Tao zdrowia, seksu i długowieczności

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Skoro naukowcy zachodni tak bar­dzo lubią spraw­dzać swe teo­rie na szczu­rach, aby potem sto­so­wać wyniki badań u ludzi, zobaczmy, co się dzieje ze szczu­rami, które karmi się goto­wa­nym poży­wie­niem. Jeśli porów­namy dwie grupy szczu­rów, z któ­rych jedna odży­wia się wyłącz­nie suro­wymi pro­duk­tami, druga zaś poży­wie­niem goto­wa­nym, prze­ko­namy się, że szczury z pierw­szej grupy żyją śred­nio trzy lata, nato­miast szczury z grupy dru­giej rzadko doży­wają dwóch. W wypadku ludzi ozna­cza­łoby to dodat­kowe dwa­dzie­ścia–trzy­dzie­ści lat życia! Eks­pe­ry­menty dr. Pot­ten­gera na kotach kar­mio­nych suro­wym i paste­ry­zo­wa­nym mle­kiem dały podobne rezul­taty. Pomyśl o tym, kiedy następ­nym razem będziesz się decy­do­wał na ham­bur­gera z fryt­kami zamiast na sałatkę ze świe­żych owo­ców lub warzyw.

Kiedy nasze enzymy nie są zajęte tra­wie­niem pozba­wio­nego natu­ral­nych enzy­mów pokarmu w żołądku, krążą wraz z krwią po całym orga­ni­zmie i chro­nią go przed wszel­kiego rodzaju cho­ro­bami i zatru­ciami. Oto jedna z pod­sta­wo­wych korzy­ści gło­dówki: cały poten­cjał enzy­ma­tyczny orga­ni­zmu wyko­rzy­sty­wany jest do jego oczysz­cza­nia oraz tra­wie­nia i usu­wa­nia mar­twych bądź uszko­dzo­nych tka­nek i zgni­łych bia­łek, a także do budo­wa­nia nowych komó­rek. Dieta zło­żona z prze­two­rzo­nego i pozba­wio­nego enzy­mów poży­wie­nia nie­uchron­nie pro­wa­dzi do tego, że cały nasz poten­cjał enzy­ma­tyczny jest bez prze­rwy zajęty funk­cjami tra­wien­nymi, co pozwala róż­nym pro­duk­tom roz­kładu i uszko­dzo­nym komór­kom gro­ma­dzić się w tkan­kach, aż do wywo­ła­nia stanu ostrej tok­se­mii. Ogól­nie wia­domo, że guzy nowo­two­rowe naj­czę­ściej two­rzą się w tkan­kach będą­cych w sta­nie sil­nego zatru­cia, takich jak płuca u pala­cza, wątroba u alko­ho­lika i jelito grube u żar­łoka.

Aby zrów­no­wa­żyć nie­do­bór enzy­mów w orga­ni­zmie, spo­wo­do­wany spo­ży­wa­niem goto­wa­nych, sma­żo­nych bądź pie­czo­nych pro­duk­tów, zwłasz­cza zwie­rzę­cych, dr Howell radzi uzu­peł­niać każdy obfity posi­łek jedną do trzech kap­su­łek z enzy­mami, chyba że cały posi­łek jest przy­go­to­wany na surowo. Mała surówka nie jest w sta­nie dostar­czyć takiej ilo­ści enzy­mów, żeby umoż­li­wić stra­wie­nie kotleta. Kap­sułki enzy­ma­tyczne należy poły­kać przed jedze­niem, tak aby zdą­żyły roz­pu­ścić się w żołądku przed dotar­ciem doń pokarmu. Według dr. Howella enzymy pocho­dze­nia roślin­nego są war­to­ściow­sze od enzy­mów trzust­ko­wych pocho­dze­nia zwie­rzę­cego, ponie­waż „enzymy roślinne mogą dzia­łać w kwa­śnym śro­do­wi­sku żołądka, pod­czas gdy enzymy trzust­kowe dzia­łają naj­le­piej w zasa­do­wym śro­do­wi­sku jelita cien­kiego”. Znaczna część pro­cesu tra­wie­nia doko­nuje się w żołądku, zanim jesz­cze masa pokar­mowa dotrze do jelita cien­kiego, stąd też wska­zane jest sto­so­wa­nie enzy­mów uak­tyw­nia­ją­cych się w żołądku.

