Wojownicy. Ucieczka w dziczTekst

Z serii: Wojownicy #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 5


— Hej, kolego, wstawaj! — miauknięcie Szarej Łapy wyrwało Ognistą Łapę ze snu, w którym gonił wiewiórkę po pniu wysokiego dębu, coraz wyżej, do samego czubka drzewa. — Trening zaczyna się o wschodzie słońca. Zakurzona Łapa i Piaskowa Łapa już wstali — ponaglił Szara Łapa.

Ognista Łapa przeciągnął się sennie i dopiero wtedy dotarło do niego, jaki dzisiaj dzień: zaczyna szkolenie na wojownika. Zerwał się na równe łapy. Senność minęła błys­kawicznie, a w żyłach wezbrało radosne podniecenie.

Szara Łapa mył się pospiesznie, pomiaukując między liźnięciami:

— Właśnie rozmawiałem z Lwim Sercem. Krucza Łapa nie będzie z nami trenować, dopóki nie wygoi się jego rana. Prawdopodobnie jeszcze dzień lub dwa spędzi w legowisku Nakrapianego Liścia. Zakurzona Łapa i Piaskowa Łapa są na polowaniu, więc Lwie Serce uznał, że możemy dziś rano potrenować razem z nim i Tygrysim Pazurem. Lepiej się jednak pospieszmy — dodał. — Będą na nas czekać!

Szybko poprowadził Ognistą Łapę tunelem w kolcoliście, w górę zbocza doliny pokrytego porozrzucanymi głazami. Gdy wspięli się na grzbiet wzniesienia, chłodnawy wiaterek zmierzwił ich futra. Na błękitnym niebie ponad ich głowami ścigały się puszyste białe chmury. Podążając dalej za Szarą Łapą w dół zacienionego stoku do piaszczystej kotliny, Ognista Łapa odczuł przypływ gwałtownej radości.

Tygrys Pazur i Lwie Serce rzeczywiście czekali, siedząc w nasłonecznionym miejscu o kilka długości ogonów od siebie.

— Na przyszłość oczekuję od was punktualności — warknął Tygrysi Pazur.

— Nie przesadzaj, Tygrysi Pazurze: wczorajszy wieczór był dosyć męczący. Nie dziwię się, że są niewyspani — miauknął łagodnie Lwie Serce. — Nie masz jeszcze wyznaczonego nauczyciela, Ognista Łapo — ciągnął. — Na razie Tygrysi Pazur i ja będziemy szkolić cię wspólnie.

Ognista Łapa kiwnął entuzjastycznie głową i wyprężył wysoko ogon, nie kryjąc radości z faktu, że dwaj tak wielcy wojownicy zostaną jego nauczycielami.

— Chodźmy — miauknął niecierpliwie Tygrysi Pazur. — Dziś zamierzamy pokazać ci granice naszego terenu, żebyś wiedział, gdzie będziesz polować i jakiego obszaru musisz pilnować. A tobie, Szara Łapo, nie zaszkodzi przypomnienie sobie przebiegu naszych granic.

Bez dalszych słów Tygrysi Pazur poderwał się i lekko wyskoczył z piaszczystego wgłębienia. Lwie Serce skinął na Szarą Łapę i obaj skoczyli równie szybko. Międląc łapami miękki piasek, Ognista Łapa ruszył za nimi.

Tę część lasu porastały bujne brzozy i jesiony, nad którymi górowały ogromne dęby. Ziemię zaścielał kruchy dywan zeschłych liści, szeleszczących pod łapami. Tygrysi Pazur zatrzymał się, by zaznaczyć swoim zapachem gęstą kępę paproci. Pozostałe koty zatrzymały się za nim.

— To ścieżka Dwunożnych — zamruczał Lwie Serce. — Użyj nosa, Ognista Łapo. Co czujesz?

Ognista Łapa zawęszył. Wyczuł słaby zapach Dwunożnych i wyraźniejszy zapach psa, znany mu z poprzedniego domu.

— Dwunożni prowadzili tędy swojego psa, ale już odeszli — miauknął.

— Dobrze — przytaknął Lwie Serce. — Jak sądzisz, możemy bezpiecznie przejść przez ścieżkę?

