Tao zdrowia, seksu i długowieczności

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lecz­ni­cze wła­ści­wo­ści pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych

Sun Simiao, lekarz dyna­stii Tang, który już tysiąc trzy­sta lat temu roz­po­zna­wał i leczył beri-beri, cho­robę wywo­łaną bra­kiem wita­miny B1 w poży­wie­niu (leka­rze euro­pej­scy nauczyli się tego dopiero tysiąc lat póź­niej, w roku 1642), napi­sał w Dro­go­cen­nych prze­pi­sach:

Naprawdę dobry lekarz naj­pierw odkrywa przy­czynę cho­roby, a następ­nie pró­buje wyle­czyć ją odpo­wied­nią dietą. Dopiero jeśli to nie daje rezul­tatu, prze­pi­suje lekar­stwo.

Hipo­kra­tes, ojciec zachod­niej medy­cyny, twier­dził to samo, naucza­jąc, że „poży­wie­nie będzie twoim lekiem”, lecz współ­cze­śni leka­rze Zachodu naj­wy­raź­niej zapo­mnieli o tych peł­nych mądro­ści sło­wach, podob­nie zresztą jak o sło­wach dr. Char­lesa Mayo, jed­nego z naj­słyn­niej­szych ame­ry­kań­skich leka­rzy XX wieku:

Natu­ralna odpor­ność na cho­roby zależy bez­po­śred­nio od wła­ści­wego odży­wia­nia. Takiej odpor­no­ści ni­gdy nie zapew­nią pigułki. Wła­ściwe odży­wia­nie jest pierw­szym warun­kiem natu­ral­nej odpor­no­ści orga­ni­zmu, pod­stawą dobrego zdro­wia i dłu­giego życia.

Lecze­nie dietą było kie­dyś nie­od­łączną czę­ścią zachod­niej tera­peu­tyki, ale w naszych cza­sach prze­ciętny zachodni lekarz pra­wie ni­gdy nie pyta swych pacjen­tów o nawyki żywie­niowe, a kiedy ruty­nowo prze­pi­suje środki syn­te­tyczne o bar­dzo sil­nym dzia­ła­niu, nie udziela żad­nych wska­zó­wek odno­śnie do wska­za­nych bądź niewska­za­nych pro­duk­tów spo­żyw­czych.

W lipcu 1985 r. Fede­ralna Komi­sja ds. Badań Nauko­wych pod prze­wod­nic­twem dr. Myrona Winicka, szefa Insty­tutu Żywie­nia Ludz­kiego przy wydziale lekar­skim Uni­wer­sy­tetu Colum­bia, stwier­dziła, że pro­gramy ame­ry­kań­skich szkół medycz­nych nie uwzględ­niają pod­sta­wo­wych wia­do­mo­ści z zakresu lecz­ni­czych wła­ści­wo­ści poży­wie­nia, mimo że opi­nia publiczna przy­wią­zuje do tego zagad­nie­nia coraz więk­szą wagę. Dziś już wia­domo, że naj­częst­sze przy­czyny przed­wcze­snej śmierci w USA, tj. cho­roby serca, rak, wylew, cukrzyca, miaż­dżyca i mar­skość wątroby, są ści­śle zwią­zane z dietą. Zasad­ni­cza zmiana nawy­ków żywie­nio­wych przy­czy­ni­łaby się do znacz­nego spadku liczby zacho­ro­wań na te groźne cho­roby, lecz nie oby­łoby się to bez wiel­kiej rewo­lu­cji w dobrze pro­spe­ru­ją­cym prze­my­śle medycz­nym, far­ma­ceu­tycz­nym i spo­żyw­czym.

Dr Winick stwier­dza: „Wykła­dowcy wielu ame­ry­kań­skich szkół medycz­nych wciąż nasta­wiają się raczej na roz­po­zna­nie i lecze­nie cho­rób niż na roz­le­głą dzie­dzinę pro­fi­lak­tyki medycz­nej”. Istoty pro­fi­lak­tyki medycz­nej nie należy szu­kać w far­ma­ko­lo­gii ani w chi­rur­gii, ale w die­cie, dzia­ła­nia zapo­bie­gaw­cze zaś leżą przede wszyst­kim w gestii pacjenta, nie leka­rza.