Cho­ciaż zde­cy­do­wa­nie naj­lep­szym źró­dłem czyn­nych enzy­mów są pro­dukty surowe, nie­które spo­soby lek­kiego goto­wa­nia nie do końca nisz­czą natu­ralny skład enzy­ma­tyczny pro­duktu. Tym, co nisz­czy enzymy pod­czas przy­go­to­wy­wa­nia potraw, jest inten­sywne cie­pło, nad­mierna suchość i długi czas goto­wa­nia. Naj­po­pu­lar­niej­sze na Zacho­dzie metody przy­rzą­dza­nia potraw – pie­cze­nie i sma­że­nie – to naj­więksi „zabójcy” enzy­mów.

Pro­blem ten można roz­wią­zać w typowo tao­istyczny spo­sób: należy zrów­no­wa­żyć nad­miar gorąca i sucho­ści yang łago­dzą­cym pier­wiast­kiem yin – wodą. Ozna­cza to uży­cie ognia do pod­grza­nia wody, a następ­nie uży­cie gorą­cej wody do goto­wa­nia pro­duk­tów na parze lub na wol­nym ogniu, ale ni­gdy nie we wrzątku. Goto­wa­nie na parze lub na wol­nym ogniu odbywa się w tem­pe­ra­tu­rze nie wyż­szej niż 100°C, pod­czas gdy w pie­kar­niku tem­pe­ra­tura wynosi 150–250°C, a jesz­cze wię­cej pod­czas pie­cze­nia na rusz­cie. Goto­wa­nie na parze lub na wol­nym ogniu skraca czas przy­go­to­wy­wa­nia potraw i choć zarówno para, jak i gorąca woda nisz­czą enzymy na powierzchni pro­duktu, wil­goć chroni i zacho­wuje wiele enzy­mów w środku, gdzie nie docie­rają już wyso­kie tem­pe­ra­tury powierzch­niowe. Goto­wa­nie na wol­nym ogniu lub na parze obywa się bez takich dodat­ków, jak olej, tłuszcz itp., które tylko pogar­szają tra­wie­nie i nie­po­trzeb­nie pod­wyż­szają war­tość kalo­ryczną potraw.

Kolejną metodą kuli­narną, która pozwala pro­duk­tom zacho­wać część swych natu­ral­nych enzy­mów, jest tra­dy­cyjna chiń­ska metoda „sma­że­nia i mie­sza­nia”. Choć tem­pe­ra­tura jest bar­dzo wysoka, to czas sma­że­nia bar­dzo krótki – zwy­kle trzy­dzie­ści sekund do minuty – skut­kiem czego nie wszyst­kie soki zdążą wypa­ro­wać i część enzy­mów zostaje zatrzy­mana wewnątrz mięsa lub warzywa. Jeśli usma­żone w ten spo­sób warzywa pozo­staną chru­piące, to zna­czy, że ich wewnętrzna struk­tura komór­kowa zawie­ra­jąca enzymy jest nie­tknięta. Jeśli mięso jest słabo dopie­czone i krwi­ste w środku, to rów­nież zacho­wało część swych natu­ral­nych enzy­mów.

