Szekspirowska miłośćTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Clare Connelly

Szekspirowska miłość

Tłumaczenie: Ewa Pawełek

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: Spaniard’s Baby of Revenge

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Clare Connelly

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-5223-2

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

PROLOG

Z okna roztaczał się widok na roziskrzony światłami Madryt, który błyszczał niczym tysiące brylantów. Nocna łuna migotała na tle atramentowej czerni nieba. To było historyczne miasto, ale w tym momencie Antonio Herrera myślał tylko o swej własnej historii. Historii, u podstaw której leżał rodzinny zatarg i nienawiść głęboko zakorzeniona w jego sercu i duszy. Niektórzy uznaliby, że to stare dzieje i że zdążył zapomnieć, ale Antonio znał prawdę. Uraza do rodziny diSalvo zatruła jego hiszpańską krew i umysł i nieustannie zagrzewała do walki.

Machinacje diSalvo zniszczyły jego ojca. To on musiał ratować imperium, budowane przez lata i, mając trzydziestkę na karku, zarządzał znaną na całym świecie korporacją wartą miliard euro.

Jego oczy spoczęły na dębowym biurku i teczce, która dotarła tego popołudnia. Nie minął jeszcze miesiąc od śmierci ojca, a jemu udało się ją odnaleźć. Rok poszukiwań, rok czekania na wiadomość od najlepszego detektywa i wreszcie przyszła odpowiedź. Amelia diSalvo. Albo Amelia Clifton, jak się teraz nazywała. Wszystko jedno, wciąż była brakującym elementem układanki, który był mu potrzebny, aby wziąć klejnot rodzinnego imperium we własne ręce. Prim’Aqua – firma spedycyjna, która kiedyś miała być własnością diSalvo i Herrera. I tak było, dopóki miłość do tej samej kobiety nie zerwała sojuszu. Dawni przyjaciele stali się zaprzysięgłymi wrogami. Teraz właścicielką firmy, a właściwie części udziałów, była ta młoda, drobna kobieta, a on zamierzał zrobić wszystko, by przedsiębiorstwo odkupić.

Otworzył teczkę i wyjął zdjęcie, szukając na nim podobieństwa do jej brata Carla, ale na próżno. Tamten, podobnie jak on sam, miał typowo śródziemnomorską urodę, ciemne oczy, miodową karnację i czarne włosy. Amelia zaś była jasna i pastelowa. Zupełnie jak jej matka, pomyślał, przypominając sobie światowej sławy supermodelkę, która kiedyś była kochanką diSalvo. Z tą różnicą, że Penny Hamilton była wysoka, a Amelia drobna i niska jak jakaś leśna wróżka. Na zdjęciu ubrana była w prostą bawełnianą sukienkę na cienkich ramiączkach. Delikatny materiał podkreślał zgrabną sylwetkę. Coś w nim drgnęło. Pożądanie? Do diSalvo? To byłoby śmieszne. Nie mógłby pragnąć kogoś z rodziny, która zniszczyła jego własną. Niezależnie od chęci jego ciało przeniknął dreszcz, a wzrok pozostał nieco dłużej na zdjęciu, niż to było konieczne. Dostrzegł każdy szczegół. Brzoskwiniową cerę, szeroki uśmiech na drobnej twarzy, długie blond włosy. Czy loki były dziełem natury, czy też efektem codziennych zabiegów stylizacyjnych, tego nie wiedział, ale się dowie. I to wkrótce. W małej angielskiej wiosce, w pobliżu Salisbury, mieszkała dziedziczka fortuny, córka modelki i włoskiego potentata. I to dzięki niej wygra trwającą od lat wojnę.

Jego oczy znów spoczęły na fotografii. Była piękna, ale przede wszystkim była diSalvo i z tego powodu zawsze będzie jej nienawidził. Odda mu to, co powinno należeć do niego. Nazywał się Herrera, więc porażka nie wchodziła w grę.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

To był idealny dzień. Ciepły i bezchmurny. Popołudniowe słońce zaglądało przez okna domu, kąpiąc wnętrze w złotym świetle. Gdy jednak zaczął zbliżać się wieczór, niebo przybrało burzową barwę, a powietrze zaczęło pachnieć inaczej, zwiastując letni deszcz.

