Czas chaosu

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Wydawnictwo REPLIKA poleca także

wcześniejsze książki Daniela Komorowskiego:

Furia wikingów

Gniew Północy

Potęga zemsty


Copyright © Daniel Komorowski

Copyright © Wydawnictwo Replika, 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone

Redakcja

Lidia Ryś

Korekta

Danuta Urbańska

Skład i łamanie

Dariusz Nowacki

Projekt okładki

Mikołaj Piotrowicz

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dariusz Nowacki

Wydanie elektroniczne 2021

eISBN 978-83-66989-28-3

Wydawnictwo Replika

ul. Szarotkowa 134, 60–175 Poznań

replika@replika.eu

www.replika.eu

– I –

Northumbria

– Half−dan! Half−dan! Half−dan! – skandowali głośno wojowie imię swego dowódcy i następcy tronu. Świętowali, hucznie biesiadując, pojmanie Elli, króla Northumbrii, który ukrywał się w podziemiach zamku. Teraz Ella stał z rękoma w górze, przywiązany do jednej z kolumn przy swoim dawnym tronie. Zakrwawiony i wycieńczony, zdawał się balansować na krawędzi życia i śmierci z powodu rany po języku, którego bezceremonialnie pozbawił go Halfdan, aby nie mógł donieść Ivarowi o zdradzie brata. Rana przestała już krwawić, gdyż miejsce uciętego języka przypalono rozgrzanym metalem. Nie dodało to jednak Elli sił, a wycieńczyło go do ostatka.

– Napij się z nami, królu! – ryknął jeden z wojów Halfdana, imieniem Vernigo, podchodząc do kolumny. – No co? Nic nie powiesz?! – zaśmiał się, po czym uniósł rękę z kielichem, z którego pił piwo i wylał Elli na głowę, co bardzo spodobało się pozostałym. Wikingowie, wypełniający salę tronową, zanieśli się śmiechem. Wojowie żartowali z gestu swego kompana i namawiali go, by powtórzył swą czynność. Pastwienie się nad Ellą sprawiało im niewymowną przyjemność. Po zdobyciu zamku długo go szukali, więc chcieli mu teraz dać za swoje. Ośmieszanie króla nie miało więc końca. Wojownik, który wylał na władcę piwo, zachęcony aplauzem pozostałych, odstawił kufel na stół i ściągnął Elli spodnie, na co gawiedź kolejny raz ryknęła śmiechem. Kiedy trochę ucichli, wojownik lekko się pochylił, udając, że czegoś szuka, żartując z małego przyrodzenia Elli.

– Nic tu nie ma! – zaśmiał się, porywając raz jeszcze publikę. Podchmieleni wojownicy, upojeni przeróżnymi trunkami, byli ubawieni do łez. Niektórzy, wznosząc kolejne toasty za Vernigo i jego przedni dowcip, upadali na stoły, zmożeni piwem i winem. Ci, którzy mieli mocniejsze głowy, namawiali do kolejnych niewybrednych żartów i dręczenia bezbronnego władcy.

Tymczasem Halfdan podszedł do swego wuja, stojącego w oddali, przy drzwiach wejściowych. Krewniak nie radował się wcale, wyglądał raczej na strapionego, i to zainteresowało najstarszego syna Ragnara. Halfdan podszedł do niego z dwoma kielichami i dzbanem piwa. Podał wujowi jeden kielich i nalał trunku najpierw jemu, a potem sobie.

– Źle się bawisz, wuju? – zapytał. – Czemu nie świętujesz z innymi?

– To nazywasz świętowaniem? – wzruszył ramionami wuj.

– Co w tym złego? Pojmaliśmy go, Northumbria jest nasza. To chyba powód do radości, nie uważasz? – dopytywał się zdziwiony Halfdan, nie rozumiejąc, o co chodzi rozmówcy.

– Nie mówię o tym, bratanku – odparł Halfdan Starszy, po czym skinieniem głowy wskazał Vernigo, pijącego piwo obok Elli i zbierającego się do dalszego upokarzania jeńca.

