Genetyka bogów

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Genetyka bogów
Genetyka bogów
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 39,98  31,98 
Genetyka bogów
Genetyka bogów
Audiobook
Czyta Marta Wągrocka
24,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Mikrokomputeryzacja doprowadzi do zmian prawnych oraz filozoficznych. Podłączenie do sieci rozszerzy pole poznania. Człowiek posiadający nanotechniczne urządzenia we wszystkich organach może zamieni się w cyborga, a może w jakąś inną istotę? Filozofia będzie musiała rozstrzygnąć ten problem. Nastąpi konieczność redefinicji istoty ludzkiej, pociągając za sobą konsekwencje prawne. Przepisy określą dozwolony procent mikrourządzeń w człowieku, przekroczenie go zamieni nas w sztuczne twory. Ileż poprzedzi je dyskusji, ileż ustaleń na arenie międzynarodowej!

Jakie cechy warunkują człowieczeństwo? Czy zdolność do myślenia, czy raczej uczucia czy pojęcia etyczne? Jeśli na wpół sztuczne ludzkie istoty będą posiadały te parametry, czy nabędą praw i miana człowieka?

Powyższe przemiany realizują program kosmicznej inteligencji. W naszej epoce rozwinęła się fotografia, zapisująca niematerialny obraz w fizycznym nośniku. Kolejnym krokiem jest zapisywanie treści myśli i wyobraźni na taśmie filmu. Następnie pojawił się nowy wynalazek, utrwalanie myśli w postaci systemu zero - jeden w komputerach. Wyniki nauki, encyklopedie, podręczniki służące nauce oraz gry dla rozrywki utrwalono w formie dysków optycznych. Jest to ogólny trend epoki, wyrażający się w zapisywaniu treści, takich jak wiedza i wyobrażenia na materialnych nośnikach. Kierunek można określić jako utrwalanie rzeczy niematerialnych w formie fizycznej.

Genetyka przyniesie wielkie zmiany. Da możliwość korygowania wad człowieka przed jego urodzeniem. Krokiem następnym stanie się programowanie pożądanych cech fizycznych, psychicznych czy umysłowych. Co rozumiemy pod pojęciem „pożądane cechy”? Czy to znaczy, że każdy będzie się rodził piękny i zdolny i na zawsze pozostanie młody? Czy może te cechy zostaną określone przez rządy, kierujące się własnymi interesami i zacznie się ściśle reglamentowana produkcja ludzi? Doprowadzi do planowania nowych grup społecznych, ich liczebności oraz funkcji, stworzenia kast robotników czy geniuszy. Właśnie przygotowujemy się do tego rodzaju działań, tworzących fundament nowej epoki: kod paskowy na karku, będący ostatnią modą i czip w pępuszku, implantowany w momencie urodzenia.

Zalegalizuje się transgenikę. Zajmuje się ona kreacją nowych istot, zmutowanych i hybrydalnych, będących połączeniem organizmów biologicznych: ludzkich i zwierzęcych oraz urządzeń produkowanych przemysłowo - taki będzie nowy człowiek.

Rozwija się sztuczna inteligencja. Obejmie rządy i prognozowanie. Jej kierunek ukazują filmy fantastyczne, będące tajnymi scenariuszami wydarzeń przyszłości, intelektualnym kodem, co niewiele osób chce zrozumieć. Jaki będzie kształt cywilizacji? Odpowiedź znamy poniekąd. Jej częścią będzie inteligencja kosmiczna, czy też Obcy, jasno dający nam do zrozumienia, że mamy o nich wiedzieć. Są z nam od dziecka. Towarzyszem zabaw jest ET. W komiksach zagnieździł się ufoludek, przeżywamy jego problemy. Bawimy się z nim i ścigamy, gdyż jego wizerunek zdobi deskorolki. Kiedy pojawią się fizycznie, zostaną uznani za swoich. Przemiana świadomości będzie totalna.

Należy podsumować informacje płynące od cywilizacji kosmicznej. Dowodzą poddaniu ludzkości programowi przemian psychicznych oraz umysłowych w celu transformacji świadomości. Wiadomości często są przekazywane do podświadomości, co oznacza skłanianie ludzi do działania „spontanicznego”, bądź „naturalnego”, jednakże zgodnego z intencjami kosmicznego ośrodka kierowniczego. Natury przeznaczonych nam zmian nigdy wyraźnie nie określono, przybliża je tylko jedna rozmowa. Obcy powiedzieli, że pełnią rolę nadzorców czy obserwatorów, należąc do wyższego planu bytów, mając jednak ponad sobą inne cywilizacje, bardziej od nich świadome. Stwierdzili, że wiedza jest odpowiedzialnością i musimy się tego nauczyć. Padło również najważniejsze wyjaśnienie: „Wasze zasady moralne i etyka to jest naczelne prawo świata. Należy się nimi kierować. Wszystko działa według tej zasady”.

