Magija współczesna. Dwanaście lekcji wysokiej sztuki magicznej

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Słowo wstępne

David F. Godwin


Trudno mi określić, kiedy dokładnie zacząłem interesować się magiją ceremonialną (prawdziwą magiją, a nie magicznymi sztuczkami). Być może miała na mnie wpływ reklama, którą Różokrzyżowcy (AMORC) zamieszczali w takich czasopismach jak „Mechanics Illustrated”: „Jaką moc posiada ten mężczyzna?”. W pewnym momencie wstąpiłem do nieistniejącego już Mystic Arts Book Society i dzięki niemu w moje ręce trafiła książka Ceremonial Magic autorstwa Arthura Edwarda Waite’a. Nie odstraszał mnie wiktoriański język, w jakim została ona napisana, ani średniowieczne zaklęcia wybrane z zapomnianych grimuarów. Zaprezentowane tam treści były jednak niezwykle zawiłe i wymagały posiadania wielu egzotycznych materiałów, co sprawiało, że rzeczywista praktyka stawała się co najmniej trudna.

Moja fascynacja magiją pogłębiła się w momencie, gdy Llewellyn wydało Złoty Brzask Israela Regardiego, przede wszystkim za sprawą znajdujących się tam opisów duchowego oświecenia, które Regardie nazywał summum bonum lub Perłą o Wielkiej Wartości. Przez kilka lat zgłębiałem nauki tego tajnego towarzystwa magicznego/okultystycznego. Z pewnym wahaniem zacząłem także odprawiać proste rytuały. Niestety, Regardie zebrał w swojej książce głównie reprodukcje dziewiętnastowiecznych dokumentów, które były napisane wymyślnym, quasi-poetyckim językiem zupełnie niezrozumiałym dla osób nieinicjowanych do zakonu. Nie muszę chyba dodawać, że pomimo szczerej fascynacji moje praktyki nie przynosiły zbyt imponujących rezultatów1.

Magiczny system Złotego Brzasku wreszcie zaczął być dla mnie zrozumiały. Także od strony praktycznej. Donald opisał bowiem coś, o czym do tej pory nikt otwarcie nie mówił. Opisał znaczenie wizualizacji. Nie chodzi przecież o to, żeby powtarzać znalezione gdzieś formułki. W ten sposób nie wywoła się żadnej zmiany. Nie żyjemy w fikcji literackiej, w której ktoś bez zaangażowania bierze do ręki książkę, czyta z niej kilka słów i nieumyślnie przywołuje złowrogą istotę. Magija wymaga skupienia. Chodzi w niej przede wszystkim o to, żeby zobaczyć, co się dzieje przed oczyma naszej duszy. Kabalistyczny krzyż nie ogranicza się do wymachiwania rękoma i mamrotania pod nosem hebrajskich słów. Jest to krzyż światła i mocy przecinający nasze ciało. Podobnie jest ze wszystkimi ćwiczeniami i rytuałami.

Po odprawianiu Mniejszego Rytuału Odpędzenia Pentagramu – czy też MROP, jak nazywa go Donald – codziennie przez kilka tygodni podczas inwokacji anioła w sąsiednim pokoju wybuchała żarówka. Coś zaczęło się dziać.

Niniejsza książka jest czymś więcej niż tylko bardziej przystępną wersją dokumentów Złotego Brzasku i prac Israela Regardiego. Donald dodał mnóstwo ciekawostek, informacji i technik opartych na jego osobistym doświadczeniu. Przeczytamy tu zatem o snach, Tarocie, ćwiczeniach fizycznych oraz wielu innych rzeczach, o których inni autorzy nie wspominają nawet słowem. Magija współczesna jest podręcznikiem umożliwiającym początkującemu magowi wejście krok po kroku w świat okultyzmu.

Bardzo dużo się z tej książki nauczyłem. Co najważniejsze, zrozumiałem znaczenie magicznego nastawienia względem świata. Za sprawą praktyki rzeczy zaczynają następować „zgodnie z twoją wolą” nawet bez przeprowadzania rytuałów – uważaj więc na to, czego pragniesz.

Pan Kraig ofiaruje nam teraz nowe wydanie tej nowatorskiej i niezwykle ważnej książki, która po poprawkach wydaje się jeszcze bardziej przejrzysta i precyzyjna. Powinien ją mieć każdy, kto poważnie interesuje się magiją ceremonialną Złotego Brzasku. Jest to niezbędna pozycja w każdej magicznej biblioteczce.

