Potęga zemsty

Tekst
Z serii: Furia Wikingów #3
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Potęga zemsty
Potęga zemsty
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 66,90  53,52 
Potęga zemsty
Potęga zemsty
Audiobook
Czyta Jakub Wieczorek
32  22,40 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Wydawnictwo REPLIKA poleca także

wcześniejsze książki Daniela Komorowskiego:

Furia wikingów

Gniew Północy


Copyright © Daniel Komorowski

Copyright © Wydawnictwo Replika, 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone

Redakcja

Lidia Ryś

Korekta

Danuta Urbańska

Skład i łamanie

Dariusz Nowacki

Projekt okładki

Mikołaj Piotrowicz

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dariusz Nowacki

Wydanie elektroniczne 2021

eISBN 978-83-66790-28-5

Wydawnictwo Replika

ul. Szarotkowa 134, 60–175 Poznań

replika@replika.eu

www.replika.eu

– I –

Northumbria

– Co chwila się trzęsie. Uspokaja się na pewien czas, by zaraz znowu wpaść w drgawki – zdawał relację braciom Ivara medyk Osvir – nie wiem, co się z nim dzieje… Wybaczcie mi – dodał załamanym głosem, bijąc się w pierś. – Podałem mu zioła, które powinny go uspokoić, lecz na nic się zdały.

– Coś musisz wiedzieć, na bogów! – odezwał się Ubbe podniesionym głosem. Jak wszyscy zgromadzeni w namiocie bardzo się przejął stanem Ivara. Przed chwilą na jego oczach zginął ojciec, a teraz brat, którego wielce podziwiał, również walczył o życie.

– Wygląda jakby zmieniał się w berserka, ale przemiana zazwyczaj nie trwa tak długo…

– Może zażył proszek i ten go teraz zabija? – wszedł medykowi w słowo Sigurt.

– Już by nie żył. Jeśli przemiana ma się nie powieść, bardzo szybko wykańcza woja, a Ivar proszku nie brał.

– Skąd ta pewność? – Tym razem głos zabrał Halfdan, który jako jedyny udawał przejętego sytuacją, choć wewnątrz był spokojny. – Może jednak go zażył?

– Nie, ponieważ nie prosił mnie o proszek. Kilku wojów po niego przyszło, lecz nie Ivar. On go nigdy nie chciał.

– To nie wiem. Musi być jakieś wyjaśnienie…

Najbardziej przerażona stanem Bezkostnego była Amira. Oddała mu swe serce, a teraz stała przy nim, ciągle trzymając go za dłoń, w nadziei, że ukochany w końcu się ocknie i powróci do siebie. Nagle drgnęła, wystraszona kolejnym nawrotem przeciągających się wstrząsów, targających ciałem Ivara. Nie wypuściła jednak z rąk jego dłoni, mając nadzieję, że choć w pewnym stopniu może to pomóc lub doda mu sił do walki.

– Może ściągnijmy medyka z zamku. Może on coś poradzi? – zaproponowała księżniczka Wessexu.

– Chyba… – chciał jej odpowiedzieć Halfdan Starszy, lecz z zewnątrz namiotu dobiegły ich krzyki i kłótnie. Skallagrim, król Wschodniej Szwecji, wykłócał się z wojami, strzegącymi wejścia. Wojowie dostali wyraźny rozkaz, aby nikogo nie przepuszczać i tak też robili, skutecznie hamując zapędy Swiona.

– Co tam się dzieje?! – rzucił przed siebie starszy brat zmarłego Ragnara i wyszedł na zewnątrz. – O co chodzi? – zapytał poirytowany, zgromadzonych przed namiotem ludzi. – Naprawdę nie możecie dać nam chwili spokoju?!

– O jakim spokoju mówisz, bracie króla? – odpowiedział mu pyszałkowato prowodyr hałasów. – Zabili waszego króla na oczach całej armii, a i jej dowódca nie wiadomo czy żyje. Ludzie się niecierpliwią – dodał Swion, zdawać by się mogło, zadowolony z przebiegu spraw. – Powiedz, co z Ivarem? Wszyscy wyczekują wieści. Póki nie ma go z nami, armia jest bez dowódcy, a armia bez dowódcy być nie powinna, zwłaszcza tak wielka, przyjacielu.

– Ja jestem dowódcą – odezwał się Halfdan Młodszy, odpowiadając za wuja. – Ja teraz dowodzę.

