Czas próbyTekst

Z serii: s-f
Z serii: Schronienie #10
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


W cyklu SCHRO­NIE­NIE dotych­czas uka­zały się:

Dla wszyst­kich, któ­rzy poszli za radą Maikela Stay­na­ira

i sami zde­cy­do­wali, w co będą wie­rzyć.

Cokol­wiek osta­tecz­nie wybra­li­ście, jest to cen­niej­szy

i odważ­niej­szy wybór, niż wielu mogłoby sądzić.

Mapy




Wpro­wa­dze­nie do histo­rii Schro­nie­nia

W 2091 roku pod­świetlny sta­tek osie­dleń­czy Gali­leo dotarł do układu Alfy Cen­tauri, gdzie zało­żono pierw­szą poza­ziem­ską kolo­nię.

W 2123 dok­tor Saman­tha Ade­nauer wraz z zespo­łem przed­sta­wiła pierw­szy moż­liwy do reali­za­cji pro­jekt napędu nad­świetl­nego.

W 2350 układ Mala­chai, zamiesz­ki­wany wów­czas przez 436 tysięcy ludzi, został pięt­na­stym peł­no­praw­nym człon­kiem Fede­ra­cji Ter­rań­skiej.

W 2367 sta­tek badaw­czy Ade­nauer odkrył pierw­sze dowody na ist­nie­nie zaawan­so­wa­nej tech­no­lo­gicz­nie poza­ziem­skiej rasy istot inte­li­gent­nych, którą nazwano Alfa­nami. Alfa­nie osią­gnęli trzeci sto­pień roz­woju cywi­li­za­cyj­nego, ale pod wzglę­dem roz­woju tech­no­lo­gicz­nego nie mogli się rów­nać z ludźmi. Nie­mniej stwo­rzyli spo­łe­czeń­stwo wybit­nie zmi­li­ta­ry­zo­wane i, jak uznano, zgi­nęli w wyniku bra­to­bój­czych wojen. Osąd ten pod­wa­żała nie­wielka grupa antro­po­lo­gów, któ­rym prze­wo­dził Anton Suga­wara. Ich zda­niem cywi­li­za­cja Alfy została znisz­czona przez najeźdź­ców z zewnątrz. Intru­zów tych nazwali Gbaba.

Media szybko uznały Suga­warę za oso­bli­wego para­no­ika i nikt z krę­gów rzą­do­wych nie potrak­to­wał jego słów poważ­nie. Fede­ra­cja zaczęła jed­nak roz­bu­do­wy­wać kosmiczne siły zbrojne, które dotąd peł­niły funk­cje wyłącz­nie poli­cyjne, wypo­sa­ża­jąc je w praw­dziwe okręty wojenne. Choć nie dawano wiary w ist­nie­nie wro­gich obcych, uznano jed­nak, że pewna doza ostroż­no­ści nie zawa­dzi, nawet jeśli jedy­nym real­nym skut­kiem tych dzia­łań będzie uśmie­rze­nie lęków tych oby­wa­teli, któ­rzy potrak­to­wali słowa Suga­wary nazbyt poważ­nie.

W 2370 Anton Suga­wara został po cichu mia­no­wany pierw­szym mini­strem odpo­wie­dzial­nym za Mary­narkę prze­strzenną Fede­ra­cji, któ­rej roz­bu­dowa zde­cy­do­wa­nie od tej chwili przy­spie­szyła.

W 2378 w Świe­cie Cre­stwella załoga cięż­kiego krą­żow­nika OWFT Swi­ft­sure prze­ko­nała się, że Suga­wara miał rację.

* * *

Swi­ft­sure został uni­ce­stwiony z całą załogą. Pla­cówka w Świe­cie Cre­stwella została znisz­czona. W ciągu sied­miu kolej­nych mie­sięcy śmierć dosię­gła wszyst­kich ludzi w czter­na­stu naj­waż­niej­szych sko­lo­ni­zo­wa­nych ukła­dach.

Mary­narka prze­strzenna Fede­ra­cji sta­wiała zażarty opór i z cza­sem udało się jej nawet odbić nie­które z opa­no­wa­nych przez wroga ukła­dów. Działo się tak do 2381 roku, gdy admi­rał Ellen Tho­mas, dowódca Pierw­szej Floty, głów­nej siły ude­rze­nio­wej Mary­narki, odkryła w sys­te­mie Star­fall, iż dotąd toczyli walki tylko z przed­nimi oddzia­łami Gbaba.

