W ciemność

Tekst
Z serii: Sfora #3
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Darkness Falls

Copyright ©2013 by Working Partners Limited

Series Created by Working Partners Limited

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2019

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Małgorzata Korbiel

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-65122-84-1


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

tel. 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Inbali Iserles

Z dedykacją dla Isabelli Mayi

Bohaterowie tomu trzeciego cyklu

PSY W OBROŻACH

Bella — białozłota suczka o gęstej sierści, siostra Fuksa z jednego miotu (mieszanka owczarka szetlandzkiego i golden retrievera)

Stokrotka — mała suczka o białej sierści z brązowym ogonem (mieszanka west highland terriera i Jacka Russela)

Miki — smukły czarno-biały pies pasterski (border collie)

Marta — gigantyczna suczka o szerokim pysku, a także gęstej i grubej sierści (nowofundland)

Bruno — duży, waleczny pies o gęstej, brązowej sierści i zawadiackim spojrzeniu (mieszanka owczarka niemieckiego i chow-chow)

Promyk — mała suczka z długą, białą sierścią (maltańczyk)

DZIKA SFORA (w kolejności określonej przez rangę)

Alfa — wielki półwilk o żółtych oczach i szaro-białej sierści

Beta — mały zwinny pies o krótkiej, szarej sierści (znana też pod imieniem Słodka)

MYŚLIWI

Ognisty — masywny, brązowy, kudłaty pies z długimi uszami

Fuks — białozłoty pies o gęstej sierści

Werwa — mała suczka z białą sierścią w ciemniejsze łatki

Wiosna — suczka z ciemną sierścią w czarne łatki

PSY PATROLOWE

Luna — czarno-biała suczka, pies farmerski (matka szczeniąt: Kręcioła o czarno-białej sierści i Kichawy, czarnej suczki)

Strzała — szczupła brązowo-biała suczka, nawykła do biegania

Tik — szybki, ciemny pies z czarnymi łatkami, który utyka

Omega — mały, czarny i dziwnie zbudowany pies z maleńkimi uszami i pomarszczonym pyskiem (znany też jako Maruda)

SAMOTNE PSY

Stary Łowca — duży i dobrze zbudowany pies z płaskim pyskiem

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Prolog

W powietrzu coś trzasnęło i w oddali dał się słyszeć pomruk. Deszcz lał z nieba i wściekłymi strumieniami sunął wzdłuż przezroczystego kamienia. Japa przytulił pysk do brzucha Psiej Mamy i zaskomlał. Jego siostra, Kwik, także przycisnęła się bliżej, cała rozedrgana.

— Spokojnie, maluchy. Nie ma się czego bać — powiedziała Psia Mama i polizała uszy szczeniętom, by dodać im otuchy.

Japa uniósł pysk i poczuł się znacznie spokojniejszy, usłyszawszy jej zapewnienie. Na moment oślepił go kolejny rozbłysk, a po chwili wszystko znów okryło się czernią. Czuł, jak swędzi go sierść na karku, i słyszał, jak rodzeństwo skomli i tuli się do siebie w poszukiwaniu pocieszenia.

Psia Mama zgarnęła wszystkich do siebie swoją dużą łapą i zaczęła myć ich pewnymi pociągnięciami języka.

— Wiem, że brzmi przerażająco, ale to tylko burza. Psy Nieba i Piorun walczą dla zabawy. Dla nich to jedynie igraszka.

Piorun pomknął raz jeszcze po niebie, po nim przetoczył się grzmot, a wiatr wiał potężnie nad ich głowami. Zupełnie nie brzmiało to jak igraszka.

— I nie zrobią sobie w ten sposób żadnej krzywdy? — zapytał Japa, bo przypomniał sobie, jak Psia Mama ostrzegała ich, by bawili się ze sobą ostrożnie.

— Nie, nic im się nie stanie. Tak wyglądają ich wygłupy — powiedziała i trąciła po kolei wszystkie szczenięta pyskiem. — Bo, widzicie, Psy Nieba też były rodzeństwem z jednego miotu, tak samo jak i wy, a przy tym Piorun jest ich przyjacielem. A przyjaciele i rodzeństwo trzymają się bez względu na wszystko.

— Mimo to wydają się naprawdę wściekli — pisnął Wyjec.

— Jesteś pewna, że to tylko zabawa? — dodał Ciach.

— Tak, jestem — odpowiedziała pewnym tonem Psia Mama. — A teraz, moje psiaki, nadszedł już czas, byście odpoczęły. Psy Nieba wkrótce też udadzą się na spoczynek.