– Czyli Ivar zaniemógł? Nie żyje? – dopytywał się Skallagrim, spodziewając takiego obrotu spraw. – Ten przeklęty nieśmiertelny Dan zginął, zanim walki się rozpoczęły? – dodał z przekąsem, nie mogąc się powstrzymać od ironii.

– Ivar żyje. – Brat Bezkostnego szybko ostudził zapał Swiona. – Żyje, ale nie jest w stanie dowodzić, więc ja…

– Wybacz Halfdanie, lecz szczerze wątpię, że będziesz dowodził pod nieobecność młodszego brata. Jesteś następcą waszego tronu, a chyba właściwie już królem, lecz nie wydaje mi się, aby wojska chciały walczyć pod twoimi rozkazami. Wszyscy stawili się na wezwanie Bezkostnego, nie twoje. To on jest tym wielkim i niepokonanym wojem z Danii, nie ty. Jeszcze raz wybacz bezpośredniość, ale takie są fakty. Słyszy się co nieco w obozie.

Słowa Skallagrima rozjuszyły Halfdana, który zawrzał gniewem i ruszył na przeciwnika. Przed wymierzeniem ciosu Swionowi powstrzymał go jednak trzeźwo myślący wuj, po czym zwrócił się bezpośrednio do bratanka: – Nie daj się sprowokować, nie warto.

– Ktoś musi dowodzić armią, lecz ty, Halfdanie, pomimo swej pozycji, nie jesteś dobrym kandydatem – powiedział stanowczo Skallagrim z lekko drwiącym uśmiechem, po czym odwrócił się i odszedł.

– Jak ja go nie cierpię… – wysyczał następca duńskiego tronu do swego wuja. – Dlaczego Ivar musiał zaprosić do udziału w zemście akurat jego?

– Jest solidnym sojusznikiem, ma ludzi, łodzie – odparł Starszy. – W takich momentach najważniejsza jest chłodna głowa i opanowanie, bratanku. Skallagrim już taki jest. Prowokuje i tylko czeka na czyjeś potknięcie, aby je skrzętnie wykorzystać. Idę o zakład, że będzie cię atakował, dopóki Ivar się nie wybudzi.

– Władzy i tak nie dostanie. Wojsko za nim nie pójdzie.

– Nie bądź taki pewien. – Wuj zachwiał pewnością Halfdana. – Dobrze pokierowane i umotywowane wojsko może zmienić dowódcę. Wybierze tego, który niekoniecznie lepiej walczy, lecz dobrze mówi. Zwróć uwagę, jak Ivar porwał ludzi na plaży, kiedy dostarczyłeś nam wiadomość o śmierci Ragnara.

– Ludzie Ivara szanują i boją się go, bo jest dobrym wojownikiem…

– Jednym z najlepszych – poprawił wuj bratanka. – Ma to wpływ na ich postrzeganie, ale Ivar potrafił też dotrzeć do ich umysłów słowem, a słowo niekiedy jest mocniejsze od ostrza. Pamiętaj o tym. Twój ojciec również był świetnym mówcą. Najwyższy czas wyprawić mu pogrzeb, powinieneś się tym zająć, bratanku – dodał Halfdan, po czym wrócił do namiotu, zostawiając swojego imiennika na zewnątrz. – Problemami zajmiesz się potem, czas oddać hołd Ragnarowi.

– II –

Kilka godzin później

Na brzegu zgromadziły się tłumy. Wszyscy wikingowie, co do jednego, zgromadzili się nad wodą, aby uczestniczyć w pogrzebie Ragnara, wielkiego i sławnego króla Danii, który został zabity przez Ellę. Wszyscy chcieli wziąć udział w jego ostatniej drodze, choć doskonale zdawali sobie sprawę, że Ragnar już teraz ucztuje z bogami w Valhalli.

Młoda niewiasta zawodziła głośno, wznosząc pieśń ku czci sławnego wojownika i wielkiego człowieka. Wielu ze zgromadzonych, mimo iż twardych i zaprawionych w boju wojów, czuło ciarki na skórze od jej głębokiego i porywającego głosu.

