Nowe oblicze Greya

Tekst
Autor:E L James
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nowe oblicze Greya
Nowe oblicze Greya
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62  49,60 
Nowe oblicze Greya
Nowe oblicze Greya
Audiobook
29  21,46 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Naprawdę dobrze ci idzie, Ano – mówi cicho Christian, oglądając się przez ramię. Przez chwilę jego ton przypomina mi nasze pierwsze kontakty w pokoju zabaw, kiedy cierpliwie dodawał mi otuchy. Ta myśl działa na mnie rozpraszająco, więc natychmiast odsuwam ją od siebie.

– Gdzie mam jechać? – pytam, teraz nieco spokojniejsza. Panuję już nad samochodem. Jazda nim to prawdziwa przyjemność, taki jest cichy i łatwy do prowadzenia. Aż nie mogę uwierzyć, że tak szybko jedziemy.

– Pani Grey, proszę się kierować na I-5, a potem na południe. Chcemy się przekonać, czy dodge nadal będzie państwa śledził – odzywa się Sawyer.

Światła na moście są zielone – dzięki Bogu – więc śmigam dalej.

Rzucam Christianowi nerwowe spojrzenie. Uśmiecha się do mnie pokrzepiająco. Po czym rzednie mu mina.

– Cholera! – klnie pod nosem.

Podczas zjazdu z mostu ruch staje się większy i muszę zwolnić. Zerkam w lusterko i chyba widzę dodge’a.

– Jakieś dziesięć samochodów za nami?

– Widzę – mówi Christian, patrząc przez wąskie lusterko wsteczne. – Zastanawia mnie, kim jest ten drań.

– Mnie też. Wiemy, czy to mężczyzna? – rzucam w stronę BlackBerry.

– Nie, pani Grey. Równie dobrze może to być kobieta. Szyby są zbyt ciemne.

– Kobieta? – pyta Christian.

Wzruszam ramionami.

– Twoja pani Robinson? – sugeruję, nie odrywając wzroku od drogi.

Christian sztywnieje i zdejmuje BlackBerry z uchwytu.

– Ona nie jest moją panią Robinson – warczy. – Nie rozmawiałem z nią od urodzin. Poza tym Elena nie zrobiłaby czegoś takiego. To nie w jej stylu.

– Leila?

– Jest w Connecticut z rodzicami. Mówiłem ci.

– Jesteś pewny?

Robi pauzę.

– Nie. Ale gdyby uciekła, jej rodzice na pewno zawiadomiliby o tym Flynna. Porozmawiamy o tym po przyjeździe do domu. Teraz skoncentruj się na jeździe.

– Ale to może być jakiś przypadkowy samochód.

– Nie zamierzam ryzykować. Teraz, gdy ty w tym uczestniczysz – warczy. Wkłada BlackBerry z powrotem do uchwytu, tak że znowu jesteśmy w kontakcie z naszą ochroną.

Cholera. Nie chcę irytować teraz Christiana... może później. Gryzę się w język. Na szczęście ruch staje się nieco mniejszy. Udaje mi się szybko przemknąć przez zjazd na Montlake, ponownie lawirując między samochodami.

– A jeśli zatrzyma nas policja? – pytam.

– To by nie było takie złe.

– Nie dla mojego prawa jazdy.

– Tym się nie przejmuj – odpowiada. Niespodziewanie w jego głosie słychać nutkę wesołości.

Znowu dodaję gazu i przyspieszam do stu dwudziestu. Rany, ale to auto ma zryw. Jest fantastyczne – tak łatwo się prowadzi. Zbliżam się do stu czterdziestu. Chyba jeszcze nigdy nie prowadziłam z taką prędkością. W garbusie byłam w stanie wyciągnąć maksymalnie osiemdziesiąt.

– Wyjechał z korka i nabrał prędkości. – Głos Sawyera jest spokojny. – Ma na liczniku sto czterdzieści pięć.

