Wojownicy. Potęga trójki. Wschód słońcaTekst

Z serii: Wojownicy #18
Z serii: Potęga trójki #6
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jeżynowy Pazur dotknął jego barku koniuszkiem ogona.

— Widzę, że to nieprawda — zamiauczał. — Czy chciałbyś mi o czymś powiedzieć? Przecież wiesz, że możesz rozmawiać ze mną o wszystkim.

Na kilka uderzeń serca Lwi Płomień zamarł w bezruchu. Zastanawiał się, czy Jeżynowy Pazur podejrzewa, że to on zabił swojego mentora.

— Trudno jest pogodzić się ze stratą kogoś bliskiego — kontynuował ciemnobrązowy kocur. — Ale tak, jak ci obiecałem, jego śmierć zostanie pomszczona.

Odsłonił swoje długie, zakrzywione pazury i wbił je w ziemię. Lwi Płomień wzdrygnął się, wyobrażając sobie, jak przeszywają gardło kota, który zabił Jesionowe Futro.

— Osobiście dopilnuję, żeby ten, kto to zrobił, pożałował odebrania życia wojownikowi z mojego klanu! — zawarczał cicho Jeżynowy Pazur, po czym odwrócił się i ruszył w stronę Wysokiej Półki.

Nim jednak do niej dotarł, z legowiska przywódcy wyłonił się Ognista Gwiazda. Przystanął i rozejrzał się po polanie. W promieniach bladego słońca pory nagich drzew jego futro mieniło się niczym żywy ogień. Przywódca zbiegł po osuwisku i zatrzymał się obok Jeżynowego Pazura i Lwiego Płomienia. Ruchem głowy wskazał na koty, które zebrały się wokół Ciernistego Pazura.

— Co się tam dzieje? — zapytał.

— Część naszego klanu chce zaatakować Klan Wiatru — wyjaśnił Jeżynowy Pazur. — Nie sądziłem, że jest wśród nas tyle mysich móżdżków.

Ognista Gwiazda potrząsnął uszami.

— To naturalne, że ciężko jest nam pogodzić się ze śmiercią wojownika — miauknął głośno. — Nie jest to jednak powód do ataku. Zbiorę patrol i wyruszę porozmawiać z Pojedynczą Gwiazdą. Dowiem się, czy wie coś o tej tragedii.

— Oczywiście, że wie! — Pajęcza Noga odwrócił się, jeżąc futro.

— Powinniśmy zaatakować ich natychmiast, zanim stracimy więcej wojowników! — dodał Ciernisty Pazur.

Ognista Gwiazda pokręcił głową.

— Nie ma sensu bez powodu pakować się w kłopoty — mruknął.

— Bez powodu? Przecież mamy powód! — Ciernisty Pazur podbiegł do nich i stanął nos w nos z przywódcą klanu. — Nasz wojownik nie żyje!

Koty wokół niego zaczęły miauczeć, przyznając mu rację.

— Musimy pomścić Jesionowe Futro!

— Był szlachetnym wojownikiem!

— Cały klan go szanował! Żaden z naszych kotów nie mógłby go zabić!

Lwi Płomień poczuł się osamotniony. Trudno było mu ukrywać niepokój przed resztą klanu. Pozostali pamiętali jego mentora jako odważnego i lojalnego wojownika. Nie zdawali sobie sprawy, że w rzeczywistości był gotów zniszczyć cały swój klan tylko po to, by zemścić się na Wiewiórczym Locie, która zamiast niego wybrała Jeżynowego Pazura.

Ognista Gwiazda uniósł łapę, by uciszyć pobratymców. Zanim zamilkli, Lwi Płomień ujrzał wojowników wbiegających do obozu przez ciernisty tunel. Był to patrol łowiecki prowadzony przez Piaskową Burzę. Zakurzona Skóra, Wiewiórczy Lot i Ostrokrzewiasty Liść wbiegli za kotką na polanę i najpierw odłożyli łupy na stertę zdobyczy, a potem dołączyli do reszty kotów zebranych wokół przywódcy.

— O co tu chodzi? — spytała Ostrokrzewiasty Liść, przystając nieopodal brata.

Lwi Płomień spojrzał na Wiewiórczy Lot i dostrzegł ból malujący się na jej pysku. Krzywiła się, ilekroć któryś kot wychwalał zalety Jesionowego Futra. Z pewnością myślała o tym samym, co on — wspominała, jak mroczny był umysł szarego wojownika, choć Jesionowe Futro starannie ukrywał to przed całą resztą klanu. Lwi Płomień nie chciał, by kotka zauważyła, że się jej przygląda, ale nie mógł przestać się zastanawiać, ile Wiewiórczy Lot wie o okolicznościach śmierci Jesionowego Futra.

— Lwi Płomieniu, co się dzieje? — Ostrokrzewiasty Liść powtórzyła pytanie ostrzejszym tonem, trącając go w bok.

