Za wszelką cenę cz. I

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

David Weber

HONOR HARRINGTON

Za wszelką cenę

część I

Przełożył Jarosław Kotarski

Dom Wydawniczy REBIS

Tytuł oryginału: At All Costs Copyright © 2005 by David Weber All rights reserved David and the Phoenix copyright © 1957, 2000 by Edward Ormondroyd; second paperback printing, May 2005. Excerpts reprinted with the permission of Purple House Press: Cynthiana, Kentucky. All rights reserved Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2015 Informacja o zabezpieczeniach W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa. Redaktor: Anna Poniedziałek Opracowanie graficzne serii i projekt okładki: Jacek Pietrzyński Ilustracja na okładce: David Mattingly Wydanie I e-book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Za wszelką cenę. Tom 1, wyd. I, dodruk, Poznań 2016) ISBN 978-83-8062-893-9 Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o. ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań tel.: 61 867 81 40, 61 867 47 08 fax: 61 867 37 74 e-mail: rebis@rebis.com.pl www.rebis.com.pl Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

Mapa

WSTĘP

ROZDZIAŁ I

ROZDZIAŁ II

ROZDZIAŁ III

ROZDZIAŁ IV

ROZDZIAŁ V

ROZDZIAŁ VI

ROZDZIAŁ VII

ROZDZIAŁ VIII

ROZDZIAŁ IX

ROZDZIAŁ X

ROZDZIAŁ XI

ROZDZIAŁ XII

ROZDZIAŁ XIII

ROZDZIAŁ XIV

ROZDZIAŁ XV

ROZDZIAŁ XVI

ROZDZIAŁ XVII

ROZDZIAŁ XVIII

ROZDZIAŁ XIX

ROZDZIAŁ XX

ROZDZIAŁ XXI

ROZDZIAŁ XXII

ROZDZIAŁ XXIII

ROZDZIAŁ XXIV

ROZDZIAŁ XXV

ROZDZIAŁ XXVI

ROZDZIAŁ XXVII

ROZDZIAŁ XXVIII

ROZDZIAŁ XXIX

ROZDZIAŁ XXX

ROZDZIAŁ XXXI

ROZDZIAŁ XXXII

ROZDZIAŁ XXXIII

Cykl Honor Harrington

RICHARDOWI ANDREW EARNSHAWOWI

(1951–2005)


Po 40 latach wspólnego śmiechu,

łez i miłości trudno jest się rozstać,

Ale skoro nadszedł czas, leć, Richardzie

Gdziekolwiek byś był,

dokądkolwiek by Cię Bóg zabrał,

leć wysoko.

Kocham Cię.


I Edwardowi Omondroydowi

ofiarowującemu cuda młodym czytelnikom,

z serdecznym podziękowaniem.


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

WSTĘP


Lotniskowiec Marynarki Republiki klasy Aviary wraz z krążownikami liniowymi eskorty wyszedł z nadprzestrzeni tuż poza granicą przejścia. Klasa ta jak dotąd liczyła tylko trzy okręty, ale za to każdy miał na pokładzie sześćset kutrów rakietowych klasy Cimeterre. Fakt, miały one mniejszy zasięg, były słabiej uzbrojone i nie mogły nawiązać równej walki ze Shrike’ami czy Ferretami Królewskiej Marynarki, ale do wykonania tego zadania nadawały się wręcz doskonale.

Po opuszczeniu pokładu lotniskowca skierowały się w głąb systemu Alizon, ku rozmieszczonym tam zakładom przemysłowym. Prawie natychmiast okazało się, że los im sprzyja: na ich drodze znajdowały się dwa frachtowce, których transpondery identyfikowały je jako zarejestrowane na obszarze Gwiezdnego Królestwa Manticore. Oba były już w maksymalnym zasięgu rakiet, toteż choć ich kapitanowie natychmiast po wykryciu kutrów zwiększyli przyspieszenie do maksymalnego, szans na ucieczkę nie mieli żadnych. Raz, że kutry w chwili wykrycia przez cywilne sensory frachtowców osiągnęły już prędkość ponad 1000 km/s, dwa, że frachtowce mogły przyspieszyć do 200 g, a kutry do prawie 700. No i w przeciwieństwie do frachtowców były uzbrojone.

– Tu kapitan Javits z Marynarki Republiki – rozległ się na cywilnej częstotliwości głos z silnym akcentem z Nouveau Paris. – Mówię do kapitanów dwóch frachtowców z Królestwa Manticore. Macie natychmiast wyłączyć napędy i opuścić statki. Zgodnie z zasadami prawa międzyplanetarnego informuję, że nie mam możliwości dokonania abordażu i przeszukania waszych jednostek ani też wzięcia ich jako pryzów. Dlatego też zniszczę je dokładnie za dwadzieścia standardowych minut od… teraz. Ewakuujcie załogi natychmiast. Javits, bez odbioru.

