Dom na wyspie

Tekst
Z serii: Dziwnowo #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dom na wyspie
Dom na wyspie
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 59,85  47,88 
Dom na wyspie
Dom na wyspie
Audiobook
Czyta Joanna Domańska
29,95 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Ewie i Beacie! Przyjaciółkom ze szkolnej ławki.

Żałuję, że nie spisywałam wszystkich naszych pomysłów.

Jeśli tylko przezwycięży wątpliwość,

znajdzie szczęście tam,

gdzie z początku nic go nie będzie zapowiadać.

Bernhard Schlink

PROLOG


Ciemność opatuliła ją jak koc, ale nie dała ciepła. Wstrząsnął nią dreszcz, przebiegł po skórze jak intruz, pozostawiając chłód. Pobliskie drzewa nie dawały schronienia, a nisko zwisające gałęzie jak palcem wskazywały jej obecność. Cienie igrały, mrok się nasilał, morze w oddali ucichło. Szmery i echo głosów wypełniały przestrzeń, nasilając strach, powstrzymując jej krzyk.

Została sama, a miały trzymać się razem. Wsłuchiwała się w las, wyławiając właściwe dźwięki, idąc za nimi jak po śladach na piasku. Przyśpieszony oddech zagłuszał jej trop, zmuszał do biegu, poszukiwania nadziei w ciemności. Zobaczyła niewyraźne sylwetki, które z każdym krokiem nabierały czytelniejszych kształtów. Usłyszała głos w oddali, niezbyt wyrazisty, po chwili głośny i jazgotliwy. Poczuła gwałtowny dotyk i wydała krzyk, który niepowstrzymywany wydostał się z jej gardła.

Zacisnęła powieki, a gdy je uniosła, była sama z uciążliwym przyśpieszonym oddechem, który przytłumił inne dźwięki. W blasku pełnego księżyca uparcie przebijającego się przez gałęzie dostrzegła mosiężne ogrodzenie, ścianę z cegieł i wyszczerbione schody. Zrobiła krok, by zejść, zebrała się na odwagę i postawiła kolejny. Wyciągnęła przed siebie dłoń i dotknęła drewna, szorstkiego, nieprzyjemnego w dotyku. Wciągnęła powietrze, poczuła woń starego drewna. I było coś jeszcze, coś trudnego do opisania. Bała się, ale mimo wątpliwości pchnęła drzwi.

1


Mrugnęła, a otoczenie wypełniło się światłem, słonecznym blaskiem, który wybudził ją ze wspomnień i przyjemnie ogrzewał skórę. Leżała na piasku na brzuchu, pozbywając się pozostałości ulatniającego się koszmaru, który wracał do niej w najmniej spodziewanych momentach. Wystarczyła chwila, opadnięcie powiek, a do wyobraźni wdzierały się obrazy przeszłości, migawki niedające się pochwycić w całość, pozostawiając luki, które domagały się wypełnienia i odpowiedzi.

Westchnęła i, podpierając się na łokciach, sięgnęła po wodę, która jeszcze chłodna przynajmniej na chwilę przyniosła orzeźwienie. Nie wstała, wyczekiwała właściwego momentu. Patrzyła przez wizjer aparatu, czekając na coś wyjątkowego, szukając unikatowego blasku światła, które zatrzyma na wieczność.

Czas, gdy budził się dzień, był najlepszy, by wyruszyć na polowanie i strzelać jedyne w swoim rodzaju ujęcia. Nadmorski klimat z intensywnością barw, majestatem morza i bezkresu nieba, rozciągającego się w nieznane, gwarantował szerokie spektrum obrazów. Na plaży nie było wielu wczasowiczów, ale z każdą godziną piaskowe połacie nabierały kolorów i wypełniały się ekwipunkiem plażowiczów. Muzykę morza lada chwila zastąpią gwar, śmiech i nawoływania. Jęczące mewy przestaną być solistkami, lecz zleją się w chór dźwięków. Plaża, jeszcze przez moment wyludniona, stanie się centrum rozrywki, celem i powodem napływu turystów z odległych zakątków kraju.

Zrobiła klika zdjęć i odpuściła, przekręcając się na plecy, twarzą do nieba. Popatrzyła na przepływające chmury, odgadując ich kształty, i w słońce, dając mu się oślepić. Niewiele dzisiaj zdziałała, ale nie narzuciła sobie dyscypliny. Przyjazd do miejsca wspomnień miał być jej przerwą od pracy, oddechem. Jednak emocje, które ją tu dopadły, sprawiły, że szukała odskoczni i wróciła do tego, co robiła na co dzień, co dawało jej poczucie sensu życia.