– Dawid F. Godwin

GODWIN’S CABALISTIC ENCYCLOPEDIA

1 Wtedy pojawiło się pierwsze wydanie Magiji współczesnej Donalda Michaela Kraiga.

Przedmowa

DO WYDANIA III


Kiedy poproszono mnie o opracowanie nowego wydania Magiji współczesnej, zacząłem myśleć o wszystkich zmianach, których doświadczyłem od momentu, gdy książka ta po raz pierwszy ukazała się w druku. Próbowałem sobie przypomnieć wydarzenia, które skłoniły mnie do jej napisania. Bezpośrednią przyczyną nie był fakt, że moja mama uczyła mnie czytać, gdy miałem 3 latka. Nie była nią także moja fascynacja książkami, która rozkwitła, gdy w wieku 6 czy 7 lat do moich rąk trafiła napisana przez Roberta A. Heinleina powieść Wkładaj kombinezon i w drogę. Nie była to także kwestia napisania przeze mnie w trzeciej kasie szkoły podstawowej 12-stronicowej rozprawy, pomimo że do zaliczenia wystarczyło wypracowanie na jedną stronę. Nie wynikało to również z mojego zaangażowania w działalność gazetki szkolnej w Gimnazjum im. Daniela Webstera. Książka ta zaczęła powstawać, gdy byłem na drugim roku studiów na Uniwersytecie Kalifornijskim.

Razem z koleżanką eksperymentowaliśmy w tamtym okresie z hipnozą. Pewnego razu wszedłem w głęboki trans. „Dlaczego tu jesteś?”, zapytała koleżanka. Wiedziałem, że nie chodzi jej o to, dlaczego jestem w tym pokoju.

Nagle poczułem wiadomość docierającą z nieznanego mi miejsca. Wypowiedziałem ją na głos: „Aby się uczyć; a potem móc uczyć innych”.

Cholera, dlaczego odpowiedziałem w ten sposób? W czasach studenckich nie miałem zamiaru zostawać jakiegokolwiek rodzaju nauczycielem. Wiedziałem już wtedy, czym chcę się zajmować. Chciałem robić programy telewizyjne. Miałem nadzieję dostać się na Wydział Produkcji Filmowej i Telewizyjnej, aby rozwijać się w tym kierunku. Jako osoba kierująca się logiką, miałem także w zanadrzu plan awaryjny: jeśli nie uda mi się zrobić kariery telewizyjnej, zostanę muzykiem. Całkiem nieźle radziłem sobie z instrumentami klawiszowymi i miałem już za sobą występy w wielu klubach w Los Angeles. Elliot Mintz, publicysta pracujący m.in. dla Johna Lennona czy Boba Dylana, prowadził program telewizyjny Head Shop, w którym kilkakrotnie występowałem z zespołem. Gdybym jednak nie został filmowcem ani muzykiem, planowałem zostać... iluzjonistą! Także w tej dziedzinie nie najgorzej mi szło – moje przedstawienia odbywały się w kilku lokalach w różnych częściach miasta. Doskonale wiedziałem, w którą stronę zmierzam. Co się stało?

Z jakiegoś powodu nie dostałem się na filmówkę Uniwersytetu Kalifornijskiego. Grupy muzyczne, w których grałem, cieszyły się sporym zainteresowaniem, ale w pewnym momencie się rozpadły. Na dodatek były to czasy przed pojawieniem się Crissa Angela, Davida Blaine’a czy Davida Copperfielda, kiedy to zawód iluzjonisty nie należał do najbardziej dochodowych.

Na życie zarabiałem, pracując jako telemarketer. Kontynuowałem jednocześnie moje studia z zakresu Kabały i szeroko pojmowanego okultyzmu. Mieszkałem wtedy w Encinitas w Kalifornii, na północ od San Diego. Po ciągu dziwacznych wydarzeń wylądowałem pod jednym dachem z pewnym inżynierem elektrykiem oraz jego synem, który także był studentem. Oprócz nauki prowadził także sesje Shiatsu – orientalnego masażu czy też akupresury – kiedy jeszcze niewielu ludzi słyszało o tej technice. W pewnym momencie rozpoczął cykl warsztatów, które odbywały się w naszym domu przy ulicy Vulcan. Zapytałem go, czy mógłbym wziąć w nich udział. Zgodził się. Podczas trzeciego warsztatu poprosił, abym mu asystował.