Spojrzał na siostrę i zobaczył, że jej zielone oczy są pełne udręki. Sprawiała wrażenie, jak gdyby nie spała od kilku księżyców. Gdyby moje samopoczucie było kotem, wyglądałoby teraz dokładnie tak samo, jak ona — pomyślał.

— Kilka kotów, z Ciernistym Pazurem na czele, chce zaatakować Klan Wiatru, żeby pomścić śmierć Jesionowego Futra — odpowiedział.

Ostrokrzewiasty Liść wytrzeszczyła oczy.

— Oni naprawdę wierzą, że to Klan Wiatru jest za to odpowiedzialny? — zapytała z zaskoczeniem.

— Niektórzy tak. Ale Ognista Gwiazda…

Lwi Płomień przerwał raptem, kiedy przywódca klanu wdrapał się na Wysoką Półkę.

— Niech wszystkie koty zdolne łowić zwierzynę zjawią się pod Wysoką Półką na zebraniu klanu! — zawołał.

Koty, które już wcześniej znajdowały się na polanie, ruszyły w jego stronę i usadowiły się pod skałą. Lwi Płomień zauważył, że niektóre z nich wciąż sprzeczały się o coś między sobą, ale teraz robiły to szeptem.

Dwoje uczniów — Lisia Łapa i Oblodzona Łapa — wyszło z legowiska starszyzny pod leszczyną, popychając przed sobą wielką kulę mchu. Mysie Futro i Długi Ogon podążyli za nimi i przysiedli na ogrzanej słońcem trawie. Mysi Wąs wygrzebał się z legowiska wojowników, ziewając i wytrzepując z futra kępki mchu.

Szara Pręga i Milka pojawili się przed żłobkiem z kociętami biegającymi dookoła ich łap. Za nimi, wolniej, wyszli Brzozowy Zachód i Białe Skrzydło. Biała kotka kroczyła ociężale z wielkim brzuchem, a partner nie odstępował jej na krok. Stokrotka pojawiła się jako ostatnia. Usiadła przy wejściu do żłobka i zaczęła czyścić futro na piersi, podczas gdy Ropuszek i Różyczka wierzgali wokół niej w udawanym pojedynku.

Liściasta Sadzawka i Sójcze Pióro wyszli z legowiska medyków, ale stanęli tuż przed jego wejściem, z dala od reszty klanu. Lwi Płomień próbował zwrócić na siebie uwagę brata, jednak ten udawał, że tego nie wyczuwa i skierował głowę w stronę Ognistej Gwiazdy.

— Z pewnością wszyscy się zastanawiacie, co poczniemy w związku ze śmiercią Jesionowego Futra — przemówił przywódca. — Obiecuję wam, że kot, który go zamordował, nie uniknie kary. Nie mamy jednak żadnego dowodu, że Klan Wiatru był w to jakkolwiek zamieszany.

— Jak na mój gust, to mamy wystarczająco wiele dowodów! — zawarczał Pajęcza Noga.

Ognista Gwiazda zignorował jego komentarz.

— Postanowiłem, że wraz z patrolem wyruszę na spotkanie z Pojedynczą Gwiazdą. Nie będę go o nic oskarżał ani atakował. Jesionowe Futro zginął jednak na granicy z Klanem Wiatru, toteż mam pełne prawo zapytać, czy któryś z ich wojowników czegoś nie zauważył.

Niektóre koty zaczęły wymieniać między sobą pełne protestów szepty. Ciernisty Pazur na zmianę chował i odsłaniał pazury, jednak się nie odezwał.

— Jeżynowy Pazurze, będziesz mi towarzyszył — polecił Ognista Gwiazda. — Razem z nami pójdą Paprociowe Futro, Szczawiowy Ogon i Lwi Płomień. Wyruszamy natychmiast.

Lwi Płomień poczuł w żołądku bolesny skurcz. W pierwszej chwili miał zamiar odmówić przywódcy. Nie podobała mu się myśl, że miałby uczestniczyć w poszukiwaniach mordercy Jesionowego Futra. Prędko doszedł jednak do wniosku, że gdyby zaprotestował, niepotrzebnie zwróciłby na siebie uwagę. W końcu dlaczego miałby nie chcieć wyruszyć na terytorium Klanu Wiatru? Jego pobratymcy sądzili, że jest tak samo zszokowany śmiercią wojownika jak cała reszta. I tak samo żądny zemsty.

— Świetnie — wyszeptała mu do ucha Ostrokrzewiasty Liść. — Kiedy wrócicie, musisz mi wszystko dokładnie opowiedzieć!

— Zgoda — wymamrotał Lwi Płomień. — Chociaż wolałbym się w to nie angażować…

Ognista Gwiazda zeskoczył ze skały i przeszedł pomiędzy grupami kotów, prowadząc za sobą Jeżynowego Pazura. Paprociowe Futro i Szczawiowy Ogon prędko do nich dołączyli.

