Tao zdrowia, seksu i długowiecznościTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Droga i jej moc

Oto, w jaki spo­sób Laozi ilu­struje uży­tecz­ność pustki i jej prze­wagę nad formą, jak też zależ­ność „wszyst­kiego” od „niczego”:

Połą­cze­nie trzy­dzie­stu szprych nazy­wamy kołem,

Lecz dopiero pustka mię­dzy nimi decy­duje o pożytku z koła.

Z gliny lepimy naczy­nia,

Lecz dopiero ich puste wnę­trze decy­duje o pożytku z naczyń.

Budu­jąc dom, wyci­namy drzwi i okna,

Lecz dopiero pustka w ich wnę­trzu decy­duje o pożytku z domu.

Podob­nie więc jak czy­nimy uży­tek z tego, co ist­nieje,

Nauczmy się korzy­stać z tego, czego nie ma.

Prze­ko­na­nie o wyż­szo­ści pustki nad formą i bier­no­ści nad dzia­ła­niem, a także o ich ści­słej współ­za­leż­no­ści, jest typowe dla wielu filo­zo­fii orien­tal­nych. Ludzie Zachodu, tak bar­dzo przy­zwy­cza­jeni do kon­kret­nych form i dzia­łań, mają trud­no­ści ze zro­zu­mie­niem tej kon­cep­cji, jed­nak w uję­ciu Laoziego nawet dziecko potrafi ją zro­zu­mieć, bo jego wnio­ski oparte są na rze­tel­nych obser­wa­cjach, a nie na zwod­ni­czej sofi­styce. Dla tao­istów obiek­tywna obser­wa­cja natury zawsze była głów­nym spo­so­bem docie­ka­nia prawdy, pro­wa­dzą­cym do wnio­sku, że „pełny obraz” musi uwzględ­niać zarówno to, co jest, jak i to, czego nie ma, a wszelki poży­tek pły­nie z jed­no­ści prze­ci­wieństw.

Laozi chęt­nie odwo­ły­wał się do obrazu wody, która do dziś pozo­staje pod­sta­wo­wym sym­bo­lem tao. Podob­nie jak pustka, nie przy­ciąga ona naszej uwagi, lecz ma dużo wię­cej de niż pozo­stałe żywioły:

Nie ma na świe­cie nic bar­dziej ule­głego niż woda,

Lecz gdy napiera na rze­czy twarde i nie­ugięte,

Żadna z nich nie może się ostać.

O tym, że ule­głe zwy­cięża oporne,

A mięk­kie twarde,

Wie­dzą wszy­scy,

Lecz nikt nie czyni z tej wie­dzy użytku.

Oto świetny przy­kład na to, jak każdy wer­set Daode­jing kryje w sobie wiele zna­czeń. Po pierw­sze, powyż­szy frag­ment jest pro­stym twier­dze­niem filo­zo­fii tao­istycz­nej, przy­rów­nu­ją­cym tao do mięk­ko­ści, ule­gło­ści i prze­moż­nej siły wody. Po dru­gie, w zacy­to­wa­nym frag­men­cie zawarta jest nauka na temat seksu: oto, jak kobieta zwy­cięża męż­czy­znę, uży­wa­jąc swej mięk­ko­ści, by poko­nać jego twar­dość. Po trze­cie, frag­ment ten jest czę­sto cyto­wany przez chiń­skich mistrzów walki, któ­rzy wyja­śniają nim wyż­szość kla­sycz­nych chiń­skich form walki w stylu „mięk­kim”, takich jak taiji­quan, nad pokrew­nymi for­mami walki w stylu „twar­dym”, takimi jak kore­ań­skie taekwondo czy japoń­skie karate.

Laozi podzi­wiał wodę rów­nież dla­tego, że hoj­nie obda­rza wszyst­kie istoty żywe i nie żąda niczego w zamian. Po speł­nie­niu swej życio­daj­nej funk­cji wobec pól i stru­mieni, ludzi i zwie­rząt woda szuka schro­nie­nia i odpo­czynku w naj­niż­szych, naj­ciem­niej­szych zakąt­kach ziemi. Spada z nieba w postaci desz­czu, a gdy dokona swego dzieła, spływa do naj­głęb­szych zaka­mar­ków.

Naj­wyż­sze dobro jest jak woda.

Dobroć wody polega na tym, że obda­rza sobą dzie­sięć tysięcy istot,

Lecz nie chce przy­cią­gać niczy­jej uwagi,

Zado­wa­la­jąc się miej­scem wzgar­dzo­nym przez ludzi.

To zbliża wodę do tao.

Na zasa­dzie sko­ja­rze­nia frag­ment ten wska­zuje na wyż­szość wszyst­kiego, co sym­bo­li­zuje woda, na przy­kład samic, które pod­trzy­mują życie wszyst­kich żywych stwo­rzeń, rodząc je i ota­cza­jąc macie­rzyń­ską opieką, lecz same „nie chcą przy­cią­gać niczy­jej uwagi”.

Z obra­zem wody wiąże się poję­cie „mięk­ko­ści” i jego roz­liczne kono­ta­cje:

W chwili naro­dzin czło­wiek jest miękki i słaby,

Gdy umiera, staje się sztywny i twardy.

Dzie­sięć tysięcy istot, wszyst­kie rośliny i drzewa

Są za życia gięt­kie i mięk­kie,

A łam­liwe i suche po śmierci.

