Przerwany koncert

Tekst
Z serii: Satine
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Diana Palmer
Przerwany koncert

Tłumaczenie:

Katarzyna Ciążyńska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Arabella płynęła miękko w przestworzach. Zdawało jej się, że mknie na jakiejś wyjątkowo szybkiej chmurze, wysoko nad ziemią. Pomrukiwała rozanielona, pogrążając się w puszystej nicości, na wpół świadoma bólu ręki, który wzmagał się z każdą sekundą, aż stał się rozpalonym do białości rwaniem.

– Nie! – krzyknęła wtedy i gwałtownie podniosła powieki.

Leżała na zimnym stole. Jej suknia, piękna perłowoszara suknia, była cała we krwi, a ona czuła się poobijana i posiniaczona. Mężczyzna w białym kitlu stał nad nią i zaglądał jej w oczy.

– Wstrząśnienie mózgu – recytował rzeczowym tonem – otarcia, stłuczenia. Złożone złamanie nadgarstka, naderwane więzadło. Proszę zrobić badanie krwi z oznaczeniem grupy i przygotować ją do operacji.

– Tak, doktorze.

– Co jej jest? – odezwał się drugi męski głos obcesowo i niesympatycznie. Znała skądś ten buńczuczny ton, ale na pewno nie należał do jej ojca.

– Wyjdzie z tego – oświadczył lekarz. – A teraz proszę, żeby pan zaczekał na zewnątrz, panie Hardeman. Doceniam pańską troskę. – Oględnie mówiąc, pomyślał. – Zrobi jej pan większą przysługę, zostawiając ją pod naszą opieką.

Ethan! To głos Ethana. Arabelli udało się przekręcić nieco głowę. Faktycznie, to Ethan Hardeman. Wyglądał, jakby właśnie wyciągnięto go z łóżka. Czarne włosy stały mu dęba, najwidoczniej potargane jego własnymi rękami. Szczupła twarz o dosyć ostrych rysach była ściągnięta, a szare oczy tak pociemniały ze zdenerwowania, że stały się prawie czarne. Koszulę miał do połowy rozchyloną, jakby ją dopiero na siebie narzucił, ciemna marynarka była także rozpięta. W dłoni ściskał rondo beżowego stetsona.

– Bella – szepnął, wpatrując się w jej bladą, pokiereszowaną twarz.

– Ethan – zdołała wyszeptać zachrypłym głosem. – Och, moja ręka…

Podszedł do niej pomimo protestów lekarza. Był jeszcze bardziej spięty. Pochylił się i dotknął delikatnie jej otartego policzka.

– Kochanie, ale mnie przeraziłaś – powiedział cicho. Ręka mu drżała, kiedy odgarniał z jej twarzy długie kasztanowe włosy. W jej zielonych oczach stopiły się ze sobą cierpienie i ciepłe powitanie, dodając im blasku.

– Co z ojcem? – spytała, ponieważ to właśnie ojciec prowadził samochód, kiedy doszło do wypadku.

– Przetransportowali go helikopterem do Dallas. Podejrzewali coś z oczami, a tam jest wysokiej klasy specjalista w tej dziedzinie. Poza tym nic mu się nie stało. Nie mógł się tobą zająć, więc powiadomił mnie. – Uśmiechnął się chłodno. – Podejrzewam, że musiało go to wiele kosztować.

Była zbyt obolała, żeby podchwycić znaczenie kryjące się za tymi słowami.

– Ale… moja ręka? – powtórzyła spanikowana.

Ethan wyprostował się. Wygodniej było mu nie patrzeć jej teraz w oczy.

– Lekarze potem z tobą porozmawiają. Mary i cała reszta wpadną tu rano. A ja zaczekam do końca operacji.

Uczepiła się go drugą, zdrową ręką, czując jego napięte mięśnie.

– Proszę cię, powiedz im, że ręka jest dla mnie bardzo ważna, proszę cię – błagała.

– Oni to rozumieją. Zrobią wszystko, co się da. – Dotknął ostrożnie palcem jej warg. – Nie zostawię cię – obiecał cicho. – Będę tutaj cały czas.

Złapała go jeszcze mocniej. Chyba po raz pierwszy w życiu czerpała od niego siłę.

– Pamiętasz zatoczkę? – szepnęła półprzytomna, kiedy ból wzmógł się nie do wytrzymania.

Na widok jej wykrzywionej twarzy przeszył go dreszcz.

– Nie możecie jej czegoś podać? – zwrócił się zniecierpliwiony do lekarza, jakby to on sam się męczył.

Lekarz pojął wreszcie, że tym wysokim młodym człowiekiem, który wpadł jak burza do sali przed dziesięcioma minutami, nie powoduje wyłącznie podły humor. Wyraz jego surowej twarzy, kiedy trzymał dłoń poszkodowanej w wypadku kobiety, był wystarczająco wymowny.

