Wojownicy. Potęga trójki. WyrzutekTekst

Z serii: Wojownicy #15
Z serii: Potęga trójki #3
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Outcast

Copyright © Working Partners Limited 2008

Series created by Working Partners Limited

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2020

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Konsultacja merytoryczna i koncepcja okładki: Dominika Kuc

Projekt graficzny okładki: Jędrzej Chełmiński

Ilustracje i grafiki: Marcin Kwaśny

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-8203-019-8


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

telefon 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Cherith Baldry

Jessice

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

KLANY

KLAN PIORUNA

PRZYWÓDCA

Ognista Gwiazda — rudy kocur o płomienistej sierści

ZASTĘPCA

Jeżynowy Pazur — ciemnobrązowy pręgowany kocur o bursztynowych oczach; uczeń: Jagodowa Łapa

MEDYCZKA

(kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Liściasta Sadzawka — jasnobrązowa pręgowana kotka o bursztynowych oczach; uczeń: Sójcza Łapa

WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)

Wiewiórczy Lot — ciemnoruda kotka o zielonych oczach

Zakurzona Skóra — ciemnobrązowy pręgowany kocur; uczennica: Leszczynowa Łapa

Piaskowa Burza — jasnoruda kotka; uczennica: Miodowa Łapa

Obłoczny Ogon — biały długowłosy kocur; uczennica: Rozżarzona Łapa

Paprociowe Futro — złocistobrązowy pręgowany kocur; uczennica: Ostrokrzewiasta Łapa

Szczawiowy Ogon — szylkretowo-biała kotka o bursztynowych oczach

Ciernisty Pazur — złocistobrązowy pręgowany kocur; uczennica: Makowa Łapa

Jasne Serce — biała kotka w rude łaty

Jesionowe Futro — bladoszary kocur w ciemniejsze cętki, o ciemnoniebieskich oczach; uczeń: Lwia Łapa

Pajęcza Noga — długonogi czarny kocur o brązowym brzuchu i bursztynowych oczach; uczeń: Mysia Łapa

Potok, w Którym Pływają Małe Ryby (Potok) — pręgowana brązowa kotka, wcześniej należąca do Plemienia Płynącej Wody

Burzowe Futro — ciemnoszary kocur o bursztynowych oczach, wcześniej należący do Klanu Rzeki

Białe Skrzydło — biała kotka o zielonych oczach

Brzozowy Zachód — jasnobrązowy kocur

Szara Pręga — długowłosy szary kocur

UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Jagodowa Łapa — kremowy kocur

Leszczynowa Łapa — mała szaro-biała kotka

Mysia Łapa — szaro-biały kocur

Rozżarzona Łapa — pręgowana szara kotka

Miodowa Łapa — pręgowana jasnobrązowa kotka

Makowa Łapa — szylkretowa kotka

Lwia Łapa — pręgowany złocisty kocur o bursztynowych oczach

Ostrokrzewiasta Łapa — czarna kotka o zielonych oczach

Sójcza Łapa — pręgowany szary kocur o niebieskich oczach

KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Paprotkowa Chmura — bladoszara kotka w ciemniejsze cętki, o zielonych oczach matka kociąt Zakurzonej Skóry: Lodowatki (biała kotka) i Liska (pręgowany rudawy kocurek)

Stokrotka — długowłosa kremowa kotka z siedliska koni, matka kociąt Pajęczej Nogi: Różyczki (ciemnokremowa kotka) i Ropuszka (biało-czarny kocurek)

Milka — pręgowana, srebrzysta kotka o niebieskich oczach; poprzednio kotka domowa

STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Długi Ogon — jasny kocur w ciemniejsze pręgi; wcześnie dołączył do starszyzny z powodu utraty wzroku

Mysie Futro — mała ciemnobrązowa kotka

KLAN CIENIA

PRZYWÓDCA

Czarna Gwiazda — duży biały kocur o wielkich czarnych łapach

ZASTĘPCZYNI

Rdzawe Futro — ciemnoruda kotka

MEDYK

Mała Chmura — bardzo drobny pręgowany kocur

WOJOWNICY

Dębowe Futro — mały brązowy kocur

Jarzębinowy Pazur — rudy kocur

Dymna Stopa — czarny kocur; uczeń: Sowia Łapa

Bluszczowy Ogon — biało-czarno-szylkretowa kotka

Ropusza Stopa — ciemnobrązowy kocur

KARMICIELKI

Brunatna Skóra — szylkretowa kotka o zielonych oczach

Śnieżna Ptaszyna — biała kotka

Starszyzna

Cedrowe Serce — ciemnoszary kocur

Wysoki Mak — długonoga, jasnobrązowa pręgowana kotka

KLAN WIATRU

PRZYWÓDCA

Pojedyncza Gwiazda — pręgowany brązowy kocur

ZASTĘPCZYNI

Jesionowa Stopa — szara kotka

MEDYK

Kaszlący Pysk — brązowy kocur o krótkim ogonie; uczeń: Pustułkowa Łapa

WOJOWNICY

Rozdarte Ucho — pręgowany kocur

Wronie Pióro — ciemnoszary kocur; uczennica: Wrzosowa Łapa (jasnobrązowa pręgowana kotka o niebieskich oczach)