Łódź, na której Ragnar miał się udać w swoją ostatnią podróż, była już gotowa. Na jej pokładzie wzniesiono wielki stos z drewna i słomy, nakryty miękkimi materiałami, na których spoczęło ciało Ragnara. Obok niego leżały ofiary: wino, miód, mięsiwa i broń. Na brzegu słychać było jedynie śpiew. Nikt nic nie mówił, gdyż wszystkim brakowało słów w tym smutnym i przygnębiającym dniu, kiedy to przychodzi żegnać największego z nich. Co prawda wszyscy powinni się radować, gdyż Ragnar trafił do bogów, gdzie każdy pragnie się znaleźć, jednak jego nieobecność wśród żywych budziła smutek, więc nikt nie potrafił ani nie chciał śmiać się i cieszyć tego dnia.

Na znak Halfdana, najstarszego syna Ragnara, teraz nowego króla, kilku wojowników odepchnęło łódź od brzegu i kiedy ta odpłynęła na pewną odległość, następca tronu naciągnął strzałę na łuk, po czym podpalił o pochodnię specjalny grot. Uniósł łuk, wycelował w łódź i zwolnił cięciwę. Ognista strzała wbiła się w stos pogrzebowy, po czym ten zaraz zapłonął żywym ogniem. Po niedługiej chwili ciało Ragnara, a potem i cała łódź zajęły się płomieniem. Na brzegu ustał nawet śpiew.

– Chwała Ragnarowi! – dało się usłyszeć po pewnym czasie okrzyk Halfdana Starszego, brata żegnanego króla.

– Chwała Ragnarowi!!! – powtórzyły setki gardeł wikingów, niczym jeden organizm, po czym raz jeszcze, i kolejny, aż w pewnym momencie, kiedy ucichli, Halfdan Starszy zaczął nucić niskim i potężnym głosem pieśń o swoim bracie:

Byłeś wielki w Midgardzie,

Teraz wielki będziesz u bogów.

Nie zapomnij nigdy nas, swych wojów,

Jak i my nigdy nie zapomnimy ciebie.

Twoja chwała nigdy nie przeminie,

Boś największym był z nas wszystkich.

Długo takiego jak ty między nami nie będzie,

Bo taki jak ty jedyny, a teraz należysz do bogów.

– III –

Hedeby. W tym samym czasie

Pięć norweskich łodzi wpłynęło do zatoki handlowej Hedeby. Na plaży powitał ich szereg gapiów oraz wojowników, nastawionych pokojowo. Do brzegu zbliżały się łodzie pod przyjacielską banderą Haralda Pięknowłosego, pełne wojska. Nie wyglądało na to, żeby przypłynęli do Danii handlować. W końcu niewielka flota zacumowała przy głównym pomoście i pierwsi Norwegowie poczęli wychodzić na drewniany pomost prowadzący na ląd.

 

– Witajcie w Hedeby, Norwegowie! – powitał niezapowiedzianych gości Starkad, wyznaczony do zarządzania osadą, zaufany wojownik i przyjaciel zmarłego króla Ragnara. Był to mąż w kwiecie wieku, mający już niejedną bitwę na swoim koncie. – Co was tu sprowadza?

– Rozumiem, że dowodzisz tu na czas nieobecności synów Ragnara? – rzucił do Starkada pierwszy na pomoście wojownik bez ręki.

– Tak, jam jest Starkad, syn Bjola. Tyś Eryk, jeśli się nie mylę – odparł Duńczyk. – Gdzie twój ojciec? Zwykle on do nas przypływa. Ciebie widzę pierwszy raz.

– Jak się domyśliłeś, że jestem synem Pięknowłosego?

– Widziałem cię kilka wiosen temu, lecz nie byłem pewien, czy to ty. Czemu, panie, nie jesteś z Ivarem w Northumbrii? Byłem pewien, że płyniecie razem mścić naszego króla.

– Ivar uznał, że ma wystarczająco dużą flotę i wolał, żebym przypłynął do Hedeby i obstawił mury na wypadek, gdyby ktoś zechciał wykorzystać nieobecność większości wojska i zaatakować wasze królestwo. Mój ojciec został w domu, ja zaś mam bronić Hedeby.

– Ivar nic mi nie mówił, jak wypływał…

– Zdecydował o tym z moim ojcem i ze mną, kiedy nasze floty spotkały się u wybrzeży Norwegii.

– Dowództwa nie mogę ci przekazać! – powiedział stanowczo Starkad. – Tego nie zrobię, choćby nie wiem co.

– Nie po dowództwo przyjechałem. – Eryk uciął wątpliwości woja. – Możesz śmiało dowodzić. Zajmij się tylko mymi ludźmi, a my zabezpieczymy osadę.

