Genetyka bogów

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Genetyka bogów
Genetyka bogów
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 39,98  31,98 
Genetyka bogów
Genetyka bogów
Audiobook
Czyta Marta Wągrocka
24,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Obecnie nowe teorie zostały obleczone w konkretny kształt. Polski astronom, Aleksander Wolszczan pracujący w Filadefii udowodnił istnienie innych planet. Jest to odkrycie na miarę Nagrody Nobla. Uczony stwierdził, że będzie teraz możliwe poszukiwanie pozaziemskich cywilizacji. Wypowiedź podała polska telewizja. Jest to dowód na prawdziwość tez stawianych w tej książce. Pięćdziesiąt lat temu nie było pola teoretycznego, umożliwiającego podobne badania, jako że stwierdzano brak planet. Wszystkie obserwacje, dowodzące istnienia kosmitów, uznano za bezwartościowe. Nazwanie zjawiska doprowadziło do zakreślenia pola umożliwiającego pojawienie się teorii, a następnie odkryć. Po odkryciu planet, następnym krokiem stanie się udowodnienie istnienia rozumnych istot w kosmosie.

Małe kłamstwa i oficjalne zaprzeczenia nie spowodowały wyhamowania realizacji kosmicznego programu. Nastąpił ogromny skok świadomości. Minęło zaledwie jedno pokolenie, a już nauka dowodzi konieczności występowania kosmicznych cywilizacji. Ale to nie wszystko, zmieniono model Wszechświata na odpowiadający Przybyszom i teoretycznie uzasadniający ich istnienie. Już nie prowadzi się wyliczeń ukazujących, jak ogromne musiałyby być zbiorniki rakietowe i jak kaloryczne lub zajmujące małą objętość paliwo rakietowe, umożliwiające skok przez galaktykę. Obecnie mówi się o podróży w czasie i dziurach w czasoprzestrzeni. Czyż naprawdę uznajemy się za niezależnych intelektualnie?

Po przetrawieniu tych informacji przez umysł pojawił się nowy element. Jest nim kontakt. Zaczęły napływać doniesienia o bezpośrednich spotkaniach z Obcymi. Spowodowało to konfuzję metodologiczną oraz niemoc poznawczą. Według jakich kryteriów badań raporty świadków? - pytano. Czy stosować psychologię czy filozofię, a może jest to fenomen czysto socjologiczny, wyrażający się w ogólnym plotkowaniu na wspólny temat?

Spotkania były nacechowane stopniem niezwykłości niemożliwym do zaakceptowania. Oceniając świadków używano znamiennego zastrzeżenia: „osoby skądinąd normalne i logiczne, donoszą o bezpośrednich kontaktach z ufitami”.

Zakładano, że świadkowie muszą być paranoikami. Udowodniono to, przecież nie może być inaczej. Skoro nauka nie stwierdza życia w kosmosie, a ludzie widują małe ludziki, więc muszą mieć omamy, wynikające z choroby. Jednak „wizje” nie dawały się leczyć. „Głosy” nie cichły, aniołowie i demony w skafandrach kosmicznych wciąż pochylali się nad łóżkami śpiących.

Ludzie poddani spotkaniom z ufitami, zaczęli poszukiwać pomocy psychologów i psychiatrów. Niemożność pogodzenia ich relacji z przyjętą psychologią kierowała uwagę badaczy na ślepy tor sprawdzania zdrowia psychicznego oraz umysłowego. Jednak liczba spotkań zwiększała się i opisy nadal nie pasowały do podręcznikowych. To spowodowało, że runęła tradycyjna psychiatria. Obecnie organizacja ufologiczna MUFON szkoli psychiatrów i wydaje biuletyny dla lekarzy, ukazujące problemy wynikające z kontaktów z tym fenomenem.

Lekarze nastawieni sceptycznie musieli zmienić opinię. Typowy dla takiej postawy jest ich sposób pogodzenia się realnością ufitów. Kiedy przedstawiano im dobrze udokumentowaną relację osób, które się z nimi zetknęły. Odrzucali ją, dyskredytowali wszelkie dowody lub zdjęcia, bo przecież nie mogły być prawdziwe. Ich umysł nie był w stanie zaakceptować faktu, co świadczy o kierowaniu się stereotypowym myśleniem, o wyznawaniu z góry przyjętych założeń. Człowiek mógł umrzeć lub oszaleć, a oni po prostu nie wierzyli, gdyż przyzwyczaili się do schematów. Psychiatrów nie przekonały logiczne argumenty ani też wywód myślowy raportu spotkania. Przekonały ich łzy.

