Stany spłątane

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Wstęp. Stany splątane

Rozdział I. Fizycy w kulturze współczesnej

Wstęp

1.1. Postać uczonego w kulturze popularnej przełomu XIX i XX wieku (Profesor Challenger)

1.2. Geniusz fizyczny z dawnych epok w kulturze popularnej (Isaac Newton)

1.3. Kobiety a fizyka w kulturze popularnej (Mileva Einstein, Ada Byron i żony fizyków)

Konkluzja

Rozdział II. Fizyka i literatura. Strach przed zagładą

2.1. Czy nauka stworzy śmiercionośną broń? Fizycy i literaci przełomu XIX i XX wieku

2.2. „Burzyciele światów”. Fizyka i literatura w Los Alamos

2.3. „III wojnę światową rozpoczął Albert Einstein”. Fizycy i zagłada w teatrze i kinie

2.4. Pisarze a bomba (J.G. Ballard i Angela Carter)

Konkluzja

Rozdział III. Cywilizacja przepołowiona. Fizycy i humaniści

3.1. Dwie kultury (Stanisław Lem, Margaret Atwood)

3.2. Mur w poprzek kampusu (Michael Crichton, Scarlett Thomas, Andrew Crumey)

Konkluzja

Rozdział IV. Fizyka tworzy świat fikcji

4.1. Opowiastki-modele w fizyce i literaturze (George Gamow, Stanisław Lem, Connie Willis, G.A. Effinger)

4.2. Historie alternatywne a światy równoległe (Philip K. Dick, James P. Hogan)

Konkluzja

Zakończenie

Podziękowania

Bibliografia

Przypisy

© Copyright by Dominika Oramus & Copernicus Center Press, 2020

Adiustacja i korekta

Mirosław Ruszkiewicz

Projekt okładki

Mariusz Banachowicz

Skład

MELES-DESIGN

Publikacja dofinansowana przez

Wydział Neofilologii Uniwersytetu Warszawskiego

ISBN 978-83-7886-490-5

Wydanie I

Kraków 2020

Copernicus Center Press Sp. z o.o.

pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków

tel. (+48) 12 448 14 12, 500 839 467

e-mail: marketing@ccpress.pl Księgarnia internetowa: http://ccpress.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Wstęp

Stany splątane

Stan splątany to układ kwantowy dwóch lub więcej cząstek elementarnych wykazujący „upiorne działanie na odległość”, jak to określał Einstein[1]. Gdy dokonujemy pomiaru stanu jednej cząstki, druga z nich natychmiast o tym „wie”, jak gdyby dostosowując do tego swoje parametry. Innymi słowy, dwa odległe i pozornie niezależne zjawiska okazują się ściśle ze sobą związane, a opis jednego z nich musi uwzględniać drugie.

Termin „stany splątane” w tej książce należy rozumieć jako metaforę określającą współzależność między fizyką a literaturą. Książka ma na celu prześledzenie fascynacji i strachu, jakie rozwój fizyki w ostatnim stuleciu wzbudzał u humanistów, a także tego, jak fizycy odwoływali się do literatury i filozofii, by pojąć implikacje własnych odkryć. W tym sensie zajmuje się właśnie „splątaniem” kilku dyskursów. Moim celem jest pokazanie, że nauki ścisłe (których sztandarowym przedstawicielem jest fizyka) i humanistyka (reprezentowana przez literaturoznawstwo) rozwijają się tylko pozornie niezależnie, a naprawdę pozostają w pewnej od siebie zależności.

Podjęcia takiego tematu dziś – pół wieku po wygłoszeniu przez powieściopisarza i fizyka angielskiego C.P. Snowa słynnego wykładu[2] Dwie kultury, jest bardzo zasadne. Snow upatrywał przyczyn kryzysu intelektualnego dotykającego kulturę Zachodu w braku porozumienia między sferami nauk ścisłych a humanistyką. Liczne głosy wskazują obecnie na pogłębienie się przepaści między dwoma sposobami opisu rzeczywistości stworzonymi w odpowiedzi na te zjawiska: analizą zjawisk świata zewnętrznego metodą naukową i systemową analizą wytworów kultury ludzkiej. Mówi się też o braku porozumienia między ich przedstawicielami. Warto więc zadać pytanie odwrotne: jak bardzo te sfery cywilizacji zależą od siebie nawzajem?