Pierw­sze spo­tka­nie z głów­nymi siłami wroga zakoń­czyło się fatal­nie dla ludzi. Nie­liczne jed­nostki Pierw­szej Floty wró­ciły, by oznaj­mić o klę­sce i nad­cią­ga­ją­cej apo­ka­lip­sie.

Fede­ra­cja zaczęła for­ty­fi­ko­wać poszcze­gólne układy pla­ne­tarne w tym samym cza­sie, gdy zde­cy­do­wano się na roz­bu­dowę floty. Z początku powoli, ale po utra­cie Swi­ft­sure’a prace nabrały tempa. Wszyst­kie ludz­kie kolo­nie zyskały sys­temy obronne, które jed­nak nie były w sta­nie powstrzy­mać wroga. Wyraź­nie nie przej­mo­wał się on żad­nymi, nawet naj­więk­szymi stra­tami.

W 2406 stra­cono ostatni sko­lo­ni­zo­wany układ.

W 2411 wszy­scy pozo­stali przy życiu ludzie schro­nili się w Ostat­niej Redu­cie, czyli wśród pla­net wewnętrz­nych Układu Sło­necz­nego.

W 2421 ostat­nia grupa bojowa floty Fede­ra­cji pod­jęła despe­racką próbę przedar­cia się przez blo­kadę wroga. Nie udało się. W wyniku pod­ję­tego pościgu wszyst­kie jed­nostki zostały znisz­czone.

W 2430 Gbaba prze­ła­mali obronę Ostat­niej Reduty, kła­dąc kres ludz­kiej egzy­sten­cji w Ukła­dzie Sło­necz­nym.

W 3249 młoda kobieta, nie­jaka Nimue Alban, obu­dziła się w jaskini na pla­ne­cie o nazwie Schro­nie­nie i ku swemu zdu­mie­niu odkryła, że od 828 lat jest mar­twa.

* * *

Koman­dor porucz­nik Alban nie wie­działa, jak tra­fiła do tej jaskini, ale koman­dor Pei Kau-yung, jej men­tor i dowódca, zosta­wił nagra­nie z wyja­śnie­niami. Zgru­po­wa­nie floty, które zgi­nęło pod­czas próby zła­ma­nia blo­kady, tak naprawdę wyko­nało swoje zada­nie. Była to część ope­ra­cji Arka, ostat­niej pod­ję­tej przez Fede­ra­cję próby usta­no­wie­nia odle­głej ludz­kiej kolo­nii, która mia­łaby szanse prze­trwa­nia i oca­le­nia gatunku ludz­kiego. Koman­dor Pei dowo­dził eskortą jed­no­stek kolo­ni­za­cyj­nych. Jego zespół prze­mknął nie­zau­wa­żony w chwili, gdy Gbaba sku­pili całą uwagę na okrę­tach floty.

Nimue Alban zgło­siła się na ochot­nika do służby na jed­no­stce fla­go­wej grupy, która miała wyko­nać samo­bój­cze zada­nie, rezy­gnu­jąc z towa­rzy­sze­nia swo­jemu dowódcy i jego uko­cha­nej żonie, Pei Shan-wei, która będąc naukow­cem, zna­la­zła się w skła­dzie ekipy ter­ra­for­ma­cyj­nej pro­jektu Arka, mają­cej uczy­nić Schro­nie­nie zdat­nym do życia. Zde­cy­do­wała się na to, ponie­waż więk­szość jej towa­rzy­szy, jak i część sze­fo­stwa pro­jektu, podej­rze­wała, iż Eric Lan­ghorne, admi­ni­stra­tor Arki, zamie­rzał zain­ge­ro­wać w reali­za­cję planu.

Pier­wot­nie plan zakła­dał, że nowa ludzka kolo­nia będzie się oby­wać bez zaawan­so­wa­nych tech­no­lo­gii przez naj­bliż­sze trzy­sta lat, co wedle pro­gnoz powinno wystar­czyć, żeby Gbaba zakoń­czyli prze­cze­sy­wa­nie tego obszaru kosmosu. Dowódz­two miało prze­cho­wać wie­dzę z dorobku ludz­ko­ści w odpo­wied­nio zabez­pie­czo­nych sys­te­mach zama­sko­wa­nych okrę­tów do czasu, gdy nie­bez­pie­czeń­stwo minie i będzie można odbu­do­wać zaawan­so­waną cywi­li­za­cję. Przede wszyst­kim zaś miało zadbać o zacho­wa­nie pamięci o wrogu, tak aby potom­ko­wie kolo­ni­stów mieli o nim pełną wie­dzę.