Nawet posiłki w rodzaju dru­giego śnia­da­nia można przy­rzą­dzać, nie łamiąc zasad tro­fo­lo­gii, i mogą one zaspo­ka­jać nasze enzy­ma­tyczne potrzeby. Na przy­kład chleb nie jest wcale nie­zbędny do kana­pek. W całej Azji Połu­dniowo-Wschod­niej ludzie zawi­jają różne sma­ko­wite pro­dukty (wiele na surowo) w świeże liście sałaty, otrzy­mu­jąc w ten spo­sób zdrowy i smaczny posi­łek, który nie­trudno spo­żyć „w biegu”. Sałata jest dobrym dodat­kiem do wszyst­kiego i źró­dłem czyn­nych enzy­mów oraz błon­nika. W Japo­nii do tego samego celu używa się suszo­nych wodo­ro­stów (nori), w które zawija się mię­dzy innymi duszone szpa­ragi, surową sałatę i kapu­stę, surową rybę, strąki fasoli, sie­kaną cebulę, pomi­dory, mie­loną surową woło­winę, awo­kado i inne zdrowe, bogate w enzymy pro­dukty, nie tylko smaczne, ale i pożywne. Te tzw. ręczne zawi­jańce (temaki) dostar­czają wię­cej skład­ni­ków odżyw­czych niż ham­bur­gery czy inne kuli­narne paskudz­twa rodem z Mac­Do­nalda, a ponadto są od nich straw­niej­sze i dużo lepiej sma­kują. Spró­buj, a na pewno polu­bisz!

Jedze­nie a zdro­wie i dłu­go­wiecz­ność

Ci, któ­rzy odży­wiają się zgod­nie z pra­wami natury, rzadko narze­kają na dole­gli­wo­ści gastryczne. W Ame­ryce pra­wie wszy­scy pogo­dzili się już z myślą, że każdy obfity posi­łek musi się odbić na ich samo­po­czu­ciu. Wybie­ra­jąc się do restau­ra­cji lub na pro­szony obiad, wielu ludzi na Zacho­dzie ma zwy­czaj zabie­rać ze sobą środki na zgagę i inne leki na żołą­dek.

Kilka następ­nych stron poświę­camy prak­tycz­nym wska­zów­kom co do pra­wi­dło­wego łącze­nia i spo­ży­wa­nia naj­waż­niej­szych w ludz­kiej die­cie skład­ni­ków pokarmu: bia­łek, węglo­wo­da­nów, tłusz­czów, świe­żych owo­ców i suro­wych warzyw. Mamy nadzieję, że uwagi te przy­bliżą czy­tel­ni­kowi natu­ralne zasady żywie­nia, które gwa­ran­tują zdro­wie i dłu­go­wiecz­ność, nie ujmu­jąc nic a nic roz­ko­szom pod­nie­bie­nia.

Jak jeść białka

Jahwe prze­mó­wił do Moj­że­sza, a ten rzekł swemu ludowi: „Wie­czo­rem Pan da wam mięso do spo­ży­cia, a rano chleba do syta” (Wj 16,8). Innymi słowy, Jahwe obja­wił Moj­że­szowi jedną z zasad tro­fo­lo­gii, która głosi, że białka i węglo­wo­dany należy spo­ży­wać oddziel­nie. Zaka­zał im także łączyć mleko z mię­sem. Są to naj­wcze­śniej­sze i zara­zem naj­lep­sze rady na temat diety, jakie notuje cywi­li­za­cja zachod­nia, lecz w prze­ci­wień­stwie do ludzi Wschodu, któ­rzy sza­nują mądrość daw­nych mędr­ców, miesz­kańcy Zachodu lek­ce­ważą nauki prze­szło­ści, uwa­ża­jąc je za prze­sta­rzałe i pry­mi­tywne. A prze­cież, jak zauwa­żył dr Til­den, wybitny ame­ry­kań­ski spe­cja­li­sta do spraw żywie­nia, „kanapka nie jest by­naj­mniej two­rem przy­rody!”.

Białka sta­no­wią bar­dzo war­to­ściowy pokarm, lecz do ich stra­wie­nia i uwol­nie­nia zawar­tych w nich skład­ni­ków odżyw­czych potrzebne są spe­cjalne warunki. Białka zwie­rzęce naj­le­piej łączyć z warzy­wami, na przy­kład z zie­le­niną, dynią, kapu­stą, bruk­selką itp., które należy spo­ży­wać na surowo w postaci dużej sałatki. Białko zwie­rzęce powinno się spo­ży­wać tylko raz dzien­nie, choć białka roślinne, na przy­kład twa­ro­żek z nasion roślin strącz­ko­wych (tofu), można jeść czę­ściej. Białka roślinne mogą nawet cał­ko­wi­cie zastą­pić mięso w ludz­kiej die­cie: 0,5–1 kg orze­chów lasko­wych i suro­wych nasion tygo­dniowo dostar­cza nie­zbęd­nej ilo­ści białka i tłusz­czów oraz likwi­duje łak­nie­nie mięsa, jaj i innych bia­łek zwie­rzę­cych.

