Ciemniejsza strona Greya

Tekst
Autor:E L James
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Ciemniejsza strona Greya
Ciemniejsza strona Greya
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 65,80  52,64 
Ciemniejsza strona Greya
Ciemniejsza strona Greya
Audiobook
31,90  23,61 
Szczegóły
Ciemniejsza strona Greya
Audiobook
31,90  23,61 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Plik jest zabezpieczony znakiem wodnym


Tytuł oryginału: Fifty shades darker

Copyright © Fifty Shades Ltd. 2011

Wstęp i zdjęcia wraz z podpisami: © Fifty Shades Ltd. 2017

Fragment z Ciemniejszej strony Greya oczami Christiana: © Fifty Shades Ltd. 2017

Copyright © 2017 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2012 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Projekt graficzny okładki:

Film Artwork © Universal Studios 2016. All Rights Reserved.

Zdjęcie autora: © Michael Lionstar

Redakcja: Ewa Penksyk-Kluczkowska

Korekta: Magdalena Bargłowska, Aneta Iwan, Iwona Wyrwisz

ISBN: 978-83-8110-030-4

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o. o.

Pl. Grunwaldzki 8-10, 40-127 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail: info@soniadraga.pl

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2017

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Dedykacja

Podziękowania

Prolog

Rozdział pierwszy

Rozdział drugi

Rozdział trzeci

Rozdział czwarty

Rozdział piąty

Rozdział szósty

Rozdział siódmy

Rozdział ósmy

Rozdział dziewiąty

Rozdział dziesiąty

Rozdział jedenasty

Rozdział dwunasty

Rozdział trzynasty

Rozdział czternasty

Rozdział piętnasty

Rozdział szesnasty

Rozdział siedemnasty

Rozdział osiemnasty

Rozdział dziewiętnasty

Rozdział dwudziesty

Rozdział dwudziesty pierwszy

Rozdział dwudziesty drugi

Materiały dodatkowe

Wstęp

Oczami Christiana. Fragment

Czwartek, 9 czerwca 2011

Dla Z i J

Macie moją miłość bezwarunkową, na zawsze

PODZIĘKOWANIA

Mam ogromny dług wdzięczności wobec Sarah, Kay i Jady. Dziękuję Wam za wszystko, co dla mnie zrobiłyście.

Poza tym BARDZO dziękuję Kathleen i Kristi, które przejęły pałeczkę i wszystko pozałatwiały.

Dziękuję także Niallowi, mojemu mężowi, kochankowi i najlepszemu przyjacielowi (na ogół).

Serdecznie pozdrawiam wszystkie cudowne, cudowne kobiety z całego świata, które miałam przyjemność poznać, odkąd się to wszystko zaczęło, i które teraz uważam za przyjaciółki, a są to między innymi: Ale, Alex, Amy, Andrea, Angela, Azucena, Babs, Bee, Belinda, Betsy, Brandy, Britt, Caroline, Catherine, Dawn, Gwen, Hannah, Janet, Jen, Jenn, Jill, Kathy, Katie, Kellie, Kelly, Liz, Mandy, Margaret, Natalia, Nicole, Nora, Olga, Pam, Pauline, Raina, Raizie, Rajka, Rhian, Ruth, Steph, Susi, Tasha, Taylor i Una. Pozdrawiam także wiele utalentowanych, zabawnych, ciepłych kobiet (i mężczyzn), które poznałam on-line. Wiecie, że to o Was mi chodzi.

Dziękuję Morgan i Jenn za wszystko, co się wiąże z Heathmanem.

I na koniec dziękuję Janine, mojemu wydawcy. Jesteś wielka. I tyle.

PROLOG

On tu wrócił. Mamusia śpi albo jest znowu chora.

Chowam się pod stołem w kuchni i zakrywam twarz. Przez palce widzę mamusię. Śpi na kanapie. Jej dłoń leży na lepkim zielonym dywaniku, a on ma na nogach te swoje wielkie buciory z błyszczącą sprzączką. Stoi nad mamusią i krzyczy.

Uderza mamusię pasem. „Wstawaj! Wstawaj! Ty popierdolona dziwko. Ty popierdolona dziwko. Ty popierdolona dziwko. Ty popierdolona dziwko. Ty popierdolona dziwko. Ty popierdolona dziwko”.

Mamusia chyba płacze. „Przestań. Proszę, przestań”. Mamusia nie krzyczy. Mamusia zwija się w kłębek.

Zasłaniam uszy i zaciskam powieki. Już nic nie słyszę.