Cholera! Szybciej! Wciskam gaz i strzałka prędkościomierza przekracza sto pięćdziesiąt. Zbliżamy się do skrzyżowania z I-5.

– Utrzymuj prędkość, Ana – mruczy Christian.

Na chwilę zwalniam, gdy zjeżdżamy na I-5. Na autostradzie panuje raczej mały ruch i w ekspresowym tempie udaje mi się przeskoczyć na szybki pas. Gdy wciskam pedał gazu, fantastyczne audi mknie po asfalcie. Zwykli śmiertelnicy zjeżdżają nam z drogi. Gdybym nie czuła takiego strachu, nawet by mi się to podobało.

– Przyspieszył do stu sześćdziesięciu, proszę pana.

– Trzymaj się go, Luke – warczy Christian do Sawyera.

Luke?

Na szybki pas wjeżdża ciężarówka. Cholera. Muszę ostro hamować.

– Pierdolony idiota! – klnie Christian przez zaciśnięte zęby.

Zerkam w lusterka i przecinam trzy pasy naraz. Wyprzedzamy wolniejsze pojazdy, po czym wracamy na szybki pas.

– Niezły manewr, pani Grey – stwierdza z uznaniem Christian. – Gdzie się podziewa policja, kiedy jest potrzebna?

– Nie chcę dostać mandatu – mamroczę, koncentrując się na drodze. – Dostałeś kiedyś mandat za przekroczenie prędkości?

– Nie – odpowiada.

– A zatrzymano cię?

– Tak.

– Och.

– Czar osobisty. Wszystko sprowadza się do czaru. A teraz skoncentruj się. Gdzie dodge, Sawyer?

– Ma prędkość sto siedemdziesiąt pięć, proszę pana.

O kurwa! Serce po raz kolejny podchodzi mi do gardła. Dam radę jechać jeszcze szybciej? Dociskam pedał gazu do podłogi.

– Zamrugaj światłami – nakazuje mi Christian, kiedy ford mustang nie chce mi zjechać z drogi.

– Ale wyjdę na dupka.

– I co z tego? – warczy.

Jezu. Okej!

– Eee, gdzie się włącza długie?

– Kierunkowskaz. Pociągnij go do siebie.

Tak robię i mustang zjeżdża na sąsiedni pas, ale gdy go wymijam, kierowca pokazuje mi środkowy palec.

– To on jest dupkiem – mówi ze złością Christian, po czym warczy do mnie: – Zjedź na Stewart.

Tak jest!

– Skręcamy w zjazd na Steward Street – mówi do Sawyera.

– Kierujcie się prosto na Escalę, proszę pana.

Zwalniam, sprawdzam lusterka, włączam kierunkowskaz, po czym z zaskakującą łatwością przecinam cztery pasy autostrady i docieram do zjazdu. Włączam się do ruchu na Stewart Street i kieruję się na południe. Ulica jest spokojna, mało na niej samochodów. Gdzie się wszyscy podziewają?

– Mieliśmy cholerne szczęście, że nie było korków. Ale to oznacza, że dodge także miał szczęście. Nie zwalniaj, Ano. Zawieź nas do domu.

– Nie pamiętam drogi – mruczę zdenerwowana tym, że dodge nadal siedzi nam na ogonie.

– Na razie jedź cały czas prosto. – W głosie Christiana ponownie słychać niepokój. Przemykam przez trzy przecznice, ale na Yale Avenue światła zmieniają się na żółte. – Jedź, Ana! – woła.

Podskakuję i tak mocno wciskam pedał gazu, że oboje nas wciska w fotele. Światła zdążyły się zmienić na czerwone.

– Zjeżdża w Stewart – rozlega się głos Sawyera.

– Trzymaj się go, Luke.

– Luke?

– Tak ma na imię.

Zerkam na Christiana z ukosa i widzę, że patrzy na mnie jak na wariatkę.

– Patrz przed siebie! – warczy.

Ignoruję jego ton.