Porywani przez ufitów bywali poddawani hipnozie, uznanej za metodę wydobywania prawdziwych przeżyć. Z zamkniętymi oczami, długo relacjonowali przeżycia, wchodząc ponownie w wydarzenia, dziejące się na pokładzie statku. Ilustrowali sposób, w jaki zostali porwani, angażując głos, mimikę oraz ruchy ciała. Krzyczeli z przerażenia - „Puśćcie mnie, nikczemnicy”. Zaciskali pięści i wymierzali ciosy w powietrze, broniąc się przed zawleczeniem na pokład statku. - „Co to jest, jaka duża sala, jak tu pusto i zimno” - mówili, poruszając głową tak, jakby się rozglądali. Potem na ich twarzach pojawiał się paroksyzm bólu, gdy byli poddawani bolesnym badaniom. Na koniec po policzkach płynęły łzy bezsilności, gdyż czuli się zgwałceni i sponiewierani. W przypadku przeze mnie badanym, przekleństwo stało się słowem, czyniącym relację wiarygodną. Moi świadkowie używali kulturalnych wyrażeń, opisując mi swoje spotkanie z UFO: „A wtedy zobaczyłem olbrzymi, srebrzysty kształt. Co to jest? - wykrzyknąłem?” Jednakże pod hipnozą zdanie brzmiało następująco: „O, k...! Co to?”.

Po zapoznaniu się z wieloma takimi przypadkami psychiatrzy potwierdzili prawdziwość przeżyć i zaczęli szukać środków leczniczych, odstępując od zabijania psychiki tabletkami uspokajającymi, a duszy stwierdzeniem - „Mówi to, co uznaje za prawdę”. Porywani również na Ziemi nie znaleźli pomocy.

Świadkowie mówili o obrazach rysowanych w mózgu, jak również o alegoriach. Takie informacje wzbudziły nową falę sceptycyzmu, gdyż symbole często interpretowano jako religijne. Mówiono o spotkaniach z diabłami, świętymi czy wręcz samym Bogiem Ojcem. Zjawiska mogły być bądź obiektywne i namacalne, jak przepływ prądu, bądź subiektywne i niemierzalne jak istnienie piekła.

Wkrótce po nasileniu się spotkań z ufitami, rozwinęła się sztuka hipnozy, zamazała się granica pomiędzy realnym i subiektywnym. Porywani donosili o mowie bez poruszania ustami i o słowach, brzmiących wprost w mózgu. Pojawił się termin wymazywanie pamięci. To doprowadziło do nobilitacji telepatii. Najpierw ją badano przy pomocy prostych kart, przedstawiających: kółko, kwadrat, trójkąt i krzyżyk, wykonując wiele eksperymentów. Dwie osoby uzdolnione telepatycznie sadzano osobno, jedną w klasztorze na szczycie góry, drugą w łodzi podwodnej. Mimo odległości obrazy przesłane przez nadawcę pojawiały się w mózgu odbiorcy. Brakowało teorii, lecz należało się pogodzić z faktem. Dopiero teraz objaśnia go nowa fizyka.

W nauce istnieje proces, nazywany wymuszeniem przez fakty - to właśnie zaszło tym razem. Inteligencja kosmiczna, posługując się telepatią, porozumiewała się z ludźmi, stymulując rozwój nauki na Ziemi. Oporna nauka ziemska musiała dostosować się do tego, co przesyłano nam wprost do mózgu, znajdując naukowe uzasadnienie.

Bezpośrednie spotkania przynosiły informacje o manipulacjach biologicznych, polegających na pobieraniu kobietom jajeczek, mężczyznom, i nawet chłopcom, nasienia. Za nimi podążyły doniesienia o istnieniu stosunków płciowych kobiet z przybyszami z kosmosu. Te rewelacje zwykle wzbudzają wesołość i są traktowane z przymrużeniem oka. Tak dzieje się do momentu osobistego zetknięcia się z kobietą, poddaną ginekologicznym badaniom w kosmicznym laboratorium.

Wyobraźmy sobie operację dokonywaną przez Obcych. Zamiarów i celów nie znamy. Oni nie rozumieją pojęcia bólu i nie liczą się z nim. Lekceważą przerażenie nieszczęśnika rozciągniętego nago na stole. Psychiczne doznania pomijają. Straszne są relacje tych, którzy to przeżyli i powrócili do domu. A cóż wiemy o biedakach, których nigdy nie wyrzucono z powrotem na ziemię w jakimkolwiek miejscu ze statku kosmicznego, który odlatuje?