Aby una­ocz­nić czy­tel­ni­kowi lecz­ni­czą i pro­fi­lak­tyczną war­tość naszego codzien­nego poży­wie­nia, omó­wimy tutaj trzy pro­dukty żyw­no­ściowe o naj­sil­niej­szym dzia­ła­niu tera­peu­tycz­nym: czo­snek, wino­grona i cze­re­śnie. Doda­tek III zawiera pełną listę pro­duk­tów lecz­ni­czych.

Czo­snek

Już od zara­nia chiń­skich dzie­jów czo­snek sto­so­wano jako lekar­stwo. W egip­skich księ­gach medycz­nych pocho­dzą­cych z 1550 r. p.n.e. czo­snek poja­wia się jako główny skład­nik aż w 22 recep­tu­rach. Jak wia­domo, w kra­jach, w któ­rych jada się dużo czosnku, odse­tek zacho­ro­wań na raka jest o wiele niż­szy niż gdzie indziej. Chiń­skie pod­ręcz­niki pod­kre­ślają, że tylko czo­snek spo­ży­wany na surowo wyka­zuje w pełni sku­teczne dzia­ła­nie.

Współ­cze­sna nauka potwier­dza wielką sku­tecz­ność tego tra­dy­cyj­nego leku. Ame­ry­kań­scy bio­che­micy odkryli, że alli­cyna, aktywny skład­nik czosnku, wyka­zuje silne dzia­ła­nie bak­te­rio- i grzy­bo­bój­cze. Alli­cyna oka­zała się nawet dużo bar­dziej sku­teczna w zwal­cza­niu nie­któ­rych drob­no­ustro­jów cho­ro­bo­twór­czych niż peni­cy­lina. Trzeba jed­nak dodać, że alli­cyna obecna jest tylko w surowym, świeżo pokro­jo­nym lub zmiaż­dżo­nym czosnku, co po raz kolejny dowo­dzi mądro­ści sta­ro­żyt­nej chiń­skiej teo­rii medycz­nej. Pod­czas kro­je­nia ząbka czosnku obo­jętna sub­stan­cja o nazwie alliina mie­sza się z enzy­mem roślin­nym zwa­nym alli­nazą, w wyniku czego powstaje alli­cyna. Tej sil­nej enzy­ma­tycz­nej reak­cji towa­rzy­szy cha­rak­te­ry­styczna woń świe­żego czosnku. Tabletki czosn­kowe, olejki lub inne bez­wonne pro­dukty otrzy­my­wane z czosnku i sprze­da­wane w apte­kach nie zawie­rają alli­cyny, więc z tera­peu­tycz­nego punktu widze­nia są cał­ko­wi­cie bez­u­ży­teczne.

W daw­nych Chi­nach gruź­licę sku­tecz­nie leczono za pomocą cie­płych okła­dów na plecy spo­rzą­dza­nych ze świe­żego, suro­wego czosnku. Lotne sub­stan­cje lecz­ni­cze prze­ni­kały przez skórę i docie­rały do płuc, gdzie nisz­czyły prątki gruź­licy. Czosnku można też z powo­dze­niem uży­wać do usu­wa­nia paso­ży­tów z prze­wodu pokar­mo­wego, jako środka zapo­bie­ga­ją­cego prze­zię­bie­niu i gry­pie, a także jako sil­nego środka na poten­cję. Codzienna dawka świe­żego czosnku zapew­nia stałą ochronę przed całym mnó­stwem cho­rób zakaź­nych i paso­ży­tów.

Wino­grona

Choć nie­któ­rym może się to wydać dziwne, odpo­wied­nio spo­ży­wane wino­grona należą do naj­bar­dziej war­to­ścio­wych pod wzglę­dem lecz­ni­czym pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych. Sok z suro­wych wino­gron bywa nazy­wany „wege­ta­riań­skim mle­kiem”, ponie­waż może utrzy­mać przy życiu nie­mow­lęta pozba­wione mleka matki, jest przy tym znacz­nie bar­dziej godny pole­ce­nia niż paste­ry­zo­wane kro­wie mleko. Cukry zawarte w suro­wych wino­gronach, głów­nie czy­sta glu­koza z dodat­kiem fruk­tozy i lewu­lozy, są tymi samymi, które ludzki orga­nizm wyko­rzy­stuje pod­czas komór­ko­wej prze­miany mate­rii. Te natu­ralne cukry są bez­po­śred­nio wchła­niane do krwi i natych­miast gotowe do reak­cji meta­bo­licz­nych.