Kapitan jednego z frachtowców wykonał polecenie bez zwłoki. Drugi był bardziej uparty, ale okazało się po chwili, że idiotą nie jest. Pięć minut zajęło mu zrozumienie lub też pogodzenie się z losem, po czym napęd jego statku także został wyłączony, a promy z załogą, ledwie znalazły się w przestrzeni, ruszyły z maksymalnym przyspieszeniem. Najwyraźniej chcieli znaleźć się jak najszybciej jak najdalej od statku, jakby obawiali się rozstrzelania.

Nic takiego nie nastąpiło – Marynarka Republiki skrupulatnie przestrzegała międzyplanetarnego prawa. Dopiero po upływie czasu wyznaczonego przez dowódcę kutrów wystrzelono po dwie rakiety w kierunku każdego z frachtowców.

Wszystkie cztery trafiły niczym na ćwiczeniach.

Kutry zaś leciały dalej, ignorując dwie olbrzymie kule plazmy, w które zmieniły się frachtowce o masie prawie 8 milionów ton każdy. Ich zniszczenie było bowiem jedynie wstępem do właściwego ataku. Na spotkanie kutrów z orbity Alizon wyruszyło pół tuzina niszczycieli i dywizjon ciężkich krążowników klasy Star Knight. Odległość była zbyt duża, by załogi kutrów mogły to dostrzec dzięki pokładowym sensorom, ale umożliwiły im to sondy zwiadowcze lecące znacznie szybciej i wyprzedzające kutry.

 

Widząc, z jakim przyspieszeniem lecą ku nim obrońcy, kapitan Bertrand Javits skrzywił się odruchowo.

– Coś im się nie spieszy – oceniła porucznik Constanza Sheffield.

– A to najprawdopodobniej dlatego, że mają zasobniki. – Javits wskazał na ekran, na którym nie widać było ani jednego wrogiego kutra. – Wywiad miał więc prawdopodobnie rację co do tego, czym dysponuje obrona systemu.

– Będzie bolało – mruknęła pierwszy oficer.

– Będzie – zgodził się Javits. – Choć nie aż tak, jak obrońcy się spodziewają. No dobra… Wolverine Jeden do wszystkich: przeciwnik, sądząc po przyspieszeniu, ma zasobniki holowane, a niewielka liczba okrętów każe przypuszczać, iż wywiad miał rację co do uzbrojenia defensywnego systemu. Dlatego zmieniamy plan ataku na Sierra Trzy i na mój rozkaz za czterdzieści pięć minut weźmiemy nowy kurs. Sprawdźcie priorytety celów według planu Sierra Trzy i przygotujcie się do obrony przeciwrakietowej. Wolverine Jeden, bez odbioru.

Odległość tak do okrętów RMN, jak i do Alizonu spadała i sondy zaczęły wykrywać rozmaite rozsiane po całym wewnętrznym obszarze systemu aktywne sensory. Ponieważ podstawą obrony każdego systemu planetarnego są potężne sensory pasywne, należało założyć, że większość z wykrytych należała do systemów celowniczych różnych rodzajów uzbrojenia.

Javits obserwował odczyty świadom, że pełny obraz mają jedynie na pokładzie lotniskowca i krążowników liniowych, z których wystrzelono sondy, bo tylko tam znajdują się komputery odpowiednio duże, by obrobić otrzymywane dane i stworzyć z nich całościowy obraz obrony systemu. Uśmiechnął się na myśl o reakcji zespołów technicznych w Bolthole, gdy dostaną te dane, ale zaraz spoważniał: dla niego najistotniejsze było utrzymanie przy życiu jak największej liczby podkomendnych, a nie analiza obrony systemowej.

– Wygląda na to, że z tej strony mają cztery główne zestawy zasobników, skipper – odezwała się Constanza. – Jeden nad i jeden pod płaszczyzną ekliptyki. Daje im to osłonę aż do granicy przejścia, ale widać, że skupili się na płaszczyźnie ekliptyki.

– Pytanie, po ile zasobników jest w każdym.

– I drugie: o ilu zasobnikach chcą, byśmy wiedzieli, sir – dodał oficer taktyczny, porucznik Joseph Cook.

– To też – zgodził się Javits. – I nie sądzę, by było ich mniej, niż sugeruje liczba aktywnych sensorów. Platformy zdalnego kierowania ogniem są równie kosztowne co same zasobniki, wątpię więc, by rozstawili je bez nich.

