Od takich ludzi trzymaj się z daleka

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Nie cho­dzi o to, co mamy, lecz o to, co z tym robimy

Bada­nia nie pozo­sta­wiają żad­nych wąt­pli­wo­ści: dochody i atrak­cyj­ność fizyczna (Die­ner, Wol­sic, Fujita, 1995) oraz inte­li­gen­cja (Die­ner, 1984; Emmons i Die­ner, 1985) w pew­nym stop­niu wpły­wają na dobro­stan emo­cjo­nalny każ­dego z nas.

Stwier­dzono nawet, że zdro­wie fizyczne w żaden spo­sób nie wpływa na zdro­wie emo­cjo­nalne. Za to kwe­stie emo­cjo­nalne rady­kal­nie wpły­wają na zdro­wie fizyczne. (Ocena zdro­wia przez leka­rza na pod­sta­wie mier­ni­ków obiek­tyw­nych, czyli róż­nych wskaź­ni­ków medycz­nych, wska­zuje, że współ­za­leż­ność mię­dzy zdro­wiem fizycz­nym a emo­cjo­nal­nym znacz­nie spada, a w nie­któ­rych przy­pad­kach w ogóle nie wystę­puje [Wat­ten, Vas­send, Myh­rer i Syver­sen, 1997]).

Tym­cza­sem pro­blemy psy­cho­lo­giczne bądź emo­cjo­nalne, które można zali­czyć do sze­ro­kiej kate­go­rii zabu­rzeń psy­chicz­nych, mogą się odbić na naszym zdro­wiu fizycz­nym.

Osta­tecz­nie nie można prze­cież oddzie­lić umy­słu od ciała. Zdro­wie psy­chiczne i fizyczne są ze sobą nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zane. Symp­tomy psy­chiczne są tak samo istotne dla naszego zdro­wia jak fizyczne.

Zabu­rze­nia psy­chiczne są zazwy­czaj połą­cze­niem zarówno symp­to­mów psy­chicz­nych (doty­czą­cych umy­słu i emo­cji), jak i soma­tycz­nych (bio­lo­gicz­nych i fizjo­lo­gicz­nych). Na przy­kład ludzie, któ­rzy cho­rują na depre­sję kli­niczną, czę­sto cier­pią rów­nież z powo­dów soma­tycz­nych, takich jak bez­sen­ność, zmę­cze­nie i utrata ener­gii, waha­nia ape­tytu, przy­rost lub utrata masy ciała i zabu­rze­nia psy­cho­mo­to­ryczne (spo­wol­nione lub przy­spie­szone ruchy, nad­po­bu­dli­wość).

Aby pozbyć się wszel­kich wąt­pli­wo­ści, należy wyja­śnić, że pod­czas gdy wybory, któ­rych doko­nu­jemy w życiu, mają ogromny wpływ na naszą sta­bil­ność emo­cjo­nalną, to zabu­rze­nia psy­chiczne są kom­bi­na­cją róż­nych czyn­ni­ków – genów, pro­ce­sów che­micz­nych zacho­dzą­cych w orga­ni­zmie, stre­so­gen­nych czyn­ni­ków śro­do­wi­sko­wych, traum z dzie­ciń­stwa oraz innych czyn­ni­ków roz­wo­jo­wych (patrz roz­dział 13 „Więzy rodzinne: Czy wszystko zależy od genów?”). I cho­ciaż nie należy igno­ro­wać potęgi ćwi­cze­nia wol­nej woli oraz jej wpływu na każdy aspekt naszego życia, to brak sta­bil­no­ści emo­cjo­nal­nej danej osoby można czę­ściowo (a w pew­nych nie­ty­po­wych przy­pad­kach nawet cał­ko­wi­cie) przy­pi­sać aspek­tom pozo­sta­ją­cym poza jej kon­trolą.