Wino­grona naj­sku­tecz­niej leczą zapar­cie i nie­żyt żołądka, bar­dzo roz­po­wszech­nione wśród ludzi odży­wia­ją­cych się w stylu zachod­nim. Pod­czas sil­nego ataku nie­żytu żołądka spró­buj na dzień lub dwa ogra­ni­czyć swoją dietę wyłącz­nie do świe­żych suro­wych wino­gron. Czarna odmiana wino­gron jest zde­cy­do­wa­nie naj­war­to­ściow­sza. Z początku jedz od pół do jed­nego kilo­grama wino­gron, stop­niowo zwięk­sza­jąc ich ilość do 1,5–2 kg dzien­nie. W wypadku nie­żytu żołądka skórki i pestki należy wyplu­wać, poły­ka­jąc jedy­nie sok i miąższ. Taka kura­cja zwy­kle usuwa wszyst­kie objawy nie­żytu żołądka w ciągu 24–48 godzin. Wystrze­ga­jąc się potem prze­two­rzo­nych pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych oraz nie­wła­ści­wych zesta­wień, które są głów­nym źró­dłem tego scho­rze­nia, można unik­nąć jego nawro­tów.

Ciemne wino­grona wyka­zują silne dzia­ła­nie odtru­wa­jące, szcze­gól­nie w sto­sunku do układu pokar­mo­wego, wątroby, nerek i krwi. Chcąc to dzia­ła­nie sku­tecz­nie wyko­rzy­stać, oprócz soku i miąż­szu należy dokład­nie gryźć i poły­kać także pestki i skórki, które zawie­rają bio­lo­gicz­nie aktywne związki o wła­ści­wo­ściach odtru­wa­ją­cych. Ponadto wino­grona alka­li­zują prze­wód pokar­mowy i krew, co jest nie­zwy­kle pożą­da­nym efek­tem w cza­sach powszech­nej kwa­sicy. Bie­gunka i złe samo­po­czu­cie, na które ludzie dość czę­sto narze­kają w pierw­szych dniach kura­cji wino­gro­no­wej, są spo­wo­do­wane sil­nymi wła­ści­wo­ściami odtru­wa­ją­cymi wino­gron: im gorzej się czu­jesz, tym więk­sze zatru­cie twego orga­ni­zmu.

Cze­re­śnie

W tera­peu­tyce wyko­rzy­stuje się odżyw­cze, odtru­wa­jące i prze­czysz­cza­jące wła­ści­wo­ści cze­re­śni, ponadto dzia­łają one pobu­dza­jąco na układ ner­wowy, narządy wewnętrzne i gru­czoły. Ich silne dzia­ła­nie prze­ciw­za­palne i prze­ciw­gnilne wydat­nie przy­czy­nia się do zwal­cza­nia szko­dli­wych skut­ków roz­kładu bia­łek zwie­rzę­cych w prze­wo­dzie pokar­mo­wym. Cze­re­śnie nadają się także dla cukrzy­ków, ponie­waż zawarta w nich lewu­loza jest wchła­niana bez­po­śred­nio do krwi, bez pośred­nic­twa insu­liny.

Podob­nie jak w wypadku wino­gron, naj­sku­tecz­niej­sza z medycz­nego punktu widze­nia jest ciemna odmiana cze­re­śni. Cze­re­śnie należy spo­ży­wać na surowo, ewen­tu­al­nie w postaci świe­żego soku. Paste­ry­za­cja nisz­czy bio­lo­gicz­nie czynne skład­niki odpo­wie­dzialne za lecz­ni­cze wła­ści­wo­ści tych owo­ców. Poda­wany nie­mow­lę­tom sok z suro­wych cze­re­śni chroni ich wraż­liwy ustrój przed róż­nego rodzaju zabu­rze­niami układu tra­wien­nego (także tymi, które spo­wo­do­wane są paste­ry­zo­wa­nym kro­wim mle­kiem), a także zwięk­sza ich odpor­ność na zaka­że­nia.

