Człowiek o 24 twarzachTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Ja... Mnie nie wolno mówić. Gdyby on wiedział, że pan ze mną rozmawiał, to... to by mnie zabił... i zakopał w szopie.

Aż strach było patrzeć na cierpienie malujące się na twarzy Billy’ego. Billy skulił się i opuścił wzrok. Nitka zerwała się. Doktor George wiedział, że go stracił.

Rozległ się cichy głos Allena.

– Billy śpi. Arthur nawet go nie uśpił. Billy zasnął, bo zaczął sobie znów przypominać.

– Mówienie o tym było dla niego za trudne, czy tak?

– A o czym mówiliście?

– O Chalmerze.

– No tak, to mogłoby... – Allen podniósł wzrok i zobaczył kamerę wideo. – Po co jest ta kamera?

– Powiedziałem Billy’emu, że chciałbym zarejestrować sesję na filmie wideo. Wyjaśniłem mu, po co. A on się zgodził. Co spowodowało, że to ty teraz wyszedłeś na świat?

– Arthur kazał mi wyjść. Chyba dlatego, że Billy przestraszył się tych wspomnień. Czuł się niby w pułapce.

Doktor George zaczął wyjaśniać, o czym rozmawiali z Billym i nagle przyszedł mu do głowy pewien pomysł.

– Powiedz mi, czy byłoby możliwe, żebym porozmawiał równocześnie z tobą i z Arthurem? Żebyśmy we trzech porozmawiali o tym, co się przed chwilą zdarzyło?

– Mogę zapytać Arthura.

– Chcę uzyskać twoją, a także Arthura opinię w takiej sprawie: być może Billy jest teraz silniejszy, może nie ma skłonności samobójczych i może mógłby radzić sobie z większą ilością spraw...

– On nie ma skłonności samobójczych.

Głos był dystyngowany i zdradzał akcent charakterystyczny dla brytyjskich klas wyższych. Doktor George zorientował się, że Arthur postanowił wyjść na świat i mówić we własnym imieniu. Nie widział Arthura od dnia, w którym w więzieniu badanie przeprowadzała doktor Wilbur. Usiłując zachować spokój i nie okazywać zdziwienia, kontynuował rozmowę:

– Ale czy z nim wciąż trzeba się obchodzić jak z jajkiem? Czy ciągle jest taki podatny na ciosy?

– Tak – odrzekł Arthur, stykając palce obu dłoni koniuszkami. – Bardzo łatwo go przestraszyć. Ma silne cechy paranoidalne.

Doktor George oznajmił, że właściwie nie miał zamiaru w tej fazie terapii rozmawiać z Billym o Chalmerze, ale wydawało mu się, że Billy potrzebuje rozmowy na ten temat.

– Dotknął pan wspomnień przeszłości – powiedział Arthur, starannie dobierając słowa – i to jest pierwsza rzecz, jaka do niego dotarła. Zatryumfował też zwykły strach. A to w zupełności wystarczyło, żeby go uśpić. Nie mogłem nic zrobić, żeby nad tym zapanować. Pozwoliłem mu się obudzić, zanim...

– Czy jest pan świadomy wszystkiego, co on mówi, kiedy nie śpi?

– Jestem tego świadomy tylko częściowo, a i to nie zawsze. Nie zawsze mogę dokładnie wiedzieć, co on myśli. Ale kiedy myśli, wyczuwam lęk. Nie wiem, dlaczego, ale on właściwie niezbyt wyraźnie słyszy, co się do niego mówi. Jednak wygląda na to, że orientuje się, iż czasami go usypiamy i że sam też może zasnąć.

Doktor George i Arthur zaczęli mówić na temat niektórych z alternatywnych osobowości, ale Arthur, w chwili gdy zaczął przywoływać wspomnienia, przerwał nagle, podniósł głowę i zakończył rozmowę.

– Ktoś jest przy drzwiach – powiedział, i już go nie było.

Przy drzwiach znajdował się sanitariusz Jeff Janata, który obiecał, że przyjdzie za piętnaście dwunasta.

Arthur pozwolił Tommy’emu wrócić z Jeffem do Wakefield Cottage.

Na drugi dzień, dwa dni przed wizytą doktor Wilbur, doktor George, widząc drżące kolana, uświadomił sobie, że na sesję terapeutyczną znów przyszedł Billy. Słyszał on przedtem o Arthurze i Ragenie i teraz chciał się dowiedzieć, kim oni są.

