Człowiek o 24 twarzachTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Dlaczego? – zapytał.

– Z powodu chłopców. Wpakowałam ich w kłopoty.

– A co takiego zrobiłaś? – zapytał doktor George.

Dorothy Turner, która spotkała Adalanę w więzieniu, w wieczór poprzedzający przeniesienie Milligana do szpitala, w milczeniu obserwowała to, co się działo.

– Oni nie rozumieją, czym jest miłość – powiedziała Adalana. – Nie rozumieją, co to znaczy, kiedy ktoś cię obejmuje i troszczy się o ciebie. To ja ukradłam ten czas. Czułam alkohol i lekarstwa, które zażył Ragen. Mówienie o tym jest bardzo bolesne...

– Tak, ale musimy o tym mówić – stwierdził doktor George. – To nam pomoże odkryć prawdę.

– Ja to zrobiłam. Jest trochę za późno na to, żeby mówić, iż jest mi przykro, prawda? Zrujnowałam chłopcom życie... Ale oni po prostu nie rozumieli...

– Czego nie rozumieli? – zapytała Dorothy Turner.

– Czym jest miłość. Czym jest potrzeba miłości. Tęsknota za tym, żeby ktoś nas obejmował. Tęsknota za ciepłem i troską. Nie wiem, co mnie skłoniło do zrobienia tego.

– A wtedy – zapytała Dorothy Turner – wtedy czułaś ciepło i troskę?

Adalana zamilkła na chwilę, a potem wyszeptała:

– Tylko przez kilka chwil... Ja ukradłam ten czas. Arthur nie wywołał mnie na świat. Chciałam, żeby Ragen zniknął ze świata...

Rozejrzała się ze łzami w oczach.

– Nie chcę przez to przechodzić. Nie mogę pojawić się na sali sądowej. Nie chcę nic powiedzieć Ragenowi... Chcę zniknąć z życia chłopców. Nie chcę już więcej pakować ich w kłopoty... Czuję się winna... Dlaczego to zrobiłam?

– A kiedy zaczęłaś się pojawiać na świecie? – zapytał doktor George.

– W zeszłym roku w lecie zaczęłam kraść czas. A kiedy chłopcy siedzieli w więziennej izolatce w Lebanon, ukradłam trochę czasu, żeby pisać wiersze. Uwielbiam pisać wiersze... – Rozpłakała się. – Co oni zrobią chłopcom?

– Nie wiemy – powiedział łagodnie doktor George. – Próbujemy jak najwięcej zrozumieć.

– Nie róbcie im krzywdy – poprosiła Adalana.

– Czy wtedy, kiedy to się zdarzyło, w październiku zeszłego roku, byłaś świadoma, na co się zanosi? – zapytał doktor George.

– Tak. Wiem wszystko. Wiem o rzeczach, o których nie wie nawet Arthur... Ale nie mogłam temu zapobiec. Czułam działanie lekarstw i alkoholu. Nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Byłam taka samotna.

Pociągnęła nosem i poprosiła o chusteczkę.

Doktor George obserwował uważnie twarz Adalany, wypytując ją bardzo ostrożnie, bo nie chciał jej spłoszyć.

– Czy miałaś przyjaciół... z którymi ci było dobrze? I którzy mogliby ulżyć ci w twojej samotności?

– Ja nigdy z nikim nie rozmawiam. Nawet z chłopcami... Rozmawiam tylko z Christene.

– Powiedziałaś, że w lecie przez pewien czas byłaś na świecie, a także w więzieniu w Lebanon. A przedtem, czy przedtem wychodziłaś na świat?

– Nie wychodziłam. Ale istniałam. Istnieję od bardzo dawna.

– A wtedy, kiedy Chalmer...

– Tak! – powiedziała ostro. – Proszę o nim nie mówić!

– Czy masz jakiś kontakt z matką Billy’ego?

– Nie! Ona nie ma kontaktu nawet z chłopcami.

– A z siostrą Billy’ego, Kathy?

– Tak, rozmawiałam z Kathy. Ale przypuszczam, że ona o tym nie wiedziała. Poszłyśmy razem po zakupy.

– A z bratem Billy’ego, Jamesem?

– Nie... Ja właściwie go nie lubię.

Adalana otarła łzy i opadła na oparcie krzesła, patrząc na aparaturę do filmowania. Była zaskoczona i pociągała nosem. A potem przez długi czas milczała i doktor George zorientował się, że odeszła. Obserwował szklane oczy Milligana i zastanawiał się, kto teraz się pojawi.

– Bardzo by nam pomogło – powiedział łagodnie – gdybyśmy mogli porozmawiać z Billym.