Nie­mniej Lan­ghorne, który wciąż głę­boko prze­ży­wał próbę zgła­dze­nia ludz­ko­ści i nie­zbyt radził sobie ze świa­do­mo­ścią, że osiem milio­nów kolo­ni­stów, śpią­cych w komo­rach krio­ge­nicz­nych czter­dzie­stu olbrzy­mich trans­por­tow­ców, to nie­mal wszy­scy pozo­stali przy życiu ludzie, zapla­no­wał to ina­czej. Uznał, że tylko trwałe wyrze­cze­nie się zaawan­so­wa­nych tech­no­lo­gii i unie­moż­li­wie­nie powrotu do lotów kosmicz­nych może uchro­nić kolo­ni­stów przed ponow­nym natknię­ciem się na wroga. Zatem gdy Pei Shan-wei ter­ra­for­mo­wała Schro­nie­nie, Pei Kau-yung zaś strzegł floty, Eric Lan­ghorne oraz Adorée Bédard, jego główny psy­cho­log, pozo­stali przy jed­nost­kach kolo­ni­za­cyj­nych, ocze­ku­ją­cych w ukry­ciu w odle­gło­ści dzie­się­ciu lat świetl­nych, i zajęli się mody­fi­ko­wa­niem wspo­mnień wszyst­kich oca­lo­nych. Wyma­zali świa­do­mość poprzed­niego życia i zaim­ple­men­to­wali fał­szywe wspo­mnie­nia, tak żeby ludzie, otwo­rzyw­szy oczy, byli prze­ko­nani, że wła­śnie nastał Dzień Stwo­rze­nia. Dowódz­two mieli uznać za grupę archa­nio­łów zesła­nych przez Boga, aby nauczyć ich życia. Życia, które Lan­ghorne dla nich zapla­no­wał.

Oboje Pei byli tym prze­ra­żeni, lecz nie­zbyt zasko­czeni. Shan-wei i jej grupa, zamiesz­ku­jąca w enkla­wie Alek­san­dria, naj­bar­dziej na połu­dnie wysu­nię­tym kon­ty­nen­cie Schro­nie­nia, otwar­cie prze­ciw­sta­wili się Lan­ghorne’owi, kry­ty­ku­jąc jego podej­ście i zapo­wia­da­jąc, że dopro­wa­dzą do reali­za­cji pier­wot­nej wer­sji planu. Świa­domi jed­nak, że są w zde­cy­do­wa­nej mniej­szo­ści, gdyż Lan­ghorne zdo­łał sku­pić wokół sie­bie wielu podob­nie zde­ter­mi­no­wa­nych i goto­wych usu­nąć wszel­kie ślady tech­no­lo­gii ludzi, Shan-wei i jej mąż celowo roz­stali się pew­nego dnia po grom­kiej publicz­nej kłótni. Kau-yung przy­stał następ­nie do ekipy Lan­ghorne’a i został naczel­nym dowódcą sił zbroj­nych Schro­nie­nia.

W celu trwa­łego wyeli­mi­no­wa­nia zaawan­so­wa­nych tech­no­lo­gii z pro­cesu roz­woju cywi­li­za­cji Lan­ghorne, Bédard i Maruy­ama Chi­hiro, admi­ni­stra­tor Lan­ghorne’a, stwo­rzyli Święte Pismo Schro­nie­nia, zbiór reguł, na któ­rych opie­rał się cały Kościół Boga Ocze­ki­wa­nego. Skła­dało się ono z ksiąg napi­sa­nych przez róż­nych „archa­nio­łów” i pod­su­wało reli­gijne wyja­śnie­nia tak przy­go­to­wane, aby zapo­biec roz­wi­ja­niu wie­dzy nauko­wej. Dodano do niego też listę zaka­zów okre­śla­jącą dozwo­lone przez Kościół tech­no­lo­gie. Zabro­nione było korzy­sta­nie z urzą­dzeń, które nie są napę­dzane dzięki sile wia­tru, wody albo mię­śni.