Pewnego dnia kompletnie mnie zaskoczył. Z racji tego, że musiał wyjechać z miasta na dniach, chciał, abym zastąpił go podczas jednego ze spotkań. Nie czułem się zbyt pewnie, ale on tak długo upierał się, że umiem już wystarczająco dużo, iż ostatecznie się zgodziłem. Przed rozpoczęciem zajęć jeden z jego uczniów powiedział: „Podobno znasz się na Kabale. Chcielibyśmy, żebyś nam trochę o niej opowiedział”.

Byłem zszokowany. To było kompletnie nieoczekiwane. „Trochę na ten temat wiem, ale z pewnością nie jestem ekspertem”, zastrzegłem.

„My z pewnością wiemy znacznie mniej”, odpowiedział. Postanowiłem spróbować. Poszło mi lepiej, niż się spodziewałem, a ludzie okazali się żywo zainteresowani tematem.

Poszedłem do pobliskiego sklepu ezoterycznego i zaproponowałem prowadzenie zajęć na temat Kabały. Początkowo kurs składał się z czterech cotygodniowych spotkań. W ciągu kilku następnych lat stopniowo się rozrastał, aż w końcu obejmował dziesięć lekcji. Zajęcia zaczęły odbywać się także w innych miejscach, a ja powoli włączałem do programu coraz to nowe zagadnienia. Wstąpiłem w tym czasie do różnych grup magicznych. Moja dziewczyna zaciągnęła mnie na warsztaty Wicci, które prowadził Raven Grimassi. Kontynuowałem naukę u jego boku. Z biegiem czasu stał się on nie tylko moim mentorem, ale także bliskim przyjacielem. W międzyczasie mój nauczyciel Shiatsu wyprowadził się z miasta, a ja musiałem znaleźć sobie nowe mieszkanie. Przez następne dwa lata mieszkałem z osobą, której numer telefonu znalazłem na tablicy ogłoszeniowej niewielkiego sklepu ezoterycznego. Osobą tą był Scott Cunningham.

W ciągu kilku następnych lat grałem w kilku zespołach muzycznych, pracowałem w kilku sklepach ezoterycznych i sklepie dla iluzjonistów, prowadziłem warsztaty, kierowałem sklepem z kostiumami i byłem gońcem w jednym z banków. Swój kurs dotyczący Kabały zawarłem w pięćdziesięciu dwóch krótkich lekcjach. Planowałem uczynić z nich podstawę kursu korespondencyjnego. Dziwnym trafem skontaktował się ze mną człowiek, który zajmował się już tego rodzaju działalnością. Poprosił mnie, żebym przeredagował swój kurs i podzielił go na znacznie obszerniejsze części. Niestety, zniknął cztery miesiące po tym, jak rozpoczął dystrybucję.

 

W międzyczasie Scott zdobywał coraz większe uznanie, a jego sukces był dla mnie źródłem inspiracji. Postanowiłem spróbować swoich sił jako pisarz. Raz jeszcze przeredagowałem mój kurs i podzieliłem go na jedenaście lekcji. W ten sposób powstało pierwsze wydanie Magiji współczesnej. Wydarzenia, które miały miejsce pomiędzy pierwszym a drugim wydaniem, opisałem w przedmowie do drugiego wydania. Od tamtego czasu bardzo dużo się zmieniło.

Po pierwsze: znacząco wzrosła liczba praktykujących magów. Mam nadzieję, że w pewnym stopniu przyczyniła się do tego moja książka. Po drugie: ociepliły się stosunki pomiędzy poganami a magami ceremonialnymi. Jako że Magija współczesna była jedną z pierwszych pozycji, które z szacunkiem odnosiły się do obu tych ścieżek, mam nadzieję, że w jakimś stopniu przyczyniła się ona także do tej zmiany. Po trzecie: pojawiła się nowa tradycja magiczna – magija chaosu. Pomimo że w momencie, w którym piszę te słowa, nie ma ona jeszcze zbyt wielu zwolenników w Stanach Zjednoczonych, cieszy się sporym zainteresowaniem w Europie. Aby tytuł mojej książki pozostawał zgodny z rzeczywistością, do nowego wydania dołączyłem lekcję prezentującą podstawowe założenia magiji chaosu oraz dwóch innych systemów.

