Wojownicy. Nowela. Zemsta Klonowego CieniaTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Nowela
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Mapleshade’s Vengeance

Text and series concept © Working Partners Limited 2015

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2020

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Konsultacja merytoryczna i koncepcja okładki: Dominika Kuc

Projekt graficzny okładki: Anna Podedworna

Ilustracje i grafiki: Marcin Kwaśny

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-8203-005-1


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

telefon 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Victorii Holmes

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

KLANY

KLAN PIORUNA

PRZYWÓDCA

Dębowa Gwiazda — silny brązowy kocur o bursztynowych oczach

ZASTĘPCA

Pszczeli Ogon — ciemnobrązowy pręgowany kocur

MEDYK

(kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Krucze Skrzydło — mały czarny kocur o niebieskich oczach

WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)

Klonowy Cień — szylkretowo-biała kotka o gęstym futrze i bursztynowych oczach

Jelenia Cętka — srebrno-czarna pręgowana kotka; uczeń: Pokrzywowa Łapa

Piegowata Wola — cętkowana złocista kotka o oczach w kolorze ciemnego bursztynu

Kwitnące Serce — szary pręgowany kocur

Ziarnista Skóra — jasny, brązowo-biały kocur

Drozdowy Szpon — jasnobrązowy pręgowany kocur

UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Pokrzywowa Łapa — rudy kocur

STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Królicze Futro — szary pręgowany kocur

KLAN RZEKI

PRZYWÓDCZYNI

Ciemna Gwiazda — czarna kotka

ZASTĘPCA

Kolczasty Ogon — ciemnoszary kocur

WOJOWNICY

Ulewny Deszcz — szczupły czarny kocur

Jabłkowy Zmierzch — bladobrązowy kocur o zielonych oczach; uczeń: Okoniowa Łapa

Trzcinowy Blask — ciemnoruda kotka

Mleczne Futro — biała kotka

Chlupocząca Stopa — bladoszary kocur

Węgorzowaty Ogon — szaro-czarna pręgowana kotka

UCZNIOWIE

Okoniowa Łapa — szary kocur o gęstym futrze

KLAN CIENIA

MEDYK

Tarninowe Futro — czarny kocur

KLAN WIATRU

MEDYCZKA

Skowronie Skrzydło — srebrzysto-czarna pręgowana kocica

WOJOWNICY

Prędki Lot — bladoszary pręgowany kocur

Muchówkowa Skóra — łaciaty brązowy kocur

KOTY SPOZA KLANU

Młynek — czarno-biały kocur

Rozdział 1


— Uważaj, Klonowy Cieniu! Nadepnęłaś mi na ogon! — Wojownik Klanu Wiatru odskoczył z syknięciem.

— Przepraszam, Prędki Locie — rzuciła przez ramię Klonowy Cień, ruszając głębiej w tłum kotów. Światło pełni księżyca posrebrzało ich skóry, futra łaskotały nos przeciskającej się między nimi kotki. Głos Dębowej Gwiazdy odbijał się echem wokół pni czterech olbrzymich dębów.

— Moi wojownicy tropili żmije aż do Wężowych Skał i zasypali ich gniazdo kamieniami — relacjonował przywódca Klanu Pioruna. — Dzięki ich odwadze żmije nie pojawiły się odtąd na naszym terytorium.

— Mieli szczęście, że nie zostali ukąszeni — zabrzmiało w zasięgu słuchu Klonowego Cienia mruknięcie starszej Klanu Cienia.

— To prawda — zgodził się jej pobratymiec. — Pamiętasz, jak Bagienna Łapa nadepnął na żmiję, podczas swojego pierwszego patrolu? To okropna śmierć.

Starsza kotka wzruszyła ramionami.

— Widywałam gorsze rzeczy.

Klonowy Cień przewróciła oczami. Tylko koty Klanu Cienia są zdolne licytować się, kto widział gorszą śmierć — pomyślała. Wyminęła skałę i wynurzyła się wśród gromady kotów Klanu Rzeki. Ich sierść natychmiast się nastroszyła, a Klonowy Cień poczuła wwiercające się w nią spojrzenia.

— Może i mamy rozejm — warknął czarny wojownik zwany Ulewnym Deszczem — ale nie przeginaj, ty leśny bobku.