Twarz Milligana nabrała wyrazu zdumienia i przerażenia. Milligan rozejrzał się wkoło. Doktor George rozpoznał ten wyraz twarzy. Miał go Billy, osobowość podstawowa, przywołana przez doktor Wilbur w więzieniu hrabstwa Franklin.

Doktor George zaczął mówić łagodnie, bo bał się, że Billy zniknie, zanim uda się nawiązać z nim kontakt. Kolana Billy’ego dygotały nerwowo, a oczy patrzyły trwożnie.

– Czy pan wie, gdzie pan jest? – zapytał doktor George.

– Nie? – odpowiedział Billy tonem ucznia niepewnego odpowiedzi na pytanie ze szkolnego testu.

– Jest pan w szpitalu, a ja jestem pańskim lekarzem.

– Jezu, on mnie zabije, jeżeli będę rozmawiał z lekarzem.

– Kto pana zabije?

Billy rozejrzał się i zauważył wycelowaną w siebie kamerę wideo.

– Co to jest?

– To aparatura rejestrująca tę sesję. Kamera wideo. Uważaliśmy, że zarejestrowanie tej sesji może się przydać. Będzie pan dzięki temu wiedział, co się działo.

Ale wtedy Billy odszedł.

– Przestraszył się tej maszyny – powiedział Tommy tonem oburzenia.

– Wyjaśniłem, żc to kamera wideo i że...

Tommy prychnął.

– On prawdopodobnie nie miał pojęcia, o czym pan mówi.

Po zakończeniu sesji i po odejściu Tommy’ego do Wakefield Cottage doktor George długo siedział w swoim gabinecie, zastanawiając się głęboko. Wiedział, co będzie musiał powiedzieć sądowi. Będzie musiał powiedzieć, że choć William S. Milligan nie jest obłąkany w zwykłym sensie tego słowa, to znaczy nie cierpi na psychozę (gdyż dysocjacja jest uważana za nerwicę), to – zgodnie z jego osądem jako lekarza – nie jest odpowiedzialny za popełnione przestępstwa, gdyż jest tak odległy od rzeczywistości, że nie potrafi dostosować swego postępowania do wymagań prawa.

Co więc pozostawało do zrobienia? Należało kontynuować leczenie tego pacjenta i w jakiś sposób doprowadzić go do stanu, w którym będzie zdolny do odpowiedzi sądowych.

Ale jak można wyleczyć chorobę, której leczenie, w przypadku Sybil, zajęło takiej specjalistce od psychoanalizy jak Cornelia Wilbur ponad dziesięć lat, mając do dyspozycji mniej niż sześć tygodni pozostałych z trzymiesięcznego okresu zaleconego przez sąd?

Następnego dnia rano Arthur doszedł do wniosku, że musi poinformować Ragena o tym, czego dowiedział się o Adalanie podczas sesji z doktorem George’em. Chodząc w tę i z powrotem po swoim pokoju, mówił do Ragena.

– Tajemnica gwałtów wyszła na jaw. Wiem teraz, kto je popełnił.

Jego głos zmienił się szybko w głos Ragena.

– Skąd wiesz?

– Dowiedziałem się o paru nowych faktach i skojarzyłem je sobie.

– Kto to był?

– Sądzę, że masz prawo wiedzieć, skoro oskarżają cię o przestępstwa, których nie popełniłeś.

Głosy zmieniały się błyskawicznie, rozmowa toczyła się dalej – czasami na głos, a czasami bez słów, we wnętrzu.

– Słuchaj, Ragenie, czy przypominasz sobie, że w przeszłości niekiedy słyszałeś kobiece głosy?

– Tak, słyszałem Christene. I... tak, także inne głosy kobiet.

– No więc, w październiku, kiedy wychodziłeś kraść, wmieszała się jedna z naszych kobiet.

– Jak to?

– Istnieje młoda kobieta, której nigdy nie spotkałeś. Ma na imię Adalana.

– Nigdy o niej nie słyszałem.

– Jest bardzo miła i łagodna. To ona zawsze gotowała dla nas i sprzątała. To ona układała kwiaty, kiedy Allen dostał pracę w kwiaciarni. A mnie nigdy nie przyszło do głowy, że...

– Co ona ma z tym wspólnego? Czy to ona wzięła pieniądze?

– Nie. To ona zgwałciła twoje ofiary.

– Ona zgwałciła dziewczyny? A jak ona, kobieta, gwałci dziewczyny?

– Czy słyszałeś kiedyś o lesbijkach?

– No dobra – powiedział Ragen – ale jak lesbijka gwałci inną dziewczynę?

