Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy. SuperedycjaTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Superedycja #4
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tytuł oryginału: Tallstar’s Revenge

Copyright © Working Partners Limited 2013

Series created by Working Partners Limited

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2020

Wszystkie prawa zastrzeżone


Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Karolina Kaczorowska

Konsultacja merytoryczna i koncepcja okładki: Dominika Kuc

Projekt graficzny okładki: Anna Podedworna


Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.


Wydanie I

ISBN 978-83-8203-011-2


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Święty Marcin 77 lok. 8a, 61-717 Poznań

telefon 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Kate Cary



Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym
20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

KLANY

KLAN WIATRU


PRZYWÓDCZYNI

Wrzosowa Gwiazda – liliowa kocica o niebieskich oczach


ZASTĘPCA

Trzcinowe Pióro – jasnobrązowy pręgowany kocur


MEDYK

Jastrzębie Serce – cętkowany szarobrązowy kocur o żółtych oczach


WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)


WRZOSOWI SPRINTERZY

(odpowiedzialni za polowanie i patrolowanie na powierzchni)

Czerwony Pazur – ciemnorudy kocur

Zajęczy Lot – jasnobrązowy kocur

Osikowy Zachód – szarobiały kocur; uczennica: Łania Łapa

Pochmurny Pęd – jasnoszary kocur; uczeń: Rogata Łapa

Świtająca Pręga – jasnozłota kocica w kremowe pręgi

Skowroni Plusk – szylkretowo-biała kotka; uczennica: Żytnia Łapa

Jabłkowy Świt – różano-kremowa kotka


PODKOPKI

(odpowiedzialni za polowanie i tworzenie podkopów pod powierzchnią)

Piaszczysty Kolec – bladorudy kocur

Wełniany Ogon – szarobiały kocur

Hikorowy Nos – brązowy kocur

Mglista Mysz – jasnobrązowa pręgowana kotka

Śliwkowy Pazur – ciemnoszara kotka


UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Łania Łapa – jasnobrązowa kotka

Rogata Łapa – ciemnobrązowy kocur

Żytnia Łapa – szara pręgowana kotka


KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Blada Ptaszyna – czarno-biała kotka

Orlicowe Skrzydło – jasnoruda kotka

Polny Ślizg – szara kotka


STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Biała Jagoda – mały śnieżnobiały kocur

Płomienna Skóra – ciemnorudy kocur

Liliowy Wąs – jasnobrązowa kocica

Młócąca Stopa – czarny kocur


KLAN CIENIA


PRZYWÓDCA

Cedrowa Gwiazda – bardzo ciemny szary kocur o białym brzuchu


ZASTĘPCA

Kamienny Ząb – szary pręgowany kocur o długich zębach


MEDYCZKA

Szałwiowy Wąs – biała kotka o długich wąsach


WOJOWNICY

Wroni Ogon – czarna pręgowana kotka

Orlicowa Stopa – jasnorudy kocur o ciemnorudych łapach

Chytre Oko – szary kocur w ciemne pręgi z grubą pręgą nad okiem; uczeń: Żabia Łapa

Ostrokrzewiasty Kwiat – ciemnoszaro-biała kotka; uczennica: Traszkowa Łapa

Błotnisty Pazur – szary kocur o brązowych łapach

Ropuszy Skok – ciemnobrązowy pręgowany kocur w białe plamy, o białych łapach; uczennica: Jesionowa Łapa

Pokrzywowa Cętka – biała kotka w rude cętki

Mysie Skrzydło – czarny kocur o gęstym futrze

Jeleni Sus – szara pręgowana kocica o białych łapach

Bursztynowy Liść – ciemnoruda kotka o brązowych łapach i uszach

Ziębowy Lot – czarno-biały kocur

Śnieżycowe Skrzydło – nakrapiany biały kocur

Jaszczurza Pręga – jasnobrązowa pręgowana kotka o białym brzuchu


KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Pierzasta Burza – ciemnobrązowa pręgowana kotka

Jasny Kwiat – ruda pręgowana kotka

Rozlana Chmura – szaro-biała kotka


STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Mały Ptak – mała ruda pręgowana kocica

Jaszczurzy Kieł – jasnobrązowy pręgowany kocur o zakrzywionym zębie

Srebrny Płomień – rudo-szara kocica


KLAN PIORUNA


PRZYWÓDCA

Sosnowa Gwiazda – rudobrązowy kocur o zielonych oczach


ZASTĘPCA

Słoneczny Zmierzch – jasnorudy kocur o żółtych oczach


MEDYK

Gęsie Pióro – nakrapiany szary kocur o bladoniebieskich oczach; uczeń: Pierzasta Łapa


WOJOWNICY

Burzowy Ogon – błękitnoszary kocur o niebieskich oczach

Pstrokaty Ogon – szylkretowa kotka

Żmijowy Kieł – cętkowany brązowy pręgowany kocur o żółtych oczach

Brunatna Cętka – jasnoszary pręgowany kocur

Wróbla Skóra – duży ciemnobrązowy pręgowany kocur o żółtych oczach

Małe Ucho – szary kocur o bardzo małych uszach i bursztynowych oczach

Rudzikowe Skrzydło – mała, energiczna brązowa kotka o bursztynowych oczach z rudą łatą na piersi; uczennica: Lamparcia Łapa

