Łączę światy. Michał Milka - Rozmawia Dorota BielskaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Osoby, których nie wymieniamy, wybaczcie mi, że was nie ma w tej książce. Chciałbym was dodać, ale nie mogę, bo książka ma swój limit. Ale musicie to wiedzieć, że bardzo was kocham i cieszę się, że was mam w życiu.

Michał Milka

PS A jak będzie kontynuacja książki, to was dodamy!


Wstęp

Księga moja.

Twoja księga.

To co, zaczynamy?

Ooo! Ja jestem gotowy! Ja kocham takie rzeczy.

A na co jesteś gotowy?

Z twoich rąk – na wszystko.

Wiesz, co mamy robić?

Wiem. Księga powstaje o moim życiu.

Po co ludziom książka o tobie?

Muszą więcej wiedzieć o zespole Downa i o moim życiu.

Po co?

Żeby wiedzieli, jak to jest.

A przedstawisz mnie czytelnikom?

Moi kochani, poznajcie moją Dorotę, którą kocham. Łączy nas miłość nietypowa, artystyczna. Dorota to osoba na właściwym miejscu, reżyserka teatru i moja przyjaciółka, i menadżerka. I ona ze mną książkę zrobi. Dobrze?

Chyba dobrze. Powiesz też coś o Jarku?

Drodzy kochani, poznajcie mojego Jarka, który jest moim wielkim przyjacielem i mnie prowadzi. Jest moim reżyserem, menadżerem, i był nawet moim profesorem w projektach. Jest dla mnie ważny i go kocham. I teraz hit! W tej książce stworzył bardzo ciekawe rzeczy o mnie, takie grafiki: „Michał Milka w różnych akcjach”. I mówi, że jestem ciachem, i ma w tym rację (śmiech). I dużo ze sobą rozmawiamy. Jestem dumny, że go mam. Dorota i Jarek razem – wspaniała z nich parka. I wspólną książkę o mnie ze mną robią, to jest bardzo ważne, bo czas zmienić świat.

Wow! (śmiech)

A teraz ty powiedz, jak ta książka będzie wyglądać.

Znajdą się w niej moje rozmowy z tobą i z ludźmi, którzy są dla ciebie ważni, i których wybrałeś.

To nie ja wybierałem.

A kto?

To przeznaczenie. To oni mnie wybrali i mnie kochają. Los mi ich połączył. Czy możemy powiedzieć, że ta książka jest już napisana?

Chyba możemy, wstęp zwykle pisze się na końcu.

Dobrze ci się ze mną pracowało?

Super mi się pracowało, dowiedziałam się o tobie mnóstwa rzeczy – o świecie, w którym żyjesz i który cię kształtował, o dzieciństwie, o przeszłości. Ale muszę przyznać, że początkowo miałam trochę inny pomysł na tę książkę (śmiech).

No, ale ze mną się nie da inaczej (śmiech).

To prawda. Jesteś jak żywioł. Nieprzewidywalny.

A co teraz myślisz o moim charakterze?

Myślę, że jesteś niezły gagatek.

(Michał się śmieje)

A poza tym jesteś niesamowicie wrażliwy i masz niezwykłe podejście do świata, widzisz go bardzo głęboko.

No tak.

Masz też swój charakterek i wady (śmiech). Muszę jednak przyznać, że choć u innych prawdopodobnie byłyby nie do wytrzymania, to u ciebie są w sumie takie… kochane.

Cóż, mogę się przyznać, po prostu jestem facetem do kochania!

Nie mogę zaprzeczyć (śmiech).

A czy ciebie ta nasza książka zmieniła?

Myślę, że tak. To była dla mnie przygoda. Podróż. Spotkanie z tobą jest dla mnie czymś zupełnie nieoczekiwanym… Wiesz, że ja jeszcze trzy lata temu nie miałam żadnego kontaktu z osobami z niepełnosprawnościami? A teraz nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy się nie znać…

Jesteśmy już połączeni!

Na wieki! (śmiech) Wiesz, dlaczego poproszono nas o tę książkę?

