Radość rodzicielstwa

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Przedmowa

Podziękowania

Rozdział 1. Rodzicielstwo według filozofii ACT: akceptacja, wybór i podjęcie działania

Rozdział 2. Wychowywanie małego dziecka: powszechne wyzwania

Rozdział 3. Wartości związane z rodzicielstwem: to, co najważniejsze

Rozdział 4. Czy celem jest kontrola? Kierowanie uczuciami a kierowanie zachowaniem

Rozdział 5. Uważność: docenianie swojego dziecka

Rozdział 6. Robienie tego, co działa, a nie tego, co jest łatwe: wspieranie dziecka

Rozdział 7. Budowanie relacji z dzieckiem i motywowanie go do dobrego zachowania

Rozdział 8. Wykorzystanie metod ACT w przypadku trudnych zachowań

Rozdział 9. Jak wspierać dziecko zmagające się z lękiem

Rozdział 10. Zebrać wszystko w całość: kilka ostatnich narzędzi

O autorach

Bibliografia

Przypisy

Tytuł oryginału: The joy of parenting. An acceptance & commitment therapy guide to effective parenting in the early years

Copyright © 2009 by Lisa W. Coyne, Amy R. Murrell and New Harbinger Publications, 5674 Shattuck Avenue, Oakland, CA 94609

Copyright © for the Polish edition by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2018

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

Wydanie pierwsze w języku polskim 2020 rok

Przekład: Sylwia Pikiel

Redaktor prowadzący: Patrycja Pacyniak

Redakcja i korekta: zespół

Skład: Tojza

Projekt okładki: Monika Pollak

Zdjęcie na okładce: © Getty Images

ISBN 978-83-7489-861-4

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a

81-753 Sopot

gwp@gwp.pl www.gwp.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Moim dzieciom: Josie i Rory’emu.

Jesteście moją największą radością.

L. W. C.

Moim rodzicom, którzy nauczyli mnie,

że życie jest doskonałą całością.

A. R. M.

Przedmowa

Jesienią 2000 roku objąłem posadę wykładowcy na University of Mississippi, uczelni pieszczotliwie zwanej przez niektórych Ole Miss. Amy Murrell była jedną z moich pierwszych studentek. Lisa Coyne, studentka mojego kolegi Alana Grossa, wkrótce dołączyła do naszej grupy zajmującej się rozwijaniem terapii akceptacji i zaangażowania Acceptance and Commitment Therapy Treatment Development Group. W tamtym czasie praktycznie nie pracowano w tym nurcie z dziećmi. Na swoich zajęciach skupiałem się głównie na pracy z osobami dorosłymi, a w mojej pracowni prowadziliśmy wyłącznie terapię dorosłych. Amy i Lisa ostro mnie skrytykowały za to, że się ociągam i nie podejmuję terapii ani superwizji terapii dzieci. „Czy mamy pozwolić, by dzieci cierpiały przez kolejnych dwadzieścia lat, zanim zaczniemy je leczyć?!” – pytały.

Pomysł, by zasady terapii akceptacji i zaangażowania stosować także w odniesieniu do tej grupy klientów, a nie tylko do osób dorosłych, zdawał się sensowny i nie potrafiłem podać żadnego racjonalnego powodu, dla którego nasz mały zespół nie miałby się tym zająć. Choć prawdopodobnie zwlekałem dłużej, niż powinienem, Amy i Lisa – dzięki racjonalnym argumentom i uporowi – w końcu przekonały mnie do podjęcia pracy z dziećmi. Wszyscy troje zaczęliśmy przyjmować dzieci i wspólnie wypracowaliśmy naszą strategię. Razem wymyślaliśmy sposoby na to, by dopasować terapię akceptacji i zaangażowania do potrzeb dzieci. Ktoś musiał to zrobić, a patrząc wstecz, cieszę się, że dostrzegliśmy tę szansę i ją wykorzystaliśmy.

W niniejszej książce odnajduję ślady wypracowanych przez nas wspólnie przed laty metod – obecnie udoskonalonych i pogłębionych dzięki wieloletniemu doświadczeniu pracy z dziećmi obu autorek, wybitnych uczonych i klinicystek. Choć adresatem owych metod są dzieci, to sama książka skierowana jest do dorosłych, zwłaszcza rodziców. Pracując z dziećmi, pracujemy też z rodzicami – albo przynajmniej mamy taką nadzieję. Dlaczego? Nie dlatego, że rodzice są przyczyną problemów dzieci, a raczej dlatego, że w okresie, kiedy przebywają pod opieką rodziców, dzieci najwięcej się uczą i najbardziej rozwijają.