On się odwraca i widzę jego buty, gdy wchodzi do kuchni. W ręce trzyma pasek. Szuka mnie.

Przykuca i uśmiecha się szeroko. Paskudnie śmierdzi. Papierosami i wódką. „Tu jesteś, gówniarzu”.

Budzi go mrożące krew w żyłach zawodzenie. Chryste! Jest cały spocony i serce wali mu jak młotem. „Co się, kurwa, dzieje?” Siada wyprostowany i chowa twarz w dłoniach. „Kurwa. Wróciły. To ja wydawałem ten dźwięk”. Bierze głęboki, uspokajający oddech, próbując wyrzucić z pamięci smród taniego bourbona i cameli.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Przeżyłam Dzień Trzeci po Christianie i pierwszy dzień w pracy. Przynajmniej miałam się czym zająć. Nowe twarze, nowe obowiązki i pan Jack Hyde. Pan Jack Hyde… opiera się właśnie o moje biurko. Uśmiecha się, a w niebieskich oczach pojawia się błysk.

– Doskonała robota, Ano. Coś mi się zdaje, że świetny z nas będzie team.

Jakimś cudem udaje mi się wygiąć usta w coś na kształt uśmiechu.

– Będę się zbierać, jeśli nie masz nic przeciwko – bąkam.

– Jasne, jest piąta trzydzieści. Do zobaczenia jutro.

– Do zobaczenia.

Zakładam żakiet, biorę torebkę i opuszczam redakcję. Gdy już otula mnie wieczorne powietrze Seattle, biorę głęboki oddech. Niestety, nie wypełniam w ten sposób próżni w klatce piersiowej, próżni, którą noszę w sobie od sobotniego ranka, boleśnie przypominającej o tym, co utraciłam. Z opuszczoną głową idę w stronę przystanku autobusowego, patrząc pod nogi i dumając nad życiem bez ukochanej Wandy, mojego starego garbusa… czy audi.

Tę myśl natychmiast od siebie odsuwam. Nie. Nie myśl o nim. Oczywiście, że stać mnie na samochód – fajny i nowy. Podejrzewam, że podczas wypisywania czeku Christian wykazał się przesadną hojnością. Myśl ta pozostawia w mych ustach gorzki smak, ale ją także odsuwam i z całych sił próbuję się cofnąć do stanu otępienia. Nie mogę o nim myśleć. Nie chcę znowu się rozpłakać, zwłaszcza na ulicy.

Mieszkanie jest puste. Tęsknię za Kate. Oczami wyobraźni widzę, jak wyleguje się na plaży na Barbadosie, sącząc zimny koktajl. Włączam telewizor, żeby jakieś dźwięki wypełniły próżnię i zapewniły mi coś na kształt towarzystwa, ale nie słucham ani nie oglądam. Siedzę i niewidzącym wzrokiem wpatruję się w ścianę. Jestem odrętwiała. Nie czuję nic prócz bólu. Jak długo będę musiała przez to przechodzić?

 

Z tych pełnych udręki myśli wyrywa mnie dzwonek domofonu. Serce na chwilę mi zamiera. Kto to może być? Wciskam guzik.

– Przesyłka dla panny Steele – rozbrzmiewa znudzony głos, a mnie zalewa fala rozczarowania. Apatycznie schodzę na dół. O drzwi wejściowe opiera się młody chłopak głośno żujący gumę. W objęciach piastuje duży karton. Kwituję odbiór przesyłki i zabieram ją na górę. Karton jest spory i zaskakująco lekki. W środku znajduję dwa tuziny długich białych róż i kartkę.

Gratulacje z okazji pierwszego dnia w pracy.

Mam nadzieję, że się udał.

I dziękuję Ci za szybowiec.

Zajął honorowe miejsce na moim biurku.

Christian

Wpatruję się w tych kilka wydrukowanych linijek, a otchłań w mojej piersi staje się jeszcze większa. Jak nic wysłała to jego asystentka. Christian najpewniej mało miał z tym wspólnego. To zbyt bolesne, żeby o tym myśleć. Przyglądam się uważnie różom – są piękne i jakoś nie mogę się przemóc, aby wyrzucić je do kosza. Kierowana poczuciem obowiązku udaję się do kuchni, aby poszukać jakiegoś wazonu.

