Cynamon, sekrety i jaTekst

Z serii: Cynamon #3
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Dedykacja

Lista wakacyjnych priorytetów Vicky

Rozdział pierwszy

Rozdział drugi

Rozdział trzeci

Rozdział czwarty

Rozdział piąty

Rozdział szósty

Rozdział siódmy

Rozdział ósmy

Rozdział dziewiąty

Rozdział dziesiąty

Rozdział jedenasty

Rozdział dwunasty

Rozdział trzynasty

Rozdział czternasty

Rozdział piętnasty

Rozdział szesnasty

Rozdział siedemnasty

Rozdział osiemnasty

Rozdział dziewiętnasty

Rozdział dwudziesty

Rozdział dwudziesty pierwszy

Rozdział dwudziesty drugi

Rozdział dwudziesty trzeci

Rozdział dwudziesty czwarty

Rozdział dwudziesty piąty

Rozdział dwudziesty szósty

Rozdział dwudziesty siódmy

Epilog – trzy dni później

Drogie Czytelniczki i Czytelnicy!

Podziękowanie

Karta redakcyjna

Dla Martina – za wszystko!

Lista wakacyjnych priorytetów Vicky

1) spotykać się z Konstantinem,

2) całować Konstantina,

3) chodzić na basen z Konstantinem,

4) wyspać się za wszystkie czasy,

5) pomagać mamie w hotelu,

6) wyspać się na zapas,

7) duuuużo się spotykać i całować z Konstantinem,

8) umówić się z Pauline,

9) zapytać Pauline, jak stoją sprawy między nią a Nikolasem,

10) ewentualnie zeswatać Pauline i Nikolasa,

11) pomagać w piekarni,

12) ale nie za często, patrz punkt 4),

13) lepiej NIE przeskakiwać do równoległego świata,

14) a jeśli już, to natychmiast pogadać z Konstantinem, by wreszcie rozkminić temat przeskoków,

15) może ponownie przewałkować z Pauline całą listę możliwych przyczyn podróży do równoległego świata,

16) pomagać w nowej kawiarni cioci Polly i Franka,

17) potem koniecznie trochę pospać,

18) tak często, jak się da, spotykać się z tatą,

19) za to unikać burmistrza jak ognia,

20) trzymać burmistrza z dala od mamy, ewentualnie obrzydzić go mamie,

21) nie mieć wyrzutów sumienia z powodu ostatnich dwóch punktów,

22) i jeszcze raz pocałować Konstantina – to takie cudowne!

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


Różowe cyfry na wyświetlaczu budzika pokazywały 23.58.

Chyba setny raz tego wieczoru przemknęłam na palcach do otwartego okna, żeby popatrzeć na skąpany w ciemnościach ogród. Ani śladu Konstantina. Niestety.

Czy to możliwe, że zapomniał, jaki dzień zaczyna się za kilka minut? Nie, na pewno nie.

Może stał pod drzwiami? Tylko po co? Nie zamierzał chyba użyć dzwonka i wyrwać ze snu wszystkich domowników. Nawet jeśli ja...

– Vicky! – syknął ktoś na dworze.

Następnie w powietrze poszybował mały kamyk, który ze stuknięciem upadł na parkiet w moim pokoju.

Natychmiast wychyliłam się z okna.

– Biegnij do tylnego wejścia, tam nas nikt nie usłyszy! – szepnęłam.

Poprawiłam T-shirt, w którym spałam, i śliczne krótkie spodenki, które włożyłam dziś naturalnie zupełnie przypadkowo, przebiegłam korytarzem do kuchni, a stamtąd wypadłam na dwór.

Moje serce wykonało salto na widok postaci, która opierała się o barierkę naszej zadaszonej werandy. Konstantin i ja byliśmy parą od sześciu tygodni, a mimo to zawsze, ilekroć go spotykałam, czułam przyjemnie łaskotanie w brzuchu, jakby to był pierwszy raz.

