Zapakować w pudełkoTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Zapakować w pudełko
Zapakować w pudełko
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Zapakować w pudełko
Zapakować w pudełko
Audiobook
Czyta Marta Wągrocka
5,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Emma Popik

Zapakować w pudełko

Saga

Zapakować w pudełkoZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2009, 2020 Emma Popik i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726599725

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

ZAPAKOWAĆ W PUDEŁKO

- Czy umiesz sobie wyobrazić, że kiedyś zwierzęta żyły w stanie dzikim?

- Nie.

Stali tuż przy zagrodzie, lecz nie dotykali poręczy, przynajmniej kobieta. Bała się i brzydziła, bo taką naukę wpoiła jej matka, babka i szkoła.

Mężczyzna skierował wskazujący palec na zwierzęta uwięzione w zagrodzie i uczynił obszerny ruch ramieniem, obejmujący terytorium Stacji, a może nawet cały świat.

- Chyba rozumiesz, jakie to dobrodziejstwo dla ludzkości.

- A dla mnie? Dla mojego syna?

Podniosła ku mężczyźnie bladą twarz, o cienkiej skórze, której nie wolno było dotknąć. Przybyła tu w akcie desperacji i rozpaczy. Szukała ratunku dla siebie i jeszcze bardziej dla swego syna, który był w stanie krytycznym. Na jego skórze krew nie zasychała.

No - zawahał się i nadął policzki - jasne, że tak.

Pomożesz mi?

Jak będziesz grzeczna.

Oczy wielkie jak u sowy obróciła na niego ze zdziwieniem. Mężczyzna roześmiał się krótko.

Nie rozumiesz tego. To kolokwializm.

Będę grzeczna. Zrobię wszystko, co mi każesz. Po to tu przyszłam.

Znowu wydał z siebie krótki odgłos, śmiech skrywający prawdziwe pragnienie.

Od czego zaczniemy? - zapytała.

Rozglądnęła się po zagrodzie. Wzrok jej padł na poręcz, gdyż był to najbliżej umieszczony przedmiot. Zacisnęła usta, utwierdzając się w postanowieniu i wyciągnęła rękę, by dotknąć poręczy. Dłoń zatrzymała się ponad drewnianą żerdzią. Drżała, poruszały się palce szeroko rozstawione. Wyrobiła w sobie ten nawyk, by zapobiegać dotykaniu się grożącemu zdarciem naskórka.

Mężczyzna pochwycił jej przedramię i szybko popchnął w dół. Palce dłoni kobiety dotknęły drewna. Zaśmiał się znowu.

- Śmiało!

Wypowiedział to słowo głośno i z przesadną wesołością. Wiedział, że ryzykuje. Mogła przecież obrócić się na pięcie i odejść, by zawiadomić Urząd o bezprawnym dotykaniu.

Po chwilowym szoku, odzyskała panowanie nad sobą. „Dotknął mnie dla mojego dobra”, usprawiedliwiła w myślach ten kryminalny postępek.

Poczuła, że powierzchnia poręczy była w dotyku nadzwyczajnie gładka. Było tak dlatego, że drewno odarto z kory. Kobieta w akcie odwagi i desperacji zmusiła się, by przesunąć ręką wzdłuż poręczy. Odważyła się zrobić to gołą dłonią.

- Dziwne – powiedziała – niemniej jednak, przyjemne.

- Pierwszy raz dotykasz naturalnego produktu przyrody?

- Tak. Niezwykłe uczucie. – Bohatersko pogłaskała ciało drąga. – To drewno jest nieżywe, jednak nie odczuwa się tego jako śmierci.

- To naturalny stan hibernacji.

- Czyżbyście potrafili wywoływać go doświadczalnie?

- O, gdybyś zobaczyła Kopułę!

Mężczyzna wspierając się łokciem o ogrodzenie, wskazał ruchem głowy. Kobieta odwróciła się i nawet się nieco przechyliła, podążając wzrokiem we wskazanym kierunku.

- Pokaż!

- Tam!

Wzbudzał jej ciekawość. Wiedział, że konstrukcja wyglądał jak pagórek, a z tego miejsca nie można jej dojrzeć.