Przepaść nie do zasypania rozdzielająca nauki ścisłe i humanistyczne była w połowie XX wieku tematem wielu dyskusji toczonych i na uniwersytetach, i na łamach prasy. Wtedy też narodziły się stereotypy, które po dziś dzień mają wpływ na postrzeganie naszego świata – przedstawiciele nauk ścisłych wedle takich uproszczeń dobrze zarabiają, rozumieją technologię i zajmują się nauką stosowaną w przemyśle. Ich koledzy z drugiej strony kampusu to naiwni, choć szlachetni miłośnicy literatury i historii, którzy nie potrafią zrobić nic konkretnego. Takie stereotypowe podziały wciąż wpływają na sposób, w jaki uniwersytety prezentowane są w powieściach współczesnych i mediach.

Rozpoczynając kilka lat temu prace badawcze nad sposobami przedstawiania fizyki w literaturze współczesnej, postanowiłam prześledzić historię kilku skrótów myślowych i klisz powracających w tekstach kultury od około stu lat. Prócz rozłamu cywilizacji Zachodu na humanistykę i nauki ścisłe były to także: porażka wiary w naukę i postęp, upadek humanistyki współczesnej oraz mit genialnego naukowca i jego moralnej odpowiedzialności za własne odkrycia. Analiza uzyskanych wyników pozwoliła mi na sformułowanie hipotezy, którą ma zweryfikować niniejsza książka: od ponad wieku literatura stara się zasymilować odkrycia nowej fizyki i włączyć do własnego dyskursu, próbując postrzegać fizykę jako przedmiot refleksji humanistycznej. Nauki humanistyczne widzą w fizyku człowieka opisującego zarówno Wszechświat, jak i siebie, obserwatora tego Wszechświata. Im bardziej rozbudowana jest taka interpretacja fizyki i fizyków, tym bardziej oddalamy się od rzeczywistości. Nauki ścisłe rozwijają się niezależnie od tych refleksji; co pewien czas następują tam nowe odkrycia, którymi zaczynają się interesować humaniści. Tak było z teorią względności, fizyką kwantową[3], a potem z rozmaitymi jej aspektami i interpretacjami – a wtedy proces asymilacji zaczyna się na nowo.

Analizując fizykę w literaturze (i w mniejszym stopniu literaturę w fizyce), Stany splątane próbują badać współzależność humanistyki i nauk ścisłych, oczywiście w określonym zakresie. Próby powiedzenia wszystkiego o wzajemnej zależności głównych kierunków rozwoju myśli ludzkiej (nawet zawężonej do współczesnej cywilizacji zachodniej XX i XXI wieku) przekraczają ramy pojedynczej książki. Aby zweryfikować powyżej sformułowaną hipotezę, wyznaczam kilka konkretnych celów badawczych, ale najpierw chciałabym wyraźnie określić, czego moja praca nie będzie dotyczyć i jakie metody badawcze zostaną w niej zastosowane.

1. Stany splątane to książka literaturoznawcza, używam aparatu pojęciowego i metodologii literaturoznawczej (analiza dyskursu – badanie zależności intertekstualnych między tekstami kultury, szczegółowa analiza literaturoznawcza wybranych fragmentów)[4]. Książki tej nie można określić mianem pracy interdyscyplinarnej, gdyż nie stosuje metod badawczych właściwych fizyce, która jest jej tematem, a nie sposobem podejścia do analizowanego zjawiska.

2. Analizuję między innymi teksty pisane przez fizyków – dowód ich fascynacji literaturą i religioznawstwem, co pozwala zachować pewną równowagę i wysłuchać nie tylko humanistów, ale też przedstawicieli nauk ścisłych. Czytelnik nie znajdzie tu jednak zbioru anegdot o naukowcach, ich fascynujących biografiach i śmiesznych sentencjach czy dziwactwach – książki takie pisywali o swoich kolegach sami fizycy, od Freda Hoyle’a po Andrzeja Kajetana Wróblewskiego[5].