Droga do auto­de­struk­cji

Nie ist­nieje bez­po­śred­nia współ­za­leż­ność pomię­dzy pogardą dla samego sie­bie a wymie­rza­niem sobie kar w postaci doga­dza­nia sobie. Auto­de­struk­cyjne zacho­wa­nia, takie jak obja­da­nie się, nad­uży­wa­nie alko­holu, bra­nie nar­ko­ty­ków czy hazard, są niczym wię­cej jak odwra­ca­niem uwagi, aby nie przy­glą­dać się zbyt dokład­nie sobie i swo­jemu życiu.

Pra­gniemy czuć się dobrze z tym, jacy jeste­śmy, i darzyć się szczerą miło­ścią. Ale bez poczu­cia wła­snej war­to­ści – bez miło­ści do samego sie­bie – osta­tecz­nie spi­su­jemy się na straty. Jeśli czu­jemy się bezwar­to­ściowi, nie potra­fimy inwe­sto­wać we wła­sne szczę­ście i dobre samo­po­czu­cie. W zamian szu­kamy pod­niet, które zapeł­nią wewnętrzną pustkę i pomogą nam uciec od bólu. Bada­nia ponad wszelką wąt­pli­wość wyka­zują, że ist­nieje zwią­zek mię­dzy niskim poczu­ciem wła­snej war­to­ści a zakre­sem auto­de­struk­cyj­nych zacho­wań i nało­gów, w tym zaku­po­ho­li­zmu (Lee, 1999), alko­ho­li­zmu (Bladt, 2002) i kom­pul­syw­nego obja­da­nia się (Tas­sava, 2001).

Uni­ka­nie bólu poprzez pobła­ża­nie sobie w różny spo­sób to błędne koło, które prę­dzej czy póź­niej wymknie się spod kon­troli. Gdy nie czu­jemy się dobrze ze sobą, szu­kamy chwi­lo­wego i bez­war­to­ścio­wego azylu w postaci natych­mia­sto­wej gra­ty­fi­ka­cji. Ule­gamy impul­som, zamiast je prze­zwy­cię­żać. Szu­kamy łatwego wyj­ścia z kło­po­tli­wej sytu­acji, a powin­ni­śmy zna­leźć trwałe roz­wią­za­nie, które pomoże nam pozbyć się bólu i wewnętrz­nej pustki. Pocie­cha i poczu­cie bez­pie­czeń­stwa szybko prze­mi­jają, a my czu­jemy się jesz­cze gorzej.

Gdy pozwa­lamy, by nasze skłon­no­ści pano­wały nad nami, nie znaj­du­jemy uko­je­nia. To tylko unik. Zaprze­cza­nie pro­ble­mom osła­bia nasze zdro­wie emo­cjo­nalne, fizyczne oraz duchowe i pozba­wia nas wszyst­kiego z wyjąt­kiem gwa­ran­cji, że nie będziemy usta­wać w dąże­niach, by zna­leźć spo­kój, cel i zado­wo­le­nie.

Teraz łatwiej uni­kać bólu niż kie­dyś. Daw­niej doko­ny­wa­li­śmy lep­szych wybo­rów, ponie­waż kon­se­kwen­cje złej oceny sytu­acji były bar­dziej bez­po­śred­nie i trud­niej­sze do ukry­cia. Za to obec­nie mamy do dys­po­zy­cji o wiele wię­cej dróg ucieczki, które pozwa­lają nam bez­tro­sko igno­ro­wać nasze pro­blemy i sytu­ację, w jakiej się zna­leź­li­śmy.

W dzi­siej­szych cza­sach praw­do­po­dob­nie nie robi na nas wra­że­nia osoba z roze­dmą płuc poru­sza­jąca się na wózku inwa­lidz­kim z butlą tle­nową i odpa­la­jąca jed­nego papie­rosa od dru­giego. Wydaje się nam, że to ostrze­że­nie tylko przed szko­dli­wymi skut­kami pale­nia, nie mówiąc o nowym, dodat­ko­wym zagro­że­niu, jakim jest zanie­czysz­cze­nie powie­trza.

