzrok w swoich kociętach; zdawało się jej, że czas stanął w miejscu, gdy patrzyła, jak Mglista Stopa i Kamienne Futro wymieniają niepewne spojrzenia. Proszę, przebaczcie mi — pomyślała.

— Ten wybór przysporzył jej wiele cierpienia — błagał w jej imieniu Ogniste Serce. — Proszę, przebaczcie jej.

Przestań! Przebaczenie nic nie jest warte, jeśli trzeba je wyciągać od nich siłą. Żałowała, że Ogniste Serce nie trzymał języka za zębami.

Mglista Stopa schyliła głowę i polizała policzek Błękitnej Gwiazdy.

— Przebaczamy ci, Błękitna Gwiazdo.

— Przebaczamy ci — powtórzył Kamienne Futro.

Błękitna Gwiazda przymknęła oczy, gdy dwoje jej kociąt zaczęło wylizywać jej przemoczone futro. Dzielili się językami po raz pierwszy od czasu, gdy pewnego śnieżnego dnia zostawiła ich z Dębowym Sercem.

Nie czuła już potrzeby, by trzymać się swojego ostatniego życia. Ognista Gwiazda rozpali nowy ogień i rozjaśni las zamiast niej. Klan Pioruna jest bezpieczny. Zamknęła oczy i poddała się wszechogarniającej ciemności.

Rozdział 1


— Czy nie powinna już otworzyć oczu?

— Cicho, Prędka Bryzo. Urodziła się zaledwie wczoraj. Otworzy je, gdy będzie gotowa.

Błękitka poczuła szorstki język matki na swoim boku i przysunęła się bliżej do ciepłego, pełnego mleka brzucha Księżycowego Kwiatu.

— Śnieżynka otworzyła oczy dziś rano — przypomniała Prędka Bryza. — A moja dwójka prawie zaraz po urodzeniu. — Kotka omiotła ogonem swoje posłanie. — Lampartka i Łatek to urodzeni wojownicy.

Trzecia karmicielka wydała z siebie miękkie mruknięcie.

— Prędka Bryzo, wszyscy wiemy, że nie ma równych twojej dwójce — zażartowała Makowy Świt.

Mała łapka trąciła bok Błękitki.

Błękitka zakwiliła rozdrażniona i wtuliła się bardziej w Księżycowy Kwiat.

— No dalej, Błękitko! — wyszeptała jej do ucha Śnieżynka. — Jest tyle do zobaczenia. Chcę iść na zewnątrz, ale Księżycowy Kwiat nie pozwoli mi, dopóki ty też nie będziesz gotowa.

— Otworzy oczy w swoim czasie — zbeształa małą Księżycowy Kwiat.

Tak, w swoim czasie — zgodziła się w myślach Błękitka.

Budząc się, Błękitka poczuła na grzbiecie ciężar swojej siostry. Obok nich unosił się i opadał rytmicznie brzuch Księżycowego Kwiatu. Prędka Bryza chrapała, a Makowy Świt sapała lekko.

Błękitka usłyszała, jak Lampartka i Łatek gawędzą na zewnątrz.

— Ty będziesz myszą, a ja będę wojownikiem! — zakomenderował Łatek.

— Ostatnio też byłam myszą! — odparowała Lampartka.

— Wcale nie!

— A właśnie, że tak!

Doszło do bójki, przerywanej zaczepnymi piskami.

— Patrz, gdzie się toczysz! — rozległo się poirytowane miauknięcie kocura, które uciszyło ich na moment.

— Dobra, możesz być wojownikiem — zgodził się Łatek. — Ale założę się, że mnie nie złapiesz.

Wojownik!

Błękitka wypełzła spod swojej siostry. Wiatr pory nowych liści zakołysał zaroślami jeżyn otaczającymi żłobek, niosąc z sobą ten sam świeży zapach lasu, który jej ojciec przyniósł na futrze, gdy przyszedł w odwiedziny. Podmuch przegnał duszną woń mchu, mleka i rozgrzanego snem futra.

Podekscytowana Błękitka poruszyła pazurkami. Będę wojowniczką!