Coś w jej głosie sprawiło, że Japa zajrzał głęboko w jej brązowe oczy. Reszta rodzeństwa mościła się do snu, przysuwając się jak najbliżej kojącego bicia jej serca.

Psia Mama unikała jego spojrzenia i odwróciła się, próbując wyjrzeć przez przezroczysty kamień w kierunku, w którym wcześniej widziała Psa Księżyca, zanim zniknął pośród chmur na ciemnym, mokrym niebie. Japa dojrzał na jej pysku zwątpienie czy po prostu coś mu się przywidziało?

Słyszał, jak jego rodzeństwo sapie cichutko i pochrapuje, przez co i jego powieki stały się cięższe. Chciał zapytać jeszcze Psią Mamę o Psy Nieba, ale poczuł wszechogarniającą falę zmęczenia. Po ­chwili położył pysk na wyciągniętych łapach i zamknął oczy.

Gdy Japa się obudził, burza z piorunami ustąpiła, padał już tylko deszcz. Nadal trwała pora nie-słońca i reszta szczeniąt spała wokół niego w grupie miękkich, ciepłych ciałek. Japa poczuł ukłucie strachu — Psiej Mamy nie było z nimi. Powąchał powietrze, namierzył jej zapach, ale dopiero po chwili zauważył ją, jak przesuwa się pośród cieni.

Obserwowała deszcz uderzający w przezroczysty kamień i unosiła pysk do nieba, jakby trzymała nad wszystkim pieczę. Machnęła lekko ogonem, gdy zauważyła, że zbliża się Japa. Maluch tym razem był już pewien, że w jej oczach dostrzegł zmartwienie.

Podbiegł bliżej, ale zatrzymał się kilka kroków od niej.

— Mamo, to jednak nie jest tylko zabawa, prawda? Dzieje się coś jeszcze. Coś niedobrego.

Psia Mama opuściła głowę.

— Jesteś spostrzegawczy, Japo. Stanowczo za bardzo jak na szczeniaka. — Przez chwilę oboje unosili pyski i patrzyli przed siebie, ale nocne niebo było zupełnie czarne. — Widywałam już wiele burz z piorunami i ta nie powinna się niczym różnić od reszty, a jednak powietrze sprawia wrażenie… napiętego. A wycie Psów Nieba wydaje się donośniejsze. Może faktycznie tylko się bawią, ale z drugiej strony…

Japa patrzył na Psią Mamę wyczekująco, aż wreszcie podjęła wątek:

— …z drugiej strony może są wściekłe.

Japę przeszedł dreszcz.

— Ale o co miałyby się złościć? — zastanawiał się przez moment. — I na kogo?

Psia Mama westchnęła w odpowiedzi.

— Nie mam pojęcia, Japo. Możliwe, że jakiś pies zrobił coś, by je zdenerwować, i teraz chcą nam przypomnieć, jak bardzo są potężne.

Oczy Japy rozszerzyły się ze zdziwienia.

— Co takiego musiałby zrobić pies, żeby tak bardzo zdenerwować Psy Nieba? Przecież Piorun jest przyjaźnie nastawiony do psów. On by nigdy się od nas nie odwrócił, prawda?

— Masz rację. Piorun i Psy Nieba powinny nas chronić. Może jednak chodzi o coś innego. Nikt nie ma lepszego instynktu od Psów Duchów. One mogły już wyczuć jakieś zagrożenie. Być może wkrótce spróbują nas przed czymś przestrzec swoim wyciem.

— Przestrzec? Ale przecież twierdziłaś, że wszystko jest w porządku! — Ogon zaniepokojonego Japy opadł. — W takim razie dlaczego powiedziałaś nam, że nie ma się czego bać?

— Snuję tylko domysły. A poza tym nie ma sensu się martwić, skoro może chodzić tylko o wiatr i deszcz. — Psia Mama pochyliła się nad szczeniakiem i polizała go po pysku.

Japa odsunął się i spojrzał jej w oczy.

— Ale jeśli faktycznie mamy się czego bać, to czy nie lepiej, żebyśmy wiedzieli o tym wcześniej? No bo jak inaczej będziemy mogli się obronić?

Psia Mama była jednak nieugięta.

— Strach w niczym nie pomaga psom. Niezależnie od tego, co się stanie, Psy Nieba nas ochronią.

W ciemności poza przezroczystym kamieniem wzmógł się wiatr i na ziemię ponownie spadła ściana deszczu. Japa zaskomlał i schował pysk pomiędzy przednimi łapami Psiej Mamy. Od zawsze podziwiał Pioruna, tego dzielnego, lojalnego psa, który traktował Psy Nieba jako część swojej Sfory. Ale teraz Japa poczuł ukłucie niepewności. A co, jeśli Psie Duchy były wściekłe albo nawet przerażone?