Podszedł do mnie, ujął mnie za rękę i poprowadził do ogrodowej huśtawki. Nawet o północy wciąż panował niewiarygodny upał. No dobra, całkiem możliwe, że było mi tak gorąco ze względu na bliskość Konstantina.

Światło ulicznych latarni docierało do naszego ogrodu, a księżyc świecił tak jasno, że kiedy mój chłopak zerknął na zegarek, byłam w stanie dostrzec uśmiech na jego twarzy.

– Dziesięć – szepnął. – Dziewięć, osiem, siedem...

Miałam wrażenie, że serce wyskoczy mi z piersi.

Od wielu dni czekałam na tę chwilę.

– Pięć, cztery, trzy...

Pochylił się w moją stronę.

Gdybym mogła, chciałabym zatrzymać czas. Konstantin był tuż obok mnie, jego usta właśnie miały spocząć na moich wargach, z oddali dochodziło pohukiwanie puszczyka, a ciepły wiatr przynosił – jakiś taki niecodzienny – zapach liści.

Trochę jakby...

– Jeden! – Oczy Konstantina rozbłysły, kiedy delikatnie mnie pocałował. – Wszystkiego najlepszego z okazji... – zatrzymał się w pół zdania. – Vicky, czy to możliwe, że...

To przecież jasne.

Że też musiało się to stać akurat teraz!!!


– Viiiccc! – ktoś wykrzyczał mi do ucha w następnej sekundzie. Zostałam podniesiona, po czym twardo wylądowałam na tyłku. Z tym kimś uwieszonym u szyi.

Kimś, kto wyglądał znajomo.

– Wszystkiego najlepszeeeego z okazji uroooodzin! – zaszczebiotała Claire, a kaskada jej utlenionych włosów spłynęła mi na twarz.

To znaczy na twarz paralelnego ja.

W równoległym świecie, do którego właśnie trafiłam.

– Eee... dziękuję – powiedziałam, odruchowo poklepując ją po plecach.

– Claire, ty pijacka gębo, ogarnij się, bo ją udusisz! Teraz moja kolej! – Pauline mało delikatnie ściągnęła ze mnie Claire i podała mi rękę, abym mogła wstać.

– Najlepsze życzonka, dużo zdrówka i słonka oraz wielu wrażeń przy spełnianiu marzeń! – bełkotała paralelna Claire, w mało kobiecym stylu przeczołgując się z dywanu na miękką kanapę. – Czy moje spodnie zawsze były takie ciasne? Jaki człowiek byłby w stanie to wytrzymać? – mruknęła, rozpinając guzik i rozporek. – Od razu lepiej.

– Ubieraj się, Claire – syknęła Pauline i na wszelki wypadek zasłoniła ją poduszką. – Jeśli twoi rodzice cię zobaczą, dostaniesz szlaban.

– Wisi mi to. Te czekoladki były obłędne.

– Nie powinnaś była ich jeść!

– Ale to były czekoladki z eliksirem miłości! A jeśli ktoś go pilnie potrzebuje, to właśnie ja. Wy wszyscy jesteście tak obrzydliwie szczęśliwi! Zwłaszcza ty, Pauline!

Pauline przewróciła oczyma, a ja rozejrzałam się w panice, mając nadzieję, że i ja jestem w tym świecie obrzydliwie szczęśliwa – z Konstantinem. Bo bycie z jakimkolwiek innym chłopakiem byłoby dość kłopotliwe.

 

Wiedziałam, o czym mówię, i do tego czerpałam z doświadczenia licznych przeskoków do równoległych światów, którym towarzyszył aromat cynamonu.

Nieoczekiwana zamiana miejscami z moimi drugimi ja zaczęła się, gdy skończyłam dwanaście lat, ale dopiero niedawno pobyty w paralelnej rzeczywistości stały się dłuższe. I podczas gdy druga Victoria próbowała się pozbierać w moim świecie, ja, stara wyjadaczka, poczynałam sobie bardziej zuchwale.