Sowi Wąs — pręgowany jasnobrązowy kocur

Biały Ogon — mała biała kotka; uczeń: Bryzowa Łapa (czarny kocur o bursztynowych oczach)

Nocna Chmura — czarna kotka

Łasicze Futro — rudy kocur o białych łapach

Zajęczy Bryk — brązowo-biały kocur

KARMICIELKI

Janowcowy Ogon — bardzo jasna, szaro-biała kotka o niebieskich oczach, matka Osetki, Turzyczki i Jaskółeczki

STARSZYZNA

Poranny Kwiat — bardzo stara szylkretowa kotka; najstarsza członkini Klanu Wiatru

Pajęczynowa Stopa — pręgowany ciemnoszary kocur

KLAN RZEKI

PRZYWÓDCZYNI

Lamparcia Gwiazda — nietypowo nakrapiana złocista kotka

ZASTĘPCZYNI

Mglista Stopa — szara kotka o niebieskich oczach

MEDYCZKA

Ćmie Skrzydło — złocista nakrapiana kotka; uczennica: Wierzbowa Łapa

WOJOWNICY

Czarny Pazur — kocur czarny jak dym

Norniczy Ząb — mały nakrapiany brązowy kocur; uczennica: Płotkowa Łapa

Trzcinowy Wąs — czarny kocur

Omszona Skóra — szylkretowa kotka o niebieskich oczach; uczeń: Otoczakowa Łapa

Bukowe Futro — jasnobrązowy kocur

Pluskający Ogon — ciemnoszary pręgowany kocur

Zaranny Kwiat — bladoszara kotka

Cętkowany Nos — łaciata szara kotka

Skoczny Ogon — rudo-biały kocur

KARMICIELKI

Szara Mgła — bladoszara pręgowana kotka, matka Apsika i Malwika

Oblodzone Skrzydło — biała kotka o niebieskich oczach, matka Żuczka, Kolczatka, Płatki i Trawki

STARSZYZNA

Jaskółczy Ogon — ciemna pręgowana kotka

Kamienny Strumień — szary kocur

PLEMIĘ PŁYNĄCEJ WODY

UZDROWICIEL

Bard ze Strzelistych Gór (Bard) — brązowy pręgowany kocur o niebieskich oczach

ŁOWCY

(kocury i kotki odpowiedzialni za wyżywienie plemienia)

Szare Niebo Przed Świtem (Niebo) — pręgowany bladoszary kocur

Skrzydlaty Cień nad Wodą (Skrzydło) — szaro-biała kotka

Burzowe Chmury o Zmierzchu (Burza) — ciemnoszary kocur

STRAŻNICY JASKINI

(kocury i kotki odpowiedzialni za ochronę jaskini)

Szpon Nurkującego Orła (Szpon) — pręgowany ciemnobrązowy kocur

Szczerbata Skała, w Której Sadowi się Czapla (Szczerba) — ciemnoszary kocur

Ptak Lecący z Wiatrem (Ptak) — szarobrązowa kotka

Urwisko, w Którym Gnieżdżą się Orły (Urwisko) — ciemnoszary kocur (brat Potoku)

Pusta Ścieżka wzdłuż Wodospadu (Ścieżka) — pręgowany ciemnobrązowy kocur

Noc Bez Gwiazd (Noc) — czarna kotka

Mech Rosnący na Brzegu (Mech) — jasnobrązowa kotka

 

MATKI

(kotki oczekujące kociąt lub je karmiące)

Lot Spłoszonej Czapli (Lot) — pręgowana brązowa kotka (ma trzy bardzo małe kocięta)

Nur Brunatnego Jastrzębia (Nur) — ciemnoruda kotka (ma dwa starsze kocięta)

PRZYSZLI

(uczniowie plemienia)

Skrzek Wściekłej Sowy (Skrzek) — czarny kocur (łowca)

Plusk Skaczącej Ryby (Plusk) — pręgowana jasnobrązowa kotka (łowczyni)

Kamyk Staczający się z Góry (Kamyk) — szara kotka (strażniczka)

STARSI

(byli łowcy lub strażnicy, zwolnieni już z obowiązków)

