Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy. SuperedycjaTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Superedycja #4
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Młody kocur skupiał się jednak na podążaniu wijącym się między wrzosami tropem królika. Przed nim złocisty czubek ogona jego mentorki to pojawiał się, to znikał, więc Wysoka Łapa przyspieszył kroku, by nie spowalniać reszty. Ścieżka poszerzała się, aż w końcu był w stanie dostrzec Świtającą Pręgę pędzącą daleko przed nim. Dróżkę zaścielały czarne grudki przypominające ciemne jagody. Młody kot podskakiwał, starając się nie nadepnąć na żadną z nich.

– Nieczystości owiec – wyjaśniła Żytnia Łapa.

Zaniepokojony Wysoka Łapa aż się zjeżył. Były tu owce? Te stworzenia były wielkie. Widział ich majaczące w oddali białe grzbiety, gdy jeszcze przebywał w obozie. Teraz rozglądał się nerwowo.

– Widziałaś jakąś z bliska? – spytał kompankę.

– Oczywiście. Są niegroźne. Mógłbyś im przejść pod brzuchami, a one nawet by tego nie zauważyły. Tylko skubią, żują i zostawiają nieczystości – oznajmiła, dając susa nad kupką niby-jagód.

Teren zaczął się pochylać, a wrzosy ustąpiły trawie spłaszczonej podmuchami wiatru. Była miękka i wilgotna pod łapami. Przed Świtającą Pręgą teren ciągnął się dalej, niczym grzbiet gigantycznego zielonego kota śpiącego pod błękitnym niebem. Wysoka Łapa skupił się na tym, co wyczuwał w powietrzu. Owcze nieczystości, woń królika i wrzosy. Czy nie była to przypadkiem również woń wroga? Na chwilę zamknął oczy, skoncentrował się…

– Wysoka Łapo, nie!

Rozdział 6


Poczuł zęby na skórze na karku, a potem szarpnięcie. Stracił na moment dech, gdy został uniesiony w powietrze. Wijąc się i młócąc tylnymi łapami, które zgrzytały pazurkami o kamienie, zorientował się, że Świtająca Pręga zmienia kierunek ruchu i posyła go na trawę.

– Patrz, dokąd idziesz! – miauknęła. Jej oczy były okrągłe z przerażenia.

Wysoka Łapa patrzył na mentorkę, nie rozumiejąc. Dopiero po chwili jego spojrzenie ześlizgnęło się na trawę. A raczej na gwałtownie urywające się podłoże; dalej zaczynała się szeroka, poszarpana przepaść.

Żytnia Łapa wpatrywała się w niego wytrzeszczonymi oczami.

– Prawie spadłeś!

Skowroni Plusk stanęła obok uczennicy.

– Sporo czasu minęło od momentu, gdy któryś z uczniów spadł w rozpadlinę, by zniknąć na zawsze – rzekła z błyskiem w oku.

– To poważna sprawa – syknęła gniewnie Świtająca Pręga.

– Wiem, wiem – miauknęła spokojnie druga sprinterka. – Ale sądzę, że Wysoka Łapa dość już się wystraszył.

Istotnie, serce młodego kocura łomotało tak głośno, że ledwie mógł zrozumieć słowa towarzyszy. Drżąc, wyjrzał poza krawędź klifu. Na dole woda huczała i kotłowała się między ścianami z litej skały, podobna do wściekłych burzowych chmur. To miejsce wyglądało jak rozorane przez monstrualny pazur w celu stworzenia kanału w poprzek wrzosowiska. Czy to właśnie tam Piaszczysty Kolec pomagał kopać tunele?

– Trzymaj się z dala od krawędzi urwiska – ostrzegła mentorka. – Gdy spadnie deszcz, będzie tu bardzo ślisko.

Wycofał się, wciąż z bijącym głośno sercem.

Żytnia Łapa szturchnęła go lekko nosem w łopatkę.

– Powinnam była cię ostrzec – szepnęła. – Zapomniałam, że jeszcze nie widziałeś rozpadliny.

Gdzieś w oddali, w dół rzeki i za krawędzią przepaści, dało się słyszeć głośne szczekanie.

Sierść zaniepokojonego Wysokiej Łapy zafalowała.

– Czy to pies?

Młoda kotka zastrzygła uszami.

– Bez obaw, jest na terytorium Klanu Rzeki, więc to nie nasz problem.

– Chodź. – Skowroni Plusk skinęła głową na uczennicę. – Sprawdzimy linię graniczną. Jeśli ten pies kręci się gdzieś w pobliżu, Wrzosowa Gwiazda będzie chciała o tym wiedzieć.

Żytnia Łapa wyciągnęła szyję i zaczęła badać powietrze.

– Towarzyszy mu Dwunożny.