Już pobieżna kontrola wykazała, że znalazłam się w salonie paralelnej rodziny, który nie przypominał naszego pensjonatu typu bed & breakfast – był przestronniejszy i nowocześniejszy, ale wciąż dostrzegałam brytyjskie akcenty. Pośrodku pokoju stał ogromny kremowy komplet wypoczynkowy, na nim leżały poduszki pokryte aplikacjami z brokatem (tam właśnie wyciągnęła się Claire), do tego czerwono-zielone zasłony, regały pełne książek i dwa fotele przy kominku. Innymi słowy, nie było tu może tak przytulnie jak u nas, ale i tak dało się wyczuć rękę mamy. Choć w tej chwili ważniejszy był fakt, że w tym właśnie salonie świętowaliśmy moje urodziny.

– Odsuń się, Pauline, teraz moja kolej! – zawołał Leonard z mojej klasy i mocno mnie uścisnął, unosząc kilka centymetrów nad podłogę. – Wszystkiego najlepszego, Vic. I wielkie dzięki za to, że dałaś Claire te czekoladki. Niezapomniany widok. – Wyszczerzył się w uśmiechu, patrząc na kanapę. A tam Claire mało elegancko wytarła nos w bluzkę, po czym zabrała się do szorowania nią plam, jakie jej podkład zostawił na naszej poduszce. Bosko.

Po Leonardzie życzenia złożyły mi jeszcze przyjaciółki Claire – Charlotte i Chiara, a następnie Steffi, Susa, Xavier i oczywiście Nikolas, najlepszy kumpel Konstantina. I jednoznacznie chłopak tutejszej Pauline!

Czułam, że moja romantyczna dusza śpiewa, gdy podszedł i ją przytulił, a ona go brutalnie nie odepchnęła.

Najwyraźniej Claire też to zauważyła, bo znów zaczęła pochlipywać, a jej szloch stał się jeszcze głośniejszy, gdy stanął przede mną David i podał mi rękę.

– Wszystkiego naj, Vic!

– Eee, dzięki. – Rany. David. Jeszcze jeden kumpel Konstantina, w którym całe wieki temu się bujałam.

– Mam dla ciebie kartę podarunkową do sklepu z elektroniką. Gdybyś potrzebowała wsparcia, chętnie z tobą pójdę.

– Ja, eee...

– Gdyby potrzebowała wsparcia, może pójść ze mną.

Na dźwięk tego głosu za plecami dostałam gęsiej skórki.

To był on.

Nie było mowy o pomyłce.

Odwróciłam się i rzeczywiście do salonu właśnie wkroczył Konstantin i szedł teraz w moją stronę, uśmiechając się od ucha do ucha.

Gdy do mnie mrugnął, zrozumiałam. To był mój Konstantin; ten, który od niedawna uczestniczył ze mną w szaleństwie przeskoków do równoległych światów.

Zanim owładnęło mną uczucie do tego chłopaka (co, musiałam przyznać, działo się niezależnie od uniwersum, w którym przebywałam), pociągnął mnie delikatnie w przeciwległy kąt pomieszczenia, gdzie stał olbrzymi i błyszczący fortepian. Ciekawe, kto z nas potrafił na nim grać? Aż zaświerzbiły mnie palce, żeby usiąść i spróbować. Być może moje paralelne dłonie same z siebie wykonałyby jakiś popisowy numer. No chyba że ta umiejętność kryła się w mózgu.

Kto mógł wiedzieć, co się tak naprawdę działo w momencie przeskoku? Czy ja i druga Victoria zamieniałyśmy się tylko ciałami z pominięciem mózgów? Do tej pory nie znalazłam odpowiedzi, za to komplikacje wydawały się mnożyć. Plusem było to, że już na szczęście nie musiałam mierzyć się z tym sama.

– Powiedz, czy to nie jest cool? – syknął mi do ucha Konstantin, omiatając wzrokiem cały pokój. Jego oczy błyszczały z podniecenia jak dwa cukierki lodowe. Dla niego odwiedziny w równoległych światach stanowiły megaatrakcję.