Zaprawdę, drogą śmierci jest sztyw­ność i twar­dość,

Drogą życia mięk­kość i gięt­kość.

Dla­tego miecz, który jest zbyt twardy, szybko się zła­mie,

A naj­tward­sze z leśnych drzew pierw­sze pój­dzie pod piłę.

Zaprawdę, łatwo upada to, co silne i twarde,

Gdy mięk­kie i słabe unosi się ku górze.

Jest to kolejny ulu­biony cytat zwo­len­ni­ków chiń­skich sztuk walki w stylu „mięk­kim”. Pod­kre­śla się w nim war­tość ule­gło­ści i ela­stycz­no­ści, a dwa ostat­nie wersy przy­wo­dzą na myśl chrze­ści­jań­ską kon­cep­cję, że „cisi posiądą zie­mię”.

Laozi żył w cza­sach, gdy Chi­nami wstrzą­sały prze­cią­ga­jące się Wojny Kró­lestw, jak zwy­kło się okre­ślać ten okres chiń­skiej histo­rii. Dzie­siątki pomniej­szych ksią­żąt rywa­li­zo­wały o supre­ma­cję, w wyniku czego kró­le­stwa powsta­wały i zni­kały jak mor­skie fale, a soju­sze zawarte wie­czo­rem zry­wano o świ­cie. Drugą połowę tego okresu inte­lek­tu­al­nego fer­mentu nazwano Wie­kiem Stu Szkół. Zro­dził on wiel­kich filo­zo­fów, a wśród nich Kon­fu­cju­sza, który wędro­wał od pań­stwa do pań­stwa, na próżno sta­ra­jąc się prze­ko­nać woju­ją­cych ksią­żąt, by przy­jęli jego pacy­fi­styczne zasady jako pod­stawę poli­tyki pań­stwo­wej.

Laozi, współ­cze­sny Kon­fu­cju­sza, także miał coś do powie­dze­nia o poli­tyce, choć swe idee zwy­kle ubie­rał w zgrabne meta­fory. W wielu miej­scach Daode­jing naśmiewa się z takich ludz­kich ide­ałów, jak łaska­wość, poboż­ność czy moral­ność, potę­pia­jąc wszel­kie kon­wen­cje spo­łeczne jako zbio­rowe oszu­stwo i drwiąc z opi­nii, że ludzie mogą się kie­ro­wać ide­olo­gią. Zauważa też, że koniecz­ność spra­wo­wa­nia rzą­dów za pomocą prawa i stra­sze­nia karą jest nie­omyl­nym zna­kiem zaawan­so­wa­nego zepsu­cia spo­łe­czeń­stwa. Ludzie na całym świe­cie są tacy sami, twier­dzi Laozi. Gdy są szczę­śliwi i zdrowi, w natu­ralny spo­sób trak­tują się z życz­li­wo­ścią i sza­cun­kiem. Gdy są głodni i zgnę­bieni, w natu­ralny spo­sób stają się okrutni i nie­po­słuszni. Ponie­waż więk­szość wład­ców utrzy­muje swych pod­da­nych w sta­nie per­ma­nent­nego głodu i uci­sku, rodzi się potrzeba zaku­cia ludzi w kaj­dany prawa i kary, tak by władcy mogli na­dal spra­wo­wać swe rządy. A co dziw­niej­sze, aby uspra­wie­dli­wić swą uprzy­wi­le­jo­waną pozy­cję, władcy pozują na ludzi o „wyż­szej” moral­no­ści.

Praw­dziwy mędrzec włada swym ludem, „wycho­wu­jąc go i kar­miąc, a nie trak­tu­jąc jak swą wła­sność”, stara się też usu­wać przyczyny nie­po­koju, zamiast karać jego kon­se­kwencje:

Gdy prze­sta­niemy poszu­ki­wać na wład­ców ludzi o wyż­szej moral­no­ści,

Znik­nie ludzka zawiść.

Gdy prze­sta­niemy przy­pi­sy­wać war­tość rze­czom, które trudno zdo­być,

Znikną zło­dzieje.

A zatem mądry książę włada ludźmi, „opróż­nia­jąc ich umy­sły i napeł­nia­jąc brzu­chy”. Więk­szość komen­ta­to­rów i tłu­ma­czy błęd­nie uważa, że zwrot ten zna­czy, iż „naj­lep­szym spo­so­bem rzą­dze­nia jest trzy­ma­nie ludzi w syto­ści i nie­wie­dzy”. Po czę­ści jest to prawda, ale wers ten kryje w sobie wię­cej zna­czeń. Wyra­że­nie „opróż­niać umysł” odnosi się do kla­sycz­nej tao­istycz­nej tech­niki medy­ta­cyj­nej, zmie­rza­ją­cej do cał­ko­wi­tego oczysz­cze­nia umy­słu z myśle­nia dys­kur­syw­nego, aby umoż­li­wić spon­ta­niczne, intu­icyjne wnik­nię­cie w istotę tao. Zaśmie­cony umysł prze­sła­nia tao, pod­czas gdy w „pustym umy­śle” odbija się ono jak w lustrze. Stąd też mądry władca stara się nie zaśmie­cać umy­słów swych pod­da­nych fał­szy­wymi ide­ami i pra­gnie­niami, które mie­szają ludziom w gło­wach, stwa­rzają kon­flikty i odcią­gają ich uwagę od tao.