Rozdział VI

Wakacje na planecie

Wyobraźmy sobie, że to my pochodzimy stamtąd, spoza krawędzi kosmosu i wybraliśmy się na wakacyjną przejażdżkę po okolicy. W końcu zasłużyliśmy na wypoczynek, pracując przez całe dwa semestry w Gwiezdnej Akademii. Dostaliśmy od rodziców nowy spodek, całkiem niezły, i nie zastanawialiśmy się zbyt długo, dokąd się wybrać. Oczywiście na trzecią planetę od Słońca, wiedząc, że od pewnego czasu nasza federacja galaktyczna uczestniczy w programie jej zasiedlania. Z tego powodu prasę i telewizję obiegały sensacyjne sprawozdania, a nagłówki mówiły same za siebie: „Czy uda się eksperyment genetyczny”. „Człowiek - istota duchowa czy tylko produkt”?

Mimo wszystko taka wycieczka łączy się z pewnym ryzykiem, toteż przygotowaliśmy się rozsądnie, zabierając nie tylko zapasy i lekarstwa, ale również broń. Bardziej ambitni z nas planowali przeprowadzenie eksperymentów naukowych. Ale kiedy wylądowaliśmy, okazało się, że jest zbyt fajnie. Rozbiliśmy obozowisko, stawiając energetyczną zaporę na okręgu. Było tak pięknie, że miejsce nazwaliśmy Rajem. Niestety, nikt z nas nie myślał poważnie o pracy, aparatura została wypakowana, cały moduł, i porzucona w trawie. Urządzaliśmy balangi bez wytchnienia, nareszcie wyrwawszy się spod kontroli. Czuliśmy się jak bogowie, toteż zrobiliśmy sobie manipulacje z upływem czasu. Obawiam się, że paru tubylców zaplątało się w czas alinearny i już nie wróci do siebie. W dodatku jeden z naszych, nadużywszy ambrozji, zaczął ich fotografować. Wepchnął im nawet kamerę do ręki, mówiąc, że w tym pudełeczku zawsze będą mogli go zobaczyć, a on do nich przemówi. Obawiam się, że narozrabialiśmy. W dodatku, został cały moduł z aparaturą, jeżeli zacznie pracować, to może być niezła katastrofka.

Póki Sfinks stał dokładnie pod trzecią gwiazdą Oriona, daliśmy dyla. Nasi ojcowie okazali się zapobiegliwi, budując piramidy tuż obok rzeki, idealnie powtarzającej Drogę Mleczną. Oczywiście, mogliśmy obliczyć precesję, nie jest bardzo duża, wynosi mniej więcej jeden stopień w ciągu życia tubylca z Ziemi. Taki sam układ pojawi się dopiero za dziesięć i pół tysiąca lat, wtedy właśnie układ piramid i Sfinksa obok rzeki ustawi się pod naszymi gwiazdami. Ze względu na istnienie tych budowli nie mamy kłopotu z obliczeniami.

Mieliśmy już odlecieć, kiedy poczuliśmy, że jednak trzeba coś zrobić, ruszyło nas sumienie, pragnęliśmy zachować względy przyzwoitości. Zmodelowaliśmy zmiany klimatyczne na następne dziesięć tysięcy lat, kiedy to skok przez przestrzeń będzie znowu wakacyjną wycieczką niewymagającą obliczeń. Okazało się, że w tym cudownym miejscu o bujnej trawie i kwiatach, rosnących wokół jezior będzie piasek pustyni. Przesłaliśmy wiązkę informacyjną i zapisaliśmy w kamieniu wiele bitów. Wiadomość spoczywa w głębi, w litej skale, pomiędzy łapami Sfinksa. Ciekawe, czy zostaną odczytane, nim oś globu Ziemi zatoczy pełne koło i będzie trzeba obliczać precesję? Odlatując, pomachaliśmy jego lwiej głowie, a mechanizm ukryty w oczach zaświecił i promienie padły w niebo, wyznaczając prostą trasę ku Orionowi. Przed nami dom, za nami krawędź kosmosu.