 

Ludzie Shan-wei uwa­żali, że nawet w ten spo­sób nie da się bez końca zapo­bie­gać rewo­lu­cji tech­no­lo­gicz­nej. Wpraw­dzie wyco­fali się do Alek­san­drii i uznali ofi­cjalne zwierzch­nic­two Lan­ghorne’a, ale na­dal pra­co­wali nad reali­za­cją pier­wot­nego planu. Nie spo­dzie­wali się jed­nak, że Lan­ghorne znisz­czy ich enklawę ude­rze­niem kine­tycz­nym, mor­du­jąc wszyst­kich miesz­kań­ców Alek­san­drii i zmie­nia­jąc kon­ty­nent, na któ­rym się znaj­do­wała, w Rafę Arma­ge­donu, miej­sce opusz­czone i prze­klęte. Zała­many i wście­kły Pei Kau-yung, który uwa­żał, że pamięć o Gbaba w żad­nym razie nie powinna zagi­nąć, prze­my­cił krótko potem na spo­tka­nie z Lan­ghorne’em minia­tu­rowy ładu­nek nukle­arny. Który zde­to­no­wał…

* * *

Alek­san­dria została znisz­czona 750 stan­dar­do­wych lat (824 lata Schro­nie­nia) przed prze­bu­dze­niem Nimue, która dopiero po prze­bu­dze­niu dowie­działa się, dla­czego zgło­siła się na ochot­nika do samo­bój­czej misji. Koman­dor porucz­nik Alban jako jedyna wśród pod­wład­nych koman­dora Pei posia­dała CZAO – Cyber­ne­tyczny Zin­te­gro­wany Awa­tar Oso­bo­wo­ści. Był to android posia­da­jący sztuczne ciało o wiele sil­niej­sze i wytrzy­mal­sze niż ludz­kie, moż­liwe do znisz­cze­nia dopiero z uży­ciem cięż­kiej broni. No i w zasa­dzie nie­śmier­telne.

Użyt­kow­nik takiego robota mógł wyko­rzy­sty­wać go cho­ciażby do upra­wia­nia spor­tów eks­tre­mal­nych, aby następ­nie zała­do­wać wspo­mnie­nia do wła­snego umy­słu.

CZAO ostat­niej gene­ra­cji, którą posia­dała Nimue, było bar­dzo dro­gie. Otrzy­mała je od ojca miliar­dera, wie­dzą­cego, że jego córka nie dożyje czter­dziestki. Prze­cho­dząc na pokład jed­nostki fla­go­wej zespołu mają­cego wyko­nać samo­bój­cze zada­nie, zosta­wiła swo­jego andro­ida na pokła­dzie okrętu koman­dora Pei, zadbaw­szy przy tym, by żadna wzmianka o nim nie zna­la­zła się w mani­fe­ście ładun­ko­wym, do któ­rego Lan­ghorne mógł mieć dostęp. Ekipa Shan-wei pod­czas ter­ra­for­mo­wa­nia pla­nety stwo­rzyła kom­pleks jaskiń u pod­nóża Olimpu, naj­wyż­szej góry Schro­nie­nia, i tam wła­śnie CZAO został ukryty. Miał być ich tajną bro­nią. Nimue otrzy­mała zada­nie zacho­wa­nia pamięci o Gbaba wśród kolo­ni­stów, i to nie­za­leż­nie od wszel­kich wysił­ków Lan­ghorne’a.

Sama nie pamię­tała, że zgło­siła się na ochot­nika. Nie było czasu na aktu­ali­za­cję zapisu jej oso­bo­wo­ści w mózgu andro­ida, można zatem powie­dzieć, że obu­dziła się przy­pi­sana do misji bez swo­jej zgody. Ni­gdy jed­nak nie przy­szło jej do głowy, żeby się zbun­to­wać. To było zada­nie o wiele waż­niej­sze niż wszystko, z czym się zetknęła w poprzed­nim życiu.

Kościół Boga Ocze­ki­wa­nego prze­trwał atak Pei Kau-yunga, choć Lan­ghorne i więk­szość jego „archa­nio­łów” zgi­nęli. Nie­stety nie wszy­scy. Maruy­ama Chi­hiro i Androc­les Schu­eler prze­trwali i toczyli walkę z „pomniej­szymi anio­łami” kon­ty­nu­ują­cymi dzieło Shan-wei nawet po jej śmierci. Stwo­rzyli też nową wer­sję Pisma, o wiele bar­dziej repre­syjną niż poprzed­nia. Popu­la­cja Schro­nie­nia znacz­nie się roz­ro­sła w tym cza­sie i liczyła już powy­żej miliarda ludzi, a Kościół pano­wał nad nimi wszyst­kimi i nikt nie kwe­stio­no­wał jego wła­dzy.