Poli­tyka „peł­nego żołądka” nie tylko eli­mi­nuje główne źró­dło nie­po­koju, ale także uznaje wyż­szość dobrego odży­wia­nia nad ide­olo­gią, diety nad dogma­tem. Co wię­cej, „napeł­nia­nie brzu­cha” może się koja­rzyć z tao­istyczną tech­niką oddy­cha­nia, pod­czas któ­rej powie­trze spy­chane jest za pomocą prze­pony głę­boko w dół brzu­cha. Tech­nika ta wymaga od ćwi­czą­cego „opróż­nie­nia umy­słu”, tak aby mógł się sku­pić na „napeł­nie­niu brzu­cha” odde­chem. Daode­jing obfi­tuje w tego rodzaju wie­lo­znacz­no­ści.

Jeden z naj­traf­niej­szych poli­tycz­nych komen­ta­rzy w całym dziele mówi o sto­sun­kach mię­dzy wiel­kimi kró­le­stwami, a więc tym, co obec­nie nazy­wamy super­mo­car­stwami:

Wiel­kie kró­le­stwo musi być jak nisko poło­żony obszar,

Ku któ­remu kie­rują się rzeki.

Musi być punk­tem, w któ­rym scho­dzą się wszyst­kie rze­czy pod słoń­cem.

We wszyst­kim, co czyni, musi odgry­wać rolę kobiety.

Bier­nym spo­ko­jem kobieta zwy­cięża męż­czy­znę,

Z bier­nym spo­ko­jem mu ulega.

Powyż­sza zasada stała się wyznacz­ni­kiem chiń­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej na wiele tysięcy lat, aż do początku XX wieku. Z każ­dym nowym pod­bo­jem Chiny bier­nie ule­gały najeźdź­com, wabiąc krzep­kich bar­ba­rzyń­ców uro­kami chiń­skiej kuchni i ubioru, malar­stwa i poezji, muzyki i tańca czy wresz­cie chiń­skich kobiet. Miast zwal­czać ogień ogniem, Chiny zwal­czały ogień wodą, ście­ra­jąc swych twar­dych jak kamień najeźdź­ców na garstkę pro­chu. Z per­spek­tywy wie­ków widać, że Chiny trwały i kwi­tły, pod­czas gdy różni „zdo­bywcy” na zawsze opusz­czali scenę dzie­jów. Oto korzy­ści, jakie płyną z odgry­wa­nia roli kobiety w sto­sun­kach z innymi pań­stwami.

Cho­ciaż Daode­jing powstała parę wie­ków przed naro­dze­niem Chry­stusa i w cał­ko­wi­cie odmien­nych realiach kul­tu­ro­wych, wyka­zuje ude­rza­jącą zbież­ność z duchem Nowego Testa­mentu i tu być może tkwi przy­czyna jej nie­usta­ją­cej popu­lar­no­ści na Zacho­dzie. Święty Łukasz radzi na przy­kład: „Dobrze czyń­cie tym, któ­rzy was nie­na­wi­dzą”3, a w 63 roz­dziale Daode­jing czy­tamy: „Nie­na­wiść odwza­jem­niaj cnotą”. U Świę­tego Mate­usza znaj­du­jemy nastę­pu­jącą uwagę: „Wszy­scy, któ­rzy za miecz chwy­tają, od mie­cza giną” (Mt 26,52), co świet­nie współ­gra ze sło­wami Laoziego z roz­działu 42: „Czło­wieka, który sto­suje prze­moc, czeka gwał­towna śmierć”.

 

Kon­flikty są wyni­kiem usta­na­wia­nia i trzy­ma­nia się ostrych podzia­łów mię­dzy prze­ci­wień­stwami: mię­dzy męż­czy­zną i kobietą, mię­dzy dwoma naro­dami, mię­dzy dobrem i złem. Po znie­sie­niu tych sztucz­nych podzia­łów prze­ciw­stawne siły mogą się ze sobą spo­tkać i wza­jem­nie sobie ulec, a ich połą­cze­nie pozwoli zacho­wać natu­ralną rów­no­wagę, co auto­ma­tycz­nie zli­kwi­duje źró­dło kon­fliktu. Rów­no­waga i har­mo­nia prze­ci­wieństw są klu­czem do wszyst­kich tajem­nic i sta­no­wią filo­zo­ficzną pod­stawę dobrego zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści. Zanim jed­nak zba­damy te tajem­nicze ścieżki wio­dące ku dłu­giemu i zdro­wemu życiu, dokończmy nasze krót­kie stresz­cze­nie histo­rii tao­izmu w Chi­nach.

Tao na roz­drożu

Naj­zna­mie­nit­szym orę­dow­ni­kiem czy­stej myśli tao­istycz­nej po Laozim był Zhu­angzi, żyjący w dru­giej poło­wie IV wieku p.n.e. Miał on zde­cy­do­wa­nie naj­lep­sze pióro wśród wiel­kich mędr­ców tao­istycz­nych sta­ro­żyt­no­ści i znany był przede wszyst­kim z iro­nicz­nego poczu­cia humoru. To wła­śnie on zauwa­żył kie­dyś po prze­bu­dze­niu się z drzemki, pod­czas któ­rej przy­śniło mu się, że jest moty­lem, iż nie bar­dzo wie, czy jest czło­wie­kiem, któ­remu przy­śniło się, że jest moty­lem, czy też moty­lem, który śni wła­śnie, że jest czło­wie­kiem.

