Gniew Północy

Tekst
Z serii: Furia Wikingów #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Gniew Północy
Gniew Północy
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 64,90  51,92 
Gniew Północy
Gniew Północy
Audiobook
Czyta Jakub Wieczorek
32 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– XII –

Hedeby, w tym samym czasie

Ragnar, Hvitserk i Sigurd stali w jednej linii, wpatrzeni w pobojowisko w głębi lasu, gdzie przed chwilą dwaj synowie dali ojcu pokaz umiejętności niedźwiadków, przywiezionych przez Ragnara z lasu jakiś czas temu. Ubbe i Hvitserk, jak dwa klony, stali dumnie z rękoma na biodrach. Ragnar natomiast stał ze skrzyżowanymi na piersi dłońmi, starając się zapanować nad zdziwieniem malującym się na jego twarzy. Synowie przygotowali wcześniej niewielki teren, umieszczając nań drewniane postacie, wzmocnione metalowymi wstawkami i ubrane w worki wypchane słomą, do których przytwierdzili tarcze i oszczepy. Następnie wypuścili dorastające niedźwiadki, które staranowały upozorowanych wojowników, rozszarpując ich i zrównując z ziemią wszystko na swojej drodze. Teraz bestie kręciły się po polu bitwy i niszczyły dalej pozostałości sztucznych żołnierzy.

– I co powiesz, ojcze? – Ciszę przerwało pytanie Hvitserka, który był więcej niż zadowolony z widowiska. Wydawało się, że i Ragnar podziela te uczucia.

– Robiliście wszystko według moich wskazówek? – zapytał król, odnosząc się do ćwiczeń z niedźwiedziami.

– Wszystko tak, jak mówiłeś – odparł starszy z synów. – Sigurd jedynie wzmocnił kukły wstawkami, aby nie poddały się tak szybko. Żołnierze będą mieli przecież jakieś zbroje.

– Dobra… – powiedział Ragnar, po czym szybko się poprawił: – Bardzo dobra robota.

Na twarzach synów momentalnie pojawiły się szczere uśmiechy zadowolenia, a ojciec dodał:

– Nie żebym w was wątpił, ale efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania.

– Niedźwiadki szybko się uczą i są posłuszne – wtrącił Sigurd, który do tej pory siedział cicho. Nie chciał się zbytnio odzywać, gdyż Ragnar był na niego jeszcze zły o jego wybryk, który spowodował obecny stan Aidana.

– No to mamy nowe zabezpieczenie osady – powiedział król do synów, wpatrując się w niedźwiedzie. – Spuścimy je kiedyś na skrzydła wroga pod naszymi obwarowaniami lub na granicy i te rozniosą nieprzyjaciół w pył.

– Myślałem, że weźmiesz je już teraz pod Paryż – odezwał się Hvitserk nieco zdezorientowany.

– W Paryżu będziemy okupować mury, tam nie będzie walki na otwartym terenie. Wzięcie ich w takie warunki mijałoby się z celem. Poza tym nie wiadomo, jak czułyby się na łodziach. Nie chciałbym ryzykować, że zaczną wariować na morzu i zatopią naszą jednostkę.

– Czyli będą służyły do obrony?

– To najlepsze rozwiązanie – odparł Ragnar, po czym podszedł do najbliższego brunatnego niedźwiedzia, który trzymał w pysku kawałek kukły. Położył rękę na głowie zwierzęcia i potarmosił sierść. Zwierzę zamruczało zadowolone, lecz nie puściło części żołnierza. – Bardzo dobra robota, Hvitserku i Sigurcie. Możecie być z siebie dumni.

– Dziękujemy, ojcze – powiedział w imieniu obydwu chłopców starszy z nich.

– A teraz brońcie się! – zakrzyknął Ragnar, wyciągając z pochwy miecz. Podszedł szybko do synów i wyprowadził cięcie z góry. Obydwaj młodzieńcy – niczym połączeni umysłami – wyciągnęli niemal równocześnie swoje miecze, blokując nad głowami atak ojca poprzez skrzyżowanie ostrzy. Po chwili, zaskoczeni, spojrzeli na niego pytająco.

