Wojownicy. Ucieczka w dziczTekst

Z serii: Wojownicy #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 4


Jęk wstrząśniętego klanu poniósł się echem po lesie.

Krucza Łapa zachwiał się. Jego prawa łapa zalśniła od krwi spływającej z głębokiego nacięcia na barku.

— Niedaleko Słonecznych Skał, nad strumieniem, spotkaliśmy pięciu wojowników Klanu Rzeki — mówił drżącym głosem. — Był z nimi Dębowe Serce.

— Dębowe Serce! — wysapał Szara Łapa stojący obok Ognistej Łapy. — To zastępca przywódcy Klanu Rzeki. Jest jednym z największych wojowników w lesie. Co za szczęściarz z Kruczej Łapy! Szkoda, że to nie na mnie trafiło! Ja bym na pewno... — ucichł pod gniewnym spojrzeniem starego szarego kocura, który pierwszy wyczuł powrót Kruczej Łapy.

Ognista Łapa ponownie odwrócił się do Kruczej Łapy.

— Rudy Ogon ostrzegł Dębowe Serce, by nie zapuszczał się na polowania na terytorium Klanu Pioruna. Powiedział, że następny wojownik Klanu Rzeki złapany na terytorium Klanu Pioruna zostanie zabity, ale Dębowe... Dębowe Serce nie ustąpił. Powiedział, że jego kl… klan musi znaleźć pożywienie, niezależnie od naszych gróźb.

Krucza Łapa zamilkł, ze świstem łapiąc oddech. Jego rana wciąż bardzo krwawiła, więc oparł się niezgrabnie na drugiej łapie.

— Wtedy Klan Rzeki rzucił się na nas. Ciężko było dojrzeć, co się dzieje. Walka była bezwzględna. Zobaczyłem, że Dębowe Serce przyciska do ziemi Rudy Ogon, ale wtedy Rudy Ogon... — Nagle oczy zapadły mu się w głąb czaszki, a on sam się zatoczył. Na wpół ześlizgując się, na wpół spadając z głazu, osunął się na ziemię.

Ruda królowa skoczyła do niego i przykucnęła przy jego boku. Polizała go po pyszczku i zawołała:

— Nakrapiany Liściu!

Spod liści paproci wybiegła ładna szylkretowa kotka, którą Ognista Łapa widział wcześniej obok Szarej Łapy. Podeszła do Kruczej Łapy i miauknięciem poprosiła królową, żeby się odsunęła. Różowym noskiem przekręciła ucznia, aby móc dobrze przyjrzeć się jego ranom, potem uniosła wzrok i miauknęła:

— Nie jest źle, Złoty Kwiecie, jego rany nie są groźne. Ale będę potrzebowała pajęczyn, by zatamować krwawienie.

Nakrapiany Liść pognała z powrotem do legowiska, a ciszę przerwało nagle żałosne zawodzenie. Oczy wszystkich zwróciły się w kierunku źródła dźwięku.

Ogromny, ciemny, brązowo pręgowany kot przecisnął się przez gałęzie krzewów. W ostrych zębach wojownik trzymał nie ofiarę, lecz innego kota. Wciągnął martwe, poszarpane ciało na środek polany.

Ognista Łapa wyciągnął szyję i poprzez tłum dojrzał błyszczący rudy ogon leżący bezwładnie na pylistej ziemi.

Przez grupę na polance jak zimny powiew wiatru przebiegło westchnienie. Szara Łapa aż skulił się ze smutku.

— Rudy Ogon!

— Rudy Ogon!

— Jak to się stało, Tygrysi Pazurze? — spytała Błękitna Gwiazda ze swojego miejsca na Wysokim Głazie.

Tygrysi Pazur wypuścił ciało Rudego Ogona z pyska i z szacunkiem zwrócił się do przywódczyni.