Zhu­angzi był jed­nym z naj­go­ręt­szych zwo­len­ni­ków wu wei, które zde­fi­nio­wał jako „dzia­ła­nie w nie­dzia­ła­niu”. W jed­nej z roz­mów ze swymi uczniami powie­dział: „Czy ist­nieje praw­dziwa radość? Co do mnie, praw­dziwą rado­ścią jest cał­ko­wite uwol­nie­nie się od dzia­ła­nia, lecz zwy­kli ludzie uwa­żają to za stratę czasu”. A tak mówi o tym Daode­jing:

Tao nie działa,

Lecz dzięki niemu

Wszystko się dzieje.

Mędrzec, który czer­pie przy­kład z tao,

Także robi wszystko,

Nie robiąc nic.

Dwoma fila­rami życia Zhu­ang­ziego były zado­wo­le­nie i pokora. W jego poko­rze nie było jed­nak ele­mentu potul­no­ści czy samo­za­par­cia, które koja­rzą się z tym poję­ciem w rozu­mie­niu zachod­nim, a raczej świa­do­mość, że czło­wiek wie bar­dzo mało o wiel­kich tajem­ni­cach świata i zaj­muje jedy­nie maleńki i nie­istotny kącik w całym porządku rze­czy. Co się zaś tyczy zado­wo­le­nia, Zhu­angzi był zda­nia, że jest to stan umy­słu, który można osią­gnąć wysił­kiem woli, nie­za­leż­nie od nagro­ma­dzo­nych dóbr mate­rial­nych.

Po śmierci Zhu­ang­ziego Droga zaczęła się roz­wi­dlać na wiele ście­żek, z któ­rych każda kon­cen­tro­wała się na wybra­nym aspek­cie tao, choć wszyst­kie wyra­stały ze wspól­nego pnia nauki Laoziego i Zhu­ang­ziego.

Kiedy w II i III wieku n.e. w Chi­nach zaczął przyj­mo­wać się bud­dyzm, filo­zo­fia tao­istyczna poczęła wywie­rać ogromny wpływ na kie­ru­nek jego roz­woju w tym kraju. Ta zsi­ni­zo­wana forma bud­dyzmu, zwana po chiń­sku chan, zawę­dro­wała naj­pierw do Korei, a potem do Japo­nii, gdzie znana jest pod nazwą zen. Takie ele­menty zen, jak lek­ce­wa­że­nie rytu­ału, naucza­nie poza­wer­balne, nagłe oświe­ce­nie (satori), zagadki filo­zo­ficzne (koan), mil­cze­nie i iro­niczny humor noszą zna­mię chiń­skiego tao­izmu.

Laozi otwiera długą listę mistrzów tao, któ­rzy wsła­wili się eks­cen­trycz­nym i nie­po­wta­rzal­nym spo­so­bem bycia. Jego następcy byli wier­nymi uczniami tao i parali się wszyst­kim, od alche­mii, medy­cyny i die­te­tyki po sztukę głę­bo­kiego oddy­cha­nia i jogę seksu. Dużo pisali, notu­jąc swe odkry­cia w obszer­nych tomach przy uży­ciu tajem­nej ter­mi­no­lo­gii, zro­zu­mia­łej jedy­nie dla współ­wy­znaw­ców. Nie­które z ich pomy­słów i doko­nań, pomimo całej swej eks­cen­trycz­no­ści, zasłu­gują na bliż­szą uwagę.

Jed­nym z pierw­szych był Yang Zhu, żyjący około IV w. p.n.e. Dał on począ­tek hedo­ni­stycz­nej tra­dy­cji w tao­izmie, która uważa dąże­nie do przy­jem­no­ści zmy­sło­wej za spo­sób kul­ty­wo­wa­nia tao. Nie­któ­rzy z jego następ­ców odda­wali się nie­po­ha­mo­wa­nej roz­pu­ście, twier­dząc, że w ten spo­sób osią­gają bez­po­średni wgląd w tao, podob­nie jak ci, któ­rzy prak­ty­kują „dzia­ła­nie w nie­dzia­ła­niu”.

Do naj­słyn­niej­szych eks­cen­try­ków tao­izmu wszyst­kich cza­sów należy „sied­miu mędr­ców z bam­bu­so­wego gaju”. Żyli oni w III wieku n.e., tj. w okre­sie, kiedy różni odstępcy od czy­stego, pier­wot­nego tao dążyli do stwo­rze­nia zor­ga­ni­zo­wa­nego kościoła, który byłby w sta­nie kon­ku­ro­wać z bud­dy­zmem. Wspo­mniani mędrcy byli zwo­len­ni­kami szkoły „czy­stej kon­wer­sa­cji” (qing­tan) i sta­wiali sobie za cel odro­dze­nie tao­izmu filo­zo­ficz­nego Laoziego i Zhu­ang­ziego w jego naj­czyst­szej postaci. Wie­rzyli oni, że powin­no­ścią tao­istów jest żyć pośród ludzi, a nie zamy­kać się w pustel­ni­czych gro­tach z dala od świata. Zwy­kle gro­ma­dzili się w gaju bam­bu­so­wym w pobliżu let­niej rezy­den­cji poety Xi Kanga (223–262) w Hona­nie. Po popo­łu­dniu spę­dzo­nym na „czy­stej kon­wer­sa­cji” uda­wali się do pobli­skiej karczmy na nocną popi­jawę, z któ­rej wra­cali kom­plet­nie zamro­czeni i zjed­no­czeni z tao. Byli to nie­zwy­kle uta­len­to­wani ludzie, któ­rzy gar­dzili spo­łecz­nymi kon­wen­cjami, gdyż woleli poświę­cić swój geniusz tao. Podob­nie jak wielu innych tao­istów róż­nych epok, wsła­wili się oni nie lada pijań­stwem i szcze­gólną sła­bo­ścią do wina. I tak na przy­kład słynny poeta i opój Liu Ling (221–300) pisał wyłącz­nie pod wpły­wem i na cześć wina. Dokąd­kol­wiek się uda­wał, zabie­rał ze sobą słu­żą­cego z dzba­nem wina w jed­nej i łopatą w dru­giej ręce, a to po to, by w razie jego nagłej śmierci z prze­pi­cia słu­żący mógł natych­miast wyko­pać dla niego grób. Sławę zdo­był rów­nież inny pijący tao­ista tego okresu, alche­mik Ge Xuan, który sto­so­wał tech­nikę głę­bo­kiego oddy­cha­nia, wstrzy­mu­jąc oddech pod wodą.