Jak jeść węglo­wo­dany

Skrobi nie należy łączyć z biał­kiem. Naj­bar­dziej wska­zane jest spo­ży­wa­nie pro­duk­tów boga­tych w skro­bię w połą­cze­niu z nie­kwa­śnymi owo­cami i świe­żymi, suro­wymi lub lekko ugo­to­wa­nymi warzy­wami. Jeżeli lubisz ziem­niaki, maka­ron albo ciastka, niech sta­no­wią one twój cały posi­łek, do któ­rego nie powi­nie­neś doda­wać jajek, mięsa ani sera.

Więk­szość ludzi woli spo­ży­wać swój węglo­wo­da­nowy posi­łek na śnia­da­nie, w postaci grzanki albo płat­ków. Nawet bar­dzo sprawny żołą­dek potrze­buje około dwu­na­stu godzin, żeby odzy­skać rów­no­wagę po wpro­wa­dze­niu doń nie­od­po­wied­niej mie­szanki pokar­mo­wej, tak więc błąd popeł­niony przy śnia­da­niu odbija się na tra­wie­niu przez resztę dnia, nie­za­leż­nie od tego, co zjesz na obiad albo kola­cję. Do naj­gor­szych zesta­wów śnia­da­nio­wych należą suche płatki zbo­żowe sło­dzone bia­łym cukrem i polane paste­ry­zo­wa­nym mle­kiem. Rów­nie szko­dliwa jest grzanka z dże­mem. Skutki takich śnia­dań naj­do­tkli­wiej odczu­wają dzieci, gdyż więk­szość doro­słych albo w ogóle śnia­da­nia nie jada, albo poprze­staje na samej grzance z kawą, co aku­rat sta­nowi dość szczę­śliwe połą­cze­nie.

 

Podob­nie jak w wypadku białka, jeden skro­biowy posi­łek dzien­nie cał­ko­wi­cie wystar­czy, nie należy też łączyć w jed­nym posiłku dwóch zupeł­nie odmien­nych rodza­jów skrobi. Ponie­waż białko i skro­bia są w tro­fo­lo­gii naj­więk­szymi wro­gami, wska­zane jest spo­ży­wa­nie posił­ków jed­nego i dru­giego typu w odstę­pie 10–12 godzin. Jahwe słusz­nie naka­zał Moj­że­szowi jeść chleb na śnia­da­nie i mięso na kola­cję.

Arty­kuły spo­żyw­cze o dużej zawar­to­ści skrobi jesz­cze gorzej niż białka zno­szą popi­ja­nie wodą, sokiem owo­co­wym, mle­kiem czy innym pły­nem. Tra­wie­nie skrobi musi się roz­po­cząć w jamie ust­nej, aby mogło odby­wać się dalej w żołądku. Łyk płynu towa­rzy­szący kęsowi skrobi tak bar­dzo roz­cień­cza wydzie­linę śli­nową, że skro­bia dociera do żołądka nie­do­sta­tecz­nie nasą­czona zasa­do­wym enzy­mem ptia­liną i miast tra­wie­niu ulega fer­men­ta­cji. Wszyst­kie pro­dukty skro­biowe należy przed połknię­ciem dokład­nie prze­żuć i dobrze naśli­nić.

Jak jeść tłusz­cze

Tłusz­cze można spo­ży­wać w połą­cze­niu z węglo­wo­da­nami, warzy­wami i owo­cami, nie należy ich nato­miast łączyć z biał­kiem zwie­rzę­cym. Zwy­kle dopusz­czalne jest łącze­nie tłusz­czu z biał­kami pocho­dze­nia roślin­nego.