– No co? Walczymy! – powiedział i zaatakował.

Wyprowadził proste pchnięcie w Hvitserka, które ten zablokował na wysokości swego brzucha i wtedy Sigurd uderzył mieczem z góry w ostrze Ragnara.

– Dobrze! Gra zespołowa, to mi się podoba! – odezwał się król i kolejny raz ruszył na synów.

Tym razem wyprowadził całą serię szybkich cięć. Bracia blokowali je jedno po drugim jak tylko mogli, lecz sami nie wyprowadzali ataku. Nie byli w stanie pod naporem ciągłych uderzeń. Ragnar zaatakował znów i przy kontakcie z mieczem Sigurda, obrócił rękę w nadgarstku. Ruch ten wyrwał synowi broń z ręki i ta zadźwięczała, upadając na kamień. Ragnar przyłożył tryumfalnie ostrze do gardła młodzieńca, po czym spojrzał na starszego z synów.

– Zostaliśmy tylko my – odezwał się do niego poważnym tonem i niemal natychmiast zamachnął się na niego mieczem. Hvitserk odbił cios i stanął mężnie do walki. Ragnar zaatakował z góry. Młody wojownik bardzo szybko odskoczył do tyłu i uderzył swoim ostrzem w ostrze przeciwnika. Ręka króla poleciała na dół, lecz ojciec nie stracił równowagi i od razu wyprowadził pchnięcie. Hvitserk odbił je mocno, po czym zrobił krok do przodu, potem w bok i obrócił się na pięcie, stając szybko tuż za Ragnarem. Przyłożył mu swe ostrze do gardła, pokazując, że wygrał.

– Widzę znajomą sztuczkę – odezwał się Ragnar z szerokim uśmiechem na twarzy. Przegrał z synem, ale był to powód do zadowolenia, gdyż Hvitserk okazał się bardzo dobrym wojownikiem, który już był w stanie o siebie zadbać.

– Podpatrzyłem u Ivara – odparł młodzieniec, bardzo z siebie zadowolony.

– I dobrze, ucz się od najlepszych – powiedział ojciec, po czym spojrzał zrezygnowany w dół.

Był to zwykły fortel, gdyż Hvitserk widząc to, opuścił miecz. Ragnar momentalnie naparł na niego, uderzając go barkiem. Syn padł zaskoczony na ziemię i wtedy ojciec przytknął mu czubek swego miecza do gardła. – Ale nigdy nie trać czujności – pouczył go, mrugając przy tym. Kiedy Hvitserk skinął mu głową, zgadzając się z nim, Ragnar odwrócił się i odezwał do Sigurda: – Chodź, teraz ty. Widzę, ze masz bardzo dobry miecz – dodał, spoglądając na dzierżoną przez młodziana broń.

– Sam go wykułem – pochwalił się młodszy syn.

– Od kiedy zajmujesz się kowalstwem?

– Od niedawna. Chciałem zobaczyć, jaka to praca, i wykułem sobie.

– Sprawdźmy więc, co potrafi – podsumował Ragnar i zaczęli walczyć.

– XIII –

Kilka godzin później

Hilda siedziała przy łóżku Aidana i przyglądała mu się uważnie. Młody szkutnik nabrał już lekkich rumieńców na policzkach, lecz i tak nadal był bardzo blady i wciąż nieprzytomny. Nie wybudził się, odkąd zapadł w sen po zranieniu przy wałach. Słodka jak miód Hilda nie odstępowała go na krok. Przerwy robiła sobie tylko wtedy, kiedy odwiedzał ich medyk, lecz i wtedy wychodziła tylko na chwilę. Starała się być przy nim stale obecna a dodatkowo uczyła się sztuki uzdrawiania. Raz zmieniła Aidanowi opatrunek, przy czym robiła to bardzo ostrożnie i delikatnie, aby nie sprawić przygarniętemu synowi Ragnara bólu.