Jak mu to powiedzieć? – zastanawiał się Harding. Wyobraził sobie rzecz przerażającą: że Billy odbierze sobie życie, kiedy dowie się prawdy. Pacjent jego kolegi z Baltimore powiesił się w więzieniu, kiedy dowiedział się, że cierpi na osobowość wieloraką. Doktor George odetchnął głęboko i powiedział:

– Ten głos, który mówi tak jak w filmie o Jamesie Bondzie, to Arthur. Arthur to jedno z pańskich imion.

Kolana przestały drżeć. Billy patrzył na lekarza szeroko otwartymi oczami.

– Arthur jest częścią pana. Chciałby pan go poznać?

Billy zaczął dygotać. Kolana drżały mu tak gwałtownie, że zauważył to i próbował je unieruchomić, przyciskając rękami.

– Nie. Myśl o tym powoduje, że chcę spać.

– Proszę posłuchać, Billy, sądzę, że gdyby bardzo się pan postarał, mógłby pan nie zasnąć i czuwać, gdy Arthur wyjdzie na świat i zacznie mówić. Mógłby pan usłyszeć, co on mówi. A wtedy zrozumiałby pan, na czym polega pański problem.

– Ale ja się boję.

– Zaufa mi pan?

Billy kiwnął głową.

– Więc dobrze. Pan będzie tu siedział, a Arthur wyjdzie na świat i porozmawia ze mną. Nie zaśnie pan. Usłyszy pan i zapamięta wszystko, co on powie. Tak jak czynią to niektórzy inni. Nie będzie pan „na miejscu”, ale będzie pan świadomy.

– Co to znaczy „na miejscu”?

– Tak to określa Arthur, kiedy chce wytłumaczyć, co się dzieje, kiedy jedna z osób mieszkających w panu wychodzi na świat i przejmuje działanie. „Miejsce” to jest coś takiego jak duży krąg światła reflektora. Ten, kto w ten krąg wchodzi, jest panem świadomości. Proszę zamknąć oczy, a zobaczy pan.

Harding wstrzymał oddech, gdy Billy zamknął oczy.

– Widzę! Jest tak, jakbym się znajdował na ciemnej scenie, a reflektor mnie oświetlał.

– W porządku, Billy. Jeżeli usunie się pan na bok i wyjdzie z kręgu światła, to Arthur wyjdzie i z nami porozmawia. Jestem tego pewien.

– Nie stoję już w świetle – powiedział Billy, a kolana przestały mu drżeć.

– Proszę posłuchać, Arthurze, Billy musi z panem porozmawiać – powiedział Harding. – Przepraszam, że panu przeszkadzam i pana wywołuję, ale dla terapii Billy’ego rzeczą o zasadniczym znaczeniu jest to, żeby Billy wiedział o panu i o innych.

Harding poczuł, że dłonie mu wilgotnieją. Gdy jego pacjent otworzył oczy, wyraz jego twarzy był zmieniony. Zniknęło zmarszczenie brwi, tak charakterystyczne dla Billy’ego, a pojawiło się wyniosłe spojrzenie spod opuszczonych powiek, znamionujące Arthura. I rozległ się głos, który Harding słyszał poprzedniego dnia. Popłynęły słowa wypowiadane ze ściśniętą szczęką i ledwie poruszającymi się ustami, z akcentem charakterystycznym dla brytyjskich klas wyższych.

– Williamie, mówi Arthur. Chcę, żebyś wiedział, że znajdujesz się w bezpiecznym miejscu i że pracujący tutaj ludzie próbują ci pomóc.

Wyraz twarzy Billy’ego zmienił się natychmiast. Jego oczy otworzyły się szeroko. Billy rozejrzał się wkoło, zaskoczony, i zapytał:

– Dlaczego przedtem o tobie nie wiedziałem?

Po czym ponownie zamienił się w Arthura.

– Byłem zdania, że nie będzie z korzyścią dla ciebie, jeżeli się dowiesz, zanim będziesz gotowy. Miałeś silne skłonności samobójcze. Musieliśmy czekać z wyjawieniem ci sekretu, aż przyjdzie właściwa pora.

Doktor George patrzył i słuchał, przerażony, ale i zadowolony. Arthur mówił do Billy’ego przez blisko dziesięć minut. Opowiedział mu o Ragenie i o ośmiu innych osobach i wyjaśnił, że zadaniem doktora George’a jest scalić umysły wszystkich tych osób w jeden.

– Czy pan potrafi to zrobić? – zapytał Billy, zwracając się do doktora George’a.