Po raz pierwszy otworzyła szeroko oczy i zamrugała w promieniach światła wpadających przez jeżynowe sklepienie. Żłobek był ogromny! W ciemności legowisko wydawało się małe i przytulne, lecz teraz zobaczyła, że gęste pędy jeżyn z malutkimi prześwitami błękitu wznoszą się wysoko ponad jej głową.

Makowy Świt leżała na boku przy jednej ze ścian. Była ciemnorudą pręgowaną kotką o długim puszystym ogonie. Błękitka rozpoznała ją, ponieważ jej zapach był inny niż Prędkiej Bryzy i Księżycowego Kwiatu. Nie pachniała mlekiem; jeszcze się nie okociła. Prędką Bryzę, leżącą obok, ledwo było widać — zwinęła się w szczelny kłębek i nakryła nos ogonem; jej pręgowane białe futro mieniło się na tle posłania z paproci.

Najbardziej znajomy zapach dochodził Błękitkę zza pleców. Wiercąc się, mała spojrzała na swoją matkę. Światło słoneczne skąpało cętkami srebrzystoszare futro Księżycowego Kwiatu, spływając na ciemne pręgi biegnące wzdłuż boku kotki. Jej pręgowany pysk był wąski, a uszy łagodnie zaokrąglone. Czy wyglądam jak ona? Błękitka spojrzała przez ramię na swoje futerko. Było puchate, nie gładkie jak Księżycowego Kwiatu, i całe ciemnoszare, bez pręg. Jeszcze nie — pomyślała.

Śnieżynka, która leżała wyciągnięta na grzbiecie, była cała biała, tylko koniuszki uszu miała szare.

— Śnieżynko! — wydyszała Błękitka.

— O co chodzi? — Śnieżynka zamrugała i otworzyła oczy. Były niebieskie.

Czy moje też są niebieskie? — zastanawiała się Błękitka.

— Otworzyłaś oczy! — Śnieżynka skoczyła na równe łapy, nagle całkowicie rozbudzona. — Teraz możemy wyjść ze żłobka!

Błękitka ujrzała dziurę w jeżynowej ścianie, wystarczająco dużą, by dwa kocięta mogły się przez nią przecisnąć.

— Łatek i Lampartka są już na zewnątrz. Zróbmy im niespodziankę!

Makowy Świt uniosła głowę.

— Nie oddalajcie się za bardzo — wymamrotała przez sen, zanim z powrotem wetknęła nos pod ogon.

— Gdzie są kocięta Makowego Świtu? — wyszeptała Błękitka.

— Nadejdą dopiero za dwa księżyce — odparła Śnieżynka.

Nadejdą? — Błękitka przechyliła głowę. — Skąd?

Śnieżynka już kierowała się w stronę dziury, wspinając się niezgrabnie na bok Księżycowego Kwiatu. Błękitka gramoliła się za nią, chwiejąc się niepewnie na krótkich łapkach; zjechała po grzbiecie matki i wylądowała na miękkim mchu.

Posłanie zaszeleściło i Błękitka poczuła miękki ucisk łapy na koniuszku swojego ogona.

— A wy dokąd się wybieracie?

Księżycowy Kwiat obudziła się.

Błękitka odwróciła się i zamrugała do swojej matki.

— Na zewnątrz.

Oczy Księżycowego Kwiatu zalśniły, a z jej gardła dobiegł donośny pomruk.

— Otworzyłaś oczy. — W jej głosie słychać było ulgę.

— Stwierdziłam, że nadszedł czas — odparła dumnie Błękitka.

— Widzisz, Prędka Bryzo? — Księżycowy Kwiat odwróciła się, budząc pręgowaną białą karmicielkę miauknięciem pełnym satysfakcji. — Mówiłam ci, że zrobi to, gdy będzie gotowa.

Prędka Bryza usiadła i polizała łapę.

— Naturalnie. Myślałam jedynie o moich kociętach, one wcześniej otworzyły oczy. — Przeczesała łapą pysk, wygładzając futro na nosie.

 

Księżycowy Kwiat odwróciła się do swoich kociąt.

— A więc teraz idziecie zwiedzać świat?

— Czemu nie? — miauknęła Błękitka. — Lampartka i Łatek już tam są.

— Lampartka i Łatek mają już pięć księżyców — odpowiedziała jej Księżycowy Kwiat. — Są od was o wiele większe, dlatego wolno im bawić się na zewnątrz.

