Wojownicy. Nowa przepowiednia. ŚwitTekst

Z serii: Wojownicy #9
Z serii: Nowa przepowiednia #3
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Dawn

Text and series concept © Working Partners Limited 2005

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2018

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Konsultacja merytoryczna i koncepcja okładki: Weronika Kolasińska

Projekt graficzny okładki: Jędrzej Chełmiński

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-65122-50-6


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

tel. 881 000 125

www.nowabasn.com

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

KLANY

Klan Pioruna

PRZYWÓDCA

Ognista Gwiazda — płomiennorudy kocur

Zastępca

Szara Pręga — długowłosy szary kocur z ciemną pręgą

MEDYCZKA

(kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Rozżarzona Skóra — ciemnoszara kotka; uczennica: Liściasta Łapa

WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)

Mysie Futro — drobna, ciemnobrązowa kotka Zakurzona Skóra — ciemnobrązowy pręgowany kocur Piaskowa Burza — jasnoruda kotka Obłoczny Ogon — długowłosy biały kocur Paprociowe Futro — złocistobrązowy pręgowany kocur Ciernisty Pazur — złocistobrązowy pręgowany kocur Jasne Serce — biała kotka w rude łaty Jeżynowy Pazur — ciemnobrązowy pręgowany kocur o bursztynowych oczach Jesionowe Futro — jasnoszary kocur (w ciemniejsze cętki) o ciemnoniebieskich oczach Deszczowy Wąs — ciemnoszary kocur o niebieskich oczach Okopcone Futro — jasnoszary kocur o bursztynowych oczach Szczawiowy Ogon — szylkretowo-biała kotka o bursztynowych oczach

UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Wiewiórcza Łapa — ciemnoruda kotka o zielonych oczach, uczennica Zakurzonej Skóry Liściasta Łapa — jasnobrązowa pręgowana kotka o bursztynowych oczach i białych łapach Pajęcza Łapa — czarny kocur o długich łapach, brązowym brzuchu i bursztynowych oczach, uczeń Mysiego Futra Ryjówcza Łapa — mały ciemnobrązowy kocur o bursztynowych oczach, uczeń Ciernistego Pazura Biała Łapa — biała kotka o zielonych oczach, uczennica Paprociowego Futra

KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Złoty Kwiat — jasnoruda kocica, najstarsza z karmicielek Paprotkowa Chmura — jasnoszara kotka (w ciemniejsze łaty) o jasnozielonych oczach, matka kociąt Zakurzonej Skóry

STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Oszronione Futro — piękna biała kocica o niebieskich oczach Nakrapiany Ogon — jasno pręgowana kocica Długi Ogon — jasny kocur w czarne pręgi; wcześnie dołączył do starszych z powodu utraty wzroku

Klan cienia

PRZYWÓDCA

Czarna Gwiazda — duży biały kocur o wielkich czarnych łapach

ZASTĘPCA

Rdzawe Futro — ciemnoruda kotka

MEDYK

Mała Chmura — bardzo drobny pręgowany kocur

WOJOWNICY

Dębowe Futro — mały brązowy kocur Brunatna Skóra — szylkretowa kotka o zielonych oczach Cedrowe Serce — ciemnoszary kocur Jarzębinowy Pazur — rudy kocur Nocne Skrzydło — czarna kotka

UCZNIOWIE

Dymna Łapa — ciemnoszary kocur, uczeń Dębowego Futra Szponiasta Łapa — kocur o długich pazurach, uczeń Jarzębinowego Pazura

KARMICIELKI

Wysoki Mak — długonoga jasnobrązowa kotka

STARSZYZNA

Cieknący Nos — mały szaro-biały kocur; wcześniej medyk klanu Głaz — chudy szary kocur

Klan wiatru

PRZYWÓDCA

Wysoka Gwiazda — starszy czarno-biały kocur o bardzo długim ogonie

ZASTĘPCA

Błotnisty Pazur — nakrapiany bury kocur

MEDYK

Kaszlący Pysk — brązowy kocur o krótkim ogonie

WOJOWNICY

Pojedynczy Wąs — brązowy pręgowany kocur Pajęczynowa Stopa — ciemnoszary pręgowany kocur Rozdarte Ucho — pręgowany kocur Rudzikowe Skrzydło — jasnobrązowa kotka

Janowcowy Ogon — kocur

UCZNIOWIE

Wronia Łapa — ciemnoszary, prawie czarny kocur o niebieskich oczach, uczeń Błotnistego Pazura