– Nazywamy to integracją. Zrobimy to powoli. Najpierw połączymy Allena i Tommy’ego, bo oni dwaj mają bardzo wiele cech wspólnych. Następnie Danny’ego i Davida, którym potrzebna jest solidna terapia. A później połączymy innych, jednego po drugim, aż stanie się pan ponownie jedną osobą.

– Dlaczego musi ich pan zintegrować ze mną? Dlaczego nie może się pan ich pozbyć?

Doktor George zrobił piramidkę z dłoni.

– Bo inni terapeuci próbowali to zrobić w wypadku ludzi będących w takim stanie jak pan. I to się im raczej nie udało. Pańska największa nadzieja na wyleczenie zależy od tego, czy scali pan wszystkie te aspekty, najpierw dzięki faktowi, że one porozumieją się między sobą, a następnie dzięki temu, że będzie pan pamiętał, co każdy z nich robi, że pozbędzie się pan amnezji. Nazywamy to współświadomością. W końcowej fazie będzie pan pracował nad scaleniem wszystkich tych ludzi w jedną osobowość. To się nazywa integracja.

– Kiedy pan ma zamiar to zrobić?

– Pojutrze przyjedzie do pana pani doktor Wilbur. Będziemy mieli prezentację i dyskusję z udziałem większości pracującego z panem personelu szpitalnego. Pokażemy filmy wideo, żeby umożliwić członkom personelu, którzy nigdy przecież nie doświadczyli takiego stanu umysłu jak pański, lepsze zrozumienie pana, po to, żeby mogli panu pomóc.

Billy kiwnął głową. A potem jego oczy otworzyły się szeroko, a jego uwaga skierowała się do wewnątrz. Kiwnął głową kilka razy, po czym – zdumiony – podniósł wzrok na doktora George’a.

– O co chodzi, Billy?

– Arthur mówi, że mam panu powiedzieć, że on chce zadecydować, kto ma przyjść na to spotkanie i udzielić tym osobom pozwolenia.

6

W szpitalu Hardinga panowało wielkie podniecenie. Doktor Cornelia Wilbur wygłosiła tu wykład latem 1975 roku, ale obecna wizyta to było całkiem co innego. Teraz mieli słynnego pacjenta, pierwszego pacjenta z osobowością wieloraką, który był poddany obserwacji w szpitalu psychiatrycznym przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Personel był wciąż podzielony – część wierzyła w słuszność diagnozy, a część nie – ale wszyscy jego członkowie chcieli być świadkami rozmowy doktor Wilbur z Milliganem.

Choć personel Wakefield Cottage sądził, że na sali będzie dziesięć lub piętnaście osób, okazało się, że sala była nabita.

Obecnych było prawie sto osób. Lekarze i pracownicy administracji szpitala przyprowadzili swoje żony, członkowie personelu innych oddziałów, nie mający nic wspólnego z leczeniem Milligana, tłoczyli się w tylnej części sali. Siedzieli na podłodze, opierali się o ściany i stali pod drzwiami.

 

Doktor George pokazał publiczności nakręcone niedawno filmy wideo. Przedstawiały one jego samego oraz Dorothy Turner pracujących z poszczególnymi osobowościami. Arthur i Ragen wzbudzili zainteresowanie, bo nikt z personelu, poza jego członkami pracującymi w Wakefield Cottage, nigdy ich nie widział. Adalana, którą dotychczas poznała tylko Dorothy Turner, wywołała przerażenie jednych, a kpiny drugich. Kiedy jednak na filmie pojawiła się osobowość podstawowa, czyli Billy, zaległa cisza. A kiedy Billy zawołał: „Kim są ci ludzie? Dlaczego nie pozwalają mi czuwać?”, Rosalie Drake, a także inne osoby musiały powstrzymać łzy, cisnące się do oczu.

Po filmie doktor Wilbur wprowadziła do sali Billy’ego i przeprowadziła z nim krótką rozmowę. Rozmawiała z Arthurem, Ragenem, Dannym i Davidem. Odpowiadali oni na pytania, ale Rosalie widziała, jacy są zdenerwowani. Gdy sesja się skończyła, Rosalie uświadomiła sobie, że cały personel Wakefield Cottage jest zirytowany. Siostra Adrienne McCann i siostra Laura Fisher narzekały, że oto po raz kolejny Milliganowi dano możliwość poczucia się wyjątkowym oraz szansę znalezienia się w centrum uwagi. Natomiast Rosalie, Nick Cicco i Donna Egar byli źli, że z Billy’ego zrobiono widowisko.

Po wizycie doktor Wilbur zmieniła się ponownie strategia terapii. Doktor George skupił się na integrowaniu poszczególnych osobowości.