 

3. Nie próbuję czerpać pojęć czy wyrwanych z kontekstu fraz pochodzących z tekstów poświęconych teoriom fizycznym po to, by opisać kulturę współczesną lub świat mediów. Nie postuluję na przykład „nieliniowości doświadczenia ponowoczesnego”, „ugięcia czasoprzestrzeni posthumanistycznej” itd. Metaforyka tego rodzaju jest wadliwa nie tylko na gruncie logiki, ale i literaturoznawstwa, gdyż: „metafora zazwyczaj służy wyjaśnieniu mniej znanego pojęcia przez powiązanie go z pojęciem bardziej znanym, a nie na odwrót” (Sokal i Bricmont, 24). W humanistyce końca XX wieku zdarzały się mody na używanie terminów zapożyczonych z nauk ścisłych do omawiania zjawisk kulturowych, niestety, efekty nie były dobre[6]. Część pism postmodernistycznych filozofów jest wręcz niezrozumiała przez nadmiar takich językowych ornamentów. Stanisław Anderski komentował tę modę:

Recepta na napisanie pracy w takim stylu jest równie prosta jak skuteczna: wystarczy znaleźć podręcznik z matematyki, skopiować mniej skomplikowane fragmenty, dodać trochę odnośników do literatury w jednym lub dwóch działach nauk społecznych, nie martwiąc się przy tym nadmiernie, czy dopisane wzory matematyczne rzeczywiście mają jakikolwiek związek z rzeczywistymi ludzkimi działaniami, oraz wybrać dobrze brzmiący tytuł, który sugeruje, że autor znalazł klucz do ścisłej nauki o zbiorowym zachowaniu ludzi (w: Sokal i Bricmont, 25).

Powyższy fragment cytuję za Alanem Sokalem i Jeanem Bricmontem, którzy zbadali to zjawisko. W ich książce Modne bzdury[7] można znaleźć przykłady takich pozornie naukowych, a niewiele znaczących metafor, między innymi autorstwa Jeana Baudrillarda:

W euklidesowej przestrzeni historii najkrótsza droga między dwoma punktami to linia prosta, linia Postępu i Demokracji. To jest jednak prawdą tylko w liniowej przestrzeni Oświecenia. W naszej nieeuklidesowej przestrzeni fin de siècle’u złowroga krzywizna nieubłaganie powoduje ugięcie wszystkich trajektorii. Jest to niewątpliwie związane ze sferycznością czasu (widoczną na horyzoncie końca wieku, podobnie jak sferyczność Ziemi jest dostrzegalna na horyzoncie pod koniec dnia) lub subtelnymi zniekształceniami pola grawitacyjnego... Przez to odwrócenie historii do nieskończoności, tę hiperboliczną krzywiznę samo stulecie unika swego do końca (w: Sokal i Bricmont, 45).

Metafory użyte w tym tekście służą sztucznemu skomplikowaniu prostej obserwacji, że współczesne myślenie o historii postępu różni się od osiemnastowiecznej wiary w rozum. Przywoływanie przez filozofa „przestrzeni nieeuklidesowej” albo „sferyczności czasu” nie ma na celu wytłumaczenia, na czym polega doświadczenie ponowoczesności, lecz pomaga jedynie wywołać wrażenie, że tekst ma styl erudycyjny. Jasne są także inne zabiegi retoryczne zastosowane tu przez Baudrillarda po to, by pokazać czytelnikowi, że to on ma kłopot z pojmowaniem spektakularnych skrótów myślowych. Baudrillard stosuje w pierwszym zdaniu wyliczenie – po stwierdzeniu rozpoznawalnym jako prawdziwe: „najkrótsza droga między dwoma punktami to linia prosta”, po przecinku mamy stwierdzenie, że ta linia to „linia Postępu i Demokracji”, co nie jest już tak jasne, a w co mamy uwierzyć automatycznie, ponieważ zgodziliśmy się z pierwszą częścią zdania. Kolejne zdania zawierają słowa „nieubłaganie” i „niewątpliwie”, wzmacniające stwierdzenia i sprawiające wrażenie, że to, o czym mówi tekst, powinno być dla nas ewidentne[8].