– No właśnie dlatego oskarżyli ciebie. Kiedy jeden z mężczyzn jest na świecie, to zdarza się, że ma fizyczną zdolność do uprawiania seksu, chociaż obaj wiemy, że ustanowiłem regułę, zgodnie z którą mamy żyć z celibacie. Ona posłużyła się twoim ciałem.

– Chcesz powiedzieć, że przez cały czas oskarża się mnie o gwałt, który popełniła ta suka?

– Tak, ale chcę, żebyś z nią porozmawiał i pozwolił jej się wytłumaczyć.

– Więc to o to chodzi. Ja ją zabiję.

– Słuchaj, Ragen, bądź rozsądny.

– Rozsądny?

– Adalano, chcę, żebyś poznała Ragena. Ponieważ Ragen jest naszym obrońcą, ma prawo wiedzieć, co się zdarzyło. Będziesz musiała się przed nim wytłumaczyć i usprawiedliwić swoje czyny.

W jego wyobraźni rozległ się łagodny, delikatny głos dobiegający jakby z zaświatów. Był jak halucynacja albo głos słyszany we śnie.

– Słuchaj, Ragen, przykro mi z powodu tych kłopotów...

– Jej jest przykro! – warknął Ragen, chodząc w tę i z powrotem po pokoju. – Ty cholerna dziwko. Dlaczego gwałcisz kobiety? Zdajesz sobie sprawę, w co nas wpakowałaś?

Odwrócił się gwałtownie i wycofał ze świata, a wtedy, nagle, w pokoju rozległ się płacz kobiety.

W otworze do podglądania ukazała się twarz siostry Yaeger.

– Czy mogę panu w czymś pomóc, Billy?

– Do diabła! – powiedział Arthur. – Niech nas pani zostawi w spokoju.

Siostra Yaeger wycofała się, zdenerwowana tym, że Arthur odezwał się do niej tak ostro. Kiedy jej twarz zniknęła, Adalana zaczęła się tłumaczyć:

– Słuchaj, Ragen, musisz to zrozumieć. Moje potrzeby są inne niż potrzeby reszty z was.

– Dlaczego, u diabła, uprawiasz seks z innymi kobietami? Przecież sama jesteś kobietą.

– Wy, mężczyźni, nie rozumiecie. Dzieci przynajmniej wiedzą, czym jest miłość, czym jest współczucie, co znaczy móc objąć kogoś i powiedzieć: „Kocham cię, troszczę się o ciebie, darzę cię uczuciem”.

– Muszę przerwać – powiedział Arthur. – Zawsze uważałem, że miłość fizyczna jest czymś nielogicznym i anachronicznym. W świetle ostatnich badań naukowych...

 

– Jesteś obłąkany! – krzyknęła Adalana. – Obaj jesteście obłąkani! – Tu jej głos złagodniał. – Gdybyście mogli doświadczyć, jak to jest, kiedy ktoś was obejmuje i troszczy się o was, gdybyście mogli tego doświadczyć, to może byście zrozumieli.

– Słuchaj, suko! – warknął Ragen. – Nie obchodzi mnie, kim czy czym jesteś. Jeżeli odezwiesz się jeszcze raz do kogoś na tym oddziale lub w ogóle kogokolwiek, to dopilnuję, żebyś umarła.

– Chwileczkę – odezwał się Arthur. – Nie ty podejmujesz tutaj decyzje, w tym szpitalu. Tutaj ja rządzę, a ty masz mnie słuchać.

– Masz zamiar pozwolić jej usprawiedliwiać się za pomocą takich bredni?

– W żadnym wypadku. Zajmę się tą sprawą. Ale ty nie możesz jej zabronić wychodzić na świat. Nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia. Byłeś idiotą, pozwalając jej ukraść sobie ten czas. Nie miałeś wystarczającej kontroli. Twoja głupia wódka, marihuana i amfetamina spowodowały, że jesteś taki słaby, że narażasz na niebezpieczeństwo życie Billy’ego i wszystkich innych. Tak, Adalana to zrobiła. Ale odpowiedzialność spoczywa na tobie, bo ty jesteś obrońcą. A kiedy stałeś się słaby, naraziłeś na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale wszystkich innych.

Ragen chciał się odezwać, ale nie powiedział nic. Dostrzegł stojącą na parapecie doniczkę z kwiatem, wyciągnął rękę i zrzucił ją na podłogę.

– Powiedziawszy to, co powiedziałem – ciągnął Arthur – oświadczam, że zgadzam się, by Adalana była od tej chwili zaklasyfikowana jako „niepożądana”. Adalano, nigdy więcej nie wyjdziesz na świat. Nie będziesz miała więcej czasu do dyspozycji.

Adalana stanęła w kącie, twarzą do ściany, i zawodziła, dopóki nie opuściła świata.