W ciągu tych wszystkich lat zmianie uległo także moje życie prywatne. Z naszego świata odeszli niemal wszyscy moi krewni. Zdobyłem tytuł „Arcymistrza Tarota” i pogłębiłem swoją wiedzę dotyczącą hipnozy. Poza tym mam obecnie dyplom instruktora hipnozy i mistrza praktyk neurolingwistycznego programowania (NLP).

Jednemu z moich trenerów NLP powiedziałem kiedyś: „To jest dokładnie to, czym się zajmuję… a jednocześnie coś zupełnie innego”. Chodziło mi o to, że NLP jest rodzajem magiji w pełni skoncentrowanej na wykorzystaniu umysłu. Jedna z pierwszych książek na ten temat była zatytułowana Struktura magii (została wydana w dwóch tomach). Zamiast jednak traktować NLP jako zupełnie nowy rodzaj magiji, bardzo łatwo można posłużyć się jego terminologią do wyjaśniania założeń tradycyjnej magiji. W ten sposób NLP może sprawić, że opisane w tej książce techniki staną się znacznie bardziej zrozumiałe dla współczesnego czytelnika, a zatem uczynić magiję bardziej współczesną.

Kiedy redagowałem trzymaną przez Ciebie trzecią wersję Magiji współczesnej, nazywałem ją „Wydaniem Platynowym”. Dlaczego? Dlatego że platyna jest zasadniczo dwa razy bardziej wartościowa niż złoto. Nie chodziło mi jednak o to, że jej treść sama w sobie jest niezwykle cenna. Jeżeli jednak sumiennie przerobisz zaprezentowane przeze mnie lekcje, zauważysz, że to, czego się nauczyłeś i doświadczyłeś, jest znacznie bardziej wartościowe niż złoto. „Wydanie Platynowe” nie będzie się wówczas odnosić do napisanej przeze mnie książki, ale do Ciebie.

Na swojej dotychczasowej drodze napotkałem tysiące ludzi. Niektórzy byli na tyle zdesperowani, że prosili mnie, abym przeprowadził dla nich jakiś rytuał. Z całym szacunkiem im odmawiałem. Gdybym przeprowadził dla kogoś rytuał magiczny, jego efekty pomogłyby tej osobie na jakiś czas, ale jednocześnie pozostawiłyby ją słabą i zależną od innej osoby, czyli mnie. Podporządkowywanie sobie ludzi nie jest celem tej książki. Ma ona raczej pomóc w odkryciu wewnętrznej mocy, umiejętności osiągania obranych przez siebie celów poprzez własne działania. Nie myśl więc, że kiedy pojawi się jakiś problem, będziesz mógł po prostu wziąć tę książkę z półki i wymamrotać pod nosem kilka zaklęć. To nie działa w ten sposób. Z biegiem czasu zrozumiesz, że magija nie jest tym, co robisz, ale tym, czym jesteś. Jest sposobem życia. Jest sposobem postrzegania najbliższego otoczenia i całego Wszechświata. Jest sposobem zdobywania tego, czego się pragnie i potrzebuje. Jest także sposobem gromadzenia osobistej mocy.

Wielu ludzi, szczególnie młodych i słabych, zaczyna interesować się magiją, aby móc kontrolować innych. Jeśli jesteś jedną z tych osób, to wybacz, ale tego rodzaju zamiary pozostają w sprzeczności z moim kursem, ale także z rzeczywistością. Kiedy zaczniesz stosować opisane przeze mnie techniki, szybko odkryjesz, że moc magiji jest mocą panowania nad własną osobą. Tych, którzy chcą panować nad innymi, czeka porażka i rozczarowanie. Na drodze cierpliwości zrozumiesz, że panowanie nad sobą i umiejętność osiągania tego, czego się pragnie, jest najpotężniejszym rodzajem władzy. Jest to władza, którą oferuje Ci Magija współczesna.

Przedmowa

DO WYDANIA II


Od momentu, w którym Magija współczesna po raz pierwszy została oddana do druku, w moim życiu nastąpiło wiele zmian. Kilkakrotnie się przeprowadzałem, czasami do miejsc oddalonych o tysiące kilometrów. Niespodziewanie zmarła moja matka. Po długiej chorobie odszedł także jeden z moich najbliższych przyjaciół. Przejechałem całe Stany Zjednoczone, prowadząc warsztaty i szkolenia. Spotkałem tysiące ludzi i odpisałem na tysiące listów. Przyznano mi stypendium na Uniwersytecie Południowokalifornijskim, dzięki czemu mogłem wrócić na uczelnię i zdobyć dyplom z zakresu multimediów, grafiki 3D, animacji oraz projektowania stron internetowych.

