Radości z kobiecościTekst

Autorzy:Ellen Støkken-Dahl, Nina Brochmann
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Plik jest zabezpieczony znakiem wodnym


Tytuł oryginału:

GLEDEN MED SKJEDEN

Copyright © 2017, H. Aschehoug & Co. (W. Nygaard) AS

Published in agreement with Oslo Literary Agency

Copyright © 2017 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2017 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Ilustracje: Hanne Sigbjørnsen

Wykonanie okładki: Monika Drobnik-Słocińska

Redakcja: Agnieszka Radtke

Korekta: Aleksandra Mól, Małgorzata Hordyńska, Maria Zając

Konsultacja medyczna: prof. dr hab. n. med. Anita Olejek

Przypisy od redakcji: Łukasz Pietrzyński

This publication of this translation has been made possible through the financial support of NORLA, Norwegian Literature Abroad.

Publikacja tej książki była możliwa dzięki finansowemu wsparciu NORLA – Norwegian Literature Abroad.


ISBN: 978-83-8110-323-7

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o. o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail: info@soniadraga.pl

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2017

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Wstęp

Zarządzanie narządami

Co komu do sromu

Dziewczyny, poznajcie swoje waginy

Łechtaczka – góra lodowa

Krwawe dziewictwo

Ten drugi otwór

Włochate porady

Organy wewnętrzne – ukryte skarby

Płeć, płeć i płeć

Miesiączka, upławy i inne kłopotliwe sprawy

Irygatory i imprezowe myszki

Miesiączka – jak krwawić, by się nie wykrwawić

Nie zostawiaj plam na sofie! O podpaskach, tamponach i kubeczkach

PMS – Prawdziwie Morderczy Stan

Wieczny krąg – hormony i cykl menstruacyjny

Kiedy właściwie można zajść w ciążę?

Seks

Seks po raz pierwszy

Seks analny

Zupełnie zwykłe życie płciowe

Znikające pożądanie

Wielkie O

Biblia orgazmu

Antykoncepcja

Antykoncepcja hormonalna

Antykoncepcja bez hormonów

Antykoncepcja awaryjna – gdy wzbiera panika

Czy jedne środki są lepsze od innych?

Miesiączka a antykoncepcja hormonalna

Jak pominąć miesiączkę?

Jak najlepiej korzystać z pigułki?

Antykoncepcja hormonalna – ale czy to nie groźne?

Częste skutki uboczne stosowania antykoncepcji hormonalnej

Rzadkie skutki uboczne

Tego nie wiemy na pewno

Czas na detoks od hormonów?

Mowa obronna adwokata pigułki

Aborcja

Narządy w tarapatach

Zaburzenia miesiączkowania – zaginiony okres

Endometrioza – krwawa wyprawa

Zespół jajników policystycznych – nieznana choroba kobieca

Mięśniaki – macica z niespodzianką

Wrażliwa wagina – tajemnicze bóle sromu

Chlamydia, tryper i dalsi krewni

Opryszczka – czas zawiesić seks na kołku?

Silne swędzenie i zdechła ryba – dolegliwości, których nie unikniesz

Gdy sikanie boli

Kap, kap, kap – wszystko o nietrzymaniu moczu

Hemoroidy i fałdy

Rak szyjki macicy i jak go uniknąć

Poronienie – od Facebooka do rzeczywistości

Zegar tyka – jak długo można odkładać decyzję o dziecku?

Okaleczenia narządów płciowych

Dyktatura piękna – o tym, czemu kładziemy srom pod nóż

Posłowie

Bibliografia

Przypisy

Przypisy

Wstęp

Na początku 2015 roku założyłyśmy blog Underlivet. Żadna z nas nie była wtedy wcale pewna, czy kolejna strona internetowa wypełniona pisaniną o zdrowiu seksualnym, kobiecym ciele i seksie w mediach jest w ogóle komuś potrzebna. Przecież w dzisiejszych czasach mamy dostęp do o wiele większej niż kiedyś puli informacji o seksie, ze wszystkimi tego dobrymi i złymi konsekwencjami. Jeśli coś cię niepokoi, możesz zawsze zapytać Doktora Google’a. I czy ludziom nie wystarczy podstawowa wiedza zdobyta w szkole?

