Wojownicy. Potęga trójki. WidzenieTekst

Z serii: Wojownicy #13
Z serii: Potęga trójki #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: The Sight

Text and series concept © Working Partners Limited 2007

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2020

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Konsultacja merytoryczna: Dominika Kuc

Projekt graficzny okładki: Jędrzej Chełmiński

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-65122-92-6


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

telefon 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Kate Cary

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

KLANY

KLAN PIORUNA

PRZYWÓDCA

Ognista Gwiazda — płomiennorudy kocur

ZASTĘPCA

Jeżynowy Pazur — ciemnobrązowy pręgowany kocur o bursztynowych oczach; uczeń: Jagodowa Łapa

MEDYCZKA

(kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Liściasta Sadzawka — jasnobrązowa pręgowana kotka o bursztynowych oczach

WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)

Zakurzona Skóra — ciemnobrązowy pręgowany kocur; uczennica: Leszczynowa Łapa

Piaskowa Burza — jasnoruda kotka; uczennica: Miodowa Łapa

Obłoczny Ogon — długowłosy biały kocur; uczennica: Rozżarzona Łapa

Paprociowe Futro — złocistobrązowy pręgowany kocur

Ciernisty Pazur — złocistobrązowy pręgowany kocur; uczennica: Makowa Łapa

Jasne Serce — biała kotka w rude łaty

Jesionowe Futro — ciemnoszary kocur (w ciemniejsze cętki) o ciemnoniebieskich oczach

Szczawiowy Ogon — szylkretowo-biała kotka o bursztynowych oczach

Pajęcza Noga — długonogi czarny kocur o brązowym podbrzuszu i bursztynowych oczach; uczeń: Mysia Łapa

Potok, W Którym Pływają Małe Ryby (Potok) — brązowa pręgowana kotka o szarych oczach, wcześniej należąca do Plemienia Płynącej Wody

Burzowe Futro — ciemnoszary kocur o bursztynowych oczach, wcześniej należący do Klanu Rzeki

Białe Skrzydło — biała kotka o zielonych oczach

Brzozowy Zachód — jasnobrązowy pręgowany kocur

UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Jagodowa Łapa — kremowy kocur

Leszczynowa Łapa — mała szaro-biała kotka

Mysia Łapa — szaro-biały kocur

Rozżarzona Łapa — szara pręgowana kotka

Miodowa Łapa — jasnobrązowa pręgowana kotka

Makowa Łapa — szylkretowa kotka

KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Paprotkowa Chmura — jasnoszara kotka (w ciemniejsze cętki) o jasnozielonych oczach, matka kociąt Zakurzonej Skóry: Lodowatki i Liska

Stokrotka — długowłosa kremowa kotka z siedliska koni

Wiewiórczy Lot — ciemnoruda kotka o zielonych oczach, matka kociąt Jeżynowego Pazura: Lewka, Ostrokrzewinki i Sójka

STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Długi Ogon — jasny kocur w ciemne pręgi, który wcześnie dołączył do starszyzny z powodu utraty wzroku