Wiele z tych zmian zostało sprowokowanych przez Magiję współczesną. W mniej lub bardziej bezpośredni sposób pomogła mi ona w pracy zarobkowej, pozwoliła objechać całe Stany Zjednoczone, a także odwiedzić Kanadę i Europę. Nawiązałem dzięki niej wiele, naprawdę wiele nowych znajomości.

Najwięcej satysfakcji przyniosło mi jednak to, co usłyszałem na jej temat od innych ludzi. Myślałem, że Magija współczesna będzie zwykłą książką na temat wysokiej magiji. Z niezliczonych rozmów i listów dowiedziałem się tymczasem, że zmieniła ona życie wielu osób. Uważam, że ludzie, którzy dzięki tej książce zmienili swoje życie, byli już na tę zmianę przygotowani. Magija współczesna pomogła im po prostu postawić dodatkowy krok w kierunku, w którym, tak czy inaczej, zmierzali. Niezmiernie mnie cieszy jednak fakt, że moja książka im w tym pomogła.

Zawsze miałem nadzieję, że Magija współczesna stanie się podręcznikiem do nauki magiji. Wiele osób i grup mówi mi, że korzysta z niej dokładnie w ten sposób. Jeszcze większą radość odczuwam, kiedy słyszę, że jakaś grupka traktuje ją jako punkt wyjścia, zmieniając ją i dodając do niej nowe elementy. Oznacza to bowiem, że ludzie się rozwijają i myślą samodzielnie. Oznacza to także, że magija nie jest naśladowaniem formułek stworzonych przez naszych przodków, ale żywą i ewoluującą nauką zbudowaną na ich poświęceniu, geniuszu i oryginalności. Książka ta jest w pewnym sensie skromnym wyrazem uznania dla mądrości tych ludzi. Mam nadzieję, że jeszcze więcej osób sięgnie po Magiję współczesną i uczyni z niej podręcznik do nauki, poszukiwań i (co najważniejsze) do praktyki.

Kiedy pisałem tę książkę, nie wydawano zbyt wielu pozycji dotyczących wysokiej magiji. Nawet najbardziej wartościowe i najpopularniejsze z nich zostały napisane przynajmniej czterdzieści lat wcześniej. Z racji tego, że nie było w tamtym czasie zbyt wielu magów ceremonialnych (w porównaniu ze stanem obecnym), spodziewałem się, że nakład Magiji współczesnej nie przekroczy dziesięciu tysięcy kopii. Ku mojemu zaskoczeniu, okazał się dziesięciokrotnie większy.

Magija współczesna pojawiła się na rynku w odpowiednim momencie. Na dodatek ludziom przypadł do gustu mój sposób prezentowania informacji. Sprawiło to, że książka ta w znaczącym stopniu pomogła uczynić magiję ceremonialną bardziej zrozumiałą i przystępniejszą niż kiedykolwiek wcześniej. Liczba praktykujących magów ceremonialnych nigdy nie była większa.

Kiedy stawiałem pierwsze kroki w świecie okultyzmu, wiele osób uważało, że magowie ceremonialni i poganie powinni trzymać się od siebie z daleka. Z radością mogę powiedzieć, że sytuacja ta uległa zmianie. Ezoteryka otworzyła się na pragmatyczny eklektyzm: „Jeśli coś działa, używaj tego”. Magija współczesna była jedną z pierwszych książek o magiji ceremonialnej, która dopuszczała także pogańską wizję świata. Mam nadzieję, że przynajmniej w pewnym stopniu przyczyniła się ona do stworzenia pomiędzy tymi dwoma środowiskami „jedności ponad podziałami”.

Wiele lat temu byłem na spotkaniu z jedną z moich ulubionych pisarek Ursulą K. Le Guin. Na wstępie przeczytała fragment jednej ze swoich powieści, po czym zaczęła podpisywać książki. Zorientowałem się, że wszyscy naokoło mają nowe, błyszczące wydania przynajmniej jednego z jej dzieł. Ja natomiast trzymałem w dłoniach stary, pożółkły, rozpadający się egzemplarz Czarnoksiężnika z Archipelagu. Było oczywiste, że książka ta została wielokrotnie przeczytana. Jej twarz się rozpromieniła. „Cieszę się, że ktoś naprawdę czyta moje książki”, powiedziała do mnie.