 

Miałyśmy też wątpliwości, w jakiej formie to wszystko zaserwować. Kolejna poświęcona tematowi rubryka kobiecego pisemka? Kolejne naiwne studentki medycyny nachalnie pouczające wszystkich wokoło i dzielące się swoją wiedzą z ludźmi, którzy właściwie nie mają ochoty ich słuchać?

Po tygodniu od założenia bloga zdzwoniłyśmy się zachwycone faktem, że mamy już siedemset wejść. Za większość z nich odpowiadała pewnie nasza rodzina i nasi znajomi. Dziś, po niemal dwóch latach, możemy z całą pewnością stwierdzić, że trafiłyśmy w niezaspokojone potrzeby internautów. Otrzymałyśmy mnóstwo bardzo miłych i zachęcających do dalszej pracy wiadomości od znajomych i nieznajomych, publikowane przez nas na blogu teksty zostały przeczytane ponad 1,4 miliona razy.

Blog, który początkowo przygotowywałyśmy z myślą o nastoletnich czytelniczkach, okazał się atrakcyjny dla dużo szerszej publiczności. Każdego dnia napływają do nas pytania od czytelników obojga płci, reprezentujących wszystkie grupy wiekowe. Często dotyczą one kwestii zupełnie podstawowych, które uważałyśmy za część obowiązkowego programu nauki w gimnazjum. Inne pytania świadczą o tym, że nasi czytelnicy potrzebują przede wszystkim zapewnienia, że to, co im się przytrafia, jest „normalne”, że wszystko z nimi w porządku. Niestety większość piszących w tej sprawie stanowią kobiety.

To właśnie do was kierujemy tę książkę. Do pań, które nie mają pewności, czy wszystko im działa jak trzeba, czy wyglądają tak jak trzeba i czy czują to, co trzeba. Mamy nadzieję, że nasza książka da wam pewność siebie, której wam brakuje. Kierujemy ją również do tych z was, które są zadowolone i dumne, ale chciałyby dowiedzieć się czegoś więcej o tych niezwykłych organach, które mamy między nogami. Narządy płciowe stanowią temat fascynujący, a my jesteśmy zdania, że to przede wszystkim wiedza o funkcjonowaniu naszego ciała stanowi klucz do zdrowia seksualnego.

Jesienią 2016 roku można było przeczytać w gazetach o nadmiernej seksualizacji zwyczaju otrzęsin w norweskich szkołach średnich1. Bezlitosna presja rówieśników, by dopasować się do grupy i być cool, sprawiła, że szesnastoletnie dziewczęta czuły się zmuszone do przekraczania własnych seksualnych granic, w niektórych przypadkach w sposób tak brutalny, że ledwie mogłyśmy wierzyć w to, o czym czytamy. Fakt, że osiemnastoletni chłopcy sądzą, że mają prawo wykorzystać swoją pozycję w grupie rówieśników, by zmusić pierwszoklasistki do seksu oralnego z dziesięcioma partnerami z rzędu, sprawia, że włos się jeży na głowie. Tak jak napisała wtedy gazeta „VG”, mamy do czynienia z kulturą, w której „granica pomiędzy seksem konsensualnym a wykorzystywaniem stała się niebezpiecznie cienka”2. W ciągu ostatnich lat obserwowałyśmy postępującą seksualizację nastolatków, przy czym dotyczy to zwłaszcza dziewcząt. Niełatwo się dorasta w takim środowisku. Niestety, proces dorastania wiąże się dla wielu młodych ludzi z nieprzyjemnymi doświadczeniami seksualnymi, które odbijają się na ich dalszym życiu. Tak nie powinno być.

Za każdym razem, gdy kobieta podejmuje decyzję powiązaną z własnym ciałem i seksualnością, wpisuje się to w szerszy kontekst. Siły kulturowe, religijne i polityczne będą starały się zapanować nad tymi wyborami, czy to dotyczącymi antykoncepcji, aborcji, tożsamości płciowej, czy pożycia seksualnego.

Chcemy, by kobiety mogły podejmować niezależne decyzje, poznawszy wszystkie dostępne fakty, by decyzje te opierały się na wiedzy medycznej, nie zaś plotkach, nieporozumieniach i strachu. Gruntowna, merytoryczna wiedza o tym, jak funkcjonuje ich organizm, ułatwi kobietom dokonywanie własnych wyborów z pewnością siebie i poczuciem bezpieczeństwa. Seksualność należy odczarować, a my musimy przejąć kontrolę nad własnymi ciałami. Mamy nadzieję, że tą książką ułatwimy ci podejmowanie mądrych, świadomych wyborów; wyborów, które są dobre dla c i e b i e.