Mysie Futro — drobna, ciemnobrązowa kotka

KLAN CIENIA

PRZYWÓDCA

Czarna Gwiazda — duży biały kocur o wielkich czarnych łapach

ZASTĘPCZYNI

Rdzawe Futro — ciemnoruda kotka

MEDYK

Mała Chmura — bardzo drobny pręgowany kocur

WOJOWNICY

Dębowe Futro — mały brązowy kocur

Jarzębinowy Pazur — rudy kocur; uczennica: Bluszczowa Łapa

Dymna Stopa — czarny kocur; uczeń: Sowia Łapa

Śnieżna Ptaszyna — śnieżnobiała kotka

KARMICIELKI

Brunatna Skóra — szylkretowa kotka o zielonych oczach

STARSZYZNA

Cedrowe Serce — ciemnoszary kocur

Wysoki Mak — jasnobrązowa pręgowana kotka o długich nogach

KLAN WIATRU

PRZYWÓDCA

Pojedyncza Gwiazda — brązowy pręgowany kocur

ZASTĘPCZYNI

Jesionowa Stopa — szara kotka

MEDYK

Kaszlący Pysk — brązowy kocur o krótkim ogonie; uczeń: Pustułkowa Łapa

WOJOWNICY

Rozdarte Ucho — pręgowany kocur; uczeń: Zajęcza Łapa

Wronie Pióro — ciemnoszary kocur; uczennica: Wrzosowa Łapa

Sowi Wąs — jasnobrązowy pręgowany kocur

Biały Ogon — drobna biała kotka; uczeń: Bryzowa Łapa

Nocna Chmura — czarna kotka

Łasicze Futro — rudy kocur o białych łapach

STARSZYZNA

Poranny Kwiat — bardzo stara szylkretowa kocica

Pajęczynowa Stopa — ciemnoszary pręgowany kocur

KLAN RZEKI

PRZYWÓDCZYNI

Lamparcia Gwiazda — nietypowo nakrapiana złocista pręgowana kocica

ZASTĘPCZYNI

Mglista Stopa — szara kotka o niebieskich oczach; uczennica: Cętkowana Łapa

MEDYCZKA

Ćmie Skrzydło — nakrapiana złocista kotka; uczennica: Wierzbowa Łapa

WOJOWNICY

Czarny Pazur — czarny kocur

Norniczy Ząb — drobny brązowy pręgowany kocur; uczennica: Płotkowa Łapa

Trzcinowy Wąs — czarny kocur; uczeń: Skoczna Łapa

Omszona Skóra — szylkretowa kotka o błękitnych oczach; uczeń: Otoczakowa Łapa

Bukowe Futro — jasnobrązowy kocur

Pluskający Ogon — ciemnoszary pręgowany kocur

KARMICIELKI

Zaranny Kwiat — jasnoszara kotka

STARSZYZNA

Jaskółczy Ogon — ciemna pręgowana kotka

Kamienny Strumień — szary kocur

KOTY NIE NALEŻĄCE DO KLANÓW

Szara Pręga — długowłosy szary kocur

Milka — drobna srebrzysta pręgowana kotka domowa

Prolog


Ubłocone korzenie drzewa tworzyły niewielki otwór. W głębi, w ciemności posplatane pnącza delikatnie wyściełały dno jaskini wydrążonej w ciągu księżyców przez wiatr i wodę.

Po stromej ścieżce w stronę otworu wspinał się kot; zbliżając się, zmrużył oczy. Jego płomiennorude futro lśniło w świetle księżyca. Kocur zastrzygł uszami; zjeżona sierść zdradzała niepokój, gdy usiadł u wejścia do jaskini i owinął ogonem łapy.

— Chciałeś, żebym przyszedł.

Z ciemności zamrugała do niego para oczu — oczu tak niebieskich, jak tafla wody odbijająca letnie niebo. W wejściu czekał szary kocur naznaczony śladami czasu i bitew.

— Ognista Gwiazdo! — Wojownik zrobił krok do przodu i otarł się posiwiałym pyskiem o policzek przywódcy Klanu Pioruna. — Muszę ci podziękować. — Jego głos brzmiał chrypliwie ze starości. — Odbudowałeś utracony klan. Żaden kot nie poradziłby sobie z tym lepiej.

— Nie ma za co dziękować. — Ognista Gwiazda skłonił głowę. — Zrobiłem to, co do mnie należało.

Stary wojownik pokiwał głową, mrugając w zamyśleniu.

— Myślisz, że jesteś dobrym przywódcą Klanu Pioruna?

Ognista Gwiazda spiął się.

— Nie wiem — miauknął. — To nie jest łatwe, ale zawsze staram się robić to, co najlepsze dla mojego klanu.

— Żaden kot nie ma prawa wątpić w twoją lojalność — wychrypiał stary kot. — Ale na ile jeszcze cię stać?

Oczy Ognistej Gwiazdy zabłysły niepewnie, gdy szukał odpowiednich słów.

— Przed nami trudne czasy — ciągnął wojownik, zanim Ognista Gwiazda zdołał odpowiedzieć — a twoja lojalność będzie wystawiona na najcięższą próbę. Niekiedy przeznaczenie jednego kota różni się od przeznaczenia całego klanu.

Nagle stary kot dźwignął się sztywno i utkwił wzrok w dali. Zdawało się, że nie widzi już przywódcy Klanu Pioruna, lecz wpatruje się w coś poza nim, w coś, czego Ognista Gwiazda nie mógł zobaczyć.