Dzięki roz­wo­jowi tech­no­lo­gii i medy­cyny w dwu­dzie­stym pierw­szym wieku mamy wię­cej niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej róż­nych gadże­tów, narzę­dzi i wymó­wek, dzięki któ­rym możemy wyko­ny­wać coraz bar­dziej wymyślne uniki. Tech­no­lo­gia – która sama w sobie rów­nież może uza­leż­niać – stała się siłą napę­dza­jącą złe nawyki, nową Wielką Ucieczką. Kom­pu­tery, tele­wi­zory, smart­fony… gdzie­kol­wiek się znaj­dziemy, mamy do dys­po­zy­cji wygodne narzę­dzia, które pozwa­lają na bez­myślne odwra­ca­nie uwagi od rze­czy waż­nych.

Łatwo dostępna roz­rywka ofe­ruje nam moż­li­wość ucieczki do innych świa­tów, do nie­koń­czą­cego się labi­ryntu gier wideo, fil­mów, pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych, blo­gów i forów, na któ­rych znaj­du­jemy ludzi podob­nych do nas. Wystar­czy wci­snąć guzik albo klik­nąć myszką, aby uwol­nić się od bólu du jour i pozor­nie unik­nąć skut­ków błęd­nych wybo­rów, a potem żyć dalej jak gdyby ni­gdy nic.

Nie musimy się mar­twić, że zosta­niemy sami z wła­snymi myślami. Prze­cież to wła­śnie myśle­nie wpę­dza nas w kło­poty. Skut­kiem myśle­nia są uczu­cia, a one nie zawsze są dobre.

Musimy jakoś roz­pro­szyć uwagę, żeby ode­rwać się od samych sie­bie. Boimy się zostać sam na sam ze swo­imi myślami, więc szu­kamy roz­rywki na zewnątrz, by zagłu­szyć hałas, który jest w nas. Nie możemy wyłą­czyć gwaru roz­le­ga­ją­cego się w naszym umy­śle, nie potra­fimy pozbyć się zmar­twień, stra­chu i nie­po­koju, więc pró­bu­jemy je igno­ro­wać.

Nie myśl, weź pigułkę

Uni­kamy za wszelką cenę nie tylko bólu; nie umiemy też dłu­żej zno­sić jakie­go­kol­wiek dys­kom­fortu. Coś cię pobo­lewa? Weź tabletkę prze­ciw­bó­lową. Cier­pisz na nie­straw­ność, bo zja­dłaś wię­cej, niż jest w sta­nie pomie­ścić twój żołą­dek? Zażyj lek na zgagę. Nie tole­ru­jesz lak­tozy? Weź tabletkę z lak­tazą.

Jeśli zja­dłeś zbyt dużo cze­goś nie­od­po­wied­niego, nie masz powodu do zmar­twie­nia. Są prze­cież środki prze­czysz­cza­jące w przy­padku zaparć. I prze­ciw­bie­gun­kowe. W razie bólu głowy masz do dys­po­zy­cji aspi­rynę. I suple­menty z węgla­nem wap­nia, które stłu­mią w zarodku każ­dego kaca.

O nie, a co ze skut­kami ubocz­nymi? Nie martw się, na to też są tabletki. Weź po pro­stu kolejną pigułkę, by zneu­tra­li­zo­wać dzia­ła­nie poprzed­niej. Ibu­pro­fen wywo­łuje wrzody żołądka? Od czego jest Zan­tac. Ope­ra­cja zmniej­sze­nia żołądka spra­wiła, że cier­pisz na zakrze­picę żył? Usuń by-pass i przy­wróć żołą­dek do pier­wot­nego stanu. A jeśli nie­które czę­ści naszego sta­rego orga­ni­zmu są zużyte, bo pili­śmy za dużo alko­holu i jedli­śmy tony jedze­nia kapią­cego od nie­na­sy­co­nych kwa­sów tłusz­czo­wych typu trans? Nie ma powodu do nie­po­koju. Zanim nasze ciało cał­ko­wi­cie odmówi posłu­szeń­stwa, możemy wpi­sać się na listę ocze­ku­ją­cych na prze­szczep wątroby i serca i zastą­pić uszko­dzone narządy nowymi.