Tak jak wszyscy ludzie niektóre dzieci stworzone są do bogactwa, inne – do życia w ubóstwie. To okoliczności determinują, ile czasu możemy poświęcić opiece nad własnymi dziećmi. Ale także w najbardziej wymagających warunkach możemy wypełnić interakcje z nimi miłością i życzliwością – nawet jeśli nie zawsze mamy poczucie, że sami jesteśmy kochający i życzliwi. Rodzice, którzy chcą stworzyć swoim dzieciom przestrzeń do życia przepełnioną życzliwością, miłością i troskliwością, dowiedzą się z tej książki, jak tego dokonać.

Lisa i Amy służą praktycznymi wskazówkami, które nawet najbardziej zajętym z nas pomogą znaleźć czas na to, aby dostrzec, odczuć i docenić swoje dziecko. Otwartość i akceptacja mogą zmienić nasze poczucie czasu i sprawić, że każda chwila spędzona z dzieckiem sama z siebie będzie wystarczająca. Moje najmłodsze dzieci są już prawie dorosłe. Kolejne lata mijają bardzo szybko, dlatego skorzystajcie z porad zamieszczonych w tej książce, aby jak najlepiej wykorzystać czas, jaki możecie spędzić ze swoimi dziećmi. Wiem, że właśnie na tym zależy autorkom. I to dlatego Lisa i Amy naciskały, by nasza mała grupa badawcza z Ole Miss zajęła się tym tematem, a także dlatego napisały ten poradnik.

Jeśli miałbym coś wam doradzić, to zalecałbym cierpliwość. Nie spieszcie się. Wykonujcie zamieszczone w książce ćwiczenia i czekajcie, aż przyniosą efekty. Obserwujcie, czy w międzyczasie nie zaczęliście nieco bardziej doceniać swojego dziecka, a także spędzanego z nim czasu. Dzieci nie przychodzą na świat z instrukcją obsługi, ale czasami kilka wskazówek może pomóc.

dr Kelly G. Wilson

Madryt, czerwiec 2009 r.

Podziękowania

Wspólnie chciałybyśmy podziękować społeczności ACT za zaangażowanie w rozwój wiedzy, która jest ważna dla ludzi. Dziękujemy także pracownikom wydawnictwa New Harbinger, zwłaszcza Tesilyi Hanauer i Jess Beebe oraz redaktorce naszej książki Jean Blomquist. Chciałybyśmy również wyrazić bezgraniczną wdzięczność wszystkim rodzinom, dzięki którym ta książka powstała: dzieciom, które pozwoliły nam nauczyć się tak wiele o rodzicielstwie, oraz ich rodzicom, którzy podzielili się z nami swoimi kłopotami i radościami. Wasze historie i wasza odwaga niezwykle nas inspirują. Mamy nadzieję, że nasza książka okaże się dla was przydatna.

L. W. C. i A. R. M.

Do powstania tej książki przyczyniło się wiele osób. Chciałabym podziękować Alanowi Grossowi i Kelly’emu Wilsonowi za wieloletnią opiekę mentorską i wsparcie. Henrietcie Leonard, Jennifer Freeman, Abbe Garcii i Lyndzie Field dziękuję za przyjaźń i cenne wskazówki. Pracownikom Early Childhood Research Clinic dziękuję za przydatne pomysły, doskonałą pracę i cierpliwość. Mei Hua Fu, Regina Wong, Pat Landry, Carolyn Boehne i nauczyciele biorący udział w realizacji programów Head Start[1] w Bostonie to osoby, którym chciałabym podziękować za współpracę, liczne talenty i niewiarygodne zaangażowanie na rzecz dzieci oraz ich rodzin. Moim kolegom i przyjaciołom: Amy Marks, Davidowi Pantalone’owi, Elisabeth Sandberg, Gary’emu Firemanowi, Sue Orsillo i Lance’owi Swensonowi dziękuję za poczucie humoru, wsparcie i chęć pomocy. Na koniec wyrazy najgłębszej miłości i wdzięczności przekazuję mojemu mężowi Johnowi, który przeszedł cały proces ze mną – i wytrwał.

dr Lisa W. Coyne

Oprócz wspaniałych rodzin, które przyczyniły się do nadania kształtu niniejszej książce, na podziękowania z mojej strony zasługuje też wiele innych osób. Ten poradnik nie powstałby, gdyby nie mój mentor Kelly Wilson oraz wspaniali studenci, z którymi miałam przyjemność dzielić się tym, czego on mnie nauczył. Jestem wam dozgonnie wdzięczna. Dziękuję również kolegom, którzy w trakcie pracy nad tą książką oferowali zachętę i wsparcie. Gdy mówiono mi, że to nie jest odpowiedni moment w mojej karierze zawodowej na pisanie książki, oni mnie wspierali i przypominali, na czym mi naprawdę zależy. Z kolei mężowi Royowi dziękuję, że popierał moje wybory i wybaczał spędzanie długich dni i nocy przy komputerze.