Ale ludzie byli po tej stronie krawędzi kosmosu, wtedy kiedy świat był uboższy o wytwory techniki i żyło się w stanie natury, w rzeczywistości zbudowanej z drewna, gliny, piasku, i wśród przedmiotów - chata, radło, miska. Prostymi słowami opisywali nowe zjawiska, przekraczające pojmowanie. Kiedy widzieli kuliste światło, obniżające się ku ziemi, nazwali go spiritus - duch, czyli to, co jest ruchome, lecz niematerialne. Nie istniały takie słowa, jak radiacja, promieniowanie, emanacja. Jeżeli usiadł na ziemi, a nie użyto określenia lądowanie, należało ruch porównać do ruchu rzeczy wszystkim znanej, by ludzie mogli się porozumieć. Jedynym trafnym porównaniem były inne obiekty latające, czyli ptaki. My w XX wieku żyjący w miastach, raczej nie dostrzegamy różnicy pomiędzy sposobem latania ptaków, nie odgadniemy, czy leci kania, cietrzew, czy zgoła kruk lub gołąb.

Bogowie spływali w aurze lub glorii, która teraz ma zupełnie inne znaczenie. Porównanie jej do obniżającego się gołębia, nie jest zbytnio ilustracyjne. Jeżeli tłumaczenie tekstu zamieni gołębia na gołębicę, wreszcie na gołębiczkę czy gołąbkę, znaczenie staje się całkowicie odmienne. Gołąbka kojarzy się z cechami psychicznymi, z łagodnością i słodką niewinnością. Słysząc, że na czyjąś głowę spłynęła gołębiczka, skłonni jesteśmy widzieć symbol niewinności i ducha, a nie sposób lądowania.

Znany biblista Barry Downing uważał, że w rzece Jordan miało miejsce fizycznego kontaktu Chrystusa z inteligencją kosmiczną. Jednakże zjawisko opisano ówczesnymi słowami: energia spłynęła na głowę klęczącego jak gołąb. Słowo „jak” opuszczono. Jeżeli połączy się określenie gołąb z postacią Chrystusa, na którego podczas chrztu w rzece Jordan spłynął duch, czyli spiritus, potem przemianowany na chwałę Pana, a wreszcie na łaskę Boga, ukazywaną jako „gołąbka niewinna”, jesteśmy pewni, że nie zaszło tam żadne fizyczne wydarzenie.

Nieznana siła dokonała przekazu bezpośredniego i akustycznego o takiej mocy, że została porównana do najgłośniejszego wówczas środka wydającego dźwięki, czyli do trąb, przemianowanych potem na surmy ze względu na poetyczność i dostojność. Z tego względu jesteśmy przekonani, że fakt uznania Jezusa za syna bożego był wyłącznie metaforą i pojęciem duchowym.

Skłonni jesteśmy dopasowywać fakty do stereotypu myślenia, przyjąwszy więc założenie o przekazie spirytualnym, naginamy inne fragmenty tego wydarzenia. Pan przemówił do Jezusa głosem przypominającym trąby, wydając oświadczenie o uznaniu go za swego syna i osobę wybraną. Opis dźwięków uznajemy za środki stylistyczne. Interpretując ten fakt, uznajemy go za metaforę i wyraz wspaniałej wyobraźni prymitywnych we wszystkich pozostałych dziedzinach - Izraelitów. Tak czynimy zawsze, toteż przeszłość jest jedną z najbardziej zmiennych rzeczy.

 

Prorok Ezechiel widział lądujący obiekt, o poruszających się skrzydłach. Najpierw takie przedmioty nazwano aniołami, potem cherubami i stały się całkowicie święte. Ich gładkie i wysuwające się ramiona przegubowe zostały porównane do nogi cielęcia, co dla nas nie ma żadnego znaczenia. Raczej nie uświadamiamy sobie, że poprzez zestawienie z nogą cielęcia chodziło o wyrażenie kształtu i gładkości rur, których wtedy nie było na świecie. Stawy kolanowe cieląt nie są wykształcone jak u starszych zwierząt, podściółka tłuszczowa czyni ich powierzchnię gładką. Toteż cielątka na swych równo toczonych nóżkach stały się wysłannikami Pana. Zakryty był mechanizm zjawisk, toteż uznawano je za magiczne, następnie za boskie, nie widząc przyczyny innej, niż wola Boga lub cud.

Rozdział VII

Kosmiczna dyskoteka

Nasi praprzodkowie oglądając bogów, (albo studentów z innej galaktyki) zauważyli, że prawie każdy z nich nie rozstawał się z pewnym przedmiotem. Celowo ukrywamy jego wygląd, gdyż uchodził przez tysiące lat za magiczny, nieodłączny ich atrybut. Przedmiot był długi i wąski, najczęściej nazywano go kijem. Kiedy wszedł do baśni jako stały motyw, został określony poetycznie - różdżką. W Biblii musiał pełnić rolę dostojną, szczególnie jeśli znajdował się w ważnej dłoni Mojżesza, toteż zamienił się na laskę. Czyniła cuda i w baśniach, i na dworze faraona.