Być może zadajesz sobie teraz pytanie: po co mam marnować czas na czytanie książki o tematyce medycznej, napisanej przez dwie studentki? Przecież one jeszcze nawet nie mają dyplomów! Same wielokrotnie stawiałyśmy sobie to pytanie. Nie jesteśmy jeszcze w pełni wykształconymi lekarkami ani pod żadnym względem ekspertkami. Nad książką pracowałyśmy z przejęciem i głębokim szacunkiem dla tematu.

Odwagi dodała nam niemiecka studentka medycyny Giulia Enders. Jej książka, Historia wewnętrzna, odniosła ogromny sukces, wynosząc jelita i odchody do rangi tematów, o których można nagle dyskutować w najlepszym czasie antenowym w popularnych programach typu talk-show, takich jak SkavlanI. Rymowany tytuł naszej książki jest nawiązaniem do norweskiego tytułu bestsellera Giulii Enders, Sjarmen med tarmenII. To ona utorowała drogę i pokazała, jak sprawić, by medycyna stała się nie tylko zrozumiała dla zwykłego czytelnika, ale też zabawna. A także udowodniła, że można rozmawiać o najbardziej osobistych częściach ciała bez śladu wstydu.

Jako studentki medycyny mamy atut, którego nikt nam nie odbierze: jesteśmy ciekawskie, młode i nie boimy się zadawać „głupich” pytań – często dlatego, że same się nad nimi biedzimy albo robią to nasze przyjaciółki. Nie mamy zawodowej reputacji, którą byśmy ryzykowały i (jeszcze) nie spędziłyśmy wśród lekarzy dość czasu, by zapomnieć języka, którym zazwyczaj rozmawiają ludzie spoza branży medycznej. Mamy nadzieję, że więcej naszych młodych koleżanek i kolegów odkryje w sobie żyłkę pisarza. Niesienie kaganka oświaty jest super!

Wiele razy w toku pracy nad tą książką dochodziłyśmy do wniosku, że pewne kwestie same zupełnie źle rozumiałyśmy. Także my padłyśmy ofiarą mitów, którymi osnute są kobiece narządy płciowe. Bo jest ich przecież tak wiele. Najbardziej niezniszczalne wydają się legendy o błonie dziewiczej, które wciąż narażają na niebezpieczeństwo dziewczęta na całym świecie, także w Norwegii. A mimo to niewielu lekarzy zawraca sobie głowę tą maleńką częścią ciała. Niektórzy przyczyniają się nawet do podtrzymania tych wyobrażeń przy życiu, przeprowadzając na zlecenie rodziców inspekcję narządów rodnych dziewczynek. W pogoni za odpowiedziami nie raz doświadczyłyśmy, że nestorzy ginekologii bagatelizowali nasze pytania, odrzucając je jako mało interesujące albo nieistotne. To zupełnie nie do pojęcia, jakie znaczenie może mieć w życiu kobiety błona dziewicza. W tej książce próbujemy, najlepiej jak możemy, przedstawić prawdę o tym fragmencie kobiecej anatomii.

Inny mit mówi, że antykoncepcja hormonalna to coś sprzecznego z naturą i groźnego dla zdrowia. Na skutek tego przekonania tysiące dziewcząt zachodzą w niechcianą ciążę, decydując się na zawodne metody antykoncepcji. Rozumiemy, że ludzie mogą być zdezorientowani i boją się skutków ubocznych; przykro nam, że niektórzy pracownicy służby zdrowia bagatelizują te niepokoje, nie tłumacząc przy tym, czemu ich zdaniem są bezzasadne. Dlatego postanowiłyśmy poświęcić antykoncepcji tak dużo miejsca. Analizujemy wyniki najważniejszych badań nad możliwymi skutkami ubocznymi, takimi jak wahania nastrojów lub zmniejszone libido. Jeśli w jakiejś kwestii nie ma stuprocentowej pewności, piszemy o tym otwarcie, ale próbujemy przede wszystkim uspokajać. Poważne skutki uboczne występują niezwykle rzadko i niewiele wskazuje na to, że depresja i spadek libido dotykają dużego odsetka kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną. Zawsze są wyjątki od reguły, ale mamy nadzieję, że po przeczytaniu tej książki będziesz w stanie odróżnić objawy częste od rzadkich i bardzo rzadkich.