Przymknęła powieki, czekając, aż migoczące plamy znikną i ostrość widzenia powróci. Miała ochotę zasnąć, odpłynąć w spokojny sen, napełnić organizm siłą.

Nocne nasiadówki z przyjaciółkami odbijały się na jej wyćwiczonym trybie dnia, ale nie chciała z nich rezygnować. Pragnęła zapamiętać je na zawsze, czerpiąc z nich pozytywne emocje, które napełniały jej serce radością.

Ukochane siostry, tak wiele je dzieliło, ale jeszcze więcej łączyło. Smutna przeszłość, gorzki smak porzucenia i osamotnienia. Obiecała, że przyjedzie, złożyła przysięgę, więc nic nie mogło jej powstrzymać. Dziesięć lat rozłąki nic nie znaczy dla tej silnej więzi, która splotła ich losy w nadmorskim Dziwnowie. Los, jak przejażdżka na karuzeli, porzucił i zatrzymał je w tym samym miejscu, które przez trzy lata było ich domem.

Był wyjątkowy, pełen rozpaczy, smutku i wzruszeń. Nazywały go norą, ale ona wyobrażała sobie, że to miejsce jest jak z bajki o „tej” Alicji, po drugiej stronie lustra, po której znalazła się przez przypadek. Tak jak bohaterka przeszła przez posrebrzaną taflę, opuszczając krainę szczęśliwości i trafiając na terytorium smutku, gdzie wszystko było inne, mroczne i obce. W ciszy starała się z niej wyrwać, uciec, lecz czas pokazał, że trafiła do teraźniejszości, w przeszłości zostawiając radość i szczęście. To przyszłość okazała się ratunkiem, gdzie nie w ciszy, ale w dźwiękach odnalazła spokój.

Przyjazd budził wątpliwości, szereg zmartwień, ale spotkanie na plaży w umówionym punkcie, tuż przy ich wyspie, upewniło ją, że mimo upływu lat nic się nie zmieniło. Metamorfozie jedynie uległa ich wyspa. Wcześniej plażą można było z łatwością dostać się do nadmorskiego lasu, teraz wymagało to wspinaczki i zmierzenia się z gęsto rozrośniętymi krzakami, które jak strażnicy broniły dostępu. To wyjątkowe miejsce nazywała domem, za którym tęskniła każdego dnia. Wcześniej kojarzące się z radością i ich intymnym światem, w ostatnią noc pobytu w mieście stało się posępne i mroczne. Wydarzenia i cienie rozgrywającego się za kurtyną drzew koszmaru wracały do niej, nie dając o sobie zapomnieć.

Przyjechała ze względu na obietnicę, ale też żeby oddać to, co zabrała, bo nie należało do niej. Pragnęła to załatwić szybko, by cieszyć się towarzystwem przyjaciółek i pobytem nad morzem, ale przewrotny los ponownie udowodnił, że na odpowiedzi trzeba będzie poczekać i na własną rękę je odnaleźć, podejmując się odważnego zadania.

Usiadła i powoli składała sprzęt do torby, starając się, by drobinki piasku nie wślizgnęły się pod osłonę i w trudno dostępne miejsca. Aparat fotograficzny był dla niej ważny, jak ręka i noga, choć ona traktowała go jak drugie serce, organ łapania magii i uwieczniania jej na zdjęciach. Nie rozstawała się z nim, byli zgranym zespołem, tworzyli jedność, robiąc to, na czym jej zależało, a do czego aparat był powołany. Brzmiało to smutno, ale był w jej życiu czymś wartościowym, wsparciem w codzienności, dawał ukojenie.

Zapakowała sprzęt i zwinęła matę, którą zazwyczaj brała na sesje krajobrazowe. Rozpuściła i ponownie związała długie, falujące blond włosy. Morska wilgoć powodowała, że niesfornie się kręciły i uciekały z uchwytu gumki.

Odczuła miły i chłodny dotyk wiatru na odsłoniętym karku, gdy poprawiała zawieszki, które przesunęły się na plecy. Już nie jeden, a dwa łańcuszki zdobiły jej szyję. Oba wartościowe i ważne, nie z racji metali, z jakich były wykonane, ale obdarowujących osób. Złota stokrotka była symbolem jej dzieciństwa i pamiątką po kimś najważniejszym w jej życiu. Drugi, srebrna kotwica, to znak przyjaźni, siostrzanej więzi. Wiązała się z radosnymi wspomnieniami i przypominała o marzeniach, po które warto sięgać. Kojarzyła się też z domem, zapewniając, że nie była na świecie sama, miała swoją rodzinę.