To prawda, że dzięki nowo­cze­snym roz­wią­za­niom możemy „wymie­nić insta­la­cję” w naszych orga­ni­zmach, ale jed­no­cze­śnie jest to pole do ogrom­nych nad­użyć. Docho­dzimy do prze­ko­na­nia, że bez względu na to, jaką krzywdę sobie wyrzą­dzimy, zawsze znaj­dzie się coś lub ktoś, żeby nas ura­to­wać. A nawet jeśli jesz­cze nie ma lekar­stwa, to na pewno za chwilę zosta­nie wyna­le­zione – wie­rzymy w to bez zastrze­żeń.

A co z naszym samo­po­czu­ciem emo­cjo­nal­nym?

Na szczę­ście dzięki mediom jeste­śmy na bie­żąco z wszel­kimi nowin­kami, które zapew­niają, że wniosą w nasze życie wię­cej rado­ści. Nie mówiąc o tym, co obie­cują ich pro­du­cenci. W obec­nych cza­sach oglą­da­nie tele­wi­zji bez spo­tów rekla­mu­ją­cych far­ma­ceu­tyki jest prak­tycz­nie nie­moż­liwe, a te wszyst­kie cudowne leki gwa­ran­tują, że wyle­czą nas ze wszyst­kich dole­gli­wo­ści. Jeśli cier­pisz na cho­robę X, poproś leka­rza o spe­cy­fik Y, bo on na pewno jest wła­śnie dla cie­bie…

Każ­dego dnia jeste­śmy bom­bar­do­wani obra­zami obie­cu­ją­cymi nam osią­gnię­cie naj­wyż­szej szczę­śli­wo­ści… Ete­ryczne, małe motylki fru­wają w nocy w naszych sypial­niach, czu­wa­jąc nad naszym spo­koj­nym snem. Nowo­żeńcy patrzą na sie­bie z uwiel­bie­niem, a goście weselni obsy­pują szczę­śliwą parę ryżem, a wszystko po to, by panna młoda mogła poczuć się jak w bajce.

Nie jeste­śmy w sta­nie poko­nać sys­temu

Sys­tem – czyli umysł i ciało czło­wieka – jest tak skon­stru­owany, by prze­ciw­sta­wiać się nie­dbal­stwu, nad­uży­wa­niu środ­ków psy­cho­tro­po­wych i apa­tii. Jedna czwarta doro­słych osób cierpi z powodu jed­nego z wielu zabu­rzeń psy­chicz­nych. Zabija nas depre­sja, która czę­sto jest nie­od­łącz­nie zwią­zana z pró­bami uni­ka­nia bólu. Według Naro­do­wego Insty­tutu Zdro­wia Psy­chicz­nego (Natio­nal Insti­tute of Men­tal Health) nawet szes­na­ście pro­cent popu­la­cji Sta­nów Zjed­no­czo­nych (czyli około trzy­dzie­stu pię­ciu milio­nów ludzi) cierpi na depre­sję kli­niczną.

 

Orga­nizm zawsze będzie nam lojal­nie ser­wo­wał coraz to nowe symp­tomy, jedne poważ­niej­sze od dru­gich, by przy­po­mnieć nam, że na­dal nie pora­dzi­li­śmy sobie z przy­czyną naszych pro­ble­mów. Nawet jeśli nie od razu zapła­cimy za swój brak umiaru, to nie­koń­cząca się pętla nie­wła­ści­wych zacho­wań w postę­pie geo­me­trycz­nym przy­mnoży krzywd, które będziemy sobie wyrzą­dzać. Może odsetki zapła­cimy póź­niej, ale raty i tak kie­dyś wzro­sną.

Możesz ukryć ból, zama­sko­wać go, pró­bo­wać zmi­ni­ma­li­zo­wać, ale on nie znik­nie. Nie bądź zbyt pobłaż­liwy w sto­sunku do sie­bie, bo to nie działa. To tylko uni­ka­nie pro­ble­mów. Odzy­ska­nie kon­troli nad wła­snym zacho­wa­niem – samo­dziel­nie czy przy pomocy spe­cja­li­sty – to jedyna droga zapa­no­wa­nia nad swoim życiem. Zmiana sche­ma­tów myślo­wych wywo­łu­ją­cych auto­de­struk­cyjne zacho­wa­nia pozwala nam napra­wić to, co zostało znisz­czone.

