Od takich ludzi trzymaj się z daleka

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Inny mło­tek, inny gwóźdź

Oso­bo­wość leka­rza może utrud­niać mu dokładną ocenę stanu psy­chicz­nego pacjenta. W jed­nym z opra­co­wań na temat leka­rzy pierw­szego kon­taktu scha­rak­te­ry­zo­wano ich według trzech kate­go­rii: obo­wiąz­ko­wo­ści (sumien­no­ści), wraż­li­wo­ści (lęku) i otwar­to­ści uczu­cio­wej (empa­tii). Obo­wiąz­kowi/sumienni leka­rze chęt­niej zgłę­biają i doku­men­tują psy­cho­spo­łeczne oko­licz­no­ści życia pacjenta, ale zadają mniej pytań – ma to pew­nie zwią­zek z oszczęd­no­ścią czasu lub nie­chę­cią do poru­sza­nia tak draż­li­wych tema­tów, jak depre­sja czy samo­bój­stwo.

Z kolei wraż­liwi/lękliwi leka­rze chęt­nie i dokład­nie doku­men­tują prze­bieg depre­sji, ale mniej anga­żują się w życie pacjenta. Bar­dzo empa­tyczni leka­rze o prze­cięt­nej obo­wiąz­ko­wo­ści (w prze­ci­wień­stwie do wyjąt­kowo wyso­kiej) praw­do­po­dob­nie cie­szą się naj­więk­szym zaufa­niem pacjen­tów (Duber­stein, 2008).

Ten­den­cyj­ność kul­tu­rowa

Kul­tura wpływa na nasze sche­maty myślowe i kształ­tuje oso­bo­wość – od spo­sobu wycho­wy­wa­nia dzieci oraz war­to­ści, które wyzna­jemy, po spo­łeczne i reli­gijne rytu­ały. Spo­łeczne normy kul­tu­rowe wyzna­czają stan­dardy odno­szące się do ubioru, języka i wzor­ców zacho­wa­nia – czyli nie­mal do każ­dego aspektu naszego spo­sobu bycia.

Róż­nice kul­tu­rowe mogą jed­nak skut­ko­wać błędną inter­pre­ta­cją – nie zawsze jeste­śmy sku­teczni w wyda­wa­niu dokład­nych osą­dów poza naszą strefą kul­tu­rowego kom­fortu.

Różne sche­maty myślowe mogą być źró­dłem rady­kal­nie róż­nych zacho­wań. Brak zro­zu­mie­nia odmien­nych sche­ma­tów – lub nie­świa­do­mość wła­snych – może powo­do­wać, że będziemy przy­kle­jać ludziom ety­kiety lub trak­to­wać ste­reo­ty­powo całe grupy spo­łeczne, zamiast pró­bo­wać zro­zu­mieć war­to­ści kul­tu­rowe, które kie­rują ich zacho­wa­niem.

* * *

Teraz, gdy mamy już świa­do­mość pod­sta­wo­wych pro­ble­mów, które nękają nawet wysoko wykwa­li­fi­ko­wa­nych dia­gno­sty­ków, jeste­śmy lepiej wypo­sa­żeni, by dostrzec wła­sne błędy poznaw­cze, uprze­dze­nia czy ten­den­cyj­ność opi­nii. Mamy jed­nak łatwiej­sze zada­nie niż spe­cja­li­ści, ponie­waż ta książka nie ma być narzę­dziem dia­gno­stycz­nym, a my nie musimy doko­ny­wać oceny kli­nicz­nej.

Musimy się za to nauczyć dostrze­gać wska­zówki, co jest nor­mal­nym i zdro­wym zacho­wa­niem, a co nim nie jest. Wyzna­cza­niem tych wskaź­ni­ków w odnie­sie­niu do okre­ślo­nych zabu­rzeń psy­chicz­nych zaj­mują się psy­chia­trzy i psy­cho­lo­go­wie.