Ognista Łapa znów zawęszył. Woń była słaba, tłumiły ją świeższe zapachy lasu.

— Tak — odpowiedział.

Tygrysi Pazur skinął głową. Cztery koty wykradły się spod paproci i po ostrych kamieniach przekroczyły wąską ścieżkę Dwunożnych.

Za ścieżką rosły sosny. Stały wysokie i proste, rząd za rzędem. Łatwo było tu poruszać się cicho. Ziemię pokrywała gruba warstwa opadłych igieł, które kłuły łapy nowego ucznia, jednak pod nimi czuło się miękką ziemię. Nie było tu żadnych zarośli, nadających się na kryjówkę, i gdy przekradali się bez żadnej osłony pomiędzy pniami, Ognista Łapa wyczuwał napięcie swoich towarzyszy.

— Te drzewa zasadzili Dwunożni — miauknął Tygrysi Pazur. — Wycinają je cuchnące stworzenia, które wypluwają tyle spalin, że można od nich wzrok stracić. Potem powalone drzewa są stąd zabierane na Porębę, która znajduje się nieopodal stąd.

Ognista Łapa zatrzymał się, by dosłyszeć ryk znanych mu już pożeraczy drzew.

— Poręba będzie cicha jeszcze przez kilka księżyców, do czasu zielonych liści — wyjaśnił mu Szara Łapa, zauważając, że kolega przystanął.

Koty przemknęły przez sosnowy las.

— Domostwo Dwunożnych leży po tamtej stronie — miauknął Tygrysi Pazur, wskazując kierunek swoim grubym ogonem. — Bez wątpienia czujesz jego zapach, Ognista Łapo. Dziś jednak podążymy inną drogą.

Dotarli w końcu do innej drogi Dwunożnych, biegnącej skrajem sosnowego lasu. Szybko przeszli na drugą stronę, do bezpiecznych krzaków pośród dębów. Mimo to Ognista Łapa wciąż wyczuwał niepokój pozostałych kotów.

— Zbliżamy się do terytorium Klanu Rzeki — wyszeptał Szara Łapa. — Tam są Słoneczne Skały — miękkim pyskiem wskazał bezdrzewny skalisty pagórek.

Ognista Łapa poczuł, jak jeży mu się sierść. To tam zginął Długi Ogon.

Lwie Serce zatrzymał się przed szarym kamieniem.

— To granica terytoriów Klanu Pioruna i Klanu Rzeki. Za tą rzeką znajdują się tereny łowieckie Klanu Rzeki — miauknął. — Oddychaj głęboko, Ognista Łapo.

Ognista Łapa poczuł uderzenie ostrego zapachu obcych kotów. Zaskoczyło go, jak różnił się on od ciepłego zapachu kotów z Klanu Pioruna. Zdziwił się także, gdy uświadomił sobie, jak znajome i przyjazne wydawały mu się już zapachy jego klanu.

— To zapach Klanu Rzeki — warknął za nim Tygrysi Pazur. — Zapamiętaj go dobrze. Najsilniejszy będzie przy granicy, ponieważ ich wojownicy oznaczają drzewa rosnące wzdłuż niej. — Z tymi słowy ciemny pręgowany kot podniósł swój ogon i znacząc własny ślad, spryskał płaski kamień.

— Pójdziemy wzdłuż granicy, prowadzi prosto do Czterech Drzew — zamiauczał Lwie Serce.

Ruszył szybko spod Słonecznych Skał, za nim podążył Tygrysi Pazur. Dwaj uczniowie pokłusowali ich śladem.

— Co to są Cztery Drzewa? — wydyszał Ognista Łapa.

— To miejsce, w którym spotykają się terytoria czterech klanów — odpowiedział Szara Łapa. — Rosną tam cztery wielkie dęby, tak stare jak klany...

— Bądźcie cicho! — ostrzegł Tygrysi Pazur. — Nie zapominajcie, jesteśmy tuż obok terytorium wroga!

Obaj uczniowie zamilkli i Ognista Łapa skoncentrował się na cichym truchcie. Przez płytki strumień przebrnęli suchą łapą, skacząc z głazu na głaz.