Obłok z Burzą w Brzuchu (Obłok) — biała kotka

Deszcz Bębniący na Kamieniach (Deszcz) — nakrapiany brązowy kocur

KOTY SPOZA KLANÓW

Pręgus — duży srebrzysty kocur w ciemne prążki, o bursztynowych oczach

Dryg — chudy jasnobrązowy kocur o dużych spiczastych uszach

Flora — ciemnobrązowo-biała kotka o zielonych oczach

Grymas — młoda szylkretowa kotka z białymi pręgami na pysku

Piękniś — pulchny starszy samotnik o posiwiałym pysku

Prolog


— Złodzieje zwierzyny! To nasze terytorium! — zawołał z oburzeniem szary kocur. Futro na karku zjeżyło mu się, a wargi odsłoniły zęby. Kocur przesunął spojrzeniem po grupie kotów, które przysiadły przy ziemi na stromej ścieżce; pazury miały wysunięte, oczy jarzyły im się z głodu. Z pyska jednej z kotek zwisał bezwładnie królik. — Nasze terytorium i nasza zwierzyna!

Srebrzysty kocur rzucił mu aroganckie spojrzenie.

— Skoro to wasze terytorium, dlaczego nie ma oznaczeń? Tutejsza zwierzyna należy do wszystkich.

— To nieprawda, wiecie o tym. — Przy szarym kocurze stanęła czarna kotka; jej ogon uderzał o ziemię. — Idźcie stąd! — miauknęła i kątem pyska mruknęła do sąsiada: — Urwisko, nie wygramy w walce. Przypomnij sobie, co się zdarzyło poprzednim razem.

— Wiem, Nocy — odparł szary kocur. — Ale co innego możemy zrobić?

Po drugiej stronie Urwiska do przodu wystąpił wielki brązowy kocur.

— Jeszcze jeden krok, a obedrzemy was z futra! — syknął wściekle.

Urwisko koniuszkiem ogona dotknął jego barku.

— Spokojnie, Szponie — ostrzegł. — Spróbujmy uniknąć obdzierania z futra.

Na zakręcie pasma pojawiały się kolejne koty, wypełniając wąską przestrzeń za srebrzystym kocurem.

— Ścieżko! — Urwisko drgnieniem uszu wezwał niedużego pręgowanego kocura. — Biegnij do jaskini, szybko. Przekaż, że najeźdźcy wrócili.

— Ale… — Ścieżka najwyraźniej nie miał ochoty opuszczać przyjaciół, którzy już ustępowali liczbą przeciwnikom.

— Już! — warknął Urwisko.

Ścieżka odwrócił się i pomknął w górę stoku.

Słońce zachodziło. Skały rzucały długie cienie na nierówny grunt, poznaczony plamami czerwonymi jak krew. Ciszę zakłócał słaby szum wody, z wysoka dolatywał ochrypły krzyk jastrzębia.

— Dalej nie pójdziecie — miauknął Urwisko. — Zawracajcie i poszukajcie sobie innych terenów łowieckich.

— A kto nas do tego zmusi? — parsknął drwiąco srebrny kocur.

— Zostań, to się przekonasz — syknął Szpon.

Patrol Urwiska skupił się wokół niego, blokując ścieżkę. Jednak szeregi intruzów zaczęły się rozciągać; stojący z boku wspinali się na głazy, by otoczyć obrońców. Urwisko przysiadł i napiął mięśnie. Jeśli będzie trzeba, podejmie walkę, pomimo tego, co zdarzyło się poprzednio.

— Stać!

Pomiędzy kotami patrolu przecisnął się brązowy kocur. Stanął naprzeciwko napastników. Pysk miał posiwiały, lecz mięśnie wciąż żylaste i mocne, a głowę trzymał wysoko.

— Jestem Bard, uzdrowiciel Plemienia Płynącej Wody — oznajmił ochrypłym głosem, który odbił się echem od skał. — To nasze terytorium, nie jesteście tu mile widziani.

— Terytorium należy tylko do tych, którzy potrafią go bronić — odpalił srebrzysty kocur.

— Pamiętacie, jak was wypędziliśmy przed porą zamarzniętej wody? — warknął Bard. — Znów to zrobimy, chyba że zaraz odejdziecie.

Srebrzysty kocur zmrużył oczy.

— Wypędziliście? Ja to pamiętam inaczej.

— Sami postanowiliśmy odejść — dodała brązowo-biała kotka, która przysiadła na głazie. — Na porę nagich drzew znaleźliśmy lepsze miejsce, gdzie jest więcej zwierzyny.

— A teraz postanowiliśmy wrócić. — Srebrzysty kocur machnął mocno ogonem. — Nie powstrzyma nas kilka żałosnych, zapchlonych kotów. — Odsłonił pazury i przesunął nimi po kamieniach.