Było to wiele lat przed tym, jak zabrałem się do pisania Magiji współczesnej. Dopiero z obecnej perspektywy wiem, o co jej wtedy chodziło. Trudno mi opisać emocje, które odczuwam, kiedy widzę u kogoś podniszczony egzemplarz mojej książki z masą zakładek i komentarzy dopisanych na marginesach. Chciałbym mieć wystarczająco dużo czasu, by przeczytać wszystkie te uwagi. Wiele osób powiedziało mi, że tak często używały Magiji współczesnej, iż w pewnym momencie musiały sobie kupić nowy egzemplarz.

Jestem bardzo wdzięczny wszystkim osobom, które poznałem w Llewellyn, w szczególności tym, które pomogły tej książce osiągnąć sukces. Chciałbym podziękować Carlowi i Sandrze Weshcke za pokładane we mnie zaufanie oraz Nancy Mostad, dzięki której Magija współczesna ukazała się w druku.

Jestem także wdzięczny wszystkim osobom, które oprócz kupna tej książki uczyniły z niej narzędzie rozwoju osobistego i duchowego. To właśnie im dedykowane jest nowe wydanie Magiji współczesnej.

Wprowadzenie


Kiedy spoglądam wstecz na swoje życie, jedno wydarzenie wydaje mi się szczególnie istotne. Byłem trzynastoletnim młodzieńcem. Okres ten jawi mi się we wspomnieniach jako wyjątkowo ekscytujący. Oprócz chodzenia do szkoły, grania w baseball, pisania opowiadań, muzykowania, wykonywania sztuczek magicznych i jeżdżenia na desce przynajmniej cztery lata poświęciłem na przygotowania do bar micwy2, najważniejszego rytuału mojego ówczesnego życia. Któregoś dnia jeden z rabinów z mojej synagogi wezwał mnie do siebie na rozmowę. Na oko wyglądał na dziewięćdziesięciolatka, ale zachowywał się, jakby wciąż miał nie więcej niż osiemnaście lat. Długa szata ledwo zasłaniała noszone przez niego tenisówki.

Judaizm był dla mnie wtedy bardzo wygodny, głównie przez to, że nie straszył piekłem i nie narzucał konieczności dokonywania wyboru: „Wiara albo wieczne potępienie”, opierając się zamiast tego na miłowaniu Boga i kierowaniu się w życiu odwrotnym aspektem Złotej Zasady, czyli:

Tego, co Tobie nienawistne, nie czyń Twojemu bliźniemu.

Dla osoby o naukowej orientacji, jaką byłem i nadal jestem, była to przyjemna, bezpieczna, niemalże świecka religia – aż do wyżej wspomnianej rozmowy ze starym rabinem.

Zostałem podczas niej niespodziewanie przygnieciony nieznanymi mi wcześniej informacjami na temat judaizmu. Dowiedziałem się, na przykład, że zakończenie Talitu (szala modlitewnego) powinno mieć całą masę nitek w takich, a nie innych kolorach, oraz odpowiednią liczbę węzełków na brzegach. Brzmiało to dla mnie co najmniej dziwnie.

Kolejnym tematem naszej rozmowy był tefilin (filakterie). W przyszłości miałem uczestniczyć w rytuałach odprawianych przez minjan, czyli grupę co najmniej dziesięciu dorosłych mężczyzn. (Dlaczego właśnie dziesięciu, a nie jedenastu albo dziewięciu?). W trakcie minjanów każdy z nas miał nosić tefilin – pudełeczko zawierające cztery ustępy Tory, które musi być przywiązane do ramienia rzemykiem owiniętym siedmiokrotnie wokół przedramienia (dlaczego siedmiokrotnie…?). Rzemyk powinien także oplatać dłoń w taki sposób, by tworzył literę szin. Opaska przewiązana na głowie powinna tworzyć literę dalet, a oplatająca ramię – literę jod. Razem układają się one w słowo „Szaddai”, imię Boga (myślałem, że imię Boga jest czteroliterowe i nie powinno być wymawiane w żadnych okolicznościach). Drugie pudełeczko powinno być przywiązane na czole, niczym róg jednorożca. Rzemień wiąże się z tyłu głowy, a następnie przekłada w ten sposób, by oba jego końce opadały na klatkę piersiową.