– Hm, może i cool, ale jeśli mam być szczera, całkiem dobrze mi było w moim własnym świecie.

W którym byłam sam na sam z Konstantinem. W trakcie pocałunku. Ale co zrobić, kiedy tak wyglądało moje życie.

Z cynamonowymi przerywnikami.

Rozejrzałam się ostrożnie.

– To co teraz?

– Jak to co? Gromadzimy informacje, dyskretnie rozpytując świadków.

– Okej, dobra, ale... musimy uważać, żeby nie wkopać Konstantina i Victorii, no wiesz, tak jak ostatnio...

Na samo wspomnienie wstydliwych sytuacji, w jakich postawiłam swoją paralelną partnerkę, miałam ochotę zapaść się pod ziemię.

– Nie będziemy się rzucać w oczy i zachowamy daleko idącą ostrożność. – Konstantin mrugnął porozumiewawczo. – Przecież mnie znasz.

Hm, owszem, znałam go. Cechowały go ciekawość i żądza przygód.

Niezbyt szczęśliwe połączenie, jeśli ktoś chciał postępować dyskretnie. Ale cóż, musieliśmy dać sobie radę.

– Tak bardzo się cieszę, że teraz przenosimy się równocześnie.

– Nie masz pojęcia, jak ja się cieszę! – szepnął i nachylił się, żeby mnie pocałować. – A teraz wyluzuj i korzystaj z życia! W końcu masz urodziny!

Dobry pomysł. Zwłaszcza że tylko raz kończy się piętnaście lat, prawda? Czułam się jakoś tak dorośle, kiedy trzymając się za ręce, ruszyliśmy do naszych paralelnych znajomych. Którzy gapili się na nas tak, jakby nagle wyrosły nam czułki, a my sami zmieniliśmy się w zielone ufoludki.

Odbiło im?

– Co się stało? – zapytałam Pauline, której wzrok wędrował od mojej twarzy do naszych splecionych palców.

– Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? – zapytała z wyrzutem.

– O czym?

– Że to już oficjalne.

– Cooo???

Przewróciła oczami.

– Że ty i Konstantin jesteście razem.

– My, eee...

Słodki Jezu, nie!!! To nie może być prawda!

Jak mogliśmy po prostu założyć, że nasze paralelne wersje są parą? Znów wrobiłam swoje biedne drugie ja!

Za to Konstantin wydawał się ostoją spokoju. Uniósł moją dłoń do ust i delikatnie musnął ją ustami.

– Nie udawajcie takich zaskoczonych. To przecież była tylko kwestia czasu. Wszyscy wiedzą, że Vicky i ja jesteśmy dla siebie stworzeni.

Po tych słowach kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie.

Po pierwsze, Pauline przewróciła oczami. Ponownie.

Po drugie, moje nogi zmieniły się w budyń, a puls poszybował pod sufit. Czy ten facet nie był cudowny?

Po trzecie, również ponownie, Claire zaczęła płakać.

– Jesteście tacy sło-od-cyyyyy – rozszlochała się na dobre, wtulając twarz w zaplamioną już poduszkę. – Ja też bym się chcia-a-ła zakooochaaać. Ale nie mogę być zła, bo was uwieeelbiaaam.

Musiałam się powstrzymać, bo teraz ja miałam ochotę przewrócić oczami, choć w wydaniu Claire takie wyznanie wydało mi się nawet zabawne. W zasadzie bez makijażu, z rozpiętymi spodniami i zapłakanymi oczami była tak podobna do znanej mi zołzowatej Claire, jak pies do kota.