– Śpisz już kolejny dzień – powiedziała do nieprzytomnego chłopaka. – Wszyscy się o ciebie martwią, ja też. Chciałabym, żebyś już tu wrócił. Nie dlatego, że nie chcę cię pilnować. Polubiłam cię, ale gdybyś był przytomny, moglibyśmy porozmawiać, poopowiadać sobie różne rzeczy… Ja może nie znam zbyt dużo historii, bo przez większość czasu siedzę w chacie i albo przygotowuję jedzenie lub robię zapasy, albo piorę czy sprzątam – Hilda położyła delikatnie głowę na piersi Aidana. – Chciałabym przeżyć jakąś przygodę – dodała, rozmarzając się. – Moja mama jest wojowniczką i podróżuje z twoim ojcem. Była w Wessexie, niedługo popłynie do Paryża. Chciałabym być jak ona, lecz nie nadaję się do walki. Dobrze, że mama przynajmniej nie chce mnie na siłę wydać za mąż. Mam piętnaście wiosen i powoli nadchodzi czas, żebym znalazła męża. Nagle dziewczyna poczuła lekkie drgnienie Aidana. Początkowo pomyślała, że chłopak wciąga i wypuszcza powietrze. Podniosła się i zobaczyła, jak młody wojownik poruszył głową, by po chwili zaniuchać nosem niczym pies, który wyczuł jedzenie. Aidan w pewnym momencie powoli otworzył oczy i ujrzał Hildę, piękną blondwłosą młodą kobietę, która siedziała tuż przy nim. Próbował coś do niej powiedzieć, lecz córka Lagerty nie zrozumiała jego słów.

– Możesz powtórzyć? – poprosiła go, nachylając się nieco.

– Jestem w Valhalli? – zapytał już dużo wyraźniej.

– W Valhalli? Dlaczego? – dopytywała się zaskoczona. – Przecież żyjesz.

– Myślałem, że umarłem. A ty… – Aidan mówił powoli. Oczy miał na wpół otwarte. Nie widział wyraźnie i chwilami nie wiedział, w którą stronę patrzeć.

Hilda nasłuchiwała, co chciał powiedzieć i przystawiła ucho bliżej jego ust.

– …jesteś piękna jak walkiria. Nie przybyłaś zabrać mnie do Valhalli? – dopytywał się wciąż na wpół przytomny młodzian, na co Hilda ciepło się uśmiechnęła. Miłe słowa Aidana wzbudziły rumieńce na jej twarzy, przez co wyglądała jeszcze ładniej. Młody szkutnik jednak nie zobaczył tego, gdyż zasnął ponownie.

Hilda uśmiechnęła się do nieprzytomnego towarzysza i wybiegła z komnaty, by podzielić się z innymi szczęśliwymi wieściami.

Ragnar doglądał przygotowań do wyprawy. Wojowie ostrzyli i naprawiali broń, zbijali nowe tarcze, obsadzali oszczepy i przygotowywali strzały. Wszystko pakowane już było na łodzie. Jedynie zapasy jedzenia i wody zostaną w nich umieszczone przed samym wypłynięciem. Ragnar chodził od jednego woja do drugiego, starając się z każdym zamienić po przyjacielsku choćby kilka słów. Wszyscy z chęcią z nim gawędzili, gdyż darzyli go ogromnym szacunkiem. Nie chodziło tylko o jego tytuł, ale i o to jak wielkim był wojownikiem i dobrym przywódcą, oraz o to, że znał każdego ze swoich ludzi z imienia i tak się do nich zwracał, podchodząc.

– Jak, Kariku, strzały? – zapytał jednego w przyjacielskim tonie. – Przebiją wielu Franków?

– Tylu, ilu będzie trzeba, panie – odparł mu wojownik, wstając z beczki, na której siedział.

– A nie tylu, w ilu trafią? – zażartował Ragnar.