Gdy przemówił ponownie, jego głos zabrzmiał czysto, jak gdyby należał do innego kota.

 

— „Będzie troje, krewnych twoich krewnych, którzy trzymają w swoich łapach potęgę gwiazd”.

— Nie rozumiem — miauknął Ognista Gwiazda. — Krewnych moich krewnych? Dlaczego mi to mówisz?

Stary wojownik zamrugał, jego wzrok przeniósł się z powrotem na Ognistą Gwiazdę.

— Musisz mi powiedzieć więcej! — domagał się Ognista Gwiazda. — Jak mam zdecydować, co zrobić, jeśli nie chcesz mi nic wyjaśnić?

Stary kot wziął głęboki oddech, lecz gdy przemówił, powiedział jedynie:

— Żegnaj, Ognista Gwiazdo. Pamiętaj o mnie w następnych sezonach.

Ognista Gwiazda ocknął się nagle i poczuł w brzuchu skurcz strachu. Zamrugał z ulgą, gdy ujrzał znajome kamienne ściany swojego legowiska w kotlinie nad jeziorem. Poranne słońce wpadało przez szczelinę w skale, niosąc kojące ciepło.

Ognista Gwiazda dźwignął się na łapy i potrząsnął głową, by pozbyć się obrazów ze snu. Ale nie był to zwykły sen, ponieważ przywódca Klanu Pioruna pamiętał tę jaskinię tak dokładnie, jakby był w niej ledwie przed księżycem, a nie wiele sezonów temu. Gdy stary wojownik wypowiadał słowa swej osobliwej przepowiedni, córki Ognistej Gwiazdy jeszcze się nie narodziły, a cztery klany wciąż zamieszkiwały las. Przepowiednia towarzyszyła Ognistej Gwieździe podczas wielkiej wędrówki przez góry, przyszła wraz z nim do nowego domu nad jeziorem i powracała w jego snach przy każdej pełni księżyca. Nawet Piaskowa Burza, która spała obok niego, nie wiedziała nic o słowach wypowiedzianych przez starego kota.

Wyjrzał ze swojego legowiska na budzący się obóz. Jego zastępca, Jeżynowy Pazur, przeciągał się na środku polany, prężąc swe muskularne barki i drapiąc pazurami ziemię. Wiewiórczy Lot podeszła cicho do swojego partnera i pozdrowiła go mruczeniem.

Obym nie miał racji, pomyślał Ognista Gwiazda. A jednak czuł pustkę w sercu; obawiał się, że przepowiednia właśnie się spełnia.

Troje nadeszło…

Rozdział 1


Liście ocierały się o futro Sójka jak spadający śnieg. Inne trzeszczały pod jego łapami; sztywne od przymrozków, pokrywały ziemię tak grubą warstwą, że każdy krok sprawiał kociakowi trudność. Lodowaty podmuch wiatru przeniknął przez jego wciąż delikatne futerko i przyprawił go o dreszcz.

— Zaczekaj na mnie! — zawołał.

Gdzieś przed sobą słyszał głos matki, ale jej ciepłe ciało zawsze było o kilka kroków poza jego zasięgiem.

— Nigdy jej nie złapiesz!

Przeszywające miauknięcie wdarło się w jego sen i Sójek obudził się ze wzdrygnięciem. Nadstawił uszu nasłuchując znajomych dźwięków żłobka. Jego siostra i brat szamotali się dla zabawy. Paprotkowa Chmura wylizywała swe śpiące młode. Wokół nie było żadnego śniegu. Kociak był w obozie. Bezpieczne i ciepłe legowisko matki, chociaż puste, wciąż wydzielało jej zapach.

— Uff! — sapnął z zaskoczenia, gdy jego siostra, Ostrokrzewinka, wylądowała ciężko na jego grzbiecie. — Uważaj!

— No, w końcu się obudziłeś! — Ostrokrzewinka stoczyła się z niego i oparła tylne łapy o jego bok. Podskoczyła, obróciła się i wyciągnęła pazury w kierunku czegoś znajdującego się w pobliżu.