Jeszcze inne mity nie są bezpośrednio szkodliwe, ale świadczą o tym, że wiedza medyczna zbyt długo była obszarem zdominowanym przez mężczyzn. Nasze przyjaciółki, narzekające, że nigdy nie przeżywają „orgazmu pochwowego”, dają świadectwo temu, jak pojmowanie kobiecej seksualności przez lata warunkowane było potrzebami mężczyzn. Nie istnieje coś takiego jak osobny orgazm pochwowy, są tylko orgazmy wyzwalane na różne sposoby, wszystkie jednakowo cudowne. Mamy nadzieję, że kobiety przestaną czuć się mniej wartościowe tylko dlatego, że potrzebują innych niż stosunek waginalny form stymulacji.

To tylko kilka z wielu tematów, o których możesz przeczytać w Radościach z kobiecości. Mamy nadzieję, że cieszysz się na myśl o podróży po kobiecych organach płciowych, od sromu do jajnika. A także, że sporo się nauczysz, tak jak my w toku pracy nad tą książką. Najbardziej zależy nam na tym, byś po zakończeniu lektury mogła przestać się stresować. Ciało to tylko ciało. Każdy z nas dostał w przydziale swoje i przez całe życie będzie ono dla niego źródłem radości i wyzwań. Bądź dumna z tego, czego jest w stanie dokonać twój organizm, i okaż mu cierpliwość w trudniejszych chwilach.

Na sam koniec chciałybyśmy podziękować kilku wybranym osobom. Marius Johansen wykonał kawał fantastycznej roboty, czuwając nad jakością i poprawnością merytoryczną medycznych aspektów naszej książki, poza tym jest wspaniałym facetem i lekarzem. Mamy nadzieję, że to nie będzie nasz ostatni wspólny projekt. Inni cudowni fachowcy także posłużyli nam swoją wiedzą i doświadczeniem. Dziękujemy Kjartanowi Moemu, Trondowi Disethowi, Kari Ormstad, Sveinungowi W. Sørbyemu i Reidun Førde za rozmowy, konsultacje i komentarze. Poza tym dziękujemy również pracownikom wydziału lekarskiego Uniwersytetu w Oslo, którzy, nie będąc tego świadomymi, w trakcie wykładów lub cierpliwych rozmów na przerwach dawali nam odpowiedzi na różne pytania. Chcemy podkreślić, że bierzemy całkowitą i pełną odpowiedzialność za wszystkie ewentualne błędy w tej książce.

Dziękujemy także naszym obecnym i byłym koleżankom i kolegom z Medisinernes SeksualopplysningIII w Oslo, Stiftelsen SUSS-telefonenIV, Sex og samfunnV oraz OlafiaklinikkenVI, którzy tworzyli przyjazne, sprzyjające nauce środowisko. Jesteśmy również niezwykle wdzięczne naszym przyjaciółkom i koleżankom, które czytały to, co napisałyśmy, dyskutowały z nami i zwracały nam uwagę, gdy zapuszczałyśmy się na manowce niezrozumiałych lub pokrętnych wyjaśnień. Kochane Thea Elnan, Kaja Voss, Emilie Nordskar, Karen Skadsheim – bez Was ta książka byłaby o wiele gorsza, a nasze życie – o wiele nudniejsze.

Dziękujemy wszystkim, którzy czytają nasz blog, i tym, którzy przesyłali nam propozycje tematów, zadawali mądre pytania i wspierali nas od pierwszego dnia pracy. To dla was napisałyśmy tę książkę. Dziękujemy również Bjørnowi Skomakerstuenowi, naszemu pierwszemu koordynatorowi bloga z Nettavisen, za to, że wziął nas pod swoje opiekuńcze skrzydła i tak pozytywnie odnosił się do wszystkiego, co pisałyśmy, że aż nas tym zawstydzał.

Szczególne podziękowania kierujemy do naszej redaktorki, Nazneen Khan-Østrem z wydawnictwa Aschehoug. Wykonałaś kawał fantastycznej roboty i dałaś nam mnóstwo dobrych rad. Wspaniale się z tobą dyskutuje o wszystkim, od miesiączki do punk rocka. To, że tak w nas wierzyłaś, dało nam ogromne poczucie bezpieczeństwa. Dziękujemy Tegnehanne, Hanne Sigbjørnsen, która stworzyła najwspanialsze ilustracje, jakie jesteśmy sobie w stanie wymarzyć. Mieć w drużynie pielęgniarkę, i to jeszcze tak zabawną jak Ty – to dla nas prawdziwy dar.