 

dr Amy R. Murrell

Rozdział 1

Rodzicielstwo według filozofii ACT:

akceptacja, wybór i podjęcie działania

Jestem przekonany, że gdyby udało się nam zaakceptować siebie samych i nasze dzieci takimi, jacy jesteśmy i jakie one są, zrozumielibyśmy, na czym polega sztuka „dobrego rodzicielstwa”.

Fred Rogers

Wszyscy marzymy o czymś dla swoich dzieci. Chcemy, żeby miały szczęśliwe i bezpieczne dzieciństwo. Gdy wyfruwają z gniazda, pragniemy, żeby nawiązały relacje z ludźmi, którzy pokochają i docenią je tak, jak my kochamy je i cenimy. Chcemy, żeby odnosiły sukcesy, były samodzielne, mądre i życzliwe dla innych. Jednocześnie chcielibyśmy odegrać jakąś rolę w spełnieniu tych marzeń. Jest to szczególnie istotne w okresie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa. W tym czasie my, rodzice, jesteśmy dla dzieci całym światem – w żadnym innym okresie rozwoju one nie będą już od nas całkowicie zależne. To wówczas mamy największe szanse tak kształtować ich przeżycia, żeby w przyszłości były w stanie spełniać swoje marzenia. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Czasami – właśnie wtedy, gdy czujemy się najbardziej niepewnie, a dzieci stawiają przed nami najtrudniejsze wyzwania – nasz umysł, podsuwając nam swoje komentarze, dodatkowo komplikuje sytuację. Zaczynamy oceniać swoje działania, rodzicielskie wybory, których dokonujemy w danym momencie, oraz zachowanie dziecka.

Czy przyszło wam kiedyś do głowy, że napady złości waszego dwulatka mogą zwiastować problemy z zachowaniem, które zakłócą jego proces uczenia się? Albo że nieustanne przywieranie do rodzica i obawa przed rozstaniem z nim u czterolatka mogą być oznakami głębokich lęków lub nadmiernej zależności od innych? Albo że stosowane przez was metody wychowawcze mogą przyczynić się do różnych problemów waszego dziecka? Jak jednak rozpoznać, że problemy z zachowaniem rzeczywiście zwiastują kłopoty? Kiedy powinno się interweniować? I w jaki sposób?

Ponieważ jesteśmy ludźmi, nasz umysł zgłasza tego typu obawy, zwłaszcza gdy czujemy się zestresowani czy bezradni. Bez względu na to, co dzieje się z naszymi dziećmi, umysł wynajduje mnóstwo rzeczy, którymi możemy się martwić. My zaś go słuchamy, jakbyśmy nie mieli innego wyboru. Czasem wsłuchujemy się w to, co nam podpowiada, tak uważnie, iż nie dociera do nas nic innego. W takich momentach jesteśmy narażeni na problemy, jeśli chodzi o nasze zachowanie w stosunku do dzieci, a także o ich zachowanie w stosunku do nas. Rodzicielstwo nie jest łatwe, a my często jesteśmy swoimi najsurowszymi krytykami, przez co sami dodatkowo utrudniamy sobie to zadanie.

Nie tylko wami targają rodzicielskie rozterki

Pomyślcie o najgorszych momentach swojego rodzicielstwa – o sytuacjach, z których jesteście najmniej dumni lub które chcielibyście odwrócić, gdyby to było możliwe. Wyobraźcie sobie, że uczestniczycie w sesji terapeutycznej i terapeuta właśnie poprosił was, byście opisali takie sytuacje. Ile bylibyście gotowi ujawnić, nie odczuwając dyskomfortu? Co zachowalibyście dla siebie? Może was to zdziwi, ale wszyscy rodzice, którzy zgłaszają się do nas po pomoc, odczuwają wstyd czy zakłopotanie z powodu jakichś swoich odczuć lub reakcji w stosunku do dziecka. I trudno im się do tego przyznać, ponieważ niewidzialny cenzor w ich głowie wciąż powtarza: „O nie, tego nie mów”, „Dobry rodzic nigdy by tak nie pomyślał” czy „Uzna mnie za idiotę, jeśli to powiem”. Oto przykładowe wypowiedzi rodziców, którzy byli w stanie podzielić się swoimi myślami:

• „Chciałabym po prostu zrobić sobie wolne i mieć święty spokój. Przytłacza mnie to, że wciąż jestem potrzebna”.