Wśród tłusz­czów należy wystrze­gać się róż­nych odmian mar­ga­ryny i innych sub­sty­tu­tów masła, jak też wszel­kich tłusz­czów utwar­dzo­nych. Utwar­dzone, czyli uwo­dor­nione oleje roślinne nabie­rają takich wła­ści­wo­ści, że ich tra­wie­nie jest moż­liwe dopiero w tem­pe­ra­tu­rze 250°C, czyli są one po pro­stu nie­strawne. Naj­war­to­ściow­szymi tłusz­czami są masło i tło­czone na zimno oleje z warzyw i orze­chów.

Jak jeść surówki

Zarówno dr Her­bert Shel­ton, jak i V.E. Irons radzą jeść codzien­nie dużą surówkę ze świe­żych warzyw nie­za­wie­ra­ją­cych skrobi, naj­le­piej zaraz przed głów­nym posił­kiem biał­ko­wym lub węglo­wo­da­no­wym. Surowe warzywa są nie tylko bogate w czynne enzymy i błon­nik, ale sta­no­wią też świetne źró­dło wita­min, soli mine­ral­nych, bio­pier­wiast­ków, ami­no­kwa­sów i innych życio­daj­nych skład­ni­ków pokar­mo­wych w naj­le­piej przy­swa­jal­nej postaci.

Surówkę należy jeść zaraz po pokro­je­niu jej skład­ni­ków. Warzywa pokro­jone i poszat­ko­wane na kilka godzin przed spo­ży­ciem szybko tracą dużą część swych enzy­mów i innych cen­nych skład­ni­ków pokar­mo­wych wsku­tek utle­nia­nia.

Zwróć też uwagę na sos, któ­rym zamie­rzasz polać sałatkę, zwłasz­cza jeśli ma ona towa­rzy­szyć posił­kom o cha­rak­te­rze biał­ko­wym. Zbyt wiele oleju, octu lub śmie­tany może prze­szka­dzać żołąd­kowi w tra­wie­niu białka.

Surówki wydat­nie wspie­rają pro­cesy roz­wo­jowe u dzieci. Dostar­czają mło­demu orga­ni­zmowi boga­tych zapa­sów życio­daj­nych skład­ni­ków odżyw­czych nie­zbęd­nych do wzro­stu kości i tka­nek oraz regu­lar­nie oczysz­czają jelito grube z tok­sycz­nych pozo­sta­ło­ści po sło­dy­czach i innych szko­dli­wych pro­duk­tach. Choć nie­któ­rym może się to wydać nie­lo­giczne, surowe warzywa są w rze­czy­wi­sto­ści dużo lep­szym źró­dłem orga­nicz­nego wap­nia niż paste­ry­zo­wane mleko, tak czę­sto wmu­szane w dzieci przez leka­rzy i rodzi­ców wła­śnie ze względu na wapń. Oczy­wi­ście mleko zawiera dużo wap­nia, lecz wsku­tek paste­ry­za­cji staje się ono wła­ści­wie nie­przy­swa­jalne przez ludzki orga­nizm. Jeśli twoje dzieci mają kło­poty z trą­dzi­kiem, prysz­czami i innymi wypry­skami skór­nymi oraz cier­pią na prze­wle­kłe zapar­cie, spró­buj przez parę mie­sięcy nie poda­wać im paste­ry­zo­wanego mleka, lecz dawaj im do picia soki ze świe­żych, suro­wych warzyw, zwłasz­cza mar­chwi, a już wkrótce sam dostrze­żesz rezul­taty. Surowe mleko jest rów­nie sku­tecz­nym, lecz coraz trud­niej dostęp­nym środ­kiem na dole­gli­wo­ści skórne. Surowe warzywa dostar­czają wszyst­kim tkan­kom rze­czy­wi­ście odżyw­czych skład­ni­ków za pośred­nic­twem krwi, a przez to sku­tecz­nie likwi­dują łak­nie­nie sło­dy­czy, nagminne u dzieci, u któ­rych poży­wie­nie – zło­żone z prze­two­rzo­nych pro­duk­tów – fer­men­tuje i gnije, miast ule­gać stra­wie­niu i spa­le­niu. Cią­głe pra­gnie­nie łakoci jest wyraź­nym obja­wem nie­do­ży­wie­nia.