– O to ci chodzi. – Dotarło do Halfdana po krótkiej chwili. – Nie rozumiem, co widzisz w tym złego? Długo go szukaliśmy, więc dajmy mu za swoje. Poza tym zabił mego ojca, a twego brata. Zasługuje na wszystko, co najgorsze.

Halfdan Starszy spojrzał na bratanka spode łba, jakby chciał mu coś powiedzieć, lecz w ostatniej chwili coś go powstrzymało.

– Ella zasługuje na śmierć, ale nie na takie traktowanie – powiedział wuj po krótkim namyśle. – Nie widzisz tego? To, co mu robicie, to przesada. Zabił mego brata i za to życzę mu śmierci, ale takie znęcanie się nad bezbronnym uważam za niegodne. Po prostu zabij Ellę i tyle. Takie moje zdanie, bratanku.

– Ellę zabije Ivar, jak tylko tu powróci.

– Czemu tak ci na tym zależy? Co za różnica, który z was go zabije?

– Ivarowi bardziej na tym zależy. Chcę w ten sposób puścić w niepamięć dawne urazy. Taka jest prawda.

– Chcesz pogodzić się z bratem? – dopytywał się wuj, na co Halfdan skinął głową. – Nasz ojciec nie żyje i teraz ja będę królem Danii. Pragnę, by Ivar uznał we mnie władcę. Żeby nie było już nienawiści między nami, bo teraz wszyscy poddani liczą na nas. Musimy żyć w zgodzie, jeśli chcemy, aby nasze królestwo było tak silne, jak za życia ojca.

– Dobrze prawisz, bratanku. Mądre słowa płyną z twoich ust – pochwalił swojego imiennika Halfdan Starszy. Syn Ragnara podziękował i odszedł. – Szkoda tylko, że zdradziłeś tych ludzi, dla których pragniesz być takim dobrym władcą – powiedział wuj pod nosem za odchodzącym tak, żeby nie usłyszał jego słów. – Nie wiem, na czym polegała twoja zdrada, ale jestem jej pewien. Wiem też, że ktoś taki jak ty, nie może zostać królem Danii. Nie możesz być następcą mego brata. Nie tak cię uczył. Przykro mi to stwierdzić, ale nie jesteś godzien zostać jego następcą. Nowym królem może być wyłącznie Ivar. Nikt inny. Kiedy dowie się prawdy o tym, co zrobiłeś, czeka was bratobójcza walka, w której zginiesz. Niestety zasługujesz na to, bo mam wrażenie, że Ragnar zginął wyłącznie z twojej winy… Co z tobą zrobić? – zapytał sam siebie Halfdan Starszy, przyglądając się bratankowi świętującemu z innymi wojami. Targały nim emocje, gdyż nie wiedział, co począć w bezsprzecznie najważniejszej teraz kwestii, dotyczącej królestwa Danii. Były momenty, że żałował tego, co zobaczył w podziemiach, lecz był też czas, kiedy uważał, że bogowie nie na darmo kazali mu się wtedy zjawić w tamtym miejscu. Był pewien, że mieli cel w zesłaniu go do podziemi, nie wiedział jednak, co ma teraz zrobić. Żałował, że nie jest Ragnarem, który zawsze był pewien, co ma czynić.

– II –

Hedeby. W tym samym czasie

Przed Hedeby, w zatoce, widać było łodzie Ivara oraz Finów pod dowództwem Antili, który zgodził się pomóc Hvitserkowi odzyskać królestwo. Dziesiątki jednostek stały spokojnie u brzegu, podczas gdy trzej bracia po powitaniu zaczęli się naradzać. Wokół zgromadzili się co ważniejsi wojownicy, z Eskilem i Herralim na czele. Amira stała tuż przy Ivarze i ze zmartwieniem przyglądała się Hvitserkowi oraz podejrzliwie zerkała na Antilę, który budził w niej niepokój.

– Nie daruję mu tego, co ci zrobił – powiedział stanowczo Ivar, przyglądając się pooranym przez bicz plecom Hvitserka. – Zapłaci za to, masz moje słowo.

– Nie chciałem ci ich pokazywać. Te blizny...