– Bardzo niemądry Dwunożny. – Jej mentorka ruszyła w dół, wzdłuż krawędzi rozpadliny, w kierunku lasu. – Któż chciałby towarzystwa psa? Paskudne śliniące się bestie.

– Dwunożni są zawsze niemądrzy! – skomentowała Żytnia Łapa, ruszając za nią.

Gdy zniknęły, Wysoka Łapa odwrócił się do mentorki.

– Czy na wrzosowiskach jest dużo psów?

Świtająca Pręga rozglądała się przez chwilę.

– Chodzą z Dwunożnymi, zawsze jeden albo dwa naraz.

– A zbliżają się do jaru? – chciał wiedzieć kocur. Widział jedynie owce zapuszczające się w pobliże obozu.

– Nie mają na to szans. Zawsze narobią tyle hałasu, że zdążymy wysłać patrol, który je odciągnie – oznajmiła kotka. Nie brzmiała na zmartwioną. – A ich zęby to nic w porównaniu z pazurami wojowników. – Skinęła nosem w kierunku rozpadliny. – Zauważyłeś, gdzie ziemia staje się płaska i podmokła?

Zmrużył oczy, bo zza chmur właśnie wyjrzało słońce. Dalej, za skrajem wrzosowiska, rzeka opuszczała rozpadlinę. Tam poszerzała się i zwalniała bieg, ciągnąc się między nisko położonymi łąkami.

– To terytorium Klanu Rzeki. – Wskazała lasek po przeciwnej stronie srebrzystej wody. – A tam, pod tymi drzewami, śpi i poluje Klan Pioruna.

Wysoka Łapa zastanawiał się, jak to musi być pozostawać odciętym od nieba. Czy Klan Pioruna nie tęsknił za ciepłem słońca na futerku i wiatrem w uszach? Oni mieli więcej wspólnego z podkopkami niż wrzosowymi sprinterami!

Świtająca Pręga oddaliła się od rozpadliny i przemierzyła stok, podążając wzdłuż grani zwieńczonej wrzosem, wygiętej niczym niekończący się ogon, owinięty opiekuńczo wokół wrzosowiska. Nim zatrzymali się na szczycie ostrogi nad uskokiem, kocura bolały już łapy. Poniżej trawiasty stok wiódł ku gęstej linii drzew.

– Oto droga ku Czterem Drzewom – oznajmiła mentorka.

Wysoka Łapa przypatrywał się ciemnozielonej kopule z liści drżących na wietrze.

– A gdzie znajduje się Wielka Skała?

Próbował dostrzec między gałęziami choćby kawałek ogromnego głazu, o którym opowiadali członkowie klanu po powrotach ze zgromadzeń.

Kotka machnęła ogonem.

– Stąd jest niewidoczna, ale wkrótce ją zobaczysz.

Serce kocura zadrżało. Zapomniał, że skoro jest teraz uczniem, będzie mógł uczestniczyć w zgromadzeniach. Czując z podekscytowania swędzenie w łapach, podążał za Świtającą Pręgą, gdy oprowadzała go po skraju wrzosowiska.

– A tam znajduje się terytorium Klanu Cienia – oznajmiła, gdy ją dogonił.

Podążył za jej spojrzeniem ku grupce sosen, które zdominowały krajobraz, zastępując jaśniejsze drzewa typowe dla terenu Klanu Pioruna. Goły szary pas oddzielał drzewa iglaste od reszty lasu, tworząc ścieżkę przypominającą rzekę, która przecinała okolicę. Odległy ryk zawibrował we włoskach ucha kocura. Dostrzegł niewielkie kształty poruszające się wzdłuż tego pasa, błyszczące niczym krople wody w słońcu.

– Czy to Droga Grzmotu?

– Tak – miauknęła mentorka. – Nauczysz się ją przekraczać, gdy będziesz chodził ku Wysokim Skałom.

Mówiła o wyprawie do Księżycowego Kamienia, gdzie koty dzieliły się językami z Klanem Gwiazdy. Sierść Wysokiej Łapy zafalowała i aż zakręciło mu się w głowie z wrażenia. Dopiero po chwili poczuł, że stoi na pewnych łapach.

Teren piął się i już wkrótce znów wędrowali przez gęste janowce.

– Oto Wysokie Wrzosowisko – wyjaśniła Świtająca Pręga. – Zbliżamy się do krawędzi terytorium klanu.

Krawędzi terytorium klanu? Wysoka Łapa stanął na tylnych nogach, próbując coś dostrzec. Jednakże trawiasty obszar przed nimi ustępował ziemi zrytej przez owce, a dalej widok blokował nieprzebrany kolcolist.

– Już wkrótce zobaczysz. – Mentorka skręciła w stronę króliczego traktu osłoniętego przez wrzosy.