Łasicza Łapa — rudy kocur z białymi łapami, uczeń Pajęczynowej Stopy

Ostowa Łapa — uczeń Rudzikowego Skrzydła

KARMICIELKI

Jesionowa Stopa — szara kocica

Biały Ogon — drobna biała kotka

STARSZYZNA

Poranny Kwiat — szylkretowa kocica Owsiany Wąs — kremowo-brązowy pręgowany kocur

Klan rzeki

PRZYWÓDCZYNI

Lamparcia Gwiazda — nietypowo nakrapiana złocista kocica

Zastępczyni

Mglista Stopa — szara kotka o niebieskich oczach

MEDYK

Muliste Futro — długowłosy jasnobrązowy kocur; uczennica: Ćmie Skrzydło Czarny Pazur — kruczoczarny kocur Ciężki Krok — mocno zbudowany pręgowany kocur Burzowe Futro — ciemnoszary kocur o bursztynowych oczach Jastrzębi Mróz — ciemnobrązowy kocur o szerokim karku Jaskółczy Ogon — ciemnobrązowa pręgowana kotka o zielonych oczach

UCZNIOWIE

Nornicowa Łapa — mały brązowy pręgowany kocur Kamienna Łapa — szary kocur z niebieskimi oczami, uczeń Ciężkiego Kroku Pluskająca Łapa — uczeń Jaskółczego Ogona Ćmie Skrzydło — piękna złocista nakrapiana kotka o bursztynowych oczach

KARMICIELKI

Zaranny Kwiat — jasnoszara kotka Omszona Skóra — szylkretowa kotka

STARSZYZNA

Cienista Skóra — bardzo ciemna szara kotka Głośny Brzuch — ciemnobrązowy kocur

Koty nie należące do klanów

Jęczmień — czarno-biały kocur mieszkający w gospodarstwie w pobliżu lasu Krucza Łapa — lśniący czarny kocur mieszkający w gospodarstwie z Jęczmieniem Cody — pręgowana kotka domowa o niebieskich oczach Sasza — beżowa samotniczka

Prolog


Gwiazdy rzucały chłodny blask na ogołocony z liści las. W poszyciu leśnym poruszały się cienie. Były szczupłe, a pod wpływem zimnej wieczornej rosy futra przylgnęły do ich ciał, dzięki czemu koty omijały łodygi stojących na ich drodze roślin z równą łatwością, jak woda opływa trzciny. Pod kocim futrem nie było jednak widać silnych mięśni, jak kiedyś. Zamiast nich pod sierścią rysowały się kości.

Idący na przedzie cichej procesji ognistorudy kocur uniósł głowę i wciągnął głęboko powietrze. Choć zmierzch skutecznie uciszył Dwunożne stworzenia, to ich odór nadal otaczał wszystkie obumierające liście i gałęzie.

Kot znalazł pocieszenie w zapachu stojącej obok niego towarzyszki. Jej znajoma woń mieszała się ze znienawidzonym odorem Dwunożnych i łagodziła go nieco. Uparcie dorównywała mu kroku, choć po jej mniej zdecydowanym stąpaniu można było poznać, że brzuch ma od dawna pusty, a do tego nie przespała kilku ostatnich nocy.

— Ognista Gwiazdo — wydyszała, gdy tak parli przed siebie — czy sądzisz, że córki odnajdą nas po powrocie do domu?

Kocur o sierści barwy płomieni skrzywił się, jakby nagle stanął na cierniu.

— Możemy jedynie modlić się, by tak się stało, Piaskowa Burzo — stwierdził cicho.

— Ale skąd będą wiedziały, gdzie zacząć poszukiwania? — Piaskowa Burza spojrzała za siebie na szarego kocura o szerokich barkach. — Szara Pręgo, jak ci się wydaje, czy będą wiedziały, dokąd poszliśmy?

— Och, na pewno nas znajdą — obiecał Szara Pręga.

— Skąd ta pewność? — warknął Ognista Gwiazda. — Powinniśmy wysłać kolejny patrol w poszukiwaniu Liś­ciastej Łapy.

— I zaryzykować tym samym utratę kolejnych kotów? — miauknął Szara Pręga.

Oczy Ognistej Gwiazdy wypełnił ból; kocur pospieszył wzdłuż cienistej ścieżki.

 

Ogon Piaskowej Burzy zadrżał.

— Nie zapominaj, że to była najtrudniejsza decyzja, jaką kiedykolwiek był zmuszony podjąć — wyszeptała do Szarej Pręgi.

— Ale przecież musiał postawić swój klan na pierwszym miejscu — wysyczał Szara Pręga.

Piaskowa Burza przymknęła na moment oczy.

— W ciągu ostatniego księżyca straciliśmy już tyle kotów — miauknęła.

Najwyraźniej wiatr poniósł jej słowa daleko, ponieważ spochmurniały Ognista Gwiazda spojrzał za siebie.

— Może dzięki temu na tym zgromadzeniu inne klany wreszcie zgodzą się co do tego, że powinniśmy połączyć siły i wspólnie stawić czoła zagrożeniu — warknął.