* * *

Emo­cje, myśli i uczu­cia nie są nama­calne, ale pozo­sta­wiają ślady, widoczne wska­zówki. Wykwa­li­fi­ko­wany pro­fi­ler, czyli psy­cho­log two­rzący pro­file psy­cho­logiczne, potrafi oce­nić stan emo­cjo­nalny czło­wieka w taki sam spo­sób, jak doświad­czony lekarz z dużą dozą pew­no­ści na pierw­szy rzut oka okre­śla ogólny stan zdro­wia pacjenta, a przy­naj­mniej oce­nia, czy jest poważ­nie chory. Istotne jest jed­nak to, by pro­fi­ler był świa­domy, że wła­sne inkli­na­cje i uprze­dze­nia mogą wpły­wać na jego per­cep­cję. Powi­nien zatem uni­kać błę­dów dia­gno­stycz­nych wyni­ka­ją­cych ze złej inter­pre­ta­cji symp­to­mów.

ROZ­DZIAŁ 2
Błędy dia­gno­styczne: Jak działa sys­tem dia­gno­zo­wa­nia

W upra­wia­niu nauki naj­bar­dziej prze­szka­dza mi wykształ­ce­nie. Albert Ein­stein

W jaki spo­sób pro­fi­le­rzy spo­rzą­dzają pro­file seryj­nych mor­der­ców, któ­rych prze­cież ni­gdy nie spo­tkali? A jak leka­rze usta­lają dia­gnozę na pod­sta­wie obja­wów opi­sa­nych przez nowego pacjenta? Obaj pole­gają na stra­te­giach roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów i skró­tach myślo­wych. Skróty myślowe mogą jed­nak pro­wa­dzić do pew­nych błę­dów poznaw­czych i pochop­nych wnio­sków. Prawdę mówiąc, cza­sem mamy skłon­ność do wie­lo­krot­nego wycią­ga­nia tych samych błęd­nych kon­klu­zji.

Błędy poznaw­cze pro­wa­dzą z kolei do błę­dów w rozu­mo­wa­niu, które upo­śle­dzają naszą zdol­ność do sta­wia­nia obiek­tyw­nych dia­gnoz. Taka stron­ni­czość czę­sto poja­wia się cał­ko­wi­cie nie­świa­do­mie – poza sferą naszej samo­wie­dzy (waż­nego skład­nika oso­bo­wo­ści czło­wieka) i intro­spek­cji (ana­lizy uczuć i emo­cji) – i wpływa na ocenę sytu­acji nawet wtedy, gdy nasze uprze­dze­nia czy nasta­wie­nie są sprzeczne ze świa­do­mymi prze­ko­na­niami.

Wszy­scy kie­ru­jemy się pew­nymi natu­ral­nymi sche­ma­tami. Jed­nym z naj­sil­niej­szych jest na przy­kład ten­den­cja do łącze­nia ze sobą przy­pad­ko­wych zda­rzeń, do któ­rych docho­dzi w tym samym cza­sie, i obwi­nia­nia jed­nego z nich, że stało się przy­czyną kolej­nych.

Zja­wi­sko błędu poznaw­czego pomaga wyja­śnić, dla­czego mamy ten­den­cję do znaj­do­wa­nia tego, czego szu­kamy. Ina­czej mówiąc, widzimy to, co chcemy zoba­czyć, ponie­waż przy­my­kamy oko na wszel­kie rze­czy, które nie pasują do naszych ocze­ki­wań. Kiedy w grę wcho­dzi błąd poznaw­czy, dowody wydają się ukła­dać w nie­mal mistyczne sche­maty i kon­cepty, które póź­niej przy­po­rząd­ko­wu­jemy do pasu­ją­cych nam kate­go­rii, nada­jąc im odpo­wied­nie ety­kiety.