Styl życia „sied­miu mędr­ców” i im podob­nych okre­śla się poetyc­kim zwro­tem feng liu, dosłow­nie „pły­nąć z wia­trem”, to zna­czy ata­ko­wać, pro­wo­ko­wać kon­wen­cję. Zwo­len­nicy feng liu zawsze ule­gali swym wewnętrz­nym impul­som i nic nie bawiło ich bar­dziej niż „gor­sze­nie” kon­fu­cja­ni­stów eks­cen­trycz­nym zacho­wa­niem. Byli nie­zwy­kle wraż­liwi na piękno przy­rody i wie­rzyli, że wino zbliży ich do tao. Nie inte­re­so­wały ich nato­miast alche­mia, zdrowe odży­wia­nie, joga seksu ani żadne inne dzie­dziny zwią­zane z prze­dłu­ża­niem życia, bo – podob­nie jak Zhu­angzi – uwa­żali, że śmierć jest jedy­nie przej­ściem do innego, być może lep­szego, życia. Zaj­mo­wała ich filo­zo­fia, a w swych pismach zacho­wali dla potom­no­ści nie­wy­pa­czoną i pier­wotną wizję tao, w duchu Laoziego i Zhu­angziego.

Jed­nym z naj­wszech­stron­niej­szych tao­istów w histo­rii Chin był Ge Hong, żyjący na prze­ło­mie III i IV wieku n.e. Zaj­mo­wał się filo­zo­fią, alche­mią, die­te­tyką, teo­rią odde­chu, spra­wami seksu tudzież każdą inną dzie­dziną tao­izmu i jest auto­rem aż 116 ksiąg o tao.

Wkład Ge Honga do tao­izmu jest ogromny. Wni­kli­wie pisał na temat medy­cyny, kon­troli odde­chu, higieny, ćwi­czeń fizycz­nych i seksu. Opra­co­wał i spo­rzą­dził spe­cjalną mie­szankę zio­łową prze­zna­czoną dla pustel­ni­ków z odle­głych gór­skich jaskiń. Prze­pro­wa­dzał eks­pe­ry­menty naukowe w zakre­sie alche­mii i pró­bo­wał nawet spo­rzą­dzić elik­sir nie­śmier­tel­no­ści z mie­szanki róż­nych sub­stan­cji zio­ło­wych, mine­ral­nych i zwie­rzę­cych. Przy­znał się zresztą do porażki, choć winą za to obar­czał głów­nie doskwie­ra­jący brak fun­du­szy na zakup droż­szych skład­ni­ków i odpo­wied­niego sprzętu.

Życie Ge Honga przy­pada na szczy­towy okres roz­woju czy­stego tao­izmu w Chi­nach, wień­czący długą tra­dy­cję zapo­cząt­ko­waną przez Żół­tego Cesa­rza 2700 lat p.n.e. Roz­wój wszyst­kich dzie­dzin tao­izmu trwa nie­prze­rwa­nie, z nie­wiel­kimi odchy­le­niami, aż do cza­sów współ­cze­snych, z zacho­wa­niem tra­dy­cji usta­no­wio­nych i zapi­sa­nych przez tao­istycz­nych mistrzów w ciągu sze­ściu­set lat dzie­lą­cych Laoziego od Ge Honga. Naj­wier­niej­szym uczniem Ge Honga był Tao Hon­gjing, który pra­co­wi­cie kon­ty­nu­ował dzieło mistrza w róż­nych dzie­dzinach i sam napi­sał wiele roz­praw. Podobno w wieku osiem­dzie­się­ciu pię­ciu lat wciąż wyglą­dał na trzy­dzie­sto­pię­cio­latka. On także zgro­ma­dził wielu uczniów, któ­rzy pozo­stali wierni tra­dy­cji, i tym spo­so­bem Droga dotrwała do naszych cza­sów.