Mysz! Sójek ją czuł. Jego brat i siostra bawili się najwyraźniej zdobyczą dopiero co przyniesioną do obozu. Kociak skoczył na równe łapki i przeciągnął się szybko, wprawiając w drżenie swe malutkie ciałko.

— Łap ją, Sójku! — miauknęła Ostrokrzewinka. Mysz przeleciała ze świstem tuż obok jego ucha. — Ale z ciebie powolniak! — dokuczała mu siostra, gdy obrócił się zbyt późno, by złapać zdobycz.

— Mam ją! — zawołał Lewek.

Skoczył na zwierzynę, a jego łapy zadudniły na ziemistym podłożu żłobka.

Ale Sójek nie miał zamiaru tak łatwo odpuścić zdobyczy. Może i był najmniejszy z miotu, ale za to szybki. Skoczył w stronę Lewka, przewrócił go i wyciągnął przednią łapę, by sięgnąć po mysz.

Wylądował niezdarnie w poślizgu i przetoczył się na grzbiet, gdy nagle z niepokojem zorientował się, że nie leży na mchu, lecz na wiercących się, ciepłych ciałkach dwóch maluchów Paprotkowej Chmury. Karmicielka odepchnęła go na bok tylnymi łapami.

— Zrobiłem im krzywdę? — wydyszał Sójek.

— Oczywiście, że nie — warknęła Paprotkowa Chmura. — Jesteś za mały, żeby zgnieść pchłę! — Lisek i Lodowatka zakwilili, gdy matka przyciągnęła ich bliżej brzucha. — Ale wasza trójka zaczyna się robić zbyt niebezpieczna, żeby przebywać w żłobku!

— Przepraszam, Paprotkowa Chmuro — miauknęła Ostrokrzewinka.

— Przepraszam — powtórzył ze skruchą Sójek, choć komentarz Paprotkowej Chmury na temat jego rozmiarów dotknął go do żywego. Gniew karmicielki na pewno nie będzie trwał wiecznie. Z łatwością wybaczy kociakom, które karmiła — gdy Wiewiórczy Lot nie miała mleka, Paprotkowa Chmura karmiła Sójka, Ostrokrzewinkę i Lewka zanim Lisek i Lodowatka przyszli na świat.

— Najwyższy czas, żeby Ognista Gwiazda mianował was na uczniów i przeniósł do ich legowiska — miauknęła Paprotkowa Chmura.

— Oby tylko… — westchnął Lewek.

— To będzie już niedługo — zauważyła Ostrokrzewinka. — Mamy prawie sześć księżyców.

Sójek poczuł przypływ znajomego podekscytowania na myśl, że zostanie wojowniczym adeptem. Nie mógł się doczekać, kiedy rozpocznie szkolenie. Jednak nawet nie widząc pyska Paprotkowej Chmury, mógł wyczuć powątpiewanie karmicielki i wiedział, że kotka patrzy na niego z politowaniem. Futro mu się zjeżyło się z frustracji — był tak samo gotów, żeby zostać uczniem, jak Ostrokrzewinka i Lewek!

Paprotkowa Chmura odpowiedziała Ostrokrzewince, nie zdając sobie sprawy, że Sójek wyczuł jej wahanie.

— Ale na razie nie macie jeszcze sześciu księżyców! A dopóki tak jest, możecie bawić się na zewnątrz! — zakomenderowała.

— Tak, Paprotkowa Chmuro — odparł potulnie Lewek.

— Chodź, Sójku — zawołała Ostrokrzewinka. — Weź ze sobą mysz. — Krzewy jeżyn zaszeleściły, gdy wyślizgnęła się ze żłobka.

Sójek delikatnie schwycił mysz zębami. Była świeżo zabita i mięciutka; nie chciał, by zaczęła krwawić — nadal mogli się nią nieźle pobawić. Z Lewkiem podążającym tuż za nim wygramolił się za siostrą. Ciernie w wejściowym tunelu drapały jego futro. Były wystarczająco ostre, by zaczepiać o sierść, lecz nie mogły go zranić.

Powietrze na zewnątrz było rześkie i mroźne. Pod Wysoką Półką Ognista Gwiazda dzielił się językami z Piaskową Burzą. Zakurzona Skóra siedział razem z nimi.