— Mielibyśmy połączyć siły? — miauknął tonem sprzeciwu pręgowany kocur. — Czyżbyś zapomniał, jak klany zareagowały, kiedy poprzednim razem zaproponowałeś coś podobnego? Członkowie Klanu Wiatru byli na wpół zagłodzeni, a mimo to równie dobrze mógłbyś ich przekonywać, żeby pozjadali swoje kocięta. Są zbyt dumni, żeby przyznać, że mogą niekiedy potrzebować pomocy innych kotów.

— Ale teraz sprawy mają się znacznie gorzej, Zakurzona Skóro — zripostowała Piaskowa Burza. — Jak którykolwiek klan może pozostać silny, jeżeli jego kocięta umierają? — Jej głos poniósł się echem i dopiero wtedy zrozumiała, co powiedziała. — Zakurzona Skóro, przepraszam cię — wymamrotała.

— Dobrze pamiętam, że Modrzewik nie żyje — warknął Zakurzona Skóra. — Ale to nie oznacza, że członkowie Klanu Pioruna mają słuchać innych klanów!

— Żaden klan nie będzie wydawał nam rozkazów, nie o to chodzi — tłumaczył Ognista Gwiazda. — Po prostu wciąż jestem przekonany, że jesteśmy w stanie współpracować. Pora nagich drzew już prawie nadeszła. Dwunożni i ich potwory wypłoszyli większość naszej zwierzyny i otruli to, co pozostało, przez co nie starcza nam pozywienia. A nie możemy walczyć sami.

Nagle szept wiatru wzmógł się i zaczął przypominać ryk. Ognista Gwiazda zwolnił kroku i nastawił uszy.

— Wszystko w porządku? — wyszeptała Piaskowa Burza, otwierając szeroko oczy.

— Coś się dzieje przy Czterech Drzewach! — krzyknął Szara Pręga.

Zerwał się do biegu, Ognista Gwiazda popędził w ślad za nim, a reszta członków klanu deptała im po piętach. Wszystkie koty zatrzymały się gwałtownie na szczycie zbocza i spojrzały w dół na strome zapadlisko.

Nienaturalnie intensywne światła, jaśniejsze od blasku księżyca, oblewały pnie czterech gigantycznych dębów, strzegących tego uświęconego miejsca od czasów Wielkich Klanów. Więcej świateł dobiegało z krawędzi polany. Wielki Kamień — czyli olbrzymia, gładka szara skała, przy której podczas pełni księżyca przywódcy klanów mogli się zwrócić do członków całego zgromadzenia — sprawiała teraz wrażenie niewielkiej i narażonej na niebezpieczeństwa, niczym kocię przycupnięte przy Drodze Grzmotu.

Dwunożni pospieszyli wzdłuż zapadliska, pokrzykując jeden na drugiego. Powietrze przeszył nowy dźwięk, coś jakby głośny, wysoki pisk. Jeden z Dwunożnych uniósł swoją grubą i lśniącą przednią łapę, która zalśniła w jasnym blasku świateł. Potem Dwunożny przycisnął ją do pnia najbliższego dębu i wióry poleciały z drzewa niczym krew z rany. Błyszcząca przednia łapa zawyła, wgryzając się złowieszczo w starodawną korę z tak głośnym rykiem, że zagłuszył on wycie potworów stojących opodal. Wielki dąb zaczął się przechylać, z początku powoli, potem szybciej i szybciej, aż wreszcie przewrócił się na ziemię. Bezlistne gałęzie uderzyły z łoskotem o zmarznięty grunt, po czym spowiła je śmiertelna cisza.

— Klanie Gwiazdy, powstrzymaj ich! — miauknęła Piaskowa Burza.

Nic nie wskazywało na to, by ich przodkowie wiedzieli, co się wyprawia przy Czterech Drzewach. Gwiazdy mrugały obojętnie na niebie barwy indygo, podczas gdy Dwunożny przeszedł do drugiego dębu, a jego wrzeszcząca przednia łapa głośno domagała się kolejnej ofiary.

Koty obserwowały z przerażeniem każdy ruch Dwunożnego, aż w końcu na polanie przewrócono ostatni dąb. Cztery Drzewa, czyli miejsce, w którym cztery kocie klany spotykały się od wielu pokoleń, przestało właśnie istnieć. Cztery olbrzymie dęby leżały powalone na ziemi, a ich rozedrgane gałęzie stopniowo zastygały w bezruchu. Potwory Dwunożnych warczały na krawędziach polany, gotowe rozszarpać swoje cztery ofiary, a mimo to koty stały zmartwiałe na szczycie wzgórza i nie potrafiły zareagować.

— Ten las teraz umrze — miauknęła Piaskowa Burza. — Nie ma już dla nas żadnej nadziei.