Tao­izm jest jedyną spo­śród wiel­kich filo­zo­fii świata, która pod­kre­śla zasad­ni­cze zna­cze­nie odpo­wied­nio ure­gu­lo­wa­nych sto­sun­ków płcio­wych dla zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści. Bujny roz­wój nurtu sek­su­al­nego w obrę­bie tao­izmu przy­pada na okres pomię­dzy II i IV wie­kiem n.e., cho­ciaż Księga Zwy­czaj­nej Dziew­czyny, z któ­rej czer­pie swe źró­dło, poja­wiła się około czte­ry­stu lat wcze­śniej i poprze­dzona była liczącą dwa tysiące lat tra­dy­cją ustną. Kon­fu­cjań­scy władcy, któ­rzy nie­rzadko sami prak­ty­ko­wali tao w zaci­szu domo­wym, nie sprze­ci­wiali się upra­wia­niu jogi seksu, dopóki pozo­sta­wało to pry­watną sprawą prak­ty­ku­ją­cych. Kiedy jed­nak zaczęły powsta­wać całe sekty zbio­rowo upra­wia­jące jogę seksu w tao­istycz­nych świą­ty­niach, wła­dze zare­ago­wały ostrymi repre­sjami.

Sek­su­alne sekty tao­istyczne poja­wiały się spo­ra­dycz­nie aż do naszych cza­sów. Bud­dyj­ski mnich Tao An (292–363) tak sko­men­to­wał ich prak­tyki: „Tao­iści czer­pią swe plu­gawe prak­tyki z Żół­tej Księgi [tajem­nego pod­ręcz­nika seksu], która nama­wia męż­czyzn i kobiety do upra­wia­nia poza­mał­żeń­skich sto­sun­ków płcio­wych na podo­bień­stwo pta­ków i zwie­rząt po to, by odda­lić śmierć i nie­szczę­ście”. Zgor­szone wła­dze kon­fu­cjań­skie pod­jęły usilne sta­ra­nia, aby ukró­cić te prak­tyki. Reżim komu­ni­styczny, który zapa­no­wał w Chi­nach w 1949 r., oka­zał się rów­nie srogi i nie­ustę­pliwy jak wszyst­kie poprzed­nie kon­ser­wa­tywne rządy kon­fu­cjań­skie. W arty­kule z 2 listo­pada 1950 r. komu­ni­styczna gazeta „Dzien­nik Świet­no­ści” dono­siła, że „hanieb­nie lubieżni przy­wódcy” orga­ni­zo­wali wśród adep­tek „kon­kursy pięk­no­ści” i „zmu­szali” je do sek­su­al­nego wyuz­da­nia w pogoni za zdro­wiem i dłu­gim życiem.

Inną ważną dzie­dziną tao­izmu, która wspa­niale roz­kwi­tła wkrótce po śmierci Laoziego i Zhu­ang­ziego, była alche­mia. Pierw­szy w dzie­jach świata zapis doty­czący alche­mii pocho­dzi z roku 133 p.n.e. Jego auto­rem był tao­istyczny alche­mik Li Sha­ojun, który opi­sał doświad­cze­nie mające na celu prze­mianę cyno­bru w złoto. Pro­dukt koń­cowy nie nada­wał się do spo­ży­cia, lecz posłu­żył do ule­pie­nia misy, która obda­rzała dłu­go­wiecz­no­ścią wszyst­kich z niej jedzą­cych. Li upra­wiał także sztukę głę­bo­kiego oddy­cha­nia, zaj­mo­wał się dietą, zio­łami i innymi dzie­dzi­nami tao. Jako jeden z pierw­szych tao­istów połą­czył roz­ma­ite reguły doty­czące zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści w jeden spójny sys­tem.

Li Sha­ojun wpro­wa­dził do tao­izmu pierw­sze bóstwo. Do wyko­ny­wa­nia swych alche­micz­nych eks­pe­ry­men­tów potrze­bo­wał dobrego pieca, zwra­cał się więc o pomoc do Zao Juna, boga pie­ców w chiń­skiej mito­lo­gii ludo­wej. Póź­niej Zao Jun zyskał sławę jako bóg kuchni i do dzi­siaj pra­wie w każ­dym chiń­skim domu na całym świe­cie zna­leźć można poświę­coną mu kapliczkę, usta­wioną w kuchni nad pie­cem lub kuchenką. Jako Straż­nik Losów z począt­kiem każ­dego nowego roku musi infor­mo­wać Niebo o cało­rocz­nym zacho­wa­niu się poszcze­gól­nych człon­ków rodziny, nic więc dziw­nego, że chiń­skie rodziny tak bar­dzo zabie­gają o jego względy.

W roku 150 n.e. Wei Boy­ang napi­sał naj­peł­niej­szą w dzie­jach roz­prawę na temat alche­mii tao­istycz­nej, zaty­tu­ło­waną Zan Tong Ji (Jed­ność potrój­nego rów­na­nia). Trak­to­wała ona o „elik­si­rze zewnętrz­nym” (wai dan), czyli o przy­rzą­dza­niu pigu­łek z mine­ra­łów i metali, oraz o „elik­si­rze wewnętrz­nym” (nei dan), czyli o wewnętrz­nej alche­mii oddy­cha­nia i jodze seksu. We wstę­pie do swego dzieła Wei ostrzega przed dyle­tanc­twem i szar­la­ta­ne­rią, powta­rza też stary tao­istyczny pogląd, że tao może odna­leźć i prak­ty­ko­wać każdy, kto szcze­rze pra­gnie stu­dio­wać i sto­so­wać jego metody.

 

W tym samym cza­sie z wiel­kiego nagro­ma­dze­nia wie­dzy medycz­nej, od tysięcy lat prze­cho­wy­wa­nej i roz­wi­ja­nej przez adep­tów tao­izmu, wyło­niła się po raz pierw­szy ujed­no­li­cona chiń­ska teo­ria medyczna. Opra­co­wano wów­czas Żół­tego Cesa­rza księgę medy­cyny wewnętrz­nej oraz Księgę Zwy­czaj­nej Dziew­czyny. Był to także okres życia i dzia­łal­no­ści dwóch wybit­nych tao­istycz­nych leka­rzy: Zhang Zhon­gjinga i Hua Tuo.