– Zaraz coś jej dam – zobowiązał się. – Pan jest krewnym? Mężem?

Ethan przeniósł na niego spojrzenie.

– Nie, nie jestem krewnym. Ta kobieta jest pianistką koncertową, cieszy się ogromnym powodzeniem i znakomicie się sprzedaje. Mieszka z ojcem i nie wolno jej wychodzić za mąż.

Lekarz przyjrzał mu się, lecz nie miał czasu na refleksje ani dalsze dyskusje. Zostawił Ethana z pielęgniarką i z uczuciem ulgi zniknął w sali przyjęć.

Po kilku godzinach Arabella budziła się pomału z narkozy i wracała ze swoich podniebnych podróży do rzeczywistości jednoosobowego szpitalnego pokoju. Ethan już tam był, stał przy oknie, patrząc niewidzącym wzrokiem na pastelowe barwy nieba o brzasku. Nie przebrał się, wciąż miał na sobie ubranie z poprzedniego wieczoru. Arabella z kolei była wystrojona w kwiecisty szpitalny szlafrok. Miała wrażenie, że wygląda dokładnie tak, jak się czuje: na słabą i wyczerpaną.

– Ethan… – odezwała się.

Natychmiast odwrócił się i podszedł do łóżka. On też, prawdę mówiąc, przedstawiał sobą obraz nędzy i rozpaczy. Twarz mu pobladła z napięcia i powściąganej złości.

– Jak się czujesz? – spytał.

– Wykończona, obolała i kręci mi się głowie – odparła cicho, usiłując się uśmiechnąć.

Ethan stał z zaciętą miną, którą pamiętała z czasów, gdy był młodszy. Teraz zbliżała się do dwudziestych trzecich urodzin, on zaś przekroczył trzydziestkę. Zawsze był od niej o niebo dojrzalszy, niezależnie od wieku. Kiedy tak nad nią stał, jak przez mgłę przypominała sobie udrękę minionych czterech lat. Tyle wspomnień, pomyślała sennie, przyglądając się ukochanej twarzy. Cztery lata temu ten mężczyzna był jej wielką miłością, lecz ożenił się wówczas z Miriam. Co prawda niedługo po ślubie wymusił na żonie separację, ale potem, przez ponad trzy lata Miriam walczyła z nim zaciekle, nie zgadzając się na rozwód. Ostatecznie poddała się pod koniec tego roku. Przed trzema miesiącami ich rozstanie zostało usankcjonowane prawem.

Ethan potrafił skrywać swoje uczucia po mistrzowsku, ale głębokie zmarszczki na jego twarzy mówiły same za siebie. Miriam nielicho go skrzywdziła. Przed laty Arabella próbowała go przed nią ostrzec, uprzedzić – na swój nieśmiały i lękliwy sposób. W rezultacie Miriam stała się powodem kłótni i to z jej powodu Ethan z zimnym okrucieństwem usunął Arabellę ze swojego życia. Od tamtej pory widywała go czasami przelotnie, ponieważ jego szwagierka była jej najlepszą przyjaciółką. Spotkania były więc w zasadzie nieuniknione. Jednak za każdym razem przy takiej okazji Ethan zachowywał się wobec niej jak ktoś zupełnie obcy i całkiem niedostępny. Aż do ostatniej nocy.

– Powinieneś był mnie posłuchać w sprawie Miriam – odezwała się rwącym się głosem.

– Nie będziemy rozmawiać o mojej byłej żonie – rzekł stanowczo. – Jak trochę do siebie dojdziesz, zabiorę cię do domu. Mama i Mary zaopiekują się tobą i dotrzymają ci towarzystwa.

– Co z ojcem?

– Nie mam żadnych nowych wiadomości. Później się dowiem. Teraz muszę przede wszystkim zjeść śniadanie i się przebrać. Wrócę, jak tylko rozdzielę robotę między ludzi. Jesteśmy w samym środku spędu bydła.

– To rzeczywiście nie w porę zdarzył mi się ten wypadek – stwierdziła z głębokim westchnieniem. – Przepraszam, Ethan, tata mógł ci tego oszczędzić.

Pozornie zignorował jej uszczypliwy komentarz, który jednak zapadł mu w serce.

– Miałaś w samochodzie jakieś ciuchy?

Pokręciła słabo głową. Nawet najmniejszy ruch sprawiał jej ból, więc szybko znieruchomiała. Wyciągnęła tylko rękę, żeby odgarnąć włosy, spadające jej bez przerwy na twarz.

– Ubrania mam w domu, w Houston.

– Masz klucz do mieszkania?