Doktor Marlene Kocan odbywała z Milliganem regularne sesje i poszczególne osobowości zaczęły przypominać sobie popełnione wobec nich nadużycia seksualne oraz doznane tortury, przepracowywać je i przeżywać na nowo cierpienia, które doprowadziły do objawów dysocjacyjnych, gdy Billy miał osiem lat.

Doktor Kocan nie zgadzała się na plan integrowania. Wiedziała, że jest to metoda, którą posłużyła się doktor Wilbur w przypadku Sybil i twierdziła, że w innych okolicznościach byłaby to metoda słuszna. Ale w przypadku Milligana należało wziąć pod uwagę, co się stanie, jeżeli Ragen zostanie połączony z innymi, a Milligan wsadzony do więzienia. W więzieniu, we wrogim otoczeniu, nie będzie się umiał w żaden sposób bronić i – utraciwszy jedyny sposób obrony – może zostać zabity.

– Ale przecież przedtem przeżył w więzieniu – zauważył ktoś.

– Tak, jednak wtedy Ragen był w pobliżu i mógł go bronić. Jeżeli Milligan ponownie zostanie zgwałcony przez wrogo nastawionego mężczyznę, a wiecie, że takie rzeczy często zdarzają się w więzieniach, to prawdopodobnie popełni samobójstwo.

– Naszym zadaniem jest doprowadzić do integracji jego osobowości – oznajmił Harding. – Tak nam zalecił sąd.

Osobowość podstawowa, czyli Billy, była zachęcana do słuchania innych osobowości i do odpowiadania na ich pytania, do potwierdzania ich istnienia i poznawania ich. Dzięki nieustannemu sugerowaniu mu tego, Billy mógł pozostawać na świecie coraz dłużej. Integrowanie miało zachodzić stopniowo. Te osoby, które były do siebie podobne, miały zostać zintegrowane najpierw, parami, a potem miano integrować to, co było rezultatem łączenia tych par. Odbywać się to miało metodą intensywnej sugestii do chwili, gdy wszystkie osobowości połączyłyby się w osobowość podstawową, oryginalnego Billy’ego.

Ponieważ Allen i Tommy byli najbardziej do siebie podobni, mieli zostać połączeni jako pierwsi. Allen opowiadał, że po wielogodzinnych sporach z doktorem George’em i analizach, dokonywanych wspólnie z nim, nastąpiły jeszcze dłuższe wewnętrzne dyskusje z Arthurem i Ragenem. Allen i Tommy wraz z doktorem George’em pracowali ciężko nad integracją, ale szło to z oporami, bo Tommy miał lęki, których Allen był pozbawiony. Allen na przykład uwielbiał baseball, a Tommy bał się grać w tę grę, bo kiedyś, grając na drugiej bazie, popełnił błędy i został za to pobity. Doktor George zasugerował, by Nick Cicco, Allen oraz inne osoby pomogły Tommy’emu. Miały rozmawiać z nim o tym lęku i zachęcać go do gry w baseball. Terapia zajęciowa przez sztukę miała trwać nadal, a w jej zakres włączono malowanie farbami olejnymi.

Młodsze osobowości, twierdził Allen, nie były w stanie zrozumieć pojęcia integracji, dopóki Arthur nie wyjaśnił im go, posługując się analogią. Arthur porównał integrację do czegoś, co dzieci znały, a mianowicie do proszku Kool-Aid. Proszek ten składa się z pojedynczych kryształków, z oddzielnych ziarenek. Kiedy doda się do niego wody, kryształki rozpuszczają się. Ale jeżeli ta mieszanka postoi przez pewien czas, woda wyparuje i pozostanie stała masa. Nic nie zostało dodane ani utracone. Zaszły tylko zmiany.

– Teraz wszyscy to rozumieją – powiedział Allen. – Integracja to takie zmieszanie proszku.

Dnia 5 czerwca siostra Nan Graves zanotowała: „Pan Milligan stwierdził, że na godzinę zintegrował się jako «Tommy i Allen» i że czuł się wtedy «dziwnie»”.

Donna Egar zameldowała, że Milligan powiedział jej, iż martwi się z powodu integracji, bo nie chce, żeby którakolwiek z alternatywnych osobowości zmarła lub żeby zostały uszczuplone jej talenty lub osłabione mocne strony.

– Dlatego pracujemy nad tym – zapewnił ją Allen.

Na drugi dzień przyjechali Gary Schweickart i Judy Stevenson, przywożąc dobre wieści. Sąd zgodził się przedłużyć pobyt Milligana w szpitalu Hardinga, dając mu co najmniej dalsze trzy miesiące na dokonanie integracji.