Był pierwszy dzień wakacji i Amelia mogła sobie pozwolić na słodkie lenistwo. Spała długo, przeczytała książkę od początku do końca, następnie wybrała się do miasteczka po cydr, który można było kupić tylko w miejscowym pubie, i teraz przygotowywała rybną zapiekankę, w asyście kolejnego odcinka „The Crown”. Widziała już cały sezon, ale lubiła, kiedy podczas pracy towarzyszył jej dźwięk telewizora, a trudno o lepsze towarzystwo jak angielska królowa. Dosypała na patelnię szczyptę mąki, by zagęścić sos, wdychając smakowity aromat. Zasmażka z czosnkiem i szafranem sprawiła, że żołądek zaczął się domagać solidnej porcji jedzenia.

Pierwszy dzień wakacji, wspaniale, cudownie, pomyślała, ignorując ukłucie smutku. Przed nią wiele tygodni, które będzie musiała jakoś zapełnić i ta perspektywa nie do końca jej się podobała. Mogła pojechać do Egiptu razem z innymi pracownikami, ale odmówiła. Wystarczająco dużo już się najeździła, wystarczy jej do końca życia. W dzieciństwie matka nieustannie wlokła ją z miejsca na miejsce i teraz wolała pozostać w domu, w tej uroczej wiosce w środkowej Anglii.

Objęła wzrokiem wnętrze kuchni, a na jej ustach pojawił się czuły uśmiech. Domek był typową angielską chatką z kominkiem, kamiennymi ścianami i drewnianym sufitem. Nie przypominał miejsc, w których przebywała razem z matką. Pierwsze dwanaście lat spędziła głównie w pięciogwiazdkowych hotelach. Penny nie uważała, by szkoła była potrzebna jej córce, ale głód wiedzy i męczące pytania Amelii sprawiły, że zatrudniła dla niej korepetytora. Gdy matka zmarła, zaczął się najtrudniejszy czas w życiu Amelii. Jako córka znanej supermodelki, której śmierć w związku z narkotykami miała posmak skandalu, była nieustannie śledzona przez hieny dziennikarskie. Trafiła pod opiekę ojca, którego nawet nie znała. Jeśli budziła zainteresowanie jako córka Penny, to jako diSalvo jeszcze większe. Stała się częścią potężnej rodziny i mimo że była kochana i doceniana, nie mogła się pozbyć uczucia, że tak naprawdę nie należy do nikogo. Dopiero kiedy przeprowadziła się do Anglii i objęła stanowisko nauczycielki w Hedgecliff Academy, poczuła, że znalazła swoje miejsce. Jej niebieskie oczy spoczęły na drzwiach lodówki, które całe przyozdobione były wyrazami wdzięczności od uczniów. Wisiało tam zdjęcie klasowe z napisem „dziękujemy” i liczne rysunki, pełne serduszek i kwiatów, które zawsze wywoływały uśmiech na jej twarzy.

Amelia doprawiła zapiekankę solą i wsunęła żaroodporne naczynie do starego piekarnika, który nazywała pieszczotliwie Agą. Mogła zainstalować nowocześniejszy sprzęt, ale uważała, że piekarnik jest ważną częścią domu i nie chciała się go pozbywać, tym bardziej że działał bez zarzutu. Przez chwilę stała z rękami opartymi na biodrach. To śmieszne, że czuła się samotna. Wakacje dopiero się rozpoczęły. Jeszcze wczoraj otaczała ją grupa dwudziestu siedmiu szczęśliwych ośmiolatków, których żywiołowość potrafiła mocno zmęczyć. Potrzebowała wytchnienia. Poza tym mogła wyjechać, ale odrzuciła zaproszenie, więc nie powinna teraz narzekać. Wybrała takie życie. Odwróciła się od ojca, przyrodniego brata i świata pełnego blichtru. Nie miała wyjścia. Prawda?