Nastąpiła długa cisza, po czym wyszedł na świat David i otarł sobie łzy z oczu. Popatrzył na kwiat w rozbitej doniczce i pomyślał, że roślina ginie. Jej widok sprawił mu ból. David odczuwał jej umieranie.

Do drzwi podeszła siostra Yaeger z tacą z jedzeniem.

– Czy jest pan pewien, że nie mogę panu pomóc?

David skulił się.

– Czy wsadzicie mnie do więzienia za to, że zamordowałem roślinę?

Siostra odstawiła tacę i położyła mu uspokajająco dłoń na ramieniu.

– Nie, Billy. Nikt pana nie wsadzi do więzienia. Zaopiekujemy się panem i sprawimy, że poczuje się pan lepiej.

Doktor George, mimo nawału zajęć, pojechał do Atlanty na zjazd Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, który zaczął się w poniedziałek, 8 maja. W piątek poprzedniego tygodnia odbył sesję z Milliganem i zarządził, żeby podczas jego nieobecności rozpocząć jego intensywną kurację. Ustalił szczegóły z doktor Marlene Kocan, naczelnym psychologiem szpitala.

Pochodząca z Nowego Jorku Marlene Kocan należała do tych członków personelu szpitala Hardinga, którzy od początku wątpili w trafność diagnozy mówiącej o osobowości wielorakiej, choć nigdy otwarcie nie ujawniła swoich wątpliwości. Aż pewnego popołudnia, gdy rozmawiała w swoim gabinecie z Allenem, weszła Donna Egar i powiedziała:

– Cześć, Marlene. Jak się masz?

Wtedy Allen, odwracając się gwałtownie, wygadał się:

– Marlene to imię dziewczyny Tommy’ego.

W tejże chwili, dostrzegając jego spontaniczność oraz fakt, że wypowiedział te słowa bez chwili zastanowienia, doktor Kocan uwierzyła, że Milligan nie udaje.

– Ja też mam tak na imię – powiedziała. – Więc mówisz, że ona jest dziewczyną Tommy’ego?

– No, ona nie wie, że to jest Tommy. Ona nazywa nas wszystkich imieniem „Billy”. Ale to Tommy dał jej pierścionek zaręczynowy. Ona nie zna naszej tajemnicy.

– No to będzie wstrząśnięta, kiedy ją odkryje – powiedziała doktor Kocan w zamyśleniu.

Na zjeździe Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego doktor Harding spotkał doktor Wilbur i poinformował ją dokładnie, co dzieje się z Milliganem. Powiedział jej, że teraz wierzy, iż Milligan cierpi na osobowość wieloraką. Opisał jej też, jak Milligan reaguje na to, że personel nie uznaje innych imion niż Billy i opowiedział o problemach, jakie to powoduje.

– Podczas terapii grupowej spowodowało to kłopoty z innymi pacjentami. Na prośbę, by podzielił się swoimi problemami, odpowiada: „Mój lekarz zabronił mi o tym mówić”. Może pani sobie wyobrazić, jakie to pociąga skutki. Został wykluczony z grupy.

– Trzeba rozumieć – powiedziała doktor Wilbur – co dla dodatkowych osobowości oznacza fakt, że nie są uznawane. Oczywiście, są przyzwyczajone do reagowania na oryginalne imię, jednak gdy sekret się wyda, czują się w takim wypadku niechciane.

Doktor George zastanowił się nad tym, a potem zapytał doktor Wilbur, co sądzi o jego zamiarze leczenia Milligana w tym krótkim okresie, który mu pozostał.

– Sądzę, że powinien pan poprosić sąd o co najmniej dziewięćdziesiąt dodatkowych dni – odrzekła. – I że w tym czasie powinien pan spróbować doprowadzić do integracji jego osobowości, tak żeby mógł współdziałać z adwokatami i być zdolnym do przesłuchań sądowych.

– Za jakieś dwa tygodnie, 26 maja, ma przyjechać i zbadać go psychiatra sądowy stanu Ohio. Zastanawiałem się, czy pani nie mogłaby zjawić się wtedy na konsultację. Przydałoby mi się wsparcie z pani strony.

Doktor Wilbur zgodziła się przyjechać.

Choć zjazd miał trwać aż do piątku, doktor George wyjechał z Atlanty w środę. Zapowiedział spotkanie zespołu w Wakefield Cottage na następny dzień i poinformował personel, że po omówieniu przypadku z doktor Wilbur doszedł do wniosku, iż nieuznawanie alternatywnych osobowości jest antyterapeutyczne.

– Myśleliśmy, że ignorując te liczne osobowości, doprowadzimy do ich zintegrowania. Ale w rzeczywistości to zepchnęło je do podziemia. Musimy nadal podkreślać potrzebę odpowiedzialności za czyny, ale równocześnie musimy unikać tłumienia poszczególnych osobowości.