— Nie martw się, Japo. Jestem przekonana, że Psy Nieba biją się jedynie dla zabawy. I nikomu nie stanie się krzywda…

Jej słowa wydawały się teraz puste, ale Japa nie zamierzał mamie niczego zarzucać. Lepiej było uwierzyć, że są bezpieczni i że Psy Nieba wkrótce ułożą się do snu.

— Narobiły sporo hałasu podczas tej walki na niby.

Psia Mama trąciła nosem jego pyszczek.

— Ależ oczywiście, w końcu to potężne Psy Nieba. Nie sądziłeś chyba, że będą bawiły się po cichu, prawda?

 

Pchnęła lekko Japę w stronę jego rodzeństwa i zrobiła ostrożnie kółko, jak zawsze przed snem, po czym ułożyła się przy swoich szczeniętach. Japa posłał ostatnie spojrzenie na zewnątrz, gdzie woda leciała prosto z nieba. Usadowił się blisko Kwik, która pociągnęła lekko nosem, ale się nie obudziła.

Wiatr wył, tłukąc w przezroczysty kamień. Japa obnażył kły i zamknął oczy. Zadrżał ponownie, gdy przypomniało mu się, czego jeszcze obawiała się Psia Mama — że Psy Nieba wyły, by ich przestrzec.

Co takiego mogło być na tyle złe, że zaniepokoiło potężne Psy Nieba?

Rozdział 1

Fuks zamarł, a nogi pod nim zadrżały. Wśród stojących w okręgu psów zapadła cisza.

Szeroki, wilczy pysk alfy nie wyrażał żadnych emocji, gdy wspiął się na swój kamień, górujący ponad obiema sforami. Przy jego boku na trawie siedziała Słodka, zwinny pies i zarazem piękna suczka, która akurat uporczywie wpatrywała się w Fuksa. Ten jednak nie był w stanie na nią spojrzeć.

Mały Maruda stał z zadartym nosem, a z jego otwartego pyska zwisał luźno język.

— Widzicie? Miałem rację! Ten miastowy pies robił za szpiega dla psów w obrożach. I spotykał się z tamtym, który bardzo go przypomina! — Maruda odwrócił się w stronę Belli, ale ta posłała mu takie spojrzenie, że stracił zapał i odwagę. — Widziałem ich na własne oczy… — podjął jeszcze, ale urwał w pół zdania.

Fuks starał się trzymać ogon wysoko. Wiedział, że nie może pozwolić sobie na uległość, bo to równałoby się okazaniu słabości. A wtedy straciłby dużo w oczach członków Dzikiej Sfory.

Wszyscy czekali na jego wyjaśnienia, ale niby co miał im powiedzieć? Przyszedł do nich na przeszpiegi, dokładnie tak, jak to opisywał Maruda. Nigdy jednak nie podejrzewał, że Bella wykorzysta informacje, które jej przekazywał, do tego, by skoordynować atak na obóz Dzikiej Sfory.

Fuks popatrzył na pyski wszystkich psów zgromadzonych wokół.

I co ja mam teraz począć? Jeżeli okażę lojalność wobec Sfory w Obrożach, to reszta mnie zabije. A z drugiej strony nie mogę przecież teraz się od nich odwrócić. W końcu Bella to moja siostra z jednego miotu… — bił się z myślami.

Doskonale pamiętał, ile przeszedł w towarzystwie Sfory w Obrożach. Ale Dzika Sfora przyjęła go w swoje szeregi, wziął z nimi udział w Wielkim Wyciu, gdzie jego oczom ukazały się Psie Duchy. Czuł wtedy, jak silna jest między nimi więź, choć przecież nie zgadzał się ze ścisłą hierarchią, jaką narzucił alfa.

Dochodziła jeszcze kwestia Słodkiej… Rzucił okiem w jej kierunku i ich spojrzenia na chwilę się spotkały. Ujrzał w jej oczach ból i niezrozumienie, ale też nadzieję.

Po chwili suczka uniosła pysk.

— Fuks walczył bardzo dzielnie, by ocalić szczenięta przed lisami. I bez względu na to, co robił wcześniej… to nie jest pies w obroży. Teraz już należy do naszej sfory.

Jej aksamitne uszy zadrżały i odwróciła spojrzenie. Pomimo tego, co powiedziała, jej głos nie brzmiał pewnie.

Prawie jakby próbowała do tego przekonać samą siebie, pomyślał Fuks. Być może po prostu chce wierzyć, że nie pomyliła się co do mnie.