– Tak zrobię – odparł Starkad, po czym obydwaj uścisnęli sobie mocno dłonie i razem ruszyli w kierunku osady. Tymczasowy jarl Hedeby w drodze na ląd wydał kilka rozkazów swym ludziom, po czym ci rozeszli się we wszystkich kierunkach, aby wypełnić polecenia. Ludzie Eryka tymczasem zeszli z łodzi i poczęli wyjmować z nich całe wyposażenie, którym była głównie broń.

– IV –

Northumbria. Dwa dni później

W obozie wikingów panowała stagnacja. Kolejny już dzień wojowie siedzieli na miejscu, od czasu do czasu trenując, jedząc i pijąc. Chcieli walczyć, lecz nie mogli przez niedyspozycję dowódcy, który wciąż był nieprzytomny.

Na dworze się ściemniało i większość wikingów powoli kładła się spać. Tymczasem najstarszy z synów Ragnara znów musiał odpierać prowokacje Skallagrima, który na każdym kroku krytykował jego rządy, starając się umniejszać jego pozycję i podważać decyzje.

– Jeśli tak bardzo chcesz tej władzy, to wyzwij mnie na pojedynek i załatwimy to tu i teraz, a nie prowadzisz jakieś ciągłe podchody i prowokacje! – wykrzyczał Halfdan w twarz Skallagrimowi, który przy każdej możliwej okazji starał się go wyprowadzić z równowagi. – Wyzwij mnie i jeśli wygrasz, armia będzie twoja, lecz jeśli przegrasz, pożegnasz się z głową i koroną. Bogowie mi świadkami, że tak się stanie.

– Mam ryzykować koronę dla armii? – Prychnął władca Wschodniej Szwecji. – Nie żartuj, Halfdanie. Mam wszystko, czego chcę, i niczego więcej mi nie potrzeba.

– Więc po co ciągle obracasz jęzorem?! Czekamy, aż mój brat się obudzi, i zaatakujemy Ellę.

– Sęk w tym, żeby było kim atakować. Armia czeka, ale w końcu straci cierpliwość. To już kolejny dzień.

– Jeśli myślisz, że nasza armia rozejdzie się czy coś w tym rodzaju, to się grubo mylisz. Wszyscy mamy jeden cel, pomścić mego ojca. Armia jest silna i zjednoczona…

Skallagrim chciał odpowiedzieć następcy duńskiego tronu, lecz za ich plecami rozległy się krzyki. Obydwaj, zaintrygowani, skierowali się w stronę wrzawy. Halfdan zaczął biec, kiedy dotarło do niego, skąd dobiega hałas.

– Co się tu dzieje?! – krzyknął donośnie, kiedy przedarł się przez tłum ludzi zgromadzony wokół namiotu, w którym leżał Ivar. Jego oczom ukazała się garstka ludzi rozstawiona wokół namiotu. Skierowali broń na Amirę, Halfdana Starszego oraz Hvitserka, którzy czuwali jeszcze przed chwilą przy Bezkostnym. – Ktoś mi powie, o co tu chodzi?! – dopytywał się Dan, nie usłyszawszy natychmiast odpowiedzi.

– Jestem tu, by zabić twego brata, a jeśli ktoś spróbuje nas powstrzymać, zginie też jego kobieta, brat i Hvitserk – odparł jeden z wojów o jasnych włosach, dobrze zbudowany, choć niewysoki.

– Kim jesteś?! Nie widziałem cię do tej pory.

– Nieważne. Ważne, co zaraz zrobię i nikomu radzę się nie wtrącać! – odparł tajemniczy wojownik, po czym zwrócił się do swoich kompanów: – Jeśli ktoś zbliży się do namiotu, od razu poderżnijcie mu gardło.

– Nawet nie waż się tam wejść!

Mężczyzna zniknął w namiocie, ignorując Halfdana i zostawiając zdezorientowany i bezradny tłum wojów. Wewnątrz ukazał mu się leżący na zbitym z drewna łożu Ivar Bezkostny, syn Ragnara, jeden z największych wojowników, o jakim słyszał i którego niezmiernie szanował. Ivar był nieprzytomny i właśnie dostał kolejnego napadu mocnych drgawek, rzucających jego ciałem po posłaniu. Wojownik, pomimo swoich wielkich umiejętności był teraz całkowicie bezradny i skazany na wolę zabójcy.