Kosmiczni lekarze stali się bezpośrednią inspiracją metod medycyny. Zaczęła imitować to, co działo się na stole operacyjnym na statku kosmicznym. Pobierano od kobiet i mężczyzn materiał i dokonywano zapłodnienia poza organizmem. Pojawiły się dzieci z próbówki. Pierwsze doświadczenia stanowiły wielką sensację, potem wrzawa ucichła.

Zaczęto jednak zastanawiać się nad istnieniem duszy oraz psychiki ludzi z próbówki. Po raz pierwszy w historii świata padło pytanie o to, czy ludzie z retorty są różni od „urodzonych z kobiety”. Pytano w istocie o stopień i miarę człowieczeństwa. Było to nadzwyczajne odkrycie, lecz stanowiło dopiero początek.

Wkrótce sztuczne zapłodnienie stało się rutyną, metoda została ulepszona, przestała wzbudzać namiętności teologiczne. Dziecko bez fizycznego partnera może począć każda kobieta. Będąc damą wiekową biblijna Sara „porodziła”, co zapowiedziała istota nazwana aniołem. Po tysiącleciach udało się nam zrozumieć działania kosmicznej inteligencji i zastosować wskazówki. Czuwają, zwracając ludzi w zaprogramowanym kierunku.

Świadkowie zaczęli mówić o manipulacjach, polegających na interweniowaniu w geny. W odpowiedzi zaczęła się lawinowo rozwijać genetyka. Postęp teoretyczny i praktyczne rezultaty nowych metod spowodowały szok intelektualny, z którego ludzkość jeszcze nie może się otrząsnąć ani też go zaakceptować. Zaczęto widzieć człowieka w zupełnie innej optyce. Istota ludzka stała się rzeczą, możliwą do wyprodukowania. Po pierwszych doświadczeniach z klonowaniem owiec, pojawiły się wypowiedzi o możliwości sklonowania ludzi. Istnieje idea przepisu na człowieka. W National Institute of Health w ramach Projektu Poznania Ludzkiego Genomu zmapowano 64 mln par zasad, co stanowi 2% . Do roku 2005 planuje się poznanie całkowitej sekwencji 3 mld par zasad ludzkiego DNA.

Uczony Kari Stefanson bada DNA Islandczyków. Stwierdził, że dawne mity i sagi przynoszą ogromny materiał poznawczy, toteż potraktował je poważnie. Znalazł w nich dokładne informacje na temat zależności rodzinnych oraz drzewa genealogicznego, rozwijającego się nieprzerwanie przez ponad tysiąc lat.

Tradycyjne sagi notują, kto był czyim ojcem, z tego względu linie genetyczne można wyrysować od VII wieku. Bliskie jest wyizolowanie przez niego genu odpowiedzialnego za straszną chorobę - stwardnienie rozsiane. Mapa genetyczna człowieka zostanie niewątpliwie wykreślona.

Nauka odsłoniła inne podejście do istoty ludzkiej. Odbył się „zamach stanu” i detronizacja skutkiem wysunięcia teorii samolubnego genu. Geny decydują o zespole cech fizycznych, czyli o wyglądzie i możliwościach motorycznych człowieka. Odpowiadają za cechy psychiczne oraz intelektualne, za istnienie talentu czy brak inteligencji. Traktowano je jako służebne w stosunku do człowieka, uznając za nośniki cech, opakowanie. Okazało się jednak, że jest odwrotnie. To one, geny, są obdarzone czymś w rodzaju świadomości i znają swoje przeznaczenie. Posiadają również cel i zadanie do realizacji. Wybierają odpowiedniego człowieka dla wykonania ich programu. Istota ludzka stała się dla niego jedynie opakowaniem i pokrowcem. Kiedy spełni zadanie i ulegnie zużyciu - zostaje zlikwidowana.

 

Kto ten gen zaszczepił i kiedy? To my - odpowiadają Obcy. Czy sądzicie, że stało się to przypadkiem? - Mówią nam, że czynili to zawsze. Teoria samolubnego genu pojawiła się, kiedy Obcy informowali o istnieniu swego programu, co można uznać za kolejną „cudowną” zbieżność. Twierdzimy, że wykonujemy program samolubnego genu. Taką opinię o zadaniach człowieka Obcy wyrażali wielokrotnie, lecz nie rozumieliśmy ukrytych treści. Obecnie nauka umożliwia ich odczytanie.

Umysł ludzki przygotowywano na spotkanie z odmienną formą bytu. Pojawiły się pojęcia, takie jak kosmiczna inteligencja i kosmiczny rozum. Inteligencja niekoniecznie musiała być ukryta w biologicznej formie czaszki, już nie wiązała się z istotą ludzką. Wytworzono pojęcie rewolucjonizujące świat - sztuczna inteligencja.