Przez chwilę czuł wyrzuty sumienia. W końcu jednak uświadomił sobie, że dołączył do Dzikiej Sfory wyłącznie za sprawą Belli! Poza tym to ona sprowadziła lisy na ich obozowisko! Musiała być chyba niespełna rozumu, skoro zaufała tym podstępnym stworzeniom. Zwłaszcza że zdradziły ją, jak tylko zaprowadziła je do obozu, atakując Lunę i grożąc jej szczeniętom. Dobrze pamiętał, że psy z obydwu sfor natychmiast przerwały wtedy bitwę i rzuciły się na pomoc maluchom. Z początku do walki ruszyli Stokrotka i Chochoł, a wkrótce dołączyła reszta. Połączyli swoje siły przeciwko nikczemnym lisom i przez jakiś czas pracowali jako jedna, potężna sfora…

Fuks zauważył, że Luna i Ognisty stoją kawałek za resztą grupy ze swoimi szczeniętami — tymi, które przeżyły, oraz Kręciołem i Kichawą, skulonymi pomiędzy rodzicami. Fuksa aż coś ścisnęło w piersi na wspomnienie strachu, zgiełku i szalonego ujadania, a także psów, które nie przeżyły tej batalii: małego i bezbronnego Kędziora oraz biednego Chochoła.

Wtem alfa ryknął nisko z głębi gardła:

— Fuks faktycznie służył naszej sforze przez jakiś czas, ale to nie tłumaczy jego zdrady. Co masz na swoje usprawiedliwienie, psie z miasta?

Fuks polizał łapę, którą poszarpał mu lis, próbując grać w ten sposób na czas. Zazwyczaj potrafił wybrnąć z każdej kiepskiej sytuacji dzięki swojemu bystremu umysłowi, ale tym razem nie znalazł zupełnie nic na swoją obronę.

Życie było o wiele prostsze, gdy byłem samotnym psem. Nie musiałem się wtedy przed nikim tłumaczyć. Tylko co, jeśli jednak nie jest mi pisany taki los?

Fuks spróbował przełknąć ślinę, ale w pysku miał sucho.

— To prawda, że pomagałem obydwu sforom — zaczął.

Z gardła Strzały, szczupłej, brązowo-białej suczki patrolowej, rozległo się warczenie, które wkrótce podjęło jej rodzeństwo z jednego miotu, Tik oraz Wiosna. Dotąd tworzyli z nim jedną sforę, ale teraz patrzyli na Fuksa wrogo z obnażonymi kłami. Ten powstrzymał się siłą woli, by nie wziąć łap za pas i uciec do lasu. Gdyby to zrobił, nie mógłby już nigdy, ale to przenigdy wrócić. Musiał więc być odważny.

— Dzięki temu poznałem was wszystkich — kontynuował przemowę. — I tak sobie myślę… Co jeśli los chciał, bym naprawdę dołączył do Dzikiej Sfory? Pomyślcie: Pies Ziemia zawarczał, Pies Rzeki wreszcie odkrył przed nami świeżą wodę, a Pies Lasu chronił mnie w drodze do tego właśnie obozu. Praktycznie na każdym kroku trafiałem na przyjaciół… Jak choćby na Słodką w Domu Pułapce. Do tego pomagała mi moja siostra z jednego miotu, Bella… Nawet Psy Nieba i Księżyca ewidentnie prowadziły mnie do tego miejsca, w którym się teraz znalazłem.

Strzała w dalszym ciągu warczała, ale reszta grupy ucichła. Fuks wiedział, że udało mu się ich zainteresować.

— Zauważyliście, jak szybko obydwie sfory połączyły siły, by walczyć z lisami? — mówił dalej. — Pokonaliśmy je razem. Wszyscy. I to nie tylko duże psy jak Ognisty czy Marta, ale też mniejsi wojownicy jak Werwa i Stokrotka. Psy o różnej przeszłości, dzikie i w obrożach… — urwał na moment i powiódł spojrzeniem po zebranych. — Nawet się nie znacie, a mimo to rzuciliście się do walki powodowani tym samym celem. Być może Psie Duchy sprowadziły mnie tutaj właśnie po to, abym zjednoczył nasze sfory?

Alfa warknął tylko złowieszczo, ale Werwa, myśliwa Dzikiej Sfory, przybrała zmartwiony wyraz pyska. Kawałek dalej Luna i Ognisty wciąż stali przy swoich szczeniętach. Wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenia, po czym Luna wystąpiła naprzód.

— Bez psów w obrożach stracilibyśmy wszystkie nasze małe, nie tylko Kędziorka.