Kry­te­ria dia­gno­styczne według DSM-IV-TR, przeł. Zofia Pelc, Jacek Wciórka, Edra Urban & Part­ner, Wro­cław 2015. [wróć]

ROZ­DZIAŁ 3
Jak funk­cjo­nuje sys­tem: Przy­go­to­wa­nie gruntu

Nie sza­leję za rze­czy­wi­sto­ścią, ale to na­dal jedyne miej­sce, gdzie można dostać coś przy­zwo­itego do jedze­nia. Gro­ucho Marx

Możemy oce­nić czło­wieka, nie zdra­dza­jąc mu, że jest pod­da­wany ana­li­zie. Ten pro­ces nie wymaga szcze­ro­ści, zgody czy intro­spek­cji ze strony osoby, którą obser­wu­jemy. Każda cecha oso­bo­wo­ści ma swoją psy­cho­lo­giczną sygna­turę, któ­rej nie da się ukryć. Nasze emo­cjo­nalne ja mani­fe­stuje się zacho­wa­niami pozo­sta­wia­ją­cymi oczy­wi­ste i zauwa­żalne ślady, czyli odci­ski emo­cji. Ludzie nie mogą zara­dzić temu, że się odsła­niają. Po pro­stu nie mają na to wpływu.

Cztery aspekty zdro­wia emo­cjo­nal­nego

Obec­nie w mediach wiele sły­szymy o pro­fi­lo­wa­niu – pro­fi­lo­wa­nie rasowe, psy­cho­lo­giczne, oso­bi­ste, kre­dy­towe i tak dalej. Czym zatem jest pro­fil? Dla naszych celów wyobraźmy sobie, że jest repre­zen­ta­cją cha­rak­te­ry­stycz­nych, wyróż­nia­ją­cych się cech danej osoby – „migawką” jej indy­wi­du­al­no­ści.

By zbu­do­wać pro­fil emo­cjo­nalny, zacznijmy od zba­da­nia czte­rech pod­sta­wo­wych (lub ukry­tych) aspek­tów psy­cho­lo­gicz­nych, z któ­rych wyłoni się wiele emo­cjo­nalnych (i dają­cych się zauwa­żyć) odci­sków.

Cztery aspekty zdro­wia emo­cjo­nal­nego to:

 poczu­cie wła­snej war­to­ści,

 odpo­wie­dzial­ność,

 per­spek­tywa,

 rela­cje i gra­nice.

W roz­dziale pierw­szym zapre­zen­to­wa­li­śmy krótki prze­gląd psy­cho­lo­gii ludz­kiej, który pomoże nam ogól­nie zro­zu­mieć pro­blem, zwłasz­cza jeśli dana osoba nie pasuje dokład­nie do sche­matu.

Kolejne cztery roz­działy wyja­śnią szcze­gó­łowo każdy z aspek­tów zdro­wia emo­cjo­nal­nego. Połą­czone w pary two­rzą syner­giczny łań­cuch decy­du­jący o naszym zdro­wiu emo­cjo­nal­nym. Jeśli na przy­kład mamy pro­blemy z odpo­wie­dzial­no­ścią (aspekt 2), nie potra­fimy kon­tro­lo­wać swo­jego zacho­wa­nia, szu­kamy natych­mia­sto­wej gra­ty­fi­ka­cji lub prze­zna­czamy sporo ener­gii na utrzy­ma­nie swo­jego wize­runku, jeste­śmy źli na samych sie­bie, to rezul­ta­tem jest niskie poczu­cie wła­snej war­to­ści (aspekt 1). By zre­kom­pen­so­wać poczu­cie winy i nie­do­war­to­ścio­wa­nia, do głosu docho­dzi ego i sta­jemy się ego­cen­tryczni. Ego­cen­tryzm zawęża z kolei naszą per­spek­tywę (aspekt 3); bar­dziej inte­re­su­jemy się sobą niż resztą świata. To spra­wia, że sta­jemy się coraz bar­dziej draż­liwi i nie­sta­bilni. Nasze gra­nice (aspekt 4) się zacie­rają i cier­pią na tym nasze rela­cje (aspekt 4).

Aspekty oso­bo­wo­ści sta­no­wią struk­turę, na któ­rej można zbu­do­wać emo­cjo­nalny pro­fil danej osoby. Są też ścieżką odci­sków emo­cji, które można dostrzec w spek­trum róż­nych sce­na­riu­szy i sytu­acji.