– Rozumiem, sir. – Mina i ton Cooka były neutralne, ale Javits wiedział, że oficer taktyczny nie zgadza się z tą oceną.

I trudno było mu się dziwić, biorąc pod uwagę, jaką skalę niekompetencji rządu i Admiralicji Królestwa Manticore ujawnił sukces operacji Thunderbolt. Było wysoce prawdopodobne, że obrona systemu Alizon od dawna nie została wzmocniona, a po wznowieniu walk po prostu nie zdążono tego zrobić. A w takiej sytuacji próba przekonania atakujących, że obrona jest silniejsza, poprzez rozmieszczenie większej niż potrzebna liczby platform sterujących zasobnikami, byłaby logicznym posunięciem i koszty nie miałyby znaczenia. Z drugiej strony od wznowienia walk minęło dość czasu, by wysłać tu frachtowiec czy dwa pełne zasobników z wielostopniowymi rakietami. Poprzedni rząd Królestwa Manticore w pełni zasługiwał na miano bandy kretynów, ale obecnego nie można było tak nazywać, dlatego gdyby nie znajdowały się tu te zasobniki, stacjonowałoby zapewne znacznie liczniejsze ugrupowanie okrętów Royal Manticoran Navy.

– Zbliżamy się do miejsca zmiany kursu, sir – przypomniała mu Sheffield.

Javits kiwnął głową i spytał:

– Jak daleko są najbliższe aktywne sensory?

– Dwanaście sekund świetlnych po zmianie kursu, czyli około sześćdziesięciu czterech milionów kilometrów.

– Czyli milion bliżej, niż wynosi skuteczny zasięg ich rakiet – skrzywił się Javits. – Wołałbym, żeby istniał inny sposób sprawdzenia, czy wywiad się nie pomylił.

– To jest nas dwoje, skip. – Sheffield wzruszyła ramionami. – Przynajmniej tym razem nie musimy tańczyć, jak nam zagrają, bo to my mamy orkiestrę.

Javits ponownie kiwnął głową, obserwując, jak na ekranie symbol przedstawiający jego kutry zbliża się do pulsującego zielonego krzyżyka, czyli do punktu Victor-Able. Kutry przeleciały już prawie 33 miliony kilometrów i nabrały prędkości ponad 20 tysięcy kilometrów na sekundę. Jednostki Królewskiej Marynarki nadal przyspieszały, lecąc im na spotkanie, ale było oczywiste, że nie wejdą w zasięg rakiet tak wielu kutrów. Sam by tak postąpił na ich miejscu, holując maksymalną liczbę zasobników z rakietami o zasięgu ponad trzech minut świetlnych. Obrona antyrakietowa okrętów RMN znacznie przewyższała skutecznością tę, jaką dysponowały jednostki Marynarki Republiki, ale tych kilka okrętów nie miało prawa poradzić sobie z lawiną rakiet wystrzelonych przez 600 kutrów. Gdyby chodziło o okręty liniowe, to wynik nie byłby już taki pewny, ale w przypadku niszczycieli i ciężkich krążowników nie ulegał wątpliwości. Javits wiedział, że nie znajdzie się na tyle blisko nich, by móc odpalić rakiety z nadzieją na trafienie.

– Victor-Able, sir – zameldował oficer astronawigacyjny.

– Doskonale. Proszę przekazać polecenie zmiany kursu wszystkim jednostkom.

– Aye, aye, sir – potwierdziła formalnie Constanza.

Po czym wykonała rozkaz.

Zielony symbol przedstawiający kutry wykonał gwałtowny zwrot, oddalając się od przestrzeni wewnątrzsystemowej i kierując ku granicy przejścia w nadprzestrzeń. Po drodze jednak miał przelecieć przez najbardziej zindustrializowany odcinek pasa asteroidów, gdzie mieściło się najwięcej kopalń. Przez kilkanaście sekund obraz na ekranie pozostawał bez zmian, a potem zaczęły się na nim kaskadowo pojawiać nowe czerwone kropki, gdy dziesiątki dotąd nieaktywnych, a więc i niemożliwych do wykrycia zasobników rozmieszczonych wzdłuż granicy przestrzeni wewnątrzsystemowej odpaliło rakiety.