— Plemię Płynącej Wody zawsze miało dom w tych górach — miauknął Bard. — My…

Jego słowa utonęły we wściekłym wrzasku; brązowo-biała kotka skoczyła z głazu na grzbiet Nocy i zatopiła pazury w jej barku. Pręgowany kocur wydał z siebie przerażający wrzask i rzucił się na Urwisko. Ten przetoczył się po ziemi, starając się sięgnąć pazurami napastnika. Powietrze wypełniła wrzawa bitewna.

Z wysoka bezradnie przyglądało się temu Plemię Wiecznych Łowów.

Rozdział 1


Sójcza Łapa przeciągnął się, czując na sierści gorące promienie słońca. Wokół szemrał ciepły wiatr, niosąc zapachy rosnącej zieleni. Gdzieś wysoko ćwierkał ptak, z brzegu jeziora dochodził stłumiony chlupot wody.

— Sójcza Łapo!

Dźwięk fal zagłuszył lekki tupot łap. Sójcza Łapa wyobraził sobie swoją mentorkę, Liściastą Sadzawkę, z pluskiem idącą przez płyciznę przy brzegu jeziora.

— Sójcza Łapo! — powtórzyła już z bliska. — Chodź do mnie. Woda cudownie chłodzi.

— Nie, dzięki — wymamrotał Sójcza Łapa.

Dla niego woda była nie tylko łagodną falą obmywającą łapy. Jej chlupot przywodził na myśl wspomnienie zimnej, zalewającej go toni, ciężaru mokrej sierści ściągającego go w głąb, wody zalewającej pysk i nos, wyciskającej z niego życie. Kiedyś śniło mu się, że tonie, zagubiony w podziemnych korytarzach ze starożytnym wojownikiem imieniem Liście Opadłe — a innym razem niemal utonął naprawdę, kiedy z kilkoma pobratymcami ratował zaginione kociaki Klanu Wiatru.

Wystarczy mi wody do końca życia — pomyślał.

— No dobrze. — Kroki Liściastej Sadzawki oddaliły się, tym razem szybciej, jakby medyczka skakała po wodzie, beztroska jak kociak.

Sójcza Łapa podreptał wzdłuż brzegu. Powinien szukać malwy, ale kiedy zaczerpnął powietrza, nie wyczuł w nim znajomego ostrego zapachu. Kiedy tylko ucichł odgłos kroków Liściastej Sadzawki, Sójcza Łapa skręcił i wdrapał się na skarpę. Miał do znalezienia coś ważniejszego niż zioła. Poszedł przed siebie z nosem przy ziemi, węchem sprawdzając kępy trawy i zarośla. W końcu dotarł do sękatych korzeni drzewa.

Jest!

Sójcza Łapa wbił zęby w patyk i wyciągnął go zza korzenia, który przytrzymywał go przy brzegu, poza zasięgiem żarłocznych fal. Przysiadł przy nim, przesunął łapą po nacięciach — odnalazł pięć dłuższych i trzy krótsze, oznaczające pięcioro uczniów i troje kociąt, uwięzionych w tunelach przez wzbierającą wodę. Wszystkie te nacięcia zostały przekreślone, gdyż wszystkie koty uszły z życiem. Sójcza Łapa przypomniał sobie chwilę powstania tych nacięć; czuł wtedy otaczający go zapach Ostańca i miał wrażenie, jakby jego pazury prowadziła pozbawiona sierści łapa odwiecznego ducha.

Jednak teraz wyczuwał także pojedynczą nieprzekreśloną rysę. Liście Opadłe, kot z dawnych czasów, który wtedy ich prowadził, nadal samotnie przemierza tunele.

Sójcza Łapa przymknął oczy i czekał na głosy, które kiedyś do niego szeptały, ale teraz słyszał jedynie wiatr w drzewach i szum jeziora.

— Liście Opadłe! Ostańcu! — zamruczał. — Gdzie jesteście? Dlaczego już się do mnie nie odzywacie?

Nie usłyszał odpowiedzi. Pociągnął patyk dalej na otwartą przestrzeń, stoczył w dół do wody, by go obmyła. Przesunął wzdłuż niego nosem, jednak wszelkie echa przeszłości ucichły.

Sójcza Łapa przełknął przez ściśnięte gardło; był gotów jęczeć jak kociak, który zgubił matkę. Chciał porozmawiać z Ostańcem, dowiedzieć się czegoś więcej o kotach, które mieszkały nad jeziorem dawno temu. Chciał się dowiedzieć, dlaczego Liście Opadłe został w jaskiniach i nadal je przemierza, podczas gdy inne starożytne koty, nawet te, które zginęły w podziemiach, poszły dalej.

Był przekonany, że te same koty wyczuwał wokół siebie przy Księżycowej Sadzawce, że to ich łapy wydeptały spiralną ścieżkę schodzącą do wody. Były znacznie starsze od klanów, nawet od samego Klanu Gwiazdy. Jaką mądrością mogłyby się z nim podzielić! Może nawet mogłyby wyjaśnić mu sens przepowiedni — tajemniczych słów, które usłyszał, gdy zakradł się w sen Ognistej Gwiazdy.