– Luke Sawyer.

– Tak! – Wydaje się mocno poirytowany.

– Ach. – Czemu tego nie wiedziałam? Ten człowiek od sześciu tygodni chodzi za mną krok w krok, a ja nie znałam nawet jego imienia.

– Zgadza się, proszę pani – odzywa się Sawyer, a ja aż podskakuję, choć jak zawsze mówi w ten swój spokojny, jednostajny sposób. – PN jedzie teraz Steward Street, proszę pana. I dodaje gazu.

– Jedź, Ana. I koniec tych cholernych pogaduszek – warczy Christian.

– Zatrzymaliśmy się na pierwszych światłach na Stewart – informuje nas Sawyer.

– Ana, szybko, tutaj! – woła Christian, pokazując na parking po południowej stronie Boren Avenue. Z piskiem opon skręcam i wjeżdżam na zapchany parking.

– Jedź dookoła. Szybko – nakazuje Christian. Jadę tak szybko, jak się tylko da, na koniec parkingu, z dala od ulicy. – Tutaj. – Pokazuje na wolne miejsce. Cholera! Chce, żebym zaparkowała. Kurde! – Po prostu to zrób.

Więc robię, perfekcyjnie. To chyba jedyny przypadek, kiedy udało mi się tak ładnie zaparkować.

– Schowaliśmy się na parkingu pomiędzy Stewart a Boren – mówi Christian do BlackBerry.

– W porządku, proszę pana. – W głosie Sawyera słychać nutkę irytacji. – Proszę tam pozostać; my pojedziemy za PN.

Christian odwraca się do mnie.

– Wszystko dobrze? – pyta.

– Jasne – odpowiadam szeptem.

Uśmiecha się lekko kpiąco.

– Kierowca dodge’a cię nie słyszy, wiesz?

Śmieję się.

– Przejeżdżamy teraz przez Stewart i Boren, proszę pana. Widzę ten parking. Dodge was minął, proszę pana.

Oboje oddychamy z ulgą.

– Dobra robota, pani Grey. – Christian delikatnie gładzi opuszkami palców moją twarz, a ja podskakuję, oddychając głęboko.

– To oznacza, że przestaniesz marudzić na mój styl jazdy? – pytam.

Śmieje się – to głośny, oczyszczający śmiech.

– Tego bym nie powiedział.

– Dziękuję, że dałeś mi prowadzić swoje auto. W dodatku w takich ekscytujących okolicznościach. – Desperacko się staram, aby zabrzmiało to lekko.

– Może teraz ja powinienem siąść za kółkiem.

– Jeśli mam być szczera, to w tej chwili raczej nie uda mi się wysiąść, aby cię tu wpuścić. Nogi mam jak z waty. – Nagle cała zaczynam się trząść.

– To adrenalina, skarbie. Poradziłaś sobie doskonale, zresztą jak zawsze. Zdumiewasz mnie, Ano. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodłaś.

Wierzchem dłoni dotyka czule mego policzka. Jego twarz jest pełna miłości, strachu, żalu – tyle emocji naraz – a jego słowa kompletnie mnie rozbrajają. Z mojego zaciśniętego gardła wydostaje się zduszony szloch i zaczynam płakać.

– Nie, maleńka, nie. Nie płacz, proszę.

Wyciąga ręce i mimo mocno ograniczonej przestrzeni jakimś cudem przeciąga mnie na swoje kolana. Odgarnąwszy mi włosy z twarzy, całuje moje oczy, następnie policzki, a ja zarzucam mu ręce na szyję i szlocham cicho. Christian chowa twarz w moich dłoniach i mocno tuli do siebie i tak siedzimy, nic nie mówiąc, jedynie się przytulając.

Zaskakuje nas głos Sawyera.

– PN zwolnił pod Escalą. Przeprowadza rekonesans.

– Jedźcie za nim – warczy Christian.

Ocieram nos wierzchem dłoni i biorę głęboki, uspokajający oddech.