Stwierdził, że jakakolwiek nadzieja na to, że dojdzie do integracji osobowości, a co za tym idzie, na to, że Milligan stanie się zdolny do przesłuchań sądowych, może istnieć tylko pod warunkiem, że wszystkie osobowości zostaną uznane i że będzie się je traktowało jak odrębne osoby.

Rosalie Drake poczuła ulgę. Ona sama, potajemnie, przez cały czas reagowała na wszystkich, zwłaszcza na Danny’ego. Teraz, gdy otwarcie uzna się istnienie ich wszystkich, zamiast udawać, że nie istnieją ze względu na tych nielicznych, którzy w nie nie wierzą, wszystkim będzie łatwiej.

Dnia 12 maja 1978 roku Donna Egar uśmiechała się, wypisując nowy plan:

Pan Milligan będzie mógł swobodnie mówić o innych osobowościach po to, by móc wyrazić uczucia, z których wyrażeniem w inny sposób ma trudności. Będzie mógł szczerze omawiać ich istnienie z personelem.

Plan:

(A) Nie zaprzeczać, że doświadcza objawów dysocjacyjnych.

(B) Kiedy jest przekonany, że jest inną osobą, dowiedzieć się, co w tej sytuacji czuje.

4

Kiedy w połowie maja minigrupa zaczęła pracować w ogrodzie, Rosalie Drake i Nick Cicco odkryli, że Danny bardzo się boi ręcznej maszyny orzącej marki Rototiller. Rozpoczęli program odwarunkowywania, zachęcając Danny’ego, żeby podchodził coraz bliżej do maszyny. Kiedy Nick powiedział, że pewnego dnia Danny przestanie się bać i będzie mógł nawet obsługiwać tę maszynę, Danny omal nie zemdlał.

Kilka dni później jeden z innych pacjentów Rosalie nie chciał pracować w ogrodzie. Allen zauważył, że pacjent ten od czasu do czasu lubi dokuczać Rosalie.

– Co za idiotyzm! – krzyczał pacjent. – To oczywiste, że nie ma pani pojęcia o ogrodnictwie.

– Ale możemy spróbować – perswadowała Rosalie.

– Jest pani pieprzonym głupim babskiem – powiedział pacjent – które o ogrodnictwie ma takie samo zerowe pojęcie jak o terapii grupowej.

Allen widział, że Rosalie jest bliska łez, ale nie powiedział nic. Wypuścił na chwilę Danny’ego, żeby ten popracował z Nickiem. Później, już w pokoju, Allen zaczął wychodzić na świat, lecz poczuł, że coś nim szarpie i wali o ścianę. Taką rzecz mógł zrobić tylko Ragen i tylko w czasie przechodzenia jednej osobowości w drugą.

– Jezu, po co to robisz? – szepnął Allen.

– Dziś rano w ogrodzie pozwoliłeś tamtemu krzykaczowi obrazić damę.

– To nie ja.

– Znasz zasady. Nie wolno stać i bezczynnie patrzeć, jak obrażana jest kobieta czy dziecko.

– Więc dlaczego ty nic nie zrobiłeś?

– Ja nie byłem wtedy na świecie. To był twój obowiązek. Pamiętaj o tym albo następnym razem, kiedy wyjdziesz na świat, rozwalę ci głowę.

Na drugi dzień, kiedy agresywny pacjent obraził Rosalie, Allen złapał go za kołnierz i, łypiąc wściekle, zawołał:

– Uważaj, do cholery, co mówisz!

Miał nadzieję, że pacjent nie zacznie się bronić. Gdyby zaczął, pomyślał, odejdę i niech Ragen się z nim bije. Był pewien, że tak zrobi.

Rosalie Drake przekonała się, że musi bezustannie bronić Milligana przed tymi osobami w szpitalu, które twierdzą, że jest on oszustem udającym chorobę, żeby wymigać się od więzienia oraz przed tymi, których denerwuje to, że Allen domaga się specjalnych przywilejów, nastawiając przeciwko sobie członków personelu i tymi, których wyprowadza z równowagi arogancja Arthura, a także aspołeczna postawa Tommy’ego. Była wściekła, słysząc, jak niektóre pielęgniarki narzekają, że ulubiony pacjent doktora George’a zbytnio absorbuje wszystkich swoją osobą. I kuliła się po prostu, gdy słyszała wciąż, że „oni martwią się bardziej o tego gwałciciela niż o jego ofiary”. Sama była zdania, że próbując pomóc człowiekowi z zaburzeniami psychicznymi, trzeba odłożyć na bok uczucia skłaniające do zemsty, a zająć się tym człowiekiem jako pacjentem.