– W torebce. Na pewno ją tu ze mną przywieźli.

Ethan zajrzał do szafki po drugiej stronie pokoju i znalazł tam elegancką skórzaną torebkę. Wziął ją do ręki i niósł do łóżka w taki sposób, jakby trzymał jadowitego węża.

– Gdzie masz ten klucz?

Spojrzała na niego rozbawiona mimo dawki otępiających środków uspokajających i nasilającego się znów bólu.

– W kieszonce zamykanej na suwak – wyjaśniła.

Wyjął pęk kluczy, a ona wskazała mu ten właściwy. Odłożył torebkę z wyraźną ulgą.

– Nie zrozumiem, dlaczego kobiety nie mogą używać do tego kieszeni jak mężczyźni.

– Bo nosimy ze sobą tyle różnych drobiazgów, że żadna kieszeń by tego nie pomieściła. – Położyła głowę na poduszkach, przyglądając mu się krytycznie. – Okropnie wyglądasz.

Nie uśmiechnął się. Nie potraktował tego jak żart ani nie próbował zaprzeczać. Można śmiało rzec, że prawie w ogóle się nie uśmiechał, może poza kilkoma magicznymi dniami, kiedy miała osiemnaście lat. To było, zanim wpadł w piękne, wypielęgnowane rączki Miriam.

– Nie wyspałem się – warknął.

Twarz Arabelli przeciął niemrawy uśmiech.

– Nie krzycz tak. Twoja matka pisała do mnie w zeszłym miesiącu z Los Angeles. Podobno ostatnio w ogóle nie da się z tobą żyć.

– Coreen zawsze uważała, że ze mną nie można wytrzymać – przypomniał jej.

– Napisała, że jest tak od trzech miesięcy, od rozwodu – wyjaśniła. – Co się właściwie stało, że koniec końców Miriam się zgodziła? To przecież ona nalegała, żeby wasze małżeństwo formalnie trwało, chociaż już taki szmat czasu mieszkaliście oddzielnie.

– Skąd mam wiedzieć? – rzucił i pokazał jej plecy.

Zjeżył się i zamknął w sobie na wspomnienie byłej żony, a na jej serce spadł jakiś ciężar. Nic ją tak w życiu nie zraniło jak jego ślub. Nie wiedzieć czemu, zdawało jej się zawsze, że to na niej mu zależy. W wieku osiemnastu lat była dla niego za młoda, ale założyłaby się o każde pieniądze, że owego dnia nad rzeką czuł do niej coś więcej niż fizyczny pociąg. A może to tylko jedna z jej wielu beznadziejnych iluzji? Jakkolwiek było, zaczął się spotykać z Miriam niemal natychmiast po tamtym słodkim interludium i nie minęły dwa miesiące, kiedy ją poślubił.

 

Arabella nie mogła tego wówczas odżałować. Ethan był pierwszym mężczyzną w jej życiu pod każdym istotnym względem. Niecierpliwie czekała wtedy na moment pierwszego intymnego zbliżenia, podobnie jak przez większą część dorosłego życia oczekiwała dnia, gdy wybrany przez nią mężczyzna ją pokocha.

Mało brakowało, a roześmiałaby się w głos na szpitalnym łóżku. Ethan jej nigdy nie kochał. To wyjątkowe uczucie przeznaczył dla Miriam, która pewnego pięknego dnia zjawiła się na ranczu, żeby nakręcić jakąś reklamówkę. Arabella była świadkiem tamtych zdarzeń. Obserwowała ze zgrozą, jak łatwo Ethan ulega czarom zielonookiej, rudowłosej modelki.

Nie miała takiej pewności siebie czy talentu do wyrafinowanego flirtu, jakimi los obdarzył Miriam, która zabrała jej ukochanego po to tylko, by go wkrótce rzucić. Krążyły nawet plotki, że małżeństwo zrobiło z Ethana zaprzysięgłego wroga kobiet. Arabella nie wątpiła, że to prawda. Ethan przede wszystkim nigdy nie był podrywaczem. Nie pozwalała mu na to wrodzona powaga i stoicki spokój, jakim się odznaczał. Nie znalazłoby się w nim grama bezmyślności czy choćby beztroski. Od dawna czuł się odpowiedzialny za swoją rodzinę. Już w najwcześniejszych wspomnieniach Arabelli występował jako człowiek stateczny i surowy, dwudziestoparolatek, który wydaje polecenia niczym generał, budząc grozę i szacunek w mężczyznach dwa razy od niego starszych.

Ethan wpatrywał się w nią do momentu, gdy zauważyła, że wciąż tkwi przy jej łóżku.

– Wyślę kogoś do twojego mieszkania w Houston, żeby przywiózł ci trochę rzeczy.