Sprawdziła czas na zegarku, okrągłym i za dużym w zestawieniu z jej drobną ręką. Otrzepała ubranie i zeszła z wydmy. Stopy same zanurzały się w piasku, który coraz bardziej nagrzewał się od słońca. Już nie była sama pośród fal i krzyków mew. Turystów przybywało więcej i więcej.

Skierowała się na wschód, idąc brzegiem morza, gdzie z łatwością pokonywała każdy kolejny metr, nie męcząc się brodzeniem w piasku. Wypatrywała w oddali wyspy, miejsca skrywającego wspomnienia, emocje i tajemnice. Szybko odwróciła wzrok, na później odkładając zmierzenie się z przeszłością.

Jej jasne niebieskie oczy zatrzymały się na domu z niebieską dachówką, celem jej spaceru. Uśmiechnęła się, przepędzając smutek. Wewnętrzny głos szeptał, że sobie poradzi, bo nie była sama, uwolni się od koszmaru z pomocą rodziny. „Jej siostry na każde niebezpieczeństwo i mimo rozłąki na zawsze w pamięci” – zacytowała w myślach, przypominając sobie przysięgę, jaką złożyły w wieku piętnastu lat.

***

Blask promieni słonecznych odbił się od okien tarasu, oślepiając Alwinę. Skorzystała z furtki od strony plaży. Wydma kończyła się, przechodząc w porozrzucaną zieleń i łączyła się z niskim drewnianym płotem, niejednokrotnie połamanym przez wichry i orkany przybywające znad morza. Wysłużone deski miały niedługo zostać naprawione i umocnione, podobnie jak dom z szarymi ścianami i wysłużonymi okiennicami do ziemi. Alwina poznała ambitne plany przyjaciółki i Natana, cieszyła się, że będzie mogła dać coś od siebie.

 

Z zewnątrz dom prezentował się skromnie, upływ czasu był podkreślony rzucającymi się w oczy ubytkami i zużyciem. Farba na drewnie łuszczyła się, dachówka bezpowrotnie straciła intensywność barwy, nawet ramy okienne wymagały wymiany, mocno wysłużone. Wszystkie widoczne wady malały i stawały się wręcz niewidoczne, gdy spojrzało się na sąsiedztwo.

Stojąc na wydmie, w otoczeniu nadmorskiego lasu, piętrowy dom zyskiwał na uroku. Można było zbiec na plażę, docierając do brzegu, gdzie na wilgotnym piasku fale rozkładały swe wachlarze. Z okien na piętrze do podziwiania była nadmorska panorama i linia horyzontu widoczna w bezchmurne dni. Do woli można było zachwycać się zmiennością morza z nadejściem, trwaniem i przemijaniem każdej z pór roku. To zaleta, którą dom mógł się poszczycić.

Przeszła po świeżo skoszonej trawie i weszła na taras. Przez szybę dużych tarasowych okien dostrzegła przyjaciółkę. Lilianna pochylała się nad drewnianym stołem, a jej uwagę przykuwały rozłożone kartki. Za jej plecami wypatrzyła ruchomy cień, który w zbliżeniu okazał się być Natanem. Idealnie do siebie pasowali, zespalając swoje codzienności w jedną, wspólną.

Lilianna z jasną cerą, piwnymi oczami i krótkimi blond włosami była kontrastem, ale i uzupełnieniem mężczyzny o brązowych, falujących włosach, z oliwkową cerą, o zielonych, przepełnionych dobrocią oczach i z sercem wypełnionym empatią. Pomógł Lili i podarował jej najpiękniejszy prezent, na jaki przyjaciółka zasługiwała. Alwina uważała, że to jest najważniejsze w życiu.

Przez minione dwa tygodnie, odkąd zawitała do Dziwnowa, poznała historię miłosną Lili i Natana. Żałowała, że ją to ominęło, że nie mogła towarzyszyć Lili każdego dnia, kiedy się rozbudzała, jak kwiat rozkwitała po długiej zimie.

Tragedia, jaka wydarzyła się dziesięć lat temu, teraz połączyła wiele osób próbujących dojść do prawdy. Tajemnica wyspy wciąż nie została rozwiązana, więc razem postanowili pozbierać okruchy pamięci i odkryć to, co przyćmił czas, co zatajono i przemilczano.

Zapukała w szybę, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Z uśmiechem pchnęła tarasowe drzwi i weszła do środka, nagrzanego od słońca i pachnącego polnymi kwiatami stojącymi w wazonie.

– Nie przeszkadzam?

– Siostra, ty nigdy nie przeszkadzasz. – Lilianna przytuliła przyjaciółkę. – Nie będziemy ci wadzić i zaglądać przez ramię. Oboje wychodzimy. Cały dom dla ciebie. I Alwi, dziękuję. – Pocałowała ją w policzek przepełniona radością.