Alfa przyglądał jej się przez chwilę, po czym ponownie zwrócił się do Fuksa. Żółte oczyska półwilka świdrowały go intensywnie.

— To jednak nie zmienia faktu, że on nas oszukał — warknął. — I to Fuks sprowadził zagrożenie i śmierć do naszego obozu — dodał i odwrócił się w stronę psów w obrożach. — Moja sfora musiała ratować tę bandę słabeuszy i to wielokrotnie w czasie tej jednej bitwy z lisami. Nie można od nas oczekiwać, że będziemy chronili dorosłe psy, jakby to były szczeniaki.

Stokrotka parsknęła na tę zniewagę, a Miki drapnął zawzięcie trawę obok rękawicy jego Długonogiego.

Ale to Bella wystąpiła naprzód jako następna.

Fuksa aż ścisnęło w klatce piersiowej. Już raz wpadła na fatalny pomysł. Jeżeli jego siostra zamierzała wezwać alfę na pojedynek, to prawdopodobnie tylko pogorszy sprawę. Półwilk może zniszczyć Fuksa i wyrzucić psy w obrożach z obozu tylko po to, by dać jej nauczkę. Ale Bella skłoniła się i zwróciła z szacunkiem do alfy. Nawet nie podniosła na niego spojrzenia.

— Przepraszam, że sprowadziłam lisy do waszego domu. Było to niezwykle niemądre, a nawet głupie z mojej strony. — Jej ogon opadł po tych słowach. — Ktoś sprawił, że uwierzyłam, iż lisy zachowają się honorowo. Popełniłam wielki błąd, ale to się już więcej nie powtórzy. Prawdę mówiąc, chcieliśmy jedynie mieć dostęp do tego, co znajduje się w waszym obozie. Nie zamierzaliśmy wyrządzić wam żadnej krzywdy.

Alfa warknął, słysząc te słowa, stawiając przy tym uszy na baczność i obnażając kły.

Fuks patrzył z niedowierzaniem, jak Bella opada lekko w ukłonie, okazując uległość. Następnie pisnęła cicho i obróciła się na plecy, pokazując przy tym brzuch.

— W imieniu całej mojej sfory składam ci obietnicę, alfo. Jeśli pozwolisz nam zostać, psy w obrożach będą ci wiernie służyły. Będziemy słuchali twoich rozkazów i walczyli u waszego boku. Jesteśmy znacznie lepszymi myśliwymi, niż na to wyglądamy, a do tego możemy też pomagać w innych pracach. W zamian prosimy jedynie, byście podzielili się wodą i jedzeniem, oraz żebyście oszczędzili Fuksa. On naprawdę nie chciał, żeby stała wam się jakakolwiek krzywda. Nie wiedział też, że chcemy zaatakować, przyrzekam. Poza tym dał z siebie wszystko, próbując ochronić wasze szczenięta przed atakiem lisów.

Bella spojrzała krótko na Lunę i opuściła pysk.

Luna jęknęła na zgodę. Ognisty w dalszym ciągu osłaniał dwa pozostałe szczeniaki, liżąc przy tym ich głowy.

Serce Fuksa rosło z minuty na minutę, a gniew powoli wyparował. Wiedział, jak wiele musiało kosztować Bellę poddanie się alfie przed zgromadzeniem złożonym z dwóch sfor. Był pewien, że służenie bezlitosnemu półwilkowi jest ostatnim, czego sobie życzyła. Wiedziała jednak, że musi to zrobić dla bezpieczeństwa swojej sfory, a także po to, by uratować skórę Fuksa.

Jednak mnie nie opuściła — westchnął w duchu.

Przypomniał sobie, jaka była, gdy oboje byli jedynie szczeniętami. Kwik, bo takie nosiła szczenięce imię, była bystra, przemądrzała, ciekawska i lojalna. Tak, od zawsze była lojalna.

Alfa otrząsnął się i podrapał za uchem. Następnie rozejrzał się po członkach swojej sfory, próbując ocenić ich reakcje na poddańcze przemówienie Belli. Strzała w dalszym ciągu szczerzyła zęby, ale Tik i Wiosna wydawali się bardziej rozluźnieni, a z kolei Werwa wywiesiła język i wręcz się uśmiechała. Maruda patrzył gdzieś w bok, a Luna i Ognisty stali wyprostowani i patrzyli prosto na swojego przywódcę.

Fuks wstrzymał oddech w oczekiwaniu na werdykt alfy.