– Użyj mojej koszuli. – Christian całuje mnie w skroń.

– Przepraszam – mamroczę zawstydzona tym płaczem.

– Za co? Nie przepraszaj.

 

Unosi moją brodę i składa na ustach delikatny pocałunek.

– Masz takie miękkie usta, kiedy płaczesz, moja śliczna, dzielna dziewczynko – szepcze.

– Pocałuj mnie jeszcze.

Christian nieruchomieje. Jedną rękę ma na mych plecach, drugą na pupie.

– Pocałuj – szepczę bez tchu i patrzę, jak jego usta lekko się rozchylają.

Przechylając się nade mną, wyjmuje BlackBerry z uchwytu i rzuca go na fotel pasażera obok mych odzianych w sandałki stóp. A potem jego usta łączą się z moimi. Językiem rozsuwa mi wargi, a ja witam go ochoczo. Przez moje ciało przetacza się adrenalina przemieniona w pożądanie. Obejmuję dłońmi twarz Christiana, przesuwając palcami po baczkach, rozkoszując się jego smakiem. Moja gorączkowa reakcja sprawia, że z jego gardła wydostaje się niski jęk. Przesuwa dłoń w dół mego ciała, ocierając się o pierś, talię, aż do pośladków. Poprawiam się lekko na jego kolanach.

– Ach! – mówi i odsuwa się minimalnie ode mnie. Brak mu tchu.

– Tak? – mruczę mu do ust.

– Ana, znajdujemy się na parkingu w Seattle.

– No i?

– Cóż, mam ochotę się z tobą pieprzyć, a ty ocierasz się o mnie, to uciążliwe.

Na te słowa moje pragnienie wydostaje się na wolność, po raz kolejny zaciskając wszystkie mięśnie w podbrzuszu.

– Wobec tego pieprz się ze mną. – Całuję go w kącik ust. Pragnę go. Teraz. Ten pościg samochodowy był ekscytujący. Zbyt ekscytujący. Przerażający... a strach obudził moje libido.

Christian odsuwa się i patrzy na mnie pociemniałymi oczami.

– Tutaj? – Głos ma zachrypnięty.

W ustach mi zasycha. Jak on to robi, że tak bardzo podnieca mnie jednym tylko słowem?

– Tak. Pragnę cię. Teraz.

Przechyla głowę i przez chwilę przygląda mi się uważnie.

– Pani Grey, cóż za bezwstydność – szepcze po upływie, jak mi się zdaje, wieczności. Jego dłoń zaciska się mocniej na moich włosach, przytrzymując mnie na miejscu, a usta ponownie odnajdują moje, tym razem z większą stanowczością. Druga dłoń Christiana zsuwa się z pośladków na udo. – Tak się cieszę, że masz spódnicę – mruczy, wsuwając dłoń pod niebiesko-biały materiał. Poprawiam się na jego kolanach, a on syczy przez zęby. – Nie ruszaj się.

Kładzie dłoń na mojej kobiecości, a ja natychmiast nieruchomieję. Kciukiem muska łechtaczkę, a przez moje ciało przebiegają rozkoszne dreszcze.

– Nie ruszaj się – szepcze. Znowu mnie całuje, a jego kciuk masuje mnie delikatnie przez cieniutką koronkę markowej bielizny. Powoli wsuwa dwa palce pod koronkę i we mnie. Jęczę i napieram biodrami na jego dłoń.

– Proszę – szepczę.

– Och. Jesteś taka gotowa – mówi, dręcząco powoli wsuwając i wysuwając palce. – Pościgi samochodowe cię podniecają?

– Ty mnie podniecasz.

Uśmiecha się drapieżnie i nagle cofa palce, pozostawiając mnie pustą i spragnioną. Wsuwa mi ramię pod kolana, podnosi mnie i obraca twarzą w stronę przedniej szyby.