– Będę twoim dłużnikiem – powiedział Natan i uśmiechnął się, kiedy Alwina podeszła i go objęła. Była otwarta, przyjazna, całkowite przeciwieństwo jego Lili, z charakteru, ale też z wyglądu. Alwina była bardzo szczupła, wydawała się krucha i delikatna. Niedawno poznał smutną przeszłość Lili i był bardzo ciekaw, jak los potraktował Alwinę. Ile w sercu nosiła uraz, ile bólu doświadczyła i z czym musiała się zmierzyć.

– To ja jestem twoją dłużniczką, Natan. Lili jest szczęśliwa i zakochana, dałeś jej to, o czym marzyła. Niczego nie jesteś mi winny – zapewniła Alwina.

– Ja tylko zyskałem, więc zamierzam się odwdzięczyć. Cokolwiek będzie ci potrzebne, mów. – Natan wiedział, że obie potrzebują niezależności, prawa decydowania i podejmowania własnych autonomicznych decyzji. Wiedział też, że czasem ważne było wsparcie, rzucenie dobrego słowa, by wciąż trwać i pokonywać trudności.

– Dzięki, ale ja też zyskuję. – Alwina rozejrzała się po wnętrzu. – To dla mnie przyjemność. Sfotografowanie tak cudownego domu mającego swoją historię rzadko się zdarza, a jest co uwieczniać. Wzbogacę swoje katalogi, znajdę wielu nabywców. W dodatku zobaczę, jak się zmienia, jak nabiera blasku. Remont jest mu potrzebny. Nie martwcie się, wszystko zostanie fotograficznie udokumentowane.

– Warto zachować w pamięci to, jak wyglądał, żeby porównać zmiany. To stanie się częścią jego historii – powiedziała Lili, poprawiając włosy, które poleciały na czoło. – Zachowamy jego przeszłość, uszanujemy ją. – Popatrzyła na Natana z miłością. – Byśmy z czystym sercem weszli w przyszłość.

– On na to zasługuje – wyznał z lekkim drżeniem głosu Natan. – Już za długo był opuszczony i pozbawiony opieki.

– Teraz wszystko się zmieni. Na pewno będzie cudownie. – Alwina już rwała się do robienia zdjęć. Będzie miała szansę zostać z domem sam na sam, z jego starymi murami, dźwiękami i tajemnicami, które może pozwoli jej odkryć.

Uwielbiała doszukiwać się zapomnianych wydarzeń w ukruszonym tynku, wyszczerbionych drewnianych schodach czy w ciężkich i klasycznych meblach, w których pobrzmiewały echa przeszłości. Będzie szukać i wypatrywać zmian zadanych ręką czasu, śladu mieszkańców, rodziców Natana, którzy kiedyś tworzyli szczęśliwą rodzinę, zanim okrutny los nie odcisnął na nich swojego piętna.

– Wszystko zaplanowane i niedługo zaczniemy zmiany – powiedział Natan, ciesząc się z całego przedsięwzięcia. Od przyjazdu na pogrzeb ojca nie był pewny niczego. Teraz nabrał wiatru w żagle, z łatwością podejmował decyzje i kształtował wizję najbliższych dni. W Dziwnowie, swoim rodzinnym mieście, chciał pożegnać demony przeszłości, miał być to czas na złapanie oddechu, na uspokojenie emocji. Ale przeznaczone mu było spotkanie miłości jego życia. Gdy po raz pierwszy natknął się na Liliannę o piwnych oczach, ona potrzebowała pomocy. Fachowiec od jej udzielania nawet się nie zastanawiał. Los wciąż plątał ich losy, aż związał. Natan liczył, że na zawsze. Wcześniej dryfował po świecie, podnosząc żagiel, gdy słyszał głos wzywający pomocy. Teraz wpłynął do portu i wyrzucił kotwicę, na nowo układając przyszłość.

– Możesz oglądać i zaglądać w każdy kąt, czuj się jak u siebie – zachęcała Lili, składając i pakując dokumenty do szerokiej torby.

– Nie krępuj się, Alwi. – Natan przeszukał dom, zajrzał gdzie mógł, ale tego, czego szukał, nie udało mu się znaleźć. Ojciec, zawsze gromadzący przedmioty, przed śmiercią wszystko posprzątał, nie pozostawiając odpowiedzi na wiele jego pytań.

– Jeden z pokoi jest zastawiony moimi rzeczami, które przywiozłam z Poznania. Możesz je poprzesuwać, przestawiać, co tylko chcesz. Niech nic cię nie powstrzymuje.