Na koniec kilka słów do naszych rodzin.

Od Niny: Ta książka została poczęta mniej więcej w czasie, gdy na świat przyszedł Mads. Nie udałoby mi się jej stworzyć bez najbardziej cierpliwego, najtroskliwszego chłopaka, jakiego można sobie wymarzyć, Fredrika. Kochanie, jest w Tobie sto procent mężczyzny w mężczyźnie. Mads, jesteś moim promyczkiem i pewnie będziesz bardzo zażenowany, kiedy pewnego dnia przeczytasz książkę mamy. Postaram się przy rodzinnych obiadach nie mówić za dużo o tym, co dziewczyny mają w majtkach. Mamo, Tato i Helch – jesteście najcudowniejszą rodziną na świecie.

Od Ellen: Dziękuję Mamie, Tacie i Helgemu, najlepszej rodzinie pod słońcem, cierpliwie wysłuchującej moich przydługich, momentami dość zaciętych, monologów o błonie dziewiczej, bólach sromu, opryszczce i innych tego typu rzeczach – wygłaszanych czasami w miejscach zarówno publicznych, jak i zupełnie do tego nieodpowiednich. Dziękuję także Dziadkowi, który porównał nas do Karla EvangaVII. Kocham Was do szaleństwa! Najgoręcej chcę podziękować Henningowi, za więcej, niż mam siłę tu opisać.

Miłej lektury!

Nina i Ellen

Oslo, 15 listopada 2016 r.

Zarządzanie narządami

Zewnętrzne narządy płciowe to najintymniejsze części naszego ciała. Towarzyszą nam od początku życia, od chwili, gdy wyskakujemy na świat z pochwy naszej matki i pierwszy raz widzimy światło. W przedszkolu z wielką radością porównujemy zawartość swoich majtek z kolegami i koleżankami. Potem przychodzi okres dojrzewania, a razem z nim pierwsze, ciemne włosy łonowe. Wszystkie pamiętamy swoją pierwszą miesiączkę, dla jednych powód do dumy, dla innych – źródło strachu. Może to w tamtym okresie zaczęłaś się masturbować, odkrywając, że potrafisz sprawić, by twoje ciało drżało z rozkoszy? A potem nadszedł twój seksualny debiut i wszystko to, co za sobą pociąga: bliskość, ciekawość i przyjemność. Może będziesz miała dzieci – albo już je masz – i doświadczysz – lub już doświadczyłaś – zmian, które zachodzą w twoich organach płciowych, oraz cudów, które te części ciała potrafią zdziałać. Twoje zewnętrzne narządy płciowe są elementem ciebie. Najwyższy czas lepiej się z nimi poznać.

 

CO KOMU DO SROMU

Stań nago przed lustrem i przyjrzyj się sobie. Interesujący nas obszar zaczyna się na wysokości podbrzusza, tam gdzie warstwa skupionej tkanki tłuszczowej pokrywa przednią część kości łonowych. Ta miękka strefa nosi nazwę wzgórka łonowego lub wzgórka Wenery; w okresie dojrzewania zaczynają rosnąć tam włosy. U niektórych z nas tłuszczowa poduszeczka na wzgórku jest większa niż u innych, tak że srom odstaje nieco od brzucha, przywodząc na myśl słodką bułeczkę. U innych kobiet wzgórek Wenery jest zupełnie płaski, uznajmy więc, że można go przyrównać do naleśnika. Gdy idzie o głupawe porównania inspirowane słodkimi wypiekami, panuje u nas pełne równouprawnienie.


Jeśli przesuniesz teraz wzrok w dół wzgórka łonowego, dotrzesz do obszaru nazywanego sromem, znanego także jako pipa, cipka, różyczka, muszelka, myszka i tak dalej. Srom nie jest może najczęściej używanym i najsympatyczniejszym słowem, ale gdy kobieta zagląda sobie między nogi, to właśnie widzi – srom.