Trzeba jed­nak pamię­tać, że cudowna sku­tecz­ność medyczna wino­gron, jak zresztą wszyst­kich pozo­sta­łych pro­duk­tów lecz­ni­czych, jest ści­śle uza­leż­niona od wyzby­cia się szko­dli­wych dla zdro­wia przy­zwy­cza­jeń żywie­nio­wych. Wszyst­kie pro­dukty o cha­rak­te­rze lecz­ni­czym naj­le­piej dzia­łają wtedy, gdy przez kilka dni sta­no­wią wyłączne poży­wie­nie pacjenta. Naj­praw­do­po­dob­niej prze­ciętny ame­ry­kań­ski lekarz wyśmiałby pro­po­zy­cję lecze­nia dny mocza­no­wej lub artre­ty­zmu wino­gronami, lecz w daw­nym Związku Radziec­kim spo­łecz­ność medyczna bar­dzo poważ­nie trak­to­wała tę metodę, podob­nie jak płu­ka­nie okręż­nicy oraz inne natu­ralne zabiegi higie­niczne.

Warto jesz­cze dodać kilka słów na temat wita­min i sub­stan­cji mine­ral­nych. Więk­szość tzw. natu­ral­nych wita­min dostęp­nych obec­nie w sprze­daży to w rze­czy­wi­sto­ści środki syn­te­tyczne lub skry­sta­li­zo­wane wyciągi z pro­duk­tów natu­ral­nych, takich jak otręby, wątroba, masło czy owoce cytru­sowe. Eks­trak­cja polega na uży­ciu moc­nych roz­pusz­czal­ni­ków, takich jak eter, czy­sta ben­zyna i alko­hol mety­lowy, przy współ­udziale takich związ­ków, jak chlo­rek baru, sole oło­wiu i glinu, a także na desty­la­cji w wyso­kiej tem­pe­ra­tu­rze. Te pro­cesy che­miczne pozba­wiają wita­miny ich natu­ral­nych wła­ści­wo­ści, osła­biają natu­ralny efekt syner­gi­styczny oraz nisz­czą nie­odzowne enzymy.

 

Już dzie­siątki lat temu u zwie­rząt kar­mio­nych jało­wym poży­wie­niem przy­rzą­dza­nym podług ści­śle nauko­wej recep­tury z dodat­kiem syn­te­tycz­nych wita­min i sub­stan­cji mine­ral­nych zaob­ser­wo­wano zwy­czaj zja­da­nia wła­snych odcho­dów. Dla­czego? Dla­tego że ich „wzbo­ga­cona” dieta jest cał­ko­wi­cie pozba­wiona suro­wych i świe­żych skład­ni­ków, a więc i enzy­mów. Dla­tego też wie­dzione instynk­tem zwie­rzęta zja­dają wła­sne odchody, aby po raz wtóry wyko­rzy­stać swe ogra­ni­czone zasoby wita­min i enzy­mów.

Dowody świad­czące o nie­sku­tecz­no­ści syn­te­tycz­nych wita­min są abso­lut­nie nie do odpar­cia. W 1942 r. „Jour­nal of Immu­no­logy” zamie­ścił nastę­pu­jące wyniki badań prze­pro­wa­dzo­nych na kró­li­kach: po poda­niu wita­miny C w syn­te­tycz­nej postaci stę­że­nie kwasu askor­bi­no­wego we krwi ani tro­chę się nie pod­nio­sło, nato­miast kiedy kró­liki kar­miono zwy­kłą surową kapu­stą, znacz­nie wzro­sło. W 1951 r. dr E. Cruck­shank dono­sił na łamach „Food and Nutri­tion”, że kur­czaki kar­mione syn­te­tyczną wita­miną D osią­gały śred­nią wagę 345 g, pod­czas gdy w gru­pie, któ­rej poda­wano natu­ralny wyciąg z tranu, śred­nia waga wyno­siła 400 g. 60% kur­cza­ków z grupy kar­mionej syn­te­tycz­nie zde­chło przed osią­gnię­ciem doj­rza­ło­ści. W gru­pie kar­mionej natu­ral­nie nie zano­to­wano ani jed­nego takiego wypadku.