Kij odznaczał się tajemniczymi mocami, kiedy dotknął żywej istoty - uśmiercał ją. Ten tajemniczy przedmiot był uznany za część ciała boga, nazywano go wręcz ręką czy ramieniem. Jednakże skłonność do tworzenia historyjek spowodowała, że wymyślano ciekawe okoliczności, uzasadniające istnienia dziwnego ramienia. Pewien bóg został nazwany Srebrnorękim (Argentlam a może argentl - arm), gdyż podobno utracił ramię w strasznej bitwie i zamiast niego przyczepił sobie srebrną protezę. Arm to znaczy - ramię, argentum po łacinie - srebro.

Pozostawmy uczonym udowodnienie, że w danym okresie historycznym nie istniały srebrne protezy, nie znaleziono nigdy zapisów, ujawniających tajemnice ich produkcji, nie odkopano w karawanach protez, będących przedmiotem handlu ani też nie znaleziono w kronikach żadnego króla, który mógłby sobie na taką rzecz pozwolić. Nie trzeba wspominać, że na srebrne ramię przedłużono boskie przymioty: kogo dotknęło - umierał, lecz mogło również powodować zmartwychwstanie, to znaczy ożywanie. Naiwnością będzie podejrzewać, że przycisk kontaktowy znajdował się na rękojeści paralizatora. Raz umożliwiał całkowite unieruchomienie obiektu, innym razem, przestawiony - znosił je. Z pewnością technika bogów odznaczała się większą subtelnością.

Inni bogowie dysponowali znacznie cięższym orężem. Potworną maczugę nosił celtycki bóg Oegnus. Imię kojarzy się ze swojskim słowem ogień, gdyż pisano je jako Ögnus czy Ëgnus, aż reszcie Oegnus. Końcówka jest łacińska, podobnie jak w nazwisku filozofa Kartezjusz czy astronoma Heweliusz. Nie znamy właściwej wymowy Oegnusa wobec braku magnetofonów w czasach celtyckich. Jego maczuga wzniecała ogień. Ten miotacz ognia był zaiste cudowny. Imię innej bogini, Rosmerty, przypomina nam słowo śmierć, w języku starosłowiańskim istniało słowo smrt - śmierć. Z pewnością uśmiercała i ożywiała bez wytchnienia.

Bogowie, którzy wraz z Celtami Iberyjskimi przywędrowali z Hiszpanii, toczyli wciąż ze sobą wojny. I oni byli obdarzeni nadludzkimi cechami - nie umierali, czy raczej nie całkowicie. Zabici, podlegali zmartwychwstaniu czy ożywaniu. Widzimy, że technika ówczesnych wojen pomiędzy bogami różniła się od ludzkich, gdyż polegała wyłącznie na czasowym wyeliminowaniu przeciwnika przy pomocy techniki, ogólnie mówiąc, paraliżującej. W prowadzeniu wojen nie chodziło o spowodowanie śmierci biologicznej. Wobec produkowalności ciał i dusz nie było to potrzebne ani też ekonomiczne, a na pewno bardzo trudne do wykonania. Bogowie posiadali osobisty software i potrafili się odnawiać, zabicie ich „na śmierć” było niemożliwe. Z pewnością w bazie danych kwatery głównej istniały zapasowe zapisy softwaru każdego uczestnika bitwy. Reprodukcja czy multiplikacja dowolnego osobnika nie przedstawiała problemu.

Należy zauważyć, że posługujemy się tu słownictwem, to znaczy terminologią naukową. Przecież zupełnie inaczej brzmi substancja powierzchniowo czynna, a inaczej - mydło. Nie wspominając o tym, że bicie piany znacznie się różni. Czynimy tak dla sceptyków, czyli niedowiarków, którzy nieprzekonani żądają cyfr, danych i dowodów, wyłącznie po to, by nadal się upierać. A więc bogowie byli nieśmiertelni. Mogli podczas wakacji staczać tu wielkie bitwy i symulować wojny. Czy symulacja sytuacji na ich planetach uległa zakończeniu, czy nadal służymy jako model?

Inną tajemniczą cechą bogów była możliwość stawania się niewidzialnymi. Uznawano to za cud i boski atrybut, wymagający kornego zginania karku. Często ta magiczna moc występowała łącznie z umiejętnością pojawiania się w nieoczekiwanych miejscach. Być może tak jak na współczesnych dyskotekach, kiedy to występują efekty laserowe, obecnie nazywane sky - trek. Polega to na tym, że na niebie wyświetla się różne postacie i figury bezpośrednio w powietrzu. Żaden ekran ani też sztuczny ośrodek nie jest potrzebny. Oczywiście „tajemniczy bogowie” pojawiający się nagle w powietrzu, potrafią zniknąć z kosmicznej dyskoteki.