Uczeń podążył za nią, czując nieprzyjemne łaskotanie roślin na ciele. Powietrze było duszne i parne. Wyobraź sobie, o ile gorszy byłby tunel – upomniał się w myślach. Wziął głęboki wdech i skupił wzrok na złocistym ogonie kotki, kołyszącym się przed nim.

Raptem poczuł wiatr na wąsach; gąszcz przeszedł w trawiasty pagórek. Na widok krótkiej trawy czesanej przez podmuchy Wysoka Łapa zamrugał z ulgą. Znów mógł oddychać! W dole widział Drogę Grzmotu, bladą i płaską, mocno odcinającą się od reszty krajobrazu. Teraz znajdowali się bliżej niej i uczeń sprinterki wzdrygnął się, gdy pomknął nią potwór, rycząc głośniej niż wichura. Po drugiej stronie kwadraty trawy oddzielone wąskimi liniami krzewów otaczały skupisko ciemnoszarych gwiazd Dwunożnych. Dalej zaś nieruchome wysokie klify stanowiły pierwszą linię szeregu wysokich, postrzępionych szczytów.

– Czy to są Wysokie Skały? – wyszeptał uczeń ze wzrokiem utkwionym w horyzont.

– Wysokie Skały to same klify – powiedziała Świtająca Pręga, zatrzymując się obok i kładąc uszy. – Wyprawisz się tam pewnego dnia, kiedy odwiedzisz Usta Matki i dotkniesz Księżycowego Kamienia.

Wysoka Łapa stał z rozwianym futrem i drżał. Każdy uczeń Klanu Wiatru dzielił się językami z Klanem Gwiazdy przy Księżycowym Kamieniu przed otrzymaniem imienia wojownika. Kocur przestąpił z łapy na łapę, starając się nie myśleć o ich bólu spowodowanym długą przechadzką wokół terytorium. Jak niby miał dotrzeć aż do Wysokich Skał?

– Uwaga! – dało się słyszeć spomiędzy wrzosów gdzieś z tyłu. – Błotna dziura! – dodał głos, w którym słychać było niepokój.

Uczeń podskoczył i odwrócił się w miejscu, by przepatrzeć roślinność dookoła.

– Co to było?

Jego mentorka popędziła ku króliczej norze na wpół skrytej między korzeniami krzewu.

– Na dole jest patrol podkopków – wyjaśniła.

Z mroku dobiegło kolejne głośne miauknięcie:

– Zabezpieczmy to kamieniami.

– Udało mi się zgromadzić kilka przy rozwidleniu.

– Przytocz je tu, zanim wszystko się obsunie!

Wysoka Łapa podpełznął, wąchając. Wyczuł woń Śliwkowego Pazura. I Hikorowego Nosa.

– Sądzisz, że potrzebują pomocy? – spytał ostrożnie. Nie miał najmniejszej ochoty wczołgiwać się pod ziemię.

– Wiedzą, co robić – odrzekła Świtająca Pręga. – Nie chcieliby, żebyśmy im się plątali pod łapami – dodała, odsuwając się od nory.

 

Uczeń popędził za nią.

– Nawet nie zajrzymy?

Przecież te tunele biegły pod terytorium Klanu Wiatru. Ich pobratymcy mogli być w tarapatach.

– Jestem wrzosową sprinterką. Nie wchodzę pod ziemię, jeśli da się tego uniknąć. – Kotka otrząsnęła się, jakby strącała z sierści grudy ziemi. – Któryś z podkopków zaprowadzi cię na dół podczas szkolenia i nauczy podstaw polowania i patrolowania podziemi.

Wysoka Łapa próbował zignorować ucisk, który poczuł w piersi. Będę w stanie oddychać pod ziemią. Wiem, że będę – zaczął sam siebie przekonywać. Oderwał myśli od korytarzy poniżej i skierował je ku horyzontowi, rozkoszując się wiatrem, który szarpał jego futrem. Uniósł brodę. – Jeśli Ryjówcza Łapa, Żytnia Łapa, Rogata Łapa i Łania Łapa dali radę przetrwać podstawowy trening w podkopach, to i ja będę w stanie.

Gdy mentorka ruszyła przez skupisko janowca, kocur popędził za nią. Z ulgą powitał pod łapami gładką, dobrze udeptaną przez owce glebę. Nienawykłe do marszu łapy paliły go żywym ogniem i każdy skok nad kupką owczych nieczystości sprawiał, że aż się krzywił.

– Dokąd idziemy teraz?

– Do obozu. – Świtająca Pręga spojrzała na niego uważnie. – Musisz być wykończony.

– Nie – skłamał. – Mógłbym zostać na zewnątrz na kilka dni…

W piersi sprinterki rozległo się mruczenie.

– Podobało ci się, co zobaczyłeś?

Pokiwał głową z entuzjazmem.

– Nawet sobie nie wyobrażałem, jak wielkie jest terytorium Klanu Wiatru.