Domek wyglądał jak okładka książki Beatrix Potter. Wiekowy kamień pomalowany na kremowo, róże kwitnące w ogródku, glicynia wspinająca się po łuku, który prowadził do frontowych schodów, strzecha z dwoma maleńkimi okienkami w dachu. Palące się wewnątrz światła sprawiały, że cała chatka wibrowała ciepłem i spokojem.

Antonia przeniknęło dziwne uczucie. Patrzył na dom, marszcząc brwi. Myślał o tym, co musi zrobić. Zwycięstwo było bliskie. Na jego twarz spadła kropla deszczu, potem kolejna. Zaczynała się letnia burza, niosąca zapach nagrzanej słońcem trawy i niebezpieczeństwo grzmotów. W domku ktoś się poruszył. Amelia. Wstrzymał oddech, gdy spojrzała za okno. Była blada i choć trudno mu było dostrzec szczegóły z dużej odległości, był pewien, że nie miała makijażu. W jego piersi zapłonęła pewność. Była diSalvo. I była celem jego nienawiści i zemsty.

Ruszył krętą ścieżką. Żwir chrzęścił pod stopami. Nie dał się zwieść słodyczy sielskiego domku. Amelia diSalvo może sobie odgrywać rolę słodkiej dziewiętnastowiecznej panienki, ale nic nie zmieni faktu, że była córką supermodelki i największego łajdaka na ziemi. Stanowiła brakujący element układanki, który miał mu zagwarantować ostateczne zwycięstwo i triumf nad wrogiem.

Chyba swą samotnością w jakiś magiczny sposób wyczarowała towarzysza, bo niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi. Była już prawie dziewiąta i w dodatku padał deszcz. Kto mógł przyjść o tej porze? Kupiła swój mały domek właśnie dlatego, że leżał w spokojnej okolicy. Żadnych wścibskich sąsiadów, ruchliwych ulic. Dom znajdował się na końcu ślepej dróżki, z którą graniczyła farma. Idealne, ustronne zacisze. Właśnie tego potrzebowała po życiu, przed jakim uciekła. A jednak uznała, że odosobnienie może być urocze, ale niekoniecznie bezpieczne. Złapała tasak leżący na blacie kuchennym i podeszła do drzwi.

 

– Kto tam?

Odpowiedział jej mocny głos o europejskim akcencie.

– Czy mogłaby pani otworzyć?

– Mogłabym, ale nie otworzę – mruknęła do siebie. – O co chodzi?

– Mam sprawę do omówienia w cztery oczy.

– Jaką sprawę?

– Chciałem… – zaklął po hiszpańsku. – To ważne, Amelio.

Fakt, że znał jej imię, zaintrygował ją. Odblokowała zasuwkę i otworzyła drzwi.

Na ganku było dość ciemno, ale i tak zdołała zobaczyć interesującą twarz mężczyzny.

– Skąd pan zna moje imię?

– Jestem znajomym twojego brata. Musimy porozmawiać.

– Dlaczego? O czym? Chodzi o Carla? Wszystko z nim w porządku?

Oczy mężczyzny zwęziły się i przez chwilę Amelia się przestraszyła, że stało się coś złego, ale nieznajomy się uśmiechnął.

– Z tego co wiem, Carlo ma się dobrze. Mam dla ciebie propozycję.

– Jaką propozycję?

Patrzył na nią tajemniczo.

– Chyba nie będziemy rozmawiali o poufnych sprawach w drzwiach?

– Jest już późno. Ta sprawa nie może poczekać do jutra?

– Właśnie przyleciałem. – Wzruszył ramionami. – Zjawiłem się nie w porę?

Chciała mu powiedzieć, żeby sobie poszedł, bo było w nim coś takiego, co sprawiało, że puls jej przyspieszył. Czy chodziło tylko o strach?