Kolejny etap postrzegania zjawiska spowodował upadek dualizmu i ruinę modelu świata. Porywani przez kosmitów mówili o przenikaniu ich ciał przez obiekty materialne. Trzymano się dualizmu materia - niemateria, nie uznając tego faktu. Wiadomo, nie można przechodzić przez ściany. Okazało się, że jest inaczej.

Krach światopoglądu dramatycznie ujął znany psychiatra, który zaczął pomagać ofiarom porwań. Jaki mówi, odznaczał się sceptycyzmem, to znaczy zaprzeczał faktom, polegając na stereotypach myślowych. „Doświadczenie (z ofiarami porwań przez UFO) kazało mi zrewidować mój dotychczasowy światopogląd - w którym wyrosłem, w który wierzyłem, i którym kierowałem się w pracy lekarza i naukowca. Wedle tego punktu widzenia, który nazywamy zachodnim, newtonowsko - kartezjańskim, czy materialistyczno - dualistycznym paradygmatem naukowym, rzeczywistość jest zakorzeniona w świecie materialnym, czyli w tym wszystkim, co obejmuje percepcja zmysłowa. Inteligencja zaś stanowi cechę istot ludzkich”.

Pojawia się rzeczywistość oparta na innych zasadach, obserwujemy ich powstawanie. Kosmiczny program, w którym istniejemy, rozwija się przed naszymi oczami, a umysł buntuje się, ulega i znajduje uzasadnienia.

Rozdział III

Transformacja totalna

Badania ufologów zachodnich ukazują rozmiary oraz niebezpieczeństwa programu, jakiemu jesteśmy poddawani. Dokumenty ukazują jego założenia i wydobywają totalność. Istnieje działanie na podświadomość, poprzez warstwę symboliczną, co uznano za najbardziej niebezpieczne ze względu na pozory naturalnych działań.

Zmiany dotyczą wytworzenia człowieka o nowej psychice oraz o znacznie zmienionej biologii, co wydaje się trudne czy wręcz niemożliwe, lecz właśnie staje się na naszych oczach, choć nie chcemy tego dostrzec i zaakceptować. Transformacje dotyczą całego świata, jego kształt będzie zupełnie inny.

Wydaje się być niespodziewany, lecz tak nie jest. Byliśmy wielokrotnie o nim informowani. Już w latach pięćdziesiątych przebiegła prasę Zachodu poważna fala informacji. Mówiono wyraźnie o ludziach z kosmosu, którzy każą nam postępować w określony sposób. Nie wierzono tym osobom, nazywając je pogardliwie „kontaktowiczami”. Podejrzewano, że ich tak zwane wiadomości powstały w dziwny lub chorobliwy sposób. Ogólnie mówiąc, nie ufano im. Mówili o wizjach i o przeżyciach, których nie mogą zaklasyfikować. Otrzymywali „depesze z kosmosu”, takie stwierdzenie brzmi zabawnie, toteż nie dawano mu wiary. Nie istniały nazwy zjawiska, umożliwiające jego akceptację.

Nasłuchiwano kosmosu w ramach programów naukowych, spodziewając się uchwycenia zrozumiałej informacji. Nie było jej. Panowało absolutne przekonanie, że możemy uzyskać kontakt przez radio. Uznano je za tak wspaniały wynalazek. Czyjeś usta w kosmosie przemówią do nas. Sądzono powszechnie i pisali o tym uczeni, że fale radiowe rozchodzą się po całym kosmosie. Muszą więc zostać wychwycone i zrozumiane przez inteligentną cywilizację. Wobec braku odpowiedzi uznano, że brak słuchającego ucha. Nie podejrzewano, że wybrano znacznie bardziej czuły odbiornik - był nim mózg ludzki.

Wydawano wówczas ogromną liczbę różnego rodzaju pism ulotnych, mówiących o kontakcie z kosmitami. Słowa w nich krzyczały do ludzi wielkim głosem. Jaka była treść przekazu z kosmosu? Ostrzegano przed globalnymi zagrożeniami, wynikającymi z nadmiernego rozwoju przemysłu i zużywania zasobów naturalnych, przed zatruciem środowiska i zniszczeniem go. Ukazywano niebezpieczeństwa użycia atomu oraz wojny totalnej. Poruszano ważne problemy psychiczne, konieczność kontaktowania się człowieka z człowiekiem, dobroci i życzliwości oraz przestrzegania zasad moralnego postępowania.