 

Nagle wyznawana przeze mnie religia przestała być dla mnie zrozumiała i logiczna. Przestała dawać mi także poczucie bezpieczeństwa, co sprawiło, że odczułem potrzebę odszukania jej korzeni, tego, co leżało u jej podstaw. Zapoczątkowało to poszukiwania i studia, które zajęły mi ponad dwadzieścia lat i doprowadziły ostatecznie do poznania Kabały i magiji w ujęciu rytualnym. Owocem tych poszukiwań jest niniejsza książka.

Przez te wszystkie lata przeczytałem tysiące książek i przemierzyłem Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią. Pisywałem do okultystycznych i newage’owych czasopism, ukończyłem filozofię na UCLA3.

Jestem także certyfikowanym Arcymistrzem Tarota, mistrzem praktyk neurolingwistycznego programowania, mam także honorowy doktorat z metafizyki.

Kurs, który teraz zaczniesz, nie został przeze mnie wymyślony na poczekaniu. Przeprowadzałem go wielokrotnie w południowej Kalifornii wraz z tysiącami uczniów, za każdym razem próbując go usprawniać. Początkowo można było zamówić go pocztą. Trzymane przez Ciebie w rękach wydanie książkowe umożliwiło jednak dotarcie do dużo szerszych rzesz osób zainteresowanych podejmowaną przeze mnie tematyką. Masz więc okazję skorzystania ze szczegółowego opisu całości kursu, którego wcześniej nie mieli moi uczniowie. Ja również dysponuję dziś większą wiedzą i szerszym wachlarzem doświadczeń.

Kilka słów o tym, co obejmuje kurs. Przede wszystkim dotyczy on sztuki magiji lub magiji w ujęciu rytualnym oraz Kabały: filozofii leżącej u podstaw magiji (i w zasadzie wszystkich religii abrahamicznych). Opiera się on przede wszystkim na tradycji Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, ponieważ to właśnie w jego ramach zlały się różne aspekty zachodniej tradycji misteryjnej. Nie jest to jednak książka poświęcona wyłącznie tej tradycji. Jej poszczególne części zawierają wpływy tradycji Dalekiego Wschodu, wierzeń pogańskich, thelemy Aleistera Crowleya oraz kilku bardziej współczesnych systemów magicznych. Niektóre z zaprezentowanych tematów zawierają wiedzę dotyczącą Tarota i jego historii oraz szeroko pojętych technik dywinacyjnych, Drzewa Życia i jego trzech filarów, czterech kabalistycznych światów, historii Kabały, natorikonu, temury, interpretacji Biblii, tworzenia talizmanów, podróży astralnych, ścieżkowania, uleczania, Klucza Salomona, ale także Mniejszego Rytuału Odpędzenia Pentagramu, Rytuału Odpędzenia Heksagramu, Rytuału Środkowego Filaru, Krążenia Świetlistego Ciała, Rytuału Przywołania Strażników, medytacji, rytuałów magicznych, które możesz tworzyć na szczególne okoliczności, oraz wiele innych technik pomocnych przy pracy nad sobą.

Oczywiście, jest to tematyka zbyt rozległa, by móc zawrzeć ją na kilkuset stronach – na rynku dostępne są w końcu tysiące powiązanych z nią pozycji. Warto zatem podczas lektury pamiętać o dwóch rzeczach:

1 Tzw. Prawie Sturgeona, wedle którego 90% wszystkiego to bzdury. Theodore Sturgeon był pisarzem, który wymyślił ten termin (początkowo posługując się nazwą „Objawienie Sturgeona”), ponieważ nie mógł już znieść ciągłego atakowania książek science fiction przez krytyków literackich w latach 50. Podobno, kiedy ktoś zapytał go, czy zgodzi się z tym, że 90% książek science fiction to bzdury, odpowiedział, że 90% wszystkiego to bzdury. Wspominam o tym prawie, aby zasygnalizować, że większość książek powiela zupełnie bezużyteczne lub mało odkrywcze informacje. Na dodatek, książki o tematyce okultystycznej są często pisane przez ludzi, którzy nigdy nie przeprowadzili nawet najprostszego rytuału. Większość z nich to bzdury. Stworzony przeze mnie kurs łączy w sobie to, co najbardziej wartościowe z tych książek z moim doświadczeniem ponad 25-letniej praktyki.