Nieproszony gość podszedł bliżej Ivara i wyciągnął zza pasa długi nóż ze zdobioną runami rękojeścią. Bez namysłu nachylił się nad nim i przyłożył ostrze do gardła nieprzytomnego rannego. Miał już wykonać cięcie, gdy głowę wypełnił natłok myśli, które zaczęły nim targać niczym porywisty wiatr koronami drzew. Ujrzał Ivara walczącego z wrogami, wygrywającego bitwy, siejącego spustoszenie w oddziałach wroga. Czuł niezwykły podziw dla leżącego wojownika i wielki szacunek. Zebrał się jednak w sobie, zacisnął w dłoni mocno nóż i nachylając się raz jeszcze nad Bezkostnym, przyłożył ostrze do jego gardła.

– Na bogów! Bądźcie przeklęci! – ryknął wściekle i ruszył do wyjścia z namiotu niczym rażony piorunem. – Wybaczcie hańbę, jakiej się prawie dopuściłem… – dodał i wyskoczył na zewnątrz. Tam od razu skierował się w stronę Halfdana, jednak stanął z dala od niego. – Nie zabiję Ivara, nie mogę tego zrobić. Oddam ci miecz i poddam się twojej woli, obiecaj jeno, że nie zabijesz ludzi, którzy mi pomogli.

– A czemu miałbym ich oszczędzić?

– Tak jak i ja zaślepieni byli złotem Elli. Opłacił nas, żebyśmy zabili twego brata, panie, a jak się powiedzie, to i kilku innych waszych ludzi.

– Ella was opłacił?! – zapytał z gniewem Halfdan Starszy. – To opasły tchórz!

– Ze mną zrób, panie, co chcesz, ale ich oszczędź. Poszli za moją namową.

Następca tronu skinął głową, zgadzając się na propozycję i wszyscy napastnicy opuścili miecze. Wtedy Amira wraz z młodszymi braćmi Ivara natychmiast wpadła do namiotu, by sprawdzić, czy ranny na pewno nadal żyje. Ku ich uldze Bezkostnemu nie spadł włos z głowy.

– Trzeba zaatakować! – powiedział pewnie brat Ragnara. – Nie można tego odpuścić Elli. Mało brakowało, a Ivar by nie żył. Ten tchórz musi za to zapłacić! – upierał się przy swoim podniesionym głosem.

– Mieliśmy czekać – odparł Halfdan Młodszy. – Nie pamiętasz?

– Okoliczności się zmieniły, bratanku, nie można pobłażać czemuś takiemu.

– Zgadzam się z wujem – rzekł Ubbe. – Powinniśmy uderzyć całą siłą. Wówczas, zanim się obejrzymy, będzie po wszystkim.

– To wcale nie jest takie łatwe, zdobyć mury i pokonać wroga, bracie. Nie masz doświadczenia, więc nie wiesz, ale kiedyś je zdobędziesz i zrozumiesz – studził zapały Ubbe Halfdan. – Potrzebny jest plan. Nie możemy atakować bezmyślnie.

– Mamy przewagę – wtrącił się Sigurt, wychodząc z namiotu razem z Hvitserkiem.

– Ale nie możemy atakować bezmyślnie – dodał swój głos do dyskusji Hvitserk. – Przewaga przewagą, ale jak zaatakujemy bez planu, to możemy ją zmarnować. Nie po to zgromadziliśmy takie siły, żeby je szybko stracić.

– Dobrze prawisz, Hvitserku – przyznał wuj, widząc, że treningi z Ivarem dały Hvitserkowi nie tylko sprawność w posługiwaniu się bronią, ale i głową. Młody wiking myślał jak starszy brat, chcąc dobrać możliwie najlepszą taktykę, zamiast atakować szybko i pochopnie. – Lecz mury jakoś zdobyć trzeba. Jeśli masz jakiś plan, to podziel się nim.

– Pali się!!! – krzyknął nagle jeden z wojów, a za nim poczęli wrzeszczeć kolejni, właśnie w chwili, gdy Hvitserk chciał odpowiedzieć wujowi. Oczom rozmawiających ukazała się chmura dymu, unosząca się nad obrzeżem obozu.

– Podłożyli ogień! – ryknął wściekle Starszy. – Tchórze!

– Wszyscy gasić ogień i zabezpieczyć obóz! Znaleźć podpalaczy i przyprowadzić ich do mnie! – krzyknął Halfdan i wszyscy się rozbiegli.