Błękitka otworzyła szeroko oczy.

— Czy to niebezpieczne?

Księżycowy Kwiat potrząsnęła głową.

— Nie, w obozie nie.

— W takim razie możemy iść!

Księżycowy Kwiat westchnęła i pochyliła głowę, by wygładzić językiem futro Błękitki.

— I tak pewnego dnia musiałybyście opuścić żłobek. — Przyjrzała się uważnie Śnieżynce. — Wyprostuj wibrysy. — Duma zabłysła w bursztynowych oczach karmicielki. — Chcę, żebyście wyglądały idealnie, gdy pozna was klan.

Śnieżynka wygładziła wibrysy z obu stron poślinioną łapką.

Błękitka spojrzała na matkę.

— Idziesz z nami?

— A chcesz, żebym poszła?

Błękitka potrząsnęła głową.

— Zrobimy niespodziankę Łatkowi i Lampartce.

— Wasza pierwsza zdobycz. — Księżycowy Kwiat zastrzygła wąsami. — Zmykajcie w takim razie.

Błękitka podskoczyła radośnie kilka razy i pomknęła w stronę dziury.

— Tylko nie wchodźcie kotom pod łapy! — zawołała za nimi Księżycowy Kwiat, gdy Błękitka przepychała się przez dziurę obok siostry. — I trzymajcie się razem!

Jeżyny drapały futro Błękitki, gdy wydostawała się ze żłobka. Na zewnątrz oślepiło ją światło słoneczne. Zamrugała szybko powiekami, by jej oczy przystosowały się do blasku. Przed nią rozpostarł się obóz, zupełnie jak ze snu. Szeroka piaszczysta polana ciągnęła się aż do skały, która rzucała cień tak długi, że prawie dosięgał koniuszków jej łapek. Pod skałą siedziało dwóch wojowników, dzieląc się zdobyczą przy kępie pokrzyw. Za nimi leżało powalone drzewo; jego splątane gałęzie przypominały stertę chudziutkich, bezwłosych nóg. Kilka długości ogona od żłobka rozłożysty niski krzak rozpościerał gałęzie nad ziemią. Paprocie tłoczyły się w narożniku z drugiej strony żłobka, a za nimi wznosiła się ściana ostrokrzewu tak wysoka, że Błękitka musiała wyciągnąć szyję, by dojrzeć jej szczyt.

Dreszczyk podekscytowania przebiegł po jej ciele. To było jej terytorium! Łapy ją załaskotały. Czy kiedykolwiek uda się jej dobrze je poznać?

Po Łatku i Lampartce nie było ani śladu.

— Dokąd sobie poszli? — zawołała do Śnieżynki.

Śnieżynka rozglądała się po obozie.

— Nie wiem — miauknęła w zamyśleniu. — Spójrz tylko na tę zdobycz!

Wpatrywała się w stertę ptaków i myszy znajdującą się z boku polany. Na samym szczycie leżała tłuściutka, puchata wiewiórka.

— Sterta zwierzyny! — Błękitka pognała w jej stronę, poruszając nosem. Słyszała, jak karmicielki w żłobku rozmawiały o zwierzynie, i wyczuła zapach wiewiórki na futrze swojej matki. Jak to smakuje? Zanurzając nos w stercie, próbowała wbić pazurki w małe stworzonko o krótkim brązowym futrze i długim cienkim ogonie.

— Uważaj!

Lecz ostrzeżenie Śnieżynki nadeszło za późno. Łapki Błękitki ugięły się pod nią, gdy grubiutka wiewiórka stoczyła się ze szczytu sterty i przygniotła ją. Ojej!

Od strony dwóch wojowników siedzących przy kępie pokrzyw dobiegły ją pomruki rozbawienia.

— Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby zwierzyna zaatakowała kota! — miauknął jeden z nich.

— Ostrożnie! — ostrzegał drugi z wojowników. — Możesz zadławić się tym puchatym futerkiem!

Czując, że płonie ze wstydu, Błękitka wygrzebała się spod wiewiórki i wbiła gniewne spojrzenie w wojowników.

— Po prostu na mnie spadła! — Nie chciała zostać zapamiętaną jako kociak, na którego rzuciła się martwa wiewiórka.