Nie ozna­cza to, że ten­den­cyj­ność czy znie­kształ­ce­nia poznaw­cze mają nega­tywne przy­czyny. Takie błędy są czę­ścią pro­cesu neu­ro­bio­lo­gicz­nego, dzięki któ­remu mózg two­rzy kate­go­rie i poję­cia. To skróty myślowe, które czę­sto dobrze nam służą. W końcu codzien­nie roz­wią­zu­jemy jakieś pro­blemy. Wyobraźmy sobie, że każdy naj­mniej­szy pro­blem musie­li­by­śmy roz­wią­zy­wać od zera – począw­szy od obsługi eks­presu do kawy po wybór naj­krót­szej drogi do pracy. W takiej sytu­acji ni­gdy nie zdo­ła­li­by­śmy niczego zro­bić.

Kate­go­rie to ele­menty pro­cesu myślo­wego i podej­mo­wa­nia decy­zji. Mózg uwiel­bia kate­go­ry­zo­wać, ale cza­sem bywa zbyt leniwy i woli wtła­czać nowe infor­ma­cje w kate­go­rie już ist­nie­jące, niż two­rzyć nowe. Mózg zawsze sku­pia się na poszu­ki­wa­niu podo­bieństw – mię­dzy ludźmi, przed­mio­tami czy doświad­cze­niami – ponie­waż chce trak­to­wać nowe infor­ma­cje jako dane, które może per­fek­cyj­nie i bez trudu dopa­so­wać do jed­nej ze zna­nych i zapa­mię­ta­nych kate­go­rii.

Ist­nieją dwie szkoły doty­czące two­rze­nia pojęć: teo­ria cech (opie­ra­jąca się na sta­łych i cha­rak­te­ry­stycz­nych dla danego obiektu cechach) oraz teo­ria pro­to­typu (opie­ra­jąca się na podo­bień­stwach). Teo­ria cech utrzy­muje, że mózg prze­cho­wuje listę cech cha­rak­te­ry­stycz­nych dla danego poję­cia. Poję­cie (kon­cept) jest ele­men­tem danej kate­go­rii wtedy (i tylko wtedy), gdy zawiera każdą cechę z listy. Na przy­kład klu­czo­wymi cechami poję­cia „ryba” (ang. fish) są skrzela i płe­twy.

A co z medu­zami (ang. jel­ly­fish)? Nie mają skrzeli ani płetw, cho­ciaż w języku angiel­skim w ich nazwie poja­wia się słowo ryba. Jak zatem widzimy, teo­ria cech jest wyjąt­kowo sztywna. Hipo­teza pro­to­typu jest odro­binę bar­dziej ela­styczna. Pozwala nam budo­wać wzory pamię­ciowe dokład­nych bądź repre­zen­ta­tyw­nych cech, które powi­nien mieć ele­ment danej kate­go­rii, cho­ciaż osoba, przed­miot lub sytu­acja nie musi posia­dać wszyst­kich cech cha­rak­te­ry­stycz­nych pro­to­typu (pier­wo­wzoru), by nale­żeć do danej kate­go­rii.

Jako kata­log pro­to­ty­pów zdro­wia psy­chicz­nego można trak­to­wać dia­gno­styczną i sta­ty­styczną kla­sy­fi­ka­cję zabu­rzeń psy­chicz­nych Ame­ry­kań­skiego Towa­rzy­stwa Psy­chia­trycz­nego (DSM-IV-TR)1, to spraw­dzony prze­wod­nik każ­dego tera­peuty poma­ga­jący kate­go­ry­zo­wać cho­roby psy­chiczne. Kla­sy­fi­ka­cja porząd­kuje kry­te­ria dia­gno­styczne w kate­go­rie (zabu­rze­nia) i nadaje im nazwy.

Jak powstaje błąd poznaw­czy

Prze­śledźmy, jak błędy poznaw­cze pro­wa­dzą do roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów. Przyj­rzyjmy się dwóm stra­te­giom, a mia­no­wi­cie algo­ryt­mom i heu­ry­styce. Algo­rytm polega na sys­te­ma­tycz­nym ana­li­zo­wa­niu wszyst­kich moż­li­wych roz­wią­zań lub wyja­śnia­niu pro­blemu na pod­sta­wie sztyw­nych reguł, nato­miast heu­ry­styka to uprosz­czona metoda oparta na bar­dziej ogól­nych stra­te­giach, które spraw­dziły się w podob­nych sytu­acjach w prze­szło­ści.