Może ich również pojawić się olbrzymia liczba, jak to bywało w dawnych sagach. Celtycka bogini Sin dokonała pierwszych czarów zaraz po przybyciu na ziemię. Na jej cześć wydano wielką ucztę. Bogini mocą magiczną przywołała dwie armie duchów powietrznych, które na oczach biesiadników stoczyły wielką bitwę i nawzajem się wymordowały. W taki sposób bogowie zabawiali się dawno temu tu na ziemi w prehistorycznej dyskotece.

Prymitywni ludzie, przyglądając się i nie rozumiejąc niczego z zabawy i techniki, widzieli cuda. Jeśli zwierzęta oglądają nasze dyskoteki i kiedyś ich inteligencja rozwinie się, udowadniając prawdziwość teorii Darwina, być może po tysiącach lat wrzeszczący bywalcy dyskotek staną się mitycznymi bogami. Podobnie jak studenci spoza krawędzi, bawiący na wakacjach na planecie Ziemia.

Bogowie mieli również magiczne oko, nie mylić z rzeczą o takiej samej nazwie w starych odbiornikach lampowych, gdzie świeciło zielono na skali. Bogowie posiadali jedno oko. Przekazy artystyczne umieszczają je pośrodku czoła. Nie wiadomo, gdzie istotnie się znajdowało, może ponad czołem, na hełmie. Miało jednak ściśle fizyczne cechy, potrafiło niszczyć, czy raczej palić wszystko, na co bóg raczył spojrzeć, bijąc promieniami w linii prostej. Ponieważ nie znamy fizyki bogów, nazwijmy to oko zaledwie soczewką. Urządzenie powodowało zapalanie się przedmiotów na odległość. Balor, jednooki bóg w mitologii celtyckiej, dysponował bardzo ciężkim miotaczem płomieni, o nieporęcznej pokrywie. Aby go uruchomić, a więc podnieść powiekę - pokrywę, potrzebowano siły czterech mężczyzn. Być może nie mogli uporać się z ramieniem hydraulicznym czy też z magnetycznym zamkiem, rozwierając go „ na siłę.”

Po pewnym czasie bogowie jednakże przestali imponować nadmiernym zużyciem materiału i udoskonalili miotacz, dokonując miniaturyzacji. Już mity skandynawskie ujawniają postęp technologiczny: oko można było wyjmować. Uczynił to najważniejszy bóg Odyn. Ludzie jednak stwierdzają, że dał je w zastaw, jako dowód prawdziwości przyrzeczenia, co raczej dowodzi obróbki literackiej i uczłowieczania bogów.

Bogów z jednym okiem było wielu, w mitach greckich nazywano ich cyklopami. Wyraźnie widać ich ograniczoną inteligencję oraz zaledwie kilka cech, i to negatywnych, głównie złośliwość oraz chęć zabijania i czynienia krzywdy. Tam, gdzie stąpali cyklopi, ziemia jęczała. Były to bardzo ciężkie maszyny bojowe z laserem na masce. Obecnie nazwiemy je czołgami z wbudowaną sztuczną inteligencją, ale o niezbyt wysokim IQ, gdyż do swych ściśle określonych i prostych zadań nie potrzebowali lepszych procesorów.

Sięgnijmy do najstarszych przekazów, jakimi są baśnie. Istnieje obszerna i poważna literatura naukowa na temat baśni, toteż należy powtórzyć tytuł jednej z prac, stwierdzając, że są cudowne i pożyteczne. Mamy na myśli stare baśnie folklorystyczne. Ich fabuła oraz symbolika dowodzi prehistoryczności, gdyż wykorzystuje zasoby prawej półkuli mózgu. Kiedyś opowiadano je dorosłym, po tysiącach lat stały się utworami dla dzieci. Mówią wiele o psychologii i historii ludzi, są ważną lekcją. Należy sięgnąć do motywów, leżących u podstaw baśni, odrzucając późniejsze naleciałości.

Dla naszych rozważań przydatna jest popularna baśń o smoku. Znają go wszyscy: jest to olbrzymi wąż, ziejący ogniem z pyska. Występuje na całym świecie i posiada wspólne cechy. Znamy szczątkową baśń o smoku wawelskim. Smok bardzo jest popularny w Chinach i na Dalekim Wschodzie. Jest to istota nadal żywa w tamtej kulturze. Przy okazji różnych świąt wykonuje się olbrzymie modele smoka, bardzo pięknie zdobione, fantastyczne i kolorowe. Jego ciało pokrywa się lśniącą łuską i przymocowuje wstęgi i pióra. Mężczyźni unoszą go od spodu i poruszają, naśladując skręty. Oczy, zrobione ze szkła, lśnią nieludzkim blaskiem. Smok jest popularnym motywem zdobniczym, pojawiającym się na odzieży i filiżankach. Należy zastanowić się, dlaczego ludy niekomunikujące się ze sobą, utrzymywały, że istnieją smoki?