Wybrał do patrolu wyłącznie te koty, które nie zamierzały atakować Klanu Wiatru — zauważył Lwi Płomień. — Najwyraźniej woli nie ryzykować.

Przywódca poprowadził w stronę ciernistego tunelu. Nim opuścili obóz, odwrócił się jednak i ruchem ogona przywołał do siebie Szarą Pręgę.

— Miej oko na Ciernistego Pazura i innych — polecił szaremu wojownikowi. — Dopilnuj, żeby nie próbowali przeprowadzić własnego ataku.

Szara Pręga ponuro skinął głową.

— Nie martw się. Przyczepię się do nich jak rzep do ogona.

Ognista Gwiazda wyprowadził patrol z obozu i ruszył przez las. Biegli prosto na granicę z Klanem Wiatru. Opadłe liście chrzęściły im pod łapami. W miejscach, do których nie docierało słabe światło słońca, krzewy pokryte były szronem. Nagie gałęzie drzew tworzyły na niebie delikatne wzory.

Patrol przemierzał ścieżkę w zupełnym milczeniu. Lwi Płomień trzymał się z tyłu. Widział, że pozostali czują się niepewnie. Co chwilę zatrzymywali się, by powąchać powietrze. Szczawiowy Ogon okręciła się, bijąc ogonem na boki, gdy zaskoczył ją dźwięk uderzenia żołędzia o ściółkę.

— Czuję się tak, jakbyśmy nie byli już u siebie! — warknęła z niesmakiem, gdy dostrzegła swoją pomyłkę. — A jeżeli czyha tu na nas coś przerażającego? Przecież Jesionowe Futro mógł paść ofiarą jakiegoś włóczęgi!

— To możliwe. — Paprociowe Futro dotknął koniuszkiem ogona ramienia partnerki. — Ale przy nas jesteś bezpieczna. Jeden kot nie pokona całego patrolu.

— Ten padlinożerny intrygant, Sol, nadal może się tu kręcić — zauważyła Szczawiowy Ogon. — Nikt nie wie, dokąd poszedł, kiedy Klan Cienia wyrzucił go ze swego terytorium.

Ognista Gwiazda zatrzymał się, by zaczekać na resztę patrolu i z zainteresowaniem postawił uszy.

— To całkiem prawdopodobne — przyznał. — Rozglądajcie się za jego śladami. Po powrocie trzeba zwrócić na to uwagę reszty klanu.

— Sol nie wyglądał mi na kota, który mógłby kogoś zamordować — skomentował w zamyśleniu Jeżynowy Pazur. — Wydaje mi się, że raczej wykorzystałby kogoś innego, żeby odwalił za niego brudną robotę.

Ognista Gwiazda skinął głową.

 

— To prawda. Ale może Jesionowe Futro przyłapał go na robieniu czegoś, co mogło zaszkodzić Klanowi Pioruna.

— Jesionowe Futro mógł zaatakować Sola choćby za przekroczenie granicy! — zamiauczał Paprociowe Futro. — Przecież wiecie, że w obronie naszego klanu rzuciłby się nawet na borsuka!

— Był lojalnym wojownikiem — zgodził się Jeżynowy Pazur.

Zrozpaczony Lwi Płomień żałował, że nie potrafi tak jak inni opłakiwać ze smutkiem swego pobratymca. Słynna lojalność Jesionowego Futra nie powstrzymałaby go jednak przed wyjawieniem tajemnicy Wiewiórczego Lotu podczas zgromadzenia i zrujnowaniem reputacji klanu. Co więcej, zmarły wojownik sam przyznał, że spiskował z Jastrzębim Mrozem, by doprowadzić Jeżynowego Pazura do zamordowania Ognistej Gwiazdy. Jego obsesja na punkcie Wiewiórczego Lotu sprawiła, że przestał być wierny Klanowi Pioruna. Teraz jednak był martwy. A jego pobratymcy chcieli uczynić z niego bohatera. Lwi Płomień miał ochotę wykrzyczeć prawdę każdemu kotu w lesie, ale wiedział, że konsekwencje mogłyby być przerażające. Kiedy patrol znów ruszył naprzód, pozostał na tyłach, nienawidząc konieczności zachowania milczenia i samego siebie.

— Nic ci nie jest? — Jeżynowy Pazur zwolnił, by się z nim zrównać. — Na pewno brak ci Jesionowego Futra.

Lwi Płomień poczuł wściekłość na zastępcę za jego brak domyślności.

— Wszystko ze mną w porządku! — odwarknął, choć wiedział, że zachowuje się głupio. — Przestań wtykać nos w nie swoje futro, co?

Jeżynowy Pazur wytrzeszczył oczy, ale nic nie odpowiedział. Kiwnął tylko głową i przyśpieszył kroku, by dogonić Ognistą Gwiazdę.