Ale w tym momencie zwróciłam uwagę na coś innego – przy wyjściu na taras stali moi rodzice i z uwagą mi się przyglądali. Z całą pewnością byli świadkami naszego występu – mojego i Konstantina. To wystarczyło, żebym otrzymała zastrzyk adrenaliny – tak samo się poczułam, kiedy rodzice w moim świecie dowiedzieli się o nas. Po chwili dostrzegłam pewien szczegół – Kenneth obejmował Meg w talii. Nachylił się ku niej i szepnął jej coś do ucha, a ona się uśmiechnęła!

Przełknęłam ślinę. W tym świecie mama i tata byli razem. I byli szczęśliwi!

Moje serce wykonało salto i jednocześnie spadło do żołądka, jakby nie mogło się zdecydować, jakie emocje wyzwala w nim widok tych dwojga – czy była to pełnia szczęścia, że są parą, czy czarna rozpacz, że moja rzeczywistość jest całkiem inna od tej. Mimo to – a może właśnie dlatego – postanowiłam przyjrzeć im się z bliska.

Ponieważ Konstantin wciąż trzymał mnie za rękę, po prostu pociągnęłam go za sobą. Poza tym cieszyłam się, że jest tuż obok – w razie czego ktoś mnie złapie, gdybym miała zemdleć.

– Cóż, Konstantinie – odezwał się tata, podając mojemu chłopakowi dłoń – czy to znaczy, że od teraz będziesz u nas częstszym gościem?

Mówiąc to, prześwietlił go od stóp po czubek głowy przenikliwym jak rentgen wzrokiem prawnika.

– Nie ukrywam, że nas zaskoczyliście. – Mama dorzuciła swoje trzy grosze i mnie uścisnęła. – Wszystkiego najlepszego, skarbie. I gratulacje – szepnęła, obrzucając Konstantina ciekawskim spojrzeniem. – Chyba jutro powinnyśmy sobie uciąć pogawędkę jak matka z córką, wiesz, o co chodzi. O kwiatkach, pszczółkach i...

– Mamo!

– No co, jeszcze nigdy o tym nie rozmawiałyśmy i...

– Właśnie że już ze sto razy o tym rozmawiałyśmy! – syknęłam w odpowiedzi i odwróciłam się plecami do Konstantina, żeby nie zobaczył, jak się czerwienię.

– Serio? No to jeszcze raz na pewno nie zaszkodzi. Kiedy ja byłam w twoim wieku...

– Meg, nie jesteś sama, daj ludziom uściskać twoją córkę! – Niespodziewanie pomoc przyszła ze strony cioci Polly.

To znaczy paralelnej Polly, ale mniejsza z tym, bo pojawiła się w idealnym momencie.

Z ulgą pozwoliłam się objąć.

– Ratujesz mi życie! – szepnęłam jej do ucha, na co siostra mamy zachichotała.

– Wiem. Najlepsze życzenia z okazji piętnastych urodzin, Vic. I gratuluję chłopaka. – Odsunęła mnie na odległość ramion, by spojrzeć ponad moim barkiem. – Niezłe ciacho. Po namyśle stwierdzam, że może jednak powinnaś porozmawiać z mamą na temat...

– Ciociu! Nie zaczynaj!

– Już dobrze, tylko żartowałam. – Wypuściła mnie z objęć i wtedy mój wzrok padł na postać w naszym ogrodzie. Ostatnią osobę, którą miałam ochotę oglądać.

– Kto zaprosił burmistrza?

– Nikt – westchnęła Polly. – Kręci się tu od kilku godzin, po tym jak Henia z piekarni wygadała się, że robicie imprezę. Jeśli chcesz wiedzieć, to obstawiam, że ma chrapkę na bufet. A może szuka przyjaciół. Albo wyborców, kto go tam wie? Twoi dziadkowie go uwielbiają. Nie wydaje ci się, że to szemrany typ?

„Gdybyś tylko wiedziała!” – przemknęło mi przez głowę, ale postanowiłam trzymać język za zębami. Jeśli w tym świecie rodzice byli razem, burmistrz obchodził mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. Mógł się podlizywać komu chciał – pod warunkiem że zostawi w spokoju mamę.