Klonowy Cień schyliła głowę.

— Nie mam złych zamiarów — miauknęła. — Już sobie idę.

— To dobrze — odburknął jakiś kot, którego nie widziała.

Klonowy Cień zmusiła się, by nie zjeżyć sierści, gdy przechodziła pomiędzy wrogimi wojownikami. Nie mogła winić Klanu Rzeki za ten gniew, w końcu Klan Pioruna zwyciężył w ostatnim starciu o Słoneczne Skały; nie ma nic gorszego niż gorycz porażki.

— Nie zapominaj, co stało się z Brzozowym Pyskiem i Kwiecistą Łapą — mruknął jej do ucha Ulewny Deszcz. Był tak blisko, że Klonowy Cień czuła jego ciepły, cuchnący rybami oddech. — Te skały należą do nas i zabijemy tylu twoich pobratymców, ilu będzie trzeba, dopóki ich nam nie oddacie.

Klonowy Cień potknęła się, gdy w jej pamięci zapłonęło wspomnienie: Jabłkowy Zmierzch, jasnobrązowy wojownik Klanu Rzeki o przenikliwych zielonych oczach, uderzył Brzozowego Pyska tak mocno, że kot Klanu Pioruna stracił równowagę i ześlizgnął się z samego szczytu Słonecznych Skał. Wylądował z pluskiem w wezbranej rzece. Jego uczennica, Kwiecista Łapa, wskoczyła za nim do wody i próbowała pomóc Brzozowemu Pyskowi utrzymać głowę na powierzchni. Jednak nurt był zbyt silny; oboje zostali porwani w dół rzeki i uderzyli o na wpół zanurzone kamienie, których wojownicy używali do przeprawy. Przez jeden potworny moment dwa pyski, ciemny pręgowany i szary w cętki, wynurzyły się ponad taflę, wrzeszcząc z przerażenia, po czym zniknęły w ciemnej kipieli. Ciała obojga znaleziono niedaleko kamieni, na brzegu należącym do terytorium Klanu Pioruna — tak jakby zginęli w ostatniej, desperackiej próbie powrotu do domu.

Klonowy Cień zdusiła w sobie napływ złości na otaczających ją wojowników. Dlaczego Klan Rzeki nadal walczy o kilka skał, które bez wątpienia leżą na terytorium Klanu Pioruna? Schyliła głowę i zaczęła przeciskać się przez gromadę wrogich kotów. Dotarła na skraj kotliny; tam cienie padały gęściej i było wystarczająco ciemno, by się w nich ukryć. Nagle zamajaczył przed nią jakiś bladobrązowy kształt i nozdrza Klonowego Cienia rozszerzyły się pod wpływem rybiego zapachu. Wojowniczka z walącym sercem spojrzała w górę.

— Co ty tu robisz? — syknął Jabłkowy Zmierzch. W jego długich przednich pazurach, które zanurzył w trawie, odbijał się blask księżyca.

Klonowy Cień nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Patrzyła wojownikowi Klanu Rzeki w oczy o barwie ostrokrzewu i próbowała odzyskać kontrolę nad oddechem. Zastanawiała się, czy któryś z jej pobratymców jest świadkiem tej sceny.

Jabłkowy Zmierzch zbliżył się do niej i pochylił głowę, a jego pysk musnął czubek ucha Klonowego Cienia.

— Wiesz przecież, jakie to niebezpieczne. A jeśli ktoś z twojego klanu zobaczy, że ze mną rozmawiasz?

Klonowy Cień nachyliła się, by przytulić policzek do miękkiej jak pierze sierści na piersi Jabłkowego Zmierzchu.

— Musiałam z tobą porozmawiać — mruknęła. — Minęło już tak dużo czasu. Codziennie czekałam na ciebie przy jaworze, ale ty nie przychodziłeś.

Oddech kocura ogrzewał jej szyję.

— Wiem — wymruczał. — Ale od czasu bitwy podwoiliśmy patrole graniczne, nawet po zmroku. Nie uda mi się przejść przez rzekę niezauważenie.

Cofnął się, a Klonowy Cień poczuła na skórze zimny podmuch.

— Postaram się przyjść, gdy księżyc będzie w nowiu. Może wtedy będzie spokojniej.