— Nie powinieneś drzeć z nim wąsów — miauknęła Szczawiowy Ogon, podbiegając do Lwiego Płomienia i trącając nosem jego ucho. — Jeżynowy Pazur po prostu się o ciebie martwi. Taka jest rola ojców. — W jej bursztynowych oczach błysnęła czułość. — Chociaż moje kociaki są już wojownikami, dla mnie zawsze pozostaną malutkie.

Lwi Płomień niezręcznie skinął jej głową, jednak nie potrafił zmusić się, by odpowiedzieć. Tajemnica, którą w sobie skrywał, odcinała go od reszty klanu niczym rwąca rzeka. To nie jest mój ojciec! — chciał wrzasnąć na całe gardło. — Wszystko, co nam mówili, to kłamstwo!

Rozdział 2


Chłodny wiatr znad wrzosowiska zmierzwił futra biegnących w patrolu kotów, kiedy prowadzone przez Ognistą Gwiazdę dotarły do strumienia stanowiącego granicę z Klanem Wiatru. Lwi Płomień podszedł do brzegu na drżących łapach; Jesionowe Futro został odnaleziony zaledwie kawałek dalej. Próbował wyrzucić z pamięci obraz mokrego, szarego ciała, zaklinowanego za kamieniem i kołysanego nurtem. A jednak nie żałował jego śmierci.

Koty przeskoczyły strumień i wkroczyły na terytorium Klanu Wiatru, nie sprawdzając nawet oznaczeń zapachowych. Lwi Płomień zgadywał, że pozostali również z przerażeniem rozmyślali o zmarłym wojowniku. Ognista Gwiazda poprowadził naprzód. Biegli szybko, aż strumień pozostał za ich plecami, odgrodzony mokrymi kamieniami i trzciną.

Lwi Płomień powąchał powietrze i wzdrygnął się. Poczuł aromat śniegu, prawdopodobnie dobiegający z gór. Na horyzoncie majaczyła ciemna mgła przypominająca czarne burzowe chmury. Tam w oddali leżało terytorium Plemienia Płynącej Wody. Lwi Płomień zastanawiał się, jak sobie radzą. Pora nagich drzew była jeszcze trudniejsza dla kotów z Plemienia. W górach śnieg zalegał grubą warstwą na odkrytych skałach, a zwierzyny było niewiele. Mimo to, chciałbym tam wrócić — pomyślał, pragnąc nie tylko przenieść się w góry, ale także cofnąć w czasie. — Kiedy byłem z nimi, wiedziałem, kim jestem i jakie jest moje przeznaczenie.

— Koty z Klanu Wiatru są niedaleko — ostrzegł Ognista Gwiazda.

Lwi Płomień podskoczył. Poczuł się winny, że przez rozmyślania o Plemieniu nie wyczuł świeżego, mocnego zapachu Klanu Wiatru. Po raz pierwszy zaczął się zastanawiać, co wyniknie z ich wyprawy. Stosunki pomiędzy Klanem Pioruna i Klanem Wiatru wciąż pozostawały napięte. Pojedyncza Gwiazda na pewno uzna, że Ognista Gwiazda próbuje oskarżyć go o śmierć pobratymca.

Przywódca prowadził przez wrzosowisko w stronę do obozu sąsiadów. Wojownicy kroczyli po obu jego bokach. Wiatr mierzwił im futra, a jeden z mocniejszych podmuchów nieomal zwalił Szczawiowy Ogon z łap.

— Nie umiem sobie nawet wyobrazić, dlaczego jakikolwiek kot chciałby tu zamieszkać! — syknęła, z trudem próbując odzyskać równowagę.

— Nam się tu podoba! — usłyszeli głośne miauknięcie znad wrzosowiska.

Lwi Płomień podniósł wzrok i ujrzał patrol Klanu Wiatru stojący na szczycie pobliskiego wzgórza. Prowadził go Rozdarte Ucho i to on do nich przemówił. Towarzyszyli mu Wronie Pióro, Biały Ogon i Wrzosowy Ogon.

Spojrzenie Lwiego Płomienia skrzyżowało się ze wzrokiem Wrzosowego Ogona. W oczach kotki, która niegdyś była jego przyjaciółką — a może nawet kimś więcej — dostrzegł jedynie pogardę. Jego serce wypełnił gorzki żal. Wracając myślami do czasów, gdy wraz z Wrzosowym Ogonem spotykali się w tunelach pod lasem, uznał, że był to najszczęśliwszy i najłatwiejszy okres jego życia, nawet jeśli oboje łamali wówczas kodeks wojownika. Teraz kotka patrzyła na niego tak, jak gdyby była gotowa zabić go w zamian za kilka mysich ogonów. Lwi Płomień wzdrygnął się, gdy wyobraził sobie własne ciało unoszące się na powierzchni strumienia.

— Witaj, Rozdarte Ucho. — Ognista Gwiazda pochylił głowę, gdy patrol Klanu Wiatru podszedł bliżej.

— Co robicie na naszym terenie? — Głos Rozdartego Ucha brzmiał ostrożnie, jednak nie było w nim wrogości. Jego pobratymiec, Wronie Pióro, zjeżył się jednak, a Biały Ogon odsłoniła pazury.