Domyśliłem się. Żeby pokazać osobę z zespołem, która dobrze funkcjonuje.

Michał, książka jest o tobie, bo jesteś niesamowitym człowiekiem! Nie chodzi tylko o to, że masz zespół Downa. Jesteś po prostu wyjątkowy.

Ta książka będzie prawdziwa.

Chcielibyśmy, żeby taka była – i ty, i ja. Dlatego mówisz w niej swoim prawdziwym językiem. Czasami dosyć oryginalnym (śmiech).

Bo ja jestem sobą. Taki się urodziłem. Po prostu mam kolorowy język, chociaż się różni. Moja mowa to jest właśnie moja barwność.

A żeby było jeszcze bardziej prawdziwie, trochę cię czasem naciskam…

Kocham cię za to naciskanie (śmiech).

Czasami nie chcesz czegoś powiedzieć, a ja cię dalej pytam…

Bo czasem, jak coś jest trudne, to ja nie lubię o tym rozmawiać, a to czasem są bardzo trudne tematy dla mnie. Ale chcę, żeby to było w książce. Jak o tym się nie mówi, to ludzie nie będą wszystkiego wiedzieć. A ty to umiesz ze mnie wyciągnąć (śmiech).

A te momenty, kiedy mówiłam ci o twoim charakterku? (śmiech)

To jest przekomarzanie. I to jest słodkie. Ja lubię się przekomarzać z taką cudowną kobietą.

Ależ ty jesteś czaruś!

Kochana, ja mówię samą prawdę.

No dobrze, to zapraszamy do niezwykłego świata Michała Milki.

Ta lektura przychodzi do was,

żebyście to przeczytali i zrozumieli mój świat.

Wasz Michał Milka


Słowniczek Michała

Akceptacja

Akceptacja to jest akceptowanie inności. Na przykład osoby z zespołem Downa.

Bóg

Bóg jest miłością. Tyle mogę powiedzieć. Bóg jest miłością, która łączy ludzi. A gdzie jest Bóg? W każdym z nas. Każdy z nas jest dzieckiem Boga. Trudna jest wiara – i kropka. A czy Bóg jest dobry? To jest trudne mi do powiedzenia. Jest dobry, z powodu, że są dobrzy ludzie na świecie.

Człowiek

Każdy z nas jest człowiekiem. Człowiek to człowiek. Ma uczucia i emocje. I ma ciało. Wszystko to jest potrzebne do życia. I ma rozum. Zwierzęta też mają rozum, ale nie umieją myśleć tak, jak ludzie. My, ludzie, też mamy zachowania zwierzęce.

Duchowość

To jest wiara, nadzieja, podejście do świata inaczej. Duchowość daje lepsze jutro. Jeżeli chodzi o religijne sprawy, to jest to bardzo ciekawy temat, ale bardzo intymny. Wiara jest różna – są katolicy, są świadkowie Jehowy, są muzułmanie. Wszyscy jesteśmy od jednego Boga i trzeba się jednoczyć. Bóg jest miłością – tak uważam i nie zmienię zdania. A jak ktoś mówi, że nie ma Boga, to pytam: „Człowieku, a jak powstałeś, co?”. Jeśli my istniejemy, to Bóg też istnieje.

Dystans

Dystans jest czymś złym. Ja nie lubię dystansu. To jest za twarde i za nieprzyjemne. W życiu chodzi o spotkanie z bliskimi.

Emocje

Są różne: miłosne, radosne, złość, gniew, rozpacz. Ja na przykład bardzo dziwnie reaguję. Łapię się za głowę, jak ostatnio. Nie panuję nad emocjami. Jak mnie coś złości, to chcę rozwalać. Mamuśka mówi, że wtedy wrzeszczę. I wrzeszczę czasami. A ostatnio płakałem ze szczęścia. Wy macie podobnie, tylko my jesteśmy słabsi bardziej. Delikatniejsi. Nas łatwo zranić.