Na przy­kład aspekt 2, czyli sto­pień, w jakim bie­rzemy odpo­wie­dzial­ność za wła­sne życie, jest odzwier­cie­dle­niem zdro­wia emo­cjo­nal­nego czło­wieka. Ale w jaki spo­sób zmie­rzyć odpo­wie­dzial­ność? Odci­skiem emo­cji świad­czą­cym o odpo­wie­dzial­no­ści jest wia­ry­god­ność bądź nie­za­wod­ność. Czy możemy liczyć na osobę, która dotrzy­muje słowa i jest uczciwa? Czy koń­czy to, co zaczęła, i robi to, co obie­cała, nawet w nie­sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ściach? Takie zacho­wa­nia można z łatwo­ścią zaob­ser­wo­wać, a nawet poli­czyć.

W następ­nych roz­dzia­łach nauczymy się, jak okre­ślić ilo­ściowo nasze obser­wa­cje; poznamy pię­cio­mi­nu­towe ska­no­wa­nie, które pozwala oce­nić ogólne zdro­wie emo­cjo­nalne na pod­sta­wie krót­kich inte­rak­cji, i wresz­cie arche­olo­gię kon­wer­sa­cyjną, dzięki któ­rej będziemy mogli „kopać” jesz­cze głę­biej i zbu­do­wać peł­niej­szy pro­fil psy­cho­lo­giczny.

Część II

ROZ­DZIAŁ 4
Aspekt 1: Poczu­cie wła­snej war­to­ści

Poczu­cie wła­snej war­to­ści jest owo­cem dys­cy­pliny; poczu­cie god­no­ści wzra­sta wraz ze zdol­no­ścią mówie­nia sobie nie. Abra­ham J. Heschel

Poczu­cie wła­snej war­to­ści nie jest przy­sło­wio­wym nad­sta­wia­niem dru­giego policzka i sto­ic­kim spo­ko­jem. Cho­dzi raczej o umie­jęt­ność obser­wo­wa­nia sytu­acji ze zro­zu­mie­niem i obiek­tyw­nego reago­wa­nia. Zaczy­namy trak­to­wać wszystko oso­bi­ście tylko wtedy, gdy do głosu docho­dzi nasze ego. Łączymy wów­czas w całość ele­menty zacho­wań innych ludzi wobec nas, co wywo­łuje poczu­cie krzywdy. Gdy nasze uczu­cia prze­cho­dzą w gniew lub inne nega­tywne emo­cje, zaczy­namy patrzeć na życie krót­ko­wzrocz­nie, tra­cąc per­spek­tywę, nie­za­leż­nie od tego, co ktoś zrobi lub powie.

Wszy­scy mamy ego, nato­miast poczu­cie wła­snej war­to­ści nie jest kwe­stią typu wszystko albo nic; to raczej swego rodzaju kon­ti­nuum z wie­loma odcie­niami sza­ro­ści. Dla­tego sta­bil­ność emo­cjo­nalna (lub jej brak) rów­nież funk­cjo­nuje w takim ciągu, zmie­nia się w cza­sie i można ją stop­nio­wać.

Jak kształ­tuje się oso­bo­wość (i jej zabu­rze­nia)

Wszy­scy w mniej­szym lub więk­szym stop­niu zma­gamy się z niską samo­oceną. Kiedy coś źle wpływa na poczu­cie wła­snej war­to­ści, kształ­tują się trzy wyraźne typy oso­bo­wo­ści:

 zależna: niska samo­ocena i zra­nione ego,

 nar­cy­styczna (aro­gancka): niska samo­ocena i wybu­jałe ego,

 lękliwa (uni­ka­jąca): niska samo­ocena i słabe ego.

W każ­dym przy­padku nasza per­spek­tywa się kur­czy, a wszyst­kie nie­zdrowe aspekty oso­bo­wo­ści ule­gają wzmoc­nie­niu, ponie­waż do głosu docho­dzą nie­pew­ność i brak poczu­cia bez­pie­czeń­stwa. Osoba, która ma wyso­kie poczu­cie wła­snej war­to­ści, nie może mieć wybu­ja­łego ego. Pamię­tajmy, że poczu­cie wła­snej war­to­ści i ego znaj­dują się po prze­ciw­nych stro­nach: gdy jedno się wznosi, dru­gie musi opa­dać.