— Powinniśmy rozważyć poszerzenie legowiska wojowników — mówił do przywódcy ciemny pręgowany kocur. — Już jest tłoczno, a młode Stokrotki i Szczawiowego Ogona nie będą przecież wiecznie uczniami.

Ani my! — pomyślał Sójek.

Jasne Serce i Obłoczny Ogon byli pogrążeni we wzajemnej porannej toalecie w plamie słońca po przeciwnej stronie polany. Sójek słyszał miarowe mlaskanie ich języków, podobne do odgłosu kapania wody z przesiąkniętego deszczem liścia. Podobnie jak pozostałe koty Klanu Pioruna mieli już gęste futra na porę nagich drzew, ale ich mięśnie wyszczuplały z powodu niedostatku zwierzyny i trudów polowań.

Głód nie był jedynym problemem, który przyniosła ze sobą pora nagich drzew. Krecia Łapa, jeden z kociaków Szczawiowego Ogona, zmarł na kaszel, gdyż nie działały na niego zioła Liściastej Sadzawki, a Deszczowy Wąs zginął podczas burzy przygnieciony spadającą gałęzią.

Jasne Serce przerwała mycie.

— Jak się dzisiaj miewasz, Sójku?

Sójek położył mysz między łapami poza zasięgiem pazurów Ostrokrzewinki.

— Oczywiście świetnie — miauknął. Dlaczego Jasne Serce musiała robić z jego powodu taką aferę? Przecież spał sobie w żłobku, nie wybierał się na terytorium Klanu Cienia! Ale Jasne Serce zawsze miała na niego oko. By dowieść, że nie ustępuje siłą rodzeństwu, podrzucił mysz wysoko ponad głowę Ostrokrzewinki.

Gdy Lewek przebiegł obok niego i zaczął mocować się z Ostrokrzewinką, chcąc pierwszy dopaść zwierzyny, ze żłobka dobiegł głos Wiewiórczego Lotu:

— Powinniście okazywać więcej szacunku swojej zdobyczy! — Ich matka była zajęta wtykaniem liści w szpary w kolczastych ścianach okalających legowisko karmicielek.

Pomagała jej Stokrotka.

— Kociaki zawsze będą kociakami — zamruczała pobłażliwie.

Nozdrza Sójka rozszerzyły się, gdy poczuł dziwny zapach Stokrotki. Różnił się on od zapachu kotów urodzonych w klanie i niektórzy wojownicy wciąż nazywali ją pieszczochem, ponieważ mieszkała kiedyś z końmi i jadła karmę Dwunożnych. Stokrotka nie była wojowniczką, gdyż nigdy nie wyraziła ochoty, żeby opuścić żłobek, ale jej kociaki — Mysia Łapa, Leszczynowa Łapa i Jagodowa Łapa — byli uczniami i Sójkowi zdawało się, że są takimi samymi kotami klanu jak wszyscy inni pobratymcy.

— Jeszcze trochę, a przestaną być kociakami — powiedziała Stokrotce Wiewiórczy Lot, zmiatając długim ogonem na swoją stronę większą kupkę liści. Ich chrzęst przypomniał Sójkowi o jego śnie.

— Tym bardziej powinniśmy dać się im nacieszyć tą chwilą — odparła Stokrotka.

Sójek poczuł przypływ czułości do kremowej kotki. Choć jego matką była Wiewiórczy Lot, to Stokrotka wraz z Paprotkową Chmurą ogrzewała go i myła, gdy obowiązki klanowe odciągały matkę od żłobka. Wiewiórczy Lot powróciła do obowiązków wojowniczki, jak tylko jej młode przyszły na świat. Chociaż wciąż miała swoje miejsce w żłobku, korzystała z niego coraz rzadziej, woląc spać w legowisku wojowników, gdzie nie przeszkadzała kociakom i karmicielkom, gdy wychodziła na wczesne patrole.

— Nadal czujesz przeciąg, Paprotkowa Chmuro? — zawołała Wiewiórczy Lot przez ścianę żłobka.

— Nie — przepłynął przez plątaninę gałęzi głos Paprotkowej Chmury. — Ciepło nam tu jak lisiętom.

— Dobrze — miauknęła Wiewiórczy Lot. — Posprzątasz tu, Stokrotko? Obiecałam Jeżynowemu Pazurowi, że pomogę mu szukać luźnych kamieni w ścianach kotliny.