Empatia

Empatia. Mmm… To takie przyjemne słowo. Oznacza, że rozumiemy drugą osobę, że bardziej odczuwamy. Ja na przykład odczuwam ból drugiej osoby, której chcę pomóc. Jak komuś jest smutno, to mi się to udziela.

Honor

Honor, ludzie! Honor i godność to jest trudna sprawa. Kiedyś walczyli o honor Polaka. A dzisiaj? Dzisiaj Polska kontra Polska. Ja jestem honorowy wtedy, jak chodzi o prawa innych. Ze mną można porozmawiać, ale nie atakować. Wolę, jak się mówi wprost. Prosto w twarz. Jak masz coś do mnie, to do mnie podchodzisz i mówisz. Honor jest wtedy, kiedy człowiek ma szacunek do siebie. Osobie honorowej można ufać. Tak jak mnie.

Instynkt

Każdy go ma. My mamy większy. Każdy ma inny instynkt. Macierzyński u kobiety. Ja mam ojcowski. Braterski. Ja mam instynkt jaguara. Drapieżny, uwodzicielski i do kochania. A wiesz czemu tak mówię? Bo my z zespołem mamy tak, że każdy z nas ma oczy jaguara. Mamy instynkt życia w grupie. Każdy z nas musi być w stadzie, a nie osobno. Bo samotnik szybko ginie.

Mądrość

Od mądrych ludzi można się uczyć mądrości. Einstein albo Archimedes, pierwszy syn Hefajstosa – to byli mądrzy ludzie. Mądrość to wiedza. Wiedza o życiu też jest mądrością. Tego trzeba się uczyć tak jak od moich przyjaciół. Ale nie takiego twardego życia, jak mnie uczono, bo to tylko niszczy człowieka, chodzi o mądrość taką inteligentną. Od ludzi inteligentnych trzeba się uczyć mądrości.

Pasja

Pasja – uwielbiam! To są zainteresowania. Każdy człowiek ma jakąś pasję. Mieć pasję to znaczy, że człowiek lubi coś robić. Grać w teatrze na przykład, tak jak my. Robić zdjęcia. Czytać książki. Jakby człowiek nie miał pasji, toby było gorzej. Bo co ma robić? Tylko pracować? Chociaż praca też jest pasją… Pasja jest po to, żeby człowiek był szczęśliwszy. Znałem kiedyś takiego faceta, który nie miał zespołu Downa i niczym się nie interesował. Patrzył tylko w okno. Taki człowiek nie lubi ludzi ani nie lubi siebie.

Miłość

Ooo… Miłość to jest uczucie bardzo potężne! Ja tego doznałem wtedy, kiedy walczyłem o Dominikę w „Down the Road”. Ciebie kocham i Jarka. I mamuśkę. I Weronikę z Kobasem. I dużo ludzi kocham. Jak widzisz kogoś podobnego do ciebie, to miłość bierze cię od razu. „Miłość jest potęgą”, jak kiedyś przeczytałem. Może być różnie, ja mogę kochać kogoś i ta osoba może mnie kochać. I to jest tak samo ważne. Miłość jest bardzo potrzebna w życiu. Bez miłości są ból i cierpienie.

 

Nienawiść

Nie lubię tego słowa. Mówili dzisiaj w telewizji mówili, że facet zaatakował Azjatkę. Nienawidził jej, bo była inna. Do czegoś się przyznam. Miałem raz ochotę zaatakować faceta. Byłem wtedy z moją mamą. Zobaczyłem mężczyznę, który rzucił się na muzułmankę. Do tej pory nie mogę tego zapomnieć. Wyrwał jej torbę i próbował kopnąć ją w twarz. Mnie poniosło. Prawie bym się na niego rzucił. Był sto razy większy i grubszy ode mnie, a ja wrzeszczałem: „Ty wariacie, zaraz cię walnę. Kobiet się nie bije!”. Nie słuchał mnie. Skąd jest nienawiść? Jak ktoś ma inny kolor skóry, to ten, kto go nienawidzi, jest rasistą. Niektórzy nas nienawidzą, osób z zespołem Downa. Doświadczałem tego. Ale we mnie nie ma nienawiści. Nienawiść to jest najgorsza rzecz.