- A gdzie jest, gdzie?

- Popatrz!

Przysunął się do kobiety, ujął pod brodę i podnosił jej głowę ku sobie.

Kobieta odchyliła się wstecz. Taki odruch. Wyuczony przez kontakty społeczne w Megalopolis. Szybko opuścił ręce.

- W Kopule mogłabyś zobaczyć procesy czuciowe odbywające się nadal w ciele stałym drewna. - Mówił dużo, by zatrzeć poprzednie wrażenie.

- Jak długo trwają?- zapytała z podziwem i przestrachem.

- Praktycznie są nieskończone. Robiono badania na trocinach.

- I co? Też?

Kiwnął twierdząco głową.

- Nigdy bym nie pomyślała, że życie biologiczne jest takie mocne!

- Po raz pierwszy opuściłaś aglomerację?

- Chyba i ostatni – rzekła unosząc rękę do ust, by wyssać drobinkę krwi z otarcia naskórka.

- Masz to, niestety? – raczej stwierdził, niż zapytał.

- I mój syn w znacznie większym stopniu.– Odjęła dłoń od ust, lecz krew się sączyła, niezasychając.- UBO.

- Utrwalony Brak Odporności – rzekł, patrząc ponad jej głową.

Nieuleczalna choroba, mająca ruchome cechy hemofilii i AIDS oraz kilku innych poważnych przypadłości, zależnie od segmentu zaatakowanego genu.

Na szczęście udało się nam wyeliminować choroby odzwierzęce.

W jaki sposób? - zapytała zaciekawiona.

Czekał tylko na takie pytanie. Zanim zaczął wyjaśnienia, wsparł się łokciem na nisko umieszczonej poręczy, czyniąc to ze swobodą i odwagą imponującą kobiecie. Mógł opierać się bezpiecznie, nie ryzykował życiem, gdyż pod poręczą równolegle umocowano drugą belkę, a od spodu ogrodzenie podtrzymywały krzyżaki stojące w równych odstępach. Otaczało prostokątny kawał ziemi wśród drzew. W zagrodzie ziemię porastała trawa, nienormalnie bujna i dziko zielona. Kobieta jednakże nie wiedziała, że tak wygląda trawa.

W gęstwinie biegały zające, zwyczajne zające z sześcioma nogami, które mogły się rozwinąć w skórzaste skrzydła. Zwierzęta pasły się na wyznaczonym dla nich terenie, skubiąc trawę. Rosła tu specjalnie dobrana mieszanka, zawierająca w sobie wszystkie składniki, niezbędne dla życia. Zapewniała odpowiednią dawkę witamin i minerałów. Powodowała równomierny wzrost, nie przekraczający metra. Umożliwiała osiągnięcie właściwej motoryki, nie za szybkiej, by zające nie wyfruwały poza ogrodzenie. Były to więc zwyczajne zające, kobieta jednak o tym nie wiedziała, gdyż należała do Megalopolis.

Mężczyzna, który pracował w Ośrodku, i kobieta z Megalopolis stali przy zagrodzie doświadczalnej.

Nad życiem i mnożeniem się zajęcy czuwali naukowcy w białych fartuchach. Dzisiaj przyznano im dzień wolny z okazji święta pieniędzy. Zazwyczaj przychodzili do pracy rano i odchodzili po południu. Kiedyś miewali dyżury jeszcze w nocy. Okazały się jednak niepotrzebne, gdyż zwierzęta zachowywały się właściwie. Podczas godzin pracy naukowcy przeprowadzali doświadczenia w laboratoriach.

Zazwyczaj, w okresie dniówki oczywiście, poruszali się po terenie. Każdy trzymał w ręku elektroniczny notes i sprawdzał na nim stan zwierząt. Miał w pamięci notesu liczbę populacji oraz przepisaną dietę dla każdego zwierzęcia. Były tam również informacje o tym, kiedy zwierzęta ostatnio jadły i czy są przeznaczone do dalszego utrzymywania, czy też niezdatne do życia i mają ulec utylizacji. Zdarzały się oczywiście pomyłki i kasowano całe populacje, a laboratoryjna spalarnia dymiła jak krematorium, ale zdarzało się to nie tak często. Przynajmniej ostatnio.