Wskazówek nie brano pod uwagę. Wmawiano konieczność rozwoju przemysłu, bogacenia się społeczeństw i posiadania broni wobec istnienia wrogów. Tak widziano rzeczywistość. Jednakże obecnie to, o czym mówili rzekomo „szaleni” kontaktowicze, stało się realnością. Zmieniło się podejście do przyrody - śmieszne kiedyś partie zielonych mają realne środki i siłę. Przyznaje się prawa zwierzętom, zakazuje ścinania drzew. Panowały kiedyś hasła opanowania przyrody. Wydawało się potrzebne inicjowanie zmian klimatycznych poprzez nawadnianie pustyń i osuszanie rzekomo szkodliwych bagien. Obecnie spłaca się milionami dolarów farmerów, którzy osiedlili się w uzdatnionych rozlewiskach Mississippi. Uczyniono z nich żyzne pola, lecz zamieniają się na powrót w bagna i ojczyznę niegrzecznych komarów, a dumne ludzkie siedziby z blachy falistej i sztucznych cegieł pochłania błoto. Zmieniło się podejście do spraw, lecz przemiana wydaje się mało widoczna, mimo swej totalności. Uznano ją za naturalną oraz wynikającą z działań grup ludzi w określonym czasie. Zjawiska traktujemy jako samoistne oraz przypadkowe. Pojawienie się aktywnych grup uważamy z spontaniczne, nie szukając niewidocznych wpływów kosmicznych. Dzieje się tak wyłącznie z braku narzędzi poznania. W miarę rozwoju nauki odkrywamy inne przyczyny.

Po stwierdzeniu możliwości wywierania wpływów na mózg oraz implantowania w nim idei, zaczęto inaczej patrzeć na rzekomą spontaniczność tych „wołających na puszczy”, używając dawnego nazewnictwa, lecz bez biblijnego szacunku. Kiedy użyto sformułowania kosmiczny transmiter i uznano, że mózg może odbierać fale na częstotliwości dotychczas nie znanej, stając się odbiornikiem o wielkich możliwościach, zaczęto przekazy traktować poważnie. Mózg stał się interfesjem. Między jakiego rodzaju rzeczywistościami?

Naukowe podejście do zjawiska UFO umożliwiło potraktowanie spontanicznych i samoistnych reakcji, jako przemyślane i zaplanowane. Obecnie nie potrafimy im się przeciwstawić, lecz pierwszy krok został uczyniony. Wpływy nie są ciemną mocą ani też wolą bogów, wymagających podporządkowania się. Wyselekcjonowane i nazwane umożliwią kiedyś skuteczną obronę. Taki jest sens badań tego zjawiska.

Transformacje psychiczne są również wyraźnie widoczne. Warto im się przyjrzeć, by móc w przyszłości bronić ludzi przed posądzeniem o szaleństwo lub szalbierstwo. Tylko naukowe podejście do zjawisk jest skuteczne, ono umożliwiło przemianowanie rzekomej woli bogów na zjawisko możliwe do opanowania przez człowieka. Przemiany psychiczne są ogromne, muszą zostać pokazane i nazwane.

Najlepiej będzie oddać głos osobom uczestniczącym bezpośrednio w wielkich scenach kosmicznego dramatu, to znaczy tym, którzy doświadczyli porwania i kontaktu z Obcymi. Oto kilka opisów rzeczywistych wydarzeń, ukazujących typowe metody działań inteligencji kosmicznej.

Poniższy opis pochodzi z Nowej Zelandii, a został przekazany przez kobietę chroniącą swą tożsamość pseudonimem Sylvie Tweenlight. Jest żoną pilota, ma dwoje dzieci i prawie ukończony koledż. Wygląda bardzo sympatycznie, ma ciemne włosy i zadbane ręce, pomimo wykonywania prac domowych.

Kiedy opowiada o wydarzeniu, patrzy w dal, jakby ponownie je przeżywała. Została zabrana wprost ze swego domu. „Poczułam, że jestem sparaliżowana i całkowicie we władaniu nieludzkiej siły, przekraczającej wszystko, co znane. Znalazłam się w jakiejś ciemnej przestrzeni, a przede mną była grupa istot, jakich nigdy nie widziałam. Miały w sobie słabość, niesolidność, co odróżniało ich od ludzi: pozbawione włosów, o białej skórze i niesamowitych oczach, które zmieniały kształt, hipnotyzowały, po prostu odczytywały umysł. Patrzyły na mnie, a ja czułam się całkowicie poddana ich sile". Pomyślałam, że chyba śnię, lecz usłyszałam w umyśle zaprzeczenie podane telepatycznie: „Nie, to dzieje się naprawdę”. Unosiłam się bezwolnie w powietrzu, wypływając poprzez ściany domu, i na zewnątrz zobaczyłam olbrzymi, srebrny spodek. Wokół jego obrzeża obracały się światła czerwone, zielone i żółte. Wisiał ponad ziemią dość nisko, nie wydając żadnego dźwięku. Musiałam pogodzić się z faktem, że pochodził nie z tego świata. Zostałam wessana przez ciemny tunel i znalazłam się w oświetlonym pomieszczeniu. W ścianie otworzyło się wejście i ukazał się w nich człowiek. Był bardzo wysoki”.