– Racja, panie. Oby łucznicy strzelali celnie.

– Łuczników mamy najlepszych. Nie zmarnują ani jednej twojej strzały. – Król poklepał Karika i podszedł do kolejnego mężczyzny, który zbijał tarcze.

– Tylko solidnie, Letornhorze – rzekł, wskazując na drewniany okrąg zbity z desek, który ten trzymał w dłoniach.

 

– Każda z nich jest solidna, panie – odparł woj, zadowolony z towarzystwa króla. – Nie rozłupią ich toporem.

– Są za mocne! – zażartował Ragnar. – Zbyt dobrze się spisałeś, musisz je osłabić. Powybijaj co drugą deskę, żeby w tarczach były otwory.

– Czemu, panie? – dopytywał się zdezorientowany Letornhor. – Dziury w tarczach?

– Chcę, żeby Frankowie mieli z nami jakieś szanse. Z twoimi tarczami ich nie mają – odparł król, żartując, co wprawiło wojownika w wielkie zadowolenie.

– Zrobię te dziury, panie – obiecał królowi, śmiejąc się szczerze.

– Panie! – Nagle do rozmawiających dotarło kobiece wołanie.

Rozejrzeli się za dziewczyną, która krzyczała i stwierdzili, że głos należy do córki Lagerty.

– Panie… – próbowała coś wykrztusić z siebie, lecz zasapana z wysiłku po długim biegu, nie była w stanie wydukać słowa.

– Spokojnie i powoli, co się stało, Hildo?

– Aidan… Obudził się – powiedziała w końcu, nabierając głęboko powietrza. Stała przy tym z założonymi na biodra rękoma i przyglądała się królowi. Informacja dotarła do niego dopiero po kilku chwilach. Usłyszał szczęśliwą wiadomość, lecz była tak dobra, że musiał się z nią oswoić.

– Dziękuję, Hildo! – odezwał się do córki Lagerty i czym prędzej ruszył do swego przybranego syna. Wbiegł do pokoju, w którym młodzieniec przebywał, lecz ten spał. Zaraz za Ragnarem wbiegła Hilda.

– Śpi – odezwał się do niej Ragnar, nieco rozczarowany.

– Nie zdążyłam powiedzieć, że był przytomny tylko przez chwilę i zaraz usnął.

– Coś mówił?

– Wziął mnie za walkirię i myślał, że zabieram go do Valhalli.

– Spodobałaś mu się widocznie – powiedział Ragnar, widząc uśmiech na twarzy młodej dziewczyny.

– Bredził nieprzytomny. – Starała się zbyć uwagę króla, choć tak naprawdę miała nadzieję, że miał rację.

– Zapytaj go o to, jak się znowu obudzi – zaproponował jej król, widząc, że Aidan nie był jej obojętny. – A teraz wybacz, ale obowiązki wzywają. Odwiedzę go później – dodał i wyszedł, zostawiając dziewczynę ze zdrowiejącym synem.

Hilda podeszła do łoża i usiadła obok, na krześle. Podciągnęła nogi na siedzenie, oparła się o kolana i wróciła do czuwania.

– XIV –

W tym samym czasie

Ivar i Amira leżeli na trawie obok siebie. Byli właśnie na placu treningowym w lesie i zrobili sobie przerwę. Zmęczona Amira oddychała szybko. Była spocona i zmęczona, ale z jej twarzy nie schodził uśmiech. Tak samo Ivar, któremu podobały się wspólne ćwiczenia, chociaż on nie był jakoś specjalnie wyczerpany. Leżał obok dziewczyny, z rękoma na brzuchu, i oddychał miarowo, delektując się świeżym powietrzem, podczas gdy Amira łykała je łapczywie.

– Mówiłem, że nie musisz uczyć się walczyć – odezwał się.

– Wiem, ale chcę – odparła, łapiąc powietrze.