— Muszę porozmawiać z Pojedynczą Gwiazdą — wyjaśnił przywódca Klanu Pioruna. — Czy możemy odwiedzić wasz obóz?

Rozdarte Ucho zawahał się, podejrzliwie mrużąc oczy, lecz po chwili niechętnie skinął głową.

— Niech będzie. Zaprowadzimy was tam. Tylko nic nie kombinujcie.

— Zależy nam wyłącznie na rozmowie — obiecał Ognista Gwiazda.

Rozdarte Ucho przejął prowadzenie i ruszył w górę zbocza w kierunku obozu. Wronie Pióro i Biały Ogon otoczyli patrol Klanu Pioruna z obu stron, a Wrzosowy Ogon ustawiła się na końcu. Lwi Płomień czuł jej obecność za swoim ogonem. Spojrzenie, które w niego wbijała, raniło go niczym ciernie.

Po chwili dotarli do krzewów janowca otaczających obóz Klanu Wiatru. Przecisnąwszy się pomiędzy kolcami, Lwi Płomień zatrzymał się i spojrzał w dół. Obóz Klanu Wiatru położony był w płytkim zagłębieniu wrzosowiska. Wyglądał przygnębiająco ze swoją szorstką trawą i kamieniami wystającymi spod cienkiej warstwy gleby. Jedyne schronienie stanowiły tu powykręcane, cierniste krzewy oraz opuszczona borsucza nora, służąca za legowisko starszyzny.

Lwi Płomień dostrzegł Pojedynczą Gwiazdę, który siedział na środku kotliny i rozmawiał z Kaszlącym Pyskiem, klanowym medykiem. Kilka innych kotów — wliczając w to zastępczynię przywódcy, Jesionową Stopę, oraz syna Wroniego Pióra, Bryzową Skórę — przysłuchiwało się im, stojąc nieopodal.

Spoglądając na napiętą postawę Kaszlącego Pyska, Lwi Płomień poczuł, że łapy drętwieją mu z ciekawości. Chociaż nie słyszał, co medyk przekazywał przywódcy, wyglądało to tak, jakby dzielił się z nim jakąś ważną wiadomością.

Ciekawe, o co chodzi? — zastanawiał się Lwi Płomień. — Przecież nie mogą jeszcze wiedzieć o Jesionowym Futrze!

Pojedyncza Gwiazda podniósł wzrok, kiedy Rozdarte Ucho zbiegł po zboczu, by zapowiedzieć przybycie obcego patrolu. Na widok Ognistej Gwiazdy zawahał się, a potem szepnął coś prędko do Kaszlącego Pyska. Medyk pokiwał głową, a przywódca zasygnalizował Ognistej Gwieździe, by wprowadził swoich wojowników do obozu.

— Witaj, Pojedyncza Gwiazdo. — Przywódca Klanu Pioruna skłonił się przed przywódcą Klanu Wiatru. — Dziękuję, że pozwoliłeś nam ze sobą porozmawiać.

Spojrzenie, którym Pojedyncza Gwiazda obrzucił Ognistą Gwiazdę, nie pozostawiało wątpliwości, że ich dawna przyjaźń przeminęła.

— Mów, co masz do powiedzenia — miauknął z rezerwą.

Mówił ostrym tonem; Lwi Płomień zaczął się zastanawiać, czy Klan Wiatru nie wpadł przypadkiem w jakieś kłopoty. Może Pojedyncza Gwiazda nie chce, żebyśmy coś zauważyli? — pomyślał, uważnie rozglądając się po obozie. Otaczające go koty wyglądały na wychudzone i niedożywione, jednak dla Klanu Wiatru było to zupełnie normalne.

— Wolałbym omówić to z tobą na osobności — poprosił Ognista Gwiazda.

Pojedyncza Gwiazda pokręcił głową. Sierść na jego karku stanęła dęba.

— Mój klan ma prawo słyszeć o wszystkim, co masz mi do powiedzenia.

Jesionowa Stopa podeszła bliżej i stanęła u boku przywódcy. Nie odezwała się, jedynie mierzyła patrol Klanu Pioruna spokojnym, szczerym spojrzeniem.

— No więc? — ponaglił ich Pojedyncza Gwiazda.

— Skoro tak sobie życzysz…

Lwi Płomień poczuł, że ściska go w żołądku.

— W noc zgromadzenia odnaleźliśmy ciało Jesionowego Futra w strumieniu, który stanowi granicę pomiędzy naszymi klanami. Miał ranę na gardle. Uważamy, że został zamordowany przez kota.

Wojownicy Klanu Wiatru natychmiast najeżyli futra. Bryzowa Skóra wydał z siebie pełen oburzenia syk.

Pojedyncza Gwiazda strzepnął ogonem i wbił pazury w ziemię. Jego oczy błyszczały z gniewu.