— Zginął z honorem, powalony przez Dębowe Serce. Nie mogłem go ocalić, ale gdy Dębowe Serce chełpił się swoim zwycięstwem, zdołałem go zabić.

Głos Tygrysiego Pazura brzmiał silnie i głęboko.

— Śmierć Rudego Ogona nie poszła na marne. Sądzę, że myśliwi Klanu Rzeki już nie zapuszczą się na nasze tereny.

Ognista Łapa spojrzał na przyjaciela, którego oczy przepełniał smutek.

Po chwili ciszy kilka kotów podeszło do ciała. Polizały zmierzwiony rudy ogon i zaczęły mruczeć ciche słowa do martwego wojownika.

— Co oni robią? — wyszeptał Ognista Łapa do ucha Szarej Łapy.

Nie odrywając wzroku od martwego kocura, Szara Łapa odparł:

— Jego duch dołączył do Klanu Gwiazdy, ale koty naszego klanu ostatni raz chcą podzielić się językami z Rudym Ogonem.

— Do Klanu Gwiazdy? — powtórzył Ognista Łapa.

— To plemię niebiańskich wojowników, czuwających nad wszystkimi kotami naszego klanu. Możesz ich ujrzeć na Srebrnej Skórze.

Ognista Łapa zrobił zdziwioną minę, więc Szara Łapa pospieszył z wyjaśnieniem:

— Srebrna Skóra to zwarta grupa gwiazd, którą widzisz na niebie co noc. Każda gwiazda to wojownik Klanu Gwiazdy. Dziś wieczorem dołączy do nich Rudy Ogon.

Ognista Łapa kiwnął głową, a Szara Łapa zrobił krok do przodu, by podzielić się językami z zabitym przywódcą.

Błękitna Gwiazda nie odezwała się, gdy pierwsi członkowie klanu podchodzili, by oddać hołd Rudemu Ogonowi. Teraz jednak zeskoczyła z Wysokiego Głazu i powolnym krokiem podeszła do ciała. Pozostali cofnęli się i patrzyli, jak przywódczyni przysiada, by ostatni raz podzielić się językami ze swym starym towarzyszem.

Gdy skończyła, podniosła głowę i przemówiła. Głos miała cichy i przepełniony żalem, a klan słuchał w milczeniu.

— Rudy Ogon był dzielnym wojownikiem. Jego lojalność wobec Klanu Pioruna była niezachwiana. Zawsze zdawałam się na jego osąd, gdyż zawsze najwyżej cenił dobro klanu i nigdy nie poddał się egoizmowi i pysze. Był dobrym przywódcą.

Ułożyła się na brzuchu, skłoniła głowę, wyciągnęła przed siebie łapy i pogrążyła się w cichej żałobie za utraconym przyjacielem. Podeszło kilka innych kotów i ułożyło się koło niej. Z pochylonymi głowami i zgarbionymi karkami połączyły się z nią w smutku.

Ognista Łapa patrzył. Nie znał Rudego Ogona, ale nie mógł pozbyć się uczucia, że on również uczestniczy w żałobie klanu.

Ponownie podszedł do niego Szara Łapa.

— Zakurzona Łapa będzie smutny — zauważył.

— Zakurzona Łapa?

— Uczeń Rudego Ogona. Tamten brązowy pręgowany kociak. Zastanawiam się, kto zostanie jego nowym nauczycielem.

Ognista Łapa rzucił okiem na niewielkiego kota, który samotnie przysiadł nieopodal ciała Rudego Ogona, niewidzącymi oczami wpatrując się w ziemię. Ognista Łapa spojrzał ponad nim na przywódczynię klanu.

— Jak długo Błękitna Gwiazda przy nim pozostanie? — zapytał.

— Zapewne całą noc — odparł Szara Łapa. — Rudy Ogon był jej zastępcą przez wiele, wiele księżyców. Nie będzie chciała zbyt szybko go zostawić. Był jednym z najlepszych wojowników. Nie tak wielki ani potężny jak Tygrysi Pazur czy Lwie Serce, ale za to szybki i zręczny.