Oso­bo­wość zależna

To oso­bo­wość wysoce intro­wer­tyczna. Zacho­wuje się powścią­gli­wie w pracy i na każ­dym obcym grun­cie, czyli wszę­dzie tam, gdzie czuje się nie­pew­nie. Jed­nak kiedy taka osoba kon­tro­luje sytu­ację – mimo że zazwy­czaj jest wyco­fana i „pod­piera ściany” – może roz­kwit­nąć. W okre­ślo­nych warun­kach może nawet wyka­zy­wać eks­tra­wer­tyczne cechy, ponie­waż czuje się bez­piecz­nie, swo­bod­nie i pew­nie.

Czło­wiek o oso­bo­wo­ści zależ­nej prze­pra­sza nawet wtedy, gdy nie zawi­nił. Wyświad­cza przy­sługi innym ludziom, cho­ciaż nie ma na to ochoty, gdyż oba­wia się, że nie będzie lubiany. Rzadko wal­czy o swoje, bo nie ma poczu­cia, iż jego potrzeby są na tyle ważne, że warto sta­rać się je zaspo­koić, i nie uważa, że są waż­niej­sze od potrzeb innych ludzi. Robi więc wszystko, żeby przy­po­do­bać się innym.

 

Nie możemy oczy­wi­ście zaprze­czyć, że ist­nieje coś takiego jak altru­izm. Ale z dru­giej strony czło­wiek z oso­bo­wo­ścią zależną może woleć zaj­mo­wać się innymi, ponie­waż to odwraca uwagę od jego wła­snych pro­ble­mów i od jego życia.

Mamy tutaj do czy­nie­nia z dwiema róż­nymi for­mami pozo­sta­wia­nia śla­dów emo­cjo­nal­nych. Różni je inten­cja – w jed­nym przy­padku sta­jemy się dar­czyń­cami, a w dru­gim jeste­śmy okra­dani. Za każ­dym razem pie­nią­dze wędrują z rąk do rąk, ale pod­czas gdy pierw­sze doświad­cze­nie daje nam siłę, dru­gie nas osła­bia i nisz­czy.

Dawa­nie ze stra­chu lub poczu­cia winy nie wzmac­nia poczu­cia wła­snej war­to­ści – wręcz prze­ciw­nie. Dawa­nie spo­wo­do­wane stra­chem lub poczu­ciem winy obniża naszą samo­ocenę. Dla­czego? Ponie­waż tak naprawdę wcale nie dajemy, to inny czło­wiek od nas bie­rze. A my pozwa­lamy się wyko­rzy­sty­wać.

W skraj­nych przy­pad­kach czło­wiek o oso­bo­wo­ści zależ­nej może poświę­cać innym nie tylko swój czas, ale nawet całe życie. Czuje bowiem, że nie jest w sta­nie doko­nać niczego spek­ta­ku­lar­nego, więc by zdo­być poczu­cie celu w życiu, rezy­gnuje z sie­bie, aby słu­żyć innym ludziom. Takie zacho­wa­nie może być lustrza­nym odbi­ciem postę­po­wa­nia osoby, która poświęca życie dla dobra ludz­ko­ści, ale moty­wa­cja jest zupeł­nie inna.

Oso­bo­wość nar­cy­styczna (aro­gancka)

Nar­cyz zawsze musi pozo­sta­wać w cen­trum uwagi. Takie osoby zazwy­czaj są gło­śne, łatwo popa­dają we fru­stra­cję i lubią narze­kać. Nie zawa­hają się, gdy muszą kogoś obra­zić, by wydać się lep­sze lub mądrzej­sze w oczach innych ludzi. Mega­lo­ma­nia i pre­ten­sjo­nalne wyso­kie mnie­ma­nie o sobie maskują ból, który jest wyni­kiem skry­wa­nego poczu­cia niskiej war­to­ści. W prze­ci­wień­stwie do oso­bo­wo­ści zależ­nej nar­cyz żąda wiecz­nego podziwu, nagra­dza­nia i pochlebstw. Gdy uwaga jest skie­ro­wana gdzie indziej, wpada w złość.

Potrzeby nar­cyza zawsze są naj­waż­niej­sze. Taka osoba ocze­kuje, że wszy­scy będą speł­niać jej żąda­nia bez względu na to, co dzieje się w ich życiu. Bra­kuje jej empa­tii, ponie­waż nie potrafi współ­od­czu­wać z innymi ludźmi.