– Dziękuję. – A więc Miriam jest tematem tabu. W zasadzie należało się tego spodziewać. Wzięła głęboki oddech i powoli zaczęła unosić rękę, która wydała jej się nieludzko ciężka. Spojrzała na nią i zobaczyła stosunkowo niewielkich rozmiarów gips, spod którego wyzierała czerwona plama środka antyseptycznego, rzucająca się w oczy na tle bladej skóry. Rzeczywistość zaskrzeczała. Arabella zamknęła oczy, aby przed nią uciec.

– Musieli ci nastawić kości – tłumaczył Ethan. – Za sześć tygodni zdejmą gips i będziesz mogła z powrotem normalnie poruszać palcami.

Poruszać? No tak, w porządku. Ale czy będzie zdolna grać tak samo jak przed wypadkiem? Jak długo potrwa rekonwalescencja? Za co przez ten czas utrzyma siebie i ojca? A jeśli, nie daj Boże, kości nie zrosną się prawidłowo? Pytania mnożyły się jedno za drugim. Czuła, jak zakrada się do jej duszy paniczny lęk. Ojciec był chory na serce. Szantażował ją tą chorobą, kiedy na początku protestowała przeciwko długim latom nauki i wielogodzinnym ćwiczeniom, które uniemożliwiały jej wypady do miasta z przyjaciółmi: Mary i Jan, siostrą Ethana, oraz Mattem, jego bratem, który później ożenił się z Mary.

To zdumiewające, że ojciec zadzwonił po wypadku właśnie do Ethana. Od chwili, gdy Arabella rozkwitła i stała się młodą kobietą, ojciec robił wszystko, by go do niej nie dopuścić. Nigdy nie darzył go sympatią, zresztą z wzajemnością. Arabella nie rozumiała tej wrogości, ponieważ Ethan nigdy poważnie się do niej nie zalecał. To znaczy aż do dnia, kiedy wybrali się popływać i mało co nie przekroczyli granicy. Nie wspomniała o tym nikomu ani słowem, a więc i ojciec nie mógł o tym wiedzieć. To był jej bardzo wyjątkowy, intymny sekret. Jej i Ethana.

Ogromnym wysiłkiem woli wróciła do teraźniejszości. Nie wolno teraz się rozklejać. Brakuje tylko, żeby w jej i tak skomplikowanym życiu pojawiły się nowe kłopoty. Jak przez mgłę pamiętała, że wcześniej, w malignie, napomknęła coś o tamtej młodzieńczej wyprawie nad rzekę. Żywiła płonną nadzieję, że Ethan był zbyt zdenerwowany, aby zwrócić na to uwagę, i że nie zdradziła przy okazji, jak cenne jest dla niej to wspomnienie.

– Powiedziałeś, że zamieszkam u ciebie – zaczęła łamiącym się głosem, przywołując swój rozum do porządku. – Ale ojciec…

– Jak pamiętam, masz wuja w Dallas. Twój ojciec zapewne zatrzyma się u niego.

– I będzie niezadowolony, że jestem tak daleko.

– Nie będzie, masz na to moje słowo. – Podciągnął jej kołdrę pod brodę. – Spróbuj teraz zasnąć. Pozwól, żeby leki zadziałały.

Popatrzyła mu prosto w oczy.

– Przecież wcale nie chcesz, żebym u ciebie mieszkała – stwierdziła. – Nigdy mnie tam nie chciałeś. Kłóciliśmy się o Miriam i powiedziałeś, że tylko ci przeszkadzam i już nigdy nie chcesz mnie widzieć.

Ethan się wzdrygnął.

– Spróbuj zasnąć – powtórzył przez ściśnięte gardło.

Świadomość to przypływała do niej, to znów odpływała, więc Arabella była na szczęście nieświadoma udręczonego spojrzenia, które nad nią zawisło. Powieki same jej opadały. Były takie ciężkie.

– Tak, spać…

Kiedy wreszcie lekarstwo wzięło ją w posiadanie, zasnęła, a rzeczywistość się od niej oddaliła. W jej snach wiele było wspomnień, chwil, kiedy dorastała wraz z Mary i Mattem. Ethan znajdował się zawsze w pobliżu, ukochany, poważny i kompletnie nieprzystępny. I nieważne, jak bardzo się starała, w tamtych dniach zdecydowanie nie chciał dostrzec w niej kobiety.

Kochała go od zawsze. Muzyka stała się dla niej ucieczką od tego uczucia. Grała znakomite klasyczne kompozycje i wkładała w nie, poprzez swoje palce, całą niechcianą miłość do Ethana. To właśnie owa gorączka i pasja zapewniły jej niezachwianą pozycję na rynku muzycznym. W wieku dwudziestu jeden lat wygrała międzynarodowy konkurs, otrzymując przy okazji pokaźną nagrodę finansową, a rozgłos błyskawicznie pchnął ku niej wydawców płyt z kontraktami.