W odróż­nie­niu od daw­nej Ziemi na Schro­nie­niu nie było ate­istów ani nawet agno­sty­ków, z tego pro­stego powodu, że wszy­scy spo­śród owych ośmiu milio­nów Ada­mów i Ew, któ­rzy zostali obu­dzeni w Dniu Stwo­rze­nia, potra­fili czy­tać i pisać. Setki tysięcy z nich pozo­sta­wiły po sobie pamięt­niki czy rela­cje i każde z tych Świa­dectw wspie­rało to, co zawarte zostało w Piśmie. Nie było kon­tro­wer­syj­nych tek­stów, luk w mate­ria­łach histo­rycz­nych. Wszystko od „początku czasu” zostało dokład­nie udo­ku­men­to­wane przez świad­ków tam­tych wyda­rzeń.

Kościół kon­tro­lo­wał rów­nież całą edu­ka­cję na pla­ne­cie, a wszyst­kie pro­gramy naucza­nia były zatwier­dzane przez Inkwi­zy­cję. Dodat­kowo ist­niał jesz­cze apa­rat repre­sji. Księga Schu­elera wska­zy­wała Inkwi­zy­cję jako upraw­nioną i zobo­wią­zaną do bez­li­to­snego tro­pie­nia i zwal­cza­nia każ­dej postaci here­zji czy apo­sta­zji. Dopusz­czała przy tym sto­so­wa­nie naj­wy­myśl­niej­szych tor­tur.

Innym jesz­cze utrud­nie­niem, z jakim Nimue musiała się liczyć, był fakt, iż orbi­talny sys­tem bom­bar­do­wa­nia, który zrów­nał z zie­mią Alek­san­drię, był na­dal aktywny i praw­do­po­dob­nie komu­ni­ko­wał się ze źró­dłem ener­gii ukry­tym pod Świą­ty­nią, która była tutej­szym odpo­wied­ni­kiem Waty­kanu czy Mekki i została wznie­siona w sercu naj­więk­szego mia­sta Schro­nie­nia.

Z dru­giej strony Nimue miała w ręku dodat­kowe narzę­dzia poza tym, że była CZAO. Sta­ra­nia Shan-wei pozwo­liły na zgro­ma­dze­nie w jaski­niach cał­kiem spo­rej kolek­cji zagi­nio­nego albo ofi­cjal­nie zuży­tego sprzętu, który dawał nawet pewne moż­li­wo­ści pro­duk­cyjne, do tego docho­dziło jesz­cze nieco nowo­cze­snej broni. Były też zestawy róż­nych narzę­dzi, cyfrowe zasoby Biblio­teki Fede­ra­cji oraz moduł sztucz­nej inte­li­gen­cji o zasto­so­wa­niu tak­tycz­nym imie­niem Sowa (cho­ciaż nad­mier­nie inte­li­gentna ona nie była).

W sumie nie tak wiele, bio­rąc pod uwagę zasięg i zło­żo­ność misji.

Po spraw­dze­niu wszyst­kich zaso­bów oraz zapo­zna­niu się z histo­rią Schro­nie­nia i pla­netą jako taką Nimue doszła do wnio­sku, że musi pod­wa­żyć wiarę zamiesz­ku­ją­cych ją ludzi w moc archa­nio­łów i praw­dzi­wość Pisma. Nie wie­działa, co jest ukryte pod Świą­ty­nią, musiała zatem przy­jąć, iż może tam być jakiś sys­tem moni­to­ru­jący zdolny do uru­cho­mie­nia orbi­tal­nego sys­temu bom­bar­do­wa­nia. Ozna­czało to, że nie mogła otwar­cie korzy­stać z zaawan­so­wa­nej tech­no­lo­gii.

Tech­no­lo­gicz­nie Schro­nie­nie przy­po­mi­nało pięt­na­sto­wieczną Zie­mię z licz­nymi roz­wią­za­niami z póź­niej­szych epok, co było wyni­kiem instruk­cji zawar­tych w Piśmie. Prym wśród zasto­so­wa­nia róż­nych tech­no­lo­gii wio­dły gil­die rze­mieśl­ni­ków, któ­rzy opa­no­wali swoją sztukę do per­fek­cji. Wszy­scy dzia­łali w małych warsz­ta­tach, nie było fabryk, bra­ko­wało też teo­re­tycz­nej pod­bu­dowy dla wyko­rzy­sty­wa­nej wie­dzy. Miej­scowi dys­po­no­wali także spo­rymi umie­jęt­no­ściami z zakresu medy­cyny, wyni­ka­ją­cymi z boskich instruk­cji prze­ka­za­nych w Piśmie i dopra­co­wa­nymi przez osiem wie­ków prak­tyki lekar­skiej. Powa­żano tę wie­dzę, gdyż cokol­wiek robiono zgod­nie z tymi zale­ce­niami, zawsze uzy­ski­wano sku­tek prze­wi­dziany w zapi­skach. W sumie więc Nimue miała pewne pod­stawy, które mogła wyko­rzy­stać w swoim dzia­ła­niu, czyli takim wzbo­ga­ca­niu stanu wie­dzy i umie­jęt­no­ści miesz­kań­ców Schro­nie­nia, aż wykro­czą one poza cia­sne ramy narzu­cone przez Pismo.