Zasięg był niewiarygodnie duży, nawet jak na kontrolę i Royal Manticoran Navy, a operacja Thunderbolt przekonała Marynarkę Republiki, że choć RMN dysponuje olbrzymią przewagą techniczną, to cudów czynić nie potrafi i technika ta nie jest doskonała. Trafienie z takiej odległości nawet okrętu liniowego było trudnym zadaniem. Trafienie małego, zwrotnego kutra graniczyło z cudem, mimo iż rakiety osiągnęły błyskawicznie ponad 40 000 g. Na dotarcie do kutrów i tak potrzebowały prawie dziewięciu minut, obsługa obrony przeciwrakietowej miała więc czas na dokładne ich namierzenie.

To też nie było łatwe, bo Królewska Marynarka zawsze dysponowała doskonałymi ECM-ami, ale ludzie admirał Foraker zrobili, co mogli, by to zrekompensować. Tak ECM-y, jak i obrona antyrakietowa kutrów Javitsa nie mogły się równać z tym, czym dysponowały kutry rakietowe Królewskiej Marynarki, ale i tak były o wiele lepsze niż wszystko, co mieli jego poprzednicy, a odległość działała na ich korzyść: trzy czwarte wystrzelonych rakiet po prostu straciło namiary celów i zboczyło z kursu. Serie rozbłysków świadczyły o tym dobitnie, gdy zadziałały autozabezpieczenia, powodujące autodestrukcję, by rakiety te nie stały się zagrożeniem dla ruchu wewnątrzsystemowego. Reszta jednakże kontynuowała lot ku jego kutrom.

– Pozostało około dziewięciuset rakiet, sir – zameldował porucznik Cook głosem zbyt spokojnym, by mógł on być naturalny. – Zaraz wejdą w zasięg przeciwrakiet… Weszły!

Równocześnie kuter dowodzenia drgnął leciutko, gdy odpalone zostały pierwsze antyrakiety z jego pokładu. Indywidualnie żadna z antyrakiet nie miała szans na przechwycenie nadlatującej rakiety, ale tych ostatnich było tylko 900, a kutrów 600 i każdy wystrzelił ponad tuzin antyrakiet.

Tyle że nie wszystkie zrobiły to równocześnie.

Sztab admirał Foraker, a zwłaszcza kapitan Clapp występujący gościnnie w roli geniusza taktycznego do spraw kutrów rakietowych, pracowali długo i ciężko, by stworzyć metodę dającą kutrom szansę obrony przed ostrzałem rakiet o znacznie lepszych parametrach. W efekcie wymyślono odmianę obrony warstwowej, pierwotnie opracowanej dla okrętów liniowych i opartej na przewadze ilościowej antyrakiet. Rachunek był prosty w obu przypadkach – nawet kilkadziesiąt antyrakiet było tańszych od kutra z wyszkoloną załogą.

I teraz oto pierwsza fal antyrakiet mknęła ku nadlatującym pociskom. Spowodowało to uaktywnienie się głowic do prowadzenia wojny radioelektronicznej, w które wyposażona była część rakiet – potężne zagłuszacze. Emitery fałszywych celów były niezwykle skuteczną bronią, bo antyrakiety miały proste i łatwe do ogłupienia komputery celownicze, ale wzięto to pod uwagę i w tym przypadku różnica poziomów technologicznych działała na korzyść antyrakiet. Były bowiem tak marne, że mogły dostrzec tylko cele emitujące najsilniejsze sygnały, toteż w pierwszej kolejności skupiły się na rakietach z głowicami ECM. W ten sposób nie zniszczyły co prawda ani jednej rakiety będącej prawdziwym zagrożeniem dla kutrów, ale ułatwiły zadanie antyrakietom drugiej fali.

A była ona równie liczna jak pierwsza i wystrzelono ją znacznie szybciej, niż zrobiłaby to Królewska Marynarka. W przypadku RMN zwłoka byłaby spowodowana koniecznością odczekania stosownego czasu, aby ekrany antyrakiet pierwszej fali nie zasłaniały celów pociskom drugiej. Antyrakietom Marynarki Republiki to nie przeszkadzało, bo były zbyt prymitywne i cele dostrzegały tylko z bliska. Jedyną radą na słabsze systemy namierzania celów było wystrzelenie większej liczby antyrakiet i tak też postępowały załogi Javitsa. Wystrzeliły ich dość, by liczbą nadrobić braki w jakości.

Pokładowe systemy elektroniczne kutrów wspomagały je, jak mogły, ale największą pomocą okazały się antyrakiety pierwszej fali, które zniszczyły prawie trzysta nadlatujących pocisków, czyli prawie wszystkie z głowicami ECM. Rakiety drugiej fali przechwyciły ponad dwieście, prawie sto następnych dało się ogłupić pokładowym ECM-om kutrów i straciło namiary celów. Kolejne pół setki straciło namiary pierwotne, ale znalazło nowe cele. Nieco spóźnione leciały za główną grupą, ułatwiając tym samym zadanie obronie antyrakietowej.