Patriotyzm

Patriota to jest ten, który kocha Polskę, Polskę ma w sercu. Patriota mówi o wolności, walczy o wolność i o swoje prawa. I zawsze wygrywa. Kocham Polskę, bo może być nowoczesna, za to ją kocham. Polska jest kobietą. Kocham Polskę, bo jestem Polakiem. A ja jestem Polakiem nowoczesnym, tak jak cała moja rodzina. A jak byłem za granicą i mówiłem, że jestem Polakiem, to krzyczeli: „Polooonia, fantastic Polonia!”. Gdy wracam z innego kraju, to myślę, że Polska to mój dom. Lubię wyjeżdżać, poznawać świat, doznawać go, nawet boso. Ale lubię też wracać do domu.

Przyjaźń

Ja stawiam na przyjaźń. Nawet zginę za przyjaciela. Przyjaźń jest darem.

Przyjemność

Seksualność. Drugie to mieć rodzinę. I mieć dla kogo żyć. Ja lubię lody. To jest przyjemne, jak się je lody albo słodycze, tylko niestety muszę ograniczać. Spacery. Czytanie. Jeżdżenie na koniu. Pogłaskanie kogoś. Danie całusa. Randka pierwsza z kobietą, o tym marzę, aby pójść na randkę…

Sztuka

Sztuka uczy życia. Teatr. Muzyka. Obraz. Rzeźba. Sztuka jest potrzebna, bo ludzi zmienia.

Świat

Świat to my wszyscy. Ludzie, zwierzęta, przyroda. Świat musi być raz taki, raz taki. Ja kocham świat, ten dobry świat. Bo złych rzeczy się nie kocha.

Zazdrość

Ooo, tego nie lubię. Zazdrość jest czymś strasznym. Człowiek drugiego człowieka czasem zabija z zazdrości. To jest najgorsza rzecz. Mi też zazdrościli, że jestem sławny. A czasem sam jestem zazdrosny. Czasami chciałbym mieć to, co ktoś inny, na przykład żeby za mną kobiety latały. Ale to nie jest zazdrość. A jak Dominika dostała dwie statuetki, a ja jedną, to mnie trochę nosiło. Ale wytłumaczyłem sobie, że to jest kobieta. Jakby to był facet, toby była kicha (śmiech). Ale ja nie lubię być zazdrosny. To jest bardzo zła cecha.

Zdrowie

Zdrowie człowieka. Psychiczne i fizyczne. Trzeba dbać o zdrowie i sporty uprawiać: koszykówka, bieganie i twerking. O psychiczne zdrowie też się dba, chodząc do lasu. I trzeba mieć wsparcie w życiu. Moja mama i moi przyjaciele, i rodzina. To jest moje zdrowie.

Źródło

Źródło nadziei. Dobrej energii. Źródło dobra. I promienie słońca. Miłość to też jest źródło. Miłość jest bardzo potężna. Najpotężniejsza.


Rozdział 1
Dzieciństwo
Początki

mama

To przedstawię wam moją wspaniałą mamę, Jolantę Wirzeską-Woszczerowicz, która dała mi swoją mądrość, swoją obecność i ciekawość życia. Wiem, że mnie kocha. Dzięki mojej mamie zrozumiałem, że jestem najważniejszy – i dzięki tacie. Bardzo moją mamę kocham, chociaż jest różnie, czasem się kłócimy. Po prostu moja mama ma inne zdanie niż ja, ale bardzo ją kocham. I szanuję. Przecież to moja mama.


Opowie mi pani o narodzinach Michała?