Wie­działa, że w nie­unik­niony spo­sób wywoła to wojnę reli­gijną i bunt prze­ciwko wszech­wła­dzy Kościoła. Jako histo­ryk rozu­miała świet­nie, że nie będzie to nic dobrego, jed­nak wie­działa też, że nie ma wyboru. Była tu jedyną osobą naprawdę pamię­ta­jącą Gbaba i rozu­mie­jącą powagę sytu­acji.

Pod­czas badań pla­nety jej uwagę zwró­ciło wyspiar­skie Kró­le­stwo Cha­risu. Było naj­mniej­sze pośród tych zna­czą­cych, ale jed­no­cze­śnie nie­wia­ry­god­nie bogate, z wielką grupą kup­ców i żegla­rzy oraz dobrze roz­wi­nię­tym rze­mio­słem. Pomimo wszyst­kich zaka­zów zna­la­zło się nie­mal na kra­wę­dzi rewo­lu­cji prze­my­sło­wej, cho­ciaż podob­nie jak kie­dyś na Ziemi, głów­nym źró­dłem ener­gii wciąż były tam koła wodne. Tyle że nie kwe­stio­no­wano tam prawd obja­wio­nych, nie szu­kano nauko­wych wyja­śnień dla tego, co dawało się zaob­ser­wo­wać. Z dru­giej strony rzą­dzone przez dyna­stię Ahr­mahk kró­le­stwo przy­zwa­lało na sporą swo­bodę oso­bi­stą i sły­nęło z posza­no­wa­nia praw jed­nostki – oczy­wi­ście w gra­ni­cach wyzna­cza­nych przez Pismo.

Nimue była prze­ko­nana, że w tej atmos­fe­rze nie­ba­wem poja­wią się ważne pyta­nia.

* * *

Roz­po­znaw­szy sytu­ację i posta­no­wiw­szy roz­po­cząć swoje dzia­ła­nia od Cha­risu, Nimue zmo­dy­fi­ko­wała CZAO w taki spo­sób, żeby stać się jed­nym z seiji­nów, wojow­ni­ków, świę­tych mężów, któ­rzy wedle Pisma mieli dys­po­no­wać nad­ludz­kimi moż­li­wo­ściami. Jej nowa postać poja­wiła się na Schro­nie­niu jako Mer­lin Ath­ra­wes.

Ledwo Mer­lin przy­był do Kró­le­stwa Cha­risu, zyskał wdzięcz­ność, ratu­jąc dzie­więt­na­sto­let­niego księ­cia Cay­leba przed śmier­cią w zama­chu. Potem zaś zaofe­ro­wał swoje usługi jego ojcu, kró­lowi Haarahl­dowi.

Król zda­wał sobie sprawę z ist­nie­ją­cych zagro­żeń. Rosnące bogac­two Cha­risu już od dawna budziło zawiść w innych kró­le­stwach, które szy­ko­wały się do otwar­tego wystą­pie­nia prze­ciwko niemu, oczy­wi­ście pod patro­na­tem Kościoła oraz we współ­pracy z wiel­kim inkwi­zy­to­rem Zha­spah­rem Clyn­tah­nem uwa­ża­ją­cym Kró­le­stwo Cha­risu za zbyt postę­powe. Król Haarahld uznał przy­by­cie Mer­lina za znak przy­chyl­no­ści nie­bios w cze­ka­ją­cym go kon­flik­cie. Co wię­cej, gościowi zda­rzały się wizje, w któ­rych prze­ka­zy­wał różne nowiny uzy­skane dzięki SAPK-om, minia­tu­ro­wym urzą­dze­niom zwia­dow­czym. Dys­po­no­wał także roz­le­głą wie­dzą, którą był skłonny się dzie­lić w spo­sób zasad­ni­czo nie­na­ru­sza­jący przy­ka­zań Pisma. Obej­mo­wała ona mię­dzy innymi cyfry arab­skie, alge­brę, odziar­niarki bawełny, przę­dzal­nie oraz pro­jekt nowego typu okrętu wojen­nego z dzia­łami na pokła­dzie, który zamiast wio­seł wyko­rzy­sty­wał siłę wia­tru, mają­cego zastą­pić galery. Przed poja­wie­niem się Mer­lina władca Cha­risu był pewien, że nie unik­nie klę­ski, a jego ludzie znie­wo­le­nia, jed­nak w nowej sytu­acji zaczął żywić nadzieję, iż uda im się co naj­mniej prze­trwać, i to pomimo koniecz­no­ści zmie­rze­nia się z naprawdę prze­wa­ża­ją­cym prze­ciw­ni­kiem.