— Nie traćcie odwagi. — Oczy Ognistej Gwiazdy lśniły, gdy odwrócił się, by spojrzeć w oczy członkom swojego klanu. — Nasz klan w dalszym ciągu istnieje. Zawsze jest nadzieja.

Rozdział 1


To Wronia Łapa pierwszy poczuł zapach wrzosowiska, gdy brzask spowił kremowym światłem oblane rosą źdźbła trawy. I choć nie wydał żadnego dźwięku, Wiewiórcza Łapa zobaczyła, że stawia uszy, i wyczuła, że otrząsa się lekko, próbując odegnać w ten sposób nie tylko zmęczenie, ale również wspomnienie śmierci kotki zwanej Pierzastym Ogonem. Ciemnoszary kot z Klanu Wiatru nabrał prędkości, spiesząc wzdłuż zbocza, gdzie mgła nadal przylegała do długich źdźbeł trawy. Wiewiórcza Łapa otworzyła pysk, głęboko zaczerpnęła powietrza i wyczuła w zimnym porannym powietrzu znajomą woń kolcolistu i wrzosu. Potem pognała za Wronią Łapą, a Jeżynowy Pazur, Burzowe Futro i Brunatna Skóra popędzili w ślad za nią. Po chwili cała grupa czuła już zapach wrzosowiska. Wiedzieli, że znajdują się w końcu u kresu długiej i wyczerpującej podróży.

Pięć kotów bez słowa stanęło w rzędzie na krawędzi terytorium Klanu Wiatru. Wiewiórcza Łapa spojrzała na członka swojego klanu, Jeżynowego Pazura, a potem na Brunatną Skórę, kotkę z Klanu Cienia. Przed nią stał Burzowe Futro, szary wojownik Klanu Rzeki, i mrużył oczy, w które wiał teraz zimny wicher. Jednak to Wronia Łapa wpatrywał się z największym uporem w trawiaste tereny, na których przyszedł na świat.

— Nie bylibyśmy w stanie zajść tak daleko, gdyby nie Pierzasty Ogon — powiedział cicho.

— Poświęciła swoje życie, żeby nas uratować — zgodził się Burzowe Futro.

Wiewiórcza Łapa skrzywiła się, słysząc ból w głosie wojownika Klanu Rzeki. Pierzasty Ogon była siostrą Burzowego Futra. Zginęła, ratując ich przed brutalnym drapieżnikiem, po tym jak napotkali w górach nieznaną grupę kotów. Plemię Płynącej Wody żyło za wodospadem i słuchało własnych przodków, a zatem nie Klanu Gwiazdy, a Plemienia Wiecznych Łowów. Górski kot polował na koty plemienia, wyłapując jednego po drugim. Gdy po raz kolejny nawiedził jaskinię plemienia, Pierzasty Ogon zdołała odłamać obluzowany ostry kawałek skały ze sklepienia i spuścić go na krwiożerczą bestię. Sama jednak spadła i zraniła się śmiertelnie. Spoczywała teraz pod stertą skał na terytorium plemienia opodal wodospadu, a dźwięk uderzającej wody prowadził jej ducha prosto do Klanu Gwiazdy.

— Widocznie takie było jej przeznaczenie — skomentowała ostrożnie Brunatna Skóra.

— Miała dokończyć z nami tę podróż — warknął Wronia Łapa. — Klan Gwiazdy wybrał ją, by dotarła do miejsca, w którym tonie słońce, i wysłuchała, co ma nam do przekazania Północ. I na pewno nie powinna umierać z powodu przepowiedni innego klanu.

Burzowe Futro stanął u boku Wroniej Łapy i trącił pyskiem ucznia Klanu Wiatru.

— Odwaga i poświęcenie wpisują się w kodeks wojownika — przypomniał mu. — Wolałbyś, żeby dokonała innego wyboru?

Wronia Łapa bez słowa wpatrywał się przed siebie w kołyszące się krzewy. Uszy drgały mu, jak gdyby usiłował usłyszeć niesiony wiatrem głos Pierzastego Ogona.

— No chodźcie! — Wiewiórcza Łapa rzuciła się naprzód po krótkiej trawie, nagle nie mogąc się doczekać, by dokończyć podróż. Przed odejściem pokłóciła się ze swoim ojcem, Ognistą Gwiazdą, i przebierała teraz łapami z niecierpliwości na myśl, jak zareaguje on na jej powrót. Gdy razem z Jeżynowym Pazurem opuścili las, nie poinformowali żadnego z klanów dokąd idą ani dlaczego. Jedynie Liściasta Łapa, siostra Wiewiórczej Łapy, wiedziała że Klan Gwiazdy przemówił do jednego kota z każdego klanu i przekazał im we śnie, że mają się udać do miejsca, w którym tonie słońce, by poznać przepowiednię Północy. Żadne z nich nie spodziewało się, że Północ okaże się starą, mądrą borsuczycą, która będzie miała im do przekazania niesamowite wieści.