Nar­cyz cza­sem zdo­bywa się na poje­dyn­cze akty wspa­nia­ło­myśl­no­ści – nada­jąc im wiel­kie zna­cze­nie – ale robi bar­dzo nie­wiele albo nie dotrzy­muje słowa (gdy wymaga to odro­biny wysiłku). I zawsze będzie wszyst­kim przy­po­mi­nać, jaki był hojny; ogól­nie mówiąc, będzie pre­zen­to­wać światu postawę: „A co ty dla mnie ostat­nio zro­bi­łeś?”.

Czę­sto zacie­kle współ­za­wod­ni­czy z innymi, bo jego poczu­cie wła­snej war­to­ści cały czas wisi na wło­sku i zależy od kolej­nego zwy­cię­stwa, nawet naj­mniej­szego. By zrów­no­wa­żyć poczu­cie niedowar­to­ściowania, będzie – w róż­nym stop­niu – kon­tro­lo­wać, prze­ja­wiać zacho­wa­nia nar­cy­styczne, sku­piać się na sobie, sta­nie się natar­czywy i bra­wu­rowy (czyli będzie się popi­sy­wać fał­szywą odwagą). Poczuje się obra­żony, gdy jego opi­nie i pomy­sły nie zostaną zaak­cep­to­wane jako jedy­nie słuszne. Nar­cyz nalega rów­nież, by inni ludzie rozu­mieli (i akcep­to­wali) jego punkt widze­nia, nawet jeśli jego zda­nie zupeł­nie ich nie inte­re­suje. Będzie postrze­gał ten opór jako dowód, że prze­szka­dza im ego, które spra­wia, że upar­cie igno­rują jego roz­sądne rady.

Taka osoba może być czę­sto postrze­gana jako napa­stliwa, hała­śliwa i wyma­ga­jąca. Chce, by nawet przed­mioty nie­oży­wione pod­po­rząd­ko­wały się jej woli, pró­buje kon­tro­lo­wać ludzi i z takim samym bra­kiem sza­cunku trak­tuje wszystko, co ją ota­cza.

Osoba z wysoką samo­oceną sza­nuje innych ludzi, jest wraż­liwa, więc stara się ich nie obra­żać, nie wpra­wiać w zakło­po­ta­nie ani dener­wo­wać. Nato­miast nar­cyz i aro­gant nie sza­nuje nikogo, ponie­waż uważa, że drugi czło­wiek nie może mu dać niczego spe­cjal­nego. On już wszystko ma, a jeśli nie ma kło­po­tów z sza­cun­kiem dla samego sie­bie, to czy jest coś komuś winien?

Oso­bo­wość lękliwa (uni­ka­jąca)

Mniej powszechny, ale mimo to ewi­dentny i oczy­wi­sty jest typ oso­bo­wo­ści, która dystan­suje się od innych ludzi. Czy cho­dzi o uni­ka­nie rela­cji czy raczej o wro­dzoną nie­śmia­łość? Czy taka osoba jest samot­ni­kiem?

Przede wszyst­kim strasz­nie się boi, że będzie oce­niana, kry­ty­ko­wana, zosta­nie odrzu­cona lub poni­żona. Skrajne zacho­wa­nia uni­kowe mogą powstrzy­my­wać czło­wieka przed pro­wa­dze­niem takiego życia, na jakie zasłu­guje, co może skut­ko­wać zabu­rze­niami lęko­wymi, takimi jak ago­ra­fo­bia (albo być ich kon­se­kwen­cją).

Dok­tor Karen Hor­ney w swo­jej książce Nasze wewnętrzne kon­flikty tak opi­suje tę oso­bo­wość:

„Samo­wy­star­czal­ność i strze­że­nie pry­wat­no­ści mają zaspo­koić naj­bar­dziej widoczną potrzebę takiego czło­wieka – pra­gnie­nie cał­ko­wi­tej nie­za­leż­no­ści. (…)

Potrzeba nie­za­leż­no­ści, podob­nie jak wszyst­kie inne dąże­nia neu­ro­tyczne, jest kom­pul­sywna i ślepa. Obja­wia się prze­wraż­li­wie­niem na wszystko, co w jaki­kol­wiek spo­sób przy­po­mina przy­mus, wpływy innych, zobo­wią­za­nia i temu podobne. (…)