Jak jeść owoce

Ludzki prze­wód pokar­mowy od samego początku przy­sto­so­wany był do diety opar­tej na owo­cach i ich bli­skich krew­nych, orze­chach i nasio­nach. Z bio­lo­gicz­nego punktu widze­nia świeże surowe owoce oraz orze­chy zawie­rają wszyst­kie potrzebne do życia wita­miny, skład­niki mine­ralne, natu­ralne cukry i ami­no­kwasy. Różni „eks­perci” wciąż pró­bują temu zaprze­czać, twier­dząc, że niska zawar­tość bia­łek jako takich w owo­cach nie może zagwa­ran­to­wać czło­wie­kowi zdro­wia. To prawda, że owoce zawie­rają bar­dzo mało peł­nych, zło­żo­nych czą­ste­czek białka, takich, jakie zna­leźć można w mię­sie i jajach, ale jest także prawdą, że nie jeste­śmy w sta­nie bez­po­śred­nio wyko­rzy­stać zło­żo­nych bia­łek zawar­tych w mię­sie i jajach, lecz musimy się naj­pierw sporo namę­czyć nad stra­wie­niem i roz­ło­że­niem tych bia­łek na pro­ste czę­ści skła­dowe – ami­no­kwasy, aby potem budo­wać z nich białka wła­ściwe dla ludz­kiego orga­ni­zmu. Świeże surowe owoce i orze­chy dostar­czają goto­wego budulca w postaci nie­zwią­za­nych ami­no­kwa­sów, w towa­rzy­stwie wszyst­kich potrzeb­nych enzy­mów i wita­min o dzia­ła­niu syner­gi­stycz­nym, co zaosz­czę­dza orga­ni­zmowi czasu, ener­gii i tra­wien­nych nie­po­ko­jów, jakich nie da się unik­nąć przy obróbce zło­żo­nych bia­łek zwie­rzę­cych.

Nie­zna­jo­mość tro­fo­lo­gii i pod­staw żywie­nia pro­wa­dzi nie­kiedy do bez­za­sad­nych oskar­żeń o róż­nego rodzaju kuli­narne zbrod­nie, któ­rym są rze­komo winne świeże owoce. Dr Wil­liam Henry Por­ter, samo­zwań­czy „eks­pert” w zakre­sie żywie­nia, w swej książce pt. Eating to Live Long potę­pia owoce jako „jeden z naj­bar­dziej szko­dli­wych i kary­god­nych kapry­sów naszej diety”, dr Percy Howe z Uni­wer­sy­tetu Harvarda zauwa­żył zaś, że więk­szość ludzi ma kło­poty z tra­wie­niem poma­rań­czy pod­czas posiłku, zapo­mniał jed­nak dodać, że kło­poty te zni­kają bez śladu, jeśli poma­rań­cze spo­żywa się osobno.

To prawda, że nie­które owoce, zwłasz­cza melony i owoce kwa­śne, mogą ule­gać fer­men­ta­cji, wywo­łu­jąc nie­po­koje tra­wienne i tra­cąc wiele ze swej war­to­ści odżyw­czej, jeśli spo­żywa się je w nie­od­po­wied­nich zesta­wach. Jedzone osobno i w dosta­tecz­nych ilo­ściach świeże owoce są świet­nym źró­dłem ener­gii oraz wszyst­kich enzy­mów, wita­min i ami­no­kwa­sów potrzeb­nych do zacho­wa­nia opty­mal­nej kon­dy­cji i wital­no­ści. Wyka­zują też silne dzia­ła­nie prze­czysz­cza­jące i odtru­wa­jące, przez co w pierw­szych tygo­dniach diety opar­tej wyłącz­nie na owo­cach wiele osób skarży się na bie­gunkę i złe samo­po­czu­cie.