W naszych cza­sach powszechna stała się prak­tyka przyj­mo­wa­nia koń­skich dawek wita­min i sub­stan­cji mine­ral­nych. Ludzie wie­rzą, że zagwa­ran­tuje im to zdro­wie i dłu­go­wiecz­ność. Tak nie jest. Nie ilość, ale rów­no­waga sta­nowi o sku­tecz­no­ści kura­cji wita­minowej, co pozo­staje w zgo­dzie z jedną z pod­sta­wo­wych zasad tao. Rów­no­waga nie polega li tylko na zapew­nie­niu sobie peł­nego zestawu wita­min w odpo­wied­nich pro­por­cjach, ale także na wspo­ma­ga­niu ich dzia­ła­nia odpo­wied­nią dietą, regu­lar­nymi ćwi­cze­niami i zdro­wym try­bem życia. Jak zauważa dr Char­les G. King, „Ta sama ilość danego skład­nika pokar­mo­wego może się oka­zać opty­malna, szko­dliwa lub nie­wy­star­cza­jąca w zależ­no­ści od spo­ży­cia innych skład­ni­ków pokar­mo­wych”. Wśród tych innych skład­ni­ków pokar­mo­wych zapewne naj­więk­szą rolę odgry­wają czynne enzymy, abso­lut­nie nie­zbędne do wła­ści­wego meta­bo­li­zmu wita­min oraz skład­ni­ków mine­ral­nych, któ­rych nie­do­bór we współ­cze­snej die­cie jest naj­do­tkli­wiej odczu­walny. Jeżeli twoje poży­wie­nie nie składa się wyłącz­nie z suro­wych pro­duk­tów, dodat­kowa por­cja enzy­mów pocho­dze­nia natu­ral­nego jest rów­nie ważna jak dodat­kowa por­cja wita­min i skład­ni­ków mine­ral­nych.

Świeże, zdrowe poży­wie­nie zawiera wszyst­kie znane i nie­znane skład­niki warun­ku­jące zdro­wie i dłu­go­wiecz­ność. Na przy­kład wita­minę B12 wykryto i wyod­ręb­niono dopiero w 1954 r., choć już wcze­śniej ludzie nie­świa­do­mie czer­pali z poży­wie­nia dzienne dawki tego waż­nego dla życia związku. W skład auten­tycz­nie świe­żych pro­duk­tów wcho­dzi zapewne wiele związ­ków o dużym odżyw­czym zna­cze­niu, o któ­rych naukowcy jesz­cze nic nie wie­dzą. Ludzie, któ­rych dieta nie wykra­cza poza rafi­no­wane i prze­my­słowo prze­two­rzone arty­kuły spo­żyw­cze z dodat­kiem syn­te­tycz­nych wita­min, pozba­wiają się wszyst­kich nie­zna­nych czyn­ni­ków istot­nych dla zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści, któ­rych nie brak w jadło­spi­sie Matki Natury.

Tak więc naj­roz­sąd­niej­szym wyj­ściem jest dieta zło­żona przede wszyst­kim ze zdro­wych, świe­żych pro­duk­tów, uzu­peł­niona wita­mi­nami i enzy­mami pocho­dze­nia natu­ral­nego, które należy przyj­mo­wać w małych daw­kach o róż­nych porach dnia. Orga­nizm nie jest w sta­nie wchło­nąć prze­sad­nych dawek cze­go­kol­wiek, a wszel­kie nad­wyżki wydala z moczem i kałem. Tao diety – jak i każ­dej innej dzie­dziny życia – opiera się na rów­no­wa­dze i har­mo­nii, a nie na wiel­kich daw­kach yin i yang.