Wypracowuję pewien rytm: pobudka, praca, płacz, sen. A przynajmniej próby zaśnięcia. Nawet w snach nie jestem w stanie przed nim uciec. Szare płonące oczy, widoczne w nich zagubienie, lśniące gęste włosy – wszystko to bez końca mnie prześladuje. No i muzyka… tyle muzyki – nie mogę jej znieść. Za wszelką cenę staram się jej unikać. Nawet dżingle reklamowe sprawiają, że przechodzi mnie dreszcz.

Z nikim nie rozmawiałam, nawet z mamą czy Rayem. Czcza gadanina mnie teraz przerasta. Nie, nie mam na to ochoty. Stałam się samotną wyspą. Spustoszoną wojną ziemią, na której nic nie rośnie i gdzie horyzont jest nagi. Tak, to ja. W pracy jakoś daję sobie radę, ale nic poza tym. Jeśli porozmawiam z mamą, wiem, że spadnę jeszcze niżej – a przecież znajduję się już na samym dnie.

Mam problem z jedzeniem. W środę w porze lunchu cudem wmuszam w siebie jogurt. To moja pierwsza strawa od piątku. Jakoś funkcjonuję dzięki nowo odkrytej tolerancji wobec kawy latte i dietetycznej coli. Kofeina dodaje mi sił, ale też czyni niespokojną.

Jack nabrał zwyczaju pochylać się nade mną, irytując mnie tym, zadając pytania natury osobistej. Czego on chce? Zachowuję się grzecznie, ale muszę trzymać go na dystans.

Siadam i zabieram się za stos zaadresowanej do niego korespondencji. Cieszę się z tej niewdzięcznej pracy, gdyż dzięki niej mam zajęte myśli. Słyszę sygnał nadejścia mejla i szybko zerkam na nadawcę.

A niech mnie. Mejl od Christiana. O nie, nie tutaj… nie w pracy.

Nadawca: Christian Grey

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:05

Adresat: Anastasia Steele

Droga Anastasio,

Wybacz to nagabywanie w pracy. Mam nadzieję, że dobrze Ci idzie. Dotarły do Ciebie kwiaty?

Pamiętam, że jutro ma miejsce otwarcie wystawy Twojego przyjaciela. Jestem pewny, że nie miałaś czasu kupić samochodu, a to daleka droga. Z największą chęcią Cię tam zawiozę – jeśli tylko będziesz chciała.

Czekam na wiadomość.

Christian Grey

Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.

W moich oczach wzbierają łzy. Zrywam się z krzesła i pędzę do toalety, aby ukryć się w jednej z kabin. Wystawa José. Zupełnie o niej zapomniałam, a przecież mu obiecałam, że przyjadę. Cholera, Christian ma rację: jak ja tam dotrę?

Czemu José nie zadzwonił? A skoro już o tym mowa, to czemu nikt nie dzwoni? Byłam tak rozkojarzona, że nawet nie zwróciłam uwagi na fakt, że mój telefon milczy.

Jasny gwint! Ależ ze mnie idiotka! Nie zmieniłam przekierowania i wszystkie połączenia docierają do BlackBerry. Cholera. To Christian odbiera moje telefony – chyba że wyrzucił BlackBerry do kosza. A skąd ma mój adres mejlowy?

Zna mój numer buta. Poznanie adresu mejlowego raczej nie nastręcza mu wielu problemów.

Czy mogę się znowu z nim spotkać? Zniosłabym to? Chcę go zobaczyć? Zamykam oczy i odchylam głowę, a moje ciało przeszywa pożądanie. Oczywiście, że chcę.

Być może… być może jestem gotowa mu powiedzieć, że zmieniłam zdanie… Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie mogę być z kimś, kto czerpie przyjemność z zadawania mi bólu, z kimś, kto nie potrafi mnie kochać.

Przez moją głowę przemykają dręczące wspomnienia: lot szybowcem, trzymanie się za ręce, pocałunki, wanna, jego delikatność, poczucie humoru i mroczne, seksowne spojrzenie. Tęsknię za nim. Minęło pięć dni, pięć dni męczarni, które wydają się całą wiecznością. Nocą zasypiam z płaczem, żałując, że odeszłam, żałując, że on nie może być inny, żałując, że nie jesteśmy razem. Jak długo będzie trwać ta udręka? Jestem w piekle.

Oplatam się ciasno ramionami, aby nie rozpaść się na kawałki. Tęsknię za nim. Naprawdę tęsknię… Kocham go. To proste.

Anastasio Steele, jesteś w pracy! Muszę być silna, ale chcę jechać na wystawę José. Kryjąca się głęboko we mnie masochistka pragnie zobaczyć się z Christianem. Biorę głęboki oddech i wracam do biurka.