O tym jednakże nie wspomniał, gdyż były to wydarzenia zbyt zwyczajne. Skupił się nad nadzwyczajnymi cechami ludzi w ogólności, a uczonych szczególnie.

- Czy wiesz, jak przerażająco nieszczęśliwe były zwierzęta, żyjąc w naturze?

Wyliczał dobrodziejstwa, jakich doznały poddane mądrości uczonych.

Wyłącznie dzięki przemyślności i wręcz geniuszowi człowieka świat przyrody ożywionej funkcjonował tak znakomicie, włączając w to również świat naszych braci niższych. Niestety, był kiedyś skazany na zagładę. Głównie z powodu zachłanności dzikich zwierząt, które żarły bez opamiętania, trzebiąc i niszcząc całe mioty. Małe bezbronne krabiki dążyły do zbawczego brzegu morza, przebierając bezradnie łapkami, a tuż ponad nimi unosiły się okrutne ptaki. Spadały dopiero co wyklutym zwierzętom na grzbiet i porywały je, pożerając w powietrzu. Dławiły się, połykając je zachłannie, by po chwili rzucić się z powrotem w dół i mordować.

To zbyt straszne, by mogło być prawdziwe – powiedziała kobieta.

Niestety, okrucieństwo dziko żyjących zwierząt było wielkie. Polowały na siebie. Goniły za sobą, skacząc do gardła słabszym. Nie oszczędziły nigdy młodych zwierzątek, które miały przed sobą całe życie. Nie zwracały uwagi na dopiero co urodzone czy wyklute, pożerając je bez litości.

Było to nie fair – powiedziała kobieta z oburzeniem.

Dlatego też człowiek musiał wprowadzić zasady i porządek do dzikiego świata zwierząt.

Jakie to szczęście dla zwierząt.

Ta konieczność wynikała również z ich podatności na choroby. Były one często bardzo ukryte i wiele trudu i talentu kosztowało naukowców odnalezienie zarazy. Pojawiła się tak zwana choroba wilczych kłów. Ujawniała się tylko w bardzo sprzyjających (dla choroby, oczywiście) warunkach. Kryła się w kanałach zębowych i trzeba było szukać jej, by zahamować ją w porę. Mogła zdziesiątkować stado i rozprzestrzeniać się na cała wilczą populację.

Uczeni uratowali również krokodyle przed straszną zarazą. Zwierzęta te nieomal skazały się na ekstynkcję z powodu swojej zachłanności. Pożerały mianowicie całe owce lub sarny.

Straszne!

Posłuchaj dalej. Trzymały je w pysku, żując po kawałku miesiącami! Flora bakteryjna odkładająca się na zębach była zgnilizną śmierci. Zwierzęta ledwo odratowano, wstrzykując płyny dezynfekujące. Ciecz była zamknięta w milionach mikroskopijnych kuleczek. Uwalniały się w określonych interwałach czasowych, póki cała jama gębowa zwierzęcia nie uległa oczyszczeniu.

 

A gdyby znowu pożarły całe zwierzę?

Znaleźliśmy na to radę – opowiedział z dumą. - Zmieniono nawyki żywieniowe krokodyli. Przestawiliśmy je na mięso mielone, a więc znacznie szybciej przyswajalne.

Mnie najbardziej interesuje eliminowanie chorób odzwierzęcych.

Genrus, czyli nowa forma hipotetycznych genetycznych mutacji wirusowych, mogłaby ulec transferowi międzygatunkowemu i zagrozić zdrowiu ludzkiemu.

Do tego nowoczesna cywilizacja nie mogła dopuścić.

Wprawdzie ludzie nie jadali wilczyzny, ale mogło się zdarzyć, że wilk pokąsałby polujących myśliwych. Polującym rozdano więc profilaktyczne rękawiczki. Za darmo. Doprowadzono wilcze stado do odpowiedniej liczebności, co wykluczyło przenoszenie się genrusów w razie walk godowych zwierząt.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?