— Jak śmiesz zakładać, że mamy z tym cokolwiek wspólnego? — warknął. — Zabicie jednego z waszych wojowników nie przyniosłoby nam żadnych korzyści!

— Nikt z nas nie miał zatargu z Jesionowym Futrem — wtrąciła Biały Ogon.

— Nasz klan, w przeciwieństwie do niektórych, przestrzega kodeksu wojownika! — warknął Wronie Pióro, pokazując zęby.

Lwi Płomień przygotował się do walki, która mogła rozpocząć się lada moment. Ognista Gwiazda pozostał jednak spokojny. Nie poruszył nawet koniuszkiem ogona.

— Nikt was o nic nie oskarża — zapewnił. — Przyszliśmy zapytać, czy tamtej nocy nie widzieliście przy granicy czegoś podejrzanego.

— A niby co mieliśmy widzieć? Jak jeden z naszych wojowników morduje Jesionowe Futro? — Sierść Pojedynczej Gwiazdy wciąż była zjeżona ze złości. — Rozejrzyj się lepiej po własnych pobratymcach, Ognista Gwiazdo. Sprawdź, czy oni przestrzegają kodeksu wojownika. Bo my owszem.

Lwi Płomień poczuł wzbierający gniew. Paprociowe Futro i Szczawiowy Ogon również się najeżyli, a Jeżynowy Pazur wyciągnął pazury w odpowiedzi na tę ukrytą obrazę. I co z tego, że w naszym klanie żyją koty mieszanej krwi? — pomyślał rozgniewany Lwi Płomień. — Cały Klan Pioruna jest lojalny wobec kodeksu!

Przypomniał sobie ciało Jesionowego Futra, przemoczone i bezwładne.

Cały klan z wyjątkiem jednego kota.

Raptem dostrzegł Wrzosowy Ogon, która stała na uboczu, nie spuszczając z niego wzroku. Wyglądała tak, jakby wyzywała go, by zrobił coś, co da jej powód do zatopienia pazurów w jego futrze. Bryzowa Skóra stanął tak blisko niej, że ich futra ocierały się o siebie. Patrzył na Lwiego Płomienia zaczepnie, jak gdyby chciał mu powiedzieć, że Wrzosowy Ogon należy teraz do niego.

I proszę bardzo, weź ją sobie — odparł bezgłośnie Lwi Płomień, odwzajemniając jego spojrzenie.

— A więc nikt z was niczego nie zauważył? — naciskał Ognista Gwiazda poważnym tonem, domagając się odpowiedzi.

— Nie. — Pojedyncza Gwiazda wypluł to słowo niczym kawałek wroniej karmy. — A teraz opuśćcie nasze terytorium! Jesionowa Stopo, zbierz kilku wojowników i odprowadźcie ich do granicy.

Zastępczyni przywódcy kiwnęła głową i ruchem ogona przywołała do siebie Rozdarte Ucho i Bryzową Skórę. Wojownicy podeszli do patrolu Klanu Pioruna, mierząc sąsiadów prowokującymi spojrzeniami.

Ognista Gwiazda pochylił głowę przed przywódcą Klanu Wiatru.

— Dziękujemy, Pojedyncza Gwiazdo. Czy mogę cię prosić, żebyś zawiadomił nas, jeżeli dowiesz się czegoś więcej?

Pojedyncza Gwiazda nie odpowiedział. Lwi Płomień wziął przykład z Ognistej Gwiazdy i starał się zachowywać z godnością, gdy wojownicy Klanu Wiatru wyprowadzali patrol przez barierę z krzewów janowca na otwarte wrzosowisko.

Koty z Klanu Wiatru nie odzywały się w drodze do granicy. Jesionowa Stopa narzuciła szybkie tempo, jednak Lwi Płomień miał ochotę biec jeszcze prędzej, by natychmiast znaleźć się w lesie, z dala od lodowatych spojrzeń wrogich kotów. Wiedział jednak, że nawet tam nie może już czuć się bezpiecznie. Nie istniało miejsce, w którym mógłby skryć się przed świadomością śmierci Jesionowego Futra i jej konsekwencji dla klanu.

 

Jesionowa Stopa zatrzymała się u stóp wzgórza, nieopodal strumienia.

— Możecie wracać do obozu — zwróciła się do Bryzowej Skóry i Rozdartego Ucha. — Dalej odprowadzę ich sama.

— Dlaczego? — zdziwił się Bryzowa Skóra.

— Będziecie potrzebni na polowaniu — odparła zastępczyni przywódcy. — A może myślicie, że króliki same wbiegną do naszego obozu?

Bryzowa Skóra warknął coś ze złością, a Rozdarte Ucho przybrał niezadowoloną minę, jednak obydwaj wspięli się z powrotem na szczyt wzgórza i po chwili zniknęli po drugiej stronie.