— Jestem skłonny pozwolić wam do nas dołączyć — odezwał się wreszcie półwilk — ale zajmiecie niskie rangi w naszej hierarchii. Zostaniecie wyszkoleni na psy patrolowe i przydzielimy wam najbardziej męczące obowiązki. Jeżeli uznacie, że jesteście w stanie zasilić szeregi bardziej prestiżowej grupy, to jest myśliwych, będziecie musieli sobie zasłużyć na taki awans poprzez ciężką pracę i stoczenie honorowej walki. Takie właśnie zasady panują w mojej sforze.

Marta, Bruno i Stokrotka odruchowo zwrócili się w stronę Fuksa, przyzwyczajeni do podążania za jego radami. Fuks oblizał się odruchowo. Jaki miał wybór? Bez pozwolenia alfy nie będą mieli dostępu do jedzenia i czystej wody, jako że jedno i drugie mieściło się na terytorium Dzikiej Sfory.

Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, alfa odezwał się ponownie:

— Wy głupie psy w obrożach, naprawdę jesteście ciekawi jego opinii? Nie wiecie, że to najniżej postawiony członek waszej nowej sfory? Nasz omega.

Alfa popatrzył po psach w obrożach wyzywająco, jakby tylko czekał, aż ktoś mu odpowie, ale nikt się nie odważył. Fuks dostrzegł złośliwy uśmieszek na pomarszczonym, wstrętnym pysku Marudy, jednak mimo to pochylił głowę i z honorem przełknął tę informację. Doskonale pamiętał upokorzenia, których doznawał Maruda jako najgorzej traktowany członek ich sfory.

Ale alfa jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

— Do tego nowy omega będzie nosił znamię, które będzie nam stale przypominało o jego zdradzie. Będzie to blizna biegnąca wzdłuż boku ciała, tak by nikt nie zapomniał o jego występku.

Fuks zaskomlał. Natychmiast pomyślał o Chochole, którego ukarano za to, że zjadł poza wyznaczoną kolejnością… A wrobili go Fuks i Maruda, żeby ten drugi przestał być omegą. Alfa rzucił się wtedy na Chochoła, drapiąc i tłukąc go niemiłosiernie. W dodatku pomogła mu jeszcze Słodka, która dotkliwie pogryzła Chochoła.

— Och, alfo — zawodziła Marta, duży pies w obroży z błonami między palcami. — Okaż mu łaskę!

U jej boku Stokrotka zaszczekała:

— Prosimy. Fuks zrobi wszystko, co mu rozkażesz, obiecujemy ci to. Nie musisz go krzywdzić.

Fuks jęknął cicho z wdzięcznością, słysząc, jak Tik i Wiosna dołączyli do chóru protestujących.

— Zgadzamy się — szczeknął Tik. — Zrobienie z niego omegi to już wystarczająco duża kara.

 

Ognisty przechylił głowę, jakby się nie zgadzał, i nawet Słodka nie była pewna, czy alfa postępuje dobrze, ale oboje milczeli.

Alfa zawył donośnie, by przerwać ich prośby, a jego wilcze ryknięcie gwałtownie ucięło wszelkie jęki i zawodzenie.

— Jeżeli mamy przetrwać w nowym, większym składzie, to nasza sfora będzie potrzebowała znacznie surowszych zasad! Taka będzie cena zdrady i oszustwa, których dopuścił się Fuks.

Fuks nie wyobrażał sobie, że panujące tu reguły mogą być jeszcze bardziej surowe, w końcu sfora alfy była już tak zorganizowana, miała tak konkretnie określone zasady co do polowań i jedzenia, że tworzyła system wręcz idealny. Były nawet normy regulujące, gdzie kto powinien spać!

Fuks ryzykował swoim życiem w bitwie z lisami, a mimo to przywódca Dzikiej Sfory zamierzał go zranić i upokorzyć. Czuł, jak jego noga pulsuje z bólu, a głowa ciąży straszliwie, przypominając o tamtych trudnych chwilach.

Wszystkie psy szczekały, warczały i kłóciły się ze sobą, podzielone w kwestii tego, co należy zrobić z Fuksem.

— Zaczekajcie! — rzucił Miki, pies pasterski. Stał ze swoją rękawicą Długonogich i opuszczonymi uszami, choć głowę trzymał wysoko uniesioną. — Marnujemy czas, kłócąc się między sobą. Powinniśmy raczej skupić swoją energię na tym, by przetrwać w tym dziwacznym świecie, a nie sprzeczać się, kto stoi wyżej w hierarchii — dodał, bezwiednie stukając łapą w rękawicę. — Bella i Stokrotka są dobrymi myśliwymi i sfora na pewno by na tym skorzystała. Po co mielibyśmy czekać, żeby wykorzystać ich umiejętności?