– Strzeżemy krańca świata. Inne klany siedzą sobie wygodnie na swoich trzęsawiskach i lasach, karmione przez rzekę i osłonięte dzięki naszemu wrzosowisku. Nigdy nie zaznają prawdziwego smaku wiatru czy woni pierwszego śniegu. Nie znajdzie się kot szybszy czy zwinniejszy od kota z Klanu Wiatru. – Rzuciła okiem na długi, czarny ogon ucznia. – Masz dobrą równowagę. Wkrótce będziesz w stanie przegonić królika, nawet na trudnym terenie.

– To ogonowi zawdzięczam swoje imię. – Wysoka Łapa wypiął dumnie pierś, po czym przypomniał sobie, co Piaszczysty Kolec powiedział Wrzosowej Gwieździe: że był to ogon podkopka, idealny, by wyciągnąć właściciela spod zawału. Dreszcz ulgi przeszedł falą przez sierść młodego kocura. Teraz już nie będzie musiał stawiać czoła żadnym zawałom, skoro miał zostać wrzosowym sprinterem. Ale po chwili ujrzał w wyobraźni oczy ojca, pociemniałe i pełne rozczarowania. W jego gardle zaczęła narastać gula. Gdy pojawił się przed nim przesmyk w janowcu, za którym widać było już jar, w którym skrywał się obóz klanu, kocur puścił się biegiem. Wyprzedził Świtającą Pręgę i pognał ku wejściu. Jego łapy wpadły w poślizg i musiał przykucnąć, by w pędzie przecisnąć się pod wrzosem i wpaść na polankę.

Kaszląca Łapa stał przy legowisku medyka.

– Wróciłeś! – zawołał i pognał ku kompanowi między kępami trawy. Ledwo zdołał wyhamować obok niego. – Opowiadaj, co widziałeś?

Wysoka Łapa aż zmarszczył nos, czując bijącą od przyjaciela silną woń ziół.

– Wszystko! – wysapał. – Cztery Drzewa, terytoria Klanu Pioruna, Klanu Rzeki i Klanu Cienia, a także Wysokie Skały. – Jego sierść zafalowała. – No i rozpadlinę.

– Żytnia Łapa mówiła, że prawie do niej wpadłeś – mruknął uczeń medyka i przetarł łapą czubek nosa, na którym zgromadził się zielony sok.

– To ona już wróciła?

Wysoka Łapa przesunął wzrokiem po obozie i ujrzał, jak młoda kotka dzieli się zdobyczą z Ryjówczą Łapą i Rogatą Łapą przed legowiskiem uczniów. Miała piórka przylepione do wąsów.

– Upolowała wraz ze swoją mentorką kuropatwę – oznajmił Kaszląca Łapa.

Uczeń sprinterki czuł jej woń unoszącą się nad trawą. Zaburczało mu w brzuchu.

– A może chciałbyś zjeść ze mną mysz?

Przyjaciel spojrzał w stronę siedziby medyka.

– Musiałbym spytać Jastrzębie Serce.

– Przyniosę jedną ze stosu zdobyczy. – Wysoka Łapa ruszył na obolałych nogach przez obóz. Nieomal się przewrócił.

– Nic ci nie jest? – Kaszląca Łapa podbiegł do niego. – Znów cierń?

– Spody moich łap są obolałe od chodzenia. – Wysoka Łapa podniósł nogę i obwąchał ją uważnie. Czuł słabą woń krwi.

Przyszły medyk się nachylił.

– Lekko otarte. Gdy Jastrzębie Serce zabrał mnie na wyprawę po zioła, moje wyglądały tak samo. Zgrubieją i nabiorą hartu, zobaczysz.

– Szukasz ran, Wijowa Łapo? – Ryjówcza Łapa podszedł do nich, zdmuchując piórka z pyska.

– Skończ z tym przezwiskiem! – Wysoka Łapa spiorunował go wzrokiem. – Wrzosowa Gwiazda ustaliła, że zostanę sprinterem, nie pamiętasz?

– Prawdziwy sprinter nie wyglądałby na tak zziajanego – prychnął arogancki kocur. – Jesteś urodzonym podkopkiem. Więc trzymaj się kopania, Wijowa Łapo, a bieganie po wrzosowiskach zostaw kotom, których łapy mają mocne poduszeczki.

Rozdział 7


– Pobudka, zaspany ślimaku!

Wysoka Łapa poczuł, że ktoś klepnął go w ucho. Mrugając, podniósł głowę. Słońce zaglądało przez gałązki janowca, rzucając na posłanie ciepły blask. Oblewało też Świtającą Pręgę stojącą w wejściu do legowiska.