– Niedługo przywieziemy moje rzeczy z Warszawy – wspomniał Natan, ostatecznie zamykając rozdział z tułaczką po świecie. Wracał do domu, już nie pustego, ale pełnego miłości, jego i Lili.

– Jesteście niesamowici – powiedziała Alwina i aż ręka jej się wyrwała do aparatu, by zachować ich radość w oczach. Oboje byli szczęśliwi, emocje biły z nich jak blask słońca. Pragnęła uwiecznić tę chwilę, zatrzymać na zawsze jako dowód, że naprawdę istniała. – Trafiliście na siebie w tym całym świecie chaosu. To takie romantyczne.

Lili spojrzała na Natana, który wyciągnął do niej rękę, patrząc głęboko w oczy.

– Tylko dlatego, że jest tu twoja siostra nie zaciągnę cię do sypialni – wyznał Natan.

– Dość! – Lili zaśmiała się odrobinę speszona. Uczucie miłości wypełniało jej serce po brzegi i zaskakiwało intensywnością. – Jadę załatwić ważną sprawę. Ważą się moje zawodowe losy, a ty do pracy. Wojtek nie będzie miał z kim wypić kawy – poganiała ukochanego.

– Masz rację, nie chciałbym narazić się szefowi.

– A co dokładnie masz do załatwienia? – zapytała Alwina.

Lilianna pracowała jako copywriter, tworząc hasła reklamowe. Przyjazd do Dziwnowa i chęć pozostania na dłużej zmienił jej obowiązki – już nie w wieżowcu w Poznaniu, ale przez łącze internetowe łączyła się z siedzibą firmy. Zawodowa codzienność przybrała inny rytm i od spotkań ze zleceniodawcami przeszła do mediów społecznościowych, sprawdzając się na nowym i szerszym polu.

– Powiem ci, jak się uda.

– A jak nie, też mi powiesz?

– Obiecuję.

– Trzymam kciuki, by się udało.

– Trzymaj, bardzo mi zależy – zapewniła Lili, korzystając ze wsparcia i troski, których jej przez minione lata brakowało. Siostry uściskały się przy drzwiach, a Alwina jeszcze chwilę w nich postała, machając obojgu na pożegnanie.

Przymknęła powieki, delektowała się morskim smakiem powietrza, za którym tęskniła. Zamknęła drzwi, opierając się o nie plecami. Została sama w dużym domu, wsłuchiwała się w jego dźwięki. Z niecierpliwością, wywołaną nowym czekającym ją wyzwaniem, wróciła do salonu, gdzie zostawiła swoją dużą kolorową torbę, i wypakowała aparat oraz lampę błyskową. Wszystkie niezbędne rzeczy, które pozwolą jej pochwycić ślady i znaki w domu na wydmie.

Czuła ekscytację i nagromadzenie energii, która już chciała zostać wykorzystana. Z aparatem w dłoni postanowiła poznać każde pomieszczenie, każdą wnękę, by złapać pierwszy kontakt i to, co dostrzeże, by dopiero później, metodycznie – jedno pomieszczenie po drugim, ściana po ścianie, jeden kawałek podłogi po drugim – fotografować szczegóły, które w niedługim czasie przejdą do historii.

Na parterze mieścił się przestronny salon, który przechodził w kuchnię, nieodgrodzony żadną ścianą. Duże okna wychodziły na słoneczny taras, z którego rozpościerał się widok na morskie fale i horyzont. Ciemnym korytarzem minęła schody na piętro i zajrzała za pierwsze drzwi, naprzeciw wejściowych. W niewielkim pomieszczeniu z małym okienkiem pod sufitem mieściła się kotłownia. Poszła dalej zaciekawiona drzwiami na końcu korytarza, które przez szparę przepuszczały pasmo światła.

Nacisnęła klamkę, która w pierwszej chwili stawiła opór, jakby sprzeciwiając się, aby ktokolwiek przekroczył próg pomieszczenia. Pchnęła ciężkie drzwi i momentalnie poczuła zapach starości i zaduchu, jakie wydawały wiekami niewietrzone kąty.

Oślepił ją blask bijący z okna, z każdą sekundą odsłaniał zawartość osamotnionego pokoju.

Odruchowo przyłożyła aparat do twarzy, a oko z niebieską tęczówką spojrzało przez wizjer. Robiła zdjęcia, wykorzystując oślepiające światło dnia, zamazujące kontury pokoju, ale tym dosadniej podkreślające jego skrywane sekrety. Liczyło się dla niej pierwsze spojrzenie, naturalna ciekawość, która pozwoli uwiecznić unikatowe ujęcie. Tak było zawsze, gdy poczuła zew polowania, pragnienie upamiętnienia obrazu, jakby zaraz miał zniknąć i nigdy więcej się nie pojawić.