Pianiści wykonujący muzykę klasyczną nie należą zwykle do sowicie opłacanych artystów. Styl Arabelli, zwłaszcza gdy opracowała kilka utworów z bardziej popularnego repertuaru, znalazł jej wiernych słuchaczy i sprzedawał się świetnie. Wciąż proszono ją o kolejne nagrania, ponieważ jej albumy rozchodziły się jak świeże bułeczki. A wraz ze sławą rosły też jej honoraria.

Ojciec zmuszał ją do koncertów i tournée, których szczerze nienawidziła. Onieśmielały ją spotkania z obcymi ludźmi. Próbowała dawać wyraz swojemu niezadowoleniu, lecz ojciec dominował nad nią całe życie i zabrakło jej w końcu siły, by z nim walczyć. Samą ją to dziwiło, ponieważ potrafiła się przeciwstawić na przykład Ethanowi. Zazwyczaj przychodziło jej to bez większego trudu. Jednak ojciec należał do innej kategorii. Kochała go, był jej jedynym oparciem po przedwczesnej śmierci matki. Nie potrafiła go zranić, odmawiając mu prawa do kierowania jej życiem i karierą. Ethanowi bardzo się to nie podobało. Nienawidził jej ojca za tak przemożny wpływ na córkę, ale też nigdy nie sugerował, że powinna się spod niego wyzwolić.

Przez lata, kiedy dorastała w Jacobsville, Ethan był dla niej niczym podziwiany starszy brat, nawet gdy trzymał się na dystans. Wszystko skończyło się w upalny ranek, kiedy zabrał ją nad rzekę. Miriam też przebywała wówczas na ranczu Hardemanów. Rozpoczęła przygotowania do sesji fotograficznej jednej z nowych kolekcji mody w scenerii Dzikiego Zachodu. Ethan w zasadzie nie zwracał uwagi na atrakcyjną modelkę do momentu, kiedy o mały włos nie stracił nad sobą kontroli, całując się z Arabellą. Tamtego dnia przeniósł swoje zainteresowanie na Miriam. Nie potrzebował zresztą wiele czasu ani wysiłku, by ją zdobyć.

Któregoś razu Arabella podsłuchała przypadkiem, jak Miriam przechwala się koleżance po fachu, że trzyma już fortunę Hardemanów w garści i zamierza sprzedać Ethanowi swoje ciało za życie w luksusie. Arabelli zrobiło się niedobrze na myśl, że kochany przez nią mężczyzna traktowany jest jak przepustka do bogactwa. Udała się zatem do niego i niezdarnie próbowała mu przekazać wszystko, co dotarło do jej uszu.

Tylko że Ethan jej nie uwierzył. Co więcej, oskarżył ją o głupią zazdrość. Dotknął ją do żywego bezdusznymi uwagami na temat jej wieku, braku doświadczenia i naiwności, a potem wyprosił ją z rancza. Uciekła, i to tak daleko, że przekroczyła granice stanu i dopiero w szkole muzycznej znalazła schronienie.

Jakie to dziwne i paradoksalne, że Ethan będzie się nią teraz opiekował. Po raz pierwszy w życiu znalazła się w szpitalu, po raz pierwszy coś jej poważnie dolegało. Nie oczekiwałaby, że Ethan się tym przejmie, i to nawet na prośbę jej ojca. Wszak konsekwentnie unikał jej od dnia swojego ślubu; najchętniej gdzieś znikał, gdy przyjeżdżała z wizytą do Mary.

Mary, Matt i Ethan zamieszkiwali z matką ogromny, pełen zakamarków dom rodzinny Hardemanów. Coreen zawsze witała Arabellę serdecznie, jak kogoś bliskiego. Ethan z kolei był zawsze chłodny i nieprzystępny i do rzadkości należało, by się do niej odezwał.

Co prawda Arabella nie spodziewała się już niczego z jego strony. W bardzo dobitny i oczywisty, choć nie bezpośredni sposób wyraził własne stanowisko wobec niej, ogłaszając swoje zaręczyny z Miriam. Ten fakt zaszokował wszystkich, nawet jego matkę. Skoro jednak Miriam nie była w ciąży, więc chyba ożenił się z nią z miłości. Tak rozumowała wówczas Arabella. Ale znów jeśli to prawda, miłość ta okazała się krótka i ulotna. Miriam spakowała manatki i wyjechała po sześciu miesiącach wspólnego życia. Zostawiła Ethana z raną, którą mu zadała. Arabella nie dowiedziała się nigdy, dlaczego odmawiała mu tak długo rozwodu ani co skłoniło ją do tego, by oszukiwać mężczyznę, którego dopiero co poślubiła. Ethan nie podejmował tego tematu z nikim, w żadnej rozmowie.