Zanim dotarli do Czterech Drzew, Ognista Łapa stracił dech, za to bolały go łapy. Nie przywykł do tak dalekich i szybkich wędrówek. Odetchnął z ulgą, gdy Lwie Serce i Tygrysi Pazur podprowadzili ich do grubych drzew i zatrzymali się na porośniętym krzewami grzbiecie wzniesienia.

Słońce stało w zenicie, chmury rozeszły się, a wiatr ucichł. Poniżej, w oślepiającym słonecznym świetle, stały cztery ogromne dęby, których ciemnozielone korony sięgały niemal do szczytu stromego stoku.

— Tak jak powiedział ci Szara Łapa — miauknął Lwie Serce do Ognistej Łapy — to są Cztery Drzewa. Tutaj spotykają się tereny wszystkich czterech klanów. Do Klanu Wiatru należą terytoria położone wyżej przed nami, tam, gdzie zachodzi słońce. Nie chwycisz dzisiaj śladu ich obecności — wiatr wieje w ich stronę. Ale wkrótce wystarczająco dobrze poznasz ich zapach.

— A Klan Cienia sprawuje władzę tam, w najmroczniejszej części lasu — dodał Szara Łapa, wskazując głową w bok. — Starsi powiadają, że zimne północne wiatry wiejące nad terytorium Klanu Cienia studzą serca jego kotów.

— Tyle klanów! — zawołał Ognista Łapa. „I tak dobrze zorganizowane”, dodał w duchu, przypominając sobie ­ponure opowieści Łatka o dzikich kotach siejących postrach w lesie.

— Rozumiesz teraz, dlaczego każda zdobycz jest tak cenna — miauknął Lwie Serce. — Musimy walczyć, by chronić te niewielkie zasoby, które przypadają na nas.

— Ale to bez sensu! Dlaczego klany nie współpracują ze sobą i nie polują wspólnie na wszystkich terytoriach, zamiast ze sobą walczyć? — zasugerował śmiało Ognista Łapa.

Po jego słowach zapadło zdumione i niedowierzające milczenie.

Tygrysi Pazur odpowiedział pierwszy.

— To sposób myślenia zdrajcy, domowy kocie — rzucił.

— Nie bądź zbyt surowy, Tygrysi Pazurze — ostrzegł go Lwie Serce. — Sprawy klanów to nowość dla tego ucznia — popatrzył na Ognistą Łapę. — Mówisz z głębi serca, młodziaku. Dzięki temu pewnego dnia staniesz się silniejszym wojownikiem.

— Albo w chwili ataku okaże się słaby jak domowy piecuch — warknął Tygrysi Pazur.

Lwie Serce zmierzył krótko wzrokiem Tygrysiego Pazura i znów przemówił:

— Cztery klany przychodzą na spotkanie w pokoju w czasie każdego księżyca. Zgromadzenie odbywa się właśnie tutaj — pochylił głowę ku czterem potężnym dębom rosnącym poniżej. — Rozejm trwa tak długo, jak długo księżyc jest w pełni.

— W takim razie zgromadzenie nastąpi niedługo? — zapytał Ognista Łapa, pamiętając jasne światło księżyca poprzedniej nocy.

— W rzeczy samej! — odpowiedział Lwie Serce, wyraźnie pod wrażeniem. — Ściśle mówiąc, dzisiejszej nocy. Zgromadzenia są niezwykle ważne, zapewniają klanom jedną noc pokoju. Musisz jednak zrozumieć, że na dłuższą metę sojusze przyniosłyby więcej szkody niż pożytku.

— To lojalność wobec naszego klanu daje nam siłę — przytaknął Tygrysi Pazur. — Osłabiając tę lojalność, zmniejszasz nasze szanse przeżycia.

Ognista Łapa kiwnął głową.

— Rozumiem — miauknął.

— Ruszajmy! — Lwie Serce wstał. — Idziemy dalej.

Przemierzyli grzbiet zbocza doliny, w której rosły Cztery Drzewa. Chylące się ku zachodowi słońce mieli teraz za plecami. Przebyli strumień w miejscu, gdzie był wystarczająco wąski, by przeskoczyć go jednym susem.