Niestety, za burmistrzem nadciągnęli kolejni goście, których nie cierpiałam jak zarazy – Cloppenburgowie, rodzice Claire. To nieludzkie!

Jak na komendę z salonu dobiegł nas przeszywający serce jęk. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, kto to. Czekoladki z alkoholem zmieniły Claire w kupkę nieszczęścia. (Zapamiętać na zawsze: alkohol to zło i należy się trzymać od niego z daleka. Kto wie, co ja bym wyprawiała po spożyciu?!).

Niestety, matka Claire miała słuch jak nietoperz, bo z uniesionymi, idealnie wyregulowanymi brwiami zapytała:

– Wielkie nieba, co to takiego?

Mama wykazała się najlepszym refleksem.

– Nasza świnka morska – wyjaśniła. – Zakochała się w odkurzaczu, ale on jej nie zauważa. – Podsunęła Clarissie tacę pod nos. – Może belgijską czekoladkę? Limitowana edycja z brukselskiej manufaktury, tylko dla zaprzyjaźnionych klientów.

Podziałało jak magiczne zaklęcie.

– Wyborne – zachwyciła się rodzicielka Claire po skosztowaniu pralinki, którą – dałabym sobie rękę uciąć – wyprodukowała ciocia Polly. – Koniecznie musisz mnie z nimi skontaktować, może mogliby coś przygotować na przyszłoroczne przyjęcie.

Mama uśmiechnęła się niezobowiązująco, objęła Clarissę i delikatnie poprowadziła ją z dala od kanapy, na taras, gdzie posadziła ją na krześle plecami do salonu. A następnie, machając dziko rękoma, usiłowała dać mi do zrozumienia, byśmy wyekspediowały stąd Claire.

Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać.

– Claire – syknęłam, kucając przy kanapie, na której dogorywała usychająca z braku miłości dziewczyna. – Idziemy.

– Jeśli matka mnie zobaczy w tym stanie... – mruknęła – dostanę szlaban na imprezy do matury.

– Co najmniej! Dlatego musisz natychmiast stąd zniknąć. Pauline, pomóż! – Rozejrzałam się w poszukiwaniu przyjaciółki i zobaczyłam, jak (niechętnie – ha!) wysuwa się z objęć Nikolasa.

Za to Konstantin gdzieś przepadł.

– Zabierzmy ją do mojego pokoju, a potem się zobaczy – powiedziałam, gdy wzięłyśmy Claire między siebie i chwyciłyśmy ją pod ramiona.

Na szczęście teren był czysty. Mama energicznie zagadywała Clarissę Cloppenburg, a Polly właśnie podawała jej mężowi kieliszek kruszonu. Tuż przy niej zauważyłam sylwetkę Franka i mimowolnie się uśmiechnęłam.

Jak to dobrze, że i w tym świecie ciocia odnalazła faceta swoich marzeń – z wyglądu mieszankę gwiazdorów filmowych, z natury – najbardziej utalentowanego cukiernika świata.

 

– Jesteszcienajlepsze – wymamrotała Claire, kiedy ciągnęłyśmy ją przez salon, a potem szerokimi schodami na górę.

Choć nie był to najlepszy moment, rozejrzałam się po korytarzu. W końcu trafiłam do paralelnego świata, w którym nigdy dotąd nie byłam. Musiałam założyć, że przynajmniej Pauline orientowała się w tym olbrzymim nowoczesnym domu.

– Dalej, Claire, przebieraj nogami, dasz radę – narzekała teraz, wzdychając ciężko.

– Kiedytojesttaaaakietrudne – mruknęła ofiara czekoladek z eliksirem miłości i oparła mi głowę na ramieniu. – Ślicznie pachniesz, Vic.

– Ekhm, dzięki. – Tak, zdecydowanie zero alkoholu, powtarzałam w duchu jak mantrę. Nie pić nigdy, przenigdy!