Arabella po raz kolejny poczuła, że odpływa. Poddała się temu wreszcie i zasnęła z cichym westchnieniem, zostawiając za sobą na jawie wszystkie troski i zbolałe serce.

ROZDZIAŁ DRUGI

Następnego dnia obudziła się o świcie. Ręka w białym gipsowym opatrunku pulsowała bólem. Zacisnęła zęby. Raptem przed jej oczami stanął wypadek, który przeżyła, i to nazbyt wyraźnie: silne uderzenie, dźwięk tłuczonego szkła, jej własny krzyk, a potem zapadanie się w niebyt. Nie miała prawa obwiniać ojca za to, co się stało. Wypadek był nieunikniony. Nawierzchnia była śliska, tuż przed nimi zahamował ostro samochód, a ich wyrzuciło z drogi prosto na słup telefoniczny. Cieszyła się, że uszła z tego z życiem, choć ucierpiała jej ręka. Jednocześnie lękiem napawało ją pytanie, co by się stało, gdyby kontuzja oznaczała kres kariery pianistycznej. Jak zareagowałby na taką perspektywę ojciec? To było zbyt straszne. Nie chciała o tym nawet myśleć. Na wszelki wypadek postanowiła uzbroić się w optymizm.

Poniewczasie zastanowiła się, co stało się z ich samochodem. Jechali akurat do Jacobsville z Corpus Christi, gdzie wystąpiła na koncercie dobroczynnym. Ojciec nie raczył powiedzieć jej, po co tam się wybierają, zakładała zatem, że zrobią sobie krótki urlop w rodzinnym mieście. Pomyślała nawet, że będzie miała okazję zobaczyć znów Ethana. Nie przyszło jej do głowy, że spotka się z nim w podobnych okolicznościach.

Kiedy doszło do kraksy, znajdowali się bardzo blisko Jacobsville, więc naturalną koleją rzeczy przewieziono ich do miejscowego szpitala. Ojciec został potem przetransportowany powietrzną karetką do Dallas i stamtąd skontaktował się z Ethanem. Do pewnego momentu zdarzenia układały się w głowie Arabelli w logiczną całość. Nie rozumiała tylko powodu, dla którego ojciec zwrócił się o pomoc do kogoś, kogo ewidentnie nie lubił. Nie była w stanie rozwikłać tej zagadki, nawet się nie zbliżyła do jej rozwiązania, kiedy otworzyły się drzwi jej szpitalnego pokoju.

Zaraz potem do środka wszedł Ethan z kubkiem czarnej kawy. Miał taką minę, jakby nie wiedział, co to w ogóle jest uśmiech. Miał w sobie rodzaj arogancji, który ją zaintrygował już podczas ich pierwszego spotkania. Był równie oryginalny i wyjątkowy jak jego imię. Wiedziała zresztą, skąd się wzięło. Jego matka, zagorzała wielbicielka Johna Wayne’a, uwielbiała film „Poszukiwacze’’, który pokazywano na ekranach za jej młodzieńczych lat. Kiedy więc zaszła w ciążę, uznała, że najlepszym imieniem dla syna będzie to, które w filmie nosił bohater grany przez jej ulubionego aktora. I tak jej syn został Ethanem Hardemanem. Na pierwsze miał co prawda John, ale nawet w rodzinie mało kto o tym wiedział.

Arabella zawsze przyglądała mu się z wielką przyjemnością. Miał posturę jeźdźca z rodeo, mocne ramiona i szeroką klatkę piersiową, płaski brzuch i długie muskularne nogi. Jego twarzy też nie można by wiele zarzucić. Zawsze opalona, z głęboko osadzonymi oczami w odcieniu głębokiej szarości, które chwilami migotały srebrem, a chwilami odbijały w sobie blady błękit. Ciemne włosy nosił przystrzyżone krótko, po męsku. Miał prosty nos, zmysłowe wargi, wydatne kości policzkowe i lekko wystającą brodę. Oraz zawsze równo przycięte i czyste paznokcie.

 

I oto znowu na niego patrzyła. Należało przypuszczać, że tym razem dość bezradnym wzrokiem. Był ubrany w niebieską koszulę, popielate dżinsy i czarne wysokie buty: bardzo elegancko jak na kowboja, nawet jeśli jest szefem.

– Marnie wyglądasz – podsumował ją krótko, w sekundę niwecząc wszystkie jej romantyczne rojenia.

– Wielkie dzięki – odparła, poszukując swojego dawnego bojowego ducha. – Właśnie takiego komplementu mi brakowało.