– Napij się. – Ivar podał księżniczce leżący obok niego bukłak z wodą. Nie dawał jej pić wcześniej, gdyż lepiej było dla niej, żeby najpierw ochłonęła. Amira podniosła się, wspierając na dłoniach, wzięła pojemnik i zaczęła wciągać wodę do ust, jakby chciała ugasić pożar w swoim gardle. Ku swojemu zdziwieniu wypiła jednak mniej, niż myślała. Wszystko dlatego, że nie piła zaraz po wysiłku.

– Od razu lepiej – wykrztusiła z siebie, ocierając rękawem mokre usta. Rozbawiło to Ivara, bo chociaż Amira była księżniczką wychowującą się przez całe życie w zamku, przy nim zachowywała się jak zwyczajna dziewczyna. Podobało mu się to, że przy nim potrafi być sobą, odrzucając na bok wszelkie konwenanse, jakie prezentowała w zamku w Winchesterze podczas biesiady. Ta, widząc jego uśmiech, szturchnęła go w bok. – Co cię tak bawi?

– Nie rozumiem… – Ivar podpuszczał ją, udając zdziwienie.

– Śmiejesz się, lecz nie wiem z czego.

– Nie śmieję, a uśmiecham – odparł poważnie.

– A do czego? – Amira chciała poznać powód.

– Leżymy sobie tutaj, jest ładna pogoda… – Zaczął wyliczać Bezkostny, co księżniczka potraktowała jako szykujący się podstęp. – Jesteś taka piękna – powiedział, dzięki czemu Amira rozkosznie się zarumieniła. – I tak myślę, co moglibyśmy tutaj właśnie robić bez naszych ubrań – dodał, udając rozmarzonego i prowokując ją.

– Oż ty! Tylko jedno ci w głowie. Myśl o ćwiczeniach, a nie o chędożeniu! – odparła, udając obrażoną. – Za to już długo nie zobaczysz mojego ciała. Możesz pomarzyć.

– Ale kiedyś je zobaczę? – zapytał żartobliwie, lecz dziewczyna już nie odpowiedziała, tylko odwróciła się do niego plecami. Ivar szturchnął ją delikatnie kilka razy.

Minęło kilka chwil i Amira położyła się na powrót na plecach.

– Wiesz co? – rzuciła do Ivara. – Cieszę się, że jadę z tobą.

– Aż tak nie lubisz tutejszych ludzi? – zapytał, udając zaskoczonego i lekko smutnego z tego powodu.

– Nieee, po prostu wolę być z tobą – odparła od razu, jakby na swoją obronę. – Tutejsi ludzie są bardzo mili, uprzejmi, pomocni. Nie to co u nas. Każdy coś kombinował, nikomu nie można było ufać – dodała Amira, smutniejąc nieco.

– Wiem, że ci tu dobrze. Tak tylko powiedziałem – rzekł Ivar do księżniczki. – I ze mną pod Paryżem będziesz bezpieczniejsza.

– A tu nie jestem?

– Jesteś, ale… – Ivar nie dokończył zdania, gdyż Amira momentalnie obróciła się na bok, poderwała do góry i usiadła na nim okrakiem. Po krótkiej chwili Bezkostny poczuł na szyi ostrze swego noża, który Amira wyjęła mu z kamizelki, siadając na nim.

– Uważasz, że nie jestem w stanie zadbać o siebie sama? – zapytała go władczo i wyzywająco. Zmrużyła przy tym nieco oczy i spojrzała na pas Ivara. – Widzę, że nie jesteśmy sami – dodała, łapiąc Ivara za krocze, po czym zaczęła je masować. – Czyżby niezapowiedziany gość?