– Nie sądziłam, że ktokolwiek mógłby spać dłużej niż Ryjówcza Łapa – powiedziała i machnęła ogonem. – A on już biega w kółko przy wejściu wraz z Zajęczym Lotem, i to odkąd pierwsze promienie słońca liznęły wrzosy.

– Popisuje się tylko – sapnął młody kocur pod nosem.

Wstał. Po wczorajszej wyprawie bolały go mięśnie, a poduszki łap wciąż piekły. Dlaczego Ryjówcza Łapa go nie obudził? Mieli uczyć się razem.

– Pospiesz się – nakazała mentorka i wyszła.

Czując, jak sierść faluje mu z irytacji, uczeń sprinterki zwlekł się z posłania. Nie było ono równie miękkie jak to ze żłobka. Ani takie ciepłe. Rozpięty nad legowiskiem uczniów janowiec nie zatrzymywał wiatru; prawdę mówiąc, podmuchy hulały właśnie tuż nad posłaniem Wysokiej Łapy. W porze nagich drzew będzie tu lodowato. Rogata Łapa, Łania Łapa i Żytnia Łapa uwiły swoje gniazda w głębi legowiska, przytulone do obłego kamienia powstrzymującego korzenie krzewu. Nowy lokator patrzył na nie z zazdrością. Postanowił przy najbliższej okazji uzbierać trochę wrzosów i wełny pozostawianej przez owce, by stworzyć dla siebie przytulny kącik poza zasięgiem wichru.

– Nie guzdraj się, Wysoka Łapo! – krzyknął Zajęczy Lot.

Ryjówcza Łapa rozgrzewał się obok swego mentora, chodząc w kółko, a Świtająca Pręga i Pochmurny Pęd szeptem prowadzili na boku rozmowę. Rogata Łapa i Łania Łapa przegrzebywali wczorajsze łupy na stosie zdobyczy; ich siostra ciągnęła kępkę owczej wełny w stronę legowiska starszyzny.

Wszyscy są już od dawna na nogach! – pomyślał Wysoka Łapa. Otrząsnął futerko i pospieszył ku mentorce.

– Bolą mnie nogi – poskarżył się.

– Potrzebują wprawy. – Kotka zaszczyciła go spojrzeniem tylko przez moment, po czym znów skupiła uwagę na rozmowie.

– Ale…

Nie dała mu dokończyć.

– Gdy już dotrzemy na wrzosowisko, poczujesz się lepiej – zapewniła.

Zamachał ogonem z irytacją. Blada Ptaszyna pewnie przejęłaby się jego losem. Piaszczysty Kolec powiedziałby, że to bóle dorastania, które świadczą o przeobrażaniu się we wspaniałego wojownika.

Gdzie jest ojciec? – zastanowił się Wysoka Łapa i przeszukał wzrokiem całą polanę. Nie widział go od czasu ceremonii nadawania imienia. Wczoraj, zaraz po treningu, udał się prosto na posłanie i spał już, gdy patrol podkopków wrócił z tuneli.

– A więc udało ci się wstać, Wijowa Łapo? – spytał Ryjówcza Łapa, wbijając w niego spojrzenie.

– Tak, robaczywy oddechu – syknął Wysoka Łapa.

Świtająca Pręga obróciła się w miejscu.

– Tylko kocięta obrzucają się wyzwiskami – prychnęła.

– To Ryjówcza Łapa zaczął!

Mentorka spojrzała na niego surowo, a złośliwy kocur zastrzygł wąsami.

– Najwyraźniej Donosicielska Łapa powinien wrócić do żłobka.

By powstrzymać się przed przeoraniem pazurami nosa tego mądrali, Wysoka Łapa wbił je w ziemię. Na szczęście kotka stanęła między nimi.

– Później dołączymy do starszych uczniów, by pomóc im w ostatniej ocenie.

Młody kocur zamrugał.

– W jaki sposób pomóc? – spytał, wyobrażając sobie, że zostanie poturbowany w udawanej bitwie.

– Potrzebują przynęty do ćwiczeń w tropieniu.

– Czy ja też mogę pomóc? – Ryjówcza Łapa zaczął łasić się do Pochmurnego Pędu.

Bladoszary kocur pochylił głowę.

– Spytaj Zajęczego Lotu – odrzekł i zwrócił się do Świtającej Pręgi: – Spotkajmy się przy Widokowej Skale.

– Dobrze. Gdy tylko Wysoka Łapa się rozgrzeje.

– Już jestem rozgrzany – oznajmił jej uczeń.

Słońce pory zielonych liści rozgrzało mu sierść, choć ledwie wzniosło się nad wrzosy.

– Miałam na myśli rozciągnięcie mięśni – wyjaśniła mentorka. – Przed pracą ze starszymi uczniami musisz pozbyć się zesztywnienia z wczoraj.