– Przejdzie ci – dodał jak zwykle nieporuszonym tonem. Usiadł w fotelu obok łóżka, założył nogę na nogę i popijał z wolna kawę. – Mama i Mary zajrzą do ciebie później. Jak ręka?

– Boli – odparła krótko. Sprawną ręką zaczesała do tyłu włosy. W uszach brzmiały jej preludia Bacha i sonatiny Clementiego. Muzyka, zawsze muzyka. Pozwalała jej żyć, pozwalała jej głęboko oddychać. Nie zniosłaby myśli, że zostanie jej pozbawiona.

– Dali ci coś przeciwbólowego?

– Tak, kilka minut temu. Trochę mi się po tym kręci w głowie, ale przynajmniej ból zelżał – zapewniła go. Zauważyła, że jedna z pielęgniarek wzięła nogi za pas, widząc go na horyzoncie. Brakuje tylko, żeby z jej powodu zaczął po swojemu wyżywać się na szpitalnym personelu.

Na jego twarz wypłynął słaby uśmiech.

– Nic im nie grozi – uspokoił ją, czytając w jej myślach. – Chcę tylko mieć absolutną pewność, że niczego ci tu nie brakuje.

– Robią wszystko, co trzeba – mruknęła. – Słyszałam już, że dwóch lekarzy chce złożyć wymówienie, jeśli mnie stąd szybko nie wypiszą.

Starała się, ale jej uwaga nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia.

– Muszę mieć pełną gwarancję, że masz najlepszą opiekę.

– Mam, nie bój się. – Odwróciła wzrok. – Zdaje się, że wpadłam z deszczu pod rynnę. Dzięki za troskę.

Znieruchomiał z nachmurzoną miną.

– Nie jestem twoim wrogiem.

– Nie? Chyba nie rozstaliśmy się przed laty jak przyjaciele. – Złożyła głowę na poduszce, wzdychając. – Przykro mi, że ci się nie ułożyło z Miriam – szepnęła. – Mam nadzieję, że nic, co powiedziałam…

– To już zamierzchła przeszłość – rzucił. – Zostawmy ją.

– Okej. – Onieśmielał ją spojrzeniem.

Sączył kawę, przesuwając wzrokiem po szczupłym ciele ukrytym pod cienką kołdrą.

– Schudłaś. Musisz odpocząć, nabrać sił.

– Nie mogłam sobie pozwolić na ten luksus – oznajmiła. – Dopiero w tym roku zaczęliśmy robić dłuższe przerwy w koncertach.

– Twój ojciec powinien znaleźć pracę i sam na siebie zarabiać – stwierdził chłodno.

– Nie masz prawa wtrącać się do mojego życia – odparowała natychmiast, patrząc mu prosto w oczy. – Sam tego chciałeś.

Mięśnie jego twarzy stężały, chociaż wyraz jego oczu nie zmienił się ani o jotę.

– Wiem lepiej od ciebie, czego nie chciałem i co porzuciłem. – Przybił ją wzrokiem i wypił kolejny łyk kawy. – Mama i Mary przygotowują dla ciebie pokój gościnny – ciągnął niewzruszenie. – Matt jest na targu w Montanie. Mary ucieszy się z towarzystwa.

– Twoja matka nie ma nic przeciwko temu, że będzie miała mnie na głowie?

– Moja matka bardzo cię lubi – odparł. – Zawsze cię bardzo lubiła i ty o tym dobrze wiesz, więc nie ma sensu udawać.

– Twoja matka jest szalenie miłą, dobrą osobą.

– A ja nie? – Studiował jej twarz. – Co prawda nigdy nie stawałem do żadnego konkursu na najbardziej popularnego człowieka roku…

Arabella poprawiła się na poduszce.

– Bardzo się zrobiłeś drażliwy, wiesz? Nie zamierzałam cię obrazić. Jestem ci bardzo wdzięczna za wszystko, co dla mnie teraz robisz.

Dopił kawę. Spotkali się wzrokiem i przez niedługi moment patrzyli sobie w oczy. W końcu Ethan pierwszy odwrócił głowę.

– Nie potrzebuję twojej wdzięczności.

Mówił prawdę, nie potrzebował od niej wdzięczności ani niczego innego. Zwłaszcza miłości.

Spuściła wzrok na swoją rękę w gipsie.

– Dzwoniłeś do szpitala w Dallas zapytać, co u ojca?

– Dzwoniłem dziś rano do twojego wuja. Ten genialny specjalista od oczu ma go jutro zbadać. W każdym razie lekarze są bardziej optymistycznie nastawieni niż wczoraj.

– Pytał o mnie?

– Oczywiście, że o ciebie pytał. – Natychmiast zmienił ton na bardziej cyniczny. – A co myślałaś? Poinformowano go o twojej ręce.

