Za darmo

Zagadka

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Z przykrem zamyśleniem zatopiła palce w gęstwinie ciemnych pierścieni i powtarzała:

– Coś jest! Nie wiem, ale coś jest!

Cecylia wiedziała.

Co robić? Wybuchnąć płaczem nad nim, nad nią, nad sobą, powiedzieć wszystko i – zabić co? Ciało jej? duszę? talent? wszystko jedno – zawsze coś zabić?

– Cicho! ccccicho!

Głosem cichym, ale bez żadnego drgnienia, zapytała:

– Czy pan Bohdan nie mówił ci nic o Liliowej?

– Nie; jakimżeby sposobem? po co? skoro tam nie był…

Tak. Ciężko mu było mówić z nią o „raiku ziemskim w wianku dębowym”.

Wstała.

– Muszę już iść!

– Jakto! tak prędko! jeszcześ mi nic nie powiedziała o sobie! Zaraz przyjdzie pan Bohdan. Zaznajomicie się, razem przepędzimy wieczór – co za wieczór! we troje, z nim i z tobą!

Stała przed ściskającą ręce jej artystką, inna, niż gdy tu przyszła: wyższa, sztywniejsza; z uśmiechem na ustach, ale innym.

– Nie mogę… czuję się chorą.. Zresztą, trzecia osoba, choćby była najlepsza, będzie najgorsza. Muszę iść. Jutro – jeżeli nie wyjadę… ale pewnie jutro wyjadę do domu…

—–

Kiedy schodziła ze schodów, padał już na nie gruby zmierzch. Ze stopnia na stopień zstępowała tak powoli, jakby miała sto lat, i tak cicho, jakby była cieniem. Nic dziwnego, że szła powoli, bo pod małym kapeluszem z fiołków niosła w głowie pierwszą zagadkę, którą do rozwiązania dało jej życie. Usiłując ją rozwiązać, świeciła w zmierzchu twarzą, jak białym opłatkiem.

Wtem, od dołu, rozlegać się zaczęły kroki męskie. Ktoś ze stopnia na stopień schodów wchodził bardzo powoli. Czuć było w tych ciężkich stąpaniach, że znowu tu idzie człowiek, który ma głowę ciężką od poszukiwania klucza jakiejś zagadki. Na załamie schodów spotkali się.

– Pani tu! Pani tam była!

Rzucił się ku niej, do jej rąk, po które wyciągnął swoje. Ale ona cofała się i cofnęła pod balustradę schodów, o które oparta zdawała się wyższą, niż była przedtem, dumną, z gestem rozkazującym, którym zatrzymała go w oddaleniu.

Szeptem, ale wyraźnie, rzekła:

– Nie powiedziałam, że… pan był w Liliowej. Nie wie nic. Jutro pojadę do domu.

Twarzą świecąc, jak białym opłatkiem, zaczęła znowu zstępować ze schodów powoli, cicho, aż w zmierzchu zniknęła.