W środowy wieczór, 14 czerwca, w budynku, w którym pacjenci odbywali muzykoterapię, Rosalie patrzyła i słuchała, jak Tommy gra na bębnach. Wiedziała, że przedtem grał na nich tylko Allen. W tym zintegrowanym stanie nie był oczywiście tak dobrym perkusistą jak Allen w stanie niezintegrowanym, samodzielnie.

– Czuję, że kradnę Allenowi talent – powiedział.

– Czy jesteś wciąż Tommym?

– Jestem kombinacją i właściwie nie mam teraz imienia. To mnie niepokoi.

– Ale reagujesz, kiedy ktoś mówi do ciebie „Billy”.

– Zawsze tak czyniłem – odrzekł, wystukując powolny rytm.

– Czy jest jakiś powód, dla którego miałbyś tego zaniechać?

Wzruszył ramionami.

– Sądzę, że byłoby to mniej skomplikowane dla wszystkich. – Wystukał rytm jeszcze raz. – Dobrze. Możecie dalej mówić do mnie Billy.

Integracja nie nastąpiła od razu. Bywały okresy o różnej długości, podczas których siedem alternatywnych osobowości – wszystkie z wyjątkiem Arthura, Ragena i Billy’ego – łączyły się w jedną. Żeby uniknąć zamieszania, Arthur nadał im nowe imię – „Kenny”. Ale ono się nie przyjęło i wszyscy wrócili do imienia „Billy”.

Wieczorem pewna pacjentka przyniosła siostrze Yaeger notatkę, którą znalazła w koszu na śmieci u Billy’ego. Notatka wyglądała na list samobójcy. Wobec Milligana natychmiast zastosowano specjalne środki ostrożności. Przez resztę tygodnia siostra Yaeger meldowała, że choć Milligan integrował się i dezintegrował, pozostawał zintegrowany przez coraz dłuższe okresy. Dnia 14 lipca doszedł do stanu, w którym był zintegrowany przez większą część dnia i robił wrażenie spokojnego.

Czas płynął, a stany częściowej integracji nadal utrzymywały się przez większość czasu, ale były też krótkie okresy, w których Milligan miał luki i w ogóle tracił kontrolę nad wszystkim.

Judy i Gary ponownie odwiedzili swego klienta dnia 28 sierpnia. Powiedzieli mu, że sprawozdanie doktora George’a dla sądu ma być gotowe za jakieś trzy tygodnie. Jeżeli doktor George orzeknie, że Milligan jest zintegrowany i zdolny do przesłuchań sądowych, to od sędziego Flowersa będzie zależało, na kiedy zostanie wyznaczona data procesu.

– Uważam, że powinniśmy omówić strategię procesową – odezwał się Arthur. – Chcemy zmienić zeznania. Ragen chce przyznać się do winy i zaakceptować karę za trzy rabunki, ale nie ma zamiaru przyznać się do popełnienia gwałtów.

– Jednak cztery z dziesięciu zarzutów to zarzuty popełnienia gwałtu.

– Zgodnie z tym, co mówi Adalana, wszystkie trzy kobiety współdziałały – powiedział Arthur. – Ani jedna z nich nie odniosła obrażeń. Każda miała szansę ucieczki. Poza tym Adalana mówi, że każdej z nich oddała część pieniędzy, żeby miały więcej, kiedy firmy ubezpieczeniowe wypłacą im odszkodowania.

– Te kobiety mówią co innego – powiedziała Judy.

– Komu ma pani zamiar wierzyć? – prychnął Arthur. – Im czy mnie?

– Moglibyśmy to zakwestionować, gdyby choć jedna z nich mówiła co innego niż Adalana. Ale wszystkie mówią to samo, a przecież zdaje pan sobie sprawę, że te trzy kobiety nie znają się ani nie kontaktowały się ze sobą.

– Ale przecież wszystkie trzy mogą nie chcieć przyznać, jak było naprawdę.

– Skąd pan wie, co się naprawdę zdarzyło? – zapytała Judy. – Przecież pan tam nie był.

– Ale była tam Adalana – powiedział Arthur.

Ani Judy, ani Gary nie zaakceptowali pomysłu zasugerowania, że ofiary współdziałały. Uświadomili jednak sobie, że Arthur mówił o wersji zdarzeń zgodnej z postrzeganiem Adalany.

– Czy możemy z nią porozmawiać? – zapytał Gary.

Arthur pokręcił głową.

– Została wygnana z „miejsca” na zawsze. Za to, co zrobiła. Nie może być dalszych wyjątków.