– Blizny nie są oznaką słabości. Wykazałeś się odwagą, o której już na pewno mówią bogowie. Tego możesz być pewien – rzekł Ivar, wypuszczając z rąk podciągniętą koszulę Hvitserka, pozwalając jej opaść i zasłonić plecy brata. Stanął teraz przed nim, po czym obydwaj podeszli do burty i kontynuowali rozmowę. Młodszy z braci zdawał relację z tego, co działo się w Hedeby pod nieobecność Bezkostnego.

– Wiele spodziewałbym się po Eryku, ale nie tego, że zdradzi. Wysłałem, co prawda, łódź z ostrzeżeniem, że Harald nie popłynął z nami do Northumbrii, ale musieli ją przechwycić.

– Daliśmy mu się zaskoczyć. – Hvitserk zaczął z bólem serca tłumaczyć, jak wpadł w ręce Norwegów i gołym okiem było widać, jak bardzo ta opowieść go męczy. Nie lubił przegrywać i porażka dała mu się we znaki. Urażona została jego duma, a to strata, którą można zniwelować tylko w jeden, krwawy sposób. – Wziął nas bez walki.

– Walczyliśmy – wtrącił się Sigurd. – Ty go prawie zabiłeś. Niewiele ci zabrakło. Udałoby ci się, gdybyśmy – Ubbe i ja – nie zostali rozbrojeni.

– Nie poświęciłbym waszego życia.

– Dobrze postąpiłeś i, co ważniejsze, zraniłeś dumę i pewność siebie Eryka.

– O zranionej dumie dowiedziałem się podczas biczowania, lecz straconej pewności siebie u niego nie zauważyłem, bracie – odparł Hvitserk, próbując zrozumieć, co miał na myśli Ivar.

– Chodzi o to, że Eryk będzie teraz wątpił w to, co robi. Zanim zdecyduje się na jakiś krok, będzie się wahał. Jego ludzie na pewno już to w nim dostrzegają. Wiedzą, że Eryk jest słaby. Zobaczyli to w nim wtedy, kiedy według ciebie przegrałeś.

– Nie rozumiem – przyznał się Hvitserk, kręcąc głową.

– Norwegowie widzieli w nim odradzającego się wielkiego wojownika, jakim był przed utratą ręki – powiedział Bezkostny. – Kiedy zaczął znowu walczyć, zaufali mu, lecz kiedy przegrał na ich oczach walkę z tobą, przegrał i ich zaufanie. Tylko czekać, kiedy zaczną się buntować.

– Na pewno zaczną prędzej niż później. Nie zdziwię się, jeśli już zaczynają robić Erykowi problemy – wtrącił się nagle Staekar stojący nieco z tyłu.

– To syn Starkada. Pomógł nam uciec z Hedeby – odezwał się Hvitserk, przedstawiając Dana starszemu bratu.

– Miałem właśnie pytać, jak się wydostaliście z osady – odparł Ivar. – A Staekara znam – dodał Bezkostny, po czym zwrócił się bezpośrednio do niego: – Jestem ci wdzięczy za pomoc mym braciom. Jeśli będziesz czegoś potrzebował, daj znać, jestem twoim dłużnikiem.

 

– Nie chcę nic w zamian, Ivarze, poza twoją przyjaźnią – powiedział Staekar, kręcąc głową. – Pomóc synom Ragnara to obowiązek i zaszczyt zarazem.

– O moją przyjaźń nie jest łatwo, ale ty ją masz. Twój ojciec zginął, a ty zachowałeś się rozsądnie, bo poczekałeś z zemstą. Lecz teraz mów, co wiesz o ludziach Eryka.

– Niecierpliwili się, odkąd zdobyli Hedeby – zaczął tłumaczyć Dan. – Chcieli walczyć, a nie mieli z kim. Większość naszych wojów popłynęła do Northumbrii i nikt się nie spodziewał ataku. Ci, którzy zostali i stawili opór, zginęli. Nikt potem się nie wychylał, bo Norwegów było zbyt wielu.

– Mam nadzieję, że nie rozładowali gniewu się na Ubbe i że on nadal żyje. Musiał się dostać w ich ręce, skoro nie spotkałeś go na swojej drodze.