Dotarłszy na piętro, zawahałam się. Nie miałam pojęcia, gdzie znajdował się pokój mojego paralelnego ja, ale Pauline pociągnęła nas długim korytarzem do drzwi po prawej stronie.

– A teraz grzecznie się położysz i odpoczniesz. Przynajmniej do czasu, aż twoi rodzice pójdą do domu, okej?

– Hmmm... – westchnęła Claire i opadła na szerokie łóżko stojące pośrodku pokoju.

– Ale potem to ja śpię z Vic. Twoja miejscówka jest tam! – Pauline wskazała na jeden z dmuchanych materacy, którymi była usłana podłoga.

Rewelka! Piżamowa impreza! Dlaczego ja na to nie wpadłam? Ciekawe, czy były też miejsca dla chłopaków?

– Gdzie jest pokój gościnny, w którym śpią chłopaki? – zapytała Claire, jakby potrafiła czytać w moich myślach, równocześnie mocując się z paskami sandałów.

Pauline przewróciła oczami. W tym świecie robiła to znacznie częściej niż w moim.

– Naprzeciwko. Pod żadnym pozorem nie wolno ci tam pójść.

– Jak mam się powstrzymać, jeśli wiem, że ON tam śpi?!

– Jaki on? – zapytałam, zanim zdążyłam się ugryźć w język. Vic nie zadałaby tego pytania! Ona na pewno wiedziała, w kim tutaj podkochiwała się Claire.

– Pewnie! Posypuj tę ranę solą, proszę bardzo! – zawyła i rzuciła się na brzuch, po czym ukryła twarz w mojej kołdrze, z całą pewnością zostawiając na niej resztki makijażu.

– Ogarnij się, Claire. Wiadomo, podoba ci się David, ale – głupia sprawa – on się kocha w Charlotte. A ona w nim, tak mi się przynajmniej wydaje, tylko z twojego powodu go unika. To bardzo lojalne, ale idiotyczne na maksa. Poza tym wiesz, kto jest śmiertelnie zakochany w tobie, prawda? – Pauline uśmiechnęła się szelmowsko.

– Niby kto? – siąknęła nosem Claire i łypnęła na nas spod ramienia.

– No Leonard.

– Cooo?

– Słowo. Każdy to wie.

Hm, może z wyjątkiem mnie, ale w to, jeśli wziąć pod uwagę mój świat, byłam w stanie uwierzyć.

– Ale przecież Leonard to... to... Leonard!

– Jest miły. I zabawny. I w odróżnieniu od Davida zna więcej tematów do rozmowy niż tylko komputery.

Tak, mogłam potwierdzić, bo też przez to przeszłam. Nie byłam w stanie zrozumieć, co ja kiedyś widziałam w Davidzie. Ta jego techniczna gadka powinna stanowić czynnik dyskwalifikujący już na starcie. Na szczęście kiedy pojawił się Konstantin, wszyscy inni przestali się liczyć.

Nagle ścisnęło mnie w żołądku.

Co on porabiał na dole? Dlaczego mnie zostawił? Musiałam pilnie sprawdzić, co się z nim dzieje.

– Pauline, ja...

– Jasne, leć na dół, urodzinowa dziewczyno. Pomogę naszej śpiącej królewnie zdjąć buty i zaraz do ciebie dołączę. Czy ona chrapie?

Claire leżała bez ruchu, a z jej otworu gębowego w systematycznych odstępach wydobywały się nieeleganckie dźwięki.

Zachichotałam, obiecując sobie zapamiętać każdy szczegół tego obrazka. W moim świecie Claire nie przepuszczała żadnej okazji, żeby mnie podręczyć. Ta sytuacja trochę godziła mnie z życiem.

Jednak kiedy znalazłam się na dole, natychmiast odechciało mi się śmiać. Na kanapie, na której jeszcze niedawno cierpiała Claire, siedzieli mama z Konstantinem pochyleni nad jakąś książką.