Wysoka Łapa poczuł, jak pali go futro, ale już nie od słońca. Ukradkiem spojrzał na Ryjówczą Łapę, przygotowany na jakiś zjadliwy komentarz. Nagle tuż przed nim pojawiła się plama brązowej sierści, odwracając jego uwagę.

– Witaj, Hikorowy Nosie – miauknął.

Podkopek przeszedł tuż obok, nie odezwawszy się słowem. Ruszył ku tunelowi wyjściowemu. Tuż za nim szedł rudy kocur.

– Piaszczysty Kolcu! – krzyknął syn, puszczając się biegiem.

Ale ojciec zdawał się go nie słyszeć. Młodszy kot w zdumieniu obserwował, jak podkopek nurkuje w tunelu i znika. Poczuł, jak wąsy Świtającej Pręgi łaskoczą go w uszy.

– Jego głowę musi zaprzątać nowy tunel – mruknęła. – Mglista Mysz mówiła, że dotarli do problematycznej warstwy żwiru.

– Może i tak – odparł Wysoka Łapa, ze smutkiem patrząc na drżący wrzos. Czy od teraz podkopki będą go traktować, jakby był członkiem innego klanu?

Zajęczy Lot ponaglił swego ucznia.

– Ruszajmy.

Świtająca Pręga mu zawtórowała.

– Chodź, Wysoka Łapo, wypędźmy sztywność z twoich łap. – Przecisnęła się przez krzewy. Za nią podążyły pozostałe koty.

Jej uczeń zamykał pochód. Zastanawiał się, jak właściwie można „wypędzić sztywność” z obolałych nóg.

Gdy wyszedł na miękką trawę po drugiej stronie, lekki wiatr pogładził jego uszy. Rozejrzał się po wrzosowisku, szukając śladu Piaszczystego Kolca, ale ojciec zdążył już zniknąć. Między dwoma krzakami natomiast dostrzegł złocisty ogon mentorki. Słyszał też odgłosy jej kroków, pobiegł więc w tamtym kierunku, zygzakując wijącą się ścieżką i mrużąc oczy, gdy gałązki smagały go po pysku. Czy kiedyś będzie znał wszystkie szlaki wiodące przez wrzosowisko równie dobrze jak Świtająca Pręga? Pędziła przed nim, stawiając pewne kroki i skręcając równie zwinnie co królik. Tymczasem Wysoka Łapa potykał się o korzenie i starając się nie upaść, czuł, jak zarzuca nim na zakrętach.

Wrzosy przerzedziły się i nagle trafił na polanę na zboczu wzgórza. Mentorka się zatrzymała.

– To tu odbędziesz większość treningów. – Skinęła głową w kierunku rozległej połaci trawy, na której skraju leżał stos głazów.

Zajęczy Lot i Ryjówcza Łapa wyskoczyli z wrzosów za nimi. Starszy kocur smagnął ogonem.

– Trzy rundki! – nakazał uczniowi.

Ten zerwał się do biegu wzdłuż linii krzewów otaczających polanę. Mknął po trawie szybko jak nurkujący ptak.

– Ja też mam biec? – spytał Wysoka Łapa.

– Tylko tam i z powrotem – odparła mentorka.

Rzucił się do biegu, wkładając w to całą siłę. Nie chciał wlec się za towarzyszem z legowiska.

– Spokojnie! – krzyknęła za nim Świtająca Pręga. – Masz się tylko rozgrzać, pamiętasz?

Tak samo jak rozgrzewa się Ryjówcza Łapa – pomyślał i jeszcze przyspieszył.

Paliły go płuca. Poczuł kolkę pod żebrami, tymczasem ciemnobrązowy kocur był już w połowie drogi powrotnej. W tym tempie zdubluje go przed metą! Wysoka Łapa zmusił się do dalszego biegu. Trawa migotała pod nim, gdy walczył o każdy kolejny oddech. Ryjówcza Łapa prześlizgnął się obok mentorów. Drugi uczeń zaczął nadrabiać straty. Wziął kolejny głęboki wdech, pokonał ostatnie kilka długości ogona i wyhamował przy Świtającej Prędze.

Zwalił się na trawę, dysząc ciężko.

– Szybko, co? – sapnął, zadowolony z efektu.

– To nie był wyścig – odparła mentorka, pochylając się nad nim. – Najlepszy wojownik to taki, który pod koniec bitwy nadal potrafi walczyć. Nie zużywaj całej swej siły już w pierwszej walce.

Młody kocur podniósł zamglony wzrok; wciąż z trudem łapiąc oddech.

– Dalej, Ryjówcza Łapo! – zawołał Zajęczy Lot. – Dłuższe kroki!

– Obserwuj go – nakazała kotka. – Zobacz, ile terenu pokonuje z każdym susem. Jak się rozciąga, ilekroć jego łapy odrywają się od ziemi. Prędkość jest kluczowa, ale zawsze musisz ją kontrolować. – Szturchnęła go nosem, by wstał. – Jesteś szybki, ale biegasz jak ofiara, nie łowca.