– Połóż nogi po obu stronach moich – nakazuje, złączając uda. Robię, co mi każe, stawiając stopy na podłodze. Przesuwa dłońmi po moich udach, podciągając spódnicę. – Ręce na moich kolanach, maleńka. Pochyl się i unieś ten swój rozkoszny tyłeczek. Uważaj na głowę.

Cholera! Naprawdę to zrobimy, na publicznym parkingu. Rozglądam się szybko i nikogo nie widzę, ale dreszczyk ekscytacji pozostaje. Jestem w miejscu publicznym! To takie podniecające! Słyszę charakterystyczny dźwięk rozpinanego rozporka. Obejmując mnie jedną ręką w talii, a drugą odsuwając na bok koronkowe majteczki, jednym płynnym ruchem nabija mnie na siebie.

– Ach! – wołam, opuszczając się na niego, a on wypuszcza powietrze przez zęby.

Jego dłoń biegnie do mojej szyi. Chwyta mnie palcami pod brodę, po czym pociąga do siebie i przechyla mi głowę na bok, aby móc mi całować szyję. Druga dłoń chwyta moje biodro i razem zaczynamy się poruszać.

Opieram się na palcach, a on wbija się we mnie – i wysuwa. To doznanie jest... Jęczę głośno. Czuję go w sobie niesamowicie głęboko. Lewą dłoń zaciskam na hamulcu ręcznym, prawą opieram o drzwi. Christian kąsa moje ucho i pociąga za nie – to niemal bolesne. Raz za razem wbija się we mnie. Unoszę się i opadam, a kiedy ustalamy zgodne tempo, Christian przesuwa dłoń pod moją spódnicą i jego palce przez cienką koronkę zaczynają pieścić łechtaczkę.

– Ach!

– Pospiesz. Się – dyszy mi do ucha przez zaciśnięte zęby. – Musimy to zrobić szybko, Ana. – I jego palce zwiększają nacisk.

– Ach! – Czuję znajome wzbieranie rozkoszy, rodzące się w głębi mego podbrzusza.

– Dalej, mała – szepcze chrapliwie. – Chcę cię słyszeć.

Ponownie jęczę i zamieniam się w jedno wielkie doznanie. Powieki mam mocno zaciśnięte. Jego głos w moim uchu, oddech na szyi, promieniująca od jego palców rozkosz i fakt, że wbija się we mnie naprawdę głęboko, sprawiają, że już po mnie. Kontrolę przejmuje moje ciało, ponad wszystko pragnące spełnienia.

– Tak – syczy Christian, a ja otwieram na chwilę oczy, toczę rozszalałym wzrokiem po suficie R8, po czym ponownie je zamykam i szczytuję.

– Och, Ana – mruczy, obejmując mnie mocno, i po raz ostatni wbija się we mnie, aż wreszcie nieruchomieje, doznając spełnienia.

Przesuwa nosem po mojej brodzie i lekko całuje w szyję, policzek, skroń, gdy tak leżę na nim, a moja głowa opiera się o jego szyję.

– Napięcie zeszło, pani Grey? – Christian ponownie zaciska zęby na moim uchu i pociąga. Jestem wyczerpana i kwilę cicho. Czuję, że się uśmiecha. – Mnie jest zdecydowanie lepiej – dodaje, odsuwając mnie od siebie. – Straciłaś zdolność mowy?

– Tak – mruczę.

– Ale z ciebie rozpustnica. Nie miałem pojęcia, że jesteś taką ekshibicjonistką.

Natychmiast się prostuję.

– Nikt nas nie widzi, prawda? – Rozglądam się nerwowo po parkingu.

– Sądzisz, że pozwoliłbym komukolwiek patrzeć, jak moja żona dochodzi? – Uspokajająco przesuwa dłonią po moich plecach, ale ton jego głosu sprawia, że moje ciało przebiega dreszcz. Odwracam się ku niemu i uśmiecham szelmowsko.

– Seks w samochodzie! – wykrzykuję.