Żeby Michał się urodził, musiałam przejść łącznie trzy operacje. Pierwsza była w dwunastym tygodniu ciąży, bo miałam krwiaka, który uciskał dziecko. Potem była jeszcze jedna operacja i na końcu cesarskie cięcie, więc w rezultacie całą ciążę przeleżałam w szpitalu. Michał urodził się w siódmym miesiącu ciąży. Był maleństwem, miał czterdzieści trzy centymetry długości i nie ważył nawet dwóch kilogramów. Dopiero wtedy się okazało, że ma zespół Downa, wcześniejsze badania tego nie wykazały. Byłam w fatalnej formie, czekała mnie jeszcze jedna operacja… Gdyby nie wsparcie mojej rodziny, mojej przyjaciółki, która jest teraz pedagogiem, profesor Ewy Rodziewicz, nie dałabym rady, to było tak straszne. W ogóle utrzymanie go przy życiu… on był taki maleńki… Przez cały miesiąc przychodziła do nas pielęgniarka, która go kąpała, bo ja nie byłam w stanie. Jego ojciec był w dużo lepszej formie, lepiej ode mnie dawał sobie z tym radę.

Ile miała pani lat, kiedy Michał się urodził?

Czterdzieści.

A ojciec Michała?

Był o kilkanaście lat ode mnie starszy. Ale naprawdę świetnie sobie radził – być może pozornie, bo ja byłam totalnie załamana. Był wielkim wsparciem, wspaniałym ojcem. Bardzo dużo zajmował się Michałem.

Urodzenie dziecka z zespołem Downa to sytuacja, która na pewno zupełnie wytrąca z równowagi, przekreśla dotychczasowe plany i wyobrażenia…

To jest jak z nieba do piekła. Miałam wspaniałą pracę, którą uwielbiałam. Pracowałam jako pilotka, przewodniczka wycieczek, tłumaczka. Jeździłam po całym świecie. Teraz to żaden problem, żeby się przemieszczać, to raczej kwestia finansów. Ale w tamtych czasach wszystko wyglądało inaczej, a ja właściwie fruwałam po całym świecie. Porzucenie pracy byłoby dla mnie straszne.

Myślę, że najwięcej zawdzięczam mojej lekarce, doktor Barbarze Ratajczak, pediatrze, która zajęła się Michałem, kiedy miał trzy miesiące. Powiedziała mi wtedy: „Szczęśliwa matka, szczęśliwe dziecko”, i namówiła mnie na powrót do pracy. Bałam się tego, ale ona twierdziła, że potem będzie jeszcze trudniej. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, czy Michał będzie siadał, czy będzie chodził, czy będzie mówił i co się w ogóle będzie działo. Dziecko z niepełnosprawnością to naprawdę poważny stres. Nigdy nie wiadomo, co będzie w następnym etapie…

A gdyby pani wiedziała, że Michał ma zespół Downa?

Gdybym wtedy wiedziała… Nie potrafię dzisiaj powiedzieć, jak bym się zachowała. Kocham Michała, on jest dla mnie całym światem, słońcem i księżycem. A jak bym się zachowała kiedyś tam? Nie wiem…

A jak jest teraz?

Teraz nie zastanawiam się, co będzie dzisiaj czy jutro, ale martwię się tym, jak Michał będzie sobie radził sam, beze mnie… On jest ze mną bardzo związany, stale pod bardzo czułą opieką. Jak śpię, a on się budzi, to też wstaję. Przewiduję jego reakcje, jego samopoczucie, a nawet jego stany chorobowe. I to jest bardzo przykre, co powiem, ale nie wierzę, że ktoś mógłby się nim tak zająć, jak ja.

Michał jest wysoko funkcjonującą osobą, która wyraźnie wyróżnia się na tle innych. Ma bogaty zasób słów, mówi barwnie. Od czego to zależy?

Michał wkrótce po urodzeniu stał się pacjentem Poradni Genetycznej w Gdańsku, gdzie był otoczony doskonałą opieką. Oprócz tego dzięki mojej pracy miałam różne kontakty z lekarzami, znałam wielu profesorów. Moje znajomości sięgały również poza Polskę. Konsultowałam zdrowie Michała na przykład z profesorem Schmidem z Heidelbergu. Starałam się z różnych źródeł uzyskiwać informacje na temat zespołu Downa. Dzięki poradom specjalistów stosowaliśmy odpowiednią dietę i suplementy. Kupowałam też leki stymulujące z Niemiec, które Michał brał od trzeciego do dwudziestego trzeciego roku życia. To kosztowało nas majątek, ale wtedy w Polsce były one nie do kupienia.