Powiedzmy sobie wyraźnie: w przeszłości nigdy nie istniały zwierzęta ziejące ogniem z paszczy. Nie jest to możliwe biologicznie i nie ma dowodów z wykopalisk, świadczących o tego typu anomaliach przyrodniczych. Mimo ich braku wszystkie ludy znają smoka. Jeżeli ta postać została wymyślona, jest to jedyny przypadek tak wielkiej zgodności motywu. Można postawić tezę bez ryzyka popełnienia błędu logicznego, że widywano w powietrzu długie twory, przypominające węże i wyrzucające z przedniej części dym i płomienie.

Dowody na ich istnienie zachowały się nie tylko w baśniach, lecz i w wielu legendach i wierzeniach. Smok jest równoznaczny z bogiem, jak meksykański pierzasty wąż Quecalcoatl. Nauczył ludzi wszelkich sztuk, koniecznych dla utworzenia cywilizacji. Często jest nazywany wężem, węgorzem, a sagach skandynawskich żmijem ziemnym lub wodnym. Bohaterowie polują na niego, lecz trzeba siły kilkunastu chłopa, by go unieść. Co na to historia biologii? Legendy mówią, że smok leci przez niebo, wkładając ogon do paszczy. Kształt wówczas zmienia się w okrąg, lecący dysk. Tego rodzaju okrąg stał się synonimem świętości. Obecnie używamy abstrakcyjnego terminu, lecz ludzie opisujący obserwowane zjawisko, stwierdzali, że w dysku przybyły istoty z nieba. One to zajęły się stworzeniem ludzi oraz nauczaniem ich. To od nich pochodzą wszelkie kunszty, rzemiosło oraz sztuka.

Smoki są systematycznym „środkiem transportu”, służącym bogom w innych mitologiach, wioząc Atenę, czy Afrodytę. Grecki bóg Triptolemos, podróżujący w karocy zaprzężonej w smoki, nauczył ludzi uprawy pszenicy. Słowo karoca jest określeniem literackim, powstałym wiele tysięcy lat później dla nazwania poruszającego się po niebie mechanizmu, przeznaczonemu do transportu bogów, to jest istot o możliwościach przekraczających ludzkie. Gdybyśmy chcieli unowocześnić porównania, powiedzielibyśmy, że jechali po chmurach w wielkim kadilaku. Ale to przecież kiepska poezja.

Często bogowie są rysowani jeszcze wyraźniej. Ponieważ ludzie widywali wewnątrz dysku postacie, rysowali je, upraszczając w formę humanoidalnej figury wewnątrz koła. Nie wszyscy rysujący znaki z nieba odznaczali się talentem artystycznym, nie zawsze zachodziła potrzeba odwzorowywania szczegółów formy w celu przekazania informacji. Postać boga ulegała dalszemu uproszczeniu, a kształt zamieniał się w tak zwany celtycki krzyż, obwiedziony okręgiem. Takie ujmowania postaci bogów sięga najdalszych czasów.

Innym symbolem jest magiczny krąg. Ludzie imitowali siedziby bogów wznosząc kamienne kręgi. Jednym z najbardziej znanych jest oczywiście Stonehenge, ale równie interesujący jest Rollright Stones w Oxfordshire w Wielkiej Brytanii, z którym jest związana interesująca legenda. Mówi o tym, że nocą krąg unosił się w powietrze. Posiadał te magiczne właściwości w zamierzchłych czasach, lecz je utracił. Rozumiemy, że nigdy te kamienie nie odrywały się od ziemi, gdyż ustawiano je w okręgu dla naśladowaniem wyglądu domostwa bogów. W Anglii istnieje wiele tak zwanych świętych miejsc. Są to pagórki często usypywane sztucznie, o ściętych szczytach. Na skałach widnieją rysunki wężowych skrętów. Jednym z najsłynniejszych jest Dragon Hill - Wzgórze Smoka oraz Glastonbury Tor.