– Na pewno żyje. Ubbe to zabezpieczenie Eryka. Wie, że nie zaatakujemy Hedeby w obawie, że go zabije.

– Boję się, że może dać mu się sprowokować, jak ja, i że Eryk ukaże go, jak czynił to ze mną.

– Ubbe jest silny, poradzi sobie.

– Więc jak odzyskamy brata i Hedeby? – zapytał Hvitserk. – Masz jakiś plan?

– Tak się składa, że nawet kilka, bracie. Kilka dość ciekawych – odparł Ivar, uśmiechając się, po czym poklepał go krzepiąco po plecach. – Odzyskamy brata, nasz dom i zemścimy się na Eryku.

– O niczym innym nie marzę – odpowiedział Hvitserk, po czym uściskał starszego brata. – Cieszę się, że wróciłeś.

– Ja też. Za długo mnie tu nie było – przyznał Ivar. – Zanim jednak odzyskamy nasz dom, spróbuję trochę sprowokować Eryka. Jeśli dobrze mi pójdzie, zyskamy nad nim dodatkową przewagę.

– III –

Hedeby. W tym samym czasie

Do wielkiej halli szybkim krokiem wszedł Steinhor i rozejrzał się dookoła, szukając Eryka. Wszędzie siedzieli jego wojowie, lecz po dowódcy nie było ani śladu. Rosły wojownik przeszedł przez całe pomieszczenie do miejsca, gdzie znajdowała się komnata Eryka, którą ten przejął po Ragnarze. Steinhor uderzył kilkakrotnie pięścią w drewniane drzwi, lecz nikt mu nie odpowiedział.

Powtórzył więc mocne pukanie i znowu odpowiedziała mu cisza. Postanowił otworzyć drzwi i po chwili był już w środku. Ujrzał Eryka, leżącego wraz z córką Lagerty, Hildą, na łożu i wpatrującego się w niego teraz pytająco.

– Myślałem, panie, że coś ci się stało – powiedział Steinhor, tłumacząc się – Nie odzywałeś się, a mam ważne wieści.

– Na tyle ważne, że musiałeś nam przerywać? – zapytał poirytowany Eryk. – Jestem zajęty.

– To naprawdę ważne i nie radzę ci, panie, mnie odsyłać. To się może źle skończyć – odparł spokojnie Steinhor, nie chcąc urazić syna Haralda Pięknowłosego.

– Grozisz mi? – zapytał Eryk, podrywając się z łoża wyłożonego futrami i skórami. – Jak śmiesz?!

– Nie grożę, tylko ostrzegam – bronił się rosły, wierny Erykowi wojownik. – Za zatoką widziano statki. To Danowie i jakieś obce, nieznane jednostki. W sumie kilka dziesiątek obsadzonych w pełni łodzi.

– Czemu nie mówisz od razu!? – ryknął Krwawy Topór. – Hvitserk i Sigurd wrócili ze wsparciem?!

– Na to wygląda, lecz to nie wszystko.

– Co jeszcze? Mów! Ile mam czekać?! – krzyczał Eryk, zirytowany opieszałością Steinhora. Miał wrażenie, że druh specjalnie chce go wyprowadzić z równowagi.

– Mówią, że część łodzi należy do Ivara.

– Czyli Bezkostny nareszcie wrócił! – odezwał się Eryk już spokojniej, jakby czekał na tę wieść od dłuższego czasu. Słowa Steinhora jakby ukoiły jego nerwy i Norweg zamyślił się na moment. Kiedy jego myśli wróciły do teraźniejszości, uspokoiły się nerwy. – Zmobilizuj wszystkich ludzi. Niech każdy będzie pod bronią. Podwoić straże. Gotujmy się do wojny! – Po czym wyszedł pośpiesznie z komnaty.