Zamarła, przymykając powieki.

– I co?

– Słowa nie powiedział. Tyle mi wuj przekazał. – Uśmiechnął się posępnie. – Czego się spodziewałaś? Twoje dłonie to jego życie. Nagle zobaczył przed sobą przyszłość, która będzie od niego wymagała podjęcia jakiejś pracy, bo inaczej nie będzie miał za co żyć. Więc pewnie teraz rozczula się nad swoim trudnym losem.

– Wstydziłbyś się – mruknęła.

Spojrzał na nią bez mrugnięcia okiem.

– Znam przecież twojego ojca. Ty też go znasz, chociaż Bóg jeden wie, dlaczego cały czas go chronisz. Mogłabyś dla odmiany spróbować żyć trochę dla siebie.

– Jestem zadowolona ze swojego życia i nie trzeba mi zmian – mruknęła pod nosem.

Jego jasne oczy przyłapały jej wzrok. Siedział nieruchomo. W pokoju panowała taka cisza, że słyszeli samochody przejeżdżające obok szpitala, na pobliskich ulicach Jacobsville.

– Pamiętasz jeszcze, o co mnie spytałaś, kiedy cię tu przywieźli?

Na wszelki wypadek pokręciła głową.

– Nie, za bardzo mnie wszystko bolało – skłamała, uciekając od niego spojrzeniem.

– Zapytałaś mnie, czy pamiętam zatoczkę.

Policzki Arabelli pokryły się purpurą. Zakłopotana, gniotła w palcach materiał szlafroka.

– Nie wiem, skąd mi się to wzięło. To już prehistoria.

– Cztery lata to nie prehistoria. Więc odpowiadając na to pytanie, powiem ci, że tak, pamiętam. Dobrze pamiętam. Chociaż bardzo chciałbym zapomnieć.

No cóż, nie owija w bawełnę, pomyślała. To nie było miłe. Bała się popatrzeć mu w oczy. Wyobrażała sobie jego drwiące spojrzenie.

– Więc co ci nie pozwala o tym zapomnieć? – spytała, starając się mówić równie obojętnym tonem. – Oznajmiłeś mi wtedy, że myślami jesteś przy Miriam.

– Do cholery z Miriam. – Poderwał się, zapominając o kubku, z którego kilka kropel gorącej kawy ulało się prosto na jego rękę. Zlekceważył ból, odwracając się w stronę okna i wyglądając na ulice Jacobsville. Uniósł kubek do ust i wypił łyk, żeby się uspokoić. Samo wspomnienie imienia byłej żony przyprawiało go o nieprzyjemne napięcie. Arabella nie miała bladego pojęcia, w jakie piekło Miriam zamieniła jego życie ani dlaczego dał się schwytać w pułapkę małżeństwa.

Było już cztery lata za późno na wyjaśnienia, przeprosiny lub żale. Dzień, w którym pieścił Arabellę, zapisał się na trwałe w jego pamięci. Pozostał tam niezmieniony od lat, stał się integralną częścią jego samego. Tego nie mógł jej przecież powiedzieć. Zamknął się potem w sobie, niemal zapomniał, co to znaczy odczuwać cokolwiek, póki ojciec Arabelli nie zadzwonił do niego z informacją, że córka została ranna w wypadku. Jeszcze w tej chwili czuł smak strachu, kiedy musiał stanąć twarzą w twarz z jej ewentualną śmiercią. Świat zamienił się w czarną otchłań i rozjaśnił się dopiero, gdy Ethan dotarł do szpitala i przekonał się, że obrażenia są stosunkowo niegroźne.

– Czy Miriam odzywała się do ciebie? – spytała Arabella, przerywając ciszę.

– W zeszłym tygodniu. Po raz pierwszy od rozwodu. – Dokończył kawę i zaśmiał się nieprzyjemnie. – Chce się pogodzić.

Serce Arabelli na moment przestało bić. Koniec jej słabej nadziei. Tyle się nią nacieszyła.

– Chcesz, żeby do ciebie wróciła?

Podszedł do łóżka. W jego oczach nie było nic prócz irytacji i zapiekłej złości.

– Nie, nie chcę, żeby wróciła – odrzekł. Patrzył na nią z góry lodowatym wzrokiem. – Parę lat musiałem nakłaniać ją do rozwodu. Naprawdę sądzisz, że mam ochotę z powrotem zarzucić sobie na szyję to lasso? – spytał.

– Mało cię znam – odparła cicho. – Nigdy cię dobrze nie znałam. Ale przecież kiedyś ją kochałeś – dodała, spuszczając zasmucone oczy. – Więc nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybyś za nią tęsknił i chciał, żeby wróciła do ciebie i twojego domu.