Wronia Łapa przebiegł obok niej i wysunął się na prowadzenie, jako że znał to terytorium lepiej, niż którekolwiek z nich. Ruszył w stronę pasa krzewów i zniknął przy króliczej ścieżce; Brunatna Skóra trzymała się tuż za nim. Wiewiórcza Łapa schyliła głowę, by nie zahaczyć o ciernie, i pobiegła za nimi przez wąski tunel. Jeżynowy Pazur i Burzowe Futro deptali jej po piętach, czuła jak ich łapy uderzają o ziemię tuż za nią.

Tunel w krzewach zamknął się wokół niej i wróciły do niej wspomnienia snów, które nie dawały jej spokoju. Było w nich dużo mroku, a także panika i zapach strachu. Wiewiórcza Łapa była pewna, że te przerażające sny łączyły się jakoś z jej siostrą. Przekonywała samą siebie, że teraz, kiedy już wróciła do domu, będzie mogła dowiedzieć się, gdzie znajduje się Liściasta Łapa. A jednak biegnąc w stronę światła czuła, jak ogarnia ją niepokój.

Zwolniła, wybiegając na trawiasty teren. Jeżynowy Pazur i Burzowe Futro wypadli chwilę później, z sierścią postrzępioną przez ostre kolce.

— Nie wiedziałem, że boisz się ciemności — powiedział zaczepnie Jeżynowy Pazur, podchodząc bliżej.

— Nie boję się — zaoponowała Wiewiórcza Łapa.

— Nigdy dotąd nie widziałem, żebyś tak szybko biegła — zamruczał, poruszając wąsami.

— Myślałam po prostu o tym, żeby dostać się wreszcie do domu — odrzekła z uporem Wiewiórcza Łapa. Zignorowała wymianę spojrzeń pomiędzy Jeżynowym Pazurem i Burzowym Futrem. Wszyscy troje podążyli za Brunatną Skórą i Wronią Łapą, którzy zniknęli już na wrzosowisku.

— Ciekawe co powie Ognista Gwiazda, gdy przekażemy mu nowiny od Północy — zastanawiała się na głos Wiewiórcza Łapa.

Uszy Jeżynowego Pazura drgnęły.

— Nie wiadomo.

— Jesteśmy tylko posłańcami — miauknął Burzowe Futro. — Możemy jedynie przekazać naszym klanom to, o czym powiadomił nas Klan Gwiazdy.

— Myślicie, że ktoś nam uwierzy? — dopytywała Wiewiórcza Łapa.

— Jeżeli Północ się nie myliła, to nie powinniśmy mieć problemów z przekonaniem kogokolwiek — zauważył ponuro Burzowe Futro.

Wiewiórcza Łapa zdała sobie sprawę, że od jakiegoś czasu jej myśli krążą wyłącznie wokół powrotu na łono własnego klanu. Starała się nie zaprzątać sobie głowy zagrożeniami, z którymi musiał się obecnie mierzyć las. A jednak na dźwięk słów Burzowego Futra na jej serce padł cień strachu. Straszliwe ostrzeżenie Północy odbijało się echem w jej głowie: „Dwunożni wkrótce przyjdą z maszynami. Drzewa wywrócą do góry korzeniami, skały rozsadzą, rozedrą ziemię. Nie będzie miejsca dla kotów. Zostaniecie, to potwory was też rozerwą albo zginiecie z głodu, bo nie znajdziecie zwierzyny”.

Przerażenie ścisnęło jej żołądek. A co, jeśli jest już dla nich za późno? Czy w ogóle mają jeszcze dokąd wracać?

Próbowała się uspokoić, przypominając sobie resztę przepowiedni Północy: „Będziecie mieli przewodnika. Kiedy wrócicie, stańcie na Wielkim Kamieniu, kiedy Srebrna Skóra zaświeci na niebie. Umierający wojownik drogę wskaże”. Wiewiórcza Łapa odetchnęła głęboko. Wciąż jeszcze była nadzieja. Najpierw musieli jednak dostać się do domu.

— Czuję zapach wojowników Klanu Wiatru!

Wołanie Jeżynowego Pazura sprawiło, że Wiewiórcza Łapa przywarła do wrzosowiska.

— Musimy dogonić Wronią Łapę i Brunatną Skórę! — rzuciła. Nawyk stawiania czoła zagrożeniu ramię w ramię z towarzyszami wszedł jej w krew tak mocno, że zapomniała, iż Wronia Łapa pochodzi z Klanu Wiatru i nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo ze strony członków jego własnego klanu.