Steinhor został jeszcze przez kilka chwil, żeby przyjrzeć się Hildzie. Omiótł ją spojrzeniem, po czym nieznacznie pokiwał głową z dezaprobatą i zaraz wyszedł, zostawiając otwarte drzwi. Córka Lagerty wahała się przez chwilę, jednak wstała z łoża i podeszła do stołu, na którym leżał nóż. Chwyciła go i ostrożnie podeszła do wyjścia. Wyjrzała delikatnie i nieśmiało, jednak zaraz schowała się z powrotem, zatrzasnęła drzwi za sobą i podparła stołkiem, aby nikt z zewnątrz nie mógł ich otworzyć. Weszła na łoże, przykryła się futrem i z ukrytym nożem wpatrywała się w drzwi, gotowa w każdej chwili zrzucić futro i skoczyć z ostrzem na pierwszego Norwega, który przyjdzie ją skrzywdzić.

Krwawy Topór szedł przez hallę ze Steinhorem. Zatrzymał się przy jednym ze stołów i nalał sobie miodu. Wojownik wyczekiwał rozkazów dowódcy, żeby jak najszybciej zacząć działać. Eryk chwycił kufel, pociągnął kilka łyków i podszedł do tronu znajdującego się na podwyższeniu w szczycie budynku.

– Danowie powrócili! – powiedział do swych ludzi. – Wreszcie wszyscy dostaniemy to, na co czekaliśmy. Już niedługo przelejemy krew Danów, z Ivarem na czele, a wtedy nie tylko skaldowie będą śpiewać o naszych czynach, ale i sami bogowie! – zakrzyknął, pobudzając wojowników. – Wszyscy wiecie, co robić. Planowaliśmy to, odkąd tu przybyliśmy – zaczął mówić spokojniejszym głosem. – Bezkostny niedługo zaatakuje, to tylko kwestia czasu, lecz jesteśmy na to przygotowani. Bracia! – zawołał Krwawy Topór, chcąc jeszcze bardziej przykuć uwagę. – Niedługo zmiażdżymy Danów i wytniemy ich co do jednego! Skol! – Eryk wzniósł kielich, a w sali zawrzało. – Wiesz, co robić – odezwał się Krwawy Topór już ciszej do Steinhora. – Wyślij ludzi. Już czas – dodał, a kiedy wojownik się oddalił, Eryk zaczął świętować przyszłe zwycięstwo.

Po chwili odstawił kufel i zniknął, obierając drogę do komnaty, gdzie spoczywała Hilda. Chciał wejść do środka, lecz drzwi stawiły opór. Szarpał nimi, aż w końcu blokujący je stołek przewrócił się i drzwi się otworzyły.

– Czemu się zamknęłaś?! – zapytał zdenerwowany. – Mówiłem ci, że jesteś tu bezpieczna i nikt już cię nie skrzywdzi – dodał, podchodząc bliżej i siadając obok. – Wiem, że się boisz, ale nie musisz. Już nigdy więcej nie będziesz musiała się bać.

– Bracia wrócili? – zapytała nagle córka Lagerty, nie zwracając uwagi na próby uspokojenia jej.

– Tak, są tu.

– Zabijesz ich?

– Taki mam zamiar – odparł Norweg krótko. – Masz coś przeciwko?

– Jeśli tak, to czy to coś zmieni? – zapytała bez nadziei w głosie.

– Dobrze wiesz, że nie – odparł Eryk, patrząc jej prosto i głęboko w oczy. Ich odcień go hipnotyzował i wojownik zbliżył się do niej. Ich twarze były coraz bliżej siebie, aż Eryk złożył czuły pocałunek na jej ustach. Hildę przeszedł dreszcz, więc Eryk odstąpił. Spojrzał na córkę Lagerty ze smutkiem i współczuciem, po czym z niezrozumiałym dla niej wyrazem twarzy, bez słowa wstał z łoża i odszedł. Kiedy zniknął za drzwiami, zamykając je za sobą, dziewczyna wyjęła spod futra ręce i spojrzała na nóż, po czym spuściła wzrok i zaczęła szlochać.

– IV –

Hedeby. Kilka godzin później

Eryk Krwawy Topór, wezwany na fortyfikacje, wpatrywał się w zbliżającą się pojedynczą łódź z ciemnozieloną banderą, na której widniała podobizna czarnego wilka. Wokół Eryka zgromadziło się wielu wojów. Część z nich trzymała łuki przygotowane do oddania strzału.