W kulturze Sumerów, kwitnącej nad Eufratem i Tygrysem, pojawiał się przedstawiciel boskiej rasy bóg Assur, zlatujący ku ziemi wewnątrz koła. Jedno z najstarszych naskalnych przedstawień uwidacznia boga Ahura Mazda, podróżującego wewnątrz koła. Identycznie ukazano hinduskiego boga Wisznu. Dowód istnienia legend o smokach na całym świecie dopełnia mit starożytnego ludu, zamieszkującego Japonię, mianowicie Ajnów. Opowiadają o bogini ognia, zlatującej na Ziemię na ognistym smoku. Ponieważ odpowiadała za tę planetę, przybyła w celu pomocy ludziom. Często dla jak najdokładniejszego wyrażenia faktu unoszenia się w powietrzu, dorysowywano skrzydła do obu stron dysku. W religii egipskiej nazywano go „okiem Re”, bóstwa, stojącego najwyżej w hierarchii.

 

We współczesnym świecie pełnym wytworów technicznych obiekt na niebie nazwiemy maszyną złożoną z wielu doczepianych modułów, lecz takiego określenia nie używano jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Światła, umieszczone w przedniej części, zostały uznane za oczy. Nie mają wyrazu, są nieludzkie. Imitujące je szkło na pyskach modeli smoków doskonale oddaje ich martwotę.

Jak zauważyliśmy przy okazji analizy mitu celtyckiego, nie istniało pojęcie maszyny. Rzeczy poruszające się i niebędące ludźmi, uznawano logicznie za zwierzęta, a te dzielą się na gromady i rodziny. Są wielkie koty, do których należą lwy, pantery i pumy. Nie jest trudno oddzielić ptaki od ssaków. Do jakiej rodziny przyporządkować smoki? Nie jest to możliwe, gdyż były maszynami. Po wylądowaniu na wzgórzu ze względów bezpieczeństwa ustawiały moduły w pewnym porządku. W miarę potrzeby dobudowywano następne. Smok powiększał się o nowe pierścienie. Potem ludzie rysowali kredą serpentyny, mrucząc, że to bóg. Uczeni uznali, że aborygeni czcili węże, bojąc się ich jadu.

Czy ludzie tylko czcili bogów? Czy istnieją przekazy, świadczące o innych relacjach, w jakie mogli wchodzić ludzie oraz przedstawiciele boskiej rasy, potraktowani całościowo jako smok, dragon, potwór, jaszczurka, niebiański aligator, czy nawet pies z nieba. Istnieje rozpowszechniona legenda, opisująca walkę bohatera ze smokiem. Jedna z najbardziej popularnych ukazuje Beowulfa i jego przyjaciela. Walczyli razem, bohatera ukrywała metalowa tarcza. Ogień bijący z pyska smoka był tak silny, że tarcza uległa rozgrzaniu do tego stopnia, że rycerz nie mógł jej utrzymać, mimo to nie wypuścił z rąk. Łatwo obliczyć odległość, w jakiej znajdował się od potwora, było to na odległość ramienia uzbrojonego w miecz. Można również znaleźć odpowiedź na pytanie o temperaturę, jaką emitował rzeczony smok. Jeśli tarcza była wygięta i miała od strony człowieka większy uchwyt na rękę, mogła wytrzymać znaczny żar. Dodatkowych informacji dostarczają perypetie przyjaciela Beowulfa. Ponieważ dysponował jedynie drewnianą tarczą, nie oparła się płomieniom i spłonęła. Mamy więc odpowiedź na pytanie, czy ludzie atakowali siedziby bogów. Takich przekazów jest wiele.

Istnieje stały motyw baśniowy, obecny w literaturze do dziś - dziewica dla smoka. Bajki najczęściej mają treść następującą: Smok pojawił się w okolicy i pustoszył zbiory, zabijając ludzi. Pożerał ich bezlitośnie przez długi czas, wydawało się, że eksterminacja nigdy się nie skończy. Zdesperowani błagali go o litość. Zgodził się na zaprzestanie rzezi pod warunkiem oddania mu najpiękniejszej dziewicy za żonę, więc to uczynili.

Jest w tej baśni logiczna sprzeczność. Skoro zabijał ludzi, dlaczego nie wziął sobie tyle dziewczyn, ile mu się spodobało? Mógł to uczynić, wszak nikt nie potrafił oprzeć się jego sile. Zakończenie baśni jest ważniejsze niż odpowiedź. Dzielny młodzieniec udaje się do gniazda smoka, by dziewicę wyzwolić. Rozpoczyna się straszna walka. Bohater, często używa się zamiennie określenia książę, macha mieczem, odrąbując smocze łby. Gdy odetnie jeden, wyrastają trzy. Najczęściej udaje mu się zwyciężyć przy pomocy czarów. Odwiązuje dziewicę od skały i pojmuje za żonę.