– To nie potrwa długo – zapewnił uspokajająco, ale ona wciąż nie była przekonana. Od kiedy stała się taka podejrzliwa? Przeszła bojowy chrzest, kiedy w wieku dwunastu lat zamieszkała z ojcem i bratem. Wtedy przekonała się, że istnieje wiele sposobów, by kogoś skrzywdzić. Tak zwani przyjaciele ojca okazali się wilkami w owczej skórze, czy też raczej w modnych garniturach. Ale uciekła od tamtego świata i tamtych ludzi. Wyniosła się do Anglii, do swego sielskiego domku w małej sielskiej wiosce i stała się Amelią Clifton, bo takie nazwisko nosiła naprawdę jej matka. Dobre, bezpieczne, nikomu nieznane nazwisko, które nie budzi sensacji i zainteresowania.

– W porządku – powiedziała, odpinając łańcuch.

Otworzyła szeroko drzwi i dopiero wtedy mogła zobaczyć intruza w pełnym świetle. Boże, jaki przystojny! Rysy jego twarzy, kości policzkowe i kwadratowy podbródek wyglądały jak wyrzeźbione w kamieniu. Usta miał szerokie, twarz pokrytą krótkim zarostem. Miał długi prosty nos, ale to jego oczy zrobiły na niej największe wrażenie. Migdałowe, ciemnoszare, obramowane czarnymi, podkręconymi rzęsami, których mogła mu pozazdrościć niejedna kobieta. Te oczy zdawały się opowiadać historię pełną emocji, których nie potrafiła rozszyfrować.

– Cóż… – zaczął szorstko, ale po chwili złagodniał. – Mogę wejść?

– Tak, oczywiście – odparła, przepuszczając go.

Rozpiął kurtkę, strząsając krople deszczu. Jej oczom ukazała się szeroka klatka piersiowa, silna i umięśniona.

– Przepraszam, nieczęsto miewam gości.

– Najwyraźniej – przyznał, odsłaniając w uśmiechu białe zęby. Jego wzrok zatrzymał się na tasaku, który wciąż trzymała w dłoni. – A więc tym się chciałaś bronić?

– Owszem. Powinnam cię ostrzec. Mam czarny pas w przyborach kuchennych.

– Czyżby?

– Żebyś widział, jak wywijam obieraczką do ziemniaków!

Roześmiał się głośno. Chciała odwrócić wzrok, ale nie potrafiła.

– Chętnie to zobaczę następnym razem. Możesz odłożyć tasak. Zapewniam, że nie mam złych intencji.

– Nie wątpię, ale pewnie mordercy też nie ogłaszają, że zaraz zabiją, prawda?

– Masz rację.

– Skąd mam więc wiedzieć, że nie zechcesz mnie załatwić po cichu?

– Przecież wyjaśniłem już, po co przyjechałem – przypomniał jej, marszcząc czoło.

Zauważyła, że rozgląda się po wnętrzu z nonszalancką miną. Naprawdę nie miała dotąd zbyt wielu gości. Raz odwiedziły ją koleżanki ze szkoły, gdy miała urodziny, ale generalnie trzymała dystans. Dom traktowała jak bliską osobę i starała się wypełnić go wszystkim, co lubiła, bibelotami, starymi książkami w twardych oprawach i świeżymi kwiatami.

– Ach tak, propozycja – mruknęła. – Proszę.

Wskazała ręką drogę do pokoju. Ruszył przed nią, a ona zorientowała się, że wpatruje się w jego pośladki. Nie rozumiała, co się z nią dzieje. Nie miała doświadczenia z mężczyznami, bo przypadkowe lunche z zastępcą dyrektora Rickiem Steedem nie liczyły się przecież. Te spotkania kończyły się zawsze niewinnym pocałunkiem w policzek. Nic szczególnego ani kuszącego. Zaczęła podejrzewać, że jest oziębła i żaden mężczyzna nie jest w stanie jej zainteresować. Właściwie było jej dobrze z tym brakiem impulsu seksualnego. Wszystko, czego chciała, miała w książkach. Tam byli najwspanialsi mężczyźni, którzy niestety z kart powieści nie chcieli zejść do prawdziwego życia.

– Ładne miejsce.

– Dziękuję.

– Napijesz się czegoś?

– Chętnie, dziękuję.

– Kawy? Herbaty?

Uniósł brew.

– O tej porze?

Zarumieniła się, jakby była uczennicą skarconą przez profesora.

– To może wina?

– Tak, wino będzie w sam raz.