— Luźnych kamieni? — wydyszała Stokrotka.

— Dobrze jest mieć tak porządne obwarowanie — głos Wiewiórczego Lotu odbił się nikłym echem, gdy spojrzała na strome kamienne urwiska otaczające obóz prawie ze wszystkich stron — ale przymrozek mógł obluzować kamienie, a nie chcemy przecież, żeby pospadały na obóz.

Uwagę Sójka przyciągnął nagle gorzki odór mysiej żółci dobiegający z legowiska starszyzny. To pewnie Liściasta Sadzawka usuwa kleszcza Długiemu Ogonowi albo Mysiemu Futru. Zdecydowanie przyjemniejsza woń obwieściła nadejście dwóch kociaków Stokrotki — Mysia Łapa i Leszczynowa Łapa przynieśli zdobycz z wyprawy łowieckiej. Podekscytowani wpadli do obozu; Mysia Łapa niósł dwie myszy, a Leszczynowa Łapa trzymała w zębach pokaźnego drozda. Upuścili je na stertę zwierzyny.

Zakurzona Skóra podszedł cicho, by ich powitać.

— Wygląda na to, że dobrze się spisałaś, Leszczynowa Łapo! — pochwalił swoją uczennicę. — Oboje świetnie sobie poradziliście. — Uczniowie zamruczeli, a Sójek zauważył, że zabrzmiało to bardzo podobnie do mruczenia ich matki, jak gdyby ich głosy były przytłumione przez ich grube, miękkie futra.

Nagły ruch powietrza i czyjegoś futra ściął Sójka z nóg.

— Bawisz się z nami, czy nie? — zapytała stanowczo Ostrokrzewinka.

Sójek podskoczył i otrząsnął się.

— Oczywiście, że tak!

— Lewek ma mysz i nie chce mi jej dać! — narzekała Ostrokrzewinka.

— Dopadniemy go!

Sójek pognał przez polanę w stronę brata. Rzucił się na Lewka i przyszpilił go do zmarzniętej ziemi, a Ostrokrzewinka wyrwała mysz z pazurów Lewka.

— To nieuczciwe! — zaoponował Lewek.

— Nie musimy być uczciwi — pisnęła triumfalnie Ostrokrzewinka. — Nie jesteśmy jeszcze w Klanie Gwiazdy!

— I nigdy się w nim nie znajdziecie, jeśli będziecie się bawić pożywieniem! — Burzowe Futro zatrzymał się przy nich w drodze do legowiska wojowników. Jego słowa były surowe, choć głos brzmiał ciepło. — Mamy porę nagich drzew. Powinniśmy być wdzięczni Klanowi Gwiazdy za każdy kęs.

Lewek wygramolił się spod Sójka.

— My tylko ćwiczymy nasze umiejętności łowieckie!

— Musimy ćwiczyć — dodał Sójek siadając. — Wkrótce zostaniemy uczniami.

Burzowe Futro zamilkł na chwilę, a potem wyciągnął się do przodu i polizał Sójka między uszami.

— Oczywiście — wyszeptał. — Zapomniałbym.

Sójek poczuł w brzuszku skurcz frustracji. Dlaczego cały klan traktuje go jak nowo narodzonego kociaka, choć on ma już prawie sześć księżyców? Potrząsnął gniewnie głową. Burzowe Futro właściwie nie jest nawet kotem Klanu Pioruna! Jego ojciec, Szara Pręga, był niegdyś zastępcą przywódcy Klanu Pioruna, ale Burzowe Futro dorastał wraz z pobratymcami swojej matki w Klanie Rzeki, a jego partnerka, Potok, pochodzi z odległego miejsca w górach. Co daje mu prawo do wywyższania się?

 

Ostrokrzewince zaburczało w brzuchu.

— A może zjemy tę mysz zamiast się nią bawić?

— Wy się nią podzielcie — zaproponował Lewek. — Ja przyniosę sobie coś ze sterty zdobyczy.