• „Za każdym razem, gdy ona zachowuje się niegrzecznie w sklepie, mam ochotę stamtąd uciec”.

• „Dzieci mnie wykańczają. Nie prosiłem się o to. Nie miałem pojęcia, że rodzicielstwo będzie tak wyglądać”.

• „Czasami tak bardzo się na niego złoszczę, że czuję, iż tracę kontrolę nad sobą”.

Co czujecie, czytając takie słowa? Czy waszą pierwszą reakcją jest myśl w rodzaju: „O nie, ze mną nie jest tak źle”? A może w głębi siebie choć w niewielkim stopniu identyfikujecie się z takimi odczuciami? Od innych rodziców – i od społeczeństwa w ogóle – uczymy się skrywać tego rodzaju myśli i uczucia. Uczy się nas, że są one niewłaściwe i złe. Samo ujrzenie ich zapisanych na papierze przywodzi na myśl rodzica, który może stracić panowanie nad sobą i skrzywdzić swoje dziecko. Przyznanie się do tego rodzaju uczuć jest w naszej kulturze równoznaczne z przyznaniem, że jest się złym rodzicem. Świadomość, że niektórzy opiekunowie miewają podobne myśli i uczucia, może przynieść pewną ulgę, ale prawdopodobnie nie na długo, gdyż rozejrzawszy się wokół, zobaczycie mnóstwo takich, którzy zdają się mieć wszystko pod kontrolą. Zastanówcie się, w jaki sposób telewizja, kino oraz czasopisma poświęcone wychowaniu dzieci przedstawiają matki i – nieco rzadziej – ojców. Rodzice prezentowani w mediach są perfekcyjni, zawsze mają czas dla swoich dzieci, zawsze są szczęśliwi i opanowani. Kiedy widzicie tego rodzaju obrazy, wasz umysł zaczyna dokonywać porównań, w których prawie zawsze wypadacie nie najlepiej.

To jednak nie wszystko, wasz umysł bowiem jest także krytyczny w stosunku do innych rodziców. Czy zdarzyło się wam osądzać w myślach innych dorosłych, gdy ich dzieci zachowywały się niegrzecznie na placu zabaw, w restauracji lub w sklepie? W takiej sytuacji od razu pojawia się mnóstwo myśli o tym, co owi rodzice robią źle i co mogliby zrobić lepiej. Ale właśnie w tym tkwi haczyk. Wyobraźcie sobie siebie w podobnych okolicznościach – to wasze dziecko jest niegrzeczne, a inni rodzice was obserwują. Na podstawie tego, co mówią nasi klienci, a także na podstawie własnego doświadczenia zakładamy, że wasz umysł jest równie bezlitosny, gdy ocenia wasze rzekome rodzicielskie wady, wpadki i słabości. Wielu rodziców żywi przekonanie, że złe zachowanie ich dziecka jest świadectwem ich rodzicielskiej porażki. Tego rodzaju przekonania – czy to się nam podoba, czy nie – są normalnym elementem doświadczenia rodzicielstwa. Oczywiście nie jest łatwo się z tym pogodzić. Jako klinicystkom jest nam bardzo trudno wskazać rodzica, który nie doświadczałby tego rodzaju myśli i emocji. Co nie dziwi, większość rodziców stara się ukrywać takie reakcje i uczucia przed innymi, a nawet przed sobą. Choć taka strategia może się zdawać przydatna w danym momencie, to niestety na dłuższą metę miewa bolesne konsekwencje. Jedną z najważniejszych jest poczucie osamotnienia – rodzic czuje się tak, jakby był jedyną osobą na świecie, która doświadcza tego rodzaju „złych” myśli i emocji.