– W takim razie obawiam się, że pozostaniemy przy tym, co postanowiliśmy przedtem – powiedział Gary. – Uniewinnienie. I to z powodu choroby umysłowej.

Arthur popatrzył na niego chłodno. Jego wargi prawie się nie poruszały, gdy wycedził:

– Nie będziecie starać się o uznanie mnie za chorego umysłowo.

– To jest nasza jedyna nadzieja – powiedziała Judy.

– Ja nie jestem umysłowo chory – upierał się Arthur – i to koniec dyskusji.

Następnego dnia Judy i Gary otrzymali kolejny list pisany na żółtym liniowanym papierze. List zawierał stwierdzenie, że William S. Milligan nie chce już być przez nich reprezentowany i zamierza bronić się sam.

– Znowu pozbawił nas pełnomocnictwa – powiedział Gary. – Co ty na to?

– Sądzę, że tego listu też nie widziałam – odrzekła Judy, chowając list do teczki. – Papiery giną i zapodziewają się. Przy naszym wspaniałym systemie archiwizacji znalezienie go zajmie pewnie sześć czy siedem miesięcy.

W ciągu następnych dni zawieruszyły się kolejne cztery listy odbierające pełnomocnictwa, a kiedy Judy i Gary pozostawili je bez odpowiedzi, Arthur przestał próbować się ich pozbyć.

– Czy możemy wygrać, starając się o uznanie go za chorego umysłowo? – zapytała Judy.

Gary zapalił fajkę.

– Jeżeli Karolin, Turner, Kocan, Harding i Wilbur zeznają, że Billy jest niezdolny do odpowiadania za własne czyny, zgodnie z definicją kodeksu stanu Ohio, to myślę, że wygramy.

– Ale sam mówiłeś, że dotychczas żaden oskarżony o poważne przestępstwo, cierpiący na osobowość wieloraką, nie został uniewinniony z powodu choroby umysłowej.

– No to w takim razie William Stanley Milligan będzie pierwszy – powiedział Gary z uśmiechem.

7

Doktor George Harding walczył teraz z własnym sumieniem. Nie miał cienia wątpliwości, że Billy znajduje się obecnie w stanie zintegrowania lub jest tego stanu bliski i prawdopodobnie zostanie w wystarczającym stopniu zintegrowany, by stać się zdolnym do zeznań sądowych. Nie to stanowiło problem. W czasie długich nocy pod koniec sierpnia, kiedy przeglądał materiały do swego sprawozdania dla sędziego Flowersa, nie dawało mu spokoju pytanie, czy rzeczą moralnie słuszną będzie potraktowanie diagnozy, stwierdzającej istnienie stanu osobowości wielorakiej, jako argumentu dla obrony w sprawie o ciężkie przestępstwa, jakie popełnił Billy.

Bardzo poruszało go zagadnienie odpowiedzialności karnej. Obawiał się, że ktoś może w sposób błędny posłużyć się jego słowami, dyskredytując diagnozę, mówiącą o istnieniu stanu osobowości wielorakiej, innych pacjentów cierpiących na tę chorobę, środowisko lekarzy psychiatrów oraz instytucję biegłego psychiatry. Doktor George wiedział, że jeżeli sędzia Flowers zaakceptuje jego opinię mówiącą, iż takie zaburzenie dysocjacyjne, zaklasyfikowane dotychczas jako nerwica, jest podstawą do uznania pacjenta za niewinnego z powodu choroby umysłowej, będzie to stanowiło precedens prawny w stanie Ohio, a może nawet na skalę całego kraju.

Doktor George był przekonany, że wtedy, w ciągu owych feralnych październikowych dni, Billy Milligan nie kontrolował swoich działań. Jego, lekarza, zadaniem było dowiedzieć się więcej i wkroczyć na nowe obszary. Jego obowiązkiem było zrozumieć ten przypadek, zrozumieć Billy’ego i opisać całą rzecz w sposób, który okaże się użyteczny dla społeczeństwa za każdym razem, gdy będzie ono miało do czynienia z podobnymi problemami. Dzwonił ponownie do różnych kolegów psychiatrów, prosząc o rady i wskazówki, rozmawiał z własnym personelem, aż wreszcie, dnia 12 września 1978 roku, usiadł i napisał swój dziewięciostronicowy raport dla sędziego Flowersa, opisując w nim historię Billy’ego Milligana z punktu widzenia medycznego, społecznego i psychiatrycznego.