Reasumując, metodologia literaturoznawcza – z powyższymi zastrzeżeniami – ma posłużyć do przebadania wzajemnej zależności dwudziestowiecznej literatury i nowej fizyki, charakteryzującej kulturę wieków XX i XXI. Tak szeroki zakres materiału sprawia, że został on podzielony na kilka działów, a każdy z nich poszukuje odpowiedzi na konkretnie postawione pytanie badawcze. Ponieważ źródeł zjawisk zachodzących w kulturze współczesnej należy szukać kilka dekad wcześniej, pod koniec XIX stulecia, pierwsze pytanie badawcze brzmi: jak w okresie poprzedzającym współczesność postrzegano fizykę i naukowca fizyka, a chronologiczny zakres tych rozważań rozpoczyna się od przebadania literatury spekulacyjnej, która powstawała na zachodzie Europy pod koniec epoki wiktoriańskiej. W tamtych czasach, pełnych niepewności i troski o przyszłość zarówno Europy, jak i całego cywilizowanego świata, gwałtowny rozwój nauki, zwłaszcza fizyki, był jednym z czynników, które sprawiły, że do naukowców zaczęto się odnosić z nieufnością. W pisanych wówczas tekstach literackich pobrzmiewają nuty niepewności, pisarze zadają sobie pytanie, czy w jednym z rozlicznych laboratoriów, na rozlicznych europejskich uniwersytetach nie rodzi się właśnie zabójcza technologia.

Strach, że dzięki nauce wkrótce powstanie broń masowego rażenia, która na zawsze odmieni sposób, w jaki cywilizacja Zachodu prowadzić będzie wojny z resztą świata, wyczuwalny jest w utworach wielu ówczesnych intelektualistów, między innymi H.G. Wellsa. Pisząc ze środka europejskich imperiów, intelektualiści tacy wyobrażali sobie krwawe technologiczne wojny w bliskiej im przyszłości. W tych konfliktach, przedstawianych głównie w opowiadaniach i powieściach publikowanych w odcinkach w prasie, napastnikami były zazwyczaj ludy prymitywne[9]. Opisywano barbarzyńskie plemiona spoza granic poznanego świata, które najeżdżają Europę, i Europejczyków, którzy by im się przeciwstawić, uciekają się do drastycznych środków. Naukowcy i wspomagani przez nich inżynierowie w błyskawicznym tempie wypracowują metodę zastosowania najnowszych odkryć fizyki teoretycznej i stwarzają skuteczną, ale przerażającą broń, która pomaga odpędzić najeźdźców, lecz zmienia współczesny świat, także pod względem moralnym.

To właśnie na przełomie XIX i XX wieku wielką popularność zyskały teksty futurologiczne poświęcone przyszłej wojnie, głównie dlatego, że wielkiego międzynarodowego konfliktu (którym stała się I wojna światowa) obawiano się od dekad. Sytuacja polityczna zwiastowała rychłe załamanie się porządku politycznego ustanowionego w Europie w początkach XIX wieku, a jednocześnie rozwój nauk ścisłych i przemysłu, który dzięki nim powstał, pozwalał się domyślać, że techniki militarne zastosowane w przyszłej wojnie będą zabójcze[10]. Myśl taka gnębiła nie tylko humanistów, a moralny aspekt dokonywanych odkryć był ważny – sądząc z przekazów – również dla fizyków. Co ważne, to właśnie wtedy, na przełomie wieków działali słynni fizycy cząstek, tacy jak J.J. Thomson, Frederick Soddy czy Ernest Rutherford, którzy utorowali drogę geniuszom kolejnych kilku dziesięcioleci – Albertowi Einsteinowi, Nielsowi Bohrowi i Paulowi Diracowi. Wówczas ukształtowały się podwaliny współczesnej fizyki, nie tylko pod względem intelektualnym, ale także cywilizacyjnym; po dziś dzień pojmujemy działanie Wszechświata w sposób narzucony przez ówczesne odkrycia. Prześledzenie wzajemnych zależności dwóch zjawisk kulturowych sprzed ponad wieku – rozkwitu literatury futurologicznej, poświęconej przyszłej wojnie, oraz niepokojów związanych z gwałtownym rozwojem fizyki i zgłębianiem wiedzy dotąd niedostępnej człowiekowi – prowadzi do wniosku, że wpływ tych zjawisk był wzajemny i obustronny[11]. Wielcy fizycy częstokroć byli zagorzałymi miłośnikami literatury, a literaci – jak wszyscy ludzie wykształceni tamtych epok – śledzili odkrycia naukowe. Obie te grupy odczuwały ten sam niepokój i obawy, ciążyła im myśl o nieuchronności wojny i świadomość, że wielką rolę odegra w niej nowoczesna technologia.