— Gdybyś nie zabił Brzozowego Pyska… — wyszeptała Klonowy Cień. — Ze wszystkich kotów, które mogliśmy stracić w walce, zginął właśnie syn Dębowej Gwiazdy!

Poczuła, że mięśnie Jabłkowego Zmierzchu sztywnieją pod skórą.

— To był wypadek — warknął. — Nie chciałem, żeby wpadł do rzeki.

Klonowy Cień zamknęła oczy.

— Moi pobratymcy widzą to inaczej. Winią cię za obie nasze straty.

— W takim razie są głupcami. — Jabłkowy Zmierzch zadrżał, a potem się rozluźnił. — Ale gdy chodzi o Słoneczne Skały, nasze klany od zawsze zachowują się jak mysie móżdżki. — Polizał czubek głowy Klonowego Cienia. — Dzięki Klanowi Gwiazdy, że ty nie ucierpiałaś w walce.

 

Klonowy Cień spojrzała na niego. Mój najdroższy wojowniku. Kocham cię całym sercem — pomyślała.

— Powinieneś o czymś wiedzieć — miauknęła.

Jabłkowy Zmierzch patrzył ponad jej głową w stronę oświetlonej blaskiem księżyca połaci, na której stali jego pobratymcy.

— Czy to nie może zaczekać? — zapytał.

— Raczej nie. — Klonowy Cień wzięła głęboki oddech. — Spodziewam się twoich kociąt.

Oczy Jabłkowego Zmierzchu rozbłysły zielenią.

— Jesteś pewna?

Klonowy Cień kiwnęła głową. Wojownik Klanu Rzeki zawinął ogon i położył go na grzbiecie.

— Zostanę ojcem — mruczał. — To niesamowite. — Przechylił głowę na bok.– Ale kociaki będą miały w sobie krew Klanu Rzeki. Jak zareagują na to twoi pobratymcy?

— O niczym się nie dowiedzą — odpowiedziała Klonowy Cień. Zauważyła, że Jabłkowy Zmierzch się wzdrygnął. — Przynajmniej nie od razu — kontynuowała. — Będę je wychowywać w Klanie Pioruna, dopóki nie zostaną w pełni zaakceptowane. Potem każde z nich będzie już zdolne zmierzyć się z prawdą. Dlaczego to, że ich ojciec żyje w innym klanie, miałoby mieć znaczenie?

Futro na barkach Jabłkowego Zmierzchu drgnęło.

— Bardzo wierzysz w swoich pobratymców — mruknął.

— Nie, wierzę w Klan Gwiazdy i kodeks wojownika.

— Myślisz, że Klan Gwiazdy pochwala to, co robimy? — Jabłkowy Zmierzch zmrużył oczy.

— Myślę, że nasi wojowniczy przodkowie wiedzą, jak bardzo nasze klany potrzebują młodych, a my je im zapewniamy. Czy nasze niewinne kocięta mogłyby nie dostać ich błogosławieństwa? Wyrosną na wspaniałych wojowników, lojalnych tak samo wobec Klanu Pioruna, jak i Klanu Rzeki. — Klonowy Cień odwróciła się, zanim Jabłkowy Zmierzch zdążył odpowiedzieć. — Muszę wrócić do moich pobratymców, zanim zaczną mnie szukać. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli nie zobaczymy się, dopóki nie pojawią się kocięta. — Spojrzała na niego przez ramię. — Ale codziennie będę o tobie myśleć, kochany.

Gdy wkroczyła w cienie spowijające kotlinę, usłyszała czyjeś szybkie kroki.

— Jabłkowy Zmierzchu! Tutaj jesteś! Wszędzie cię szukałam. — Klonowy Cień zatrzymała się, z nadzieją, że jej białe łaty nie błyszczą w świetle księżyca. Do boku Jabłkowego Zmierzchu przytulała się ciemnoruda kotka. — Jeden ze starszych Klanu Cienia opowiada historię o kocie, który połknął żywą żabę — miauknęła. — Chodź posłuchać, jest naprawdę zabawna.

Jabłkowy Zmierzch rzucił zmartwione spojrzenie na cienie, w których skrywała się Klonowy Cień, i poszedł za kotką Klanu Rzeki. Ruda wojowniczka zakręciła ogonem i położyła go na grzbiecie Jabłkowego Zmierzchu.