– Proszę usiąść. Zaraz podam.

ROZDZIAŁ DRUGI

Salon był jeszcze przytulniejszy, niż się spodziewał, gdy patrzył na wiekową chatkę.

Prawdziwie kobiece wnętrze, pełne bibelotów, miękkich poduszek i obrazków z kwiatami. Bajkowe otoczenie nie sprawiło jednak, że zmiękł. Myślał o swojej propozycji i o tym, co zrobi, jeśli dziewczyna odmówi. Amelia diSalvo była inna, niż się spodziewał. Czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Wiedział, że choć jest w zarządzie firmy, w żaden sposób się nie udziela. Jasne było, że działalność diSalvo Industries mało ją obchodzi. Czy jednak zgodzi się na sprzedaż? Czy rozpozna w nim zaciekłego wroga rodziny? Był tak niecierpliwy, że zamiast spędzić noc w Londynie, przespać się i odpocząć, ruszył natychmiast do miasteczka, jakby się bał, że mu ucieknie. To prawda, nie była zepsutą i cyniczną dziedziczką, jak się spodziewał, ale to niczego nie zmieniało. To nic, że jest urocza i zabawna i mieszka w skromnym domku jak z baśni. Nic nie sprawi, by zrezygnował. Zemsta jest w zasięgu ręki. Musi o tym pamiętać.

Nie rozumiała, skąd to dziwne uczucie, ale potrzebowała kilku głębokich wdechów w kuchni, żeby się uspokoić. Amelia sięgnęła po wino, które dostała w prezencie od koleżanki, i korkociąg. Łatwo poradziła sobie z korkiem i rozlała do kieliszków rubinowy trunek. Gdy wróciła do salonu, spostrzegła, że mężczyzna wpatruje się w jedną z akwarel z hortensjami, którą namalowała. Zatrzymała się w półmroku, bo coś nieoczekiwanego wstrząsnęło jej ciałem. Nieznajomy był tak męski i swoją postawną sylwetką tak wypełniał pokój, że nagle pomieszczenie wydało jej się za ciasne. Patrzyła na jego surowy profil, szerokie ramiona, wąską talię, długie wysportowane nogi i nagle zrobiło jej się gorąco. Boże, co się z nią dzieje? Na moment zamknęła oczy, oblizując wyschnięte usta, a gdy znów je otworzyła, zobaczyła, że mężczyzna patrzy na nią z dziwnym uśmiechem. Lekka ironia malująca się w jego oczach przyprawiła ją o rumieniec.

– Proszę – rzekła, podając mu kieliszek.

Gracias.

– Jesteś Hiszpanem?

Si.

Desperacko szukała tematu do rozmowy.

– Jak się nazywasz?

– Antonio Herrera – odparł.

Czuła na sobie jego skupiony wzrok i po kręgosłupie przeszedł jej dreszcz. Jakieś wspomnienie dobijało się do jej świadomości, nie potrafiła go jednak uchwycić i przytrzymać. Wymykało się jak mydło z rąk w czasie kąpieli.

– Znam to nazwisko.

– Tak?

Wziął od niej wino i skinął w jej stronę kieliszkiem. Zrobiła ten sam ruch, ale w głowie miała mętlik. Oczy mężczyzny patrzyły na nią bezlitośnie, wciągając ją w wir szarości i czerni. Czuła się jak na karuzeli w wesołym miasteczku. Brakowało jej tchu, kręciło się w głowie, a serce ogarniał strach, że stanie się coś złego.

– Skąd ja znam to nazwisko? – spytała i nagle odpowiedź spadła gwałtownie jak błyskawica. – Och, oczywiście!

Spiął ramiona czy tylko jej się wydawało?

– Tak?

– Ty jesteś tym facetem! Czytałam o tobie jakiś czas temu. Kupiłeś zadłużone linie lotnicze i uratowałeś ludzi przed zwolnieniem.

– No cóż, żeby być precyzyjnym, nie zrobiłem tego, żeby ratować ludzi. Chodziło o interesy.