– Oj, Amira… – Ivar chciał coś powiedzieć, lecz dziewczyna odłożyła nóż i położyła mu palec wolnej ręki na ustach. Nachyliła się nad nim i pocałowała go. Bezkostny odwzajemnił pocałunek. Serce zaczęło mu walić jak młot. Był rozpalony i podniecony, zresztą jak i jego partnerka. Nie odrywając ust od Amiry, Ivar chwycił ją jedną ręką w pasie, drugą położył na jej plecach, uniósł ją nieco i położył na ziemi najdelikatniej, jak tylko potrafił. Zabrał ręce i rozpiął spodnie, zsuwając je trochę z siebie. Księżniczka zrobiła to samo ze swoimi, gdyż na trening założyła spodnie zamiast sukni, w której zwykle chodziła. Po krótkiej chwili obydwoje połączyli się w miłosnym uścisku, dzieląc ze sobą intymne chwile rozkoszy.

– XV –

Następnego dnia

Aidan obudził się po raz drugi. Nie rozwarł jednak całkowicie oczu, tylko delikatnie je uchylił, aby przyjrzeć się dziewczynie, która siedziała przy nim. Pamiętał ją od wczoraj i teraz, kiedy się przebudził, ujrzał ją od razu, więc przymknął powieki, aby się nie zdradzać. Spojrzał na młodą piękność o włosach jasnych jak promienie słońca i nie mógł oderwać od niej wzroku. Piła teraz wodę z kubka i rozglądała się po komnacie, która nie była ani sporych rozmiarów, ani bogato wyposażona. Stał w niej jedynie stół, kilka krzeseł i łoże, na którym leżał Aidan. Hilda odstawiła kubek na stół i zbliżyła się do syna Ragnara, aby zerknąć na jego ranę i zmienić opatrunek. Uniosła futro, którym był przykryty i zsunęła je nieco, odkrywając jego nagi tors. Dotknęła rany na brzuchu i spojrzała na twarz Aidana.

– Ach! – krzyknęła ze strachu i aż podskoczyła, widząc, że młodzieniec ma otwarte oczy. – Ty nie śpisz! – powiedziała, odzyskując równowagę i panowanie nad sobą. Włosy opadły jej na twarz i musiała je odgarnąć. Przeczesała je palcami, wsuwając kosmyki za uszy.

– Już od jakiegoś czasu – przyznał młodzian, nie odrywając od niej wzroku. W głowie miał teraz tylko ją. Nie widział dotąd piękniejszej od niej dziewczyny.

– Dlaczego więc nic nie mówiłeś? – zapytała, nie rozumiejąc jego zachowania.

– Chciałem na ciebie popatrzeć – odparł pewnie. – Jesteś taka piękna – dodał, po czym rozgniewał się sam na siebie za swoją otwartość. – To znaczy… – próbował się poprawić, by wyjść z twarzą z sytuacji, lecz Hilda mu przerwała.

– Chyba mikstury Osvira jeszcze na ciebie działają. – powiedziała, patrząc z góry. – Wczoraj myślałeś, że jestem walkirią – dodała, po czym zaśmiała się zalotnie.

– Byłem pewien, że umarłem… – odparł Aidan, spuszczając wzrok. – Co z Sigurdem i Amirą? Powiedz, że nic im nie jest! – wykrzyknął nagle, podrywając się na łóżku, kiedy tylko przypomniało mu się, że walczyli z dwoma frankijskimi żołnierzami i ci chcieli zabić jego brata i Amirę. – Błagam!

– Są cali i zdrowi, spokojnie – odpowiedziała, lecz chłopak nadal był roztrzęsiony. – Połóż się, musisz wypoczywać. – Zbliżyła się do niego i pomogła mu wrócić do pozycji leżącej. – Nie możesz robić tak gwałtownych ruchów. Twoja rana może się otworzyć, a dbamy o nią z Osvirem już od kilku dni. – Mówiąc to, dotknęła jego dłoni i po chwili trzymali się za ręce. Zmieszani, puścili się szybko i rozmawiali dalej jak gdyby nigdy nic. Zauroczenie jednak wisiało w powietrzu.

– Jak masz na imię? – zapytał Aidan.

– Hilda. Jestem córką Lagerty – odparła.

– Ja …

– Wiem, jak masz na imię.

– Dziękuję ci za opiekę – powiedział, uśmiechając się. – Wczoraj, gdy się wybudziłem, poczułem w sobie siłę.