Dieta a zdro­wie psy­chiczne

Psy­cho­ana­liza w takiej postaci, w jakiej upra­wia się ją w zachod­nich krę­gach medycz­nych, jest zupeł­nie obca kla­sycz­nej chiń­skiej medy­cy­nie. Jeśli na Wscho­dzie pacjent ma objawy sil­nego napię­cia emo­cjo­nal­nego, zabu­rzeń psy­chicz­nych, lęków, uro­jeń itp., „naprawdę dobry lekarz naj­pierw odkrywa przy­czynę cho­roby, a następ­nie pró­buje usu­nąć ją odpo­wied­nią dietą”. Po dokład­nej ana­li­zie nawy­ków żywie­nio­wych pacjenta chiń­ski lekarz odkrywa zazwy­czaj poważny nie­do­bór któ­re­goś z waż­nych skład­ni­ków pokar­mo­wych lub znaczne zachwia­nie rów­no­wagi ener­gii far­ma­ko­dy­na­micz­nych obec­nych w pokar­mie, a następ­nie uzu­peł­nia nie­do­bór i przy­wraca rów­no­wagę za pomocą odpo­wied­niej diety i ziół.

Psy­cho­te­ra­pia jako odrębna i nie­zwią­zana z fizjo­lo­gią gałąź medy­cyny powstała nie gdzie indziej, jak w Euro­pie, któ­rej nawyki die­te­tyczne są – w oczach tao­isty – rażąco błędne. Ta dycho­to­mia medyczna jest zresztą typowa dla fun­da­men­tal­nego w myśli Zachodu duali­zmu.

Pomimo domi­nu­ją­cej roli duali­zmu w zachod­nim spo­so­bie myśle­nia garstka odda­nych bada­czy ame­ry­kań­skich i euro­pej­skich odkryła naresz­cie „bra­ku­jące ogniwo” mię­dzy cia­łem i umy­słem, zdro­wiem fizycz­nym i psy­chicz­nym. Ogni­wem tym oka­zało się odży­wia­nie. Dr Geo­rge Wat­son z Uni­wer­sy­tetu Połu­dnio­wo­ka­li­for­nij­skiego jasno przed­sta­wia tę sprawę w swej zna­ko­mi­tej książce pt. Nutri­tion and Your Mind:

Odkry­li­śmy, że czyn­no­ściowe zabu­rze­nia psy­chiczne są wyni­kiem zabu­rzeń meta­bo­licz­nych, zwią­za­nych przede wszyst­kim z nie­wy­dol­no­ścią narzą­dów wytwa­rza­ją­cych enzymy.

Pro­szę zwró­cić uwagę, że nacisk pada na narządy wytwa­rza­jące enzymy, co jest zupeł­nie zro­zu­miałe w świe­tle enzy­ma­tycz­nie mar­twej diety spo­łe­czeństw zachod­nich, w któ­rych notuje się naj­wyż­szy odse­tek zabu­rzeń psy­chicz­nych.

Aby te powią­za­nia zro­zu­mieć, musimy naj­pierw przyj­rzeć się pracy mózgu. Mózg może spa­lać wyłącz­nie glu­kozę znaną też jako cukier gro­nowy. Mimo że jego masa sta­nowi nie wię­cej niż 2,5% masy ciała, zużywa on 25% zawar­tej we krwi glu­kozy. W prze­ci­wień­stwie do innych tka­nek nie może się prze­sta­wić na spa­la­nie tłusz­czu lub innych sub­stan­cji w razie wyczer­pa­nia się zapasu glu­kozy we krwi. Ponie­waż zapa­sów wystar­cza w przy­bli­że­niu na cztery godziny, jaka­kol­wiek prze­rwa w dopły­wie glu­kozy do krwio­biegu natych­miast odbija się na funk­cjo­no­wa­niu mózgu. Pierw­szym obja­wem osła­bie­nia funk­cji psy­chicz­nych z powodu braku glu­kozy w mózgu jest utrata kon­troli nad emo­cjami.

Mózg jest zaopa­try­wany w glu­kozę z trzech źró­deł. Glu­koza pocho­dząca z takich pro­duk­tów, jak wino­grona i miód, zostaje od razu wchło­nięta do krwi i prze­ka­zana do mózgu. Kolej­nym źró­dłem jest roz­kład węglo­wo­da­nów na czę­ści pro­ste i budo­wa­nie z nich glu­kozy. Trze­cim źró­dłem jest gli­ko­gen wytwa­rzany z bia­łek i tłusz­czów i maga­zy­no­wany w wątro­bie. Kiedy wyczer­pują się sto­sun­kowo nie­wiel­kie zapasy glu­kozy pocho­dzące bez­po­śred­nio z pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych oraz z roz­kładu węglo­wo­da­nów, wątroba prze­twa­rza zmaga­zy­no­wany gli­ko­gen w glu­kozę i wpro­wa­dza ją do krwio­biegu, zapew­nia­jąc w ten spo­sób stały dopływ cukru gro­no­wego do zawsze chłon­nego mózgu.