Na pokładzie statku odbył się przekaz telepatyczny. Powiedziano jej, że została wybrana i należy do programu kontroli umysłów, zakrojonego na globalną skalę. Jej zadaniem jest ściśle przestrzegać instrukcji, które poprzez jej myśli zostaną przekazane innym ludziom. Nie otrzymała informacji co do konkretnych myśli, jakie powinna wydzielać. Takie pytanie zadaje wielu: „Co mam myśleć? Które z moich myśli są wartościowe, pożądane i odniosą właściwy skutek”? Obcy doskonale znają budowę mózgu - nie ma dla nich tajemnic, mogą go programować w sposób dla nich dowolny, wkładając wygodnie i pożądane treści. Powinniśmy dobrze zapamiętać tę lekcję. Powtarza się poprzez dzieje człowieka.

Pojęcie „ wybrany przez bogów” istniało zawsze. Określano nim osoby słyszące „głosy” z nieba. Obecnie nazywamy je poleceniami zapisywanymi na trwale w mózgu. W przeszłości otaczano „nawiedzonych” specjalnym szacunkiem, uznając za profetów, odgadujących przyszłość, za świętych lub obdarzonych szczególnymi przywilejami. Obecnie wybrani przez bogów są często prostymi ludźmi i w najlepszym przypadku nie zostają uznani za chorych psychiczne. Tego rodzaju „widzenie” w naszych czasach zostało inaczej nazwane i potraktowane. Utraciło pierwiastek paranormalny i cudowny, ogólnie mówiąc, „świętość” . Obecnie pragniemy używać określeń naukowych w celu zrozumienia zjawiska, a jeśli zyskuje aurę mistycyzmu, automatycznie przestajemy mu ufać. Wolimy powiedzieć, że pomiędzy świadkiem a kosmiczną inteligencją odbywała się komunikacja typu bezpośredniego, to znaczy nadawana z transmitera i odbierana przez fale mózgowe. Takie podejście umożliwia wyjaśnienie poprzez rozum. Żyjemy w epoce logicznego tłumaczenia świętych tajemnic.

Obcy nadawali komunikaty. W ciągu ostatnich dziesięciu lat zebrano znaczną liczbę przypadków spotkań, zawierających szczególny i wyraźny przekaz. Informacja, posłanie czy apel, a może święte zadanie przez nich wyrażane, podawano ludziom, stosując wiele metod i środków. Używano telepatii, przekazów symbolicznych i werbalizacji słownej. Drugie wydarzenie ukazuje prostotę stosowanych metod. Są one tak wyraźne! Zawsze takie były, lecz postrzegane jako naturalne zjawiska i mroczne siły, umożliwiły popychanie plemion i narodów w dowolnym kierunku. Ukazanie metod może nareszcie wyzwoli umysł człowieka.

Roberta pochodzi z Maine i jest urzędniczką. Zachowuje się logicznie i ze znaczną pewnością siebie. Odznacza się grubokościstą budową i ma proste czarne włosy, związane aksamitką, co tworzy jedyny ciepły element w jej wyglądzie. Odnosi się wrażenie, że należy do osób, którym lepiej nie wchodzić w drogę. Kiedy siada, głęboko ugina się biały, skórzany fotel. Jednakże jej spotkanie przebiegało dramatycznie.

„Był późny wieczór, leżałam w sypialni, czytając książkę. Słyszałam, odgłosy, dobiegające z dołu, rodzina przygotowywała się do nocnego spoczynku. Codzienne odgłosy domu wpływały zazwyczaj kojąco na mój umysł. Zawsze jednak denerwowały mnie dzieci, trzaskające drzwiami od łazienki. Tej szczególnej nocy czułam niepokój, sądząc, że powstał w wyniku ciężkiego dnia, jaki miałam za sobą. Wykryto, że nie zgadzają się księgi rachunkowe. Analizowałam ten problem przez cały dzień, rewidując moje wszystkie posunięcia w ciągu ostatnich kilku miesięcy, i nie znalazłam żadnego błędu.