Robiła zdjęcia bez opamiętania, zatracając się w poznawaniu i przyglądaniu, bo gdy moment uniesienia minie, mgła się rozrzedzi, a ciekawość zastąpi wiedza i pewność. Tak było za każdym razem, gdy odwiedzała nowe miejsce, a sporo ich było. Przemierzała kilometry dróg, wciąż goniąc za najlepszym i wyjątkowym zdjęciem, chwilą, którą zachowa, a której nikt jej nie odbierze.

Inaczej było z ludźmi, którzy pojawiali się i odchodzili, ona też przyjęła tę zasadę. Nieprzywiązywanie się, nietworzenie przyszłości, która mogła ulec zmianie, w sekundzie przewracając jej świat do góry nogami. Wolała jak aparat pochwycić unikatowe ujęcie, które zostanie w niej na wieczność, zanim rozbudzą się wątpliwości i pytania niedające jednoznacznej odpowiedzi.

Do jej świadomości przebił się dźwięk. Jednostajny, miarowy, po chwili głośniejszy. Przepędziła woal wspomnień i skupiła się na otoczeniu. Ktoś pukał do drzwi, ktoś stał za nimi i to ona musiała otworzyć.

***

Alwina otworzyła z uśmiechem, unosząc głowę.

– Dzień dobry. My się jeszcze nie znamy – przywitała się, wpatrując się w mężczyznę i jego uniesioną wysoko brew. Był wysoki i barczysty, mógł być groźny, ale w jego oczach wypatrzyła spokój.

– Dzień dobry. Raczej się nie znamy. Przyszedłem odmierzyć kąty – powiedział głębokim głosem, przyglądając się dziewczynie. Pierwsze, co go zaskoczyło, to jej drobna buzia i grzywka do połowy czoła. Była szczupła i wysoka, bez wyraźnych kobiecych kształtów, co go zdziwiło. Przyjaciel ze szkolnej ławy zazwyczaj omijał wzrokiem kruszynki, uwielbiając wypukłości biustu i zakrzywienia bioder.

– Natan nic mi nie wspomniał, że ktoś ma przyjść, ale proszę. – Odsunęła się, zapraszając gościa do środka. Przeszła korytarzem do salonu i zatrzymała się w kuchni. – Może kawa, herbata, napój?

– Nie chciałbym robić kłopotu...

– To żaden kłopot, naprawdę. Zaraz szybko przyszykuję i sama się napiję. Proszę się rozejrzeć, to wspaniały dom, ja zachwycam się nim nawet w takim stanie. Po remoncie będzie przepiękny...

Mężczyzna poszedł za dziewczyną, nie spojrzawszy na ściany i wnętrze, a wyłącznie na niej skupiając uwagę. Potok słów, który wylał się z jej ust, nie dał mu chwili na wtrącenie słowa. Był zaskoczony i zaciekawiony wyborem przyjaciela. Nawet jego trzy siostry nie mówiły tyle, ile dziewczyna o niebieskich dużych oczach, które przede wszystkim przyciągały jego wzrok. Zgadywał, że to właśnie one uwiodły Natana, który zrezygnował z tułaczki po świecie, i dla nich postanowił wrócić i osiąść w rodzinnym mieście.

 

– Przepraszam... Dokładnie to o czym rozmawiamy? – wtrącił, zupełnie jej nie słuchając, skupiony na swoich rozważaniach. Postanowił to uporządkować, oznaczyć, bo za wiele słów wprowadzało zbędny chaos.

– Herbata czy kawa? Przepraszam, nie wiem, jak działa ten ekspres, często spotykamy się w domu na wydmie, ale to zazwyczaj Natan robi kawę. – Niezrażona podeszła do urządzenia i próbowała je uruchomić. – To chyba pojemnik na mleko, ale jak go wyjąć? – zastanawiała się. – Może usiądziesz i poczekasz, a ja się wszystkim zajmę – zapewniała, gdy do niej podszedł, marszcząc brwi. Była zaskoczona wizytą niezapowiedzianego gościa. Zazwyczaj, jak poznała nową osobę, była niespokojna, odrobinę nerwowa, ale wątpliwości odpuszczały, gdy oddawała się rozmowie, która wiele ułatwiała i jeszcze więcej wyjaśniała. Chwyciła plastikowy pojemnik, który nie chciał wysunąć się z urządzenia.