Kędzierzawa Skóra – czarny kocur z nastroszonym futrem i żółtymi oczami; uczeń: Łaciata Łapa

Wietrzny Lot – szary pręgowany kocur o jasnozielonych oczach


KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Księżycowy Kwiat – srebrzystoszara kotka o bladożółtych oczach

Makowy Świt – długowłosa ciemnoruda kotka


STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Chwastowy Wąs – jasnorudy kocur o żółtych oczach

Mamrocząca Stopa – brązowy kocur o bursztynowych oczach

Skowronia Pieśń – szylkretowa kocica o jasnozielonych oczach


KLAN RZEKI


PRZYWÓDCA

Gradowa Gwiazda – szary kocur o grubym futrze


ZASTĘPCA

Muszlowe Serce – nakrapiany szary kocur


MEDYCZKA

Jeżynowa Jagoda – biała kotka w czarne cętki o niebieskich oczach i różowym nosku


WOJOWNICY

Pluskający Pazur – czarno-srebrny pręgowany kocur

Drzewne Futro – brązowy kocur; uczeń: Biała Łapa

Sowie Futro – brązowo-biały kocur

Wydrzy Plusk – biało-jasnoruda kotka

Bagienna Chmura – przysadzisty brązowy pręgowany kocur z krótkim ogonem

Mulisty Cierń – brązowy kocur z czarnymi uszami

Promienne Niebo – gibka rudo-biała kotka

Szczupaczy Ząb – chudy brązowy pręgowany kocur o wąskim pysku i wystających kłach

Jeziorny Blask – długowłosa szarobiała kotka

Migocząca Skóra – kruczoczarna kotka o lśniącej sierści

Płowy Ogon – jasnobrązowa kotka o niebieskich oczach; uczennica: Miękka Łapa


KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Rozbrzmiewająca Mgła – długowłosa szara kotka

Liliowa Łodyga – blado-szara kotka


STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Pstrągowy Pazur – szary pręgowany kocur

Splątany Wąs – długowłosy kocur o grubo splątanym futrze

Ptasia Piosenka – pręgowana rudo-biała kocica z siwymi plamkami dookoła pyska


KOTY SPOZA KLANU


Wróbel – ciemnobrązowy kocur

Betka – czarna kocica z białymi łapami

Kret – ciemnoszary kocur

Algernon – kremowo-brązowy kocur

Renka – ruda kotka

Kuba – rudy kocur

Pigwa – szara kotka

Sójka – czarno-biała kocica

Skrzatka – puchata biała kotka

Dżem – ogromny rudy kocur

Ruda – ruda kotka

Muszkatka – szylkretowo-biała kotka


Prolog


Mroczne wrzosowisko pięło się ku nocnemu niebu, a gwiaździste futerka lśniły jak krzemień na tle rozkołysanych wrzosów. Trawa falowała u łap niegdysiejszych wojowników Klanu Wiatru, siedzących z nastroszonymi wąsami, niewzruszonych wobec wietrznych podmuchów.

– Witaj w Klanie Gwiazdy, Wrzosowa Gwiazdo. – Smukły kocur z sierścią lśniącą jak Srebrna Skóra stanął naprzeciw młodej przywódczyni Klanu Wiatru. – Obserwowałem, jak będąc zastępczynią, służysz z odwagą i lojalnością swym pobratymcom. Teraz mam zaszczyt ofiarować tobie, ich nowej przywódczyni, życie.

Wrzosowa Gwiazda się skłoniła.

– Dziękuję, Drozdowa Skóro.

– Umarłem jako medyk – przypomniał jej kocur z Klanu Gwiazdy – ale wcześniej byłem wojownikiem. I nigdy nie wahałem się walczyć o to, co słuszne, nieważne, jak trudne się wydawało. Daję ci więc twoje ósme życie, a wraz z nim odwagę, która pozwoli ci zaufać instynktowi. Gdy twe serce przemawia, słuchaj – poradził i pochylił się, by dotknąć nosem głowy Wrzosowej Gwiazdy.

 

Gdy zapulsowało w niej nowe życie, liliowa kotka jęknęła przez zaciśnięte szczęki.

Drozdowa Skóra zrobił krok do tyłu i spojrzał za siebie.

– Stokrotkowy Ogonie?

Jasnobrązowa kotka z rudymi łatami oddzieliła się od członków klanu; srebrne błyski rozświetlały jej futerko.

– Znasz mnie? – spytała Wrzosową Gwiazdę łagodnym głosem.

Zapytana podniosła głowę i wciągnęła powietrze rwanym oddechem.

– Tak! Słyszałam o tobie wiele razy. Nie pozwoliłaś, by twoje kocięta walczyły przeciwko Klanowi Cienia. Dzięki determinacji, jaką wykazałaś, ta idea stała się częścią kodeksu klanów.