– Rozumiem – rzekła w zadumie, zastanawiając się, dlaczego nie chce się przyznać do altruistycznych pobudek. Na pewno nie był mu obojętny los dwudziestu tysięcy ludzi. – Inwestujesz też w szkoły i szpitale, prawda?

Znów uniósł brew.

– Wychodzi na to, że sporo o mnie wiesz.

– Jesteś postacią publiczną, a ja czytam gazety – odparła, trochę nadmiernie paplając, żeby ukryć zdenerwowanie.

Kiedy zamieszkała z ojcem, miała okazję spotkać wielu takich mężczyzn. No, może podobnych. Zbyt przystojnych, zbyt bogatych, zbyt ambitnych. Jakoś nigdy wcześniej nie czuła się przytłoczona tymi cechami. Widziała, jak reaguje matka, i zawsze była zdeterminowana, by dać opór takim mężczyznom. Pomyślała, że to musi być efekt akwarium.

– Efekt akwarium? – spytał i nagle Amelia zdała sobie sprawę, że wypowiedziała to sformułowanie na głos.

Odwróciła się i poszła w stronę fotela.

– Proszę usiąść – powiedziała, wskazując na sofę.

– Chętnie, ale chciałbym, żebyś mi wyjaśniła, co miałaś na myśli. Chciałbym wiedzieć, czy według ciebie jestem foką, czy rekinem.

Jej śmiech był spontaniczny. Obserwowała, jak Antonio siada nie na sofie, ale na krześle stojącym naprzeciwko jej fotela. Jego długie nogi znalazły się niebezpiecznie blisko jej kolan.

– Nic złego nie miałam na myśli – wyjaśniła, upijając łyk wina. – Chodzi o to, że kiedy idzie się do wielkiego akwarium, to człowiek spodziewa się różnych ryb i stworzeń morskich i nawet to najpiękniejsze albo najdziwniejsze nie wywoła zaskoczenia. Gdybym jednak, idąc wzdłuż Tamizy, spotkała na przykład pingwina, to byłabym naprawdę zdumiona.

– Nie bardziej, niż gdybyś tego pingwina spotkała w centrum Londynu, przed sklepem.

Pokiwała głową, zadowolona, że nie zrozumiał, czego, a raczej kogo dotyczyła metafora. Gdyby go spotkała na przyjęciu wydawanym przez ojca, pewnie pozostałaby zimna jak lód, ale tutaj, w małej chatce, na obrzeżach wioski, kiedy uśmiechał się do niej tak, jakby była wyjątkowa, nie potrafiła zapanować nad szybszym biciem serca.

– Długo tu mieszkasz? – spytał, a Amelia odetchnęła z ulgą, że rozmowa zeszła na bezpieczny grunt. Rozejrzała się po pokoju i uśmiechnęła ciepło.

– Od kiedy skończyłam studia. Na początku myślałam, że zostanę w miasteczku najwyżej na rok, ale potem ten dom został wystawiony na sprzedaż i cóż mogę powiedzieć. Była to miłość od pierwszego wejrzenia – oświadczyła z czułością, patrząc na niski sufit i nierówne ściany.

– Rozumiem dlaczego – rzucił z przekąsem.

Roześmiała się.

– Jakbym słyszała brata. Dla niego to stara chałupa, dobra dla wiedźmy, ale nie dla normalnego człowieka. Ciągle mnie męczył, żebym kupiła coś większego. „Jesteś diSalvo, cara, to nie pasuje do ciebie”.

– Nie pasuje?

– Nie jest wystarczająco ekskluzywne i eleganckie. A ty co myślisz? – spytała, wskazując ręką pokój.

– Uważam, że dom jest czarujący – zapewnił, pochylając się nieznacznie do przodu, w taki sposób, że niechcący musnął jej kostkę. Natychmiast usiadła prosto. – Podobnie jak jego właścicielka – dodał.

Przełknęła nerwowo, a jej oczy zrobiły się okrągłe jak spodki. Jego stopa musnęła jej stopę i tym razem miała pewność, że to nie przypadek. Chciała cofnąć nogę, zrobić cokolwiek, żeby mu pokazać, że nie przyjmuje jego zarozumiałych podchodów. Ciało stało się napięte, a umysł opanował chaos. Co sprowadziło tego milionera pod jej drzwi w chwili, gdy chciała się pogrążyć w myślach o swojej samotności?