Dzięki naszej książce przekonacie się, że nie jesteście sami. Jest ona poświęcona rodzicom małych dzieci i do nich skierowana – i odwołuje się do waszego doświadczenia rodzicielstwa. Opisujemy w niej sposoby skutecznego radzenia sobie z dokuczliwymi myślami i uczuciami, które pojawiają się w reakcji na zmiany w zachowaniu dziecka i na wyzwania typowe dla wczesnego dzieciństwa. Nauczymy was, jak uwolnić się od treści podsuwanych przez umysł, jak być w pełni obecnym w kontakcie z dzieckiem, jak zauważać je oraz doświadczać go jako istoty wspaniałej, pięknej i wrażliwej, zarówno gdy jest w najlepszej, jak i – co może ważniejsze – w najgorszej formie. Nauczymy was, jak uważnie i ze współczuciem podchodzić do dziecka nawet w momentach najtrudniejszych lub najbardziej kłopotliwych dla niego – i dla was.

Model rodzicielstwa według terapii akceptacji i zaangażowania

Terapia akceptacji i zaangażowania (ang. acceptance and commitment therapy, ACT) jest to podejście terapeutyczne, w którym kładzie się nacisk na współczujące uznanie i akceptację przez człowieka jego własnych doświadczeń, co pomaga mu osiągnąć w życiu to, co dla niego najważniejsze. W niniejszym rozdziale przedstawimy ACT jako filozofię życia oraz zachęcimy was do zbadania i rozpoznania – za pomocą praktycznych ćwiczeń – jak opisuje ona wasze doświadczenie bycia rodzicami. Jako przedstawicielki tego podejścia terapeutycznego jesteśmy przekonane, że to właśnie sposób, w jaki rodzice podchodzą do własnych myśli i uczuć, zwłaszcza w kontekście relacji z dzieckiem, jest kluczowym wyznacznikiem efektywnego rodzicielstwa. Na swoje dziecko patrzycie przez pryzmat własnych wartości i czułych punktów – to do nich odnosicie swoje wybory dotyczące metod pielęgnacji, wychowania i wyznaczania granic. Model rodzicielstwa oparty na zasadach terapii akceptacji i zaangażowania pozwala ze współczuciem uznać i zaakceptować własne uczucia, niepokoje bądź rzekome niedociągnięcia. Chodzi o to, abyście w najtrudniejszych momentach potrafili zauważyć oraz przyjąć swoje myśli i uczucia takimi, jakie są, bez podejmowania prób ich zmiany, by docenić dziecko w danej chwili i stanąć w obronie tego, co najważniejsze – czyli tego, co w relacji z synem czy córką ma dla was największe znaczenie.

Wychowanie w okresie wczesnego dzieciństwa

Dobra relacja z dzieckiem i wyznaczanie właściwych granic są ważne na każdym etapie wychowywania dziecka, ale najważniejsze zdają się w pierwszych latach jego życia.

Lata wczesnego dzieciństwa (od drugiego do ósmego roku życia) to czas wielu zmian, transformacji i wyzwań dla rodziny. Choć ten okres rozwoju wydaje się krótki, to obejmuje niezwykle zróżnicowany zestaw tak zwanych kamieni milowych, ważących na życiu dziecka i rodziców. Jak wasze dziecko rozwija się i zmienia, tak wy rozwijacie się i zmieniacie jako rodzice. Rodzicielstwo we wczesnym dzieciństwie można postrzegać jako równoległy okres rozwoju. Gdy wasze dziecko rozwija się pod względem społecznym, emocjonalnym i behawioralnym, wy rozwijacie i modyfikuje swoje metody wychowawcze. Niekiedy procesy te przebiegają harmonijnie, czasami jednak zdają się rozbieżne.

Okres wczesnego dzieciństwa to czas, kiedy musicie kierować dzieckiem z wyczuciem, jednocześnie wyznaczając jasne granice. Bywa, że nie możecie zrobić sobie przerwy i odetchnąć, ponieważ wciąż musicie zaspokajać różnorodne potrzeby córki czy syna. Czasami trudno jest znaleźć złoty środek: nie wiadomo, ile zaoferować pouczeń i wskazówek, a w jakim zakresie pozwolić dziecku na samodzielną eksplorację. Podobnie niełatwo się zorientować, kiedy należy stawiać granice, a kiedy je przesuwać. Co więcej, w miarę jak dziecko dorasta, rozwijając zdolność myślenia i stając się coraz bardziej spostrzegawczą istotą społeczną, wy musicie być gotowi na zmianę, by dopasować swoje strategie wychowawcze do etapu jego rozwoju.