Wyskoczyła z wrzosowiska na polanę i niemal wpadła na cherlawego ucznia Klanu Wiatru. Stanęła jak wryta i wpatrywała się w niego ze zdziwieniem.

Uczeń był bardzo młodym, pręgowanym kotem. Wyglądał, jakby dopiero niedawno opuścił żłobek. Przysiadł pośrodku polany, plecy miał wygięte w łuk, a sierść najeżoną, choć Wronia Łapa i Brunatna Skóra przewyższali go zarówno liczebnie, jak i pod względem rozmiarów. Drgnął na widok Wiewiórczej Łapy, która wysunęła się spomiędzy wrzosów, ale odważnie wytrwał na swoim miejscu.

— Wiedziałem, że czuję zapach intruzów! — syknął.

Wiewiórcza Łapa zmrużyła oczy w szparki. Czy naprawdę ten żałosny niedorostek zamierza stawić czoła trzem dorosłym kotom? Wronia Łapa i Brunatna Skóra spokojnie spojrzeli na ucznia Klanu Wiatru.

 

— Sówku! — miauknął Wronia Łapa. — Nie poznajesz mnie?

Uczeń przechylił głowę na bok i otworzył pysk, próbując posmakować powietrze.

— Nazywam się Wronia Łapa! Co ty tu robisz, Sówku? Nie powinieneś przebywać w żłobku?

Młody uczeń poruszył uszami.

— Nazywam się teraz Sowia Łapa — rzucił.

— Przecież nie możesz być uczniem! — wykrzyknął Wronia Łapa. — Nie masz jeszcze sześciu księżyców.

— A ty na pewno nie jesteś Wronią Łapą — warknął kociak. — Wronia Łapa uciekł. — Powiedziawszy to rozluźnił jednak nieco swoje spięte mięśnie i podszedł do kota Klanu Wiatru, który stał spokojnie, gdy uczeń obwąchiwał jego bok.

— Jakoś dziwnie pachniesz — uznał Sowia Łapa.

— Przebyliśmy naprawdę długą drogę — wyjaśnił Wronia Łapa. — Ale teraz już wróciliśmy i tak się składa, że muszę porozmawiać z Wysoką Gwiazdą.

— Niby kto musi porozmawiać z Wysoką Gwiazdą? — Zadziorne miauknięcie sprawiło, że Wiewiórcza Łapa aż podskoczyła, a potem odwróciła się i ujrzała wojownika Klanu Wiatru, który wychodził spomiędzy wrzosów, unosząc wysoko łapy, by uniknąć kolców. Za nim szło jeszcze dwóch wojowników. Wiewiórcza Łapa wpatrywała się w nich z obawą. Byli tak chudzi, że pod skórą wyraźnie rysowały się ich żebra. Czyżby od jakiegoś czasu nie byli w stanie złapać nic do jedzenia?

— To ja! Wronia Łapa! — miauknął uczeń Klanu Wiatru, a koniuszek jego ogona zadrżał. — Pajęczynowa Stopo, ty też mnie nie poznajesz?

— Oczywiście, że poznaję — miauknął głucho wojownik. W jego głosie zabrzmiała taka obojętność, że Wiewiórcza Łapa zaczęła współczuć swojemu przyjacielowi. Kiepskie to było powitanie, a w dodatku Wronia Łapa nie powiedział jeszcze członkom swojego klanu najgorszego.

— Sądziliśmy, że umarłeś — miauknął Pajęczynowa Stopa.

— No cóż, jednak żyję. — Wronia Łapa mrugnął. — Czy z naszym klanem wszystko w porządku?

Pajęczynowa Stopa zmrużył oczy.

— Co tutaj robią te koty? — zapytał władczo.

— To moi towarzysze podróży — odrzekł Wronia Łapa. — Nie wyjaśnię ci tego teraz, ale bądź pewien, że opowiem o wszystkim Wysokiej Gwieździe — dodał.

Pajęczynowa Stopa nie wydawał się zainteresowany tym, co ma mu do powiedzenia Wronia Łapa. Wiewiórcza Łapa poczuła, że spojrzenie wychudzonego wojownika spoczęło na niej.

— Wygoń ich z naszego terytorium! — syknął. — Nie powinni tutaj przebywać!

Wiewiórcza Łapa pomyślała mimo woli, że wynędzniały Pajęczynowa Stopa nie byłby w stanie ich stąd wygonić, gdyby nie zechcieli usłuchać, ale Jeżynowy Pazur postąpił naprzód i pokłonił się wojownikowi Klanu Wiatru.

— Oczywiście, opuścimy to miejsce — miauknął.

— I tak musimy już wracać do naszych klanów — dodała celnie Wiewiórcza Łapa. Jeżynowy Pazur posłał jej ostrzegawcze spojrzenie.