Bardzo wielu ludzi uważa, że zewnętrzne narządy płciowe kobiety noszą nazwę „wagina”. „Muszę ogolić włosy na waginie”, mówią niektórzy, albo „ale masz ładną waginę”. Ale to błędne nazewnictwo. Na waginie nie rosną włosy i wcale nie tak łatwo ją dojrzeć, mimo że jest rzecz jasna naprawdę piękna. Wagina to nazwa części narządów płciowych, a konkretnie – przewodu mięśniowego wykorzystywanego w czasie stosunku płciowego z penetracją lub spełniającego funkcję kanału rodnego, to jest korytarza prowadzącego do macicy. Waginę określa się także terminem „pochwa” i tą właśnie nazwą będziemy się posługiwać w dalszej części książki.

Kładziemy taki nacisk na właściwy dobór słownictwa dlatego, że żeńskie narządy płciowe to o wiele więcej niż tylko pochwa – mimo że z niej samej można czerpać mnóstwo radości! Większość osób nazywających żeńskie zewnętrzne organy płciowe „waginą” ma na myśli srom, określany czasem też łacińskim terminem vulva – i to od niego rozpoczniemy naszą podróż po fantastycznych kobiecych organach.

Srom zbudowany jest jak kwiat z dwiema warstwami płatków. Wierzcie nam lub nie, nie wpadłyśmy na to porównanie same. Analizując poszczególne elementy sromu, najłatwiej jest zacząć od zewnątrz i posuwać się do środka.


Płatki kwiatu, czyli wargi sromowe, mają za zadanie chronić wrażliwe organy, które się za nimi chowają. Zewnętrzne wargi sromowe są większe i grubsze od wewnętrznych, wypełnia je tłuszcz i pełnią funkcję podobną do poduszki powietrznej albo zderzaka w aucie. Mogą być długie i zakrywać wargi sromowe mniejsze, ale mogą również być bardzo niewielkie. Niektóre kobiety mają tylko dwie nieduże fałdki skóry okalające resztę sromu.

Wargi sromowe większe pokryte są zupełnie zwyczajną skórą. Podobnie do wszystkich pozostałych części ciała, skóra warg sromowych większych usiana jest gruczołami łojowymi i potowymi oraz mieszkami włosowymi. Oprócz włosów, których obecność w tym miejscu jest czymś jak najbardziej zdrowym i normalnym, na wargach sromowych większych mogą się pojawić również pryszcze i wysypka, co bywa z kolei bardzo nieprzyjemne. Skóra to skóra, cóż począć.

Wargi sromowe mniejsze mogą, ale nie muszą, być dłuższe niż zewnętrzne wargi sromowe. Mogą być też wyraźnie pomarszczone i pofałdowane, niczym balowa suknia z tiulu. Gdy stoisz nago przed lustrem, niewykluczone, że wargi sromowe mniejsze będą widoczne pomiędzy większymi. Niektóre kobiety są w stanie dostrzec swoje wargi sromowe mniejsze dopiero po rozchyleniu większych.

W odróżnieniu od wypełnionych tłuszczem zewnętrznych warg sromowych wewnętrzne „płatki kwiatu” są cieńsze i bardzo delikatne. Nie tak wrażliwe jak łechtaczka, najbardziej czułe miejsce na całym naszym ciele, ale pełno w nich zakończeń nerwowych i dlatego należy bardzo o nie dbać.

Wargi sromowe mniejsze nie są pokryte zwykłą skórą. Wyścieła je zamiast tego błona śluzowa – tkankę tego rodzaju widziałaś już z pewnością wiele razy, na przykład na gałce ocznej albo w ustach. Oznacza to tyle, że ta część ciała osłonięta jest ochronną, nawilżającą barierą ze śluzu. Zwykła skóra ma na powierzchni warstwę martwych komórek naskórka, żywe komórki pokrywa rodzaj ochronnej kołderki tworzonej przez ich zmarłych krewniaków. Ta powłoka stanowi zabezpieczenie, zwykła skóra zaś czuje się świetnie, gdy jest sucha. Błona śluzowa nie posiada natomiast ochronnej warstwy z martwych komórek, dlatego też jest bardziej narażona na uszkodzenia. Długie wargi sromowe mniejsze będą na przykład podatne na otarcia, zwłaszcza jeśli chodzisz w obcisłych spodniach. W odróżnieniu od zwykłej skóry błony śluzowe czują się najlepiej, gdy są wilgotne. Nie rosną na nich włosy, dlatego też srom, za wyjątkiem warg sromowych większych, jest ich pozbawiony.