Etapy przejścia w procesie wychowywania dziecka

Wszyscy rodzice zmieniają się i rozwijają, by dotrzymać kroku rozwojowi poznawczemu, emocjonalnemu i behawioralnemu dziecka, ale czasami zmiany te są wyjątkowo trudne i bolesne. Zastanówcie się nad swoim doświadczeniem w tym zakresie. Takie zmiany mogą na przykład przypaść na czas, gdy czujecie się niezwykle przytłoczeni i bezbronni. Kiedy tylko uda się wam ustalić jakąś zasadę, zaraz się okazuje, że trzeba ją zmienić. Wasze dziecko rośnie, pragnie coraz większej autonomii, jest głodne wiedzy i przechodzi z etapu całkowitej zależności od rodziny do etapu większego zaangażowania w relacje z rówieśnikami w szkole. Niestety świadomość, że tego rodzaju zmiany są normalne, niekoniecznie ułatwia sprawę. Wręcz przeciwnie, może nawet wszystko utrudniać, ponieważ w miarę dorastania dziecka umacnia się w was poczucie, że macie coraz mniejszą kontrolę nad jego zachowaniem.

Tradycyjne behawioralne modele podejścia do rodzicielstwa

Istnieje wiele skutecznych programów szkoleniowych dla rodziców, w których kładzie się nacisk na to, by pomóc opiekunom zmienić zachowanie dziecka, częściowo poprzez zmianę stosowanych przez nich metod wychowawczych. W większości tego typu programów problemy wychowawcze traktuje się jako deficyt umiejętności, to znaczy zakłada się, że rodzicom brakuje umiejętności potrzebnych, aby skutecznie zmodyfikować zachowanie dziecka. Dlatego uczestnicy rozwijają kompetencje rodzicielskie, na przykład uczą się, jak zbudować (lub odbudować) relację z dzieckiem, jak wyznaczać granice konsekwentnie czy jak egzekwować wykonanie poleceń.

Behawioralne modele szkoleń i treningów dla rodziców, które są nastawione na radzenie sobie z agresją i zachowaniami opozycyjnymi dziecka, w większości opierają się na pracy Geralda Pattersona (1982), naukowca badającego proces społecznego uczenia się. Patterson przez kilkadziesiąt lat prowadził liczne badania naukowe z udziałem dzieci i rodzin. Na ich podstawie można ogólnie powiedzieć, że problemy z zachowaniem najczęściej pojawiają się wówczas, gdy rodzice:

 

• nie zauważają, kiedy dziecko zachowuje się właściwie;

• zwracają zbyt dużą uwagę na zachowania negatywne;

• rzucają groźby bez pokrycia lub zwiększają wymagania wobec dziecka.

Te trzy działania rodziców przyczyniają się do podtrzymania takich problemów, jak nieposłuszeństwo, napady złości i agresja dziecka. Krótko mówiąc, niewłaściwe zachowanie waszego dziecka może częściowo wynikać z tego, że eskalujecie groźby i macie trudność z egzekwowaniem swoich oczekiwań.

Podobnie dziecko może się nauczyć, co ma zrobić, byście raczej mu ulegli zamiast egzekwować wymagania dostosowane do jego wieku. Typowy przykład dotyczy sytuacji mającej miejsce w kolejce do kasy. Dziecko prosi, początkowo nieśmiało, by mama kupiła mu coś słodkiego. Mama odmawia i prosi z kolei, by dziecko było cicho. Ono podnosi głos i zaczyna płakać. Ponieważ rodzic nadal odmawia kupienia słodyczy, dziecko zachowuje się coraz gorzej. Odczuwającej już w tym momencie zakłopotanie mamie serce bije coraz szybciej. Kobieta zaczyna się pocić, a gdy coraz więcej ludzi przygląda się jej i dziecku, w jej głowie pojawiają się myśli o tym, że poniosła rodzicielską porażkę. Niestety wielu rodziców w tym momencie poddaje się i kupuje dziecku to, czego ono się domagało. Dlatego w ramach większości modeli wychowania opartych na wynikach badań naukowych uczy się rodziców, jak zauważać i nagradzać pożądane zachowania dziecka, jak mądrze wybrać, które niepożądane zachowania zignorować, oraz jak wydawać polecenia w prosty i skuteczny sposób. Podejście takie zwykle zaleca się w celu naprawy relacji rodzica z dzieckiem.