Ognista Łapa spojrzał na Tygrysiego Pazura, podziwiając siłę bijącą z jego potężnych mięśni i wielkiego łba. Jego masywne ciało nosiło ślady wojowniczego życia: w jednym uchu brakowało kawałka w kształcie klina, a nos znaczyła gruba blizna.

Nagle Tygrysi Pazur wstał i zaczął węszyć ponad Kruczym Pazurem. Nakrapiany Liść przysiadła obok jego rannego ucznia, używając zębów i przednich łap do okładania pajęczyną jego pokaleczonych barków.

— Co ona robi? — spytał Ognista Łapa, nachylając się do Szarej Łapy.

— Tamuje krwawienie. Rana wygląda paskudnie. Krucza Łapa wydawał się naprawdę wstrząśnięty. Zawsze był trochę nerwowy, ale nigdy nie widziałem go w tak złym stanie. Chodźmy zobaczyć, czy się już zbudził.

Przecisnęli się pomiędzy rozpaczającymi kotami do miejsca, w którym leżał Krucza Łapa, i z szacunkiem stanęli w pewnej odległości, czekając, aż Tygrysi Pazur skończy rozmawiać.

— Zatem, Nakrapiany Liściu — miauknął Tygrysi Pazur. — Co z nim? Myślisz, że się z tego wykaraska? Dużo czasu poświęciłem na jego naukę, nie chciałbym, by moje wysiłki poszły na marne w pierwszej bitwie.

Nakrapiany Liść odpowiedziała, nie odrywając wzroku od swojego pacjenta.

— Tak, byłoby trochę szkoda, gdyby po twoim wspaniałym szkoleniu zginął podczas swojej pierwszej walki, prawda?

Ognista Łapa dosłyszał w jej głosie rozdrażnienie.

— Będzie żył? — spytał Tygrysi Pazur.

— Oczywiście. Potrzebuje tylko odpoczynku.

Tygrysi Pazur prychnął i opuścił wzrok na nieruchomy czarny kształt. Dźgnął pazurem Kruczą Łapę.

— No, dalej! Wstawaj!

Krucza Łapa nie poruszył się.

— Spójrz na jego pazury! — wysyczał Ognista Łapa.

— No wiem! — odpowiedział zafascynowany Szara Łapa. — Nie chciałbym się z nim bić!

— Nie tak szybko, Tygrysi Pazurze! — Nakrapiany Liść łagodnie odsunęła ostre szpony Tygrysiego Pazura. — Ten uczeń musi leżeć, dopóki rana się nie zagoi. Nie chcę, by otworzyła się przy skokach w trakcie ćwiczeń, które mu zadasz. Zostaw go w spokoju.

Ognista Łapa wstrzymał oddech, czekając na reakcję Tygrysiego Pazura. Domyślał się, że niewiele kotów ośmiela się zwracać do niego tak bezpośrednio. Pręgowany olbrzym zesztywniał; wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale Nakrapiany Liść miauknęła przekornie:

— Wiesz, że lepiej nie sprzeczać się z uzdrowicielką, Tygrysi Pazurze.

Oczy Tygrysiego Pazura błysnęły na te słowa drobnej kotki.

— Nie ośmieliłbym się sprzeczać z tobą, drogi Nakrapiany Liściu — odparł, potem odwrócił się, by odejść, i zauważył dwójkę przyjaciół. — Kto to? — zapytał Szarą Łapę, stając nad nim.

— To nowy uczeń — miauknął Szara Łapa.

— Wygląda jak domowy kociak! — wąchając, mruknął wojownik.

— Byłem nim — odpowiedział śmiało Ognista Łapa. — Ale zamierzam zostać wojownikiem.

Tygrysi Pazur przyjrzał mu się z nagłym zainteresowaniem.