Sójek odwrócił się w stronę sterty zwierzyny złapanej rano przez wojowników. Poczuł niepokojący, nikły smród. Wziął głębszy oddech, rozwierając szczęki, by wchłonąć zapach pyskiem: wyczuwał świeżo zabitego drozda Leszczynowej Łapy i myszy Mysiej Łapy. Krew ofiar uczniów wciąż była ciepła. Ale gdzieś niżej był kwaśny zapach, od którego drętwiał język. Sójek przeszedł obok brata z wyciągniętym sztywno ogonem.

— Co robisz? — zapytał Lewek.

Sójek nie odpowiedział. Roztrącił nosem martwą zwierzynę, schwycił strzyżyka i wyciągnął go ze sterty.

— Spójrz! — miauknął, przewracając ptaka łapą. W brzuchu strzyżyka roiło się od larw.

— Fuj! — pisnęła Ostrokrzewinka.

Z legowiska starszyzny wyłoniła się Liściasta Sadzawka ze zwitkiem mchu w zębach. Sójek wyczuł na nim zapach mysiej żółci, przebijający się nawet przez smród gnijącego strzyżyka. Medyczka zatrzymała się przy trójce kociąt.

— Jesteście spostrzegawczy — pochwaliła ich, upuszczając zanurzony w żółci mech u swych łap. — Wiem, że kiepsko ze zwierzyną, ale lepiej nie zjeść nic, niż zjeść coś, od czego rozbolą was brzuchy.

— To Sójek go znalazł — powiedziała Ostrokrzewinka.

— Zaoszczędził mi pacjenta — miauknęła Liściasta Sadzawka. — Jestem już wystarczająco zajęta. Paprociowe Futro i Brzozowy Zachód mają biały kaszel.

— Pomóc ci w zbieraniu ziół? — zaoferował Sójek.

Nigdy nie był poza obozem i palił się, by zwiedzić las. Chciał obwąchać znaczniki zapachowe na granicy terytorium; do tej pory poznał jedynie słabe zapachy Klanu Cienia i Klanu Wiatru przyniesione na futrach przez patrole graniczne Klanu Pioruna. Chciał poczuć świeży wiatr znad jeziora, nieskażony zapachami lasu. Chciał dowiedzieć się, jak umieszcza się znaczniki na granicach, by w przyszłości móc bronić każdego kawałka terytorium swojego klanu.

— Z nami mogłabyś zebrać dużo więcej ziół i pomoglibyśmy ci przynieść je do obozu! — wtrącił Lewek.

— Dobrze wiecie, że nie wolno wam opuszczać obozu dopóki nie zostaniecie uczniami — przypomniała im Liściasta Sadzawka.

— Ale będziesz potrzebować pomocy, gdy koty zachorują… — nalegał Sójek.

Liściasta Sadzawka uciszyła go strzepując koniuszkiem ogona przed jego pyskiem.

— Przykro mi, Sójku — miauknęła. — Jeszcze trochę, a Ognista Gwiazda nada wam wasze uczniowskie imiona. Ale musicie na to poczekać jak wszystkie pozostałe kociaki.

Sójek zrozumiał, o co jej chodziło. Ich ojciec był zastępcą przywódcy klanu, a matka córką Ognistej Gwiazdy; Liściasta Sadzawka przypominała im ponownie, że nie daje im to jednak prawa do specjalnego traktowania. Sójek gniewnie machnął ogonem. Czasem odnosił wrażenie, że cały klan pilnuje, żeby on i jego rodzeństwo nigdy nie zostali potraktowani specjalnie. To nie było w porządku!

— Przykro mi — miauknęła Liściasta Sadzawka — ale tak musi być. — Podniosła brzydko pachnący mech i odeszła do legowiska medyczki.

— Nic z tego — szepnął Lewek na ucho Sójkowi. — Wygląda na to, że będziemy tkwić w obozie jeszcze przez jakiś czas.

— Liściasta Sadzawka myśli, że łatwo sobie nas zjedna przynoszeniem z wrzosowisk wyściółki na nasze posłania — syknął Sójek. — Albo plastrów miodu do lizania. Czemu nie może nam dać tego, czego naprawdę chcemy — szansy na poznanie terenu poza obozem?

Ostrokrzewinka omiotła ogonem zmarzniętą ziemię. Sójek wiedział, że pragnęła wyjść poza ściany obozu tak samo jak on i Lewek.

— Ale Liściasta Sadzawka ma rację — miauknęła niechętnie. — Musimy się trzymać kodeksu wojownika.