 

Leżąc, oparta na łokciu, usiłowałam skupić się nad książką. Przeszedł mnie nagły dreszcz, gdyż wyobraziłam sobie, co może się wydarzyć, jeśli zostanę oskarżona o błędy w rachunkowości. Byłam księgową, odpowiadałam za firmę. Zrobiło mi się nagle zimno. Wstałam więc i wyjęłam z szuflady komody białe skarpetki. Moja starsza córka robiła ostatnio pranie, więc rzuciła je byle jak. Nie lubię tego, dokładność mam we krwi, gdyż tego wymaga moja praca. Przewróciłam je na prawą stronę i założyłam na nogi. Wręcz automatycznie poskładałam porządnie wszystkie skarpetki i bieliznę. Powróciwszy do łóżka, czytałam przez chwilę. Zauważyłam nagle, że nie usłyszałam trzaśnięcia drzwi od łazienki osoby wychodzącej. Kto tam tak długo przebywa?, zastanowiłam się i wtedy mój wzrok padł na zegar z radiem. Cyfry wskazywały drugą trzydzieści nad ranem. Byłam pewna, że czytałam tylko przez okres potrzebny na wzięcie prysznica. Postanowiłam wstać i sprawdzić, co dzieje się w domu. Książka leżała na podłodze grzbietem do góry i kartki były pogięte. Czyżbym zasnęła na trzy godziny tak twardym snem i to nagle, w momencie położenia się do łóżka, że zrzuciłam książkę? Stanęłam stopami na dywanie i wtedy na nie spojrzałam: obie skarpetki były przewrócone na lewą stronę. Wstałam, spodnie od piżamy również były na lewej stronie. Zeszłam na parter domu. Wszyscy spali.”.

Metodyczną i porządną Robertę tak bardzo niepokoiła sytuacja przeżyta tamtej nocy, że po wielu perypetiach trafiła do gabinetu psychiatry, gdyż wiedziała, że nie mogła zasnąć twardo o godz. 22.30, w stanie zdenerwowania, i to tak szybko, jakby przekręcono kontakt, ani zrzucić książki, ani też zajmować się we śnie rozbieraniem się i ubieraniem. Psychiatra miał na szczęście przeszkolenie w dziedzinie hipnozy i otwarte podejście do dziwnych wydarzeń. Jej pierwsze słowa podczas sensu brzmiały następująco:

„Oni tu są. Trzy niewielkie istoty. Jak dostały się do mojej sypialni? Czy to one gdzieś mnie niosą? Jaki duży korytarz i wielka sala. To przypomina mi zwyczajny stół do badań w szpitalu. Boli, przestańcie”! Po zakończeniu bolesnych badań, łącznie z ginekologicznymi, kosmici zaprowadzili ją do jasnej sali, gdzie siedział człowiek w czerwonym płaszczu. Pamięta, że długo rozmawiali. Nie mogła jednak przytoczyć treści tej rozmowy.

Prawdziwy dramat zaczął toczyć się dopiero po wizycie u psychiatry, podczas której wydobyto część wydarzeń. Nawiedzały ją sny. Wiedziała, że nie są snami w normalnym tego słowa znaczeniu ze względu na swą strukturę oraz sekwencyjność. Miały dobrą wewnętrzną budowę oraz logikę. Poza tym występował jeszcze jeden element, a była nim obecność człowieka w czerwonym płaszczu. Należy w tym wypadku położyć akcent na słowo „obecność”. Nie widziała go fizycznie ani też nie śniła w scenach, lecz po prostu wiedziała, że jest. Czy w pewien sposób czuwał nad jej snami, czy wywierał na nie jakiś wpływ - nie umiała powiedzieć. Zresztą, nie to było dla niej najważniejsze, lecz treść marzeń sennych. Wiedziała, że nie należą ani do snów, ani tym bardziej do marzeń.

Oglądała wyraźnie wielkie sceny, które kojarzyły się jej z Biblią. Znajdowało się przed nią nieprzebrane morze głów. Tuż przed nimi ktoś stał, przemawiając. Przez sekundę myślała, że to znany nauczyciel ludzkości. Po chwili okazało się, że to ona sama stoi przed tłumem. Po chwili scena uległa zmianie. Przemawiał człowiek w czerwonym płaszczu, który nadal nie pojawiał się fizycznie. W następnej scenie tłumów nie było, lecz za to pojawiła się wyraźna cyfra jeden, a ona uświadomiła sobie, że wszystko czy też wszyscy jesteśmy jednością.