Nadawca: Anastasia Steele

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:25

Adresat: Christian Grey

Cześć, Christianie,

Dziękuję za kwiaty, są śliczne.

Tak, byłabym wdzięczna za podwiezienie.

Dziękuję.

Anastasia Steele

Asystentka Jacka Hyde’a, redaktora naczelnego SIP

Sprawdziwszy telefon, stwierdzam, że połączenia rzeczywiście nadal są przekazywane do BlackBerry. Jack jest na spotkaniu, więc szybko wystukuję numer José.

– Cześć, José. Z tej strony Ana.

– Witaj, nieznajoma. – Głos ma taki ciepły i życzliwy, że samo to niemal wystarcza, bym pod powiekami znowu poczuła łzy.

– Nie mogę długo rozmawiać. O której mam jutro być?

– Jednak przyjedziesz? – Słychać, że jest podekscytowany.

– Naturalnie. – Uśmiecham się szczerze po raz pierwszy od pięciu dni.

– O wpół do ósmej.

– No to do jutra. Pa, José.

– Pa, Ano.

Nadawca: Christian Grey

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:27

Adresat: Anastasia Steele

Droga Anastasio,

O której mam po Ciebie przyjechać?

Christian Grey

Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.

Nadawca: Anastasia Steele

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:32

Adresat: Christian Grey

Wernisaż José zaczyna się o 19:30. Którą godzinę proponujesz?

Anastasia Steele

Asystentka Jacka Hyde’a, redaktora naczelnego SIP

Nadawca: Christian Grey

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:34

Adresat: Anastasia Steele

Droga Anastasio,

Do Portland jest kawałek drogi. Będę po Ciebie o 17:45.

Czekam z niecierpliwością na nasze spotkanie.

Christian Grey

Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.

Nadawca: Anastasia Steele

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:38

Adresat: Christian Grey

W takim razie do zobaczenia.

Anastasia Steele

Asystentka Jacka Hyde’a, redaktora naczelnego SIP

O rety. Spotkam się z Christianem. Po raz pierwszy od pięciu dni notuję minimalną poprawę nastroju. I zastanawiam się, co u niego.

Tęskni za mną? Prawdopodobnie nie tak, jak ja za nim. Znalazł sobie nową uległą? Ta myśl jest tak bolesna, że natychmiast ją od siebie odsuwam. Spoglądam na stos korespondencji Jacka i biorę się za jej sortowanie, próbując jednocześnie po raz kolejny wyrzucić Christiana z myśli.

Tego wieczoru przed zaśnięciem przekręcam się bez końca z boku na bok, ale po raz pierwszy od kilku dni nie płaczę do poduszki.

Oczami wyobraźni widzę twarz Christiana w chwili mojego odejścia. Prześladuje mnie widoczna na niej udręka. Pamiętam, że nie chciał, abym odeszła, co było dziwne. Czemu miałabym zostać, skoro nastąpił impas? Oboje mieliśmy problemy: ja ze strachem przed karą, on ze strachem przed… przed czym? Przed miłością?

Po raz kolejny przekręcam się na drugi bok i pełna bezbrzeżnego smutku tulę twarz do poduszki. On uważa, że nie zasługuje na bycie kochanym. Dlaczego tak myśli? Czy to ma związek z jego dzieciństwem? Biologiczną matką, narkomanką i dziwką? Takie myśli dręczą mnie niemal do świtu, kiedy w końcu zapadam w płytki, niedający ukojenia sen.

Dzień ciągnie się bez końca, a Jack poświęca mi wyjątkowo dużo uwagi. Podejrzewam, że ma to związek ze śliwkową sukienką Kate i czarnymi kozaczkami na wysokim obcasie, które zwędziłam z jej szafy, ale nie zastanawiam się nad tym zbyt intensywnie. Postanawiam, że po pierwszej wypłacie udam się na zakupy. Sukienka jest luźniejsza niż ostatnio, ale udaję, że tego nie dostrzegam.

W końcu wybija piąta trzydzieści. Cała w nerwach chwytam żakiet i torebkę. Zaraz się z nim spotkam!

– Masz dzisiaj randkę? – pyta Jack, mijając moje biurko w drodze do wyjścia.

– Tak. Nie. Niezupełnie.

Unosi brew, wyraźnie zainteresowany.

– Chłopak?

Rumienię się.

– Nie, przyjaciel. Były chłopak.

– Może jutro chciałabyś wyskoczyć po pracy na drinka? Rewelacyjny pierwszy tydzień w pracy, Ana. Powinniśmy to uczcić. – Uśmiecha się, a w jego spojrzeniu pojawia się lekko niepokojący błysk.