Dzieło tego pierw­szego pt. Roz­prawa o gorącz­kach (Shan­ghan Lun), napi­sane około roku 200 p.n.e., do dziś pozo­staje jed­nym z naj­waż­niej­szych pod­ręcz­ni­ków medy­cyny w Chi­nach. Zawiera sto trzy­na­ście prze­pi­sów wyko­rzy­stu­ją­cych sto róż­nych sub­stan­cji zio­ło­wych, zwie­rzę­cych i mine­ral­nych. Wśród prze­pi­sów znaj­duje się słynny i wciąż popu­larny lek prze­ciw­go­rącz­kowy zwany „zupą z soku cyna­monu”, w któ­rego skład wcho­dzą cyna­mon, imbir, lukre­cja, piwo­nia i jujuba. Dok­tor Zhang opra­co­wał także szcze­gó­łową pro­ce­durę dia­gno­styczną, opartą na tao­istycz­nych zasa­dach: yin i yang, pię­ciu pod­sta­wo­wych aktyw­no­ści (ziemi, wody, ognia, metalu i drewna) oraz Trzech Skar­bów („esen­cji”, ener­gii i ducha).

Hua Tuo żył na prze­ło­mie II i III wieku n.e. Jego spe­cjal­no­ścią stała się tra­dy­cyjna tera­pia daoyin („pobudź i pokie­ruj”), oparta na ćwi­cze­niach fizycz­nych i odde­cho­wych, któ­rych celem jest pobu­dze­nie prze­pływu ener­gii życio­wej przez ludz­kie ciało i skie­ro­wa­nie jej do orga­nów wewnętrz­nych i koń­czyn za pomocą ryt­micz­nych ruchów. W połą­cze­niu z kura­cją zio­łową i odpo­wied­nią dietą metoda ta prze­ciw­działa dole­gli­wo­ściom odde­cho­wym i krą­że­nio­wym, obstruk­cji, artre­ty­zmowi i reu­ma­ty­zmowi, wyczer­pa­niu i depre­sji. Ponadto Hua Tuo wydat­nie przy­czy­nił się do postępu w chi­rur­gii i zio­ło­lecz­nic­twie. Z bie­lu­nia, tojadu i rodo­den­dronu spo­rzą­dził pierw­szy w dzie­jach Chin śro­dek miej­scowo znie­czu­la­jący i sto­so­wał go przy wyko­ny­wa­niu poważ­nych zabie­gów chi­rur­gicz­nych. Był to począ­tek i zara­zem koniec chi­rur­gii w Chi­nach. Wkrótce potem kon­fu­cjań­skie wła­dze ostro zaka­zały kro­je­nia ludz­kiego ciała, żywego bądź mar­twego, w myśl zasady, że ciało jest cen­nym darem od rodzi­ców i przod­ków. Zabiegi chi­rur­giczne i sek­cje zwłok sta­no­wiły poważną obrazę przod­ków i – w kon­se­kwen­cji – sie­bie samego.

Następny okres buj­nego roz­woju tao­izmu przy­pada na czas pano­wa­nia dyna­stii Tang (618–907), powszech­nie uwa­żany za złoty wiek chiń­skiej kul­tury, nieco przy­po­mi­na­jący euro­pej­skie odro­dze­nie. Tao­izm osią­gnął wtedy apo­geum swych wpły­wów poli­tycz­nych i spo­łecz­nych, mię­dzy innymi dla­tego, że człon­ko­wie rodziny dyna­stycz­nej nosili nazwi­sko Li, a więc to samo co Laozi, i czuli się upraw­nieni do przed­sta­wia­nia wiel­kiego mędrca jako swego cesar­skiego przodka. Cesarz Xuang­zong (712–756) ofi­cjal­nie nadał dzie­łom Laoziego i Zhu­ang­ziego sta­tus równy dzie­łom Kon­fu­cju­sza, co dało tao­izmowi w Chi­nach ogromny bodziec do roz­woju. Sytu­acja pogor­szyła się nieco, gdy w roku 820 cesarz Xian­zong zmarł po zaży­ciu pigułki „elik­siru zewnętrz­nego”, przy­go­to­wa­nej spe­cjal­nie dla niego z mine­ra­łów i metali tok­sycz­nych przez tao­istycz­nego alche­mika Liu Bi.

Epoka Tan­gów była świad­kiem ogrom­nych postę­pów we wszyst­kich trzech tao­istycz­nych dzie­dzi­nach badań: alche­mii, medy­cy­nie i oddy­cha­niu. Po przed­wcze­snej śmierci cesa­rza w 820 r. alche­micy zde­cy­do­wa­nie zaprze­stali prób spre­pa­ro­wa­nia „elik­siru zewnętrz­nego” z nie­orga­nicz­nych środ­ków tok­sycz­nych i sku­pili się na „elik­si­rze wewnętrz­nym”, zło­żo­nym z „esen­cji” ludz­kich i ener­gii. Za pano­wa­nia Tan­gów po raz pierw­szy poja­wił się ter­min dan­tian, który dosłow­nie zna­czy „pole elik­siru” i odnosi się do punktu poło­żo­nego pięć cen­ty­me­trów poni­żej pępka i równo mię­dzy przed­nią ścianą brzu­cha a krę­go­słu­pem, gdzie kon­cen­truje się ener­gia życiowa i two­rzy się „elik­sir wewnętrzny”.