Odczytajmy rzeczywisty przebieg wydarzeń. Po rozlokowaniu laboratorium na zboczach góry, przystąpiono do systematycznych badań męskiej populacji. Bogowie przeprowadzali eksperymenty genetyczne oraz dokonywali sprawdzenia wyników. Próbki służące do eksperymentu, a niespełniające założonych wymagań, należało zniszczyć, gdyż niczemu nie służyły. Najczęściej w taki sposób likwiduje się laboratoryjne myszy. W tym wypadku próbki nazywano ludźmi, ale określenie nie jest istotne dla przeprowadzania eksperymentu. Liczy się zawsze to samo: wynik, a nie liczba zniszczonych preparatów.

Należało przekazać nowy gen poprzez kobietę, dokonawszy jej zapłodnienia. Pamiętamy, że smok pragnął ją pojąć za żonę. Użycie eufemizmu zostało spowodowane przeznaczeniem baśni „ ad usum Delfini” - dla młodego następcy tronu, czyli niewinnych dzieci. Słowo żenić się, nie ma nic wspólnego ze świętym ślubem czy wybraniem sobie towarzyszki na całe życie. Rżnięcie może kojarzyć się z żęciem zboża, lecz nawet w naszych czasach nie zmieniło nieprzyzwoitego znaczenia.

W laboratorium, rozłożonym wokół góry, dokonano korekty genetycznej kobiety. Weszła w kontakt seksualny z bohaterem, księciem, czy dzielnym młodzieńcem. Materiał na reproduktora został odpowiednio dobrany, odznaczał się odpowiednimi cechami fizycznymi. Był silny, jakże dzielnie machał mieczem. Do jego cech psychicznych należała szlachetność, czyli ta cecha duchowa, która stanowi fundamentalną cechę ludzi. W laboratorium pilnowano, aby krzyżowały się ze sobą najsilniejsze osobniki o cechach psychicznych wymaganych przez kosmicznych bioinżynierów.

Baśnie ludowe, przeznaczone dla dzieci, mają miłą atmosferę. Istnieje jednak stary grecki mit, wyjaśniający pochodzenie rodu Kadmosa. Straszna i ponura jest atmosfera tego mitu, mówiącego, że ludzie pochodzą z zębów smoka. Opisuje w groźnych obrazach siewcę rzucającego je do gleby. Przez tysiące lat nie widziano w tym żadnego sensu. Cząstki smoka, czyli zarodniki życia, rzucano w glebę, a więc w materialny budulec. Mieściły się w zamkniętych pojemnikach, być może niemal tak małych jak geny. Inne mity i religie mówią o lepieniu z gliny, przyjmując skuteczne sposoby dla wyjaśnienia powstania życia na farmie, mieszczącej się na trzeciej planecie od Słońca.

Współczesna wiedza, umożliwia wyjaśnienie cudów z przeszłości, okazujących się faktami. Obecne wynalazki są analogiczne do „ powozów bogów” czy „ognistego miecza” - lasera w dłoni anioła. Coraz mniej cudów i bóstw, coraz więcej nauki, techniki i rozumu. Magiczne urządzenia ujawniają zasadę techniczną, według której je zbudowano. Tajemnicze do niedawna zjawiska zachodzą zgodnie z prostym prawem. Nauka objaśnia świat, nie tylko obecny, ale i przeszły. I to właśnie jest największym cudem, będąc triumfem rozumu człowieka.

Skoro rzekome cuda okazały się wytworami techniki, to kosmiczni inżynierowie zajmowali się ich wymyślaniem i produkcją. Wynalazki stosowali w kosmosie, podróżując i budując zręby swej cywilizacji, jak to wkrótce uczynią ludzie. Nie ma żadnego powodu sądzić, że ominęli Ziemię. Wprost przeciwnie, realizowali tu program, dawno rozpoczęty, trwający dotychczas. Uczestniczyli w nim przedstawiciele różnych ras czy gatunków kosmicznych, nie licząc osobników wytwarzanych sztucznie.

Z oporem przyjmujemy ideę o działalności cywilizacji kosmicznej na Ziemi, jednak współczesna terminologia wypiera dawne połączenia myślowe, toteż karoca boga to po prostu latający talerz. Strach hamuje akceptację eksperymentów na ludziach. Obawiamy się utraty tożsamości na skutek manipulacji genetycznych. Ten stary lęk zawsze wyrażała sztuka, choćby poprzez znaną postać Frankensteina, wytworzonego jedyną kiedyś dostępną metodą poprzez zszywanie nowego człowieka z części zwłok przez szalonego lekarza - eksperymentatora. Powstała kreatura bez moralności, odznaczająca się morderczymi skłonnościami, dowodząca niemożności naśladowania przez człowieka boskiej kreacji. Tysiące lat przyznawano wyłącznie Bogu prawo kreowania nowych istot, genetyka oraz biotechnologie sięgają po ten przywilej, czyniąc go dostępnym dla człowieka.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?