2 Książka ta nie rości sobie prawa do pełnego omówienia prezentowanych w niej wątków. Jej celem jest wprowadzenie Czytelnika w szeroko rozumiane praktyki okultystyczne tak, by mógł samodzielnie wybrać odpowiadającą mu ścieżkę dalszego rozwoju (pamiętajmy, że „occult” oznacza „tajemny” i ma związek z „wiedzą tajemną”, a nie, jak nadal niektórzy sądzą, ze „złymi mocami”). Ten kurs da Ci jednakże, Czytelniku, poprawną i możliwą do natychmiastowego zastosowania wiedzę dotyczącą magiji w ujęciu rytualnym oraz Kabały. Jest pod tym względem pozycją wyjątkową. Nawet jeśli nie miałeś nigdy styczności z prezentowaną tematyką, postaram się przybliżyć Ci wszystko, czego potrzeba, aby stać się potężnym i odnoszącym sukcesy magiem.

Chciałbym też powiedzieć parę słów o samym Zakonie Złotego Brzasku. Gdy powstawał w latach 80. XIX w. nie było zbyt wielu naprawdę dobrych i wiarygodnych pozycji dotyczących zarówno magiji, jak i Kabały. Większość książek stanowiących dziś źródło wiedzy z tego zakresu zostało napisanych przez członków Złotego Brzasku, osób w jakiś sposób związanych z zakonem oraz ludzi, na których zakon wywarł uświadamiany lub nieuświadamiany przez nich wpływ. Do osób tych zaliczają się MacGregor Mathers, Aleister Crowley, dr F. I. Regardie, A. E. White, H. P. Bławacka, Dion Fortune, P. F. Case, Chic i Sandra Tabatha Cicero, John Michael Greer i wielu innych. Pokaźna część prezentowanego kursu opiera się na treściach zaczerpniętych z pism pozostawionych przez wyżej wymienionych, jednakże esencja tych materiałów zaprezentowana została tu w formie bardzo praktycznego i prostego do zastosowania systemu wiedzy, rozwoju duchowego i magiji.

Wiele rytuałów zaprezentowanych zostanie w formie ćwiczeń, co usprawni Twój duchowy i magiczny rozwój. Muszę jednak zastrzec, że pomimo iż tysiące ludzi w ciągu tylu wieków dochodziło do profesjonalizmu w technikach magicznych, nie mogę zagwarantować, że tak też się stanie w Twoim przypadku. Powodzenie w praktykowaniu magiji uzależnione jest od osobistego wkładu praktykującego. Nie umniejsza to przydatności niniejszego wykładu – dla wielu osób prezentowane tu techniki okazały się kluczem do osiągania sukcesów.

Najlepiej byłoby, gdybyś najpierw przejrzał tę książkę w całości. Nie przejmuj się, jeśli nie wszystko zrozumiesz. Chodzi o to, żeby wypracować ogólny zarys tego, czym będziemy się zajmować. Dopiero wtedy będziemy mogli rozpocząć rzeczywistą pracę. Zacznij czytać tę książkę strona po stronie, poznając po kolei zawarte w niej idee i sprawdzając w praktyce opisane przeze mnie techniki. Warto też dodać, że kurs ten nie uczy tzw. „czarnej magiji”. Nie będziesz zobowiązany robić w jego ramach niczego sprzecznego ze swoją moralnością ani wyznawanymi wartościami etycznymi. Nie będziesz także „wywoływał” żadnych demonów, diabłów ani innych piekielnych istot.

Wiele lat temu niektóre osoby z kręgów pogan, wiccan lub wiedźm często krytykowały magów ceremonialnych, zarzucając im, że nie robią nic poza czytaniem książek i prowadzeniem dyskusji. Twierdziły one, że tak naprawdę „magowie nie uprawiają magiji”. Muszę przyznać, że w wielu przypadkach rzeczywiście tak było. Jeśli jednak zapoznasz się z poniższymi wskazówkami krok po kroku, możesz stać się tą rzadko spotykaną i wyjątkową osobą, która praktykuje magiję w ujęciu rytualnym.

– Donald Michael Kraig

2 Uroczystość żydowska wprowadzająca chłopca w pełnoletność w świetle prawa religijnego (przyp. red.).

3 Uniwersytet Kalifornijski, kampus Los Angeles (przyp. red.).