Jesionowa Stopa w milczeniu obserwowała, jak odchodzą, po czym z westchnieniem zwróciła się do Ognistej Gwiazdy:

— Chciałam porozmawiać z wami na osobności. Jest coś, o czym chyba powinniście wiedzieć.

Lwi Płomień wstrzymał oddech. Czy Jesionowa Stopa znajdowała się tamtej nocy w pobliżu strumienia? Czy była w stanie wskazać kota, który wbił zęby w gardło Jesionowego Futra i pozbawił go życia? Przyglądając się jej, raczej w to wątpił. Jako świadek morderstwa nie byłaby równie spokojna.

— Proszę, mów — miauknął Ognista Gwiazda.

— Kilka wschodów słońca temu przewodziłam porannemu patrolowi. Gdy dotarliśmy nad strumień, zauważyłam Sola. Pamiętacie Sola, prawda? To ten kocur, który na jakiś czas przejął przywództwo w Klanie Cienia.

— Widziałaś Sola? — Zielone oczy Ognistej Gwiazdy powiększyły się ze zdziwienia. — Sądziłem, że opuścił już tereny nad jeziorem.

— Najwyraźniej nie. A przynajmniej był tu jeszcze kilka dni temu.

— Więc dlaczego Pojedyncza Gwiazda mi o tym nie wspomniał? — Zdziwienie Ognistej Gwiazdy przerodziło się w gniew.

Jesionowa Stopa niepewnie wzruszyła ramionami. Lwi Płomień wiedział, że jest uczciwą kocicą. Z pewnością nie cieszyły jej napięte stosunki pomiędzy jej klanem a Klanem Pioruna, lecz lojalność wobec Pojedynczej Gwiazdy nie pozwalała jej powiedzieć na głos tego, co myśli.

— Śmierć Jesionowego Futra to wasz problem, nie nasz — zaznaczyła. — Nie możecie oczekiwać, że Pojedyncza Gwiazda będzie szczęśliwy, kiedy przybywacie do jego obozu i oskarżacie jego koty o morderstwo.

— Kiedy my nie… — Jeżynowy Pazur próbował zaprotestować z błyskiem w bursztynowych oczach, jednak Ognista Gwiazda uniósł ogon, by go uciszyć.

— Zakończmy już to nieporozumienie — powiedział. — Nie mieliśmy zamiaru o nic was oskarżać. Chcemy tylko dowiedzieć się wszystkiego, co tylko możliwe, na temat śmierci Jesionowego Futra. Kiedy dokładnie widziałaś Sola? Gdzie to było?

— Mniej więcej ćwierć księżyca temu — odparła szara kotka. — Stał nieopodal jeziora, w lesie, po waszej stronie strumienia. Wydaje mi się, że nas nie dostrzegł. Był zbyt zajęty zjadaniem świeżych łupów.

— Kradł naszą zwierzynę! — syknęła Szczawiowy Ogon.

— To nie był dzień, w którym zginął Jesionowe Futro — wymamrotał po namyśle Paprociowe Futro. — Ale miejsce, które opisujesz, znajduje się w pobliżu tego, gdzie znaleźliśmy jego ciało.

— Tak. Jest bardzo blisko — zgodził się Ognista Gwiazda. — Dziękujemy, Jesionowa Stopo. To najprzydatniejsza informacja, jaką dotychczas usłyszeliśmy.

Zastępczyni przywódcy Klanu Wiatru skinęła głową.

— Cieszę się, że mogłam pomóc. Życzę twojemu klanowi jak najlepiej, Ognista Gwiazdo. Tobie również.

Lwi Płomień dostrzegł współczucie w jej oczach. Kotka domyślała się, że mają kłopoty. Nie miała jednak pojęcia, jak ogromne!

Minęło wysokie słońce. Kiedy patrol Ognistej Gwiazdy powrócił do obozu, długie czarne cienie zaczynały skradać się wzdłuż brzegów kotliny. Przed wejściem do żłobka karmicielki i Brzozowy Zachód leniwie dzielili się językami. Obłoczny Ogon, Jasne Serce i Leszczynowy Ogon siedzieli wokół sterty zdobyczy. Lisia Łapa i Oblodzona Łapa ćwiczyli bitewne ruchy przed swoim legowiskiem. Lwi Płomień usłyszał głośny pisk uczennicy:

— Obedrę cię ze skóry, morderco z Klanu Wiatru!

Ognista Gwiazda westchnął.

— Musimy położyć temu kres. Im szybciej, tym lepiej. Natychmiast zwołam kolejne zebranie.

Wąsy Jeżynowego Pazura drgnęły z zaskoczenia.

— A czy nie powinniśmy najpierw omówić tego ze starszymi wojownikami?

Przywódca pokręcił głową.

— Nie. W tę sprawę zaangażowany jest cały klan. Chcę, żeby wszystkie koty usłyszały o Solu, zanim któryś z żądnych zemsty wojowników zdoła wymknąć się z obozu i na własną łapę zaatakować Klan Wiatru.