Mimo tego, że Michał był wcześniakiem i że bardzo źle zadziałała na niego moja operacja w trakcie ciąży, dzięki tym lekom szybciej się rozwijał. Wspomniana już pediatra cały czas nas wspierała, dawała nam nadzieję. A Michał miał różne choroby, na przykład bardzo duże problemy z jelitami, na które z kolei sprowadzałam leki z Londynu. W Helsinkach kupiłam mu taki specjalny stymulujący fotelik. Poza tym od samego początku miał logopedkę, dużo z nim rozmawialiśmy, często słuchał muzyki, robiliśmy mu ciągle masaże i inne stymulacje. Miał lekko niesprawną jedną nogę, dlatego musieliśmy mu kupować specjalne buty. W zasadzie to była niekończąca się praca.

Pani dużo wyjeżdżała, ale ile to jest „dużo”?

Bardzo dużo. Myślę, że siedemdziesiąt procent czasu Michał spędzał tylko z ojcem. Wróciłam do pracy, kiedy Michał miał pół roku, inaczej bym ją straciła. Ale nie musiałam się o niego martwić, bo naprawdę miał wspaniałą opiekę. Nigdy nie był sam. Od razu zajęła się nim moja siostra – przychodziła do niego codziennie. Kiedy Michał skończył trzy miesiące, zaczęła się nim zajmować także moja kuzynka, która przeszła na wcześniejszą emeryturę. No i oczywiście był z nim kochający, wspaniały ojciec, z którym – myślę – czuł się wtedy lepiej niż ze mną. Michał wychowywał się w bardzo słodkim kokonie. Miał naprawdę wiele szczęścia…

Michał

Ja byłem rozkosznym dzieckiem byłem. Mogę powiedzieć, że na początku raczkowałem i miałem słodki uśmiech… Mamuśka mówi, że byłem bardzo rozkoszny. Ale byłem taki, że ja psikusy robiłem.

Jakie na przykład?

Mamuśka siadała na krześle, a ja łup…

Och, to raczej straszne psikusy…

(Michał śmieje się jak chochlik)

Dzieciństwo miałem ciekawe. Tylko ja mało pamiętam. Uparty byłem i nie chciałem różnych rzeczy robić. Nie chciałem słuchać.

Dzieci z zespołem Downa trzeba bardziej pilnować niż inne dzieci?

Czasami, jak są w złej formie na przykład, to tak. Ale w dobrej nie.

Co to znaczy, że są w złej formie?

Zła forma zespołu Downa wygląda tak – sam to widziałem, jak to wygląda – że to nie mówienie, tylko jakieś dźwięki wydawane i bez przerwy trzeba ich pilnować trzeba.

A na przykład kiedy rodzice ci mówili: „Bądź blisko nas, bo tam jeżdżą samochody”, to słuchałeś czy nie?

No nie, bo ja mogę się przyznać, że ja byłem wielkim uciekinierem.

Czyli uciekałeś rodzicom i musieli cię trzymać za rękę?

Ale ja uwielbiałem, jak mnie trzymali, jak huśtawkę robiłem z rodziców – to pamiętam. Dzieciństwo miałem kolorowe. Ale wiem, że nie chciałem słuchać. Chciałem wszystko robić po swojemu. Mieliśmy wtedy psa, boksera. I ten pies mnie ukochał bardzo. Chciał spać ze mną w łóżku. Jak ja się urodziłem, to bez przerwy był przy mnie był. Ona to była Patrycja. Traktowała mnie jak szczeniaka.

mama

W pewnym momencie postanowiliśmy mieć psa. Pani pediatra powiedziała, że jeśli jest zdrowy i odrobaczony, to nie ma problemu. No i mieliśmy bokserkę o imieniu Patrycja (śmiech). Ona przesiadywała przy jego łóżku, ciągle za nim chodziła, miała świętą cierpliwość. Zachowywała się jak niańka.