Mer­lin ostrzegł Haarahlda, że ma też wła­sną misję do wypeł­nie­nia. „Sza­nuję cię, panie, i na swój spo­sób podzi­wiam”, powie­dział kró­lowi. „Ale czy można to nazwać lojal­no­ścią? Tę jestem winien nie tobie ani Cay­le­bowi, tylko przy­szło­ści. Dla­tego użyję was, jeśli zdo­łam. Wyko­rzy­stam twój auto­ry­tet, by przy­bli­żyć dzień, kiedy żaden czło­wiek nie będzie wła­ści­cie­lem dru­giego czło­wieka, kiedy ludzie prze­staną się rodzić, aby żyć pod­lej niż bydło czy owce”.

Haarahld Ahr­mahk przy­jął te słowa spo­koj­nie i zaak­cep­to­wał Mer­lina jako swo­jego doradcę.

* * *

Przez następne dzie­więć lat Mer­lin wal­czył ramię w ramię z nimi – naj­pierw u boku króla Haarahlda, a po jego śmierci w boju wraz z kró­lem Cay­le­bem. Stary król zgi­nął, zanim jesz­cze Mer­lin odkrył, iż on oraz Maikel Stay­nair, biskup Tel­les­bergu, znali od dawna prawdę o archa­nio­łach, a to dzięki czło­wie­kowi imie­niem Jere­miah Know­les, jed­nemu z lojal­nych wobec Pei Shan-wei pier­wot­nych Ada­mów, który pozo­sta­wił brac­twu Świę­tego Zher­neau swój dzien­nik i nieco ksią­żek z cza­sów poprze­dza­ją­cych ofi­cjalny Dzień Stwo­rze­nia. Mer­lin usły­szał o tym, dopiero gdy Cay­leb objął tron. I dopiero wtedy też wspie­rany przez mło­dego króla biskup ogło­sił usta­no­wie­nie Kościoła Cha­risu, dla któ­rego fun­da­men­tem było prze­ko­na­nie, iż każdy czło­wiek ma prawo, a nawet obo­wią­zek samo­dziel­nie wybie­rać, w co chce albo w co nie chce wie­rzyć.

Lecz nawet wtedy Stay­nair nie był jesz­cze skłonny ujaw­nić, na jak wiel­kim kłam­stwie opiera się cały prze­kaz Pisma. Schro­nie­nie może było gotowe na schi­zmę w Kościele, zwłasz­cza gdy była ona nakie­ro­wana na ukró­ce­nie panu­ją­cej w nim korup­cji, szcze­gól­nie wpły­wów Grupy Czworga, czyli rzą­dzą­cych Kościo­łem wika­riu­szy, ale nie było gotowe na coś, co zosta­łoby uznane za here­zję i odrzu­ce­nie wszyst­kich świę­tych prze­kazów. Taki moment mógł nadejść, wcze­śniej jed­nak Cha­ris musiał sto­czyć swoją walkę i prze­trwać.

I tę walkę wygrał, cho­ciaż zajęło to dzie­więć lat, pod­czas któ­rych docho­dziło do starć armii w sile milio­nów ludzi i flot liczą­cych setki okrę­tów. Doko­nano też wielu nie­wia­ry­god­nych zbrodni w imię Zha­spahra Clyn­tahna i jego wypa­czo­nej wizji Boga. Wiele z nich w obo­zach zagłady. Cha­ris jed­nak urósł. Małe wyspiar­skie pań­stewko stało się naj­po­tęż­niej­szym kró­le­stwem w histo­rii Schro­nie­nia, praw­dzi­wym Impe­rium rzą­dzo­nym wspól­nie przez Cay­leba oraz jego uko­chaną żonę Shar­leyan, kró­lową Chi­sholmu, która z wła­snej woli przy­stała do mło­dego króla i stała się jego zwo­len­niczką, zanim jesz­cze pierw­szy raz się spo­tkali. Cha­ris urósł, ponie­waż był chro­niony przez ludzi goto­wych zgi­nąć dla sprawy, Kościół Cha­risu zaś ofe­ro­wał wol­ność sumie­nia, z któ­rej pły­nęła nauka odpo­wie­dzial­no­ści za wła­sne wybory.