– Nie musisz go wyciągać, nie piję z... – Nie zdążył dokończyć, gdy dziewczyna gwałtownie wyszarpnęła pojemnik, resztką białego napoju chlapiąc w jego twarz. – Mlekiem – dokończył, przymykając powieki i czując, jak po twarzy płyną mu krople mleka.

– Przepraszam! To niespecjalnie. Może pomogę. – Alwina odwróciła się, ręką sięgając po papierowy ręcznik, a gdy go pociągnęła, drewniany stojak przewrócił się, rozwijając całą rolkę, po czym spadł na podłogę.

– Stop! Nie ruszaj się i nic nie mów – zastrzegł groźnie, schylając się po ręcznik, i przetarł twarz, obserwując dziewczynę, która o dziwo posłuchała.

– Nie jestem niezdarą.

– Nie pomyślałbym tak.

– To seria niefortunnych zdarzeń. Zazwyczaj każdy sprzęt mnie słucha, jestem...

– Poczekaj. – Przyłożył palec do jej ust, nie chcąc, by ponownie zalała go lawina słów. – Za dużo informacji naraz, możemy zwolnić. Proszę – powiedział łagodnie, otrząsając się po pierwszym szoku, jakim okazała się dziewczyna Natana. Nawet był jej wdzięczny za ochlapanie chłodnym mlekiem, które go otrzeźwiło.

– Oczywiście, choć wolę od razu...

– Teraz moja kolej, moja kwestia – rzucił z lekko pobłażliwym uśmiechem. Nie chciał robić jej przykrości, bo była naprawdę urocza, poza tym skoro przyjaciel ją wybrał, musiała być wyjątkowa. – Nie musisz robić sobie kłopotu, wpadłem tylko na chwilę. Chciałem przyjrzeć się domowi, zobaczyć, co faktycznie jest do zrobienia. – Odwrócił wzrok od niebieskich tęczówek, które wnikliwie mu się przyglądały i rozejrzał po wnętrzu.

– Natan wspominał o jakimś koledze, który zawodowo zajmuje się budowlanką.

– To ja. Pozwolisz, że się rozejrzę i zobaczę resztę domu. – Nie czekał na jej odpowiedź, tylko skupił na tym, po co tu przyszedł. Chciał poznać konstrukcję budynku, wyłapać jego mocne i słabe strony, wychwycić to, co można było w nim pozmieniać na lepsze, a co należy zostawić, zachowując dawny kształt.

– Ten dom jest cudowny. Zachwyca już z zewnątrz, choć taras i ogrodzenie przy plaży potrzebują wymiany. Najbardziej lubię okna, duże tarasowe. Wpuszczają mnóstwo światła, nie ograniczając widoków. Przyjemnie jest oglądać tu zachody i wschody słońca, można w piżamie, prosto z łóżka wyjść do ogrodu i wpatrywać się w niebo, którego nic nie zasłania. A po kilku krokach można zanurzyć stopy w piasku i podziwiać morze.

– Umiejscowienie ma wyjątkowe – stwierdził, budząc się z rozmyślań, gdy słowa dziewczyny przedarły się przez jego skupienie. Poszedł w głąb korytarza. Niestety dziewczyna i jej głos szli za nim. Była jego nową klientką, więc nie mógł jej przepłoszyć czy do siebie zniechęcić, choć w duchu modlił się o samotność.

– Doszłam do ostatniego pokoju, jest taki tajemniczy, ciężki i duszny. To jest gabinet ojca Natana. On był...

– Prokuratorem, wiem – ubiegł ją, odwracając się do niej. Zatrzymali się w półmroku, blask z okna pokoju oświetlał ich profile, choć nadal stali w ciemnym korytarzu. – Myślę, że będzie jeszcze czas na omówienie wszystkich szczegółów – zapewnił ze spokojem, nachylając się nad dziewczyną, która mimo wysokiego wzrostu sięgała mu do brody. – Teraz chciałbym obejrzeć pomieszczenie i zobaczyć, co trzeba w nim zmienić.

– Jestem ciekawa twoich pomysłów. Na pewno wiele w życiu budowałeś i remontowałeś. Miałeś jakieś duże albo ciekawe projekty, wyzwania, którym z trudem sprostałeś? Masz może zdjęcia, przed i po zmianach, ja właśnie to mam...

– Poczekaj. – Ponownie przyłożył jej palec do pełnych ust, które wyróżniały się w drobnej twarzy. – Lili tak, Lili chciałbym...

– Nie jestem...

– Jeszcze nie skończyłem.

– Ale musiała zajść...

– Nie masz jakichś zajęć?

– Mam całkiem sporo, tylko że zaszła pomyłka, to z mojej winy, nie przedstawiłam się...