Odpowiada mi równie szerokim uśmiechem i zakłada mi pasmo włosów za ucho.

– Wracajmy. Poprowadzę.

Otwiera drzwi i pozwala mi zsunąć się ze swoich kolan na ziemię. Kiedy odwracam się, szybko zapina rozporek. Wychodzi za mną, po czym przytrzymuje mi drzwi, abym mogła wsiąść z powrotem. Przechodzi szybko na drugą stronę, zajmuje miejsce za kierownicą, bierze do ręki BlackBerry i dzwoni.

– Gdzie Sawyer? – warczy. – A dodge? Czemu nie ma go z tobą? – Słucha uważnie, zapewne Ryana. – Ona? Trzymaj się jej. – Christian rozłącza się i odwraca do mnie.

Ona! Kierowca samochodu? Kto to może być? Elena? Leila?

– Kierowcą dodge’a jest kobieta?

– Na to wygląda – odpowiada cicho. Usta zaciska w cienką, gniewną linię. – Jedźmy do domu.

Przekręca kluczyk w stacyjce i pewnie wyjeżdża z miejsca parkingowego.

– Gdzie jest, eee... PN? A tak w ogóle to co to znaczy?

Christian włącza się do ruchu na Stewart Street.

– To skrót od Podmiot Nieznany. Ryan to były pracownik FBI.

– FBI?

– Nie pytaj. – Christian kręci głową. Widać, że jest pogrążony w myślach.

– No więc gdzie jest ta kobieta PN?

– Na I-5, jedzie na południe. – Rzuca mi ponure spojrzenie.

Namiętność, spokój, niepokój – i to wszystko w ciągu zaledwie kilku chwil. Kładę dłoń na jego udzie i przesuwam ją wzdłuż szwu dżinsów, mając nadzieję, że poprawię mu tym nieco nastrój. Zdejmuje dłoń z kierownicy i powstrzymuje moją rękę.

– Nie – mówi. – Udało nam się dojechać aż tutaj. Chyba nie chcesz, abyśmy mieli wypadek trzy przecznice od domu.

Podnosi moją dłoń do ust i całuje palec wskazujący, żeby osłodzić to odrzucenie. Chłodny, spokojny, zdecydowany... Mój Szary. I po raz pierwszy od jakiegoś czasu sprawia, że czuję się jak niesforne dziecko. Zabieram dłoń i przez chwilę siedzę cicho.

– Kobieta?

– Podobno. – Wzdycha, skręca do garażu podziemnego Escali i na klawiaturze wystukuje kod dostępu. Brama unosi się i wjeżdżamy. Christian parkuje audi na wyznaczonym miejscu.

– Naprawdę podoba mi się to auto – mówię.

– Mnie też. I podoba mi się, jak je prowadziłaś. No i że udało ci się go nie zepsuć.

– Możesz mi takie kupić na urodziny. – Uśmiecham się drwiąco.

Gdy wysiadam z auta, Christian siedzi z otwartą buzią.

– Może białe – dodaję, pochylając się i uśmiechając do niego.

Też się uśmiecha.

– Anastasio Grey, nigdy mnie nie przestajesz zdumiewać.

Zamykam drzwi i przechodzę na koniec samochodu, gdzie czekam na Christiana. Z gracją wysiada, obdarzając mnie tym spojrzeniem... tym spojrzeniem, które wyzwala coś we mnie głęboko. Doskonale znam to spojrzenie. Kiedy zbliża się do mnie, nachyla się i szepcze:

– Podoba ci się ten samochód. Mnie też się podoba. Pieprzyłem cię w nim... być może powinienem pieprzyć cię na nim.

Wciągam głośno powietrze. Gdy do garażu wjeżdża eleganckie srebrne bmw, Christian zerka na nie z niepokojem, który chwilę później przeradza się w irytację. Uśmiecha się do mnie przebiegle.

– Ale wygląda na to, że mamy towarzystwo. Chodź.