Z rękami w kieszeniach wychodzi przez dwuskrzydłowe drzwi. Marszczę brwi. Drink z szefem – czy to dobry pomysł?

Potrząsam głową. Najpierw czeka mnie wieczór z Christianem Greyem. Jak ja sobie z tym poradzę? Pospiesznie udaję się do toalety na ostatnie poprawki.

Staję przed dużym lustrem i przyglądam się uważnie swojej twarzy. Blada jak zawsze, a jeszcze mam ciemne sińce pod zbyt dużymi oczami. Wyglądam mizernie. Żałuję, że nie jestem dobra w robieniu makijażu. Tuszuję rzęsy, maluję eyelinerem cienką kreskę na górnej powiece i szczypię policzki w nadziei na uzyskanie odrobiny koloru. Układam włosy tak, że opadają mi na plecy i biorę głęboki oddech. To musi wystarczyć.

Nerwowo przechodzę przez hol i macham na pożegnanie siedzącej w recepcji Claire. Chyba mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. Gdy idę w stronę drzwi, Jack akurat rozmawia z Elizabeth. Uśmiechając się szeroko, podbiega, aby otworzyć mi drzwi.

– Pani przodem – mruczy.

– Dziękuję – uśmiecham się z zakłopotaniem.

Przed budynkiem czeka Taylor. Otwiera tylne drzwi samochodu. Oglądam się niepewnie na Jacka, który wyszedł za mną. Z konsternacją patrzy na audi.

Odwracam się i wsiadam do auta, i oto on, Christian Grey, w szarym garniturze, bez krawatu, z odpiętym kołnierzykiem białej koszuli. Jego szare oczy lśnią.

Zasycha mi w ustach. Wygląda fantastycznie, ale patrzy na mnie, marszcząc brwi. Dlaczego?

– Kiedy ostatni raz coś jadłaś? – pyta ostro, gdy Taylor zamyka za mną drzwi.

Cholera.

– Witaj, Christianie. Tak, ja również się cieszę, że cię widzę.

– Daruj sobie teraz swój cięty język. Odpowiedz mi na pytanie. – Oczy mu płoną.

O kurde.

– Eee… na lunch zjadłam dziś jogurt. A, i banana.

Taylor siada za kierownicą, uruchamia silnik i włącza się do ruchu.

Jack mi macha, choć nie mam pojęcia, jakim cudem mnie widzi przez przyciemnianą szybę. Odmachuję mu.

– Kto to? – warczy Christian.

– Mój szef. – Podnoszę wzrok na pięknego mężczyznę siedzącego obok. Usta ma zaciśnięte w cienką linię.

– No więc? Ostatni posiłek?

– Christian, to naprawdę nie powinno cię interesować – rzucam, czując się wyjątkowo odważna.

– Interesuje mnie wszystko, co dotyczy ciebie. Odpowiedz.

Wydaję pełen frustracji jęk i wznoszę oczy ku górze, on zaś mruży oczy. I po raz pierwszy od dawna chce mi się śmiać. Mocno się staram zdusić chichot, grożący wydostaniem się na powierzchnię. Twarz Christiana łagodnieje, gdy tak walczę o zachowanie powagi, a po przepięknie wyrzeźbionych ustach przemyka cień uśmiechu.

– No więc? – pyta, tym razem łagodniej.

– Makaron alla vongole, zeszły piątek – odpowiadam szeptem.

Zamyka oczy, a jego twarz przecina wściekłość i chyba żal.

– Rozumiem – mówi głosem pozbawionym wyrazu. – Wyglądasz, jakbyś schudła co najmniej trzy kilo, a może i więcej. Masz jeść, Anastasio.

Wbijam wzrok w leżące na kolanach splecione dłonie. Dlaczego przy nim zawsze się czuję jak niesforne dziecko?

Poprawia się na kanapie i odwraca w moją stronę.

– Jak się czujesz? – pyta. Głos nadal ma łagodny.

 

Cóż, tak naprawdę fatalnie… Przełykam ślinę.

– Skłamałabym, gdybym ci powiedziała, że dobrze.

Wciąga głośno powietrze.

– Ja też – mówi cicho i kładzie mi rękę na dłoni. – Brakuje mi ciebie – dodaje.

O nie. Jego dotyk.

– Christianie…

– Ana, proszę. Musimy porozmawiać.

Zaraz się rozpłaczę. Nie.