— Dlatego, że powinien panować jakiś porządek — powiedziała Werwa, biało-ciemny kundel z Dzikiej Sfory. — I nieważne tu, czy ci się to podoba, sfora po prostu nie może istnieć bez jakiegoś narzuconego podziału. Tak to działa od dawna — wyjaśniła rozsądnym tonem, bez cienia gniewu czy złości.

Uszy Mikiego aż podskoczyły.

— Wielkie Warczenie zmieniło wszystkie zasady. Skoro psy w obrożach dołączają do sfor, to psy w sforach również powinny zmienić swoje przyzwyczajenia. Taka hierarchia naprawdę nie wydaje się już dłużej potrzebna. To tylko komplikuje sprawy.

Fuks zdał sobie sprawę, że chyba jeszcze nie słyszał, by Miki powiedział aż tak dużo.

Werwa obserwowała psa pasterskiego, jak gdyby rozważała jego słowa. Zanim jednak zdążyła znowu się odezwać, alfa skoczył w stronę Mikiego. Stanął nad skulonym czarno-białym psem i warknął:

— Wielkie Warczenie to tylko jeszcze jeden powód, by trzymać się ustalonych reguł i tradycji. Świat jest teraz jeszcze bardziej niebezpieczny niż do tej pory. Nasza grupa musi być zdyscyplinowana, nie potrzebujemy bandy niewytrenowanych i leniwych zwierzaków domowych — powiedział i uniósł pysk, a jego oczy błyszczały chłodem.

Większość psów opuściła głowy, nie chciała patrzeć wyzywająco na alfę. Nikt też się nie odezwał.

Alfa spojrzał po kolei po wszystkich, po czym zwrócił się do Fuksa:

— Nadszedł czas na ceremonię znaczenia. Przytrzymajcie go.

Fuks poczuł nagły przypływ paniki, nogi zatrzęsły się pod nim, a poduszki łap zrobiły się nagle wilgotne od potu. Popatrzył nerwowo po zgromadzonych, zastanawiając się, kto rzuci się na niego jako pierwszy. Kilka psów w obrożach skomlało, ale nie odważyły się już zrobić nic więcej w jego sprawie. Milczała nawet Bella, która podniosła się już i stała na wyprostowanych łapach.

Słodka wystąpiła naprzód, a Fuks jęczał rozpaczliwie, gdy skoczyła mu na plecy i przybiła do ziemi. Jego ramiona uderzyły o podłoże i poczuł promieniujący ból w zranionej nodze. Całe jego ciało było obolałe, a do tego poczuł przemożną panikę. Słodka była teraz znacznie silniejsza, niż kiedy uwolnili się razem z Domu Pułapki. Werwa dołączyła do Słodkiej, pomagając jej przytrzymać go przy ziemi. W końcu Fuks zaskomlał, czując, jak zęby Słodkiej zatapiają się w jego karku.

— Uspokój się — wyszeptała, gdy tak wiercił się pod nią. — Zobaczysz, że będzie ci łatwiej, jeśli nie będziesz się tak rzucał.

Serce Fuksa biło teraz szybciej, ale na moment zamarł ze strachu i zdziwienia. Kątem oka spostrzegł, że psy w obrożach kulą się ze strachu. Promyk w końcu zaczęła poszczekiwać swoim cienkim głosikiem. Marta odwróciła wzrok, zawodząc przy tym smutno.

W końcu Bella znowu przemówiła:

— Puśćcie go, proszę was. To niesprawiedliwe! Poza tym okaleczanie go, tak że nie będzie mógł polować ani bronić nas w czasie walki, jest bez sensu! Co w ten sposób osiągniemy?

Alfie powoli kończyła się cierpliwość.

— Obowiązki alfy z założenia nie przynoszą zaszczytu. Poza tym nie wyrządzę mu żadnej większej krzywdy. — Obnażył zęby, podchodząc do Fuksa, który znowu zaczął się rzucać pod ciężarem Słodkiej i Werwy. — Tylko trochę go dziabnę. Tak, że już nigdy tego nie zapomni.

Otaczające ich psy szczekały dziko ze strachu i ekscytacji, a alfa szedł naprzód. W końcu górował nad Fuksem.

Po chwili warknął do niego:

— Okaż trochę odwagi, zdrajco. Nadszedł czas, byś wycierpiał należną karę.

Jego żółte oczy zalśniły, gdy się oblizywał.

Nie! Nie pozwolę ci na to! — pomyślał Fuks gniewnie. — Nawet mnie nie dotkniesz!