— Hej, wy tam! — Błękitka rozpoznała po zapachu Łatka, który wyszedł zza żłobka. — Czy wasza matka wie, że jesteście na zewnątrz?

— Oczywiście! — Błękitka obróciła się dokoła, by po raz pierwszy ujrzeć swojego towarzysza z legowiska.

O!

Nie spodziewała się, że Łatek będzie taki duży. Jego biało-czarne futro było gładkie jak sierść wojownika, a Błękitka musiała zadzierać głowę do góry, by na niego spojrzeć. Wyprostowała nogi, starając się wyglądać na wyższą.

Lampartka pędziła szybko za swoim bratem, polując zaczepnie na jego ogon. Jej czarne futro błyszczało w świetle słońca. Zatrzymała się i spojrzała rozradowana na Błękitkę i Śnieżynkę.

— Otworzyłaś oczy!

Błękitka polizała się po piersi, starając się wygładzić puchate futerko; w duchu zazdrościła starszym kociakom gładkiej sierści.

— Możemy was oprowadzić — miauknęła podekscytowana Lampartka.

Śnieżynka skakała wokół niej.

— Tak, proszę!

Poirytowana Błękitka machnęła ogonem. Nie chciała być oprowadzana. Chciała wszystko odkryć sama! Ale Lampartka już truchtała w stronę bujnej kępy paproci obok ściany z ostrokrzewu.

— To jest legowisko uczniów — zawołała przez ramię. — Będziemy tu spać, gdy upłynie jeden księżyc.

Śnieżynka pognała za nią.

— Idziesz? — Łatek szturchnął Błękitkę.

Błękitka spoglądała w stronę żłobka.

— Nie będziecie tęsknić za żłobkiem? — Poczuła nagłe ukłucie niepewności. Lubiła spać obok Księżycowego Kwiatu.

— Nie mogę się doczekać, kiedy przeniosę się w nowe miejsce! — zawołał Łatek, ruszając w stronę legowiska uczniów. — Będziemy mogli sobie pogadać, a Prędka Bryza nie powie nam, żebyśmy byli cicho i szli spać.

Gdy Błękitka pognała za nim, paprocie zadrżały i spomiędzy zielonych liści wyłonił się szylkretowy pyszczek.

— Gdy już rozpoczniesz szkolenie — ziewnęła sennie wyglądająca uczennica — będziesz najszczęśliwszy, mogąc się na chwilę położyć.

— Witaj, Pstrokata Łapo! — Łatek zatrzymał się zgrabnie przed legowiskiem, gdy szylkretowa kotka przeciągała się, częściowo skryta za krzakiem.

Błękitka wlepiła wzrok w futro Pstrokatej Łapy, gęste i błyszczące; mięśnie kotki napięły się, gdy skoczyła spomiędzy paproci i wylądowała tuż obok Łatka. Nagle kolega ze żłobka przestał wydawać się taki duży.

— Oprowadzam Błękitkę i Śnieżynkę po obozie — oznajmiła Lampartka. — Pierwszy raz są na zewnątrz.

— Nie zapomnijcie pokazać im śmietnika — zażartowała Pstrokata Łapa. — Biała Łapa narzekała dziś rano na nieporządek w żłobku. Od księżyców był pełen kociaków, a mają jeszcze nadejść nowe.

Błękitka uniosła brodę.

— Razem ze Śnieżynką możemy już same zadbać, żeby nasze posłanie było czyste — oznajmiła.

Wąsy Pstrokatej Łapy zadrżały.

— Przekażę to Białej Łapie, gdy wróci z polowania. Jestem pewna, że będzie przeszczęśliwa.

Czy ona z nas żartuje? Błękitka zmrużyła oczy.

— Nie mogę się doczekać, kiedy pójdę na polowanie! — Łatek przykucnął, z ogonem falującym jak wąż.

Szybka jak wiatr Pstrokata Łapa przygwoździła go łapą do ziemi.

— Musisz trzymać ogon nieruchomo, bo inaczej zwierzyna usłyszy, jak miotasz się w liściach.

Łatek uwolnił ogon i wyprostował go, kładąc płasko na ziemi.

Śnieżynka stłumiła mruknięcie.

— Sterczy jak badyl — wyszeptała Błękitce na ucho.