Andreas Cah­ling, szwedzki kul­tu­ry­sta wagi cięż­kiej, zdo­bywca pre­sti­żo­wych tytu­łów Mistera Europy i Mistera Świata, żywi się wyłącz­nie owo­cami. Nie jada ani mięsa, ani pro­duk­tów mlecz­nych, ani nawet zbóż i warzyw! Mimo to jest rów­nie silny i zdrowy jak jego mię­so­żerni prze­ciw­nicy, któ­rzy czują się zobo­wią­zani do opy­cha­nia się mię­sem, jajami i mle­kiem, żeby zapew­nić sobie jak naj­wię­cej białka.

Naj­więk­szym błę­dem popeł­nia­nym przez ludzi, któ­rzy decy­dują się na dietę owo­cową, jest spo­ży­wa­nie nie­do­sta­tecz­nej ilo­ści owo­ców. Błę­dem jest także odrzu­ca­nie naj­bar­dziej war­to­ścio­wych pod wzglę­dem odżyw­czym czę­ści. Głów­nym skład­ni­kiem owo­ców jest woda. Stąd też „owo­co­żercy”, tacy jak Andreas Cah­ling, pochła­niają naraz pół tuzina bana­nów, tuzin jabłek lub 1,5–2,5 kg suro­wych wino­gron. Zawsze jedzą białe, włók­ni­ste ścianki oddzie­la­jące cząstki poma­rań­czy, ogryzki jabłek i gru­szek oraz nasionka i skórki wino­gron, ponie­waż czę­ści te zawie­rają naj­sil­niej­sze enzymy i więk­szość ami­no­kwa­sów. Nasiona, owoc­nie i czę­ści włók­ni­ste świe­żych owo­ców należy dobrze prze­żuć i poły­kać dopiero wtedy, gdy nabiorą płyn­nej kon­sy­sten­cji.

Owoce przy­no­szą naj­wię­cej korzy­ści odżyw­czych wtedy, kiedy są spo­ży­wane na czczo, jako że duża ich część prze­cho­dzi pro­sto do jelita cien­kiego, gdzie ulega stra­wie­niu. Jeśli jed­nak owoce i soki owo­cowe nie są twoim wyłącz­nym poży­wie­niem, powi­nie­neś ogra­ni­czyć spo­ży­cie owo­ców do jed­nego lub dwóch owo­co­wych posił­ków dzien­nie. Jedze­nie świe­żych owo­ców lub picie ich soku pomię­dzy posił­kami o cha­rak­te­rze biał­ko­wym albo skro­bio­wym może poważ­nie zaha­mo­wać pro­cesy tra­wienne, ponie­waż w chwili, gdy owoce dotrą do żołądka, będzie on zajęty obróbką skrobi lub białka. Słod­kich i kwa­śnych owo­ców nie powinno się jeść razem ani też nie powinno się sło­dzić owo­ców cukrem albo mio­dem, jako że obce cukry nie sprzy­jają obróbce owo­ców w żołądku.

Jeżeli twoje śnia­da­nie sta­no­wią węglo­wo­dany, a kola­cję białka, twój lunch mógłby się skła­dać wyłącz­nie ze świe­żych suro­wych owo­ców. Tak pomy­ślany układ jest szcze­gól­nie korzystny dla mię­so­żer­ców, ponie­waż posi­łek zło­żony z owo­ców zapew­nia orga­ni­zmowi czynne enzymy, świeży błon­nik i kwasy owo­cowe, które poma­gają oczy­ścić krew i jelita ze szko­dli­wych pro­duk­tów gni­cia. Dietę, w któ­rej każ­dego dnia zna­la­złoby się miej­sce na jeden posi­łek zło­żony z owo­ców, można by jesz­cze posze­rzyć o jeden dzień w tygo­dniu poświę­cony w cało­ści świe­żym, suro­wym owo­com.