W tym samym okresie, na początku XX wieku, zmieniało się potoczne pojmowanie, czym jest nauka i kim jest naukowiec. W tekstach z epoki widać wyraźnie rodzące się przekonanie, że naukowiec przyrodnik (czyli także fizyk) ma za zadanie odkrywać prawa natury na podstawie dostępnych mu poszlak w sposób logiczny i ustrukturalizowany – dzięki metodzie naukowej. Jeszcze w pierwszych dekadach XX wieku do opisania takich działań używano pojęcia detekcji, które miało wtedy dwa znaczenia – odkrywania tego, co ukryte, i wykrywania podczas śledztwa, kto popełnił zbrodnię. Naukowiec był więc swoistym detektywem, uosobieniem logiki i rozumu. Jednakże, paradoksalnie, w literaturze popularnej tamtego okresu postać uczonego naukowca wciąż pozostawała pod wpływem starszych stereotypów: uczonego maga i uczonego alchemika, którzy za wszelką cenę – nawet transgresji porządku moralnego – dążą do zgłębienia wiedzy ludziom zakazanej i dla ludzi szkodliwej. Diaboliczni doktorzy w rodzaju Moreau prowadzą więc na kartach powieści z epoki działalność naganną moralnie, choć nienaganną metodologicznie. Posługują się detekcją – formułują hipotezy i dowodzą ich prawdziwości za pomocą powtarzalnych eksperymentów i logicznego rozumowania. Ich badania dotyczą jednak kwestii, których człowiek zgłębiać nie powinien – także wydajniejszych sposobów zabijania rzesz żołnierzy.

Niemniej równolegle z kreśleniem portretów naukowców – samotnych geniuszy obsesyjnie dociekających sekretów natury – w literaturze tamtego okresu pojawia się również ujęcie nauki jako działalności zinstytucjonalizowanej. W takich tekstach uniwersytety i instytuty przedstawiane są jako organizmy hierarchiczne, posiadające swój własny kod zachowania i własne metody orzekania, czy dane odkrycie jest prawdziwe, czy też nie. Naukowcy publikują, recenzują, wygłaszają wykłady, odczytują referaty, piszą polemiki i powoli poszerzają zakres wiedzy, jaką dysponuje ludzkość. Fizycy budują na bazie odkryć swoich poprzedników, które znają z konferencji i naukowych annałów – nauka to działanie kolektywne, o wysokim statusie społecznym, rządzące się własnymi prawami, wytwarzające uniwersalne paradygmaty[12]. Poprzednicy fizyka, bohaterowie tekstów z epok dawnych – mag i alchemik – pracowali samotnie i byli ekscentrykami. Odkrywali sekrety natury za cenę braku akceptacji społecznej czy nawet ostracyzmu, co najlepiej symbolizuje ich wieczne potępienie – po śmierci nie dołączali do grona zbawionych, ale jak Faust trafiali do piekła, gdyż ich działalność była moralnie zła. Nauka w literaturze sprzed wieków była zazwyczaj ukazywana jako transgresja, nie służyła poprawie bytu ludzkości, lecz jej zgubie. Te dawne, na poły zapomniane stereotypy w latach poprzedzających wojnę, gdy powszechnie dywagowano o nowych rodzajach broni masowego rażenia tworzonych dzięki fizyce, powracały w aluzjach i nawiązaniach – do baśni o uczniu czarnoksiężnika czy opowieściach o alchemikach zaprzedających duszę diabłu. Generalnie fizyk i fizyka w kulturze przełomu XIX i XX wieku to motywy złożone, ich przedstawienia odbijają niczym lustro strachy i fascynacje epoki.

W kolejnych dekadach XX wieku, już po wojnach światowych, kulturowe portrety fizyków i fizyki uległy zasadniczej zmianie. Podstawowy kierunek tych zmian to marginalizacja znaczenia fantastyki (nawiązań do dawnych legend, tekstów futurologicznych i spekulacyjnych) na rzecz literatury paradokumentalnej, popularnonaukowej i inspirowanej faktami. Oczywiście rozwijają się literatura i film science fiction, gatunki inspirowane nauką, a dalekie od realizmu, ale rozpoczyna się też trwająca po dziś dzień fascynacja kultury autentycznymi postaciami fizyków, którzy dokonali wielkich odkryć. Kolejne pytanie badawcze zadane w tej książce brzmi więc: w jaki sposób życiorysy fizyków i ich dokonania przedstawiane są w kulturze XX i XXI wieku. Odpowiedź na nie wymaga nie tylko sięgnięcia po literaturę piękną, lecz również odwoływania się do tekstów źródłowych – biografii, programów edukacyjnych i historycznych, a także książek popularnonaukowych poświęconych ważnym odkryciom fizycznym, takich jak nagrodzona Nagrodą Pulitzera Jak powstawała bomba atomowa Richarda Rhodesa. Rhodes pisze o ludziach, których odkrycia i praca przyczyniły się do skonstruowania broni nuklearnej, a to właśnie kwestia bomby atomowej, zarówno jej powstania, jak i implikacji jej użycia, zdominowała myślenie o fizyce i cywilizacji w środkowych dekadach ubiegłego stulecia.