Trzecia i ostatnia fala antyrakiet zniszczyła ponad setkę nadlatujących pocisków, ale ponad dwieście przebiło się przez nią i teraz na ich drodze znajdowały się tylko sprzężone działka laserowe kutrów. Były zwrotne i mogły ustawiać się ekranem ku nadlatującym rakietom, podczas gdy inne rakiety nie będące celami kontynuowały ostrzał z działek laserowych. Ponad połowa rakiet została zniszczona przez sprzężone działka laserowe, a spora część pozostałych detonowała i zmarnowała energię na ekranach. Pozostałe jednakże w ostatnim momencie wykonały stosowne manewry i ich impulsowe głowice laserowe detonowały przed dziobami, obok burt czy za rufami kutrów. Te posiadały wprawdzie osłony burtowe, ale rakiety należały do najcięższej kategorii, zdolnej przebić osłonę burtową okrętu liniowego, toteż nie miało to żadnego znaczenia. Każde trafienie kończyło się zniszczeniem kutra i do eksplozji rakiet dołączyły znacznie potężniejsze wywołane przez zniszczone kutry.

Było ich łącznie trzydzieści dziewięć.

Wolverine Red Trzy, tu Wolverine Jeden – odezwał się Javits na częstotliwości taktycznej. – Przerwać atak i zająć się ratowaniem rozbitków.

– Tu Wolverine Red Trzy, zrozumiałem i wykonuję.

Na ekranie widać było, że wyznaczony dywizjon zaczął gwałtownie wytracać prędkość, by podjąć kilku członków załóg, którzy ocaleli. W normalnych okolicznościach ratowanie ich wiązałoby się z nieakceptowalnym ryzykiem, ale przy takiej odległości od wrogich wyrzutni niebezpieczeństwo było znikome. A Javits uważał, że w czasach Ludowej Republiki zostawiono na pewną śmierć zbyt wielu ludzi w zbyt wielu miejscach. Dał sobie słowo, że jeśli tylko będzie w stanie, nie dopuści do podobnych wypadków.

I to nie tylko dlatego, że uratowani członkowie załogi przydawali się w kolejnych operacjach.

39 kutrów stanowiło ponad 6% sił, którymi dowodził, a większość z 400 osób stanowiących ich załogi znał osobiście. Oczywiście obiektywnie rzecz biorąc, były to bardzo niskie straty, zwłaszcza że chodziło o operację z udziałem wyłącznie kutrów rakietowych. Na dodatek znajdowali się już poza zasięgiem wrogich rakiet i wykonali połowę, zadania: potwierdzili, jak wygląda obrona systemowa.

Obrońcy nie będą marnowali kolejnych rakiet na jego kutry zarówno dlatego, że przy takiej odległości byłyby one mało skuteczne, jak i dlatego, że nie wiedzieli, czy nie jest to przypadkiem jedynie wstęp do poważniejszego ataku.

 

– Sir, odbieramy emisje radarów i lidarów kutrów artyleryjskich – zameldował porucznik Cook. – Znajdują się przed nami, ale nie jest ich dużo.

– Doskonale. – Javits przełączył się na częstotliwość taktyczną. – Wolverine Jeden do wszystkich: przygotować się do odpalenia rakiet do celów Sierra na mój rozkaz.

Następnie przeszedł na częstotliwość cywilną i oznajmił:

– Kontrola lotów Alizon, tu kapitan Javits. Za dwadzieścia siedem minut wasze zakłady Tregarth Alfa znajdą się w zasięgu moich rakiet. Ponieważ nie mogę wysłać tam grup abordażowych, informuję, że ostrzelam je i wszystkie jednostki górnicze, jakie będą w zasięgu moich rakiet za dwadzieścia dziewięć minut od teraz. Doradzałbym natychmiastowe rozpoczęcie ewakuacji. Javits, bez odbioru.

Wyłączył mikrofon i uśmiechnął się z zimną satysfakcją.


– I jak ocenia pan rezultaty rajdu, admirale? – spytała Eloise Pritchart.

Poza nią i członkiem jej osobistej ochrony w sali konferencyjnej nie było cywilów, co nie dziwiło, jako że znajdowała się ona w odbudowanym Octagonie, do którego prezydent Republiki Haven udała się, uznając to za rozsądniejsze niż ściąganie do siebie całego dowództwa floty. Nad stołem unosił się hologram przedstawiający ekran taktyczny kutra dowodzenia kapitana Bertranda Javitsa.