Klonowy Cień obnażyła zęby. Trzymaj się od niego z daleka, Trzcinowy Blasku. On jest mój! Nasze kocięta są tego dowodem! — pomyślała.

— Klonowy Cieniu, pobudka! — mały, ryży pyszczek przecisnął się przez gałęzie, które osłaniały legowisko wojowników. — Pszczeli Ogon chce, żebyś poszła na poranny patrol. Jesteś spóźniona!

— Dobrze, Pokrzywowa Łapo, już idę.

Klonowy Cień dźwignęła się na łapy. Zeszłej nocy po raz pierwszy poczuła, jak poruszają się w niej kocięta. Czy to dlatego, że wasz ojciec już o was wie? — zapytała w myślach. Wyciągnęła głowę, by przylizać zmierzwione futro na boku, i przecisnęła się przez wejście do legowiska. Poczuła się dziwnie ciężka, jakby traciła równowagę przez spuchnięty brzuch.

Powietrze na polanie było zimne i nieruchome, czuć w nim było zbutwiałe liście i wilgotną ziemię. Mały ryży uczeń skakał obok kotki.

— Pospiesz się! Od kiedy jesteś taka powolna?

Klonowy Cień trzepnęła go lekko ogonem.

— Co by zrobiła Jelenia Cętka, gdybyś odezwał się tak do niej, co?

Pokrzywowa Łapa wbił wzrok w ziemię na wspomnienie o mentorce.

— Pewnie kazałaby mi przez cały księżyc wyjmować kleszcze Króliczemu Futru — przyznał.

Klonowy Cień zamruczała cicho, zbyt przepełniona radością z powodu kociąt, by się denerwować.

— W takim razie masz szczęście, że ja cię nie ukarzę. A teraz zmykaj i daj mi porozmawiać z Pszczelim Ogonem.

Uczeń czmychnął, piszcząc. Klonowy Cień ruszyła w stronę zastępcy przywódcy Klanu Pioruna, który stał przed wejściem do legowiska Dębowej Gwiazdy. Ciemnobrązowy pręgowany kocur przywitał wojowniczkę skinieniem głowy.

— Chciałbym, żebyś dołączyła do porannego patrolu — miauknął. — Poprowadzi go Piegowata Wola.

— Właściwie jest coś, co muszę ci powiedzieć — zaczęła Klonowy Cień. Zaświerzbiły ją łapy. — Przez jakiś czas nie będę mogła pełnić swoich obowiązków. Oczekuję kociąt.

Pszczeli Ogon zamrugał.

— Ach. Dobrze. Ja… cóż… nie spodziewałem się tego. W takim razie powinnaś robić tylko to, na co masz siły. Czy Dębowa Gwiazda wie?

— Jeszcze nie. Może pomogę dziś w obozie? — zasugerowała Klonowy Cień. Nie mogła się oprzeć, by nie spojrzeć na swój brzuch. — Mogę przynieść trochę zmoczonego mchu dla starszych, jeśli trzeba.

— Byłoby świetnie — miauknął Pszczeli Ogon. Przesunął łapami po ziemi. — I… no… gratulacje.

— Dziękuję — zamruczała Klonowy Cień. — To wspaniała nowina, prawda?

— Tak — miauknął Pszczeli Ogon. — Te kociaki… ich ojciec…?

— Będę je wychowywała sama — odpowiedziała pewnie Klonowy Cień.

Przez moment zastępca przywódcy wyglądał na zaskoczonego, potem pochylił głowę.

— Niech Klan Gwiazdy oświetla twoją ścieżkę, i ścieżkę twoich kociąt.

Nadal mrucząc z radości, Klonowy Cień zawróciła w stronę polany. Nie była potrzebna na porannym patrolu, mogła więc wrócić do legowiska i wypoczywać, dopóki nie zbudzi się reszta klanu. Wiedziała, że musi oszczędzać siły na nadejście kociąt.

Przysypiała, leżąc w plamach słonecznego światła, gdy przed legowiskiem zadudnił odgłos łap. Do środka wbiegła Piegowata Wola; jej upstrzone cętkami złote futro było napuszone, a oczy błyszczące.

— Pszczeli Ogon przekazał mi twoją nowinę! — zamruczała. — Tak się cieszę!