 

Pacjent twierdzi – napisał – że w jego rodzinie matka i dzieci były maltretowane fizycznie i że on sam był ofiarą sadystycznych w swym charakterze nadużyć seksualnych – łącznie ze stosunkiem analnym – ze strony pana Milligana. Według pacjenta praktyki te powtarzały się przez rok, gdy pacjent miał osiem czy dziewięć lat, a odbywały się na farmie, gdzie był sam z ojczymem. Mówi, iż bał się, że ojczym go zabije, bo ojczym groził mu, że „zakopie go w szopie i powie matce, że uciekł”.

Analizując psychodynamikę tego przypadku, Harding stwierdzał, że samobójstwo biologicznego ojca Milligana spowodowało, iż chłopiec został pozbawiony ojcowskiej uwagi i ojcowskiego zaangażowania w jego sprawy i wytworzyło w nim „przekonanie o istnieniu jakiejś nieracjonalnej siły oraz ogromne poczucie winy prowadzące do lęku, wewnętrznych konfliktów i intensywnego fantazjowania”. Pacjent był wskutek tego „podatny na wykorzystywanie przez ojczyma, Chalmera Milligana, który żerował na jego potrzebie bliskości i troski ze strony otoczenia w celu zażegnania własnych frustracji za pośrednictwem seksualnego i sadystycznego wykorzystywania...

Młody Milligan identyfikował się z matką, kiedy ta była bita przez męża, co powodowało, że „doświadczał jej przerażenia i cierpienia...”. Doprowadziło to także do „pewnego rodzaju lęku przed rozdzieleniem, który sprawił, że chłopiec przebywał w niepewnym wyimaginowanym świecie, mającym wszelkie nieprzewidywalne i niezrozumiałe cechy snu. To, jak również upokarzanie, sadystyczne maltretowanie i seksualne wykorzystywanie przez ojczyma, doprowadziło do powtarzających się objawów dysocjacyjnych.

Doktor George Harding zakończył konkluzją:

Obecnie jestem zdania, że pacjent – po dokonaniu integracji jego licznych osobowości – jest zdolny do zeznań sądowych... Jestem również zdania, że pacjent jest chory psychicznie i że wskutek swojej choroby psychicznej nie odpowiadał za swoje przestępcze zachowania w czasie, gdy zachowania te występowały, to jest w drugiej połowie października 1977 roku.

Dnia 19 września Judy Stevenson zgłosiła wniosek o uznanie oskarżonego „niewinnym zarzucanych mu czynów z powodu choroby umysłowej”.

8

Do tego momentu diagnoza stwierdzająca u Billy’ego Milligana osobowość wieloraką nie została podana do wiadomości publicznej. Znana była jedynie tym, którzy go leczyli, obrońcom, prokuratorom i sędziemu. Obrońcy publiczni w dalszym ciągu obstawali przy tym, by diagnozę zachować w tajemnicy, gdyż w wypadku, gdyby wiadomość o jej treści przedostała się do mediów i spowodowała sensację, trudno by było Milligana leczyć, a potem sądzić.

Bernie Yavitch zgodził się z tym, uważał bowiem za rzecz etyczną, w wypadku prokuratora, nie ujawniać tego, co dzieje się z oskarżonym, ponieważ nie zeznawano na ten temat w sądzie.

Jednak rankiem dnia 27 września w „Columbus Citizen-Journal” pojawił się ogromny tytuł:

OSOBOWOŚĆ ZINTEGROWANA PRZED PROCESEM.

DZIESIĘĆ OSÓB ISTNIEJE W PODEJRZANYM

O GWAŁTY

Kiedy wieść o tym dotarła do szpitala Hardinga, personel zachęcił Billy’ego, żeby opowiedział o sobie pozostałym pacjentom, zanim ci dowiedzą się o wszystkim ze źródeł zewnętrznych. Billy poinformował minigrupę, że został oskarżony o gwałty i rabunki, ale nie jest pewien, czy je popełnił, gdyż w czasie, gdy zostały popełnione, jego osobowości były rozszczepione.

W wieczornych wiadomościach powtórzono informacje na jego temat i Billy poszedł spać z płaczem.

Kilka dni później Billy namalował piękną młodą kobietę mającą w oczach wyraz cierpienia, a siostra Nan Graves zameldowała, że stwierdził, iż jest to Adalana.

Gary Schweickart przyjechał do szpitala Hardinga dnia 3 października – samochodem typu combi – bo chciał zabrać ze sobą kilka obrazów Billy’ego. Wyjaśnił, że Judy Stevenson pojechała z mężem na urlop do Włoch. Miała więc nie być obecna na rozprawie, w której będzie rozstrzygana kwestia zdolności Billy’ego do zeznań sądowych, natomiast chciała wrócić przed rozpoczęciem właściwego procesu. Spacerowali i rozmawiali. Gary usiłował przygotować Billy’ego na to, że zostanie przeniesiony do więzienia hrabstwa Franklin i tam będzie czekał na rozprawę.