Przywódca przeszedł przez polanę, kierując się do Wysokiej Półki, lecz zanim do niej dotarł, dostrzegła go Leszczynowy Ogon.

— Hej! — zawołała, zrywając się na cztery łapy. — Ognista Gwiazda powrócił!

Spomiędzy gałęzi legowiska wojowników wynurzyły się kolejne głowy. Karmicielki przysiadły i nadstawiły uszu, a wszystkie pięć kociąt wybiegło ze żłobka, potykając się o siebie nawzajem. Sójcze Pióro, trzymając w zębach zwitek ziół, wystawił głowę zza jeżyn. Nim Ognista Gwiazda dotarł na szczyt Wysokiej Półki, nie było już potrzeby, by oficjalnie zwoływał swój klan. Wszystkie koty w obozie zebrały się, by posłuchać, co miał do powiedzenia Klan Wiatru. Lwi Płomień z Jeżynowym Pazurem i resztą patrolu przysiedli na tyłach tłumu.

— Czego się dowiedzieliście? — zawołał stojący tuż pod skałą Ciernisty Pazur. — Kiedy ruszamy do ataku?

— Nie ruszamy — odparł Ognista Gwiazda. — Koty z Klanu Wiatru nie zamordowały Jesionowego Futra.

Pomiędzy wojownikami rozległy się nerwowe szepty. Przywódca nie zamierzał czekać, aż przerodzą się w kłótnie. Ponownie zabrał głos.

— Pojedyncza Gwiazda i jego wojownicy nie mieli pojęcia o śmierci Jesionowego Futra aż do chwili, gdy ich o niej poinformowałem. Jesionowa Stopa przekazała mi jednak cenną informację. Kilka wschodów słońca temu nad strumieniem nieopodal jeziora widziała Sola.

Pajęcza Noga niemal podskoczył, wymachując ogonem.

— To tam znaleziono ciało Jesionowego Futra!

W klanie rozległy się jęki zaskoczenia i złości. Kilka kotów powstało z błyszczącymi oczami i najeżonym futrem. Wyglądały tak, jakby były gotowe natychmiast zaatakować włóczęgę.

— To Sol zamordował Jesionowe Futro!

— Ohydny zabójca!

— Musimy go odnaleźć! Niech zobaczy, jakie konsekwencje czekają włóczęgę, który miał czelność zaatakować wojownika!

Ognista Gwiazda uniósł ogon, nakazując im zamilknąć.

— Wciąż nie mamy dowodów — kontynuował, kiedy ucichli na tyle, by mógł ich przekrzyczeć. — Mimo to…

— A jakiego dowodu potrzebujemy? — przerwała mu Mysie Futro. — Zobacz tylko, jakich kłopotów narobił w Klanie Cienia!

— Ale w Klanie Cienia nikogo nie zamordował — przypomniał jej Zakurzona Skóra. — I jaki miałby powód, żeby zabić Jesionowe Futro?

Z gardła Mysiego Futra wyrwał się pełen obrzydzenia jęk.

— Ten parszywy kawał wroniej karmy jest zdolny do wszystkiego!

— Musiał jednak mieć jakiś powód — miauknął Jeżynowy Pazur na poparcie słów Zakurzonej Skóry. — Niewiele kotów zabija dla czystej zabawy.

Lwi Płomień przypomniał sobie historię o Biczu, przywódcy Klanu Krwi, który próbował przejąć władzę nad kotami w dawnym lesie. Tamten kocur lubił zabijać. Lwi Płomień nie sądził jednak, by Sol był taki sam.

— Być może Jesionowe Futro przyłapał Sola na naszym terytorium — zasugerowała Jasne Serce. — Mogło dojść do walki…

— Kiedy Jesionowe Futro wcale nie walczył! — wtrąciła Piaskowa Burza. — Nie miał żadnych ran poza tą na gardle. Mam rację, Liściasta Sadzawko?

Wszystkie głowy odwróciły się w stronę medyczki, która siedziała przed swoim legowiskiem, z daleka od tłumu zebranego pod Wysoką Półką. Kotka odpowiedziała Piaskowej Burzy krótkim skinieniem głowy, jednak się nie odezwała.

— No cóż — miauknął Obłoczny Ogon. — W takim razie być może Sol dostrzegł Jesionowe Futro w pobliżu granicy i postanowił go zaatakować, żeby wywołać wojnę pomiędzy Klanem Pioruna i Klanem Wiatru.

— Tak. Sol byłby zdolny wymyślić taki plan — zgodziła się Wiewiórczy Lot, machając ogonem. — Może miał zamiar skłócić nas ze sobą, żeby potem wkroczyć pomiędzy nas i zagarnąć władzę dla siebie.

— Myślę, że zanim wydamy na niego wyrok, powinniśmy zebrać więcej informacji — mruknął Szara Pręga. — Dobrze wiedzieć, że Jesionowe Futro mógł natknąć się na Sola, ale od tego do morderstwa jeszcze daleka droga, prawda?