– Według nas zniszczone zostało nieco mniej niż osiem procent przemysłu wydobywczego Alizon, pani prezydent – odparł kontradmirał Victor Lewis, któremu zgodnie z tradycją podlegał wywiad floty, choć był on nie szefem wywiadu, lecz sekcji badawczej.

Ta z kolei także zgodnie z tradycją, podlegała działowi planowania, na czele którego stała wiceadmirał Linda Trenis.

– Czy to satysfakcjonujący rezultat w porównaniu z poniesionymi stratami? – spytała Pritchart.

– Jak najbardziej – oznajmił siedzący u szczytu stołu admirał Thomas Theisman, sekretarz wojny i dowódca Marynarki Republiki. – Straciliśmy mniej niż jedną trzecią załóg krążowników, a potwierdziliśmy informacje wywiadu dotyczące obecnej doktryny obrony systemowej przeciwnika. Poza tym uzyskaliśmy dodatkowe dane w kwestii rozmieszczenia zasobników oraz systemu kierowania ogniem, zniszczyliśmy dwa frachtowce oraz spowodowaliśmy niewielki, ale zauważalny spadek w zdolnościach produkcyjnych systemu Alizon. Nie jest też bez znaczenia, że zaatakowaliśmy jeden z systemów Sojuszu, praktycznie nie ponosząc strat, i że nie był to pierwszy atak na Alizon. Fakt ten musi wpłynąć na morale wszystkich członków Sojuszu – sądzę, że efektem będzie wzrost nacisku na rząd Królestwa, by zwiększył siły stacjonujące w systemach członkowskich celem uniemożliwienia podobnych rajdów gdzie indziej.

– Rozumiem… – Pritchart przez moment przyglądała się Theismanowi, po czym przeniosła spojrzenie na kontradmirała Lewisa.

– Przepraszam, że panu przerwałam, admirale. Proszę kontynuować.

– Nic nie szkodzi, pani prezydent. – Lewis odchrząknął i wcisnął następny klawisz.

Widok ekranu taktycznego został zastąpiony przez diagram.

– Pierwsza, czerwona kolumna przedstawia poniesione dotąd przez nas straty w okrętach liniowych – wyjaśnił. – Zielona zaś okręty liniowe przechodzące właśnie próby odbiorcze lub w ostatniej fazie wyposażania. Kolumna żółta…


– To było naprawdę interesujące – przyznała kilka godzin później Eloise Pritchart. – Niestety obawiam się, że jesteśmy przeładowani informacjami. Mam wrażenie, że o pewnych sprawach wiem teraz mniej, niż kiedy byłam komisarzem Javiera.

Theisman uśmiechnął się. Oboje siedzieli wygodnie w jego gabinecie – on na swoim fotelu, ona na kanapie. Członkowie jej osobistej ochrony zostali jak zwykle za drzwiami. Przed kanapą leżały pantofle, a prezydent Republiki Haven siedziała tak, jak najbardziej lubiła, czyli z podwiniętymi nogami. W smukłych dłoniach trzymała filiżankę kawy, z której jeszcze unosiła się para.

– Byłaś tym komisarzem wystarczająco długo, żeby znać się na sprawach wojskowych lepiej, niż udajesz – ocenił.

– Generalnie rzecz biorąc, masz rację, ale nie jeśli chodzi o szczegóły. Nigdy nie przeszłam odpowiedniego przeszkolenia, a ostatnio nastąpiły tak duże zmiany, że to, co wiedziałam, stało się przestarzałe. Wychodzi na to, że ważniejsze jest, iż ty jesteś na bieżąco. I jesteś zadowolony.

Ostatnie zdanie wypowiedziała nieco pytającym tonem.

Theisman wzruszył ramionami.

– „Zadowolony” to nie jest najwłaściwsze słowo. Wiesz, że nigdy nie podobała mi się konieczność wznowienia walk z Królestwem Manticore – przypomniał. – Rozumiem powody, które cię do tego skłoniły, i zgadzam się z nimi, ale przyznaję, że nigdy nie byłem szczęśliwy, że musimy tak postąpić. Przyznaję też, że sukces Thunderbolta przerósł moje oczekiwania. Jak dotąd przynajmniej.

– Mimo tego, co zaszło w Trevor Star?

– Javier podjął decyzję w oparciu o naszą ówczesną wiedzę. – W głosie Theismana nie było nawet cienia wątpliwości. – Nikt z nas nie docenił skuteczności obrony antyrakietowej wymyślonej przez Shannon, zwłaszcza w stosunku do rakiet dalekiego zasięgu. Gdybyśmy byli w stanie przewidzieć straty w pierwszej fazie bitwy z takim prawdopodobieństwem, jak możemy to uczynić teraz, trzeba by uznać, że powinien był kontynuować atak. Ale wtedy wiedział dokładnie tyle samo co my wszyscy. I podjął właściwą decyzję.