 

Nie udało się jed­nak znisz­czyć Kościoła Boga Ocze­ki­wa­nego ani dopro­wa­dzić do odrzu­ce­nia Pisma.

Może i to by się powio­dło, gdyby nie Rho­bair Ducha­irn, jeden z Grupy Czworga. Przy całym swoim zakła­ma­niu i bru­tal­no­ści prze­kazu Pismo zawie­rało jed­nak i dobre wątki, uczące, jak kochać ludzi i jak ota­czać ich ochroną, a także dostrze­ga­jące naj­waż­niej­sze zada­nie słu­żą­cego Bogu Kościoła, potę­pia­jące nad­uży­cia i wyko­rzy­sty­wa­nie innych dla oso­bi­stych korzy­ści. Gdy Ducha­irn sta­nął twa­rzą w twarz z całym okru­cień­stwem, z jakim Clyn­tahn pro­wa­dził walkę, uświa­do­mił sobie, do jakiej rzezi doszło w imię utrzy­ma­nia abso­lut­nej wła­dzy Grupy Czworga, a wów­czas przy­po­mniał sobie to wszystko. Przy­po­mniał sobie, że jest kapła­nem i sługą bożym, i mimo świa­do­mo­ści, iż w razie nie­po­wo­dze­nia zgi­nie okrutną śmier­cią, zor­ga­ni­zo­wał wraz z grupą poplecz­ni­ków powsta­nie, które oba­liło Clyn­tahna i zmu­siło wiel­kiego inkwi­zy­tora do ucieczki z Syjonu. Pro­sto w ręce Mer­lina.

Clyn­tahn został osą­dzony za swoje zbrod­nie, a miał ich miliony na sumie­niu, nato­miast Rho­bair Ducha­irn, zwany od tam­tej pory „świę­tym Rho­bairem” oraz „Dobrym Paste­rzem”, przy­jął żąda­nia Kościoła Cha­risu. Obie­cał zre­for­mo­wa­nie Kościoła Boga Ocze­ki­wa­nego, a wobec takiej jego postawy trudno było dalej pro­wa­dzić wojnę. Wewnętrzne kręgi wła­dzy kró­le­stwa miały świa­do­mość, kim był Lan­ghorne i jego archa­nio­ło­wie, ale na razie nie można było tego ujaw­nić. Zwłasz­cza że ofi­cjalny cel, czyli wezwa­nie do reform, spo­tkał się z pozy­tyw­nym odze­wem.

I tak wojna zakoń­czyła się bez roz­wią­za­nia kilku istot­nych kwe­stii. Na­dal nie było wia­domo, co znaj­duje się pod Świą­ty­nią i na ile sprawny pozo­stał orbi­talny sys­tem bom­bar­do­wa­nia. Pro­ble­mem była też odbu­dowa poko­jo­wych rela­cji w świe­cie, przez który prze­to­czyła się krwawa wojna reli­gijna. Pod zna­kiem zapy­ta­nia sta­nął pro­ces dal­szej indu­stria­li­za­cji, bo cho­ciaż pomo­gła ona Cha­ri­sowi wygrać wojnę, to wciąż nie można było otwar­cie naru­szać ogra­ni­czeń narzu­co­nych przez Pismo.

No i pozo­stała obiet­nica powrotu archa­nio­łów, który miał nastą­pić tysiąc lat po Dniu Stwo­rze­nia.

* * *

Mer­lin i jego sojusz­nicy oraz przy­ja­ciele wygrali wojnę prze­ciwko Gru­pie Czworga, ale nie bata­lię prze­ciwko dok­try­nie Kościoła Boga Ocze­ki­wa­nego.

To oka­zało się o wiele trud­niej­szym zada­niem…

– frag­ment Życia Mer­lina Ath­ra­wesa pióra Zha­kleen Wylsynn,

Wydaw­nic­two Uni­wer­sy­tetu Kró­lew­skiego, Tel­les­berg 4217