– Jestem Miron, miło mi cię poznać. – Słowny ping-pong zaczął go męczyć i irytować.

– Miło mi cię poznać, Mironie, ja...

– To może się nimi zajmiesz i zostawisz mnie samego, teraz. Proszę – rzucił, choć wcale nie było w jego słowach prośby.

– Oczywiście, pewnie, nie chciałabym przeszkadzać. – Zrobiła krok w tył urażona. – Chcę jedynie dodać, że jestem Alwi, nie Lili. To miłego oglądania, Mironie.

Zatkało go, znieruchomiał, widząc, jak z pochyloną głową wróciła do salonu. Poczuł się, jakby odtrącił miłego szczeniaka, który chciał się przywitać. Jej smutne oczy spowodowały u niego wyrzuty sumienia, w dodatku okazało się, że to nie była dziewczyna jego przyjaciela.

Nie wiedział, co zrobić, czy iść do niej i naprawić błąd, czy odwrócić się i dalej robić swoje. Zastanawiał się, gdzie popełnił błąd, przyznając, że to w drzwiach powinien się przedstawić. Dziewczyna jednak tak go zainteresowała, że zapomniał o dobrych manierach, a przez jej słowotok, zupełnie się zagubił. Natłok informacji podany w ciągu minuty każdego faceta by rozkojarzył, tak przynajmniej to usprawiedliwiał.

Przejechał ręką po jasnych, krótko obciętych włosach, szybko podejmując decyzję. Musiał naprawić złe wrażenie. Idąc do salonu, już w myślach rozważał, co jej powie, by załagodzić niepotrzebne spięcie.

– Alwi to od jakiego imienia? – Przyjrzał się jej, w oddali widząc długie blond włosy, które wypuściła z gumki i ponownie związała. Kręciły się w fale, sięgając do połowy drobnych pleców, tylko jej za krótka grzywka tworzyła niepasujący do całości element. Odwróciła się do niego i ponownie utknął w jej niebieskich dużych oczach. Odetchnął z ulgą, gdy się do niego uśmiechnęła. Nieświadomie ponownie wstrzymał oddech.

– Od Alwiny... Przepraszam, powinnam się przedstawić. Może zrobimy to odpowiednio. – Podeszła do niego, wyciągając szczupłą dłoń. – Alwina Konarska.

– Miron Nawrocki. – Pochwycił jej dłoń kontrastującą z jego twardą i spracowaną. – Miło mi cię poznać, Alwi.

– Cieszę się, że lepiej się poznamy. Lubię poznawać nowych ludzi. Jestem ciekawa twoich pomysłów i od czego zaczniesz remont. Pracy jest mnóstwo, a nasi przyjaciele zasługują na wspaniały dom. On też zasługuje na najlepsze.

– Zgadzam się.

– Niedługo poznasz Liliannę. Zobaczysz, oni pasują do siebie idealnie, wiesz, jak się poznali? Lili pękła...

Miron uśmiechnął się z pobłażaniem, a wyrzuty sumienia szybko się ulotniły, kiedy usłyszał, że dziewczyna na nowo się rozgadała. Nie powstrzymywał jej, tylko odwrócił się i ruszył do gabinetu, aby skończyć to, co zaczął. Niech tak zostanie: ona lubiła mówić, on lubił milczeć, więc każdy robił to, co dla niego najlepsze.

***

Gabinet prokuratora był urządzony praktycznie, nie było tam żadnych ozdób. Pod ścianami, jakby w szeregu, poustawiano regały wypełnione szczelnie książkami. Meble prezentowały klasyczny styl i solidne wykonanie. Bliżej okna stało wysłużone biurko, a przy nim fotel, jego tapicerka gdzieniegdzie była przetarta. Pokój był zakurzony i przesiąknięty zapachem starzyzny, nawet kilka dni czy tygodni wietrzenia nie przegoniłoby zaduchu przeszłości, który zagnieździł się w zgromadzonych tu przedmiotach.

Miron widział go w pastelowych barwach, z odnowionymi ścianami, z większą ilością oświetlenia i jaśniejszymi meblami. Przez okno wychodzące na zachód promienie słońca zaglądały tylko pod koniec dnia, więc dodałby lustra, które odpowiednio ustawione rozproszą światło po całym wnętrzu. To była jego propozycja, ale na pierwszym miejscu była wizja klienta, w tym wypadku jego przyjaciela. Miron przedstawi możliwości oraz praktyczne rozwiązania wykorzystania przestrzeni i razem ustalą co dalej. Chciałby, żeby Natan był zadowolony, zasługiwał na to nie tylko on, ale i dom, który przetrwał nie jeden orkan.