Pewnego ranka Rosalie obserwowała Billy’ego Milligana, siedzącego na schodkach przed Wakefield Cottage. Billy poruszał ustami, mówił do siebie. Potem nastąpiła w nim zmiana. Podniósł wzrok, zaskoczony, pokręcił głową, dotknął policzka.

A następnie zauważył motyla, wyciągnął rękę i go złapał. Kiedy zajrzał do wnętrza złożonych dłoni, skoczył na równe nogi z bolesnym okrzykiem. Rozłożył ręce, podnosząc je do góry, jakby chciał pomóc motylowi odlecieć. Motyl upadł na ziemię i leżał nieruchomo. Billy patrzył na niego z wyrazem udręki na twarzy.

Gdy Rosalie do niego podeszła, odwrócił się, przestraszony. W oczach miał łzy. Rosalie, sama nie wiedząc dlaczego, miała wrażenie, że jest to ktoś inny niż ci wszyscy, których dotychczas poznała.

Podniósł motyla z ziemi.

– On już nie lata.

Rosalie uśmiechnęła się do niego serdecznie, zastanawiając się, czy powinna zaryzykować i zwrócić się do niego, używając właściwego imienia. W końcu wyszeptała:

– Witaj, Billy. Od dawna chcę cię poznać.

Usiadła obok niego na schodkach, a on, obejmując ramionami kolana, patrzył przerażony na trawę, na drzewa i na niebo.

Kilka dni później, podczas zajęć minigrupy, Arthur pozwolił Billy’emu wyjść ponownie na świat i pracować w glinie. Nick zachęcił go, żeby uformował głowę i Billy męczył się nad tym przez blisko godzinę. Ukształtował kulę, dodał kawałki gliny na oczy i nos, a potem przylepił dwie kulki, które miały udawać tęczówki.

– Zrobiłem głowę – powiedział z dumą.

– Bardzo dobrze – pochwalił go Nick. – Kto to jest?

– A to musi być ktoś?

– Nie, po prostu myślałem, że ta rzeźba kogoś przedstawia.

Gdy Billy odwrócił się, na świat wyszedł Allen i spojrzał na glinianą głowę z obrzydzeniem. Według niego był to po prostu szary gniot. Allen wziął narzędzie do modelowania, żeby go przerobić. Zrobi z tego popiersie Abrahama Lincolna albo doktora George’a i pokaże Nickowi, jak wygląda prawdziwa rzeźba.

Już miał zacząć modelować twarz, kiedy narzędzie wyśliznęło mu się i skaleczyło go w rękę, tak że popłynęła krew.

Allen otworzył usta. Wiedział, że to nie on był aż tak niezdarny. Nagle poczuł, że ktoś go popycha na ścianę. Cholera. Znowu Ragen.

– Co znowu zrobiłem? – zapytał szeptem.

Odpowiedź usłyszał w głowie.

– Nigdy nie dotykaj tego, co zrobił Billy.

– Do diabła, ja chciałem tylko...

– Chciałeś się popisać. Pokazać, że masz talent plastyczny. Ale teraz jest ważniejsze, żeby Billy odbył terapię.

Tego wieczoru, już w pokoju, Allen skarżył się Arthurowi, że ma mdłości po uderzeniu o ścianę i że ma dosyć ataków Ragena.

– Jeżeli tak mu wszystko przeszkadza, to niech się tym zajmie on sam albo ktoś inny.

– Spowodowałeś kłopoty – odpowiedział mu Arthur. – Spowodowałeś niezgodę. Z twojego powodu zostaliśmy wykluczeni z terapii grupowej. Twoje bezustanne manipulacje były przyczyną wrogości wielu członków personelu Wakefield Cottage.

 

– No to niech kto inny to wszystko załatwia. Wyznacz kogoś, kto niewiele mówi. Billy i dzieci potrzebują leczenia. Niech oni mają do czynienia z tymi ludźmi.

– Miałem zamiar częściej pozwalać Billy’emu na wychodzenie na świat – powiedział Arthur. – Po spotkaniu z doktorem Georgem nadejdzie czas na to, by Billy spotkał się z nami wszystkimi.

5

Gdy w środę, 24 maja, Milligan wszedł do pokoju badań, doktor George zauważył w jego oczach wyraz przerażenia i rozpaczy. Milligan wyglądał tak, jak gdyby miał za chwilę uciec lub upaść. Wpatrywał się w podłogę, a doktor George odniósł wrażenie, że z otaczającą rzeczywistością łączy go tylko słaba nić. Przez chwilę siedzieli w milczeniu, przy czym Billy’emu trzęsły się kolana. Następnie doktor George powiedział łagodnie:

– Może opowie mi pan, jakie są pana wrażenia po pojawieniu się na świecie i co pan czuje przed rozmową ze mną.