„Będzie ich troje, krewnych twoich krewnych, którzy trzymają w swoich łapach potęgę gwiazd”.

— Sójcza Łapo, co ty wyrabiasz?

Sójcza Łapa podskoczył. Tak się zajął patykiem i zatopił w myślach o starożytnych kotach, że nie usłyszał nadejścia Liściastej Sadzawki. Teraz poczuł blisko zapach mentorki — jak również napływającą od niej irytację.

— Przepraszam — wymamrotał.

— Sójcza Łapo, potrzebujemy malwy. W najbliższym czasie nie grozi nam bitwa, ale koty nadal będą chorować i odnosić obrażenia. Medycy muszą być przygotowani.

— Wiem przecież — odburknął Sójcza Łapa. A kto powstrzymał bitwę? — zapytał bezgłośnie. — Klan Wiatru i Klan Pioruna rozszarpałyby się na strzępy, gdybyśmy nie znaleźli tych zgubionych kociaków — pomyślał.

Nie chciał się tłumaczyć przed mentorką. Czuł, że medyczka mierzy go surowym wzrokiem, kiedy odtaczał kijek pod górę i znów chował go pod korzeniem. Potem ruszył dalej brzegiem, rozchylonym pyskiem łowiąc zapachy rosnących w pobliżu roślin.

Nie przeszedł wielu długości lisa, kiedy zatrzymał się i niewidzące oczy zwrócił na jezioro. Wiatr mierzwił mu sierść i przyciskał ją do skóry.

Gdzie jesteście? — zawołał w myślach do przedwiecznych kotów. — Proszę, przemówcie do mnie!

— Sójcza Łapo! Hej, Sójcza Łapo!

To nie ten głos chciał usłyszeć. Sójcza Łapa stłumił pełne irytacji syknięcie i odwrócił się do Leszczynowej Łapy; czuł jej zapach i słyszał kroki kotki biegnącej w podskokach w jego stronę. Gna przez te paprocie jak lisica w rui! — pomyślał.

— Popatrz, co złapałam! — odezwała się Leszczynowa Łapa głosem pełnym radości, choć stłumionym przez coś, co trzymała w pysku.

Sójcza Łapa nie zadał sobie trudu, by jej przypomnieć, że przecież nie może na nic popatrzeć. Poza tym mocny zapach nornicy zdradził mu, co niesie Leszczynowa Łapa.

— To moja ostatnia ocena myśliwska — mówiła dalej uczennica już wyraźnie; zapewne odłożyła zdobycz na ziemię. — Jeśli sobie dobrze poradzimy, Jagodowa Łapa, Mysia Łapa i ja zostaniemy dzisiaj wojownikami.

— Wspaniale. — Sójcza Łapa próbował zdobyć się na entuzjazm, jednak wciąż jeszcze był na nią zły za to, że oderwała go od rozmyślań o starożytnych kotach.

— Zakurzona Skóra na pewno będzie ze mnie zadowolony — mówiła dalej Leszczynowa Łapa. — Ta nornica jest ogromna! Wystarczy dla obu kociąt Stokrotki.

— Kocięta Stokrotki jeszcze nie mogą jeść nornicy — przypomniał jej Sójcza Łapa i pomyślał: Czy ona ma kompletnie mysi móżdżek? — Urodziły się dopiero cztery wschody słońca temu.

— No to pożywi się nią Stokrotka. — Leszczynowej Łapy nie opuszczał entuzjazm. — Karmi kocięta, będzie musiała dobrze się odżywiać. Czy już je odwiedziłeś? To najsłodsze istoty, jakie widziałam! Stokrotka mówiła, że nazwała je Różyczka i Ropuszek.

— Wiem — miauknął krótko Sójcza Łapa.

— Nie mogę się doczekać, aż urosną na tyle, żeby wyjść ze żłobka i się bawić — gadała Leszczynowa Łapa. — Jak myślisz, czy Ognista Gwiazda pozwoli mi uczyć któreś z nich? Zanim dorosną, ja zdobędę doświadczenie wojownika.

— To twoje przyrodnie rodzeństwo — miauknął Sójcza Łapa niechętnie. — Ognista Gwiazda chyba nie…

— Leszczynowa Łapo! — przerwał im ostry głos i Sójcza Łapa usłyszał szelest. To mentor kotki, Zakurzona Skóra, przeciskał się przez paprocie. Napływały od niego fale irytacji. — Polujesz czy plotkujesz? — zapytał.

— Przepraszam. Zakurzona Skóro, widziałeś moją nornicę? Jest olbrzymia!