Przy pro­duk­cji gli­ko­genu z białka i tłusz­czu wątroba sama musi spa­lać glu­kozę, by w ten spo­sób dostar­czyć tym reak­cjom meta­bo­licz­nym potrzeb­nej ener­gii. Gdyby ktoś usu­nął ze swej diety wszyst­kie węglo­wo­dany i cukry, nie byłby nawet w sta­nie zapew­nić sobie takiej ilo­ści glu­kozy, która wystar­czy­łaby do stra­wie­nia spo­ży­wa­nych bia­łek i tłusz­czów. Jego zagło­dzony mózg zostałby więc odcięty od wszyst­kich trzech źró­deł glu­kozy – natu­ral­nego cukru zawar­tego w pro­duk­tach żyw­no­ścio­wych, węglo­wo­da­nów i gli­ko­genu. Gdyby zaś w die­cie nie było miej­sca na białko i tłuszcz, orga­ni­zmowi nie star­czy­łoby gli­ko­genu, aby w razie potrzeby, tj. po spa­le­niu całego zapasu glu­kozy we krwi, uzu­peł­nić braki.

Cał­ko­wite wyrze­cze­nie się tłusz­czu mija­łoby się z celem, bo tłuszcz jest jed­nym z naj­lep­szych źró­deł ener­gii w poży­wie­niu. Dostar­cza trzy razy wię­cej ener­gii niż cukier i dwa razy wię­cej niż białko, a do tego pra­wie żaden inny pokarm nie spala się szyb­ciej i lepiej. Należy jed­nak uni­kać nie­wła­ści­wych zesta­wień pokar­mo­wych, które utrud­niają tra­wie­nie tłusz­czu. Nie powinno się go na przy­kład spo­ży­wać razem z biał­kiem. Tłuszcz pocho­dzący ze zdro­wego, natu­ral­nego źró­dła i podany w odpo­wied­nio dobra­nym zesta­wie nie powo­duje oty­ło­ści. Warto pamię­tać, że daw­niej Eski­mosi spo­ży­wali surowy tran wie­lo­rybi, z dużą korzy­ścią dla zdro­wia. Pewna ilość tłusz­czu jest nie­zbędna do pracy mózgu. Wszech­stronne bada­nia dr. Wat­sona pozwo­liły usta­lić wyraźny zwią­zek mię­dzy nie­do­bo­rem tłusz­czu a zabu­rze­niami psy­chiki.

Psy­chia­trzy przy­wią­zują ogromną wagę do wszel­kiego rodzaju nie­po­ko­ją­cych symp­to­mów, takich jak depre­sja, mania czy ner­wica, choć w więk­szo­ści symp­tomy te są nie­istot­nymi z psy­cho­lo­gicz­nego punktu widze­nia prze­ja­wami poważ­nych błę­dów w żywie­niu. Typo­wym przy­kła­dem mogą być agre­sywne zacho­wa­nia wywo­łane bra­kiem nia­cyny. Dzie­sięć lat na kozetce u psy­cho­ana­li­tyka nie przy­nie­sie rezul­tatu, za to odpo­wied­nia dzienna dawka nia­cyny bez trudu wyle­czy tę przy­pa­dłość.