— Ach, tak. Teraz sobie przypominam. Błękitna Gwiazda wspomniała, że wzięła na próbę jakiegoś domowego. A teraz się uczysz, tak?

Ognista Łapa wyprostował się jak struna, chcąc zrobić wrażenie na wybitnym wojowniku klanu.

— Tak — miauknął z szacunkiem.

Tygrysi Pazur przyjrzał mu się uważnie.

— W takim razie będę obserwował twoje postępy.

Gdy Tygrysi Pazur odszedł, Ognista Łapa wypiął dumnie pierś.

— Myślisz, że mnie polubił?

 

— Myślę, że Tygrysi Pazur nie lubi żadnego ucznia! — szepnął Szara Łapa.

W tej chwili Krucza Łapa poruszył się i zastrzygł uszami.

— Poszedł? — spytał cicho.

— Kto? Tygrysi Pazur? — spytał Szara Łapa, drepcząc ku niemu. — Tak, odszedł.

— Cześć! — zaczął Ognista Łapa, chcąc się przedstawić.

— Zmykajcie, obaj! — zawołała Nakrapiany Liść. — Jak mam go leczyć przy wszystkich tych odwiedzinach?!

Niecierpliwie machnęła ogonem i przecisnęła się między dwoma kotami do swojego pacjenta.

Ognista Łapa zdał sobie sprawę, że pomimo żywego błysku ciepłych złocistych oczu uzdrowicielka mówi poważnie.

— Chodź, kolego — miauknął Szara Łapa. — Oprowadzę cię. Do zobaczenia, Krucza Łapo!

Oba koty zostawiły Nakrapiany Liść z pacjentem i wróciły na polanę.

Szara Łapa zastanawiał się przez chwilę, co dalej; najwyraźniej traktował swoje obowiązki przewodnika bardzo poważnie.

— Wysoki Głaz już znasz — rozpoczął, ogonem wskazując duży, gładki kamień. — To stąd Błękitna Gwiazda zawsze przemawia do klanu. Na dole ma legowisko — nosem wskazał niszę w skale. — Jej jama została bardzo dawno temu wyżłobiona przez starożytny strumień.

Szara Łapa poszedł dalej.

— Tu śpią wojownicy.

Ognista Łapa podążył za nim do dużego krzaka rosnącego kilka stóp od Wysokiego Głazu, skąd miał doskonały widok aż do krzewu skrywającego wejście do obozu. Gałęzie kolcolistu zwisały nisko nad ziemią, ale Ognista Łapa dostrzegł osłoniętą przestrzeń, na której wojownicy umościli swoje legowiska.

— Starsi wojownicy śpią bliżej środka, gdzie jest cieplej — wyjaśnił Szara Łapa. — Zazwyczaj dzielą się tym, co upolują, w tym gąszczu pokrzyw. Młodsi wojownicy jedzą nieopodal. Czasami są zapraszani na wspólny posiłek przez starszych wojowników, co jest dużym zaszczytem.

— A inne koty klanu? — zapytał Ognista Łapa, zafascynowany, ale i przytłoczony wszystkimi zwyczajami i rytuałami, wedle których żył klan.

— Królowe dzielą kwatery z wojownikami, ale gdy spodziewają się miotu lub opiekują się młodymi, przebywają w legowisku w pobliżu żłobka. Starsi mają swoje miejsce po drugiej stronie polany. Chodź, pokażę ci.

Ognista Łapa dreptał przez polanę, podążając za Szarą Łapą do miejsca, gdzie swoje legowisko miała Nakrapiany Liść.

Zatrzymali się obok wykrotu porośniętego połacią bujnej trawy. Wśród miękkiej zieleni przycupnęły cztery starsze koty, zajadające teraz młodego tłustego królika.

— Przyniósł im to Zakurzona Łapa lub Piaskowa Łapa — szepnął Szara Łapa. — Do obowiązków uczniów należy zaopatrywanie starszych w świeże pożywienie.

— Witaj, młodzieńcze — pozdrowił Szarą Łapę jeden ze starszych wojowników.

— Witaj, Małe Ucho — odpowiedział kociak, pochylając z szacunkiem głowę.

— To musi być jeden z nowych uczniów, Ognista Łapa, nieprawdaż? — miauknął drugi starszy.

Miał poszarpane ciemnobrązowe futro, a w miejscu ogona sterczał tylko kikut.

— Zgadza się — odpowiedział Ognista Łapa, wzorem towarzysza kłaniając się uprzejmie.

— Jestem Obcięty Ogon — powiedział brązowy kocur. — Witaj w klanie.

— Jedliście coś? — miauknął Małe Ucho.

Ognista Łapa i Szara Łapa potrząsnęli przecząco głowami.

— Wystarczy dla wszystkich. Zakurzona Łapa i Piaskowa Łapa wyrosną na świetnych myśliwych. Nie będziesz miała nic przeciwko temu, że podzielimy się tą myszką z naszymi młodymi przyjaciółmi, Jedno Oko?

Jasnoszara królowa, leżąca obok, potrząsnęła głową. Ognista Łapa zauważył, że jedno oko ma zasnute mgłą i niewidzące.

— Zgadzasz się, Pstrokaty Ogonie?

Starsza szylkretowa kocica z szarą mordką miauknęła ochrypłym starczym głosem:

— Oczywiście, że tak.

— Dziękujemy — miauknął z zapałem Szara Łapa. Podszedł, wygarnął dużą mysz ze stosu zdobyczy i rzucił pod nogi Ognistej Łapy.

— Jeszcze nie próbowałeś myszy? — spytał.

— Jeszcze nie — przyznał Ognista Łapa. Ciepły zapach świeżo upolowanej myszy niespodziewanie wprawił go w podniecenie. Na myśl o tym, że zje pierwszy prawdziwy posiłek jako członek klanu, poczuł dreszcz przebiegający mu przez ciało.

— W takim razie możemy zabrać się do jedzenia. Zostaw mi kawałek! — Szara Łapa odsunął się, ustępując miejsca koledze.

Ognista Łapa przykucnął i ugryzł spory kęs. Mięso było soczyste i kruche, jego smak współgrał z zapachami lasu.

— I jak? — spytał Szara Łapa.

— Wspaniałe! — wymamrotał Ognista Łapa z pełnym pyszczkiem.

— To się posuń — miauknął Szara Łapa, robiąc krok naprzód i również schylając się nad zdobyczą.

Jedząc wspólnie, przysłuchiwali się rozmowie starszych kotów.

— Kiedy Błękitna Gwiazda wyznaczy swojego zastępcę? — spytał Małe Ucho.

— Co mówiłeś? — zapytała Jedno Oko.

— Nie wiedziałem, że słuch pogorszył ci się tak jak wzrok! — odpowiedział niecierpliwie Małe Ucho. — Zapytałem, jak dużo czasu zajmie Błękitnej Gwieździe wybór nowego zastępcy.

Jedno Oko zignorowała rozdrażniony ton Małego Ucha i zamiast mu odpowiedzieć, zwróciła się do szylkretowej królowej:

— Pstrokaty Ogonie, pamiętasz ten dzień, wiele księżyców temu, kiedy Błękitna Gwiazda została mianowana zastępczynią?

Pstrokaty Ogon przytaknęła poważnie.

— O, tak! To było wkrótce po tym, jak straciła swoje dzieci.

— Nie będzie zadowolona z konieczności wyboru nowego zastępcy — zauważył Małe Ucho. — Rudy Ogon służył jej długo i dobrze. Ale będzie musiała szybko podjąć decyzję. Zgodnie ze zwyczajem klanu po śmierci starego zastępcy wybór musi zostać dokonany przed pełnią księżyca.

— Przynajmniej tym razem wybór będzie oczywisty — miauknął Obcięty Ogon.

Ognista Łapa uniósł głowę i rozejrzał się po polanie. Kogo miał na myśli Obcięty Ogon? Dla Ognistej Łapy wszyscy wojownicy wyglądali na godnych mianowania zastępcą. Może miał na myśli Tygrysiego Pazura, przecież to on pomścił śmierć Rudego Ogona.

Tygrysi Pazur siedział niedaleko, skierował uszy w stronę starszych, nasłuchując ich rozmowy.

Ognista Łapa zlizywał językiem ostatnie ślady myszy z wąsów, gdy z Wysokiego Głazu odezwała się Błękitna Gwiazda. Jasnoszare w przygasającym świetle dnia ciało Rudego Ogona wciąż leżało na ziemi pod skałą.

— Należy mianować nowego zastępcę — zamiauczała. — Ale przede wszystkim podziękujmy Klanowi Gwiazdy za życie Rudego Ogona. Dziś wieczorem zasiądzie ze swoimi wojownikami wśród gwiazd.

Zapadła cisza i wszystkie koty spojrzały w niebo, ciemniejące w wieczornym mroku ogarniającym las.

— A teraz podam imię nowego zastępcy Klanu Pioruna — ciągnęła Błękitna Gwiazda. — Wypowiem je nad ciałem Rudego Ogona, by jego dusza mogła usłyszeć i zaaprobować mój wybór.

Ognista Łapa zerknął na Tygrysiego Pazura. Nie umknął mu wyraz pragnienia w bursztynowych oczach wielkiego wojownika wpatrzonego w skałę.

— Nowym zastępcą przywódczyni Klanu Pioruna — miauknęła donośnie Błękitna Gwiazda — zostanie Lwie Serce.

Ognista Łapa z chęcią zobaczyłby reakcję Tygrysiego Pazura, lecz na ciemnym pysku wojownika nie odbiły się żadne emocje, gdy gratulował Lwiemu Sercu wyboru, szturchając go tak mocno, że prawie przewrócił złocistego kocura.

— Dlaczego nie mianowała zastępcą Tygrysiego Pazura? — szepnął Ognista Łapa do Szarej Łapy.

— Zapewne dlatego, że Lwie Serce jest starszym i bardziej doświadczonym wojownikiem — odszepnął Szara Łapa, wciąż wpatrzony w Błękitną Gwiazdę.

Ona zaś odezwała sie ponownie:

— Rudy Ogon był również nauczycielem Zakurzonej Łapy. Nie możemy pozwolić sobie na żadne opóźnienia w szkoleniu naszych uczniów, dlatego od razu wyznaczam mu nowego nauczyciela. Ciemna Pręgo, jesteś gotów na szkolenie swojego pierwszego ucznia, więc będziesz kontynuował szkolenie Zakurzonej Łapy. Tygrysi Pazur był wyśmienitym nauczycielem, oczekuję, że przekażesz swojemu uczniowi umiejętności, które w przeszłości od niego nabyłeś.

Pręgowany wojownik wyprostował się dumnie i wyraził akceptację uroczystym kiwnięciem głowy. Podszedł do Zakurzonej Łapy, pochylił jego głowę i raczej niezgrabnie dotknął nosem nowego ucznia. Zakurzona Łapa machnął z szacunkiem ogonem, ale jego oczy wciąż były zasnute żalem za utraconym nauczycielem.

Błękitna Gwiazda podniosła głos:

— Dziś wieczorem będę czuwać przy Rudym Ogonie. Pochowamy go o wschodzie słońca. — Zeskoczyła z Wysokiego Głazu i ponownie podeszła do ciała. Dołączyły do niej pozostałe koty, wśród nich Zakurzona Łapa i Małe Ucho.

— Czy my też powinniśmy siedzieć z nimi? — spytał Ognista Łapa, chociaż bez entuzjazmu. Po całym długim dniu zaczynał już odczuwać zmęczenie. W tej chwili miał tylko ochotę znaleźć gdzieś ciepłe i suche miejsce, zwinąć się w kłębek i zasnąć.

Szara Łapa potrząsnął głową.

— Nie, tylko najbliżsi Rudego Ogona będą czuwać przy nim tej ostatniej nocy. Pokażę ci, gdzie śpimy. Legowisko uczniów jest tam.

Ognista Łapa podszedł za przewodnikiem do bujnej kępy paproci rosnącej za omszałym pniakiem.

— Wszyscy uczniowie w tym miejscu dzielą się zdobyczą — wyjaśnił Szara Łapa.

— Ilu jest uczniów? — spytał Ognista Łapa.

— Mniej niż zwykle. Tylko ja, ty, Krucza Łapa, Zakurzona Łapa i Piaskowa Łapa.

Gdy obaj usadowili się obok pniaka, spod paproci wypełzła młoda kotka. Tak jak Ognista Łapa, miała rude futro, lecz znacznie bledsze, z ledwo widocznymi pasami ciemniejszej sierści.

— Jak widzę, przybył nam uczeń! — miauknęła, mrużąc oczy.

— Dzień dobry! — przywitał się Ognista Łapa.

Kotka poniuchała ostentacyjne.

— Czuć go domowym kotem! Tylko mi nie mów, że mam dzielić swoje legowisko z tym odrażającym śmierdzielem!

Ognista Łapa był zaskoczony. Od czasu bójki z Długim Ogonem wszystkie koty zachowywały się wobec niego całkiem przyjaźnie. „Może to wpływ wiadomości przyniesionych przez Kruczą Łapę”, pomyślał.

— Musisz wybaczyć Piaskowej Łapie — przeprosił Szara Łapa. — Coś ją ugryzło, zazwyczaj nie jest taka wybuchowa.

— Pssst! — splunęła Piaskowa Łapa z rozdrażnieniem.

— Spokojnie, młodziaki — zabrzmiał za plecami uczniów niski głos Białej Burzy. — Piaskowa Łapo! Od mojej uczennicy oczekuję trochę bardziej przyjaznego powitania nowicjusza.

Piaskowa Łapa podniosła głowę z wyzywającą miną.

— Przepraszam, Biała Burzo — powiedziała bez śladu skruchy. — Po prostu nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę się uczyła razem z domowym kotem, to wszystko!

— Bez wątpienia przyzwyczaisz się do tego — miauknął spokojnie Biała Burza. — Robi się późno, a szkolenie zaczyna się wczesnym rankiem. Powinniście położyć się spać.

Spojrzał srogo na Piaskową Łapę; kiwnęła posłusznie głową. Gdy odszedł, zakręciła się i znikła w kępie paproci, przechodząc szybko obok Ognistej Łapy i obwąchując go raz jeszcze.

Krótkim machnięciem ogona Szara Łapa dał znak Ognistej Łapie, by za nim podążył, i poszedł za Piaskową Łapą. W sypialni ziemia była wyłożona miękkim mchem, a jasne światło księżyca barwiło otoczenie na bladą zieleń. Powietrze przesycał zapach paproci; było tu cieplej niż na zewnątrz.

— Gdzie będę spał? — zapytał Ognista Łapa.

— Gdziekolwiek, byle daleko ode mnie! — warknęła Piaskowa Łapa, szturchając mech łapą.

Szara Łapa wymienił szybkie spojrzenie z Ognistą Łapą, ale żaden z nich nic nie powiedział. Ognista Łapa zgarnął pazurami kupkę mchu. Gdy umościł sobie przytulne gniazdko, pokręcił się w nim chwilę, potem ułożył się wygodnie. W całym ciele czuł senne zadowolenie. Znalazł nowy dom. Należał do Klanu Pioruna.