Może czuć wstręt do cho­roby i uwa­żać ją za upo­ko­rze­nie, gdyż zmu­sza ona do zależ­no­ści od innych. Może chcieć ze wszyst­kich sił zdo­by­wać wie­dzę na jakiś temat wprost z pierw­szej ręki. Zamiast na przy­kład przy­jąć to, co inni napi­sali i powie­dzieli o Rosji lub o innym obcym dlań kraju, będzie chciała prze­ko­nać się o wszyst­kim oso­bi­ście. Taka postawa mogłaby być źró­dłem rze­czy­wi­ście wspa­nia­łej wewnętrz­nej niezależ­no­ści, gdyby dana osoba nie posu­wała się w niej do absurdu, na przy­kład nie chcąc pytać o drogę w obcym mie­ście. (…)

Jakie­kol­wiek zakwe­stio­no­wa­nie obrazu lub kry­tyka ze strony oto­cze­nia, jaka­kol­wiek świa­do­mość, że się nie dora­sta do wła­snego ide­ału, jaki­kol­wiek rze­czy­wi­sty wgląd w siły dzia­ła­jące we wła­snym wnę­trzu mogą spo­wo­do­wać, że obraz eks­plo­duje i roz­pad­nie się. Neu­ro­tyk musi zatem wpro­wa­dzić wiele ogra­ni­czeń w swoim życiu, by unik­nąć przed­sta­wio­nych wyżej nie­bez­pie­czeństw. Musi uni­kać sytu­acji, w któ­rych nie będzie podzi­wiany lub chwa­lony. Musi uni­kać zadań, co do któ­rych nie jest pewien, że wykona je bez zarzutu. Może się w nim roz­wi­nąć wstręt do podej­mo­wa­nia jakie­go­kol­wiek wysiłku. (…)

Praw­do­po­dob­nie naj­więk­szym nega­tyw­nym skut­kiem wyide­ali­zo­wa­nego obrazu sie­bie jest postę­pu­jące wyalie­no­wa­nie jed­nostki wobec wła­snego »ja«. (…) traci zain­te­re­so­wa­nie swoim życiem, ponie­waż to nie on nim żyje, nie potrafi pod­jąć decy­zji, ponie­waż nie wie, czego naprawdę chce”1.

Oso­bo­wość uni­ka­jąca trak­tuje każdą próbę naci­sku czy wyma­ga­nia ze strony innych – bez względu na to, czy cho­dzi o jej czas, roz­kład zajęć czy nawet (w nie­któ­rych wypad­kach) ogładę towa­rzy­ską – jako porażkę i upo­ko­rze­nie. Jest nie­kon­wen­cjo­nalna i chce, by wszystko krę­ciło się wokół niej.

Natu­ralny cykl

Powyż­sze typy oso­bo­wo­ści zazwy­czaj nie są ści­śle roz­gra­ni­czone. Osoba o niskim poczu­ciu wła­snej war­to­ści czę­sto waha się mię­dzy kom­plek­sem niż­szo­ści (czyli oso­bo­wo­ścią zależną) a poczu­ciem wyż­szo­ści (skut­ku­ją­cym aro­gan­cją lub uni­ka­niem) w zależ­no­ści od domi­nu­ją­cych w danym cza­sie cech cha­rak­teru. Kiedy ktoś czuje się gor­szy, kie­ruje cały nega­ty­wizm do wewnątrz, demon­stru­jąc smu­tek i ból. Z kolei osoba z poczu­ciem wyż­szo­ści kie­ruje nega­tywne uczu­cia na zewnątrz, co skut­kuje gnie­wem lub izo­la­cją.

Od czasu do czasu wszy­scy oscy­lu­jemy pomię­dzy tymi dwiema men­tal­no­ściami. Jak mówi pewne stare porze­ka­dło: „Zawsze noś w kie­szeni dwie kartki. Jedną z napi­sem: »Jestem tylko pył­kiem kurzu«, a drugą mówiącą: »Świat został stwo­rzony tylko dla mnie«”. Sekret polega na tym, by wie­dzieć, kiedy wycią­gnąć odpo­wied­nią kartkę. Gdy bra­kuje nam poczu­cia wła­snej war­to­ści, czę­sto reagu­jemy błęd­nym spo­so­bem myśle­nia, czyli ina­czej mówiąc, wycią­gamy nie­wła­ściwą kartkę.