– Christianie… proszę… tyle się już napłakałam – szepczę, próbując zachować kontrolę nad emocjami.

– Och, skarbie, nie. – Pociąga mnie za dłoń i chwilę później siedzę na jego kolanach. Obejmuje mnie mocno, chowając nos w moich włosach. – Tak bardzo za tobą tęskniłem, Ano – mówi bez tchu.

Chcę się wyplątać z jego objęć, zachować pewien dystans, ale on nie daje za wygraną. Przyciska mnie mocno do piersi. Mięknę. Och, to właśnie tutaj pragnę się znajdować.

Opieram o niego głowę, a on obsypuje pocałunkami moje włosy. To właśnie jest dom. Pachnie świeżym praniem, płynem zmiękczającym, żelem pod prysznic i tym, co lubię najbardziej – Christianem. Przez chwilę pozwalam sobie na ułudę, że wszystko będzie dobrze. Koi to moją zbolałą duszę.

Kilka minut później Taylor zatrzymuje auto, chociaż nie zdążyliśmy nawet wyjechać z miasta.

– Chodź. – Christian zsuwa mnie z kolan. – Jesteśmy na miejscu.

Co takiego?

– Lądowisko, na dachu. – Tytułem wyjaśnienia pokazuje wzrokiem wysoki budynek.

No tak. Charlie Tango. Taylor otwiera drzwi i wysiadam z auta. Obdarza mnie ciepłym, ojcowskim uśmiechem, dzięki któremu czuję się bezpiecznie. Także się uśmiecham.

– Powinnam ci oddać chusteczkę.

– Proszę ją zatrzymać, panno Steele, z najlepszymi życzeniami.

Rumienię się, gdy Christian obchodzi samochód i bierze mnie za rękę. Patrzy pytająco na Taylora, który odpowiada spokojnym spojrzeniem, niczego nie wyjaśniając.

– Dziewiąta? – pyta go Christian.

– Tak, proszę pana.

Christian kiwa głową, odwraca się i przez podwójne drzwi wprowadza mnie do imponującego foyer. Upajam się dotykiem jego dłoni i długich palców splecionych z moimi. I czuję znajome przyciąganie, jak wzywany przez słońce Ikar. Zdążyłam się już sparzyć, a jednak znowu frunę.

Gdy docieramy do wind, wciska guzik przywołujący. Podnoszę na niego wzrok. Na jego twarzy widnieje ten charakterystyczny zagadkowy półuśmiech. Drzwi się rozsuwają, on puszcza moją dłoń i wchodzimy do środka.

Drzwi zamykają się i jeszcze raz ośmielam się na niego zerknąć. On też patrzy na mnie i oto znowu przeskakuje między nami ta elektryczność. Jest wręcz namacalna. Niemal ją czuję, jak pulsuje między nami, przyciągając nas do siebie.

– O rety – mówię bez tchu, przez chwilę rozkoszując się intensywnością tego pierwotnego przyciągania.

– Też to czuję. – Jego wzrok płonie.

W moich lędźwiach gromadzi się coraz więcej mrocznego pożądania. Christian bierze mnie za rękę i przesuwa kciukiem po knykciach, a wszystkie moje mięśnie zaciskają się mocno, rozkosznie, głęboko.

Jak to możliwe, że on nadal tak na mnie działa?

– Proszę, nie przygryzaj wargi, Anastasio – szepcze.

Podnoszę wzrok i puszczam wargę. Pragnę go. Tutaj, teraz, w windzie. Jak mogłoby być inaczej?

– Wiesz, jak to na mnie działa – mruczy.

Och, a więc on też to czuje. Moja wewnętrzna bogini zastanawia się nad porzuceniem pięciodniowych dąsów.

Drzwi nagle się rozsuwają, czar pryska, a my wychodzimy na dach. Wieje silny wiatr i choć mam żakiet, jest mi zimno. Christian obejmuje mnie ramieniem, przyciąga do siebie i szybko idziemy w stronę Charliego Tango, stojącego pośrodku lądowiska. Śmigła obracają się powoli.

Z kabiny wychodzi wysoki blondyn o kwadratowej szczęce i pochylając się, biegnie ku nam. Wymienia uścisk dłoni z Christianem i woła, przekrzykując łoskot śmigła:

– Gotowy do lotu, proszę pana. Jest do pańskiej dyspozycji!

– Wszystko sprawdzone?

– Tak jest.

– Odbierzesz go około ósmej trzydzieści?

– Tak jest.

– Taylor czeka na ciebie na dole.