Bierze mnie za rękę i razem idziemy do windy. Wciska guzik przywołujący, a gdy czekamy, dołącza do nas kierowca bmw. Jest młody, ma swobodny strój i długie ciemne włosy. Wygląda, jakby pracował w mediach.

– Cześć – mówi, uśmiechając się do nas ciepło.

Christian obejmuje mnie ramieniem i kiwa grzecznie głową.

– Niedawno się wprowadziłem. Apartament szesnaście.

– Witaj. – Odwzajemniam jego uśmiech. Ma życzliwe, łagodne brązowe oczy.

Rozsuwają się drzwi windy i wchodzimy do środka. Christian zerka na mnie. Z jego twarzy nie da się nic wyczytać.

– Ty jesteś Christian Grey – mówi młody mężczyzna.

Christian posyła mu spięty uśmiech.

– Noah Logan. – Wyciąga dłoń. Christian ujmuje ją niechętnie. – Które piętro? – pyta Noah.

– Muszę wstukać kod.

– Och.

– Apartament na ostatnim piętrze.

– Och. – Noah uśmiecha się szeroko. – Naturalnie. – Wciska guzik z ósemką i drzwi się zasuwają. – Zakładam, że to pani Grey.

– Tak.

Uśmiecham się do niego grzecznie i wymieniamy uścisk dłoni. Noah lekko się czerwieni i przygląda mi się odrobinę zbyt długo. Moje policzki także różowieją. Ramię Christiana obejmuje mnie jeszcze ciaśniej.

– Kiedy się wprowadziłeś? – pytam.

– W zeszły weekend. Niesamowicie mi się tu podoba.

Zapada niezręczna cisza. W końcu winda zatrzymuje się na piętrze Noaha.

– Cieszę się, że was poznałem – mówi. W jego głosie słychać ulgę.

Wychodzi, a drzwi zamykają się bezszelestnie. Christian wstukuje kod i winda ponownie rusza w górę.

– Sprawiał wrażenie sympatycznego – mówię. – Nie znam jeszcze żadnych sąsiadów.

Christian patrzy na mnie krzywo.

– Wolę, żeby tak zostało.

– To dlatego, że jesteś pustelnikiem. Mnie się on wydał całkiem miły.

– Pustelnikiem?

– Pustelnikiem. Zamkniętym w swojej wieży z kości słoniowej – oznajmiam.

Kąciki ust Christiana unoszą się z rozbawieniem.

– W naszej wieży z kości słoniowej. I wydaje mi się, że może pani dodać kolejne nazwisko do listy swoich wielbicieli, pani Grey.

Przewracam oczami.

– Christianie, ty każdego uważasz za wielbiciela.

– Czy ty właśnie przewróciłaś oczami?

Tętno mi przyspiesza.

– Owszem – szepczę, a oddech więźnie mi w gardle.

Przechyla głowę, przyglądając mi się z rozbawieniem.

– I co my z tym zrobimy?

– Coś ostrego.

Mruga, próbując ukryć zaskoczenie.

– Ostrego?

– Poproszę.

– Chcesz więcej?

Kiwam powoli głową. Drzwi windy rozsuwają się i jesteśmy już w domu.

– Jak ostrego? – pyta. Oczy ma niemal czarne.

Patrzę na niego, nic nie mówiąc. Zamyka na chwilę oczy, po czym bierze mnie za rękę i ciągnie za sobą do holu.

Kiedy wpadamy przez podwójne drzwi, w korytarzu czeka Sawyer. Patrzy na nas wyczekująco.

– Sawyer, za godzinę masz mi złożyć sprawozdanie – rzuca Christian.

– Tak, proszę pana.

Sawyer odwraca się i kieruje w stronę gabinetu Taylora.

Mamy godzinę!

Christian przenosi spojrzenie na mnie.

– Coś ostrego?

Kiwam głową.

 

– Cóż, pani Grey, ma pani szczęście. Dzisiaj spełniam prośby.