W ogólnym zamieszaniu zapomniano zupełnie o wojownikach pojmanych podczas próby zamordowania Ivara, którzy wykorzystując zamieszanie, uciekli, chcąc uniknąć kary.


Wojowie, którzy byli najbliżej ognia, już go gasili. Przyjmowali podawane wiadra z wodą z rzeki i polewali podpalone namioty. Pozostali chronili nietknięte jeszcze ogniem, żeby się nim nie zajęły. Dzięki szybkiej i sprawnej reakcji pożar nie rozprzestrzenił się na większą część obozu, tylko został zdławiony w zarodku. Po pewnym czasie unosił się już tylko dym i po ogniu, poza spalonymi kilkoma namiotami, nie było już śladu. Dogaszaniu pożaru przyglądali się obydwaj Halfdani oraz Skallagrim, który nawet nie drgnął, by doskoczyć do wiader z wodą. Stał tylko, zadowolony, i wpatrywał się znacząco w króla Danii. Choć nie odezwał się słowem, jego wzrok mówił wszystko, co chciałby rzec. Halfdan miał tego pełną świadomość i – co więcej – tym razem zgadzał się z jego zdaniem.

– Koniec tego. Atakujemy jutro z samego rana – powiedział w końcu stanowczo i wszyscy przyjęli jego decyzję do wiadomości. Choć nadal nie był oficjalnie dowódcą, tym razem Skallagrim o tym nie przypominał. Zdawać by się mogło, że jest wielce zadowolony z takiego obrotu sprawy. Skinął tylko Danowi głową i odszedł, a na ciemnym niebie rozbłysła błyskawica, jakby sam Thor poparł atak na króla Ellę. Po chwili zaczął padać deszcz, a niebo poczęły rozrywać kolejne pioruny od uderzeń młota syna Odyna.

– V –

Mury Northumbrii. W tym samym czasie

– Begern dobrze się spisał – odezwał się Osbert do swego ojca, kiedy razem wpatrywali się w wojów gaszących palący się obóz. – Najpierw mnie oswobodził, a teraz namówił ludzi Halfdana do podpalenia obozu.

– Sowicie go wynagrodzę, przyda nam się ktoś taki jak on.

– Wybacz, ojcze, ale mimo wszystko uważam, że źle zrobiliśmy z tym podpaleniem. Kolejna prowokacja. Już samo zabicie Ragnara na ich oczach było wystarczające…

– Do czego? – rzucił Ella. – Nic nie rozumiesz, synu. Ich armia nie ma teraz Ivara. Wódz jest nieprzytomny, nie dowodzi nimi, właśnie teraz mamy największe szanse na pokonanie tych przeklętych pogan!

– Może już go nie ma. Twój zabójca mógł go wykończyć.

– Sam chyba w to nie wierzysz! – prychnął Ella, kręcąc głową. – Ivar na pewno jest dobrze chroniony, a poza tym nie chciałem go zabijać ich rękoma, a jedynie w miarę możliwości odwrócić uwagę, żeby udało się podpalić obóz. Jeśli złapali zabójców, to na pewno wywołało to niemałe poruszenie, a tego przeklętego psa chcę zabić sam, za to, co zrobił twemu bratu. Poza tym wieści o Danach chcących zabić Bezkostnego, mogą wprowadzić chaos i zamieszanie do ich armii, a w im większym stopniu to się stanie, tym lepiej dla nas. Wtedy będą musieli zaatakować.

– Czyli opłacenie zabójców było tylko małym elementem większego planu?

– Dokładnie tak, synu – przytaknął Ella. – Zrozum, póki Ivar nimi nie dowodzi, mamy największe możliwości pokonania ich. Pomijam już ich przewagę liczebną, bo nie takie walki widziała historia, ale ten przeklęty poganin zbyt dobrze czuje się w obmyślaniu strategii i w samej walce. Pomyśl, proszę. Z kim wolałbyś się mierzyć jako dowódca? Z Ivarem czy z Halfdanem?

– Mam odpowiadać? – prychnął Osbert, wiedząc już, do czego zmierza jego ojciec.

– No więc właśnie – odparł Ella, zadowolony, że syn go rozumie. – Póki mamy jakieś możliwości, musimy z nich korzystać.

– Czyli prowokujemy – powiedział Osbert, na co ojciec skinął mu głową. – Lecz, co jeśli na nic się to zda i bez Bezkostnego nie będą atakować?

– Wtedy zaatakujemy sami.