Stokrotkowy Ogon skinęła głową.

– Od tamtego dnia żadne kocię nie mogło szkolić się do bitwy, jeśli nie ukończyło sześciu księżyców. Prędzej sama bym się starła z wojownikami Klanu Cienia, niż pozwoliłabym malcom otrzymać choć jeden cios. I choć ty nie masz swoich kociąt, Wrzosowa Gwiazdo, chcę, byś podzielała siłę mych przekonań. Na twe dziewiąte życie ofiarowuję ci siłę matczynej miłości. Użyj jej, by chronić klan. – Przyłożyła pysk do jej głowy. – Ma moc większą od wiatru, a trwa dłużej niż samo życie.

Wrzosowa Gwiazda zachwiała się, gdy pochwycił ją skurcz. Szarpnęła się do przodu, a tylne nogi się pod nią ugięły.

Podszedł do nich cętkowany szarobrązowy kocur.

– Wrzosowa Gwiazdo? – Pochylił się nad nową przywódczynią Klanu Wiatru. – Czy wszystko w porządku?

Stokrotkowy Ogon smagnęła ogonem.

– Jest silna, Jastrzębie Serce. Czuję to.

Wrzosowa Gwiazda się wyprostowała.

– Nic mi nie jest – powiedziała do zmartwionego kocura, po czym, wciąż drżąc, zwróciła się do całego Klanu Gwiazdy: – Obiecuję sprawić, że Klan Wiatru stanie się siłą szanowaną wśród wszystkich klanów lasu. Poprowadzę ich godnie przez moje dziewięć żywotów. A gdy dołączę do was, mam nadzieję, że powitacie mnie dumni z tego, co osiągnęłam.

Pomiędzy szeregami lśniących futerek rozległy się pomruki aprobaty.

– Pamiętaj – zawołała Stokrotkowy Ogon – że nie ma siły potężniejszej od miłości! – Gdy to mówiła, Klan Gwiazdy zaczął się rozmywać, by wzlecieć w nocne niebo, rozświetlony niczym ogon komety.

– Powinniśmy wracać do Księżycowego Kamienia – wymruczał Jastrzębie Serce do ucha Wrzosowej Gwiazdy.

Pokręciła głową.

– Nie jestem gotowa, by opuścić Klan Gwiazdy.

Kocur patrzył, jak lśniące futra blakną i się rozmywają.

– Już odeszli.

– Ale pozostał ich zapach. – Jej ogon przeciął powietrze na znak, że kocica nie ustąpi.

– W takim razie poczekam przy Ustach Matki, aż się obudzisz. – Jastrzębie Serce odwrócił się i podreptał w dół wzniesienia; jego sierść stapiała się z cieniami, aż stał się ledwo widoczny na tle wrzosów. – Klan będzie nas oczekiwać w domu – rzucił jeszcze przed odejściem.

– Nie potrwa to długo.

Wrzosowa Gwiazda patrzyła, jak medyk znika. Wciąż roztrzęsiona, zaczęła wspinać się na wzgórze. Z początku szła wolno, ale z każdym krokiem przyspieszała, gdy pod jej futrem zaczynały pulsować kolejne żywoty. Puściła się w końcu biegiem, pędziła przez czesaną wiatrem trawę, a wąsy przylgnęły jej do pyszczka. Zatrzymała się gwałtownie, gdy teren zaczął opadać. Balansując na krawędzi piaszczystego urwiska, spojrzała na lasy i łąki ciągnące się w ciemności.

Usłyszała za sobą odgłosy stąpających łap.

– Dlaczego się ociągasz? – usłyszała łagodne miauknięcie.

Odwróciła się, mrugając. Blednące futro prastarej wojowniczki lśniło przed jej oczami.

– Chciałam wdychać woń Klanu Gwiazdy jeszcze przez chwilę – wyznała. – Kim… kim jesteś?

– Jestem Lot Ćmy.

Zielone oczy kotki błyszczały. Widać było przez nią wrzosy, a jej sierść, niegdyś biała, teraz lekko świeciła – bardziej przypominała gwiazdy niż futerko. Źrenice Wrzosowej Gwiazdy się rozszerzyły.

– Lot Ćmy? – W odpowiedzi ujrzała skinienie głowy. – Byłaś pierwszą medyczką Klanu Wiatru! To ty odkryłaś Księżycowy Kamień – wyszeptała. – A teraz przyszłaś do mnie?

– Przypatrywałam się ceremonii nadania imienia. I czekałam, aż pozostali odejdą, by móc porozmawiać z tobą na osobności.

– Masz dla mnie przepowiednię? – Pazury Wrzosowej Gwiazdy wbiły się w ziemię, tak była podekscytowana.

– Nie przepowiednię. Ostrzeżenie, być może. – Głos Lotu Ćmy był niewiele silniejszy niż oddech na wietrze.

Przywódczyni Klanu Wiatru zastrzygła uszami i zbliżyła się do niej.

– Słuchaj uważnie, Wrzosowa Gwiazdo. Cokolwiek się stanie, nie wymuszaj od swego klanu lojalności.

Młoda kotka uniosła głowę, zaskoczona.

– Oczywiście, że będę jej wymagać. Zasłużyłam na to.

– Wojownicy sami muszą zdecydować, czemu i komu okazać lojalność.

– Klanowi i mnie, oto czemu i komu! – syknęła Wrzosowa Gwiazda.

– Nie możesz jednak wystawiać ich na próbę.

Wrzosowa Gwiazda się zjeżyła.

– Jestem ich przywódczynią.

Ogon Lotu Ćmy drgnął.

– Jesteś młoda. Mądrość przyjdzie wraz z doświadczeniem. Do tego czasu niech me słowa będą dla ciebie drogowskazem.

Wrzosowa Gwiazda prychnęła.

– To ja podejmuję decyzje w moim klanie.

– Oczywiście – powiedziała łagodnie Lot Ćmy. – Jednakże nie zdajesz sobie jeszcze sprawy z tego, że czasami wojownicy muszą zostawić coś, co kochają, nim zrozumieją, co naprawdę jest dla nich cenne.

– Zostawić coś, co kochają? – powtórzyła Wrzosowa Gwiazda. – Masz na myśli ich klan!

Starsza kotka tylko patrzyła na nią w milczeniu.

– Wojownicy porzucający klan zdradzają go – wyrzuciła z siebie Wrzosowa Gwiazda. – Mój klan będzie lojalny.

– Pojawi się wojownik, którego lojalność względem Klanu Wiatru się zachwieje – wyjawiła Lot Ćmy. – Kot, który będzie musiał wędrować dużo dalej niż w obrębie twego terytorium, by odkryć, gdzie naprawdę przynależy jego serce.

Wrzosowa Gwiazda się skrzywiła.

– Mówisz mi, że ktoś z mojego klanu stanie się… włóczęgą?

Lot Ćmy zamrugała. Jej oczy przypominały zielone gwiazdy.

– Pobłądzi, a ty musisz mu na to pozwolić. Nawet gdy będziesz się obawiać, że nigdy nie wróci. Tylko tak zdoła odkryć, gdzie jest jego miejsce.

Rozdział 1


– Bądź ostrożny, Wyżku!

Kociak zamarł, gdy usłyszał zaniepokojony okrzyk Bladej Ptaszyny.

– Nic mi nie będzie! – miauknął.

Spojrzał za siebie w kierunku żłobka. Od strony wejścia bił ciepły, mleczny zapach jego matki.

W legowisku z gęstego janowca Orlicowe Skrzydło uspokajała ją:

– Kaszelek i Ryjówek będą na niego uważać, obiecuję.

Wyżek zadrżał. To był dopiero jego drugi świt poza żłobkiem i łapki świerzbiły go z podekscytowania. Cienka warstewka śniegu pobieliła obóz, zamrażając kępy trawy i ściany z gęstego wrzosu. Lodowate powietrze kłuło go w nos. Nastroszył futerko.

– Wyglądasz, jakbyś sam zamieniał się w lód. – Kaszelek uderzył łapką biały czubek czarnego ogonka Wyżka.

Wyżek machnął ogonkiem, mrucząc z uciechy. Jego biały pyszczek i łapki faktycznie pomogą mu się chować w śniegu!

Ryjówek bryknął obok niego.

– Pokażmy mu Łowne Skałki!

Wyżek patrzył na swoich pobratymców. Byli starsi o trzy księżyce i dwukrotnie więksi, ale za wszelką cenę zamierzał dotrzymać im kroku.

– Myślałem, że będziemy się znów wspinać na Wysmukły Kamień – zaprotestował. – Wiem, że tym razem mi się uda.

Oczy szczypały go na mrozie i z powodu słońca odbijającego się od śniegu. Otworzył je po raz pierwszy dopiero kilka wschodów słońca temu i wciąż przyzwyczajały się do blasku dnia po opuszczeniu przytulnego półmroku żłobka.

Zamrugał, patrząc na wysoką bryłę granitu, z której – jak powiedział mu Kaszelek – Wrzosowa Gwiazda wygłaszała przemowy do klanu. Wysmukły Kamień sterczał, poszarpany i mroczny, z rozległego piaszczystego krateru, który otaczał go niczym pusta niecka.

Jar Spotkań – przypomniał sobie nazwę tego zagłębienia Wyżek.

Patrzył na jar z rozszerzonymi źrenicami. Na jego dnie Wrzosowa Gwiazda, Jastrzębie Serce i Trzcinowe Pióro stali razem przy Wysmukłym Kamieniu, a ich parujące oddechy świadczyły o prowadzonej rozmowie.

Jastrzębie Serce uniósł głowę i pochwycił spojrzenie Wyżka nad krawędzią jaru.

– Nasz najmłodszy kociak znów eksploruje – mruknął.

Wyżek przestąpił z łapki na łapkę. Chmurny wzrok medyka budził w nim niepokój. Blada Ptaszyna ostrzegała, by trzymał się z daleka od szarobrązowego kocura; miał on niewiele cierpliwości dla kociąt.

– Pozostawaj pod osłoną, Wyżku! – nakazał Jastrzębie Serce, mrużąc oczy. – Nie chcemy, żebyś zwabił do obozu myszołowy.

– Myszołowy?! – pisnął kociak, czując, jak serce skacze mu w piersi.

– Kocięta są ich ulubioną zdobyczą – ostrzegł kocur. – I mogą cię dostrzec aż z Wysokich Skał.

Wąsy Trzcinowego Pióra zadrżały.

– Nie strasz biednego maleństwa – zamruczał, po czym skinął głową na Ryjówka, który przystanął u boku Wyżka. – Co pokazujesz mu dzisiaj?

– Łowne Skałki. – Zapytany pomachał ogonkiem.

Wrzosowa Gwiazda strzepnęła szron ze swej gęstej liliowej sierści.

– Zachowajcie ostrożność, będą oblodzone.

– I nie przychodźcie mi potem skamleć, że zwichnęliście sobie łapki! – krzyknął Jastrzębie Serce.

– Chodźcie. – Przywódczyni Klanu Wiatru ponagliła swego zastępcę i medyka. – Jest zbyt zimno, żeby siedzieć tutaj. Wejdźmy do mojego legowiska.

Wyskoczyła z Jaru Spotkań, a kocury ruszyły jej śladem, smagając powietrze ogonami. Cała trójka wpełzła do jej schronienia pod krzakiem janowca na skraju polany.

– Czy możemy poślizgać się na śniegu? – spytał Kaszelek.

– Chcę iść do Łownych Skałek – nalegał Ryjówek.

Nabrał pełną łapkę śniegu i rzucił nim w kocurka, wiatr jednak skierował większość puchu z powrotem w jego wąsy. Ryjówek kichnął, a Kaszelek zamruczał z rozbawienia.

– Ojej, ale jesteś groźny!

– Jeszcze ci pokażę! – Ryjówek rzucił się na brata i przeturlał go po trawie.

Wyżek cofnął się, gdy ich ciemnobrązowe futerka zakotłowały się w śniegu. Musi być fajnie mieć rodzeństwo do wspólnej zabawy. Gdyby tylko Ziębka nie zmarła… – pomyślał.

– Spójrz na Wyżka! Mruga, jakby pierwszy raz otworzył oczy! – zakpił Ryjówek, uwolniwszy się z uścisku brata.

Kociak się nastroszył.

– Mam już prawie pół księżyca i Piaszczysty Kolec mówi, że otworzyłem oczy szybciej niż jakiekolwiek inne kocię w żłobku. – Zmierzył ich spojrzeniem. – Po prostu nie przywykłem do śniegu.

Ziemia błyszczała, a wrzosy wyznaczające granice obozu – jeszcze wczoraj tak ciemne na tle nieba – srebrzyły się od szronu. Jak wyglądałyby wrzosowiska, gdyby spadło dużo śniegu i świat skrył się pod białym puchem? Blada Ptaszyna ostrzegała Wyżka, że Klan Wiatru najmocniej odczuwa warunki pory nagich drzew, ponieważ wrzosowisko stykało się z niebem. Z tego samego powodu jednak było bardziej wyjątkowe i bezpieczniejsze.

– Mamy bliżej do Srebrnej Skóry niż jakikolwiek inny klan – opowiadała, gdy przytulała go w wypełnionym mchem legowisku. – Co oznacza, że Klan Gwiazdy przypatruje nam się tym intensywniej.

Wyżek wyczuł zmartwienie w jej miauczeniu.

– Czy to dlatego kopiemy tunele pod wrzosowiskiem? – spytał. – By chować się przed zmarłymi wojownikami innych klanów?

– Nie bądź niemądry. – Blada Ptaszyna polizała go w ucho. – Kopiemy, ponieważ jesteśmy silniejsi i mądrzejsi niż wszystkie pozostałe klany. – Pociągnięcia jej języka przyspieszyły. Uciszyło go to.

– Idę do Łownych Skałek! – Ryjówek zaczął biec po trawie.

Kaszelek popędził za nim.

– A może by tak poślizgać się w jarze?

– Jest za mało śniegu, by się ślizgać. – Jego brat zmienił kierunek; nie pędził już w stronę Wysmukłego Kamienia.

– Po prostu się boisz! – Kaszelek skręcił za nim, wzbijając łapkami fontannę zmrożonych płatków.

– Wcale nie!

Wyżek podążył za nimi; było mu obojętne, gdzie będą się bawić. Przebywanie na zewnątrz i lodowata trawa pod łapkami to wspaniałe uczucie.

– Uważaj!

Kociak wpadł w poślizg, gdy ofuknął go Pochmurny Pęd. Bladoszary kocur przeszedł tuż przed nim wraz z Osikowym Zachodem. Wojownicy nieśli jedzenie ku stercie zdobyczy. Sierść mieli zmierzwioną po pobycie na wrzosowiskach. Wyżek patrzył z podziwem na ich długie nogi i giętkie ogony. Byli wrzosowymi sprinterami, co znaczyło, że służyli Klanowi Wiatru, patrolując granice i polując. Ich sierść pachniała wrzosami.

W kruchym zagonku paproci orlicy, gdzie podkopki uwiły swoje legowiska, Wełniany Ogon podniósł wzrok, przerywając czyszczenie uwalanego błotem brzucha. Jak wszystkie koty, które służyły klanowi w tworzeniu nowych tuneli i wzmacnianiu starych, jego sierść była zawsze i na stałe brudna od piasku i pyłu. Wskazał głową królika zwisającego z pyska Pochmurnego Pędu.

 

– Złapałeś to na wysokich wrzosowiskach?

– Tak. – Kocur przy stosie zdobyczy odepchnął wczorajszą mysz i opuścił swój łup. – Jak zwykle zgadłeś, Wełniany Ogonie.

– Skąd wiedziałeś? – spytał podkopka zdumiony Wyżek, mrugając.

– Przez piasek w jego futrze – odparł tamten, machając ogonem i wracając do mycia.

Inny podkopek, Hikorowy Nos, poruszył się w kępie paproci.

– Piaszczyste tunele znajdziesz tylko na wysokim wrzosowisku. – Brązowy kocur podniósł przednią łapę i starł ziemię z ucha. – Co innego tunel prowadzący ku rozpadlinie. Tam jest tylko gleba i pył kamienny, ale taki tunel otworzy drogę do świeżej zdobyczy w okolicy rzeki.

Pochmurny Pęd prychnął.

– O ile znajdziecie sposób, żeby zapobiec jego zapadaniu się.

Osikowy Zachód położył nornicę obok królika.

– Ten pył sprawia, że teren jest niestabilny. Kopanie tam nie jest bezpieczne.

Wełniany Ogon zmrużył oczy.

– Jest, jeśli się wie, co należy robić.

Wzrok Wyżka przeskakiwał między podkopkiem a sprinterem, gdy zapadła niezręczna cisza.

Przerwała ją Wrzosowa Gwiazda. Opuściła swoje legowisko i ruszyła wzdłuż krawędzi Jaru Spotkań, mijając posłania wrzosowych sprinterów i ocierając się o Pochmurny Pęd. Stanęła przy paprociach.

– Czy świeże tunele będą gotowe przed porą nowych liści, Wełniany Ogonie?

Ten pociągnął nosem.

– Wzmocnienie sklepień trochę potrwa.

Przywódczyni świsnęła czubkiem ogona.

– Jestem pewna, że znajdziecie sposób. – Odwróciła się ku stosowi zdobyczy i obwąchała królika.

Czy Wrzosowa Gwiazda kiedykolwiek patroluje podkopy? – zastanowił się Wyżek, z zaciekawieniem przypatrując się przywódczyni Klanu Wiatru. Szkoliła się kiedyś na wrzosową sprinterkę, ale jako zwierzchniczka zapewne musiała również wiedzieć, z czym się wiąże bycie podkopkiem.

– Pospiesz się, Wyżku! – krzyknął Kaszelek.

Kociak skierował wzrok na towarzyszy i pognał za nimi. Dotarli już do Łownych Skałek. Gładkie, niskie, pokryte mchem głazy tworzyły grupę w trawie w pobliżu legowisk starszyzny. Wystawały spomiędzy nich pędy wrzosów. Ryjówek wskoczył na najwyższy kamień i zaszczebiotał do brata:

– Jestem przywódcą Łownych Skałek!

Drugi kociak wspiął się na głaz obok.

– A ja twoim zastępcą!

Wyżek dotarł do kamieni i podreptał przez gęsty mech u ich podnóża. Wyciągając przednie łapki, odepchnął się tylnymi, próbując wylądować obok Kaszelka. Jego pazurki ześlizgnęły się jednak po zmrożonym kamieniu i spadł na zimny grunt.

– Hej, Wijku! – krzyknął Ryjówek. – Może zacznij kopać pod nami. Raczej nie zostaniesz wrzosowym sprinterem jak my!

– Nie jestem Wijek… – Sierść zmieszanego malca zafalowała, gdy usłyszał porównanie do podziemnego robactwa. – …tylko Wyżek!

– Spędzisz swoje życie, wijąc się pod ziemią jak robal, nieprawdaż? – zadrwił starszy kocurek. – Więc to jest twoje miejsce: pod głazami, a nie na nich.

Wyżek zmarszczył wąsy. Wiedział, że jego rodzice byli podkopkami, ale czy z tego powodu nie mógł się bawić na Łownych Skałkach?

Kaszelek wyciągnął przednią łapkę w dół.

– Zignoruj go i spróbuj jeszcze raz!

Malec skoczył ku łapce kolegi i poczuł, jak ta zaciska się wokół jego własnej. Przebierał nogami, podczas gdy Kaszelek się zaparł. Skrobiąc o kamień, zdołał się w końcu wdrapać na głaz.

– Dzięki! – Przysiadł obok kocurka, czując chłód pod łapkami.

Omiótł spojrzeniem obóz. Na jasnym, bezchmurnym niebie świeciło słońce, powoli ogrzewając tufury – niskie pagórki, jakich pełno było na wrzosowisku – wybrzuszające się niczym kłaki sierści rozrzucone po tworzącej obóz zmarzniętej polanie. Zagonek paproci podkopków lśnił na pomarańczowo, a długie źdźbła trawy otaczające gniazda wrzosowych sprinterów pochylały się, gdy mróz wypuszczał je z uścisku.

W wejściu do legowiska starszyzny pojawił się biały pysk.

– Wcześnie wstaliście, młodziki! – Biała Jagoda wyślizgnął się na zewnątrz i ostrożnie przysiadł na zimnej trawie o długość ogona od Łownych Skałek.

Za nim wyszła, kuśtykając, Liliowy Wąs. Stanęła i zaciągnęła się mroźnym powietrzem. Była najmłodsza w legowisku, dużo młodsza od Białej Jagody, Płomiennej Skóry i Młócącej Stopy. Zamieszkała ze starszyzną po tym, jak jej łapa stała się niesprawna, gdy została zmiażdżona w walącym się tunelu.

– Chcesz pospacerować po wrzosowiskach? – spytała Białą Jagodę.

Kocur spojrzał na nią.

– O ile nie zażyczysz sobie, abym właził do króliczych nor.

– Nie po tym, co wydarzyło się ostatnio – mruknęła. – W życiu nie widziałam kota czmychającego z tunelu przed królikiem.

Biała Jagoda przestąpił z łapy na łapę.

– Myślałem, że to lis.

– Twój węch musiał się zupełnie stępić. – Drwiąco smagając powietrze ogonem, Liliowy Wąs pokuśtykała ku wyjściu z obozu. Jej bezwładna tylna łapa zostawiała ślad w płytkim śniegu.

Biała Jagoda wstał i ruszył za nią, mówiąc:

– I twój się stępi, gdy spędzisz jeszcze kilka księżyców w legowisku z Młócącą Stopą i jego lisim oddechem.

– Nie jest wcale tak źle – rzuciła za siebie.

– Może zechcesz się zamienić posłaniami? – Dogonił ją. – Ostatniej nocy chrapał mi prosto w pysk. Śniło mi się, że wpadłem do borsuczej nory.

Gdy zniknęli we wrzosowym tunelu, minął ich bladorudy kocur wkraczający do obozu.

Piaszczysty Kolec! – Wyżek uniósł ogon, gdy jego ojciec znalazł się na środku polany. Sierść rudego wojownika była powalana ziemią.

– Zostawiłem stos patyków przy wejściu do tunelu! – krzyknął do Wełnianego Ogona.

Szaro-biały podkopek uniósł nos.

– Świetnie – miauknął. – Już po południu będziemy mogli zacząć wzmacniać sklepienie.

– Będziecie musieli poradzić sobie beze mnie. – Piaszczysty Kolec ruszył ku Łownym Skałkom. – Wyżku! Chcę ci coś pokazać.

– Co takiego? – Kociak zamrugał z ekscytacją, patrząc na ojca.

Czy chciał pokazać mu wrzosowiska? Malec ześlizgnął się z kamienia i przebiegł przez trawiaste kępki trzęślicy. Zatrzymał się przy kocurze, który zlizał gałązkę wrzosu z jego ucha i wypluł ją na ziemię.

– Już pora, byś nauczył się kopać.

Rozczarowanie zaciążyło mu jak kamień w brzuszku. Nie chciał kopać. Pragnął zobaczyć wrzosowisko i poczuć wiatr w sierści!

– Wyżek idzie się bawić w robala! – zaszydził Ryjówek ze szczytu głazu.

Malec odwrócił się gwałtownie.

– Robale nie kopią!

– Zignoruj go. – Kaszelek wystąpił przed brata. – On się tylko droczy.

Piaszczysty Kolec prychnął.

– Typowy wrzosowy sprinter, boi się, że wpadnie mu do oczu piasek.

Ruszył ku paprociom podkopków. Wyżek popędził za nim i wślizgnął się pod brzuch ojca, który stał przy posłaniu Wełnianego Ogona. Rozkoszując się ciepłem ojcowskiego brzucha na swym grzbiecie, kociak wyjrzał spomiędzy jego przednich łap.

– Czy sądzisz, że patyki utrzymają sklepienie? – spytał Piaszczysty Kolec.

Drugi podkopek zastrzygł wąsami.

– Wytrzymają do momentu, aż wtoczymy na ich miejsce kamienie.

– Może powinniśmy obrać inną trasę ku rozpadlinie? – Brzuch ojca zadrżał nad Wyżkiem.

Wełniany Ogon pokręcił głową.

– Do gliny nie może być już daleko. Będzie ciężej kopać, ale rzadziej wystąpią zawały.