Brakujące ogniwo: myśli i uczucia rodziców

Solidna wiedza i umiejętne stosowanie wspomnianych metod są bardzo ważne, ale nie jest to całość rozwiązania, jeśli chodzi o problemy, jakie czasami napotykają rodzice w procesie wychowywania dziecka. Wiadomo, że głównym powodem, dla którego sprawdzone behawioralne strategie wychowawcze niekiedy nie przynoszą efektów, jest to, że rodzice stosują je niewłaściwie lub niekonsekwentnie. Co jednak utrudnia im właściwe korzystanie z owych strategii?

Oczywiście pewne dzieci stanowią dla rodziców większe wyzwanie wychowawcze niż inne, na przykład buntują się przed separacją od opiekunów lub są bardziej lękliwe niż ich rówieśnicy. Niektóre dzieci przejawiają więcej zachowań opozycyjnych (są bardziej uparte i kłótliwe) lub nie reagują zbyt dobrze na nagrody. Inne są niejadkami, marudzą przed pójściem spać lub nie chcą bawić się z rówieśnikami. Chociaż większość z tych problemów mieści się w normie rozwojowej, to gdy występują u waszego dziecka, możecie mieć poczucie zagubienia i nie wiedzieć, co zrobić ani jak wpaść na dobre rozwiązanie. To jednak nie wszystko. Co wpływa na to, że niektórzy rodzice skutecznie radzą sobie z wychowywaniem tak zwanych trudnych dzieci, a nawet tych zachowujących się w sposób typowy, w przejściowych okresach rozwoju? Dlaczego inni sobie nie radzą, choć ich dzieci dobrze się zachowują i rozwijają normalnie? Dlaczego nawet ci rodzice, którzy radzą sobie świetnie, są tak krytyczni wobec siebie i skupiają się na rzekomych porażkach zamiast na sukcesach albo na tym, czego ich dzieciom brakuje, zamiast na tym, co one już osiągnęły?

W większości modeli zachowania dziecka bardzo mało uwagi poświęca się temu, co dzieje się w głowach rodziców małych dzieci. W literaturze poświęconej skutecznym technikom wychowawczym ten aspekt rodzicielstwa na ogół jest pomijany. Istnieje wiele doskonałych behawioralnych programów szkoleniowych dla rodziców, opartych na zasadach, których skuteczność w przypadku małych dzieci wykazały badania kliniczne, dużo mniej jednak wiemy o tym, jak i kiedy wykorzystywać poszczególne techniki, jeśli rodzice czują się przytłoczeni lub mają problem z ich stosowaniem. To, jak zachowujecie się w stosunku do swojego dziecka i jak wchodzicie z nim w interakcje, zależy od sytuacji. A trudności z radzeniem sobie w pewnych sytuacjach wynikają częściowo z tego, co o nich myślicie i co w nich czujecie oraz jakie przypisujecie im znaczenie. Rozważmy poniższe przykłady.

• Janina jest mamą czteroletniego Roberta. Ceni sobie bycie kochającą matką i stara się pomagać synowi zachować równowagę emocjonalną. Jej zdaniem smutek czy zdenerwowanie syna świadczyłyby o tym, że ona nie potrafi pomóc mu radzić sobie z emocjami, czyli że nie jest kompetentną matką. Dlatego gdy Robert domaga się w sklepie kupienia nowej zabawki lub czegoś słodkiego, jego mama zwykle się zgadza. Czasami Janina próbuje sprzeciwić się synowi, by nauczyć go, że nie zawsze może dostać to, czego chce, ale gdy on zaczyna krzyczeć i tupać nogami, kobieta czuje, że nie ma wyboru i musi spełnić żądanie dziecka. Zachowanie Roberta stanowi problem, gdyż rodzina jest w trudnej sytuacji finansowej, a Janina wydaje zbyt dużo na zachcianki syna.

• Maria samotnie wychowuje sześcioletniego Arnolda oraz dwuipółletnie bliźniaczki Kaję i Anielkę. Ponieważ opieka nad córkami jest bardzo absorbująca, kobieta oczekuje, że syn jej pomoże i szybko wykona wszystkie polecenia. Niestety od czasu, gdy Arnold poszedł do przedszkola, dużo wolniej wykonuje polecenia mamy. Kiedy Maria musi kilka razy prosić, by na przykład sprzątnął swoje zabawki lub podał jej pieluszkę dla siostry, narasta w niej irytacja. Wówczas podnosi głos i krzyczy na Arnolda za to, że jej nie słucha. Czasem grozi mu laniem, a czasem po prostu się poddaje. Zdarza się, że syn też zaczyna krzyczeć na mamę. Ostatnio Maria czuje się bezsilna i przytłoczona. Za każdym razem, gdy Arnold patrzy na nią w określony sposób, głos w jej głowie mówi, że go zawiodła, że nie robi wystarczająco dużo, by wyrósł na odpowiedzialnego człowieka. Kiedy tylko może, kobieta unika kontaktu z synem, prosząc go, by pobawił się w swoim pokoju.