— W takim razie na co czekacie? — rzucił Pajęczynowa Stopa, a potem spojrzał na Wronią Łapę. — No chodź — warknął. — Zabiorę cię do Wysokiej Gwiazdy.

Wronia Łapa machnął ogonem.

— Czy aby na pewno nasz obóz znajduje się w tamtym kierunku? — miauknął, wskazując ogonem w drugą stronę.

— Mieszkamy teraz w starej króliczej kolonii — odpowiedział Pajęczynowa Stopa.

Wiewiórcza Łapa widziała niepokój i obawę malujące się w oczach Wroniej Łapy.

— To nasz klan się przeniósł?

— Na jakiś czas — odrzekł Pajęczynowa Stopa.

Wronia Łapa skinął głową, choć nadal pytająco spoglądał na wojownika.

— Mogę pożegnać się ze swoimi przyjaciółmi?

— Przyjaciółmi? — przemówił któryś z wojowników, bladobrązowy kocur. — Czyżbyś był teraz lojalny wobec kotów z innych klanów?

— Oczywiście, że nie! — sprzeciwił się Wronia Łapa. — Ale podróżowaliśmy razem od przeszło księżyca.

Wojownicy Klanu Wiatru popatrzyli niepewnie po sobie, ale nie odezwali się ani słowem. Wronia Łapa podszedł do Brunatnej Skóry i dotknął nosem jej cętkowanego boku. Potem otarł się o Jeżynowego Pazura i Burzowe Futro, w końcu wyciągnął głowę, by dotknąć pyska Wiewiórczej Łapy, zaskakując ją ciepłem tego pożegnania. Wroniej Łapie najtrudniej było dopasować się do ich grupy, a jednak po wszystkim, co razem przeszli, nawet on czuł głęboką przyjaźń, jaka połączyła ich piątkę.

— Musimy się wkrótce znowu zobaczyć — powiedział cicho Jeżynowy Pazur. — Przy Wielkim Kamieniu, dokładnie tak, jak poleciła nam Północ. Musimy zobaczyć się z umierającym wojownikiem, żeby się dowiedzieć, co powinniśmy dalej robić. — Machnął ogonem. — Przekonanie naszych klanów, że Północ ma rację, może okazać się nie lada wyzwaniem. Nasi przywódcy nie będą chcieli słuchać, że powinni opuścić las. Ale jeśli spotkamy umierającego wojownika…

— A może po prostu zabierzemy przywódców ze sobą? — miauknęła Wiewiórcza Łapa. — Zobaczą go na własne oczy i uwierzą w słuszność słów Północy.

— Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, żeby Lamparcia Gwiazda zgodziła się na taką wyprawę — odezwał się ostrzegawczo Burzowe Futro.

— Tak samo Czarna Gwiazda — przyznała Brunatna Skóra. — Poza tym księżyc nie jest w pełni, więc między klanami nie obowiązuje rozejm.

— Ale przecież to jest takie ważne — upierała się Wiewiórcza Łapa. — Muszą odpowiedzieć na nasze wezwanie!

— Nie zaszkodzi spróbować — stwierdził Jeżynowy Pazur. — Wiewiórcza Łapa ma rację. Może w ten sposób najłatwiej uda się nam wszystkich powiadomić.

— W porządku — miauknął Wronia Łapa. — Spotkamy się jutro w nocy przy Czterech Drzewach, z naszymi przywódcami lub bez nich.

— Przy Czterech Drzewach? — okrzyk Pajęczynowej Stopy był tak przeraźliwy, że Wiewiórcza Łapa aż podskoczyła. Wojownik Klanu Wiatru ewidentnie podsłuchiwał ich rozmowę. Poczuła wyrzuty sumienia, choć była przekonana, że w ich planach nie ma ani śladu nielojalności wobec klanów. Było wręcz przeciwnie. Pajęczynowej Stopie chodziło jednak o coś innego.

— Nie możecie się spotkać się przy Czterech Drzewach. Z tego miejsca nic już nie zostało! — wyrzucił z siebie.

Wiewiórczą Łapę przeszedł zimny dreszcz.

— Co masz na myśli? — rzuciła Brunatna Skóra.

— Członkowie wszystkich klanów byli świadkami, jak Dwunożni niszczyli to miejsce, gdy wybraliśmy się tam na ostatnie zgromadzenie. Dwunożni i ich potwory ścięli wszystkie cztery dęby.

— Ścięli wszystkie cztery dęby? — powtórzyła niczym echo Wiewiórcza Łapa.

— Przecież mówię — ryknął Pajęczynowa Stopa. — Jeśli mi nie wierzycie, mysie móżdżki, to idźcie i przekonajcie się sami.