Klonowy Cień usiadła i położyła swój gruby biały ogon na łapach.

— Dziękuję.

Widzisz, Jabłkowy Zmierzchu? Wszyscy moi pobratymcy będą zachwyceni nowymi kociętami w obozie! — pomyślała.

Piegowata Wola stanęła obok legowiska Klonowego Cienia; wyglądała wyjątkowo nieśmiało.

— Pszczeli Ogon mówił też, że będziesz je wychowywać sama — miauknęła.

Klonowy Cień spięła się. Nie spodziewała się, że tak szybko pojawią się pytania o ojca kociąt.

Piegowata Wola wbiła wzrok w ziemię.

— Czy… czy to dlatego, że ich ojciec nie żyje? — Podniosła wzrok, a Klonowy Cień niemal skrzywiła się, widząc ogień nadziei płonący w jej oczach. — Czy to kocięta Brzozowego Pyska? — szepnęła Piegowata Wola. — Czy mój brat dzięki tobie będzie nadal żył?

Powietrze w legowisku wojowników nagle zgęstniało tak bardzo, że Klonowy Cień nie mogła złapać oddechu. Czy Klan Gwiazdy zesłał mi szansę, by moje kocięta zostały zaakceptowane przez pobratymców? Nie mogę skłamać, jeśli chcę, by później poznały prawdę — pomyślała. Wpatrywała się w Piegowatą Wolę, nie mogąc wypowiedzieć ani słowa.

Złota kotka nie potrzebowała jednak odpowiedzi Klonowego Cienia. Kiwnęła powoli głową, a światło w jej oczach zapłonęło jeszcze jaśniej.

— Mam rację, prawda? Dzięki Klanowi Gwiazdy! I dzięki tobie, Klonowy Cieniu. Nigdy nie zrozumiesz, jak wiele to dla mnie znaczy. Ja… po tym jak Brzozowy Pysk zginął w tej straszliwej walce, myślałam, że już nigdy nie będę szczęśliwa. Ale teraz mogę pomóc ci wychować jego kocięta, nauczyć je, że ich ojciec był prawdziwym bohaterem Klanu Pioruna, patrzeć, jak zajmują jego miejsce w klanie… — Zamilkła, weszła powoli na posłanie i przysiadła tuż przy Klonowym Cieniu. Wyciągnęła przednią łapę i położyła ją na szylkretowym boku kotki. — Mam nadzieję, że Brzozowy Pysk nas widzi — zamruczała.

Klonowy Cień wzięła głęboki oddech. Nie skłamałam otwarcie — myślała. — To wszystko wina Piegowatej Woli. Ale nie mogę odrzucić szansy, żeby moje kocięta zostały przywitane z miłością, na jaką zasługują. Jabłkowy Zmierzch zrozumie, że muszę myśleć przede wszystkim o Klanie Pioruna, przynajmniej na razie.

Rozwinęła ogon tak, by spoczął na barku Piegowatej Woli.

— Odpowiedziałaś na moje modlitwy, Piegowata Wolo — miauknęła cicho. — Moje kocięta i ja nie będziemy już same.

Piegowata Wola błysnęła spojrzeniem oczu w kolorze ciemnego bursztynu.

— Nigdy — przyrzekła. — Narodziny tych kociąt będą najlepszą rzeczą, która przydarzyła się naszemu klanowi.

Rozdział 2


Klanie Gwiazdy, niech to się już skończy! — Klonowy Cień skręcała się z bólu, wbijając pazury w wysuszony mech.

— Spokojnie — instruował ją Krucze Skrzydło, kładąc łapę na jej falującym boku.

Ciekawe, czy ty byłbyś spokojny na moim miejscu — pomyślała Klonowy Cień. Miała ochotę nawrzeszczeć na medyka, ale oddechu ledwie jej starczyło, by przeżyć skurcz, który zatrząsł jej ciałem. Zacisnęła szczęki i oparła się pokusie zatopienia zębów w gęstym futrze na nodze Kruczego Skrzydła.

— To kocurek! — wydyszała Piegowata Wola. — Jest wspaniały!