 

Sójcza Łapa usłyszał, że Zakurzona Skóra podchodzi i obwąchuje zdobycz.

— Bardzo dobrze — miauknął wojownik. — Ale to nie oznacza, że możesz się rozsiąść i myć sobie ogon. W lesie biega jeszcze dużo zwierzyny. Zabiorę to do obozu, a ty możesz polować dalej.

— Dobrze. Sójcza Łapo, do zobaczenia!

Tym razem Sójcza Łapa pamiętał, co powinien powiedzieć.

— Powodzenia! — zawołał, kiedy Leszczynowa Łapa oddalała się w podskokach, ale myślami już wracał do starożytnych kotów. Martwiło go ich milczenie. Czy zrobiłem coś nie tak? Czy Ostaniec i Liście Opadłe są na mnie źli? — zastanawiał się cały czas, podchodząc do kępy malw, przegryzając łodygi i przygotowując je do zabrania do obozu.

— Dobra robota, Sójcza Łapo — usłyszał za plecami głos Liściastej Sadzawki w chwili, gdy skończył. — Chodźmy.

Sójcza Łapa zebrał w pysk kilka gałązek; dzięki temu nie musiał podtrzymywać rozmowy. Szedł za mentorką przez las, wciąż roztargniony, ledwie zauważając zapachy zwierzyny i prawie nie słysząc szelestu drobnych istot przemykających przez poszycie. Odbiegł myślami daleko, próbując odnaleźć ślady kotów sprzed wieków.

Nagle tuż przed jego nosem rozległ się ostrzegawczy krzyk. Sójcza Łapa podskoczył, kiedy ptak zatrzepotał skrzydłami — i upuściwszy malwy, cofnął się gwałtownie.

— Hej! — dobiegł go z odległości kilku ogonów oburzony głos Jagodowej Łapy. — Spłoszyłeś mojego drozda! Nie widziałeś, że go podchodzę?

— Nie, nie widziałem. — Poczucie winy i rozdrażnienie własną niezgrabnością sprawiły, że Sójcza Łapa zareagował gwałtownie. — Jakbyś tego nie zauważył, to ja nie widzę!

— Jednak potrafisz sobie poradzić — miauknęła z irytacją Liściasta Sadzawka. — Sójcza Łapo, skup się na tym, co robisz. Dzisiaj jesteś bardziej roztargniony niż królik.

— Mam nadzieję, że nie zepsuł mojej oceny — wymamrotał Jagodowa Łapa. — Gdyby nie on, złapałbym tego drozda.

— Wiem — miauknął Jeżynowy Pazur.

Sójcza Łapa wyczuł zapach zastępcy przywódcy klanu, stojącego nieco dalej. W pobliżu znajdowali się także Mysia Łapa i jego mentor Pajęcza Noga. No nie! Czy zebrał się tutaj cały Klan Pioruna? — pomyślał Sójcza Łapa.

— Nie ma sensu rozpaczać nad utraconą zwierzyną — mówił dalej Jeżynowy Pazur, podchodząc bliżej — a wojownik nie traci opanowania po jednej drobnej porażce. No już, Jagodowa Łapo, zobaczmy, czy w tamtych korzeniach znajdziesz mysz.

— Dobrze. — Pomimo łagodzących słów mentora Sójcza Łapa wciąż wyczuwał złość Jagodowej Łapy. — Sójcza Łapo, tylko trzymaj się z dala ode mnie, dobrze?

— Nie ma sprawy — odpalił Sójcza Łapa.

— Tak, czas wracać na polanę. — Liściasta Sadzawka trąciła barkiem Sójczą Łapę. — Tędy.

Wiem, gdzie jest obóz, dzięki! — pomyślał Sójcza Łapa.

Zebrał zioła i podreptał za mentorką przez kolczasty tunel do kamiennej kotliny. Przeszedł przez zasłonę z jeżyn wiszącą w wejściu do legowiska medyków i złożył zebrane gałązki w głębi.

— Pójdę coś zjeść, dobrze? — miauknął.

— Zaczekaj chwilę. — Liściasta Sadzawka położyła swoje zioła i usiadła przed nim. Sójcza Łapa wyczuwał jej zniecierpliwienie i frustrację. — Nie wiem, co w ciebie ostatnio wstąpiło — zaczęła. — Odkąd ty i pozostali uczniowie znaleźliście te kociaki z Klanu Wiatru na brzegu jeziora…

Jej słowa zabrzmiały bardziej jak pytanie, a Sójcza Łapa wyczuwał napływający od Liściastej Sadzawki silny zapach ciekawości. Najwyraźniej medyczka wiedziała, że on i jego rodzeństwo nie powiedzieli całej prawdy o zagubionych kociakach. Jednak żadna siła nie zmusi go do przyznania, że kociaki w rzeczywistości zabłądziły w siatce tuneli biegnących pod terytoriami Klanu Pioruna i Klanu Wiatru. Wiedział, że Lwia Łapa i Ostrokrzewiasta Łapa, jak również uczniowie Klanu Wiatru — Wrzosowa Łapa i Bryzowa Łapa — też będą milczeli. Żadne z nich nie chciało ujawnić, że Lwia Łapa i Wrzosowa Łapa przez całe księżyce przed tym wypadkiem bawili się w tunelach.