Omawiając to zjawisko, będę się odwoływać również do fikcyjnych lub fabularyzowanych opisów życia fizyków pracujących w Los Alamos, a ponadto do ich o pokolenie starszych kolegów, których odkrycia dokonywane jeszcze przed I wojną światową przyczyniły się do poznania budowy atomu. Autorzy tych tekstów to niekiedy akademiccy fizycy – tacy jak Thomas McMahon, fizyk, który został powieściopisarzem, dziennikarze, jak na przykład Joseph Kanon, który bazując na zebranych faktach, napisał powieść, a także Jonathan Elias i Jazan Wild, autorzy komiksów inspirowanych odkryciami naukowymi. Ciekawym źródłem z pogranicza faktu i fikcji są liczne opublikowane niedawno książki poświęcone nieznanym dotąd bohaterkom wydarzeń związanych z rozwojem fizyki XX wieku i stosowaniem jej odkryć, takich jak wybuch Trinity czy lądowanie statku Apollo na Księżycu. Książki Lily Koppel, Denise Kiernan czy TaraShei Nesbit dokumentują nieznane historie kobiet, głównie – choć nie tylko – żon fizyków i inżynierów zaangażowanych w takie wydarzenia. Przedstawiają dzieje żon astronautów z NASA, które zmuszono, by razem z rodzinami zamieszkały w odizolowanym od świata, ale bacznie obserwowanym przez media luksusowym osiedlu w Houston w Teksasie. Także mieszkanek „lokalizacji X” – miasteczka, w pobliżu którego wzbogacano uran na potrzeby Projektu Manhattan, czy kobiet, które lata wojny spędziły w małej osadzie na pustyni w Nowym Meksyku, nie wiedząc, że ich mężowie codziennie tworzą w pracy śmiercionośną broń. Książki te pokazują konkretne miejsca i bardzo konkretne momenty historyczne, a dzięki koncentracji na zazwyczaj pomijanych świadkach znanych wydarzeń prezentują autentyczne losy rodzin, których życie codzienne ukształtowała fizyka. Rozwój nauki nie był dla nich abstrakcją, lecz namacalną rzeczywistością.

 

Historia zastosowania odkryć fizyki do stworzenia broni atomowej to najważniejszy aspekt dwudziestowiecznych opowieści o tym, jak rozwój nauk ścisłych wpływa na cywilizację i jak może sprowadzić jej zagładę. Recepcja fizyki w kulturze, dylematy moralne związane z upolitycznieniem działalności badawczej, kwestia odpowiedzialności za to, co się odkryło – wszystkie te elementy powracają wielokrotnie w literaturze faktu, powieściach i filmach opowiadających o życiu fizyków. Analiza relacji uczestników wydarzeń lat 40., takich jak wspomnienia, pamiętniki czy listy, wymaga odwrócenia perspektywy i spojrzenia na współzależność literatury i fizyki z drugiej strony. Zamiast koncentrować się jedynie na tym, jak fizyka była opisywana w literaturze, należy poruszyć kwestię analogiczną – w jakim zakresie tradycja literacka posłużyła do opisu zjawisk fizycznych. Odniesień takich trzeba szukać zwłaszcza w przekazach nowego doświadczenia, jakim było stworzenie i obserwowanie wybuchów nuklearnych. Biografie uczestników Projektu Manhattan, a także inna literatura poświęcona temu tematowi pozwalają pokazać, jak wpływały na fizyków dylematy związane z prowadzeniem badań w czasie trwającej wojny, za pieniądze uzyskane od polityków oczekujących na nową broń. Jak próbowali oni wpisywać własne losy w mityczne schematy fabularne – opowieści o heroizmie, poświęceniu, winie i karze. Robert Oppenheimer[13], dyrektor naukowy Projektu Manhattan, który czuł się osobiście odpowiedzialny za stworzenie w jego rezultacie bomby atomowej, zauważył, że „historia odkryć naukowych, traktowana jako historia ludzkich osiągnięć i ludzkiego zaślepienia, stanowi jeden z wielkich eposów” (Rhodes, motto). Projekt Manhattan, uwieńczony pierwszą w historii spowodowaną przez ludzi nuklearną eksplozją na pustyni w Nowym Meksyku, był dla jej sprawców i obserwatorów opowieścią epicką, relacjonują ją w stylu podniosłym, nawiązując do pradawnych sag. Epos – od opowieści o Gilgameszu czy Beowulfie po dzieje Eneasza lub Rolanda – rozgrywa się tradycyjnie w decydującym momencie historii ludzkości, a działania herosów sprawiają, że rozpoczyna się nowa era[14]. Tak jak dzięki Eneaszowi centrum cywilizacji przesunęło się na zachód i po erze dominacji państw z Azji Mniejszej nastała epoka Imperium Rzymskiego, tak wynalezienie bomby atomowej oznaczało odwrócenie sojuszy militarnych, początek zimnej wojny, a zarazem początek ery hegemonii Stanów Zjednoczonych Ameryki jako najsilniejszego imperium na świecie.