Krucze Skrzydło odwrócił się, by na niego spojrzeć. Klonowy Cień leżała rozciągnięta na posłaniu z zamkniętymi oczami, starając się nie myśleć o bólu, który jeszcze ją czeka. Pod nos podsunięto jej coś mokrego i wiercącego się. Otworzyła pysk, by zaprotestować, i poczuła najsłodszy zapach, jaki dotąd poznała. Podniosła głowę i zamrugała, patrząc na leżącą przed nią ciemnobrązową kuleczkę gładkiego futra. Jabłkowy Zmierzchu, masz syna! Jest taki piękny! — pomyślała.

— Wyliż go, Klonowy Cieniu — miauknął Krucze Skrzydło. — To mu pomoże w oddychaniu.

Przez moment Klonowy Cień miała ochotę kazać pozostałym kotom wyjść i zostawić ją samą z tym malutkim, kochanym stworzeniem. Już nigdy nic nie będzie tak wyjątkowe, jak to bicie serca, ten moment, w którym poznała swojego pierwszego kociaka. Jej ciało spięło się pod wpływem kolejnej fali bólu, krzyknęła. Krucze Skrzydło szybko odsunął od niej malucha.

— Zabierz go, Piegowata Wolo — polecił.

— Z przyjemnością — miauknęła kotka. — Chodź tutaj, maluszku. Zaraz cię umyjemy i wysuszymy.

Klonowy Cień próbowała powiedzieć, że sama potrafi zająć się swoimi kociętami, ale skurcz był coraz silniejszy i nagle obok niej leżał już kolejny kociak, z pyszczkiem otwartym w niemym miauknięciu i sierścią w rude, białe i czarne łaty — taką, jak sierść jego matki.

— Następny kocurek — ogłosił Krucze Skrzydło. — Świetnie sobie dajesz radę, Klonowy Cieniu. — Przejechał łapą po jej ciele. — Jeszcze trochę i koniec. Skup się.

Nieodparte pragnienie pozostania sam na sam z kociętami dodało Klonowemu Cieniowi energii i ostatni kociak wyśliznął się niemal natychmiast.

— Kotka! — mruczał Krucze Skrzydło. — Jest mniejsza niż bracia, ale w świetnej formie. Weź je teraz, Klonowy Cieniu. — Wsunął nosem trójkę kociąt w zagłębienie jej brzucha. Klonowy Cień podniosła się i wykręciła ciało, by spojrzeć na nie w zdumieniu. Udało mi się, Jabłkowy Zmierzchu! Dwóch synów i córka — pomyślała.

— Są wspaniałe — szepnęła Piegowata Wola głosem ochrypłym z emocji.

Krucze Skrzydło zgodził się.

— Dobra robota, Klonowy Cieniu. Zostawimy cię teraz, żebyś mogła odpocząć, ale wrócę do ciebie z ziołami po wysokim słońcu. Dobrze się czujesz? — W jego ciemnoniebieskich oczach błysnęła troska i Klonowy Cień poczuła napływ sympatii do młodego medyka. Od śmierci Owsianej Cętki już od dwóch księżyców samodzielnie zajmował się Klanem Pioruna, a to jeden z jego pierwszych porodów.

— Lepiej być nie może — odpowiedziała. Gardło ją bolało i chciało jej się pić. — Czy mogę tylko poprosić o wodę?

— Przyniosę ci — zaoferowała Piegowata Wola; wyskoczyła z legowiska i znikła między jeżynami.

Krucze Skrzydło obserwował, jak odchodzi.

— Dzięki tobie znów poczuła, że warto żyć — skomentował. — Bardzo przeżyła stratę brata.

Klonowy Cień zanurzyła pysk w miękkiej, wilgotnej sierści swoich kociąt.

— Te maluchy to mój dar dla całego Klanu Pioruna — wymruczała. — Będę za nie dziękować Klanowi Gwiazdy do końca życia.

Medyk delikatnie dotknął jej czubkiem ogona.

 

— A Klan Pioruna dziękuje tobie — miauknął.

Klan Rzeki też będzie mi wdzięczny — dodała w myślach Klonowy Cień. — Wszyscy zapomną o sporze o Słoneczne Skały, gdy klany zdadzą sobie sprawę, że łączą ich ci wspaniali wojownicy!

— Przyjmujesz gości? — mruknął czyjś głos przy wejściu do żłobka.