Jeśli rozchylisz wargi sromowe mniejsze, zobaczysz przestrzeń zwaną przedsionkiem pochwy, po łacinie vestibulum vaginae. Przedsionek, albo westybul, to obszar pomiędzy wejściem do budynku a jego wnętrzem. Jeśli masz w zwyczaju chadzać do teatru lub opery, to wiesz pewnie, że to w westybulu w czasie przerwy czasem serwuje się wymyślne ciastka i pije szampana. To rodzaj eleganckiego holu z kolumnami i czerwonymi, miękkimi dywanami z aksamitu. Co prawda przedsionek pochwy nie został wyposażony w kolumny, ale niemniej jest to rodzaj holu czy też przedpokoju. Możesz tam znaleźć dwa otwory: ujście cewki moczowej oraz wejście do pochwy. Ujście cewki moczowej położone jest między łechtaczką, która znajduje się na samym przodzie, tam, gdzie stykają się wargi sromowe, a pochwą, usytuowaną bliżej odbytu.

Niewiele z nas ma świadomy stosunek do swojego ujścia cewki moczowej, mimo że korzystamy z niego przecież wiele razy w ciągu dnia. Niektórym zdaje się nawet, że nie istnieje osobny otwór na mocz, lecz że jesteśmy zbudowane podobnie jak mężczyźni, wyposażeni tylko w jedną dziurkę służącą do obu rzeczy – oddawania moczu i nasienia. Ale to nieprawda: cewka moczowa ma własne ujście. Nie siusiamy pochwą, ale łatwo dochodzi tu do nieporozumień, nawet jeśli człowiek w swoim życiu napatrzył się na całe mnóstwo narządów płciowych. Ujście cewki moczowej może być trudne do znalezienia, nawet jeśli szuka się go z lusterkiem. Jest maleńkie, otwór często otacza wiele drobnych fałdek skórnych, ale mimo to zachęcamy: szukajcie, a znajdziecie.

DZIEWCZYNY, POZNAJCIE SWOJE WAGINY

W odróżnieniu od niewielkiego ujścia cewki moczowej, dużo większe wejście do pochwy znaleźć jest łatwo. Pochwa to wąski przewód mięśniowy o długości od siedmiu do dziesięciu centymetrów, prowadzący od sromu do macicy. Przewód ten jest zazwyczaj zaciśnięty, tak że jego tylna i przednia ściana się stykają. I to na tyle skutecznie, że do wnętrza ciała nie dostaje się woda – jesteś więc wodoszczelna. Pomyśl tylko!

Gdy nabierasz ochoty na seks, pochwa rozszerza się zarówno wzdłuż, jak i wszerz, na dodatek jest ona bardzo elastyczna, i rozciąga się we wszystkich kierunkach. Przypomina trochę plisowaną spódnicę. Sprawdź, a przekonasz się, jaka jest giętka i sprężysta.

Mięśnie wokół pochwy są silne, możesz to przetestować, wsuwając palec do środka i zaciskając je wokół niego. Te właśnie mięśnie, zwane mięśniami dna miednicy, nie różnią się niczym od muskulatury w innych częściach naszego ciała. Można je wyćwiczyć, by stały się mocniejsze.

Wnętrze pochwy pokryte jest wilgotną błoną śluzową. Większość z tej wilgoci nie jest produkowana przez gruczoły, ale przenika przez ściany pochwy z wnętrza ciała. W samych ścianach pochwy nie ma żadnych gruczołów, ale do jej wnętrza trafia trochę wydzieliny z tych umieszczonych w szyjce macicy. W pochwie zawsze jest wilgotno, ale gdy nabierasz ochoty na seks, wilgoci robi się więcej niż zazwyczaj. Kiedy krew napływa do podbrzusza, przez ściany pochwy przenika dodatkowy płyn. Napływ krwi w te rejony ciała sprawia również, że łechtaczka i wargi sromowe mniejsze nabrzmiewają. Wilgoć, która pojawia się, gdy masz ochotę na seks, zmniejsza tarcie w pochwie, gdy się masturbujesz lub odbywasz z kimś stosunek. Mniejsze tarcie oznacza z kolei mniejsze ryzyko uszkodzeń ścian pochwy, do których czasami dochodzi w trakcie stosunku. Zdarza się, że po seksie krwawimy z niewielkich ranek powstałych w ścianach pochwy i czujemy się trochę obolałe. Na szczęście jest to zupełnie niegroźne. Ściany pochwy doskonale sobie radzą z regeneracją.