– Pobiegłam wtedy po króla, twego ojca, ale zanim tu dotarł, już mocno spałeś – opowiedziała mu. – Bardzo się o ciebie martwił. Zazdroszczę ci takiego ojca.

– To nie jest…

– Wiem. – Hilda kolejny raz przerwała Aidanowi, wchodząc mu w słowo. Zwykle irytowało go to mocno, ale swojej pięknej towarzyszce odpuścił. – Przygarnął cię, a mnie mój ojciec zostawił razem z matką i babką.

– Naprawdę? – Aidan szczerze się zmartwił.

– Nigdy go nie widziałam. Uciekł przed mymi narodzinami. Matka nie chce o nim mówić.

– Nie dziwota – odparł młody wojownik. – Ja swojego prawdziwego nie pamiętam. Miałem tylko kilka lat, kiedy tu trafiłem. Nie pamiętam go, albo nawet, tak jak ty swojego, nigdy go nie poznałem. Sam nie wiem…

– A matka? Prawdziwa? – dopytywała się Hilda. Aidan wzruszył jedynie ramionami, pokazując w ten sposób, że o niej też niczego nie wie. Wtedy córka Lagerty chcąc go pocieszyć, położyła swoją rękę na jego dłoni. W ten sposób pocieszali się nawzajem, mając podobne doświadczenia.

– Ragnar jest dla mnie prawdziwym ojcem i zawdzięczam mu wszystko – odezwał się po chwili Aidan, przerywając krótką ciszę. – To że żyję, mam co jeść, w co się ubrać. Dał mi braci, w tym Sigurda, za którego wskoczyłbym w ogień. To kim jestem, zawdzięczam jemu. Od najmłodszych lat bardzo podobały mi się łodzie. Ragnar zaprowadził mnie do swego młodszego brata Sigurda i pomagałem mu przy ich budowie.

– Może zbudujesz łódź i uciekniemy stąd? – zapytała Hilda, w rozmarzeniu.

– Uciekniemy?

– Czasami chcę stąd uciec i zacząć nowe życie, gdzie indziej, ale wtedy przypomina mi się o mojej mamie, którą kocham nad życie i dlatego niczego nie robię.

– Każdy o czymś marzy – powiedział Aidan, biorąc dłoń Hildy w obie ręce.

– A ty o czym marzysz?

– Chcę, żeby Ragnar był ze mnie dumny. Tylko tego pragnę.

– Naprawdę go kochasz – zauważyła dziewczyna, uśmiechając się.

– Oddałbym za niego życie i to bez wahania! – powiedział pewnie, bez chwili zastanowienia, czym jej bardzo zaimponował.

Młody wiking nie należał do zbyt śmiałych, lecz teraz czuł się nad wyraz pewnie. Przez myśl przemknęło mu nawet, aby pocałować Hildę, lecz na myślach się skończyło. Do komnaty wszedł bowiem Sigurd.

– Ty nie śpisz? – zapytał, wniebowzięty brat. – Kiedy się obudziłeś? Czemu nic o tym nie wiem? – dopytywał się, po czym podszedł szybko do łóżka i wyściskał zdrowiejącego.

– Ostrożnie, rana jeszcze się całkiem nie zagoiła. – Hilda zwróciła uwagę gościowi, ganiąc go.

– Dobrze, dobrze, musiałem to zrobić – odpowiedział jej, po czym zwrócił się do Aidana: – Jak się czujesz? Ojciec bardzo się ucieszy, że już nie śpisz.

– Bardzo był zły, że go nie posłuchaliśmy?

– Trochę tak, ale teraz najważniejsze jest, że żyjesz, bracie!

– Pójdę po króla – wtrąciła się Hilda. – Prosił, aby go powiadomić, kiedy się obudzisz – dodała i wyszła z komnaty.

Aidan odprowadził ją wzrokiem z lekkim smutkiem, że go zostawia. Z drugiej strony jednak cieszył się z obecności Sigurda.