Mity na temat poczu­cia wła­snej war­to­ści

Ocena czy­je­goś poczu­cia wła­snej war­to­ści nie jest skom­pli­ko­wa­nym zada­niem, ale może być myląca, ponie­waż nie wiemy, co zasłu­guje na uwagę, a co można pomi­nąć. Oto pięć mitów na temat poczu­cia wła­snej war­to­ści oraz towa­rzy­szące im fał­szywe prze­ko­na­nia:

Mit nr 1: Poczu­cie wła­snej war­to­ści kon­tra ego

Nie daj się zwieść prze­ko­na­niu, że osoba o wybu­ja­łym ego lubi sie­bie. Jeśli ma prze­ro­śnięte ego, to zna­czy, iż nie żywi w sto­sunku do sie­bie pozy­tyw­nych uczuć, i to bez względu na to, jak bar­dzo wydaje się zado­wo­lona. To fun­da­men­talne prawo rzą­dzące naturą ludzką – rów­na­nie psy­cho­lo­giczne, które zawsze daje ten sam wynik.

Mit nr 2: Poczu­cie wła­snej war­to­ści kon­tra pew­ność sie­bie

Poczu­cie wła­snej war­to­ści czę­sto jest mylone z pew­no­ścią sie­bie, cho­ciaż te dwie cechy są w zasa­dzie czymś zupeł­nie innym. W związku z tym ich roz­róż­nie­nie będzie klu­czowe dla naszej oceny. Pew­ność sie­bie to spraw­czość, jaką odczu­wamy w okre­ślo­nej dzie­dzi­nie bądź sytu­acji, nato­miast poczu­cie wła­snej war­to­ści wynika ze sto­sunku do samego sie­bie – czy się lubimy i czy wie­rzymy, że jeste­śmy war­to­ściowi i otrzy­mu­jemy od życia te wszyst­kie dobre rze­czy, które ma nam ono do zaofe­ro­wa­nia.

Cał­kiem praw­do­po­dobna jest sytu­acja, kiedy osoba zdrowa emo­cjo­nal­nie czuje się dobrze ze sobą i żywi dobre mnie­ma­nie o sobie, cho­ciaż nie ma pew­no­ści, czy w danych warun­kach odnie­sie suk­ces. (Pew­ność sie­bie w danych oko­licz­no­ściach zależy od roz­ma­itych czyn­ni­ków: poprzed­nich osią­gnięć, doświad­czeń, opi­nii oraz porów­nań z innymi ludźmi). Na przy­kład ktoś o wyso­kim poczu­ciu wła­snej war­to­ści może słabo grać w sza­chy, ale na­dal mieć dobre samo­po­czu­cie i się lubić. Będzie z pew­no­ścią mniej pewny sie­bie pod­czas gry z wybit­nym sza­chi­stą, lecz jego ogólne poczu­cie wła­snej war­to­ści pozo­sta­nie nie­na­ru­szone i na tym nie ucierpi.

Wybu­jałe ego nie bie­rze się z miło­ści wła­snej, ale raczej z nie­na­wi­ści do sie­bie (Rosen­thal, 2005). Nie­wprawne oko nie zauważy, że osoba aspi­ru­jąca do wyż­szego poczu­cia wła­snej war­to­ści pró­buje je zdo­być, pod­kre­śla­jąc nie­które swoje cechy (na przy­kład to, że naj­le­piej gra w tenisa w swoim klu­bie spor­to­wym), ale może tylko spra­wiać wra­że­nie, iż ma wysoką samo­ocenę. Nie jest to jed­nak takie pro­ste, więc zazwy­czaj dajemy się zwieść. Na poczu­cie wła­snej war­to­ści bar­dziej wpływa wolna wola, dzięki któ­rej doko­nu­jemy wybo­rów, a nie to, co posia­damy. A więc to, co może ucho­dzić za dowód wyso­kiego poczu­cia wła­snej war­to­ści, w rze­czy­wi­sto­ści jest tylko zawy­żoną pew­no­ścią sie­bie, która ogra­ni­cza się do kon­kret­nego obszaru.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?