Sto­so­wa­nie algo­ryt­mów wymaga rzecz jasna wię­cej pracy i czasu niż posłu­gi­wa­nie się heu­ry­styką. A więc czę­sto pole­gamy na heu­ry­styce – czyli uprosz­cze­niach – by roz­wi­kłać jakąś zagadkę. Heu­ry­styka może nam pomóc w sku­tecz­nym roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów, ale może pro­wa­dzić do błę­dów, które wpę­dzą nas w poczu­cie winy, dopóki nie prze­sta­wimy się na tryb udo­wad­nia­jący, że jeste­śmy nie­winni.

Sto­su­jemy heu­ry­stykę dostęp­no­ści (uprosz­czoną metodę wnio­sko­wa­nia), by osza­co­wać praw­do­po­do­bień­stwo; jeśli wcze­śniej doświad­czy­li­śmy jakiejś sytu­acji, będziemy prze­ce­niać praw­do­po­do­bień­stwo jej wystą­pie­nia w przy­szło­ści. Na przy­kład śled­czy pro­wa­dzący docho­dze­nie w spra­wie mor­der­stwa kobiety wie, że więk­szość zabójstw, któ­rymi się do tej pory zaj­mo­wał, została popeł­niona przez mał­żonka, więc może dojść do wnio­sku, iż kobietę zamor­do­wał mąż, i doszu­ki­wać się dowo­dów na popar­cie swo­jej teo­rii. Ale mor­dercą może się oka­zać sąsiad lub przy­pad­kowa osoba, która aku­rat zna­la­zła się w pobliżu i nie miała żad­nych powią­zań z ofiarą. Nie ozna­cza to, że sta­ty­styka nie jest poży­tecz­nym narzę­dziem (dowiemy się o tym w roz­dziale jede­na­stym „Sta­ty­stycz­nie rzecz bio­rąc”), ale błąd polega na tym, że trak­tu­jemy ją jako wyłączny, a nie pro­por­cjo­nalny (czyli pozo­sta­jący w okre­ślo­nym sto­sunku do cało­ści) powód wystą­pie­nia danego zda­rze­nia.

Lekarz, który czę­sto leczy ludzi cier­pią­cych na depre­sję i aku­rat wysłu­chuje pacjenta narze­ka­ją­cego na zmę­cze­nie, brak ener­gii, przy­bie­ra­nie na wadze i zmniej­szony popęd płciowy, może dojść do wnio­sku, że ma on wła­śnie depre­sję. W tym wypadku pro­ble­mem może być rów­nież nie­do­czyn­ność tar­czycy albo setka innych przy­pa­dło­ści, które obja­wiają się w podobny spo­sób.

Mamy rów­nież skłon­no­ści, by pole­gać na heu­ry­styce, przy­pi­su­jąc ludzi do kon­kret­nych kate­go­rii. Kiedy odpo­wied­nio skla­sy­fi­ku­jemy samych sie­bie, zakła­damy, że mamy takie same cechy jak osoby w tej gru­pie i że one rów­nież się od nas nie róż­nią. Jeśli z góry zało­żymy, że dana grupa ludzi pre­zen­tuje okre­ślone cechy, możemy uznać, iż poszcze­gólni jej człon­ko­wie rów­nież je posia­dają, igno­ru­jąc dowody prze­czące naszym wnio­skom.

Dosta­jesz to, czego ocze­ku­jesz

Błędy poznaw­cze kreują ocze­ki­wa­nia; two­rzymy sche­maty lub stra­te­gie, które poma­gają nam spo­dzie­wać się okre­ślo­nych rze­czy po kon­kret­nym poję­ciu, kate­go­rii, oso­bie czy sytu­acji. Na przy­kład, jeśli według sche­matu, któ­rym posłu­gują się leka­rze przy dia­gno­zo­wa­niu ADHD (zespołu nad­po­bu­dli­wo­ści psy­cho­ru­cho­wej z defi­cy­tem uwagi), pacjent wyka­zuje cechy nad­po­bu­dli­wo­ści, to z pew­no­ścią zosta­nie tak zdia­gno­zo­wany, cho­ciaż czę­sto jest to błędna dia­gnoza. Nie wszy­scy ludzie nad­po­bu­dliwi cier­pią na ADHD i nie wszy­scy ludzie z ADHD są nad­mier­nie ruchliwi.