Wszystko to jest łatwiej­sze do reali­za­cji, niż się wydaje. Naj­trud­niej poko­nać barierę psy­chiczną, nie fizjo­lo­giczną. Jak zauwa­żył nie­gdyś Wal­ter Bage­hot, „Jed­nym z naj­do­tkliw­szych cier­pień ludz­kiej natury jest ból wywo­łany nową ideą […]. Twoje ulu­bione kon­cep­cje mogą się oka­zać błędne, twoje naj­głęb­sze prze­ko­na­nia – oparte na złych prze­słan­kach”. A twoje ulu­bione potrawy są być może ukrytą przy­czyną two­ich naj­do­tkliw­szych bólów! Tak już jest, że czło­wie­kowi łatwiej jest uwie­rzyć w kłam­stwo, które sły­szał tysiąc razy, niż w prawdę, któ­rej dotąd nie znał. Naj­pierw więc musimy pozbyć się złych die­te­tycz­nych przy­zwy­cza­jeń, wpa­ja­nych nam od naj­wcze­śniej­szego dzie­ciń­stwa, aby następ­nie zapo­znać się z fak­tami doty­czą­cymi diety i żywie­nia. Nie trzeba przy tym nikomu wie­rzyć na słowo, wystar­czy bowiem przez kilka mie­sięcy prze­strze­gać tao­istycz­nych zasad die­te­tycz­nych i tro­fo­lo­gicz­nych, a wła­sne ciało dostar­czy wszyst­kich potrzeb­nych dowo­dów. Jeżeli zależy ci na zdro­wiu i dłu­go­wiecz­no­ści, nowe przy­zwy­cza­je­nia szybko wejdą na stałe do twej codzien­nej diety.

Dieta tao­istyczna nie ozna­cza ani wiel­kich wyrze­czeń, ani kuli­nar­nej nudy. Z odro­biną wyobraźni i zna­jo­mo­ścią zasad tro­fo­lo­gii nie­trudno wymy­ślić wła­ści­wie dobrane, łatwo strawne i pożywne dania, bar­dzo przy­jemne dla pod­nie­bie­nia. W końcu co to za pro­blem od czasu do czasu posta­wić na stole tro­chę świe­żych owo­ców, orze­chów i nasion, zamiast sza­leć w kuchni? Kiedy twoja domowa spi­żar­nia świeci pust­kami, masz dobrą moty­wa­cję, żeby czę­ściej kupo­wać świeże, bogate w enzymy płody rolne, bez koniecz­no­ści się­ga­nia po pro­dukty rafi­no­wane, prze­two­rzone i zapusz­ko­wane, które nie mają żad­nej war­to­ści odżyw­czej i tylko ruj­nują twój układ pokar­mowy.

Jedze­nie w nawet naj­bar­dziej wytwor­nych restau­ra­cjach nie uspra­wie­dli­wia kuli­nar­nych zbrodni prze­ciwko ciału. Nie­mal w każ­dej restau­ra­cji, która przy­rzą­dza potrawy na zamó­wie­nie, można wybrać zrów­no­wa­żony i tro­fo­lo­gicz­nie dobrany posi­łek. Oczy­wi­ście nie mówimy tu o barach typu fast food, gdzie wszystko przy­go­to­wuje się dużo wcze­śniej z uprzed­nio prze­two­rzo­nych pro­duk­tów. We wło­skiej restau­ra­cji można zamó­wić dobry posi­łek skro­biowy zło­żony z maka­ronu i sosu pomi­do­ro­wego (ale bez dodatku mięsa i sera!), uzu­peł­niony prze­ką­skami i dużą sałatką warzywną. Zama­wia­jąc bef­sztyk, nie zapo­mnij dodać, że ma być krwi­sty, zre­zy­gnuj też z chleba i ziem­nia­ków, zamów nato­miast sałatkę ze świe­żych warzyw. Kiedy widzisz zestaw kuszą­cych deserów i wiesz, że po daniu głów­nym nie będziesz mógł się oprzeć poku­sie się­gnię­cia po któ­ryś z nich, daruj sobie danie główne i od razu zamów dwa lub trzy desery, zjadł­szy uprzed­nio duży talerz sałatki, aby wspo­móc żołą­dek enzy­mami i włók­ni­stymi czę­ściami warzyw. Dla chcą­cego nie ma nic trud­nego, jeśli więc naprawdę chcesz podą­żać Drogą, żadne trud­no­ści nie będą w sta­nie cię odstra­szyć.