– Albo to nie Ivar, albo zmienił banderę – odezwał się Steinhor do Eryka.

– To na pewno on – odparł Eryk. – Tylko on ma tyle odwagi, żeby płynąć tu jedną łodzią na rozmowę ze mną.

– Może zabijmy go od razu i będzie po walce? – zaproponował Steinhor. – Bez Ivara Danowie nie mają szans. Moglibyśmy wysłać im jego głowę, a potem zaatakować całymi siłami. Byliby bezbronni niczym dziecko zaraz po wyjściu z łona matki.

– Chcę pokonać Ivara w prawdziwej walce i chcę, żeby zapamiętano moje imię jako tego, który go pokonał, a nie oszukał niczym tchórz.

– Nie jestem tchórzem – bąknął urażony Steinhor. – Mówię tylko, co byłoby prostsze, panie.

– Planowanie zostaw mnie. – Wzruszył ramionami Krwawy Topór. – Walczymy o moje imię, więc ja zdecyduję, jak pokonamy Ivara – dodał, po czym zszedł, a wojowie otworzyli mu bramę. Eryk wraz ze sporą obstawą wyszedł przed nią i czekał na brzegu, okrążony przez swych ludzi i chroniony ich tarczami, aż łódź Ivara do niego dopłynie.

– Już nie mogłem się ciebie doczekać! – rzucił w kierunku Bezkostnego, kiedy łódź dobiła do brzegu, a Ivar zeskoczył z niej lekko. Jego ludzie zostali na pokładzie. – Zaczynałem się obawiać, że zginąłeś gdzieś na morzu i nie będę mógł cię zabić.

– Nic się zmieniło, Eryku. – Bezkostny machnął ręką. – Nadal nie będziesz mógł mnie zabić.

– A to niby czemu? – dopytywał się Norweg, wciągnięty w pułapkę.

– Nie będziesz w stanie. – Wzruszył ramionami Dan, po czym dodał wyzywająco: – Sam cię wcześniej zabiję.

– Nie byłbym tego taki pewien – odparł Eryk, nie dając się sprowokować. – Mam przewagę, mam wasze fortyfikacje. Jak chcesz mnie pokonać?

– Nie myślałem o tym jeszcze – zażartował Bezkostny. – Wiem jedynie, że nie rzucam słów na wiatr i jeśli mówię, że zginiesz, to tak będzie. Więc może nie marnujmy naszego czasu i od razu złóż broń i się poddaj. Wtedy może twoi ludzie przeżyją i wrócą cali i zdrowi do Norwegii, gdzie czekają na nich żony z dziećmi. Co ty na to?

– Przybywasz tu z taką propozycją? – zaśmiał się Eryk w głos. – Spodziewałem się po tobie czegoś więcej. Gdzie ten żądny krwi Ivar, który nie myśli o niczym innym, jak tylko by zanurzyć swój topór w czyimś ciele lub odrąbać komuś głowę? Czyżby śmierć Ragnara aż tak cię zmieniła?

– Powiedzmy – odparł Ivar, ignorując zaczepkę Norwega. – Lepiej powiedz, co z twoim ojcem? Rozumiem, że taki zdrajca jak ty, musiał zdradzić też i jego. Nigdy nie uwierzę, że ktoś tak honorowy jak Harald Pięknowłosy, przyjaciel mego ojca, zgodziłby się na tak tchórzliwy i haniebny atak na sojusznicze królestwo, które walczyło dla zemsty za swego króla. Harald pewnie był dumny, kiedy jego tchórzliwy syn go zabijał, co?

– Mój ojciec żyje, a tobie radzę lepiej ważyć słowa, bo moi łucznicy nadzieją twoją głowę na swe strzały.