 

Ognista Łapa wciągnął powietrze. Poczuł nowy koci zapach, silny i cierpki.

— Który to klan? — zapytał.

— Klan Cienia — odparł ponuro Tygrysi Pazur. — Idziemy wzdłuż granicy ich terytorium. Zachowuj się rozsądnie, Ognista Łapo. Świeższe zapachy oznaczają, że w pobliżu jest ich patrol.

Ognista Łapa skinął głową, gdy wtem usłyszał nowy dźwięk. Zesztywniał, ale inne koty utrzymały tempo, idąc prosto w kierunku złowieszczego dudnienia.

— Co to jest? — zapytał, doganiając ich kłusem.

— Zobaczysz za chwilę — odpowiedział Lwie Serce.

Ognista Łapa spojrzał na drzewa przed nimi. Wydawały się rzednąć, wpuszczając szerokie pasma słonecznego światła.

— Jesteśmy na skraju lasu? — zapytał. Potem zatrzymał się i wziął głęboki wdech. Woń zielonego lasu przytłumiły inne, dziwne, złowrogie zapachy.

Tym razem to nie był zapach kotów, lecz woń, która przypomniała mu jego stary dom Dwunożnych. Dudnienie przybierało na sile, bezustanny ryk sprawiał, że drżała ziemia, wywoływał ból w uszach.

— To Droga Grzmotu — miauknął Tygrysi Pazur.

Ognista Łapa podążył za Lwim Sercem, który doprowadził ich na skraj lasu. Usiadł i wszystkie cztery koty wyjrzały zza drzew.

Ognista Łapa ujrzał szarą drogę przecinającą las jak rzeka. Twarda przestrzeń z szarego kamienia ciągnęła się tak daleko, że drzewa po drugiej stronie ledwo było widać. Ognista Łapa wzdrygnął się, poczuwszy gorzki zapach dobiegający od drogi.

W następnej chwili uskoczył do tyłu, jeżąc futro, gdy tuż obok przemknął ryczący potwór. Gałęzie drzew po obu stronach wygięły się gwałtownie w sunącym za potworem podmuchu. Ognista Łapa spojrzał na towarzyszy szeroko otwartymi oczami, niezdolny do wydania głosu. Wcześniej widział podobne drogi koło swojego starego domu Dwunożnych, ale żadna nie była tak szeroka, nie jeździły też po nich potwory tak szybkie i tak gwałtowne.

— Za pierwszym razem też się wystraszyłem — zauważył Szara Łapa. — Ale przynajmniej dzięki temu wojownicy Klanu Cienia nie zapuszczają się na nasz teren. Droga Grzmotu ciągnie się wzdłuż naszej granicy na długość wielu kocich kroków. I nie martw się, te potwory nigdy nie zbaczają z drogi. Jesteś bezpieczny pod warunkiem, że nie podejdziesz zbyt blisko.

— Najwyższy czas wracać do obozu — miauknął Lwie Serce. — Obszedłeś już cały nasz teren. Ominiemy tylko Wężowe Skały, chociaż nadłożymy drogi. Niedoświadczony uczeń byłby łatwym łupem dla żmij, a domyślam się, że jesteś zmęczony, Ognista Łapo.

Ognista Łapa poczuł ulgę na myśl o powrocie do obozu. W głowie kręciło mu się od wszystkich nowych zapachów i wrażeń. Lwie Serce miał rację: był zmęczony i głodny. Gdy koty odwróciły się od Drogi Grzmotu i skierowały z powrotem do lasu, poczłapał za Szarą Łapą.

Gdy Ognista Łapa wchodził przez kolcolist do obozu Klanu Pioruna, w wieczornym powietrzu unosił się zapach rosy. Czekała na nich świeża zdobycz. Ognista Łapa i Szara Łapa wzięli swoją część ze sterty ułożonej w zacienionym miejscu polany i przenieśli ją na pniak przy swoich legowiskach.

Zakurzona Łapa i Piaskowa Łapa już tam siedziały, chrupiąc łapczywie.