• Piotr jest tatą pięcioletniej Sary. Ponieważ sam został tak wychowany, uważa, że za złamanie zasady dziecku należy się kara. Gdy Sarze zdarza się złamać jakąś zasadę, wówczas w ramach kary musi przez pewien czas siedzieć na schodach. Kiedy któregoś dnia Piotr pracował przy komputerze, córka przyszła do niego, by opowiedzieć, co wydarzyło się w przedszkolu. Ponieważ złamała zasadę mówiącą o tym, że nie powinna przeszkadzać tacie w pracy, ten za karę odesłał ją na schody. Sara zdawała się zdenerwowana bardziej niż zwykle, dlatego dwukrotnie wracała, by spróbować porozmawiać z tatą. Piotr był jednak przekonany do swojej zasady i chciał nauczyć córkę, że zawsze ma się jej podporządkowywać. Dlatego odsyłał Sarę na schody, aż w końcu kazał jej iść spać, przy czym nie przeczytał córce niczego na dobranoc ani nie ułożył jej do snu. Następnego ranka żona wyjaśniła mu, że Sara chciała po prostu powiedzieć o tym, jak jej smutno z powodu kłótni z koleżanką. Piotr był zły na żonę, że wzbudziła w nim poczucie winy, ale żałował, że stracił okazję, by wesprzeć córkę i zbliżyć się do niej. Zaczął się zastanawiać, czy postąpił słusznie.

W każdym z tych przykładów myśli i uczucia rodzica przeszkodziły mu dostrzec własne dziecko i wrażliwie zareagować na jego potrzeby. Kiedy wasze metody wychowawcze zawodzą, wasz umysł, podobnie jak umysł opisanych rodziców, może zacząć was krytykować, co tylko pogarsza sytuację. Dobra wiadomość jest taka, że macie wybór: zamiast zajmować się swoimi myślami możecie zająć się dzieckiem, poświęcając mu swoją uwagę.

Dbać o dziecko czy o własne myśli?

Wszyscy zmagamy się z presją, jaką wywieramy na siebie sami i jaką wywiera na nas otoczenie. Jako rodzice musicie godzić wychowywanie dziecka z wieloma innymi obowiązkami, a także radzić sobie z licznymi wymaganiami codziennego życia, w tym ze stresorami, z emocjami oraz z ocenami na własny temat, jakie formułuje umysł. Możliwe, że nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale wasz umysł bez przerwy ocenia: was samych, wasze metody wychowawcze i wasze dziecko. Abyście mogli lepiej zrozumieć, o co nam chodzi, zachęcamy was do przyjrzenia się procesowi oceniania siebie dzięki poniższemu ćwiczeniu. Zaopatrzcie się w notatnik lub zeszyt, w którym będziecie notować swoje odpowiedzi (taki „dziennik rodzica” będzie także potrzebny do wykonania innych ćwiczeń zamieszczonych w tej książce).

Ćwiczenie

Zauważanie własnych myśli

Zastanówcie się, kiedy ostatnio wasze dziecko zachowywało się niewłaściwie w obecności innych osób. Postarajcie się przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów tej sytuacji. Odtwórzcie ją w pamięci jak scenę z filmu, a następnie umieśćcie siebie w tej scenie. Gdy już „znajdziecie się” w tej sytuacji, zastanówcie się nad odpowiedziami na podane dalej pytania. Zapiszcie swoje odpowiedzi w dzienniku rodzica.

• Gdzie jesteście? Co się dzieje? Jak zachowuje się wasze dziecko? Jak reagujecie? Jaki macie wyraz twarzy? Jak wygląda wasza mowa ciała?

• Co czujecie, gdy wasze dziecko źle się zachowuje w obecności innych osób? Czy kwestionujecie to, jak sobie poradziliście w tej sytuacji? Czy przemyka wam przez głowę myśl o tym, co pomyślą inni rodzice lub jak oni odbierają waszą interakcję z dzieckiem? Czy zmieniacie swoje postępowanie tak, aby było bardziej akceptowalne dla innych rodziców lub nawet dla waszego dziecka? Czy dajecie się porwać swoim myślom, próbujecie je odsunąć, polemizujecie z nimi lub podważacie ich logikę?