To ciekawe. Wie pani, że w „Piotrusiu Panie” jest taki wątek, że pies jest niańką dzieci? Michał uwielbia grać Piotrusia Pana! (śmiech)

No, widzi pani… zbieg okoliczności. Patrycja naprawdę traktowała Michała jak swojego szczeniaka. Ciągle chciała go wylizywać. Była niepocieszona, że jej na to nie pozwalaliśmy (śmiech). A Michał ją uwielbiał.

Michał

Dużo czasu spędzałem w lesie. Z mamą, z tatą. I siostra mojej mamy też dużo się mną opiekowała. Chodziliśmy na spacery właśnie, robiliśmy piknik. Mam zdjęcie z pikniku. Takie rzeczy. Miałem koleżankę, która tutaj mieszkała kiedyś, i ona się ze mną bawiła, teraz już jej tu nie ma, wyprowadziła się. Pełnosprawna była Gabrysia. I dorastałem z moją kuzynką Elą. Mam zdjęcia. Zobacz, mogę pokazać ci zdjęcie. (Michał wyciąga kolejne zdjęcie, album towarzyszy nam podczas całej rozmowy) Jak to oglądam, to zaczynam płakać zaczynam.

A co to za dziewczynka?

Moja pierwsza sympatia. W przedszkolu. To jest córka dyrektorki, która mnie uwielbiała.

Wyglądasz na bardzo wesołe dziecko.

Wesołe dzieciństwo miałem.

Tata cię bardzo kochał?

Tak. Byłem jego najlepszym synem na świecie.

Przytulał cię?

Zawsze.

A mama?

Tak samo. Do tej pory to mam.

A wiesz, że niektóre dzieci nie są przytulane?

To źle. To bardzo źle. Dziecko musi czuć ciepło.

mama

Myślę, że Michał wychowywał się w wyjątkowych warunkach. Może gdyby miał rodzeństwo, byłoby jeszcze lepiej. Ale ze względu na te moje operacje i mój wiek nie było mowy, żebym miała drugie dziecko.

Czy jako para byliście zgodni, czy się kłóciliście?

Jeśli chodzi o Michała, to byliśmy bardzo zgodni. Ojciec Michała uznał, że mam swoją pracę i muszę ją mieć, bo taką mam osobowość (śmiech).

 

Ale jaką byliście parą? Cisza, spokój, żadnych kłótni?

Nie no… kłóciliśmy się, oczywiście. Nie wyobrażam sobie nawet takiej sielanki (śmiech). Oboje mieliśmy zresztą silne charaktery. Ale obecność Jurka była bezcenna. Sprzątał, gotował, robił zakupy, zajmował się samochodem, a ja pracowałam. On cały czas mi towarzyszył. Kiedy jeździliśmy na długie miesiące rezydentury, jeździliśmy razem. Ja bym bez niego… To znaczy później zaczęłam sobie radzić bez niego.

Długo byliście razem, zanim urodził się Michał?

Dziesięć lat.

Dlaczego zdecydowaliście się na dziecko?

Długo myśleliśmy, że nie mogę mieć dzieci. I to było okej. Jurek miał dwoje dzieci z poprzedniego małżeństwa, a ja nie czułam, że muszę je mieć. Ale w czasie stanu wojennego pojechałam dwa razy do Rumunii, gdzie przeszłam pewne kuracje. I kiedy wróciłam do domu, zaszłam w ciążę. Jurek był bardzo szczęśliwy! Uważał, że jesteśmy tak inteligentni, że będziemy mieć najmądrzejsze dziecko na świecie. (Pani Jola śmieje się ze wzruszeniem) Myślał, że nasze dziecko będzie siódmym cudem świata.

I jest.

Tak, to prawda… Michał często naśladuje swojego ojca. Na przykład kiedy rano wstaję, pyta mnie: „Zrobić ci kawę? Jaką nastawić muzykę? W czym ci pomóc, jaki jest plan dnia?”. Dokładnie tak było między mną i jego tatą.