Co więcej, od tamtej chwili radykalnie zmienił się status całej cywilizacji ludzkiej. Po raz pierwszy w historii ludzkość była w stanie dokonać aktu samozagłady i aby przetrwać, musiała powściągnąć wrodzoną skłonność do przemocy. Na poziomie emocjonalnym świadomość tych faktów była trudna do przyjęcia, a ludzie zgromadzeni w Los Alamos wiosną 1945 roku stali się pierwszymi w historii obserwatorami działania tej nowej techniki[15]. Ci z nich, którzy pojechali oglądać próbną eksplozję, pozostawili jej barwne opisy w wywiadach i książkach. Wydaje się, że wspólnym mianownikiem tych przekazów jest dojmujące poczucie nowości, oglądania czegoś, czego nikt nigdy nie widział. Obserwatorzy podkreślają, że nie są w stanie nazwać i wyrazić swoich uczuć, gdyż wcześniej nie spotkali się z niczym porównywalnym: „Większość doświadczeń życiowych można zrozumieć dzięki poprzednim doświadczeniom, ale bomba atomowa nie pasowała do żadnych pojęć, jakie ktokolwiek znał” (Rhodes, 611), wspominał po latach jeden z obserwatorów[16] wybuchu Trinity. W rezultacie sprawozdania z Los Alamos są pełne przybliżeń i porównań, a ich autorzy szukają odpowiednich metafor w poezji metafizycznej, dramatach Szekspira, mitach greckich i eposach sprzed tysięcy lat. W literaturze poświęconej Los Alamos fizyka i tradycja humanistyczna idą ręka w rękę – nie tylko dorobek kulturowy naszej cywilizacji służy do wyrażenia skomplikowanych emocji wywołanych wybuchem, ale i odwrotnie: historia Los Alamos staje się tematem licznych książek, od powieści historycznych po thrillery, kryminały i komiksy. Bomba ma w nich często znaczenia symboliczne, oznacza śmiercionośną siłę zniszczenia albo utopijną nadzieję zakończenia nie tylko II wojny światowej, ale i wszystkich przyszłych wojen. Projekt Manhattan jest zatem ważnym, być może najważniejszym, punktem na dwudziestowiecznej mapie spotkań humanistyki i nauk ścisłych.