– Rozumiem – mruknęła i upiła łyczek kawy.

A obserwujący ją uważnie Theisman uśmiechnął się, w duchu – Javier Giscard mógł sobie być jej kochankiem, ale znając Eloise, nie pomogłaby mu, gdyby usłyszała zgodne opinie, że zawalił sprawę.

– A co powiesz o prognozach Lewisa? – spytała po chwili.

– Jeśli chodzi o liczbę naszych okrętów, zgadzam się z nim całkowicie. Problemem przez następnych siedem standardowych miesięcy będą załogi, potem programy szkoleniowe opracowane przez Lindę i Shannon zaczną przynosić efekty i powinniśmy mieć tylu wyszkolonych członków załóg, ilu trzeba, by uzupełnić braki. A potem zaczniemy przenosić do rezerwy klasyczne okręty liniowe, będziemy więc mieli dość ludzi, by obsadzać nowo budowane. Nadal brakować nam będzie oficerów, zwłaszcza flagowych i doświadczonych, ale robiliśmy, co się dało, od czasu przerwania walk przez Saint-Justa, jakoś więc damy radę. Jeśli chodzi o obciążenie gospodarki, zdaję sobie sprawę, że będzie duże. Rachel Hanriot dość jasno przedstawiła to z punktu widzenia ministerstwa skarbu, ale i bez tego wiedziałem, jak sprawy wyglądają. Żałuję, że jesteśmy do tego zmuszeni, tym bardziej że drogo zapłaciliśmy za przywrócenie ekonomicznej normalności, ale nie widzę innego rozwiązania. Chyba że udałoby się wynegocjować sensowny pokój.

Przerwał i spojrzał na Eloise, unosząc pytająco brwi.

– Nie liczyłabym na to – przyznała z ciężkim westchnieniem i potrząsnęła głową z irytacją. – Myślałam, że nawet Elżbieta Winton pójdzie po rozum do głowy i będzie skłonna do rozmów po tym, jak skopaliśmy dupę Królewskiej Marynarce, ale jak dotąd nic na to nie wskazuje. Coraz bardziej mi się wydaje, że Arnold miał jednak rację co do imperialistycznych zapędów Królestwa Manticore… żeby go pokręciło!

Theisman już miał się odezwać, ale ugryzł się w język. Uznał, że nie jest to najwłaściwsza pora, by przypomnieć, że Królowa Gwiezdnego Królestwa Manticore niekoniecznie musi podzielać punkt widzenia prezydenta Republiki Haven. Albo też by kolejny raz podkreślić, że nie wierzy w nic, co mówi sekretarz stanu Arnold Giancola.

– Cóż, skoro o pokoju nie ma mowy, nie zostało nam nic innego, jak dążyć do całkowitego zwycięstwa militarnego – powiedział zamiast tego.

– I naprawdę wierzysz, że możemy je odnieść?

Prychnął, słysząc niedowierzanie w jej głosie.

– Dobrze, że nikt oprócz mnie cię nie słyszy: w końcu jesteś zwierzchnikiem sił zbrojnych – ocenił złośliwie. – Brak wiary powoduje straszliwe spustoszenia w morale wojska, a ty, zdaje się, nie wierzysz, że możemy wygrać.

– Po ostatniej wojnie, a zwłaszcza po jej ostatniej fazie, chyba trudno mi się dziwić, prawda?

– Fakt – przyznał. – Natomiast mówiąc zupełnie poważnie, ja wierzę, że jesteśmy w stanie pokonać Gwiezdne Królestwo i cały Sojusz, jeśli będziemy musieli. Powinienem jednak zabrać cię do Bolthole, żebyś zobaczyła, jak to wygląda, i porozmawiała z Shannon. Ujmując rzecz krótko Thunderbolt naprawdę osłabi Królewską Marynarkę. I nie chodzi tylko o zniszczone przez nas okręty, ale przede wszystkim o te niedokończone, które Griffith zmienił we wspomnienie wraz z całym kompleksem stoczniowym w Grendelsbane. Wykończyliśmy cały ich program budowy rakietowych okrętów liniowych drugiej generacji. Muszą zaczynać budowę każdego z nich od początku. A choć stocznie Królestwa Manticore są lepsze niż nasze, to nie o tyle, by zdołały w tej sytuacji dorównać nam w liczbie budowanych okrętów. Fakt, technicznie jesteśmy gorsi, ale dzięki informacjom przekazanym przez władze Erewhonu i danym z operacji Thunderbolt, odczytom sensorów oraz wnioskom z analizy zdobytego sprzętu – udało nam się tę różnicę poważnie zmniejszyć.