 

Zajęczy Lot obserwował ucznia.

– Dobra praca łap! – zawołał, gdy Ryjówcza Łapa świsnął obok niego.

Drugi kandydat na sprintera poczuł podmuch.

Przypatrywał się, jak biegacz wyginał z każdym krokiem kręgosłup, wyciągał przednie łapy i podwijał tylne, a potem znów gwałtownie się rozprostowywał.

– Czy mogę spróbować jeszcze raz? – spytał Świtającą Pręgę.

– A odzyskałeś oddech?

– Tak.

– Ale nie skupiaj się na prędkości – pouczyła go. – Siła przyda ci się później.

Wysoka Łapa skłonił głowę i odmaszerował. Szybko przeszedł do biegu po trawie, z początku nie wydatkując całej energii, ale nabierając stopniowo rytmu oraz prędkości. Skupiał się na poszczególnych etapach każdego susa, naśladując wygięcie kręgosłupa prezentowane przez Ryjówczą Łapę i starając się wyciągnąć łapy jak najdalej, nim znów spotkają się z gruntem. Z każdym krokiem zwiększał wysiłek, aż jedyną rzeczą, której był świadom, stało się rytmiczne bębnienie jego łap o podłoże i to, jak oddech zgrał mu się z pędem. Nagle poruszanie się przychodziło mu z łatwością, jak gdyby to wiatr niósł go nad trawą prześlizgującą się pod nim niczym powietrze pod skrzydłami jaskółki.

– Bardzo dobrze!

Słowa mentorki zaskoczyły go. Ukończył całą trasę treningową tak skupiony, że nawet tego nie zauważył. Zbiegł na bok, zwolnił do truchtu, po czym skręcił i podszedł do kotki.

– Dobra robota, Wysoka Łapo – rzekł Zajęczy Lot, skłoniwszy się.

– Szybko się uczysz – dodała Świtająca Pręga.

– Nieźle jak na podkopka – dorzucił złośliwie Ryjówcza Łapa, który zatrzymał się właśnie kilka długości ogona dalej.

Nie jestem podkopkiem! – nieomal krzyknął Wysoka Łapa. Zdołał jednak się powstrzymać.

Zajęczy Lot spojrzał ku wzgórzu.

– Powinniśmy wrócić do pozostałych.

Najmłodszy biegacz podążył wzrokiem za jego spojrzeniem.

– Czy tam jest Widokowa Skała? – Zmrużył oczy, próbując coś dostrzec przez wrzosy, ale widział jedynie błękit nieba rozpiętego nad wrzosowiskiem.

Jego mentorka ruszyła w górę.

– Pokażę ci.

*

Widokowa Skała sterczała z wrzosowiska niczym dziób bekasa. Poniżej grunt opadał w dolinę tak rozległą, że Wysoka Łapa nie potrafił ocenić, czy białe kształty widoczne na niej były owcami, czy dmuchawcami. Ostrożnie wszedł na kamień, czując, jak wiatr szarpie jego sierścią, gdy spoglądał poza krawędź. Przed oczami miał cały świat, blednący w zetknięciu z chmurami hen na horyzoncie. Czując zawroty głowy, skulił się w sobie. Co by było, gdyby podmuch szarpnął nim i poderwał w powietrze? Granit pod jego łapami był zbyt gładki, by dało się go uczepić.

– Patrz przed siebie, nie w dół – pouczyła ucznia stojąca za nim Świtająca Pręga.

Skupił wzrok na horyzoncie. Wysokie Skały lśniły blado w słońcu. Za nimi góry pięły się pod niebo. Kątem oka dostrzegł ruch i przeszył go dreszcz. Jego wzrok przesunął się z szarpanego przez wicher drzewa ku odległemu potworowi pędzącemu po Drodze Grzmotu. Błotniak przeleciał gdzieś w oddali – to sprawiło, że kocur spojrzał ku niebu.

– Nadchodzą!

Okrzyk Ryjówczej Łapy sprawił, że się odwrócił.

Pochmurny Pęd, Osikowy Zachód i Skowroni Plusk prowadzili swych uczniów pod górę. Świtająca Pręga przywołała Wysoką Łapę machnięciem ogona i uczeń podbiegł do niej w tym samym momencie, w którym Rogata Łapa, Żytnia Łapa i Łania Łapa wskoczyli na Widokową Skałę. Cała trójka była bardzo poważna i skupiona. Ustawili się w linii wzdłuż krawędzi skały i przysiedli.

– Co robią? – szepnął najmłodszy uczeń.

Mentorka syknęła półgłosem:

– Będą sprawdzane ich zdolności obserwatorów, więc bądź cicho, by ich nie rozpraszać.