Do wilgoci przenikającej przez ściany pochwy dochodzi jeszcze śluz wydzielany przez dwa gruczoły położone w przedsionku pochwy. Znajdują się one bliżej odbytu, po obu stronach wejścia do pochwy. Te dwa organy noszą nazwę gruczołów przedsionkowych większych bądź gruczołów Bartholina, na cześć duńskiego badacza ludzkiej anatomii, Caspera Bartholina. Produkują śliski płyn, który pomaga nawilżyć wejście do pochwy. Gruczoły Bartholina mają kształt owalny, są wielkości groszków i potrafią napytać nie lada kłopotów. Jeśli zatka się kanalik, przez który wydzielany jest śluz, może nam się zrobić cysta. Czujemy ją jako twardą, małą grudkę z jednej strony sromu, coś w rodzaju balonika. Jeżeli taka cysta zostanie dodatkowo zainfekowana, może się to skończyć bolesną przygodą, ale takie problemy da się na szczęście rozwiązać krótkim zabiegiem chirurgicznym. Istnieje pewna różnica zdań co do tego, jak ważne dla nawilżania pochwy są gruczoły Bartholina3. Kobiety, którym je usunięto z uwagi na problemy z cystami i zapaleniami, doświadczają mimo wszystko zwiększenia wilgotności w pochwie, gdy nabierają ochoty na seks.

Na przedniej ścianie pochwy, bliżej pęcherza, leży punkt, który bywa często opisywany w poświęconych seksowi rubrykach pism kobiecych. Mówimy teraz rzecz jasna o punkcie G. Obszar ten otrzymał swoją nazwę na cześć niemieckiego ginekologa, Ernsta Gräfenberga, który go odkrył. Mimo że eksperci już od lat czterdziestych XX wieku dyskutowali o punkcie G i z zapałem go szukali, temat wciąż budzi pewne kontrowersje. Naukowcy nadal nie są do końca pewni, czym jest ten punkt ani czy on w ogóle istnieje.

Punkt G opisywany jest jako wyjątkowo wrażliwe miejsce w pochwie niektórych pań. Są kobiety, które twierdzą, że mogą osiągnąć orgazm, stymulując punkt G samodzielnie. To miejsce, z tego, co wiemy, jest położone w głębi pochwy na jej przedniej ścianie, to jest bliżej brzucha i można je stymulować, wykonując palcem przywołujący gest „chodź tutaj”. Wyobraź sobie wiedźmę z filmu rysunkowego Disneya, która próbuje cię skusić, byś się do niej zbliżyła – o ten ruch właśnie chodzi. Niektóre kobiety mówią, że stymulacja punktu G jest dla nich dużo przyjemniejsza niż stymulacja innych miejsc w pochwie. Jak być może sama zdążyłaś już stwierdzić, pochwa sama w sobie nie jest szczególnie wrażliwa w porównaniu ze sromem, a zwłaszcza z łechtaczką. Najbardziej unerwione jest samo wejście do pochwy, jej wnętrze nie jest już takie czułe.

Media opisują punkt G, jakby była to odrębna struktura anatomiczna. Takie wrażenie można odnieść zwłaszcza, czytając poradniki oraz rubryki w czasopismach kobiecych poświęcone życiu seksualnemu lub słuchając opowieści różnych pań o ich doświadczeniach z seksem i swoimi organami. Brytyjski artykuł z 2012 roku, przedstawiający przegląd dotychczasowych badań nad punktem G jako osobnym obszarem w pochwie, konkluduje, że materiał dowodowy jest mało przekonujący. Większość badań nad punktem G była dotychczas przeprowadzana z użyciem ankiet, w których kobiety same miały opisać to miejsce w swoim ciele. Wspomniany artykuł podkreśla także, że wiele z pań wierzących w istnienie punktu G ma kłopot z samodzielnym jego znalezieniem. Jego autorzy donoszą ponadto, że badania bazujące na technikach obrazowania medycznego nie przyniosły odkrycia żadnej indywidualnej struktury anatomicznej służącej wywołaniu orgazmu bądź rozkoszy seksualnej u kobiety, za wyjątkiem łechtaczki4.