– Dziękuję, panie Grey. Bezpiecznego lotu do Portland. Do widzenia pani. – Żegna się ze mną ruchem głowy.

Christian, nie puszczając mojej dłoni, pochyla się i prowadzi mnie do maszyny.

Gdy jesteśmy już w kabinie, zapina mi pasy, mocno je zaciskając. Posyła mi znaczące spojrzenie i ten swój tajemniczy uśmiech.

– Dzięki temu będziesz unieruchomiona – mruczy. – Muszę przyznać, że podobają mi się te pasy. Niczego nie dotykaj.

Oblewam się szkarłatnym rumieńcem, a on przesuwa palcem wskazującym po moim policzku, po czym wręcza mi słuchawki. „Ja też chciałabym cię dotknąć, ale mi nie pozwolisz”. Robię nachmurzoną minę. Poza tym tak ciasno mnie zapiął, że ledwie mogę się ruszyć.

Zajmuje swoje miejsce i także zapina pasy, po czym rozpoczyna kontrolę przedstartową. Jest taki kompetentny. Zakłada słuchawki, pstryka jakiś guzik i śmigła przyspieszają, ogłuszając mnie.

Christian odwraca się do mnie.

– Jesteś gotowa, mała? – Jego głos odbija się echem w słuchawkach.

– Tak.

Obdarza mnie chłopięcym uśmiechem. Wow, tak dawno go nie widziałam.

– Wieża Sea-Tac, tu Charlie Tango Golf – Golf Echo Hotel, gotowy do lotu do Portland przez PDX. Proszę o potwierdzenie, odbiór.

Odzywa się głos kontrolera ruchu, wydający instrukcje:

– Roger, wieża, Charlie Tango może startować, bez odbioru.

Christian wciska dwa przyciski, chwyta za drążek sterowniczy i śmigłowiec powoli się wznosi ku wieczornemu niebu.

Seattle i mój żołądek pozostają w dole. Tyle jest do zobaczenia.

– Goniliśmy już za świtem, Anastasio, teraz pora na zmierzch – słyszę w słuchawkach jego głos.

Odwracam się i patrzę na niego zaskoczona.

Co to ma znaczyć? Jak to jest, że Christian potrafi mówić tak romantycznie? Uśmiecha się, na co odpowiadam nieśmiałym uśmiechem.

– Tym razem oprócz zachodzącego słońca jest znacznie więcej do zobaczenia – mówi.

Podczas naszego ostatniego lotu do Seattle panowały ciemności, ale dzisiejszego wieczoru widok jest spektakularny, dosłownie nieziemski. Prześlizgujemy się między najwyższymi budynkami, ciągle się wznosząc.

– Tam jest Escala – pokazuje mi. – Tam Boeing, no i widać Space Needle.

Wyciągam szyję.

– Nigdy tam nie byłam.

– Zabiorę cię, możemy tam coś zjeść.

– Christian, myśmy się rozstali.

– Wiem. Ale przecież wolno mi cię tam zabrać i nakarmić. – Piorunuje mnie wzrokiem.

Kręcę głową i postanawiam nie protestować.

– Bardzo tu pięknie, dziękuję ci.

– Robi wrażenie, co?

– Robi wrażenie fakt, że umiesz robić coś takiego.

– Pochlebstwo z pani ust, panno Steele? Ależ ja jestem człowiekiem o wielu talentach.

– Mam tego pełną świadomość, panie Grey.

Odwraca się, uśmiecha znacząco i po raz pierwszy od pięciu dni udaje mi się choć trochę zrelaksować. Może nie będzie aż tak źle.

– Jak nowa praca?

– Dobrze, dziękuję. Interesująca.

– Jaki jest twój przełożony?

– Och, w porządku. – Jak mogę powiedzieć Christianowi, że Jack mnie deprymuje?

– Co ci się w nim nie podoba? – pyta, zerkając na mnie.

– Nie licząc tego, co oczywiste, to nic.

– Tego, co oczywiste?

– Och, Christianie, czasem straszny z ciebie tępak.

– Tępak? Ja? Nie jestem pewny, czy podoba mi się pani ton, panno Steele.

– No to niech ci się nie podoba.

Jego usta wyginają się w uśmiechu.

– Brakowało mi twego ciętego języka, Anastasio.