Pochmurny Pęd stanął za Rogatą Łapą.

– Co widzisz?

– Czerwonego potwora, czajkę nurkującą, by schwycić owada, Dwunożnego przekraczającego Drogę Grzmotu. – Młody kocur pochylił się i zmrużył oczy. – Jeszcze psa biegnącego wzdłuż żywopłotu.

– W którą stronę?

– Ku linii zapachowej.

– Ile czasu minie, nim tam dotrze?

– Dość, by sprinter mógł wezwać patrol z obozu.

– Dobrze. – Pochmurny Pęd spojrzał przez bark na Osikowy Zachód. – Pora na Łanią Łapę.

– Dwunożny wspina się na ogrodzenie, włóczęga przekracza Drogę Grzmotu.

Wysoka Łapa obserwował, jak kotka metodycznie przepatruje krajobraz. Jego własną uwagę przechwytywał co chwilę to inny ruch, aż szyja zaczęła go boleć od nagłych manewrów głową. Łania Łapa natomiast sukcesywnie przesuwała wzrok wzdłuż oddalonych miejsc, skupiając się i wyłapując konkretne obiekty, a potem wypatrując kolejnych.

Żytnia Łapa okazała się jeszcze lepsza:

– Samotnik z siedliska Dwunożnych wygrzewa się w słońcu na swoim zielonym zagonku. Czapla poluje na ryby w strumieniu przy Długiej Ścianie.

Świtająca Pręga pochyliła się ku swemu uczniowi i szepnęła:

– Żytnia Łapa ma najlepszy wzrok w całym Klanie Wiatru.

Wysoka Łapa spojrzał ku myszołowowi, który śmignął nad nimi, a potem ku młodej kotce, wciąż skupionej na połaci terenu przed nią.

– Dlaczego oni w ogóle się nie rozpraszają? – spytał.

– Trening czyni mistrza.

Skowroni Plusk zeskoczyła ze skały.

– Dobra robota – pochwaliła uczennicę. – A teraz przetestujemy wasze zdolności łowieckie.

Świtająca Pręga lekko szturchnęła szkolonego przez siebie kocura.

– W tym będzie jej potrzebna twoja pomoc.

– Co mam robić? – Przełknął ślinę.

Pochmurny Pęd podbiegł do starszych uczniów, którzy zgromadzili się na trawie. Ich oczy były okrągłe z ekscytacji.

– Musimy przetestować wasze umiejętności tropicielskie. – Spojrzał na Wysoką Łapę. – Będziesz królikiem. Rogata Łapa, Żytnia Łapa i Łania Łapa na ciebie zapolują.

– Złapią go bez trudu – prychnął Ryjówcza Łapa. – To ja powinienem być królikiem.

Zajęczy Lot zmrużył oczy.

– Jesteś dobry w bieganiu po otwartym terenie. Ale między wrzosami Wysoka Łapa będzie miał przewagę.

– Jaką? – spytał szyderczy kocur, strosząc się lekko.

– Jest drobniejszy i zwinniejszy.

Serce Wysokiej Łapy silnie łomotało. Jego towarzysze z legowiska mają na niego zapolować? Pochylił się ku mentorce.

– Co zrobią, gdy mnie złapią? – spytał nerwowo.

Świtająca Pręga zamruczała.

– Nie martw się. Testujemy to, jak potrafią ścigać – szepnęła. – Muszą pracować zespołowo, jeśli chcą cię wytropić. Osikowy Zachód i Pochmurny Pęd będą ich obserwować, by ocenić, jak im idzie pozostawanie w ukryciu i porozumiewanie się tylko za pomocą znaków dawanych ogonem.

– A więc muszę po prostu gnać przed siebie.

Futerko Wysokiej Łapy zafalowało w ekscytacji. Wiedział przecież, jak gnać!

Pochmurny Pęd smagnął powietrze ogonem.

– Kieruj się ku tamtemu głazowi – poinstruował „królika”.

Wysoka Łapa zmrużył oczy. Za rozległym obszarem porośniętym wrzosem i janowcem ledwie dostrzegał wysoki kamień wycelowany w niebo.

– Postaraj się tam dotrzeć i nie zostać złapanym – wyszeptał mu wprost do ucha doświadczony kot. – Zmień kurs kilka razy. Zawracaj. Uczyń wszystko, co w twojej mocy, by dopadnięcie cię było dla nich jak najtrudniejszym zadaniem.

Młody kocur pokiwał głową, oszołomiony. Jeszcze wschód słońca temu był kociakiem, mieszkał w żłobku z matką. Dziś po raz pierwszy zakosztował treningu wojownika i miał odegrać rolę zwierzyny łownej dla większych, silniejszych i szybszych kotów.

To mój drugi dzień. Jak mam przechytrzyć trójkę wyszkolonych uczniów? – pomyślał.