— Oczywiście! Wejdź! — miauknęła z trudem Klonowy Cień, próbując zdjąć małą kotkę ze swojej głowy. Urodzone trzy wschody słońca temu, maluchy zaskakiwały Klonowy Cień wszędobylstwem; w jednej ­chwili potrafiły wciskać się w każdy zakamarek żłobka, a w drugiej ssać spokojnie u jej boku.

Pomiędzy gałęziami pojawił się szeroki ciemnobrązowy pysk Dębowej Gwiazdy.

— Cześć, maluchy! — mruknął.

Mała kotka podskoczyła na dźwięk jego głosu. Wyjęła malutkie pazurki z ucha Klonowego Cienia i ześlizgnęła się z pacnięciem na mech.

— To jest Dębowa Gwiazda, przywódca Klanu Pioruna — oznajmiła swoim młodym Klonowy Cień, próbując ustawić je w rządku. Oczy kociąt nadal były zamknięte, a zapach innego kota zbyt kuszący, by mu się oprzeć, więc cała trójka podreptała w kierunku Dębowej Gwiazdy z wyprostowanymi, pękatymi ogonkami, miaucząc wysokimi głosikami.

Dębowa Gwiazda delikatnie pokierował je łapą z powrotem do Klonowego Cienia.

— Jestem nie tylko ich przywódcą — przypomniał jej. — Brzozowy Pysk był moim synem. Te kociaki to moja rodzina. — Jego spojrzenie przepełnione było emocjami, gdy obserwował maluchy. — Gdyby tylko Brzozowy Pysk mógł je zobaczyć!

Klonowemu Cieniowi zrobiło się gorąco; czuła się, jakby piekła ją własna sierść.

— Jestem pewna, że dogląda ich z Klanu Gwiazdy — mruknęła. Maluchy zaczęły przyciskać się do jej brzucha i ucichły, gdy zaczęły ssać.

— Mój syn był wielkim wojownikiem — kontynuował Dębowa Gwiazda. — To zaszczyt dla klanu, że jego duch może żyć nadal poprzez jego młode.

Liście jeżyny zaszeleściły, a w żłobku pojawiła się Piegowata Wola z nornicą w szczękach. Położyła ją przy posłaniu.

— Wybrałam dla ciebie to, co najlepsze ze sterty zdobyczy — powiedziała z dumą do Klonowego Cienia.

— Dziękuję — miauknęła ochryple Klonowy Cień. Zastanawiała się, czy niegrzecznie byłoby poprosić Dębową Gwiazdę, żeby wyszedł. Jego obecność coraz bardziej ją denerwowała.

Piegowata Wola zwróciła się do Dębowej Gwiazdy:

— Czyż nie są idealne? — zamruczała. — W każdym z nich doskonale rozpoznaję Brzozowego Pyska.

Klonowy Cień obrzuciła spojrzeniem maluchy w zagłębieniu jej brzucha. Poza kociakiem, którego futro było łaciate jak jej, sierść pozostałych była jasnobrązowa, jak u Jabłkowego Zmierzchu. Brzozowy Pysk był ciemnobrązowym, prawie czarnym pręgowanym kocurem.

Serce jej waliło, gdy czekała na komentarz Dębowej Gwiazdy, ale on zamiast tego zapytał, czy wybrała już kociakom imiona.

Klonowy Cień ogonem wskazywała każdego z maluchów, by im nie przeszkadzać.

— Myślałam, żeby brązowego kocurka nazwać Modrzewik, jego brata Pstrokatek, a ich siostrę Wiórka.

Zamilkła, gdy czubek jej ogona spoczął na malutkiej kotce. Była najbardziej puchata z całej trójki, a jej uszka były tak małe, że ledwie wystawały z futerka na głowie. Klonowy Cień poczuła się, jakby jej serce miało wybuchnąć z radości. Gdybyś tylko mógł je teraz zobaczyć, Jabłkowy Zmierzchu! — pomyślała.

— Wspaniałe imiona — miauknął Dębowa Gwiazda.

— Nie chciałaś żadnemu z nich nadać imienia po Brzozowym Pysku? — zapytała Piegowata Wola z rozczarowaniem w głosie.

Klonowy Cień nie podniosła wzroku znad swoich kociąt.

— Chcę, żeby każde z nich było samodzielnym wojownikiem — wyjaśniła cicho. — Nie echem kota, którego już nie ma.