W ułamku sekundy zorientowałam się, że nie była to byle jaka książka. Nawet z dziesięciu metrów potrafiłam rozpoznać nasz album rodzinny – z mnóstwem kompromitujących niemowlęcych zdjęć mojej osoby.

– Konstantin, czy mogłabym cię na chwilę prosić? – Mój głos przybrał chrapliwy ton. – Musisz mi pomóc... z... czymś.

Na moje szczęście Polly przywołała Meg, wymachując tacą, na której wcześniej leżały czekoladki miłości.

Właśnie. Wcześniej. Ktoś wymiótł je kompletnie co do jednej (a było ich sporo). Sądząc po zaszklonym wzroku ojca Claire, prawdopodobnie miał w tym swój udział.

Cóż, mógł odespać rausz z córeczką.

Tymczasem Konstantin podszedł i ujął mnie za rękę.

– Co jest? – zapytał, prowadząc mnie do kuchni, w której akurat nie było nikogo. Wyglądało na to, że orientuje się w tym domu znacznie lepiej ode mnie.

Tu przynajmniej nikt nam nie będzie przeszkadzał.

– W tym świecie nie jesteśmy parą nawet od godziny, a ty już oglądasz moje zdjęcia z dzieciństwa? Czy to nie jest trochę... trochę... – Zabrakło mi słów.

Konstantin uśmiechnął się z charakterystyczną pewnością siebie.

– Vicky, przecież to był świetny pomysł. Wiesz, ilu rzeczy się dzięki temu dowiedziałem? Na przykład tego, że w wieku trzech lat nosiłaś na głowie koronkowe majtki swojej mamy. A jako sześciolatka przebrałaś posąg Zygmunta w błyszczącą suknię w stylu Barbie z Gwiezdnej przygody. A kiedy miałaś osiem...

– Wystarczy! – Czy on naprawdę musiał się tego wszystkiego dowiedzieć? Nawet jeśli mówiliśmy o haniebnych czynach Vic, to moje niewiele się od nich różniły i sytuowały się w okolicach tego samego poziomu żenady. – Nie wydaje ci się, że to wygląda tak, jakbyś ty... jakbyś...

– Jakbym był w tobie totalnie zabujany? – Jego dołeczki w policzkach zrobiły się głębsze. – I jakbym chciał wiedzieć o tobie wszystko?

– No więc...

Ha!

Czy on to naprawdę powiedział?

– Powinnaś wiedzieć, że zająłem się też moim drugim ja. Zostawiłem mu parę wiadomości w postaci mejla, notatki i karteczki na ekranie komórki. – Wyjął z kieszeni smartfon, do którego była przyklejona gęsto zapisana pomarańczowa kartka.

– Jest tam wszystko, co najważniejsze. Że on i Vic właśnie odwiedzili paralelną rzeczywistość, że tak się czasami zdarza i że podczas przeskoków należy zachowywać się dyskretnie i odpowiedzialnie.

– Kujon! Naprawdę to wszystko napisałeś w tak krótkim czasie?

Uśmiechnął się szeroko.

– Mhm. No, może tylko troszkę inaczej to sformułowałem.

Podsunął mi liścik.

Skok do paralelnego świata.

Razem z Vicky King.

U nas jesteście parą.

Od dzisiejszego wieczoru u Was też.

Zachowujcie się.

Dziękujemy.

– I co ty na to? – Popatrzył na mnie z nieskrywaną dumą.

– Nie wydaje ci się, że wyszło dość sucho?

– Dlaczego? Konkretnie i bez owijania w bawełnę. Przynajmniej wiedzą, na czym stoją. Ty też wolałabyś od razu wiedzieć, o co chodzi, prawda?

– Nie, no jasne, mam tylko nadzieję, że zrozumieją... – Otworzyłam szeroko oczy. – Cynamonowy alarm!

Nie myliłam się. W tej chwili poczułam delikatną woń cynamonu i w następnej chwili Konstantin i ja – a przynajmniej nasze dusze – opuściły spokojną przystań kuchni tego pięknego domu.