Nie mogli więc opowiedzieć, jak o mało nie utonęli razem z kociakami, gdy deszcz zalał tunele, a podziemny potok wezbrał i ruszył przerażającą falą. Sójcza Łapa nadal miewał koszmary, w których dławiła go wezbrana woda rzeki.

— Sójcza Łapo, wszystko w porządku? — zapytała Liściasta Sadzawka. Jej irytacja słabła, ustępując miejsca trosce, której lepka fala groziła Sójczej Łapie pochłonięciem tak jak woda w tunelach. — Gdyby coś było nie tak, powiedziałbyś mi, prawda?

— Jasne — wymamrotał, z nadzieją, że mentorka nie wyczuje kłamstwa. — Wszystko dobrze.

Liściasta Sadzawka zawahała się. Sójcza Łapa poczuł, że sierść jeży mu się obronnie, jednak medyczka tylko westchnęła i miauknęła:

— To idź coś zjeść. Później, jak się ochłodzi, pójdziemy do starego gniazda Dwunożnych i pozbieramy kocimiętkę.

Jeszcze nie skończyła, kiedy Sójcza Łapa zerwał się i zaczął przeciskać przez jeżyny. Podszedł do stosu zdobyczy, wywęszył pulchną mysz i zaniósł ją do słonecznego zakątka przed legowiskiem, by się pożywić. Słońce dopiero zaczęło się zniżać i kamienna kotlina była mocno nagrzana. Z miło napełnionym brzuchem Sójcza Łapa położył się na boku i jedną łapą zaczął myć sobie wąsy.

Rozżarzona Łapa i Ostrokrzewiasta Łapa właśnie wyszły z ciernistego tunelu. Już z daleka Sójcza Łapa wyczuwał zapach mchu i kotliny ćwiczebnej, który przylgnął do ich sierści.

— Przepraszam, wciąż cię pokonuję — miauknęła Ostrokrzewiasta Łapa. — Na pewno dobrze się czujesz?

— Dobrze się czuję — odparła Rozżarzona Łapa. — Nie chciałabym, żebyś dawała mi fory.

Mówiła stanowczym głosem, ale Sójcza Łapa z jej kroków wywnioskował, że zraniona noga wciąż jej dokucza. Teraz medycy nie mogli jej już pomóc, tylko czas wzmocni kontuzjowaną łapę. A może Rozżarzonej Łapie nie jest pisane zostać wojowniczką, jak przedtem Rozżarzonej Skórze?

Sójcza Łapa oderwał myśli od problemu Rozżarzonej Łapy, kiedy ze żłobka dobiegły przenikliwe piski. Skrzywił się. Kociaki Stokrotki miały dopiero cztery wschody słońca, ale głosy już bardzo donośne. Ich ojciec, Pajęcza Noga, uparł się, by zabrać Mysią Łapę na ocenę, chociaż Zakurzona Skóra zaoferował, że go zastąpi, by ojciec mógł spędzić więcej czasu w żłobku. Sójcza Łapa miał wrażenie, że Pajęcza Noga zachowuje się niepewnie przy kociakach, jakby jeszcze nie przyzwyczaił się do myśli, że został ojcem.

W każdym razie, uznał Sójcza Łapa, w żłobku zrobiło się naprawdę tłoczno. Lodowatka i Lisek, ostatnie kociaki Paprotkowej Chmury, wciąż w nim mieszkały, chociaż niemal już dorosły do tego, by zostać uczniami. Na dodatek właśnie wprowadziła się tam Milka, spodziewająca się kociaków Szarej Pręgi. Sójcza Łapa wiedział, że Ognista Gwiazda szczyci się rosnącym w siłę Klanem Pioruna, chociaż czasami martwi się, jak zdołają się wszyscy wyżywić.

Z tunelu dobiegł kolejny szelest i na polanę wyszedł Lwia Łapa ze swoim mentorem, Jesionowym Futrem.

— Dwie myszy i wiewiórka! — miauknął Jesionowe Futro. — Dobra robota, Lwia Łapo. Takich polowań się po tobie spodziewam.

Pomimo tej pochwały w głosie Jesionowego Futra nie było słychać entuzjazmu. Sójcza Łapa wyczuwał, że jego brat i Jesionowe Futro nigdy nie żyli ze sobą tak dobrze, jak można by oczekiwać od mentora i jego ucznia. Coś w ich relacji zastanawiało Sójczą Łapę; nie umiał całkowicie przeniknąć Jesionowego Futra.