Ale Błękitka była zbyt skupiona na obserwowaniu Łatka, by odpowiedzieć. Patrzyła, jak Łatek przyciska pierś do ziemi, obnaża pazury i przysiada na tylnych łapach.

Będę najlepszym łowcą, jakiego kiedykolwiek widział Klan Pioruna — poprzysięgła sobie.

— Nieźle. — Pstrokata Łapa pogratulowała Łatkowi, a potem spojrzała na Lampartkę. — A teraz ty pokaż nam swoją pozycję łowiecką.

Lampartka natychmiast przysiadła i przycisnęła brzuch do ziemi.

Błękitka też chciała spróbować, ale uznała, że wcześniej musi poćwiczyć sama.

— Chodź, zostawmy ich — wyszeptała do Śnieżynki.

Śnieżynka wytrzeszczyła oczy ze zdumienia.

— Zostawmy ich?

— Chodźmy zwiedzać same. — Błękitka dostrzegła szansę, by wymknąć się niezauważenie.

— Kiedy fajnie jest trzymać się z…

Błękitka nie słuchała; już się wycofywała. Spoglądając przez ramię, zauważyła niski rozłożysty krzew przy żłobku. Łatek i Lampartka nie znajdą ich tam. Obróciła się, pognała w stronę krzewu i zanurkowała pod gałęzią. Kiedy już złapała oddech, poczuła wiele różnych zapachów, które przywarły do liści. Ile kotów jest w Klanie Pioruna? Czy naprawdę wszystkie mieszczą się w obozie?

Gałęzie zakołysały się i Śnieżynka wgramoliła się za siostrą.

— Już myślałam, że nie przyjdziesz! — pisnęła zaskoczona Błękitka.

— Księżycowy Kwiat kazała nam trzymać się razem — przypomniała jej Śnieżynka.

Razem wyjrzały, czy Lampartka, Łatek i Pstrokata Łapa zauważyli ich zniknięcie. Trzy koty wpatrywały się w żłobek ze zdezorientowanymi minami.

Pstrokata Łapa wzruszyła ramionami.

— Pewnie wróciły do legowiska.

— Nieważne. — Łatek krążył wokół Pstrokatej Łapy. — Teraz możesz nas zabrać do piaszczystej kotliny, jak obiecałaś.

Piaszczysta kotlina? Co to takiego? Błękitka nagle pożałowała, że opuściła pozostałych.

— Nigdy wam niczego nie obiecywałam! — zaoponowała Pstrokata Łapa.

— Będziemy w tarapatach, jeśli nas złapią — ostrzegała Lampartka. — Nie wolno nam opuszczać obozu, dopóki nie zostaniemy uczniami, zapomniałeś już?

— Więc nas nie złapią — miauknął Łatek.

Pstrokata Łapa rozejrzała się niepewnie po polanie.

— Zabiorę was na skraj wąwozu — zaoferowała — ale to wszystko.

Skóra zapiekła Błękitkę z zazdrości, gdy mała kotka patrzyła, jak Pstrokata Łapa prowadzi Lampartkę i Łatka w stronę ściany ostrokrzewu i jak znikają razem w otworze u jej podnóża.

Może pójdziemy za nimi i zobaczymy, dokąd idą…

Nagle czyjś pysk szturchnął ją od tyłu i wypchnął z kryjówki. Jej siostra przekoziołkowała za nią, a spod liści spojrzał na nie szary pręgowany pysk.

— Co wy tu robicie? To legowisko wojowników!

— P-przepraszamy! — Śnieżynka wycofała się.

Błękitka stanęła pysk w pysk z wojownikiem.

— Skąd miałyśmy to wiedzieć? — zaprotestowała. Czy wojownicy mają swój specjalny zapach albo coś w tym rodzaju? — zastanowiła się.

Pręgowany kocur zmrużył oczy.

— Jesteście kociakami Księżycowego Kwiatu?

Śnieżynka nastroszyła futro i spojrzała w dół na swoje łapy.

Błękitka uniosła brodę. Nie bała się zrzędliwego kocura.

— Tak. Jestem Błękitka. A to moja siostra, Śnieżynka.

Pręgowany kot wyślizgnął się spod krzewu i wyprostował. Był większy niż Pstrokata Łapa. Błękitka zrobiła krok do tyłu.