Otrząsnął się i wygramolił spod Słodkiej, która puściła jego kark. Następnie uderzył ją przednimi łapami, aż zaskoczona upadła do tyłu, po czym okręcił się szybko, zrzucając z grzbietu Werwę. Wreszcie stanął na wyprostowanych łapach i przepchnął się przez zebrane w okręgu psy.

W końcu obejrzał się zdyszany przez ramię. Półwilk najwyraźniej nie był przygotowany na taki rozwój wydarzeń. Zaszczekał z wściekłości, gdy Fuks mijał Bellę i Stokrotkę, ale one nie wykonały żadnego ruchu, by go zatrzymać. Słodka wyglądała na zaskoczoną, a nawet smutną.

Wybacz mi, Słodka. Po prostu nie mogę tu zostać! — rozpaczał w myślach Fuks.

Przystanął jednak na chwilę i zawahał się, co wykorzystała Werwa i rzuciła się na niego po raz drugi. Już miał ją z siebie zrzucić, ale poczuł, jak przygniata go ogromny ciężar. Jego oczy przysłoniła na moment gruba, brązowa sierść z czarnymi plamkami, aż w końcu uniósł wzrok i dostrzegł pysk Brunona. Jego ciężkie, potężne ciało przyciskało Fuksa do ziemi i ten aż jęknął na ten widok, choć bardziej z zaskoczenia niż bólu.

Bruno? Ale przecież to pies w obroży! Fuks nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Chwilę później dołączyła do nich Słodka, przyciskając przednimi łapami kark Fuksa. Przytrzymywały go teraz już trzy psy i nie było mowy, żeby udało mu się wyrwać.

Psy stojące dookoła niego szczekały szaleńczo. Promyk, suczka o długich, białych włosach, podskakiwała i biegała w panice dookoła, a Miki wziął w pysk swoją rękawicę, jakby chciał ją chronić, po czym cofnął się o kilka kroków.

Złowrogi cień padł wreszcie na Fuksa, gdy półwilk zbliżał się powoli, wysuwając swoje błyszczące kły.

— Pośród nas znajduje się zdrajca — podjął alfa. — I wedle tradycji musimy go naznaczyć, aby wszyscy wiedzieli, czego się dopuścił. Obowiązek naznaczenia go należy do mnie jako alfy tej grupy.

Fuks zamknął oczy. Obiecał sobie, że niezależnie od natężenia bólu nie da po sobie poznać, jak cierpi. Nie zaskomli, nie piśnie ani nie zawyje, gdy zęby alfy zanurzą się w jego boku. Nie da mu tej satysfakcji.

Alfa zbliżył pysk do ucha Fuksa i warknął cicho:

— Możesz zapomnieć o życiu na wolności. Przez resztę swojego istnienia będziesz powszechnie znany jako zdrajca. Żadna sfora już nigdy ci nie zaufa.

Półwilk opuścił głowę, gotów zanurzyć kły w ciele Fuksa.

Jednak po chwili usłyszeli wysoki odgłos, jakby coś tłukło przezroczysty kamień. Powietrze nagle zrobiło się chłodniejsze.

Alfa zamarł. Dźwięk stawał się coraz głośniejszy i wkrótce był już niemal nieznośnie wyraźny, aż wgryzł się głęboko w mózg Fuksa i zmroził mu krew w żyłach. Czuł, jak serce przyciśniętej do niego Słodkiej wali jak młotem, i słyszał, jak Werwa kwili ze strachu. Nawet Bruno jęknął niepewnie.

Oczy Fuksa wzniosły się do nieba. Zmrużył je i zobaczył jedynie blady błękit. Po chwili kolejne ryknięcie przecięło ciszę. Dochodziło ono od strony miasta i brzmiało trochę jak grom, było jednak dłuższe, głośniejsze i bardziej złowrogie. Pośród psów poniosła się fala niespokojnych jęków.

— Idzie burza! — szczeknęła Słodka, a jej serce nadal biło bardzo blisko serca Fuksa.

Kolejne wysokie dźwięki sprawiły, że Fuks znowu zadrżał. Brzmiało to tak, jakby niebo miało spaść prosto na ich głowy! Chwilę później coś w powietrzu zawyło tak doniośle i przeszywająco, że zagłuszyło to nawet najdziksze szczekanie.

Fuksowi zrobiło się aż niedobrze z przerażenia, żołądek mu się skurczył, a boki unosiły się szybko. Z niebem działo się coś złego i miało się wrażenie, że coś wyje nad nimi tak desperacko jak pies pogrążony w wielkim bólu.

Wszyscy byli jednak pewni, że unoszące się w powietrzu wycie nie ma absolutnie nic wspólnego z Psami Nieba.