A oto kon­kretny przy­pa­dek opi­sany przez dr. Wat­sona w Nutri­tion and Your Mind. Do dok­tora przy­słano mło­dego czło­wieka cier­pią­cego na głę­boką depre­sję i cho­ro­bliwą klau­stro­fo­bię. Jego strach przed małymi pomiesz­cze­niami był tak wielki, że przez ponad pięć lat nie był w sta­nie prze­by­wać we wła­snej łazience tak długo, by wziąć prysz­nic albo kąpiel. W trak­cie wywiadu pacjent wyja­wił, że cała jego dieta, dzień po dniu i rok po roku, skła­dała się wyłącz­nie z trzech ele­men­tów: ham­bur­ge­rów, czar­nej kawy i chu­dego paste­ry­zo­wa­nego mleka. Dr Wat­son stwier­dził, że wsku­tek dłu­go­trwa­łego nie­do­ży­wie­nia komórki pacjenta nie­mal utra­ciły zdol­ność prze­twa­rza­nia pokarmu w ener­gię. Natych­miast narzu­cił pacjen­towi dietę, w któ­rej skład weszły białka, tłusz­cze, węglo­wo­dany, świeże owoce i warzywa, a wszystko to uzu­peł­nione natu­ral­nymi wita­mi­nami i sub­stan­cjami mine­ral­nymi. Wkrótce meta­bo­lizm tego mło­dego czło­wieka powró­cił do normy, a jego prze­wle­kła depre­sja i klau­stro­fo­bia ustą­piły cał­ko­wi­cie i na stałe. Całe lecze­nie trwało kilka tygo­dni i odbyło się nie­wiel­kim kosz­tem, co w porów­na­niu z per­spek­tywą wielu lat spę­dzo­nych na roz­mo­wach z psy­cho­ana­li­ty­kiem za nie byle jakie pie­nią­dze oka­zało się dużo bar­dziej opła­calne.

Samymi tylko zabie­gami die­te­tycz­nymi dr Wat­son sku­tecz­nie wyle­czył aż 80% swych pacjen­tów cier­pią­cych na pra­wie wszyst­kie znane rodzaje zabu­rzeń psy­chicz­nych, nie wyłą­cza­jąc przy­pad­ków, z któ­rymi nie mogli sobie pora­dzić sfru­stro­wani psy­chia­trzy. Porów­najmy ten zna­ko­mity wynik z wąt­pli­wymi osią­gnię­ciami psy­cho­ana­lizy: w arty­kule zamiesz­czo­nym w 1965 r. na łamach „Inter­na­tio­nal Jour­nal of Psy­chia­try” dr H.J. Eysenck doko­nał pod­su­mo­wa­nia wyni­ków dzie­więt­na­stu rodza­jów badań psy­chia­trycz­nych obej­mu­ją­cych ponad sie­dem tysięcy pacjen­tów i doszedł do wnio­sku, że psy­cho­te­ra­pia żad­nemu z bada­nych nie przy­nio­sła trwa­łej poprawy stanu zdrowia, pod­czas gdy metody dr. Wat­sona usu­wały te same zabu­rze­nia psy­chiczne w ciągu zale­d­wie kilku dni lub tygo­dni. Cho­ciaż na metody te na­dal patrzy się jak na odstęp­stwo od zachod­niej orto­dok­sji medycz­nej, w tra­dy­cji tao­istycz­nej zawsze sta­no­wiły one normę.

Prak­tyka zawo­dowa dr. Wat­sona pozwo­liła mu odkryć tao­istyczną trójcę „esen­cji”, ener­gii i ducha, tym razem widzianą z per­spek­tywy nowo­cze­snej nauki. Poniż­szy frag­ment z jego książki jest wyra­zem prze­ko­na­nia, iż „esen­cja” (enzymy i skład­niki odżyw­cze) musi dostar­czać „ener­gii” życio­wej potrzeb­nej do ist­nie­nia „ducha” (umy­słu):

Wszystko, co jemy, tra­wimy i przy­swa­jamy, jest źró­dłem ener­go­twór­czych skład­ni­ków pokar­mo­wych, które krew dostar­cza do mózgu. Naj­mniej­sze zakłó­ce­nie w dosta­wie tych skład­ni­ków lub w ener­go­twór­czej aktyw­no­ści mózgu pogar­sza jego funk­cjo­no­wa­nie, co okre­śla się mia­nem sła­bej kon­dy­cji psy­chicz­nej.

 

Dr Wat­son kon­klu­duje: „Poży­wie­nie decy­duje o sta­nie two­jego umy­słu i o tym, kim naprawdę jesteś”. Warto się nad tym zasta­no­wić.