— Cześć, kiciusiu! — miauknął Zakurzona Łapa, patrząc na Ognistą Łapę zmrużonymi pogardliwie oczami. — Rozkoszuj się jedzeniem, które dla ciebie złapaliśmy.

— Kto wie, pewnego dnia może nawet nauczysz się polować! — uśmiechnęła się szyderczo Piaskowa Łapa.

— Wciąż każą wam polować? — zapytał niewinnie Szara Łapa. — Nie przejmujcie się. My patrolowaliśmy granice terytorium. Cieszcie się, wszędzie jest bezpieczne.

— Z pewnością inne klany uciekły z przerażeniem od samego waszego zapachu! — zawył Zakurzona Łapa.

— Nie ośmielili się nawet pokazać— zaripostował Szara Łapa, niezdolny dłużej ukrywać złość.

— Dobra, zapytamy ich dziś wieczorem, gdy zobaczymy się na zgromadzeniu klanów — miauknęła Piaskowa Łapa.

— Idziecie? — zapytał Ognista Łapa. Mimo niechęci okazywanej mu przez uczniów był pod wrażeniem tej wiadomości.

— Oczywiście — odpowiedział wyniośle Zakurzona Łapa. — Wiesz, to wielki zaszczyt. Ale nie martw się; opowiemy ci wszystko jutro rano.

Szara Łapa zignorował chełpliwe przechwałki Zakurzonej Łapy i zaczął chrupać swój świeżo upolowany posiłek. Ognista Łapa również był głodny i przykucnął do jedzenia. Nie mógł pozbyć się kłującego uczucia zazdrości, że dwójka uczniów pójdzie wieczorem na spotkanie z innymi klanami.

Podniósł wzrok, gdy rozległo się donośne wezwanie Błękitnej Gwiazdy. Popatrzył na zbierających się wojowników i starszych klanu. Nadszedł czas wyjścia przedstawicieli klanu na comiesięczne zgromadzenie. Zakurzona Łapa i Piaskowa Łapa zerwali się i kłusem dołączyli do reszty kotów.

— Do zobaczenia! — rzuciła przez ramię Piaskowa Łapa. — Życzę miłej, spokojnej nocy!

Zebrane koty skierowały się rzędem do wyjścia z obozu. Na czele kroczyła Błękitna Gwiazda. W świetle księżyca jej futro lśniło srebrzyście; prowadząc swój klan na krótki rozejm pomiędzy odwiecznymi wrogami, wydawała się spokojna i pewna siebie.

— Byłeś kiedyś na zgromadzeniu? — zapytał w zadumie Ognista Łapa.

— Jeszcze nie — odpowiedział Szara Łapa, głośno chrupiąc kości myszy. — Ale niedługo to nastąpi, po prostu musisz czekać. Wszyscy uczniowie w końcu tam docierają.

Resztę posiłku spożyli w milczeniu. Gdy skończyli, Szara Łapa podszedł do Ognistej Łapy i zaczął pielęgnować jego głowę. Umyli się wzajemnie, dzieląc języki na sposób, jaki Ognista Łapa widział u innych kotów zaraz po przybyciu. Potem, zmęczeni długą wędrówką, poszli do swojego legowiska. Umościli się w nim i szybko zapadli w sen.

Następnego ranka Szara Łapa i Ognista Łapa wcześniej przybyli do piaszczystej rozpadliny. Wymknęli się chyłkiem, zanim obudziły się Piaskowa Łapa i Zakurzona Łapa. Ognista Łapa chętnie posłuchałby o zgromadzeniu, ale Szara Łapa pociągnął go za sobą.

— Jak znam tych dwoje, później usłyszysz wszystko, co trzeba — miauknął.

Zapowiadał się kolejny ciepły dzień. Tym razem dołączył do nich Krucza Łapa. Dzięki Nakrapianemu Liściowi jego rana goiła się dobrze.

Szara Łapa bawił się, zgarniając liście w powietrzu i skacząc po nich. Ognista Łapa patrzył na niego z ogonem drgającym z rozbawienia. Krucza Łapa przysiadł cicho na boku wgłębienia, wyglądał na spiętego i nieszczęśliwego.