– Nic na ten temat nie wiem – powiedział Billy przez nos.

– Nie wiedział pan o naszym spotkaniu? A kiedy pojawił się pan na świecie?

Billy wyglądał na zmieszanego.

– Jak to „pojawiłem się na świecie”?

– Kiedy uświadomił pan sobie, że pan i ja będziemy rozmawiać?

– Wtedy, kiedy przyszedł ten facet i powiedział, że mam z nim pójść.

– Co pan sobie wtedy pomyślał? Co pańskim zdaniem miało się zdarzyć?

– Ten facet powiedział mi, że idę do lekarza. Nie miałem pojęcia dlaczego. – Kolana Billy’ego nadal drżały, a on nie mógł tego opanować.

Rozmowa przebiegała powoli, przerywana chwilami męczącej ciszy. Doktor George starał się uzyskać kontakt z tym, co – był tego pewien – stanowiło osobowość podstawową. Postępował jak rybak manewrujący delikatnie wędką tak, żeby się za bardzo nie napięła i nie pękła.

– Jak się pan czuje? – zapytał.

– Chyba dobrze.

– Jakie ma pan problemy?

– No więc... robię różne rzeczy, a potem tego nie pamiętam... Zasypiam... i ludzie mi mówią, co zrobiłem.

– A jakie rzeczy według nich pan robi?

– Złe rzeczy... popełniam przestępstwa.

– Czy są to rzeczy, o których zrobieniu pan myślał? Większość z nas myśli czasami o zrobieniu mnóstwa różnych rzeczy.

– Za każdym razem, kiedy się budzę, ktoś mi mówi, że zrobiłem coś złego.

– A co pan o tym sądzi? Co pan myśli, kiedy ktoś panu mówi, że zrobił pan coś złego?

– Chcę wtedy po prostu umrzeć... bo nie chcę nikogo krzywdzić.

Drżał tak bardzo, że doktor George szybko zmienił temat.

– Mówił pan, że pan śpi. Jak dużo pan śpi?

– Mnie się wydaje, że nie śpię długo, ale okazuje się, że śpię przez długi czas. A poza tym, ciągle coś słyszę... Ktoś próbuje do mnie mówić.

– A co ten ktoś próbuje powiedzieć?

– Ja właściwie tego nie rozumiem.

– Czy dlatego, że ten ktoś mówi szeptem? A może mówi niewyraźnie albo przekręca wyrazy tak, że nie może ich pan rozróżnić?

– To jest ciche... i brzmi, jakby dobiegało z daleka.

– Tak jakby dobiegało z innego pomieszczenia czy innego kraju?

– Tak – powiedział Billy – z innego kraju.

– Z jakiegoś określonego kraju?

Po dłuższym poszukiwaniu w pamięci Billy powiedział:

– To brzmi tak jak w filmie z Jamesem Bondem. A inny mówi tak, jakby był Rosjaninem. Czy to są ci ludzie, o których ta pani mówiła, że są we mnie, wewnątrz?

– Możliwe – szepnął doktor George, prawie niedosłyszalnie, widząc popłoch w oczach Billy’go.

Głos Billy’ego przeszedł w krzyk.

– Co oni tam robią?!

– Co oni do pana mówią? Proszę powiedzieć, bo to może nam pomóc zrozumieć. Czy dają panu wskazówki, czy coś panu radzą?

– To brzmi tak, jak gdyby mówili: „Słuchaj, co on mówi. Słuchaj, co on mówi”.

– „On”, to znaczy kto? Ja?

– Chyba tak.

– A kiedy nie jestem z panem, kiedy jest pan sam, czy wtedy też pan słyszy, że do pana mówią?

Billy westchnął.

– Wtedy to brzmi jak rozmowa o mnie. Z innymi ludźmi.

– Czy oni się zachowują tak, jakby musieli pana bronić? Czy rozmawiają o panu z innymi ludźmi, ale pragnąc pana osłaniać?

– Wydaje mi się, że zmuszają mnie, żebym zasnął.

– Kiedy pana do tego zmuszają?

– Wtedy, kiedy robię się za bardzo zdenerwowany.

– Czy ma pan wrażenie, że to jest wtedy, kiedy nie może pan poradzić sobie ze zdenerwowaniem? To jest jeden z powodów, dla których ludzie zasypiają. Zasypiają, żeby oddalić się od tego, co ich denerwuje. Czy ma pan wrażenie, że teraz robi się pan wystarczająco silny? Tak silny, że oni nie muszą już pana chronić?