Zjedli, dzieląc się myszą i nornicą. Gdy po jedzeniu Sójek mył sobie pyszczek i czyścił łapami uszy, wyczuł Potok, która wyłoniła się z legowiska wojowników i dołączyła do wygrzewających się w słońcu Obłocznego Ogona i Jasnego Serca. Potok pachniała inaczej niż reszta wojowników — zapachem gór i spadającej kaskadą wody. Zdawać by się mogło, że to z tego powodu była najbardziej osobliwym kotem ze wszystkich urodzonych poza klanem. Czy to tylko jej zapach — zastanawiał się Sójek. — A może jest jeszcze coś w tej górskiej kotce — jakaś nieufność, która nigdy jej nie opuszcza? Nie do końca rozumiał przyczynę, ale był pewien, że w lesie Potok nie czuje się u siebie.

Szelest w ciernistej barierze osłaniającej wejście do obozu obwieścił powrót Jagodowej Łapy. Trzeci kociak Stokrotki pognał do sterty zwierzyny i dorzucił do niej swoją zdobycz — pękatego grzywacza.

— Gdzie jest Jeżynowy Pazur? — zawołał do kociaków.

Jeżynowy Pazur był mentorem Jagodowej Łapy i Sójek nie mógł zwalczyć w sobie ukłuć zazdrości wywołanych tym, że Jagodowa Łapa spędzał tyle czasu na trenowaniu z Jeżynowym Pazurem, podczas gdy on sam rwał się do polowania w lesie ze swym ojcem.

— Jest z Wiewiórczym Lotem — odparł Sójek. — Szukają obluzowanych kamieni. — Nadstawił uszu, nasłuchując głosów rodziców. Nie mógł ich dosłyszeć, ale wiatr wiejący od urwiska za legowiskiem medyczki niósł ich zapach. — Tam są — powiedział Jagodowej Łapie, unosząc nos w ich stronę.

— Ależ jesteś dziś spostrzegawczy, Sójku! — miauknął Jagodowa Łapa. — Chciałem pokazać mu mojego gołębia i zapytać, czy będziemy trenować walkę po wysokim słońcu.

Ukłucie zazdrości w brzuchu Sójka stało się bardziej bolesne. Czemu ja nie mogę jeszcze być uczniem? — pomyślał.

— Musisz być naprawdę dobry w polowaniu — westchnął Lewek, najwidoczniej dręczony podobną myślą.

— To tylko kwestia wprawy — powiedział Jagodowa Łapa. — Patrzcie! — Przykucnął. — Od tego się zaczyna.

Brzuch Lewka zaszurał o ziemię, gdy kociak spróbował naśladować Jagodową Łapę.

— Opuść ogon! — rozkazał Jagodowa Łapa. — Sterczy jak patyk!

Ogon Lewka opadł ciężko na zmarzniętą ziemię.

— A teraz podciągnij się do przodu, gładko jak wąż — zakomenderował Jagodowa Łapa.

— Wyglądasz, jakbyś miał wzdęcie! — zapiszczała Ostrokrzewinka.

Lewek syknął żartobliwie, skoczył na nią i przewrócił na ziemię. Ostrokrzewinka broniła się, mrucząc z rozbawieniem, gdy brat walił w jej brzuch tylnymi łapami.

Byli tak pochłonięci swoją walką na niby, że nie usły­szeli nagłego hałasu dobiegającego spoza obozu.

Ale Sójek usłyszał.

Kocie łapy uderzały o ziemię i zbliżały się do wejścia. Sójek rozpoznał zapachy Pajęczej Nogi i Ciernistego Pazura. Patrol powracał. Ale coś było nie tak. Twarde dudnienie łap na leśnym podłożu świadczyło o popłochu, a zapachy wojowników zakłócił strach.

Futro Sójka zjeżyło się, gdy Pajęcza Noga i Ciernisty Pazur wpadli przez wejście do obozu.

Ognista Gwiazda i Piaskowa Burza natychmiast sko­czyli na łapy.

— Co się dzieje? — miauknął Ognista Gwiazda.

Pajęcza Noga wziął głęboki oddech, a potem oznajmił:

— Na naszym terytorium jest martwy lis!