Kwestie związane z militarnymi zastosowaniami nowych odkryć nie wyczerpują tematu obecności fizyków i fizyki w kulturze współczesnej, zarówno w rozważaniach cywilizacyjnych, powieści postmodernistycznej, jak i w rozrywce. Od połowy ubiegłego wieku przybywa bardzo popularnych tekstów i filmów poświęconych życiu naukowców geniuszy, które pośrednio kształtują powszechne pojęcie o historii nauki. Kreskówki dla dzieci takie jak Byli sobie wynalazcy (mianem wynalazcy są w nim określani między innymi Albert Einstein i Maria Skłodowska-Curie), a także horrory i thrillery, których bohaterami są fizycy, to stały element pejzażu medialnego. Warto więc zadać pytanie, jak legendarni fizycy przedstawiani są we współczesnej kulturze popularnej. Najlepszym przykładem postaci niegdyś idealizowanej i ukazywanej w samych superlatywach, a w ostatnich latach odbrązowionej, jest Isaac Newton, który staje się tematem nie tylko często sensacyjnych biografii, ale także kryminałów i książek fantastycznych[17]. Jeszcze sto lat temu Newton stereotypowo postrzegany był jako ikona oświecenia i uosobienie czystego rozumu; przez wieki zajmował pozycję największego geniusza w historii Wielkiej Brytanii. Zwyczajowo prezentowano go jako niedosiężnego, samotnego i perfekcyjnego. Dopiero w latach 30. XX wieku pojawiły się pierwsze publikacje podważające taki wizerunek. Upowszechniono wtedy dawno zapomniane listy i dokumenty pokazujące, że Newton przez całe życie był aktywnym alchemikiem. W kolejnych dekadach publikowano biografie sugerujące, że miał on poważne kłopoty psychoseksualne, a być może był nawet szaleńcem[18]. W rezultacie takich rewelacji pod koniec ubiegłego wieku sposób przedstawienia Newtona w tekstach kultury masowej zmienił się dość diametralnie. Jest on ukazywany nie jako geniusz, lecz mag w stylu New Age, którego nadludzkie umiejętności pozwalają mu zajrzeć głębiej, niż ludzie zaglądać powinni. Podobnie, choć mniej ekstremalnie, kultura popularna ostatnich lat przepisuje na nowo życie innych wielkich fizyków, takich jak Einstein czy Nikola Tesla.

Wszystkie zadane powyżej pytania są zbudowane na podobnej zasadzie, mianowicie kontrastują dwa sposoby postrzegania rzeczywistości – właściwą naukom ścisłym koncentrację na faktach i osobach oraz humanistyczny dyskurs, którego istotą jest interpretowanie, postrzeganie i przedstawianie faktów. Próby odpowiedzi na nie prowadzą ku nieuchronnej konstatacji, że sam proces komunikacji między naukami ścisłymi a humanistyką stał się przedmiotem zainteresowania pisarzy, którzy rekrutują się zarówno spośród fizyków, jak i literaturoznawców. Tytułowe „stany splątane” odnoszą się więc do dyskusji nad nauką i humanistyką we współczesnym świecie i we współczesnej Akademii, a finalne pytanie zadawane w tej książce powinno brzmieć: w jaki sposób podział kultury współczesnej na dwa światy, humanistyczny i nauk ścisłych, pokazany jest w literaturze. Klasyczna idea, że sztuki piękne to najwyższa forma ludzkiej działalności, jest już odrobinę staroświecka, ale w dużej mierze dzięki dziedzictwu romantyzmu wciąż pozostaje ważnym elementem kultury[19]. Jednakże czasy, gdy jedynie młodzi ludzie nie dość wrażliwi i intelektualnie rozbudzeni, by studiować przedmioty humanistyczne, wybierali szkoły techniczne i zostawali nudnymi inżynierami, dawno już odeszły w niepamięć. Przeciwnie, wyłonił się nowy stereotyp, zgodnie z którym studenci decydujący się dziś specjalizować w filologii klasycznej, literaturoznawstwie czy historii to ci, którzy mieli za małe zdolności w kierunku informatyki lub fizyki. Obie te grupy czują się jednocześnie i lepsze, i gorsze, a w rezultacie wzajemna niechęć pozostaje. Pomimo apelu Edwarda O. Wilsona o „konsiliencję”, czyli zintegrowanie wszystkich akademickich dyscyplin, pochodzącego ze słynnej książki manifestu Konsiliencja. Jedność wiedzy, konflikt między światem humanistyki a domeną nauk ścisłych bynajmniej nie wygasł. Łatwo to zauważyć, czytając bardzo różne teksty – od internetowych blogów po literaturę kampusową i trudne w odbiorze powieści tzw. quantum fiction[20], skoncentrowane na paradoksach świata kwantowego. Wszędzie pokutują podobne stereotypy, choć oczywiście w popularnych bestsellerach, których bohaterowie są profesorami, uproszczenia pozostają najbardziej karykaturalne. Jednak również w ambitnych intelektualnie powieściach i filmach dziejących się w świecie naukowców sporo miejsca poświęca się brakowi porozumienia między akademickimi dyscyplinami, a czasem także tragicznym skutkom, do jakich taki rozdźwięk może doprowadzić w przyszłości. Myślę, że owe stereotypy są istotne w kontekście splątania literatury i fizyki.