– Erewhon – mruknęła Pritchart i potrząsnęła głową. – Naprawdę żałuję, że podejmując operację Thunderbolt, postawiliśmy ich władze w takiej sytuacji.

– Z pewnością nie są tym zachwyceni – zgodził się Theisman. – Raczej tego nie oczekiwali, przekazując nam instrukcje uzbrojenia i wyposażenia zgodnie z punktem o nieagresji. Z drugiej strony dobrze wiedzą, dlaczego tak właśnie postąpiliśmy, a nie wyszliby z Sojuszu, gdyby nie mieli naprawdę poważnych zastrzeżeń co do polityki zagranicznej Królestwa Manticore. A od chwili wznowienia walk skrupulatnie przestrzegamy wszystkich ograniczeń narzuconych przez treść paktu.

Pritchart pokiwała głową, ale minę nadal miała nieszczęśliwą. Pakt o nieagresji i pomocy wzajemnej między Republiką Haven i Republiką Erewhon był paktem obronnym i władze Erewhonu, jak i Królestwa zostały poinformowane, iż skoro to Republika Haven zdecydowała się na zerwanie rozejmu, nie będąc obiektem ataku ze strony Gwiezdnego Królestwa, to nie ma zamiaru próbować egzekwowania militarnych warunków paktu.

– Dzięki nim mamy dość dobrą orientację w poziomie techniki przeciwnika – podjął Theisman. – Fakt, że dane nie są najnowsze, ale Shannon i tak bardzo dużo to dało. Dzięki tym informacjom, analizom danych i zdobytemu wyposażeniu opracowała już nową doktrynę obronną dla kutrów, systemy kontroli ognia dla obrony systemowej, kilka nowości z dziedziny uzbrojenia. Rozpoczynając operację Thunderbolt, ocenialiśmy, że nasz superdreadnought rakietowy pod względem wartości bojowej odpowiada czterdziestu procentom graysońskiego czy należącego do RMN. Okazało się, że było to słuszne założenie, ale od tamtej pory stosunek ten zmienił się na naszą korzyść i nadal się zmienia.

– Przecież Królewska Marynarka także zdobyła masę danych o możliwościach naszych okrętów, weźmie więc to pod uwagę, projektując nowe jednostki, i sytuacja wróci do punktu wyjścia – przerwała mu Pritchart.

– Tak i nie. Przede wszystkim, jeśli nie liczyć Sidemore, Royal Manticoran Navy nie utrzymała ani jednego systemu, który zaatakowaliśmy, a żaden z najnowszych okrętów Lestera nie został zdobyty w stanie nieuszkodzonym. Ponieważ najczęściej niszczyliśmy wszystkie jednostki, które stawiły nam opór, RMN nie bardzo miała skąd wziąć odczyty sensorów dotyczące naszych nowych okrętów. Ich załogi albo zginęły, albo siedzą u nas w niewoli, toteż nie miały możliwości przekazania nawet ustnych obserwacji. My zaś zdobyliśmy sporo egzemplarzy uzbrojenia i wyposażenia. Fakt, żadnych baz danych, bo te unicestwiają naprawdę skutecznie, ale samych urządzeń mniej lub bardziej kompletnych dość, by Shannon mogła na tym skorzystać. Przy tej okazji wyszło na jaw, że znaczna część jest dla nas bezużyteczna z uwagi na przepaść technologiczną. Jak to Shannon ujęła, musielibyśmy najpierw zbudować narzędzia do budowy narzędzi niezbędnych, by móc skopiować nowoczesną technikę, jaką dysponuje Królewska Marynarka. Mimo to sporo na tym zyskaliśmy, a ponieważ różnica była aż tak wielka, nasze postępy są znacznie szybsze. Biorąc pod uwagę zmiany w taktyce i skuteczność nowej obrony antyrakietowej, oceniamy, że jeden superdreadnought rakietowy RMN zrównoważy obecnie półtora naszego. A przy tym tempie modyfikacji i rozwoju za osiem standardowych miesięcy, góra za rok, proporcja ta wyniesie 1 do 1,3. Jeśli uwzględnimy, ile okrętów liniowych powinniśmy ukończyć w ciągu najbliższych osiemnastu miesięcy oraz o ile głębszą przestrzeń strategiczną mamy obecnie do dyspozycji, da to nam solidną przewagę.