— Głowa do góry, Krucza Łapo! — zawołał Szara Łapa. — Wiem, że nie lubisz szkolenia, ale zwykle nie jesteś aż tak nieszczęśliwy!

Zapachy Lwiego Serca i Tygrysiego Pazura zwiastowały już ich nadejście, więc Krucza Łapa odparł pospiesznie:

— Martwię się po prostu, że pogorszy się stan mojej rany.

W tej chwili Tygrysi Pazur wyszedł z krzaków, stąpając tuż za Lwim Sercem.

— Wojownicy powinni umieć znosić ból — rzucił Tygrysi Pazur. Spojrzał Kruczej Łapie prosto w oczy. — Musisz nauczyć się trzymać język za zębami.

Krucza Łapa wzdrygnął się i spuścił wzrok na ziemię.

— Tygrysi Pazur jest dziś w zrzędliwym nastroju — szepnął Szara Łapa do ucha przyjaciela.

Lwie Serce srogo spojrzał na swoich uczniów i ogłosił:

— Dziś będziemy ćwiczyć tropienie. Zacznijmy od tego, że zupełnie inaczej podkradamy się do królika, a inaczej do myszy. Czy któryś z was może powiedzieć mi, dlaczego?

Ognista Łapa nie miał zielonego pojęcia, a Krucza Łapa zdawał się brać uwagę Tygrysiego Pazura do serca i trzymał język za zębami.

— No, dalej! — prychnął niecierpliwie Tygrysi Pazur.

Odpowiedział Szara Łapa:

— Ponieważ królik poczuje nasz zapach wcześniej, niż nas zobaczy, ale mysz poczuje kroki naszych łap na ziemi, zanim wyczuje nasz zapach.

— Tak jest, Szara Łapo! Jak więc należy postępować w czasie polowania na myszy?

— Lekko kroczyć? — zasugerował Ognista Łapa.

Lwie Serce popatrzył na niego z aprobatą.

— Całkiem dobrze, Ognista Łapo. Musisz całą masę swojego ciała przenieść na uda, aby łapy nie wywoływały żadnych drgań podłoża. Spróbujmy!

Ognista Łapa zobaczył, jak Szara Łapa i Krucza Łapa natychmiast przykucnęli w pozycji tropicieli.

— Dobra robota, Szara Łapo! — miauknął Lwie Serce, gdy dwóch uczniów zaczęło ostrożnie posuwać się do przodu.

— Zadek nisko, Krucza Łapo, bo wyglądasz jak kaczka! — zawarczał Tygrysi Pazur. — Teraz ty spróbuj, Ognista Łapo.

Ognista Łapa przykucnął i zaczął skradać się po leśnym poszyciu. Poczuł, że instynktownie przybrał właściwą pozycję, i gdy posuwał się do przodu, najciszej i najlżej, jak tylko potrafił, zapałał dumą, że jego mięśnie zareagowały tak płynnie.

— Wyraźnie widać, że przywykłeś do wygody — burknął Tygrysi Pazur. — Tropisz jak człapiący kot domowy! Myślisz, że ofiara przyjdzie, położy ci się na talerzu i będzie czekać, aż ją zjesz?

Gdy tylko Tygrysi Pazur zaczął mówić, Ognista Łapa usiadł szybko, trochę zaskoczony jego mocnymi słowami. Słuchał uważnie wojownika, zdecydowany wszystko wykonywać jak najlepiej.

— Tempo i umiejętność poruszania się przyjdą później, ale już teraz doskonale utrzymuje równowagę — zauważył łagodnie Lwie Serce.

— I zapewne jest lepszy niż Krucza Łapa, jak przypuszczam — zrzędził Tygrysi Pazur. Rzucił pogardliwe spojrzenie na czarnego kociaka. — Nawet po dwóch księżycach szkolenia wciąż przenosisz całą swoją masę na lewą stronę.

Krucza Łapa zrobił jeszcze smutniejszą minę i Ognista Łapa nie mógł powstrzymać się, by nie palnąć:

— Po prostu martwi się swoją raną!

Tygrysi Pazur odwrócił głowę i spiorunował go wzrokiem.