Piaszczysty Kolec strzelił wzrokiem ku legowisku starszyzny. Wyżek odgadł, że myśli o zmiażdżonej łapie Liliowego Wąsa.

– Może powinniśmy zbadać kolonie królików położone wyżej? Mamy szansę trafić na pęknięcie w glinie, w które będziemy mogli się wkopać.

– Ale zrobiliśmy już takie postępy w porze opadających liści! Zaczynać od nowa to marnotrawstwo czasu. – Muskularne barki kocura się naprężyły. Były równie szerokie co Piaszczystego Kolca.

Czy gdy zostanę podkopkiem, też będę takie miał? – pomyślał Wyżek. Jego spojrzenie powędrowało ku Pochmurnemu Pędowi i Osikowemu Zachodowi. Byli znacznie smuklejsi, stworzeni do prędkości, a nie siły. Malec zastanawiał się, jak to jest biegać po wrzosowisku, z wiatrem czeszącym sierść. To zapewne lepsze niż bycie zmiażdżonym pod ziemią. Wyobraził sobie, że jego uszy i nos wypełniają się błotem, i aż się wzdrygnął.

– Dalej, Wyżku! – Głos Piaszczystego Kolca przebił się przez jego myśli. – Chodźmy.

Ojciec skierował się ku posłaniom wrzosowych sprinterów. Malec potruchtał za nim. Minęli paprocie i dotarli na płat nagiej ziemi za Wysmukłym Kamieniem.

– Tu dobrze się kopie – wyjaśnił kocur, gładząc ziemię łapą. – Właśnie tutaj po raz pierwszy nauczyłem się drążyć tunele.

Wyżek przyglądał się rozpulchnionej ziemi, zastanawiając się, jak wiele razy to miejsce rozkopywano i na powrót zasypywano, by kolejne podkopki mogły kształcić się w swoim rzemiośle.

– Czy nigdy nie nudziło cię to zajęcie? – spytał.

– Bycie podkopkiem nie oznacza tylko kopania – odparł ojciec. – Drążenie nowych tras podziemnych to jedynie część naszej pracy. Zajmujemy się również ich patrolowaniem, a do tego świetnie się tu poluje. Zwłaszcza w porze nagich drzew. Nie zapominaj, że to właśnie z tego powodu Lód Trzaskający pierwsze tunele drążył w króliczych norach.

Malec znał już legendę przodka. Była to jedna z pierwszych historii opowiedzianych mu przez Bladą Ptaszynę. Dawno temu ich krainę dotknęła najsroższa pora nagich drzew, jakiej kiedykolwiek doświadczył klan. Nigdzie pośród obsypanych śniegiem wrzosów i janowców nie dało się odnaleźć zwierzyny, więc jeden z najdzielniejszych wojowników Klanu Wiatru zapuścił się w królicze nory i przekopał je, by znaleźć pożywienie dla pobratymców.

– Troszczył się bardziej o swój klan niż o własne bezpieczeństwo – kontynuował ojciec pompatycznym tonem. – A nie posiadał wcale doświadczenia, którym my możemy się teraz dzielić.

„Miał tylko swą odwagę i siłę”. Wyżek stłumił ziewnięcie.

– Miał tylko swą odwagę i siłę – ciągnął Piaszczysty Kolec. – Od tego czasu Klan Wiatru zawsze już kopał tunele, z każdym pokoleniem doskonaląc tę sztukę. – Dumnie uniósł brodę. – Bez podkopków nasz klan ucierpiałby z powodu wielu pełnych głodu księżyców.

Sierść kociaka zafalowała, bo poczuł się winny. Nie powinien marzyć o bieganiu po wrzosowiskach jak Pochmurny Pęd i Osikowy Zachód. Pewnego dnia jego klan będzie na nim polegał. Może być dumny, że podąża śladami ojca. Wysunąwszy pazury, zaczął skrobać ziemię, rozrzucając ją na wszystkie strony.

– Powoli. – Ojciec trzepnął go po grzbiecie ogonem. – Nie kopie się po to, by tworzyć stosy ziemi.

Wyżek przysiadł i potrząsnął głową, by strącić pył. Czyli dało się jednak kopać inaczej?

Piaszczysty Kolec wbił łapę w miękką glebę i nabrał jej grudkę. Odepchnął ją zdecydowanym ruchem, po czym nabrał kolejną. Wkrótce pogłębiał już dziurę, łapa za łapą, a u jego boku rosła schludna kupka ziemi. Kociak odczuł dumę z ojca, silnego i pewnego siebie, jak gdyby nie istniała dziura, której nie byłby w stanie wykopać; jak gdyby nie było gleby, której nie mógłby formować swoimi łapami.

– Pozwól mi spróbować. – Wyżek wyciągnął łapę i nabrał sypkiej ziemi.

Piaszczysty Kolec się cofnął. Malec czuł na sobie jego spojrzenie, gorętsze niż przygrzewające słońce. Kopał coraz bardziej zawzięcie, powiększając luźny kopczyk obok pogłębiającej się dziury.