Doktor George miał pewność, że Billy jest zintegrowany. Dowodził tego fakt braku epizodów o charakterze dysocjacyjnym oraz sposób traktowania przez niego cech poszczególnych osobowości. Stopniowo dochodziło do połączenia poszczególnych osobowości, do ich homogenizacji. Personel też to dostrzegał. Wszystkie aspekty poszczególnych osobowości były teraz widoczne w jednej – w osobowości Billy’ego Milligana.

Dnia 4 października, dwa dni przed powrotem Billy’ego do więzienia, Harry Franken z „Citizen-Journal” opublikował drugi duży materiał na jego temat. Z niewiadomych źródeł uzyskał kopię sprawozdania doktora Hardinga i przyszedł do Gary’ego i Judy, prosząc ich o komentarz i oznajmiając, że opublikuje materiał. Judy i Gary poinformowali o tym sędziego Flowersa, który postanowił, że materiał ma być udostępniony także gazecie „Columbus Dispatch”. Obrońcy publiczni zgodzili się skomentować sprawozdanie, skoro i tak zaistniał przeciek. Pozwolili fotoreporterom sfotografować obrazy, które Gary przywiózł ze szpitala. Jeden przedstawiał Mojżesza na chwilę przed roztrzaskaniem kamiennych tablic z dziesięciorgiem przykazań, drugi Żyda dmącego w róg, trzeci pejzaż, a czwarty Adalanę.

Artykuły zamieszczone w gazetach zdenerwowały Billy’ego, który podczas ostatniej sesji z doktor Kocan był przygnębiony. Bał się innych więźniów, zastanawiał się, co mu zrobią, kiedy się dowiedzą, że ma osobowość lesbijki.

– Jeżeli zostanę uznany za winnego – powiedział – i wsadzony do więzienia w Lebanon, to wiem, że będę musiał umrzeć.

– Jeżeli tak się stanie, to Chalmer zwycięży.

– A co ja mam robić? Mam w sobie całą tę skumulowaną nienawiść. Nie mogę sobie z nią poradzić.

Doktor Kocan rzadko udzielała pacjentom rad i instrukcji. Wolała pozwalać im dochodzić do własnych wniosków. Wiedziała jednak, że tym razem nie ma czasu na taką terapię.

– Mógłby pan spożytkować nienawiść w sposób pozytywny – zasugerowała. – Był pan jako dziecko maltretowany. Mógłby pan pokonać te okropne wspomnienia, a także człowieka, który jest ich przyczyną, poświęcając życie walce przeciwko maltretowaniu dzieci. Żyjąc, będzie pan mógł pracować dla tej sprawy i wygrać. A jeżeli pan umrze, to wygra człowiek, który pana maltretował, natomiast pan sam przegra.

Tego samego dnia po południu, rozmawiając w swoim pokoju z Donną Egar, Billy sięgnął pod łóżko i oderwał od listwy żyletkę, którą przykleił tam prawie siedem miesięcy wcześniej.

– Proszę – powiedział, wręczając ją Donnie. – To już mi nie jest potrzebne. Chcę żyć.

Donnie napłynęły łzy do oczu. Uściskała Billy’ego.

Billy powiedział do Rosalie:

– Nie chcę się już spotykać z minigrupą. Muszę się przygotować do samotności. Muszę się wzmocnić. Żadnych pożegnań.

Ale pacjenci z minigrupy przygotowali dla niego kartki pożegnalne. Kiedy Rosalie mu je przyniosła, nie mógł powstrzymać się od płaczu.

– Po raz pierwszy w życiu – powiedział – reaguję jak normalny człowiek. Doświadczam czegoś, co ludzie nazywają „mieszanymi uczuciami”. Przedtem nigdy nie byłem w stanie tak odczuwać.

Billy miał być odwieziony do więzienia w piątek, 6 października. Rosalie miała właśnie dzień wolny, ale przyszła do szpitala, żeby z nim pobyć. Wiedziała, że niektórzy członkowie personelu będą patrzeć na ten jej gest z ironią i czynić sarkastyczne komentarze, ale nie przejmowała się tym. Weszła do świetlicy i zobaczyła Billy’ego. Ubrany w swój niebieski garnitur z kamizelką, chodził w tę i z powrotem. Czekał, spokojny i opanowany.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?