Dzięki sche­ma­tom szybko wypeł­niamy różne luki. Nie­stety, sche­maty czę­sto są ten­den­cyjne, ukształ­to­wane przez nasze wcze­śniej­sze doświad­cze­nia, i mogą kie­ro­wać nas w złą stronę, powo­du­jąc, że wypeł­niamy te luki w nie­wła­ściwy spo­sób. Jeśli otrzy­mu­jemy nową infor­ma­cję i kie­ru­jemy się z góry przy­ję­tym prze­świad­cze­niem, które mówi nam, jak powinna ona paso­wać do ogól­nego sche­matu, możemy gro­ma­dzić dane w taki spo­sób, by odpo­wia­dały naszym ocze­ki­wa­niom, a odrzu­cać te, które do nich nie pasują.

Efekt domina (gdy jedno zda­rze­nie wywo­łuje następne) może się w tym wypadku oka­zać bar­dzo nisz­czy­ciel­ski, ponie­waż wpro­wa­dza do gry emo­cje.

„Prawo ocze­ki­wa­nia” prze­wi­duje, że mamy ten­den­cje żyć zgod­nie z tym, czego się od nas ocze­kuje. Liczne bada­nia dowo­dzą, że nasza zdol­ność poj­mo­wa­nia i dzia­ła­nia w dużej mie­rze jest oparta na ocze­ki­wa­niach. Oto przy­kłady: a) dziew­częta, któ­rym powie­dziano, że wypadną kiep­sko w teście z mate­ma­tyki, fak­tycz­nie sobie nie pora­dziły (Bec­ker, 1981); b) pra­cow­nicy linii mon­ta­żo­wej, któ­rym powie­dziano, że mają przed sobą skom­pli­ko­wane i trudne zada­nie, pra­co­wali mniej wydaj­nie niż ci, któ­rzy usły­szeli, że ta sama czyn­ność jest pro­sta (Rosen­thal, 1976); c) doro­śli, któ­rym dano do roz­wią­za­nia dość zło­żoną łami­główkę, pora­dzili sobie z nią o wiele szyb­ciej, gdy powie­dziano im, że to zada­nie na pozio­mie szkoły pod­sta­wo­wej (Jus­sim i Har­ber, 2005).

Kiedy eks­pert lub auto­ry­tet w jakiejś dzie­dzi­nie postawi nam dia­gnozę lub przy­po­rząd­kuje nas do jakiejś kate­go­rii, jeste­śmy skłonni przy­jąć jego ocenę bez względu na wszystko. W dia­gno­styce kli­nicz­nej zja­wi­sko to obja­wia się w postaci ciem­nej (nega­tyw­nej) strony efektu Pig­ma­liona (czyli samo­speł­nia­ją­cej się prze­po­wiedni), zwa­nego cza­sem efek­tem Golema. Innymi słowy, dia­gnoza sama w sobie może wyzwo­lić w nas nega­tywne cechy i zacho­wa­nia.

A dia­gnoza jest prze­cież niczym innym jak tylko wypad­kową symp­to­mów. Czło­wiek to coś wię­cej. Czło­wiek nie jest cho­robą, a cho­roba nie jest czło­wie­kiem.

Dzięki pogłę­bia­niu świa­do­mo­ści wła­snych błę­dów poznaw­czych i ten­den­cyj­nych opi­nii docho­dzimy do bar­dziej obiek­tyw­nych i pre­cy­zyj­nych wnio­sków na temat zacho­wań innych ludzi. Inne dwa główne typy błę­dów poznaw­czych doty­czą oso­bo­wo­ści i kul­tury.