Wciągam głośno powietrze i mam ochotę zawołać: „A mnie brakowało całego ciebie, nie tylko języka!” Trzymam jednak buzię na kłódkę i wyglądam przez szybę Charliego Tango, która ma kształt kulistego akwarium. Lecimy na południe. Po prawej stronie słońce wisi nisko nad horyzontem – wielkie, płomiennie pomarańczowe – a ja znowu jestem Ikarem, podfruwającym stanowczo zbyt blisko.

Zmierzch podąża za nami z Seattle, na niebie przeplatają się krem, róż i akwamaryna, tak perfekcyjnie, jak tylko Matka Natura potrafi. Niebo jest bezchmurne, a światła Portland migoczą wesoło, witając nas, gdy Christian sadza śmigłowiec na lądowisku. Znajdujemy się na dachu tego dziwnego budynku z brązowej cegły, z którego odlecieliśmy niecałe trzy tygodnie temu.

To tak niedawno, a mam wrażenie, jakbym znała Christiana od zawsze. On właśnie pstryka różnymi guzikami, tak że śmigła przestają się obracać i w końcu słyszę w słuchawkach tylko własny oddech. Hmm. Przypomina mi się muzyka Thomasa Tallisa. Wzdrygam się. Nie chcę się teraz zapuszczać w te rejony.

Christian odpina swoje pasy i nachyla się, by to samo zrobić z moimi.

– Przyjemny lot, panno Steele? – pyta grzecznie. Oczy mu błyszczą.

– Tak, dziękuję, panie Grey – odpowiadam równie grzecznie.

– W takim razie chodźmy pooglądać zdjęcia tego chłopca.

Wyciąga rękę i pomaga mi wysiąść.

Na spotkanie wychodzi nam siwowłosy, brodaty mężczyzna. Uśmiecha się szeroko. To ten sam człowiek, którego poznałam ostatnim razem.

– Joe. – Christian uśmiecha się i puszcza moją rękę, aby wymienić z nim uścisk dłoni. – Zajmij się nim. Stephan zjawi się koło ósmej czy dziewiątej.

– Zrobi się, panie Grey. Witam panią – kiwa mi głową. – Pański samochód czeka na dole. Och, winda się zepsuła, muszą państwo zejść schodami.

– Dziękuję, Joe.

Christian bierze mnie za rękę i ruszamy w stronę schodów.

– Z tymi obcasami masz szczęście, że to tylko trzy piętra – burczy z dezaprobatą.

No coś takiego.

– Nie podobają ci się te kozaczki?

– Bardzo mi się podobają, Anastasio. – Jego spojrzenie ciemnieje i wydaje mi się, że chce powiedzieć coś jeszcze, ale się powstrzymuje. – Chodź. Zejdziemy powoli. Nie chcę, żebyś spadła z tych schodów i skręciła kark.

Siedzimy w milczeniu, gdy kierowca wiezie nas do galerii. Niepokój wrócił, przybierając jeszcze na sile. Christian milczy zadumany, wręcz niespokojny. Po rozluźnionej atmosferze nie został nawet ślad. Tyle pragnę powiedzieć, ale ta podróż jest zbyt krótka. Christian w zamyśleniu wygląda przez szybę.

– José to tylko przyjaciel – bąkam.

Odwraca się i mierzy mnie wzrokiem. Oczy ma pociemniałe i nieufne, nie zdradzają niczego. Jego usta – och, jego usta mocno mnie rozpraszają. Pamiętam je na swoim ciele – wszędzie. Pali mnie skóra. Christian poprawia się na kanapie i marszczy brwi.

– Te śliczne oczy wydają się zbyt duże w stosunku do twarzy, Anastasio. Proszę, powiedz mi, że będziesz jeść.

– Tak, Christianie, będę jeść – odpowiadam automatycznie.

– Nie żartuję.

– Doprawdy? – W moim głosie pobrzmiewa pogarda. Ależ ten człowiek ma tupet; człowiek, przez którego pięć ostatnich dni było dla mnie piekłem. Nie, to nie tak. To ja zgotowałam sobie piekło. Nie. On. Potrząsam z konsternacją głową.

– Nie chcę się z tobą kłócić, Anastasio. Chcę, abyś do mnie wróciła i żebyś była zdrowa – mówi.

– Ale nic się nie zmieniło. – Nadal masz pięćdziesiąt twarzy.

– Porozmawiamy w drodze powrotnej, dobrze? Jesteśmy już na miejscu.

Samochód zatrzymuje się przed wejściem do galerii i Christian wysiada. A ja nie jestem w stanie wydobyć z siebie głosu. Otwiera dla mnie drzwi i ja także wysiadam.

– Dlaczego to robisz? – pytam głośniej, niż zamierzałam.