Treść snów wydawała się Robercie tajemnicza, taka jednak nie jest. Pojawiające się w nich symbole należą do uniwersalnych archetypów, lecz o tym nie wiedziała ze względu na brak odpowiedniego wykształcenia. Wiele rzeczy uznała za dziwne, z wieloma zetknęła się po raz pierwszy. W „snach” powtórzono trzykrotnie symbol nauczania. Po raz pierwszy w domyślnej osobie Chrystusa, po raz wtóry jako Roberta, po trzeci obecność kosmicznej inteligencji. Oznacza to, że jest zawsze obecna w historii człowieka, zajmując się nauczaniem. Systematyczną edukację zakrojono na wielką skalę, obejmując ludzkość, ukazaną najpierw w postaci tłumów, a następnie jako jedność. Mówi się do jednej osoby, tak jakby przemawiało do wszystkich. Można tę sekwencję odwrócić: mówienie do wszystkich jest tak łatwe i oczywiste, jak do jednej osoby.

Trzeba również zauważyć zakres czasu, ukazany w tym niby śnie. Objął starożytność i teraźniejszość. Jest więc oczywiste, że system edukacji ludzkości zaczął się na początku świata i nieprzerwanie trwa. Ważne jest pochodzenie symboli biblijnych. Swobodne posługiwanie się nimi przez inteligencję kosmiczną dowodzi doskonałej ich znajomości. Manipulują symbolami i obrazami z tej księgi, o czym mówi wiele raportów ze spotkań z kosmitami dla indoktrynacji. Religia utrzymuje, że Księga została objawiona przez Boga. Kosmici przyznają się do autorstwa.

Robercie brakowało wykształcenia. Nie znała przyczyn snów. Wywoływał je człowiek w czerwonym płaszczu. Opisywała fakty prostymi słowami, nie używając terminologii naukowej, lecz pochodzącej z potocznej obserwacji. Kosmiczna inteligencja włożyła pakiet informacji do umysłu obiektu o imieniu Roberta i zapisała w jej mózgu na stałe. Ze snu mają przejść do świadomości, intelekt zanalizuje symbole, prowadzące do zrozumienia ich treści, po czym wiadomości mają zostać zapisane w pamięci trwałej. Nastąpiła tu bezpośrednia komunikacja, przypominająca telepatię. Dokonała się w stanie umysłu, którego człowiek sobie nie uświadamia, uznając go za stan relaksacji. Człowiek w czerwonym płaszczu nadawał bezpośrednio ze swego mózgu do mózgu Roberty, kiedy znajdowała się w tym szczególnym stanie.

Dlaczego ten stan był konieczny? Informacje zostały przesłane do prawej półkuli mózgu, która jest starsza i zawiera pojęcia religijne i archetypy, zgromadzone przed tysiącami lat. Ogląda rzeczywistość obrazami. Umożliwia również produkowanie zjawisk paranormalnych, często w postaci tak zwanych wieszczych snów i daje wiedzę znacznie przekraczającą osobiste doświadczenie. Przebywanie w stanie relaksu, umożliwia uruchomienie głębokich pokładów prawej półkuli oraz aktywowanie jej do pracy jednocześnie na kilku zakresach. Te cechy wystąpiły, przez co sny Roberty mają znaczenie.

Zdegradowano boskie sny. Roberta wypowiedziała znamienne zdanie, zapisane przez jej psychiatrę: „Kiedyś uważałam, że takie sny pochodzą od Boga”. Ludzie miewali sny wieszczące przyszłość, głoszące ważne wydarzenia lub koniec świata. Nadanie aury cudowności stanowiło konieczny i logiczny zabieg, gwarantujący skuteczność ich oddziaływania. Kiedy konieczność transformacji duchowej świata głosi osoba bez społecznego szacunku i autorytetu, nie jesteśmy skłonni jej ufać. Lekceważymy informacje, niezależnie od ich wzniosłej treści. Takich profetów możemy spotkać choćby w Hyde Parku w Londynie, czy też na stacjach metro. Stoją na skrzynkach po pepsi coli i wykrzykują swoje wzniosłe wersety. Aby przyciągnąć tłumy, zakładają zabawne kapelusze. Mówią o mądrych rzeczach, lecz turyści robią im fotografie, nie słuchając. A jeśli już wysłuchają i może uwierzą, nie zmienią swego postępowania. Wieszcze sny wyróżniały ludzi. Aby ważne opinie mogły uzyskać rozgłos i spowodować zmiany w społeczeństwie, muszą je głosić osoby obdarzone autorytetem. Kiedyś nazywano ich świętymi, natchnionymi, czy „słyszącymi głosy”. Takie epitety podnosiły rangę przekazów, wzbudzając w mózgu ośrodek odpowiedzialny za pragnienie sensacji. Słuchano i zachwycano się, czując, że uczestniczy się w nadzwyczajnym obrzędzie. Każdy nędzarz, nosiwoda czy pomywaczka, obcując z tajemnicą oraz niezwykłością, nabywał jej atrybutów. Sny uznano za boskie, słuchanie o nich wyróżniało i uświęcało.