Ucznio­wie „oczysz­czają” ten elik­sir za pomocą ćwi­czeń odde­cho­wych, medy­ta­cji i jogi seksu, roz­wi­ja­jąc w ten spo­sób silne „ciało duchowe”, które pozwala im zacho­wać nie­śmier­tel­ność. Owa „alche­mia wewnętrzna” do dziś pozo­staje naj­bar­dziej pogłę­bioną i tajem­ni­czą dzie­dziną tao­izmu. Jest jesz­cze garstka mistrzów na Taj­wa­nie, w Hong­kongu i w kilku innych chiń­skich sku­pi­skach poza obsza­rem Chin, któ­rzy uczą tej trud­nej sztuki. Nie można jej opa­no­wać bez opieki doświad­czo­nego nauczy­ciela i wielu lat regu­lar­nych ćwi­czeń.

Medy­cyna poczy­niła w epoce Tan­gów jesz­cze więk­sze postępy niż alche­mia. Jeden z pierw­szych dekre­tów zało­ży­ciela dyna­stii Tang naka­zy­wał gro­ma­dzić wie­dzę medyczną z całego obszaru cesar­stwa i prze­ka­zy­wać ją do sto­licy, gdzie w roku 629 powstała pierw­sza chiń­ska aka­de­mia medyczna, a więc dobre dwie­ście lat wcze­śniej, nim w Euro­pie zało­żono pierw­szą szkołę medyczną w Salerno w Ita­lii.

W ciągu ponad tysiąca lat od chwili, gdy Laozi odje­chał na swym bawole w nie­znane, jego następcy prze­cze­sy­wali góry i lasy Chin w poszu­ki­wa­niu roślin, zwie­rząt i mine­ra­łów, które mogłyby im pomóc w roz­wią­za­niu zagadki nie­śmier­tel­no­ści. Tym spo­so­bem powstała ogromna far­ma­ko­pea, zawie­ra­jąca szcze­gó­łowe opisy che­micz­nych i lecz­ni­czych wła­ści­wo­ści każ­dej pozy­cji. Tao­iści byli praw­dzi­wymi naukow­cami sta­ro­żyt­nych Chin: prze­pro­wa­dzali doświad­cze­nia w spo­sób obiek­tywny i zgodny z meto­do­lo­gią naukową cza­sów nam współ­cze­snych. Noto­wali każde odkry­cie, a ich osią­gnię­cia miały ogromne zna­cze­nie dla roz­woju medy­cyny, pro­duk­cji por­ce­lany, sto­pów metali i barw­ni­ków oraz dopro­wa­dziły do wyna­le­zie­nia np. kom­pasu czy pro­chu strzel­ni­czego. Bry­tyj­ski sino­log dr Joseph Needham przed­sta­wił i prze­ana­li­zo­wał wkład tao­izmu do świa­to­wej nauki w wie­lo­to­mo­wym wyczer­pu­ją­cym dziele Science and Civi­li­za­tion in China. Prze­ciętny czło­wiek nawet się nie domy­śla, jak wiele z tego, co dziś wydaje nam się zwy­kłe i oczy­wi­ste, zawdzię­czamy tao­istycz­nym alche­mi­kom sta­ro­żyt­nych Chin.

Czo­ło­wym leka­rzem epoki Tang, a być może i całej histo­rii Chin, był tao­ista Sun Simiao (590–692). Sun upra­wiał wszyst­kie tra­dy­cyjne formy lecze­nia i prze­dłu­ża­nia życia, choć jego ulu­bioną metodą było lecze­nie dietą. Zauwa­żył on mię­dzy innymi, że ludzie żyjący w odle­głych, nie­do­stęp­nych, gór­skich rejo­nach są podatni na wole, tj. powięk­sze­nie tar­czycy wsku­tek – jak obec­nie wiemy – nie­do­boru jodu. Tę przy­krą dole­gli­wość, którą na Zacho­dzie odkryto dopiero tysiąc lat póź­niej, sku­tecz­nie leczył, poda­jąc pacjen­tom wodo­ro­sty oraz wyciąg z tar­czycy jele­nia i jagnię­cia, tym spo­so­bem usu­wa­jąc przy­czynę cho­roby. Potra­fił także leczyć cho­robę beri-beri (nie­do­bór wita­miny B1), na którą zale­cał jagnięcą i cie­lęcą wątrobę, kaszę z zarod­ków psze­nicy i bogate w wita­miny zioła, takie jak mig­dały i dziki pieprz. Leka­rze euro­pej­scy odkryli beri-beri dopiero w 1642 r., a więc jesz­cze raz leka­rze chiń­scy wyprze­dzili ich o tysiąc lat.

Sun Simiao jest auto­rem słyn­nej księgi Dro­go­cenne prze­pisy (Jian Jin Fang), bez­cen­nego źró­dła wie­dzy na temat kla­sycz­nej tao­istycz­nej teo­rii i prak­tyki medycz­nej. Znaj­dują się tam dwa frag­menty – jeden o die­cie, a drugi o sek­sie – które w zwię­zły spo­sób pod­su­mo­wują dwie naj­waż­niej­sze kon­cep­cje tao­izmu na temat zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści. Tak pisał o lecze­niu dietą: