Niewidzialny strażnik

Tekst
Z serii: Czarna Seria
Z serii: Dolina Baztan #1
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

PODZIĘKOWANIA

Przypisy końcowe

Tytuł oryginału: EL GUARDIÁN INVISIBLE

Redakcja: Grażyna Mastalerz

Projekt okładki: Jordi Gonzáles Castelló

Zdjęcia na okładce: © Larry Dale Gordon/Corbis/Fotochannels

© Atlantide Phototravel/Corbis/Fotochannels

Korekta: Maciej Korbasiński

Copyright © Dolores Redondo Meira, 2013

By Agreement with Pontas Literary & Film Agency

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2013

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie II

ISBN 978-83-8143-848-3


Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Dla Eduarda, który poprosił mnie, żebym napisała tę książkę, i dla Ricarda Domingo, który zobaczył ją, kiedy była niewidzialna Dla Rúbena i Esther, którzy rozbawiali mnie do łez

Zapominanie jest aktem mimowolnym. Im bardziej chcesz coś zostawić za sobą, tym bardziej cię prześladuje.

William Jonas Barkley

Ależ, drogie dziecko, to nie jest zwykłe jabłko, ono jest magiczne.

Królewna Śnieżka, Walt Disney

1

Ainhoa Elizasu była drugą ofiarą basajauna1, chociaż wtedy prasa jeszcze go tak nie nazywała. Zaczęła trochę później, kiedy wyszło na jaw, że wokół zwłok znaleziono sierść zwierząt, ślady skóry i inne, z pewnością nie ludzkiego pochodzenia. Przypominało to pogrzebową ceremonię oczyszczającą. Wyglądało, jakby jakaś pradawna ziemska moc odcisnęła swoje piętno na ciałach tych jeszcze dziewczynek, których ubrania zostały podarte, włosy łonowe ogolone, a dłonie złożone w niewinnym geście, jak u dziewicy. Kiedy wczesnym rankiem zawiadamiano ją, że ma się stawić na miejscu zbrodni, inspektor Amaia Salazar zawsze odprawiała ten sam rytuał: wyłączała budzik, żeby rano nie obudzić Jamesa, kładła telefon na złożonych ubraniach, po czym cicho schodziła do kuchni. Ubierała się, pijąc kawę z mlekiem, zostawiała mężowi wiadomość, a potem wsiadała do samochodu i jechała zatopiona w pustych myślach, w białym szumie, który zawsze wypełniał jej umysł, kiedy budziła się przed świtem, i który towarzyszył jej niczym resztki niedokończonej drzemki w ponadgodzinnej podróży z Pampeluny na miejsce zbrodni, gdzie czekała na nią ofiara. Weszła w ostry zakręt. Pisk opon uświadomił jej, jak bardzo jest rozkojarzona. Zmusiła się więc do skupienia uwagi na krętej, prowadzącej w górę drodze, wijącej się wśród bujnych lasów otaczających Elizondo. Pięć minut później zatrzymała samochód przy oznakowaniu. Rozpoznała sportowy wóz doktora Jorge San Martina i terenowy sędziny Estébanez. Wysiadła, otworzyła tylne drzwi, wyciągnęła gumiaki. Wkładała je oparta o bagażnik, podczas gdy podinspektor Jonan Etxaide i inspektor Montes szli w jej stronę.

– Niedobrze to wygląda, szefowo. Ofiarą jest dziecko. – Jonan zerknął w notatki.

– Dwanaście, trzynaście lat. Rodzice zgłosili, że dziewczyna nie dotarła do domu na jedenastą.

– Trochę za wcześnie, żeby zgłosić zaginięcie – stwierdziła Amaia.

– Tak. Z tego, co wiemy, zadzwoniła na komórkę brata około ósmej dziesięć i powiedziała, że uciekł jej autobus do Arizkun.

– A brat nic nie powiedział aż do jedenastej?

– Wie pani, jak to jest: Aitas2 mnie zabiją. Błagam cię, nic im nie mów. Może podrzuci mnie ojciec koleżanki. Tak czy inaczej nabrał wody w usta i grał na PlayStation. O jedenastej, kiedy stwierdził, że siostry nadal nie ma, a matka wpada w histerię, powiedział, że Ainhoa dzwoniła. Rodzice zgłosili się na komisariat w Elizondo, przekonani, że córce coś się stało. Nie odbierała telefonu, a zadzwonili już do wszystkich jej koleżanek. Znalazł ją patrol. Na zakręcie zobaczyli buty stojące na skraju szosy – powiedział Jonan, wskazując latarką na miejsce na krawędzi asfaltu. Leżały tam, idealnie ułożone jeden przy drugim, czarne lakierki na niskim obcasie. Amaia pochyliła się, żeby im się przyjrzeć.

– Porządnie ustawione. Ktoś je ruszał? – zapytała. Jonan znów zerknął do notatek. Amaia pomyślała, że zaradność tego młodego podinspektora, antropologa i w dodatku archeologa, jest darem od niebios w sprawach tak ciężkich, na jaką ta się zapowiadała.

– Nie. Już tak leżały, ustawione równiutko i wzdłuż jezdni.

– Powiedz technikom, żeby przyszli, jak skończą. Niech sprawdzą w środku. Żeby je tak ustawić, trzeba włożyć palce do środka.

Inspektor Montes, który do tej pory milczał, wpatrując się w czubki swoich markowych włoskich mokasynów, nagle gwałtownie podniósł głowę, jakby został wyrwany z głębokiego snu.

– Salazar – wymamrotał, jakby to było powitanie. I ruszył na skraj drogi, nie czekając na nią. Amaia ze zdziwieniem odwróciła się do Jonana.

 

– A temu co jest?

– Nie wiem, szefowo, Jechaliśmy razem z Pampeluny i całą drogę milczał. Myślę, że pił.

Tak, ona też tak myślała. Od rozwodu był w coraz gorszym stanie. Przejawiało się to nie tylko nagłym zamiłowaniem do włoskich butów i kolorowych krawatów. W ciągu ostatnich tygodni widziała, że jest wyjątkowo nieobecny, zatopiony w swoim wewnętrznym, zimnym i nieprzeniknionym świecie. Niemal autystycznym.

– Gdzie jest dziewczyna?

– Nad rzeką. Trzeba zejść zboczem – powiedział Jonan, wskazując na wąwóz, i zrobił przepraszający gest, jakby to on był w jakiś sposób odpowiedzialny za to, że ciało leży właśnie tam.

Schodząc ze zbocza utworzonego przez płynącą tam od niepamiętnych czasów rzekę, zobaczyła w oddali reflektory i policyjne taśmy. Kawałek dalej sędzina rozmawiała przyciszonym głosem z sądowym sekretarzem. Zerkała z ukosa tam, gdzie leżały zwłoki. Dwaj policyjni fotografowie zasypywali je błyskami. Robili zdjęcia pod wszystkimi kątami. Przy zwłokach klęczał pracownik zakładu medycyny sądowej w Nawarze. Prawdopodobnie mierzył temperaturę wątroby.

Amaia z zadowoleniem zauważyła, że wszyscy wchodzą na ogrodzony teren tak jak ci, którzy przybyli na miejsce jako pierwsi. Mimo to jak zawsze odnosiła wrażenie, że ludzi jest za dużo. Było to uczucie graniczące z absurdem. Może czuła tak przez katolickie wychowanie, ale niezmiennie, kiedy znalazła się w pobliżu zwłok, odczuwała potrzebę intymności i odosobnienia, jak na cmentarzu, tak bardzo teraz pogwałconą przez daleką i obojętną służbową obecność wszystkich, którzy krążyli wokół ciała, jedynego prawdziwego bohatera zbrodni, chociaż niemego, cichego, trwającego niezauważenie w swojej tragedii.

Podeszła powoli, obserwując miejsce, które morderca wybrał na jej śmierć. Nad rzeką była plaża z okrągłych szarych kamieni, zapewne przyniesionych tu w wyniku przyboru wody poprzedniej wiosny. Suchy kawałek ziemi szerokości około dziewięciu metrów, o ile mogła ocenić w słabym świetle wschodzącego słońca. Drugi brzeg rzeki, szerokości zaledwie czterech metrów, graniczył z bujnym lasem, gęstniejącym w miarę jak wchodziło się coraz głębiej. Inspektor odczekała kilka sekund. Technik policyjny zrobił ostatnie zdjęcia martwego ciała. Kiedy skończył, podeszła do stóp dziewczynki i, jak miała w zwyczaju, oczyściła umysł z wszelkich myśli. Spojrzała na zwłoki spoczywające na brzegu rzeki i w ciszy odmówiła krótką modlitwę. Dopiero wtedy była gotowa spojrzeć na nią jak na dzieło mordercy.

Ainhoa Elizasu za życia miała piękne, brązowe, wpatrzone teraz w nieskończoność oczy. Malowało się w nich zdumienie. Głowa, lekko odchylona do tyłu, odsłaniała kawałek surowego sznura. Wrzynał jej się w szyję tak głęboko, że prawie nie było go widać. Amaia pochyliła się nad ciałem, żeby się przyjrzeć, jak został zawiązany.

– Nie ma nawet pętli. Po prostu zaciskał, aż przestała oddychać – wyszeptała jakby do siebie.

– Musiał być silny. Mężczyzna? – zasugerował stojący za nią Jonan.

– Prawdopodobnie tak, ale dziewczyna nie jest za wysoka, ma jakiś metr pięćdziesiąt pięć, i jest bardzo szczupła. Równie dobrze mogła to być kobieta.

Doktor San Martín, który do tej pory rozmawiał z sędziną i sądowym sekretarzem, zbliżył się do zwłok. Pożegnał się z sędziną, nie zaniedbał rytuału całowania jej w rękę.

– Inspektor Salazar, zawsze miło panią widzieć, nawet w takich okolicznościach – powiedział wesoło.

– Wzajemnie, doktorze San Martín. Jak pan myśli, co tutaj mamy?

Lekarz wziął od technika notatki i szybko je przewertował. Jednocześnie pochylał się nad zwłokami. Patrzył przy tym z uznaniam na Jonana. Stwierdził, że jest młody, ale już dużo umie. Amaia dobrze znała to spojrzenie. Kilka lat wcześniej to ona była młodą podinspektor, którą trzeba było wprowadzić w kulisy śmierci, a tej przyjemności San Martín, szanowany profesor, nigdy sobie nie odmawiał.

– Niech pan się zbliży, Etxaide. Proszę tu podejść, może czegoś się pan nauczy. – Doktor San Martín włożył chirurgiczne rękawiczki, które wyjął ze skórzanej torby marki Gladstone, i dotknął delikatnie podbródka, szyi i ramion dziewczynki. – Co pan wie o stężeniu pośmiertnym?

Jonan wypuścił powietrze, po czym zaczął mówić tonem podobnym do tego, jakim musiał mówić w czasach szkolnych, kiedy odpowiadał na pytania nauczycielki.

– Wiem, że zaczyna się od powiek, jakieś trzy godziny po śmierci, rozszerza się kolejno na twarz i szyję i dalej do klatki piersiowej, w końcu obejmuje cały tułów i kończyny. W normalnych warunkach kompletne zesztywnienie następuje po około dwunastu godzinach i zaczyna znikać po około trzydziestu sześciu godzinach.

– Nieźle, co jeszcze? – zachęcił go doktor.

– Jest jednym z podstawowych wyznaczników przy ustalaniu przybliżonego czas zgonu.

– I uważa pan, że można to oszacować, opierając się jedynie na zaawansowaniu stężenia pośmiertnego?

– No… – Jonan się zawahał.

– Zdecydowanie nie – podkreślił z naciskiem San Martín. – Stężenie może być różne w zależności od stanu mięśni nieboszczyka, temperatury w pomieszczeniu albo na zewnątrz, jak w tym wypadku, jest inne, jeśli ciało było narażone na skrajne temperatury, które mogą sprawić, że wygląda jak w stężeniu pośmiertnym, jak na przykład zwłoki wystawione na wysoką temperaturę albo te, które doznają skurczów pośmiertnych. Wie pan, co to takiego?

– Wydaje mi się, że mówimy o nich, kiedy w chwili śmierci mięśnie kończyn są tak spięte, że gdyby coś trzymały, trudno byłoby to z nich wyjąć.

– Dokładnie tak. Dlatego właśnie na patologu sądowym spoczywa wielka odpowiedzialność. Nie należy ustalać czasu zgonu, nie wziąwszy pod uwagę tych czynników i, rzecz jasna, hipostazy… innymi słowy plam pośmiertnych. Z pewnością widział pan te amerykańskie seriale, w których lekarz sądowy klęka przy ciele i po dwóch minutach podaje godzinę śmierci – powiedział, unosząc z teatralną miną brwi. – Niech mi pan wierzy, to kłamstwo. Analiza zawartości potasu w płynie pobieranym z oka przyniosła duży postęp, ale godzinę będę mógł ustalić precyzyjniej dopiero po autopsji. W tej chwili, opierając się na tym, co wiem, mogę powiedzieć: trzynaście lat, kobieta. Na podstawie temperatury wątroby orzekłbym, że jest martwa od dwóch godzin. Nie doszło jeszcze do stężenia – stwierdził, znów przykładając palce do szczęki dziewczynki.

– Zgadzałoby się to z godziną, o której zadzwoniła do domu, i godziną zgłoszenia zaginięcia przez rodziców. Zaledwie dwie godziny.

Amaia poczekała, aż doktor wstanie, i zajęła jego miejsce. Uklękła przy dziewczynie. Nie uszła jej uwagi ulga Jonana, kiedy uwolnił się od pytań. Oczy wpatrzone w nicość i półotwarte w wyrazie zaskoczenia usta, a może w próbie zaczerpnięcia ostatniego oddechu, nadawały jej obliczu wyraz dziecięcego zdumienia, jak u dziewczynki, która obchodzi urodziny. Całe ubranie miała pocięte w równe pasma, od szyi aż do pachwin, i leżało przy jej bokach, jak opakowanie makabrycznego prezentu. Łagodna bryza znad rzeki delikatnie poruszyła prostą grzywką i do Amai dotarł zapach szamponu zmieszany z cierpką wonią tytoniu. Amaia zastanawiała się, czy dziewczyna paliła.

– Czuję tytoń. Wiecie, czy miała przy sobie torebkę?

– Tak, miała. Jeszcze jej nie znaleźliśmy, ale moi ludzie przeczesują teren od tego miejsca kilometr w dół – powiedział inspektor Montes, wskazując w stronę rzeki.

– Zapytajcie jej przyjaciółki, gdzie były i z kim.

– Jak tylko wzejdzie słońce, szefowo – powiedział Jonan, dotykając zegarka. – Jej przyjaciółki to trzynastolatki, na pewno jeszcze śpią.

Spojrzała na leżące wzdłuż ciała dłonie. Były białe, nieskazitelnie czyste, zwrócone wewnętrzną stroną ku górze.

– Zwróciliście uwagę, jak ułożone są ręce? Zostały upozowane.

– Zgadzam się – powiedział stojący obok Jonana Montes.

– Zróbcie zdjęcia i jak najszybciej zabezpieczcie. Może próbowała się bronić. Chociaż paznokcie i dłonie wyglądają na czyste, może będziemy mieli szczęście – powiedziała, zwracając się do funkcjonariusza z policyjnego laboratorium.

Lekarz znów pochylił się nad dziewczyną, stał naprzeciwko Amai.

– Trzeba poczekać na autopsję, ale na moje oko przyczyną śmierci było uduszenie, a biorąc pod uwagę siłę, z jaką sznur werżnął się w ciało, powiedziałbym, że zgon nastąpił bardzo szybko. Nacięcia, które widać na ciele, są płytkie i zostały zrobione tylko po to, żeby rozedrzeć ubranie. Zrobiono je czymś cienkim, żyletką, nożykiem albo skalpelem. Potwierdzę to później, ale kiedy je zrobił, dziewczyna była już martwa. Prawie nie ma śladów krwi.

– A łono? – wtrącił Montes.

– Myślę, że do zgolenia włosów łonowych użył tego samego narzędzia.

– Może chciał coś zabrać, jakieś trofeum. Szefowo? – zasugerował Jonan.

– Nie, nie sądzę. Zobacz, jak je rozrzucił wokół ciała. – Amaia wskazała na kupki delikatnego meszku. – Raczej chciał się ich pozbyć, żeby je zastąpić tym – powiedziała, wskazując na złociste tłuste ciastko leżące na bezwłosym wzgórku łonowym dziewczyny.

– Co za sukinsyn. Czemu oni to robią? Nie zadowolił się zabiciem dziecka? Musiał jeszcze położyć na niej ciastko? Co taki człowiek ma w głowie?! – wykrzyknął z obrzydzeniem Jonan.

– Taką właśnie masz pracę, chłopcze. Masz odgadnąć, o czym myśli taka menda – powiedział Montes i podszedł do doktora San Martína. – Zgwałcił ją?

– Powiedziałbym, że nie, ale dopóki nie przeprowadzę badań, nie będę miał pewności. Scenografia ma charakter wyraźnie seksualny… Podarte ubranie, roznegliżowany biust, ogolone łono… No i to ciastko… Wygląda na maślane albo…

– To txatxingorri – przerwała mu Amaia. – Typowe dla tego regionu, chociaż to jest trochę mniejsze niż zazwyczaj. Ale to txatxingorri, bez cienia wątpliwości. Masło, mąka, jajka, cukier, drożdże i smażone skwarki, stara receptura. Jonan, niech je zapakują w foliową torebkę i proszę – powiedziała Amaia, zwracając się do wszystkich – niech kwestia ciastka zostanie między nami. Póki co jest to ściśle tajne.

Wszyscy skinęli głowami.

– Tutaj już skończyliśmy. San Martín, dziewczyna należy do pana. Do zobaczenia na obdukcji.

Amaia wstała i jej spojrzenie po raz ostatni padło na dziewczynę. Potem ruszyła w górę zbocza, do samochodu.

2

Tego ranka inspektor Montes wybrał rzucający się w oczy fioletowy krawat z jedwabiu, bez wątpienia bardzo drogi. Odcinał się od koszuli w kolorze lila. Wyglądało to elegancko, ale przypominał trochę gliniarza z Miami. Groteskowy efekt. Tak samo musieli myśleć policjanci, którzy jechali z nim windą. Amai nie umknął szyderczy gest, który obaj wykonali, kiedy wysiadali. Zerknęła na Montesa, który najpewniej też to zauważył, ale był zajęty przeglądaniem notatek na palmtopie. Stał w chmurze perfum Armaniego i wydawał się nie zauważać, jakie wrażenie robi.

Drzwi sali konferencyjnej były zamknięte, ale zanim zdążyła nacisnąć na klamkę, umundurowany policjant otworzył je od środka, jakby na nią czekał. Odsunął się na bok, odsłaniając przestronną, jasną salę. Inspektor Salazar ujrzała więcej osób, niż się spodziewała. Komisarz siedział u szczytu stołu. Po jego prawej stronie czekały dwa wolne miejsca. Gestem zachęcił ich, żeby podeszli, a kiedy przechodzili przez salę, zaczął wszystkich przedstawiać.

– Inspektor Salazar, inspektor Montes, znają już państwo inspektora Rodrígueza z policyjnego laboratorium i doktora San Martína. Podinspektor Aguirre z wydziału narkotykowego, podinspektor Zabalza i inspektor Iriarte z komisariatu w Elizondo. Tak się składa, że nie było ich wczoraj w Elizondo, kiedy znaleziono zwłoki.

Amaia podała im rękę i pomachała do tych, których już znała.

– Inspektor Salazar, inspektorze Montes, zostaliście zaproszeni, ponieważ podejrzewam, że sprawa Ainhoi Elizasu będzie bardziej brzemienna w konsekwencje, niż można się było spodziewać – powiedział komisarz, zajmując znów miejsce i wskazując pozostałym, żeby zrobili to samo. – Dzisiaj rano skontaktował się z nami inspektor Iriarte. Chodziło o pewne odkrycia, które mogą się okazać ważne w dalszym toku śledztwa.

Inspektor Iriarte pochylił się i położył na stole swoje ogromne, godne aizkolari3 dłonie.

– Miesiąc temu, dokładnie piątego stycznia – powiedział, sprawdzając zapiski w małym notatniku oprawionym w czarną skórę, w jego rękach prawie niewidocznym – pewien pasterz z Elizondo, który szedł nad rzekę napoić stado owiec, znalazł ciało dziewczyny, Carli Huarte, siedemnastolatki. Zaginęła w noc sylwestrową po wyjściu z dyskoteki Cras Test w Elizondo. Bawiła się tam z przyjaciółmi i chłopakiem. Około czwartej nad ranem wyszła razem z nim, a trzy kwadranse później wrócił tylko chłopak. Powiedział jednemu z kumpli, że się pokłócili i że dziewczyna wysiadła obrażona z samochodu i dalej poszła pieszo. Kumpel przekonał go, że powinni pójść jej poszukać. Wrócili godzinę później, ale jej nie znaleźli. Powiedzieli, że niespecjalnie się tym przejęli, ponieważ wokół było pełno par i młodzieży palącej trawkę. Poza tym dziewczyna była bardzo popularna, więc uznali, że ktoś ją podrzucił do domu. W samochodzie chłopaka znaleźliśmy jej włosy i silikonowe ramiączko od jej biustonosza.

 

Iriarte nabrał powietrza i zanim zdecydował się mówić dalej, spojrzał na Montesa i Amaię:

– A teraz kwestia, która może państwa zainteresować. Carla została znaleziona w odległości dwóch kilometrów od miejsca, gdzie znaleziono Ainhoę Elizasu. Została uduszona sznurkiem do pakowania, a ubranie miała pocięte z góry na dół.

Amaia z niepokojem spojrzała na Montesa.

– Pamiętam, że czytałam o tej sprawie w prasie. Miała ogolony wzgórek łonowy? – zapytała.

Iriarte spojrzał na podinspektora Zabalzę, a on odpowiedział:

– Sprawa wygląda tak, że w ogóle nie miała łona. Cała ta część ciała była rozszarpana, prawdopodobnie przez zwierzęta. W raporcie z autopsji wyróżniono ugryzienia przynajmniej trzech różnych zwierząt i kilka włosów, odpowiadających sierści dzika, lisa i czegoś jeszcze, prawdopodobnie niedźwiedzia.

– Na Boga! Niedźwiedź? – wykrzyknęła Amaia, uśmiechając się z niedowierzaniem.

– Nie jesteśmy pewni, wysłaliśmy próbki do Instytutu Badań Stopochodnych w Pirenejach i jak dotąd nie dostaliśmy odpowiedzi, ale…

– A ciastko?

– Nie było ciastka… A może było. To by tłumaczyło ugryzienia na wysokości łona, pewnie zwierzęta przyciągnął nieznany słodki zapach.

– Miała pogryzione inne części ciała?

– Nie, ugryzień nie było, ale były ślady pazurów.

– A pozostałości włosów łonowych rozrzucane wokół ciała? – dopytywała się Amaia.

– Też nie, ale trzeba wziąć pod uwagę, że zwłoki Carli Huarte były częściowo zanurzone w rzece, od kostek po pośladki, i że przez kilka dni po jej zaginięciu padały ulewne deszcze. Nawet jeśli coś tam było, woda to zabrała.

– I nie przykuło to pańskiej uwagi wczoraj? Kiedy pan badał ciało dziewczynki? – zapytała Amaia, zwracając się do lekarza sądowego.

– Naturalnie – odparł San Martín. – Ale nie mamy jeszcze nic pewnego, na razie to tylko podobieństwa. Wie pani, ile trupów oglądam w ciągu roku? W wielu przypadkach widać cechy wspólne, mimo że sprawy nie są w żaden sposób powiązane. Tak czy inaczej oczywiście, że zwróciło to moją uwagę, ale najpierw musiałem poczekać na wyniki autopsji. W przypadku Carli wszystko wskazywało na napaść seksualną i na to, że zrobił to jej chłopak. Była naćpana i pijana, miała na szyi malinki i ślad po ugryzieniu na jednej piersi. Odpowiadał odciskowi szczęki jej chłopaka. Ponadto pod paznokciami znaleźliśmy ślady skóry, które pasowały do głębokiego zadrapania na jego szyi.

– A nasienie?

– Nie było.

– Co powiedział chłopak? A właśnie, jak ma na imię? – zapytał Montes.

– Nazywa się Miguel Ángel de Andrés. I przyznał, że oprócz alkoholu zażył kokę i ecstasy. – Aguirre się uśmiechnął. – I raczej mu wierzę. Zatrzymaliśmy go w Trzech Króli, też był na haju. Badania wykazały obecność czterech różnych narkotyków, z kokainą włącznie.

– Gdzie jest teraz to nasze cudo? – zapytała Amaia.

– W więzieniu w Pampelunie, czeka na rozprawę. Jest oskarżony o napaść na tle seksualnym i zabójstwo bez możliwości wyjścia za kaucją… Był wcześniej notowany w związku z narkotykami – powiedział Aguirre.

– Sądzę, że czas złożyć wizytę panu Andresowi i przesłuchać go jeszcze raz. Niewykluczone, że nie kłamał, kiedy twierdził, że to nie on zabił dziewczynę.

– Doktorze San Martín, może nam pan doręczyć raport z autopsji Carli Huarte? – zapytał Montes.

– Oczywiście.

– Interesują nas przede wszystkim zdjęcia zrobione na miejscu zbroni.

– Dostaniecie je najszybciej jak się da.

– I może dobrze byłoby jeszcze raz zbadać ubranie, które dziewczyna miała na ciele. Teraz już wiemy, czego szukać – dodała Amaia.

– Inspektor Iriarte i podinspektor Zabalza zajmują się tą sprawę na komisariacie w Elizondo. Inspektor Salazar – przerwał komisarz. – Pani stamtąd pochodzi, zgadza się?

Amaia przytaknęła.

– Udzielą pani wszelkiej potrzebnej pomocy – powiedział komisarz, podnosząc się z krzesła i tym samym uznając zebranie za zakończone.