– Na co czekasz? – Bezkostny zapraszająco rozłożył ręce. – No, na co? – dodał, dalej prowokując Eryka. – Bogowie już wiedzą, że nie masz ani krzty honoru i już na ciebie plują z Valhalli za to, jakim tchórzem jesteś. Daj im kolejne powody, żeby nigdy nie wpuścili cię do swego królestwa, gdzie wielcy wojowie, z moim ojcem na czele, świętują razem z nimi przy jednym stole. Chyba że został w tobie choć cień wielkości i załatwimy to we dwójkę. Ja i ty, po jednej broni, bez zbędnego przedłużania. Przeżyje tylko jeden. Masz na tyle odwagi, żeby przyjąć wyzwanie?

Eryk zwlekał z odpowiedzią, a wśród jego wojów dało się usłyszeć lekki pomruk. Jednak Norweg nie dał się sprowokować. Obawiał się walki z Ivarem, gdyż bez prawej ręki miał dużo mniejsze szanse na wygraną. Zdawał sobie z tego doskonale sprawę, więc wolał nie ryzykować.

– Dobra próba – prychnął, udając obojętność. – Chciałbyś ze mną teraz walczyć, prawda?

– A ty ze mną nie? Mielibyśmy raz na zawsze jasną odpowiedź na pytanie, który z nas jest lepszy – odpowiedział Ivar. – O to przecież chodzi, prawda? O to, że cię upokorzyłem w Wessexie. Chcesz zmyć plamę na honorze. Czy się mylę?

– Nie radzę ci ze mnie kpić, bo zabiję Ubbe. Aż dziw bierze, że nawet o niego nie zapytasz. Może nie zależy ci już na nim?

– Sam sobie odpowiedz – powiedział Bezkostny. – Lepiej, żeby był dobrze traktowany. W innym wypadku potraktuję cię tak samo, jak ty jego.

– Nie składaj gróźb bez pokrycia! – prychnął Eryk.

– Wszystkie moje groźby mają pokrycie – odparł Ivar, po czym zawrócił na pięcie i wsiadł na swoją łódź.

– Przybyłeś na próżno, Danie! Nic tu po tobie! Nie obędzie się bez walki, którą przegrasz, choćbyś nie wiem jakie siły zgromadził. Zaatakujesz, a zabiję Ubbe, więc przegrasz. Nie zaatakujesz, nie odzyskasz Hedeby, a to też przegrana.

– Nie powiedziałbym, że przybyłem na próżno – odezwał się Ivar cicho, jedynie do siebie, zupełnie ignorując ostatnią wypowiedź Eryka. – Mam to, czego chciałem.

– Harald żyje? – zapytał Eskil.

– Tak, i wydaje mi się, że ma się dobrze – przytaknął syn Ragnara. – Trzeba jak najszybciej wysłać łodzie do Norwegii. Popłyniesz jako ich dowódca i uwolnisz Haralda.

– A on przemówi Erykowi do rozumu?

 

– Nie tyle przemówi, co pozbawi Eryka wielu możliwości. Jak ten zobaczy Haralda po naszej stronie, znajdzie się w potrzasku – wytłumaczył Ivar, nadając misji Eskila ważności. – O ile oczywiście zdążysz go uwolnić i przypłynąć tu z nim z powrotem przed zawiązaniem się walk o Hedeby. Inaczej będzie krwawo i Eryk będzie walczył do ostatniego woja.

– Chyba że jego wojowie się zbuntują.

– Dokładnie tak, przyjacielu.

– Dlatego wyzwałeś go na pojedynek przy jego wojownikach? – zapytał biały wojownik.

– Pokazałem im, że Eryk się boi, a jaki wiking chce walczyć pod tchórzliwym dowódcą? – odparł Bezkostny, po czym dodał: – Poza tym zobaczyłem z bliska fortyfikacje. Eryk ich prawie wcale nie wzmocnił. Nie wiem, jak wyglądają te od wewnątrz, których budowę zleciłem, ale na pewno umacnianie nie było kontynuowane. Stare są nadal takie, jak były. Dodano jedynie niewielkie podwyższenia zasłaniające łuczników. – Ivar przyjrzał się umocnieniom, które w najbliższych dniach będzie musiał zdobyć. – Nie postarał się. Jedynie obstawił fortyfikacje wojami, tak jak Karol zrobił to w Paryżu. Tak jak i jemu, na nic się to zda. Hedeby padnie prędzej, niż mu się wydaje.