– Kto to są oni? – zawołał Milligan, a w jego głosie zabrzmiało znowu przerażenie. – Kim są ci ludzie? Dlaczego nie pozwalają mi czuwać?

Doktor George uświadomił sobie, że musi pójść w inną stronę.

– Z czym jest panu najtrudniej sobie poradzić?

– Ktoś ma zamiar mnie skrzywdzić.

– Czy to pana przeraża?

– To spowodowałoby moje zaśnięcie.

– Ale mimo to mógłby pan zostać skrzywdzony – upierał się doktor George. – Nawet o tym nie wiedząc.

Billy położył sobie dłonie na drżących kolanach.

– Ale jeżeli zasnę, to nic mi się nie stanie.

– Co się wtedy dzieje? Wtedy, kiedy pan śpi?

– Nie wiem... Za każdym razem, kiedy się budzę, okazuje się, że nic mi się nie stało. – Po dłuższym milczeniu Billy podniósł znowu wzrok. – Nikt mi nie powiedział, dlaczego ci ludzie istnieją.

– Ci, którzy do pana mówili?

– Tak.

– Może to z tego powodu, o którym przed chwilą pan mówił. To znaczy: że kiedy pan nie wie, jak siebie ochronić przed jakimś niebezpieczeństwem, pańska druga strona potrafi zorientować się, w jaki sposób się ochronić, tak żeby nic się panu nie stało.

– Moja druga strona?

Doktor George uśmiechnął się i kiwnął głową, czekając na reakcję Billy’ego. Głos Billy’ego zadrżał:

– A jak to się dzieje, że nie znam tej drugiej strony?

– Bo najprawdopodobniej ma pan w sobie wielki lęk – powiedział doktor George. – Lęk powstrzymujący pana od czynów, które są konieczne dla pańskiej ochrony. To jest tak, jakby pan bardzo się bał ich dokonywać. Ponieważ tak bardzo się pan boi, musi pan zasypiać. Musi pan zasypiać po to, by podczas snu ta pańska druga strona mogła uczynić to, co pana ochroni.

Billy zdawał się zastanawiać nad tym przez chwilę. A potem podniósł wzrok, usilnie starając się to wszystko zrozumieć.

– Dlaczego ja jestem taki?

– Musiały zaistnieć fakty, które pana okropnie przestraszyły, kiedy był pan bardzo mały.

Po dłuższym milczeniu Billy zaczął szlochać.

– Nie chcę o tym myśleć. To boli.

– Ale pytał mnie pan, dlaczego musi pan zasypiać wtedy, kiedy boi się pan, że nastąpi sytuacja, w której zostanie pan skrzywdzony.

Billy rozejrzał się i zapytał stłumionym głosem:

– Jak ja się tu dostałem? Jak się dostałem do tego szpitala?

– Pani Turner, doktor Karolin i doktor Wilbur uważały, że być może dostawszy się do szpitala, nie będzie pan musiał zasypiać. Że w szpitalu będzie się pan mógł nauczyć, jak sobie radzić z problemami i przerażającymi doświadczeniami.

– To znaczy, że wy możecie do tego doprowadzić? – zaszlochał Billy.

– My oczywiście chcielibyśmy spróbować panu pomóc. A pan, czy pan chciałby, abyśmy spróbowali?

Głos Billy’ego znowu przeszedł w krzyk.

– To znaczy, że wypędzicie tych ludzi ze mnie?

Doktor George cofnął się na krześle. Musiał zachować ostrożność, nie mógł obiecywać zbyt wiele.

– Chcielibyśmy panu pomóc. Chcielibyśmy doprowadzić do tego, żeby pan nie musiał zasypiać. I żeby te pańskie inne strony pomogły panu stać się człowiekiem silnym i zdrowym.

– I już ich nie będę słyszał? I oni nie będą mogli zmusić mnie do spania?

Doktor George ostrożnie dobierał słowa:

– Jeżeli stanie się pan wystarczająco silny, nie będzie powodu, żeby pana zmuszać do spania.

– Myślałem, że nikt mi nie będzie mógł pomóc. Ja... ja nie wiedziałem... Za każdym razem, kiedy się odwracałem, budziłem się... Byłem zamknięty na klucz w pokoju... w izolatce...

Zająknął się, oczy mu latały z przerażenia.

– To mogło pana bardzo przestraszyć – powiedział doktor George, starając się go uspokoić. – Bardzo.

– Ja byłem zawsze zamykany w izolatce – powiedział Billy, podnosząc głos. – Czy on wie, że ja jestem tutaj?

– Kto?

– Mój tata.

– Nie kontaktowałem się z nim. Nie wiem, czy wie, że pan tu jest.