Wiewiórcza Łapa ponownie zapragnęła natychmiast wrócić do domu, zobaczyć członków swojego klanu, ojca, matkę i siostrę. Przebierała łapami z niecierpliwości, chcąc rzucić się w stronę lasu. Inni zdawali się podzielać jej odczucia. Spojrzenie Jeżynowego Pazura wyraźnie stwardniało, a Burzowe Futro niecierpliwie przestępował z łapy na łapę.

Wronia Łapa spojrzał na członków swojego klanu i z powrotem na przyjaciół.

— Powodzenia — miauknął cicho. — W dalszym ciągu jestem zdania, że możemy się spotkać jutro w nocy, nawet jeżeli dębów już nie ma.

Jeżynowy Pazur i Burzowe Futro skinęli głowami, a Wronia Łapa odwrócił się i poszedł za Pajęczynową Stopą przez wrzosowisko.

Gdy koty z Klanu Wiatru zniknęły z pola widzenia, Jeżynowy Pazur zaczął węszyć.

— Ruszajmy stąd — zarządził. — Pójdziemy w stronę rzeki, obok starej nory borsuka, ale ty, Brunatna Skóro, powinnaś zostać z nami, dopóki nie dotrzemy do granicy terytorium Klanu Cienia.

— Uwinę się szybciej, jeśli ruszę stąd prosto w stronę Drogi Grzmotu — zaoponowała Brunatne Futro.

— Będzie jednak bezpieczniej, jeżeli zostaniemy razem, przynajmniej do czasu aż wydostaniemy się z wrzosowiska — miauknął Burzowe Futro. — Nie chciałabyś, żeby ktoś cię złapał samą na terytorium Klanu Wiatru.

— Nie straszny mi Klan Wiatru — syknęła Brunatne Futro. — Wnosząc po wyglądzie tych wojowników, nie nadają się za bardzo do walki.

— Ale nie ma też potrzeby ich prowokować — ostrzegł Jeżynowy Pazur. — Poza tym nikt jeszcze nie wie, gdzie byliśmy ani co mamy do przekazania.

— A my jeszcze nie wiemy, co zrobili tutaj Dwunożni — dodał Burzowe Futro. — Jeśli wpadniemy na któregoś z ich potworów, to pójdzie nam lepiej, jeśli będziemy razem.

Brunatna Skóra wpatrywała się przez chwilę w swoich towarzyszy, a potem skinęła głową.

Wiewiórcza Łapa aż zamrugała z ulgi. Nie chciała się jeszcze żegnać z kolejnym przyjacielem.

Jeżynowy Pazur pobiegł przez wrzosowisko, a w ślad za nim podążyły natychmiast trzy pozostałe koty. Kiedy tak biegli pośród trawy, słabe słońce pory spadających liści ogrzewało lekko grzbiet Wiewiórczej Łapy. Poruszali się w milczeniu i kotka poczuła, że ich nastroje spochmurniały, jak gdyby ciemny obłok spowił błękit nieba. Od kiedy opuścili góry, koncentrowali się wyłącznie na tym, by dotrzeć do lasu, tak bardzo wszyscy pragnęli wrócić do domu. Wiewiórcza Łapa zaczęła podejrzewać, że łatwiej byłoby im kontynuować podróż, przedzierać się nawet w nieskończoność przez nieprzyjazne terytorium, niż zmierzyć się teraz z koniecznością przekazania klanom, że muszą opuścić swoje domy, bo w przeciwnym wypadku czeka je straszliwa śmierć. Zanim jednak będą mogli wykonać to zadanie, muszą jeszcze otrzymać znak od umierającego wojownika.

Odór potwora Dwunożnych uderzył ich nozdrza, gdy tylko dotarli do granicy. W pobliżu nie było śladu żadnej zwierzyny. Nie widzieli ptaków na niebie ani nie czuli zapachu królików w poszyciu. Terytorium Klanu Wiatru nigdy nie było najłatwiejszym miejscem do polowań, ale zawsze można było tu znaleźć ślady zwierzyny łownej, choćby zapach na wietrze czy trop w piaszczystej glebie. Teraz brakowało nawet myszołowów, które dotąd często przemierzały niebo nad wrzosowiskami.

Cztery koty wspięły się na krawędź wzniesienia. Wiewiórcza Łapa przełknęła głośno ślinę. Smród potworów tak się wzmógł, że walczyła z odruchem wymiotnym. Nabrała głęboko powietrza i zmusiła się, by spojrzeć w dół zbocza. Na terenie wrzosowisk poniżej brakowało wielkiego fragmentu ziemi. Dawniej zielona i bujna przestrzeń przeistoczyła się w zniszczone, szarobure miejsce. Z oddali niósł się ryk potworów Dwunożnych, które ryły ziemię swoimi ciężkimi łapami, zostawiając za sobą szlak jałowego błota.