Jednak to chyba nie było ważne. Sójcza Łapa odpędził od siebie tę wątpliwość, kiedy jego brat z myszą w pysku padł na ziemię obok niego.

— Jestem skonany! — oznajmił Lwia Łapa. — Myślałem, że będę gonił tę wiewiórkę do samej granicy z Klanem Cienia.

— Po co się tak męczyłeś? — zapytał Sójcza Łapa. — Ciebie dzisiaj nie oceniają.

— Wiem — wymamrotał Lwia Łapa z pełnym pyskiem — ale nie o to chodzi. Dobry wojownik zawsze robi, co może, by wyżywić klan.

A Lwia Łapa chciał zostać jak najlepszym wojownikiem. Sójcza Łapa wiedział o tym i widział, jak bardzo brat się stara i wysila od czasu, kiedy znaleźli kociaki w starych tunelach. Znał też powód tych starań, nawet nie musząc czytać mu w myślach: brat postanowił skoncentrować się na szkoleniu, by zadośćuczynić za tajemne spotkania z uczennicą z Klanu Wiatru, Wrzosową Łapą.

Wąsy Sójczej Łapy drgnęły współczująco. Jako medykowi wolno mu było mieć przyjaciół poza klanem, ale nie wyobrażał sobie, po co miałby ich szukać. Jak można zaufać komuś z innego klanu?

Stukot drobnych kamyków spadających z góry dał mu znać, że Ognista Gwiazda w podskokach zbiega z Wysokiej Półki. Tuż przy legowisku wojowników odezwał się głos przywódcy:

— Musimy wysłać patrol na granicę. Który z was…

Lwia Łapa, leżący obok Sójczej Łapy, poderwał się gwałtownie.

— Ja pójdę!

Przez moment Sójcza Łapa zastanawiał się, dlaczego to Ognista Gwiazda organizuje patrol, ale przypomniał sobie, że przecież jego zastępca, Jeżynowy Pazur, poszedł z Jagodową Łapą do lasu na ocenę.

— Dziękuję, Lwia Łapo — miauknął Ognista Gwiazda — ale widzę, że dość się już dzisiaj napracowałeś.

Lwia Łapa usiadł; Sójcza Łapa wyczuł, że jest rozczarowany.

— Ja pójdę — odezwał się Szara Pręga, wyszedłszy z legowiska wojowników.

— Ja też. — Tuż za nim wyszła Wiewiórczy Lot.

— Ja też pójdę i wezmę Miodową Łapę — usłyszał Sójcza Łapa głos Piaskowej Burzy, która nadchodziła z legowiska uczniów, ze swoją podopieczną u boku.

— Dobrze — miauknął Ognista Gwiazda. — Powinniście chyba sprawdzić granicę z Klanem Wiatru. Odkąd odnalazły się kociaki, panuje tam spokój, ale nigdy nie wiadomo…

— Odświeżymy oznakowanie — obiecał Szara Pręga. — A jeśli zobaczymy…

Przerwał, gdyż z kolczastego tunelu dobiegły rozemocjonowane miauknięcia i głośne szelesty. Sójcza Łapa usiadł i rozchylił pysk, by spośród rozmaitych woni wyłowić zapachy przybyłych. Pierwszy na polanę wypadł Jagodowa Łapa, tuż za nim — Leszczynowa Łapa i Mysia Łapa. Za nimi weszli mentorzy: Jeżynowy Pazur, Zakurzona Skóra i Pajęcza Noga.

— Udało się! — po kamiennej kotlinie poniósł się echem triumfalny okrzyk Jagodowej Łapy. — Wszyscy zdaliśmy i teraz zostaniemy wojownikami!

— Jagodowa Łapo! — odezwał się surowo Jeżynowy Pazur. — O tym zdecyduje Ognista Gwiazda.

— Przepraszam. — Sójcza Łapa wyczuł, że uczeń nagle oklapł; zapewne opuścił głowę i ogon. — Ale przecież zostaniemy wojownikami, prawda?

— A może potrzebny wam egzamin z umiejętności trzymania języka za zębami? — parsknął Zakurzona Skóra.

— Wszystko dobrze — odezwał się Ognista Gwiazda rozbawionym głosem. — Poproszę mentorów do siebie, omówimy ceremonię mianowania wojowników.

— A patrol graniczny? — zapytał Szara Pręga.

— Może zaczekać do zmierzchu. Przecież nie spodziewamy się kłopotów.

Wszyscy uczniowie zbierali się w rozemocjonowaną grupę w pobliżu swego legowiska. Lwia Łapa pobiegł do nich. Sójcza Łapa usiadł, przeciągnął się, a potem powoli poszedł za nim.