— Urazy są wpisane w życie. Powinien umieć sobie z nimi radzić. Nawet ty, Ognista Łapo, nauczyłeś się czegoś dziś rano. Jeśli Krucza Łapa pojmowałby rzeczy tak szybko jak ty, byłby dla mnie chlubą, zamiast wpędzać w zażenowanie. Wyobraź sobie, że zawstydza cię domowy kot! — parsknął gniewnie w stronę swojego ucznia.

Ognista Łapa poczuł, że futro kłuje go niewygodnie. Nie mógł spojrzeć Kruczej Łapie w oczy, spuścił więc wzrok na swoje łapy.

— Uf, jestem bardziej pokrzywiony niż jednonogi borsuk — miauknął Szara Łapa, przerywając swoje ostrożne podchody, i podniósłszy się, zaczął zataczać się komicznie po polanie. — Myślę, że będę musiał zadowolić się polowaniem na głupie myszy. Nie będą miały szans. Po prostu będę do nich podchodził, a potem siedział na nich, dopóki mi się nie poddadzą.

— Skoncentruj się, młodziaku. To nie czas na żarty! — miauknął surowo Lwie Serce. — Być może skupisz się bardziej, jeśli popróbujesz prawdziwego tropienia.

Wszyscy trzej uczniowie spojrzeli na niego radośnie.

— Chcę, by każdy z was spróbował złapać prawdziwą ofiarę — zamiauczał Lwie Serce. — Krucza Łapo, poszukasz za Sowim Drzewem. Szara Łapa, może uda ci się wytropić coś tam, w tej dużej kępie jeżyn. A ty, Ognista Łapo, pójdź tamtą króliczą drogą; znajdziesz wyschnięte dno zimowego strumienia. Może coś tam znajdziesz.

Trzej uczniowie oddalili się lekko, nawet Krucza Łapa znalazł w sobie jakąś wyjątkową energię do wykonania tego zadania.

Czując szum krwi w uszach, Ognista Łapa skradał się wolno pod górę. Łożysko strumienia przecinało zalesiony teren położony na wprost. Ognista Łapa odgadł, że w porze opadania liści strumień zbiera wodę deszczową z lasu i doprowadza ją do wielkiej rzeki, stanowiącej granicę terenu Klanu Rzeki. Teraz łożysko było wyschnięte.

Ognista Łapa zszedł w dół brzegiem strumienia i przykucnął na jego piaszczystym dnie. Wszystkie zmysły miał napięte i wyczulone. Ostrożnie rozejrzał się po pustym korycie w poszukiwaniu oznak życia. Wypatrywał najlżejszego ruchu. Otworzył pysk, by móc wyczuć najsłabszy zapach, uszy wystawił do przodu.

I wtedy poczuł zapach myszy. Odróżnił jej woń natychmiast, gdy przypomniał sobie smak, poznany poprzedniej nocy. Wezbrała w nim gwałtowna energia, ale stał nieruchomy, rozpaczliwie próbując jak najdokładniej określić miejsce, w którym znajduje się przyszła ofiara.

Wyciągnął uszy przed siebie i nasłuchiwał, dopóki nie usłyszał szybkiego pulsowania maleńkiego serca myszy. Wtedy jego uwagę przyciągnął brązowy błysk. Coś przedzierało się przez wysoką trawę pokrywającą brzegi strumienia. Ognista Łapa przesuwał się bliżej, pamiętając, by ciężar ciała utrzymywać na udach, dopóki nie zbliżył się na odległość skoku. Wtedy odepchnął się mocno tylnymi łapami i skoczył, wzbijając fontannę piasku.

Mysz zaczęła uciekać, ale Ognista Łapa był szybszy. Chwycił ją w powietrzu jedną łapą, cisnął w piaszczyste koryto strumienia i rzucił się na nią. Zabił szybko jednym ostrym kłapnięciem.

 

Ostrożnie chwycił ciepłe ciało w zęby i z zadartym ogonem powrócił do zagłębienia, w którym czekali Tygrysi Pazur i Lwie Serce. Upolował swoją pierwszą zdobycz. Stał się teraz prawdziwym uczniem Klanu Pioruna.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?