Ku jej uldze Dębowa Gwiazda zamruczał.

— To prawdziwy dar dla Klanu Pioruna, że jesteś jego karmicielką, Klonowy Cieniu. Nie mogę się doczekać, by patrzeć jak te maluchy dorastają.

— A ja chcę zobaczyć miny kotów Klanu Rzeki, gdy o nich usłyszą podczas kolejnego zgromadzenia — syknęła Piegowata Wola.

Serce Klonowego Cienia zabiło szybciej.

— Ja też chciałabym tam być, żeby to zobaczyć. Koniecznie powiedzcie im, że urodziłam trójkę idealnych, silnych kociaków, które zostaną wspaniałymi wojownikami — powiedziała do Piegowatej Woli. — Szczególnie Jabłkowemu Zmierzchowi. Jemu powiedzcie jako pierwszemu.

Złocista kotka zamrugała.

— Dlaczego miałabym rozmawiać z tym parchatym futrem? — warknęła. — On zabił mojego brata.

— Właśnie dlatego! — pospieszne odpowiedziała Klonowy Cień. — Musi się dowiedzieć, że dzięki tym kociakom Klan Pioruna jest silniejszy niż kiedykolwiek.

Piegowata Wola skinęła głową.

— Oczywiście. — Odsłoniła przednie pazury i zanurzyła je w podściółce z mchu, rozłożonej w żłobku. — Nasi wrogowie mają teraz jeszcze więcej powodów, żeby się nas bać!

Dębowa Gwiazda rozchylił wargi, błyskając żółtymi zębami.

— Klanowi Rzeki nie zaszkodzi dowiedzieć się, że nawet jeśli zabrali nam dwa koty, to dzięki Brzozowemu Pyskowi trójka nowych wojowników będzie gotowa bronić tego, co prawowicie należy do nas.

Klonowy Cień poczuła ukłucie niepokoju.

— Kodeks wojownika mówi, że musimy okazać litość tym, których pokonaliśmy — zwróciła uwagę.

— Jabłkowy Zmierzch nie okazał ani odrobiny litości Brzozowemu Pyskowi i Kwiecistej Łapie! — syknęła Piegowata Wola, uderzając ogonem o ziemię.

To był wypadek! Brzozowy Pysk się przewrócił! Kwiecista Łapa nigdy nie powinna wskakiwać za nim do rzeki! — chciała wykrzyczeć Klonowy Cień. Ale udało jej się powstrzymać. Nie mogła pozwolić, by Piegowata Wola podejrzewała, że żywi jakiekolwiek uczucia do Jabłkowego Zmierzchu. Jeszcze nie teraz.

Dębowa Gwiazda zaczął wycofywać się ze żłobka.

— Teraz najważniejsze jest to, że kocięta Klonowego Cienia są całe i zdrowe — miauknął. W jego tonie było coś ponurego, co sprawiło, że futro Klonowego Cienia stanęło dęba. — Wychowamy ich na wspaniałych wojowników, takich, jakim był ich ojciec — poprzysiągł Dębowa Gwiazda — i pozwolimy im pomścić jego śmierć, gdy będą na to gotowe.

Odwrócił się i wyszedł, pozostawiając za sobą drżącą ścianę z jeżynowych pędów.

Piegowata Wola schyliła się nad małymi, puchatymi ciałkami i przycisnęła delikatnie pysk do każdego z wiercących się kociąt.

— Są darem mojego brata dla klanu — zamruczała. — I najcenniejszymi stworzeniami w całym lesie!

Klonowy Cień zwalczyła chęć wypędzenia jej ze żłobka. To moje kocięta, nie twoje — pomyślała. Wiedziała, że przyjaźń z cętkowaną kotką ułatwi jej maluchom zdobycie miłości całego Klanu Pioruna. Gdy nadejdzie czas, by zostali uczniami, prawda o tym, kto jest ich ojcem, nie zachwieje lojalności jej leśnych pobratymców. Nawet Dębowa Gwiazda zrozumie, gdy doceni kocięta za to kim są, a nie za dziedzictwo, które mogą nieść ze sobą. A gdy poznają je koty Klanu Rzeki, poczują dokładnie to samo — rozmyślała Klonowy Cień.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?