– Cóż, Antonio – jej głos brzmiał ochryple – może wyjaśnisz, po co przyjechałeś?

Przyjechał, oczekując, że znienawidzi ją od pierwszego wejrzenia. Była diSalvo, nienawiść została zapisana im w gwiazdach. Problem w tym, że kiedy tak siedział naprzeciwko niej, czuł coś zupełnie innego. Właściwie całkiem dobrze się bawił. Trudno mu było skupić się na interesach, gdy uśmiechała się do niego i żartowała, kiedy jej niebieskie oczy wpatrywały się w niego z ciekawością i sympatią. Jak zareaguje, gdy powie, po co przyjechał? Co powie? Czy zrozumie jego motywy? A może każe mu iść do diabła? Zawsze pozostaje plan B. Uśmiech zniknie z jej twarzy, gdy się dowie, że jej brat znalazł się w krytycznym punkcie, a Antonia bardzo to cieszy.

 

Ile czasu minęło, odkąd po raz ostatni był z kobietą? Miesiące. Wiele miesięcy. Choroba ojca, prowadzenie firmy. Był tak zajęty, że nawet nie miał czasu, by myśleć o przyjemnościach. Czy to dlatego teraz był taki podatny na wdzięki ładnej dziewczyny? Czy to dlatego nie chciał zdradzić powodu przyjazdu? To była ostatnia rzecz, o jakiej by pomyślał, ale teraz zapragnął odłożyć zemstę. Tylko na chwilę. Na jedną noc.

– Antonio? – usłyszał jej głos.

Upił łyk wina, przygotowując odpowiedź.

– Nasi dziadkowie byli przyjaciółmi – zaczął powoli, testując, ile wie.

– Naprawdę? – Zmarszczyła nos.

– Tak. Dawno temu.

– I dlatego tu jesteś?

– Częściowo.

– Bawimy się w jakąś grę? Mam zgadywać dalej?

– Możemy – zaśmiał się. – Pozwól, że zgadnę, co taka dziewczyna jak ty robi w tej, z całym szacunkiem, wiosce.

– Nie podoba ci się?

– To zupełnie inny świat niż Rzym, do którego przywykłaś.

– Dlaczego tak mówisz?

– Jesteś diSalvo. A ten domek… sama rozumiesz.

Zaśmiała się.

– To prawda.

Przypatrywała mu się przez dłuższą chwilę.

– Mam wrażenie, jakbym cię znała – powiedziała z namysłem. – Ale to przecież niemożliwe. Śmieszne, prawda?

Owszem. Jak cała ta sytuacja. Przyjechał po zemstę, a tymczasem w tej chwili był w stanie myśleć tylko o jej miękkich ustach i jakby się czuł, gdyby je pocałował.

– Na zdrowie! – Skinęła w jego stronę kieliszkiem i obdarzyła go uśmiechem, który uznał za najpiękniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek widział. Jak mógł, do diabła, pozwolić sobie na taką dekoncentrację? Przybył tu z konkretnym planem, miał cel, nad którym pracował od dawna, i nikt tego nie zmieni.

– Mój dziadek nazywał się Enrique Herrera. Twój ojciec wspominał ci może o nim?

– Nie – rzekła szczerze, otwierając szeroko swe niebieskie oczy.

To dziwne. Jak Amelia mogła nic nie wiedzieć o zatargu, który położył się cieniem na życiu jego i Carla?

– Nie byliśmy zbyt blisko związani – wyjaśniła, wzruszając ramionami, co przykuło jego uwagę do pięknej linii szyi. Jego podniecenie rosło z każdą minutą.

Antonio spędził dorosłe życie, przenosząc się z miejsca na miejsce, aby zniszczyć Carla diSalvo. Teraz od tej kobiety zależało, czy przejmie przedsiębiorstwo, które przypieczętuje jego triumf. Prośbą, groźbą, a jeśli będzie trzeba także szantażem osiągnie cel. Dlaczego więc teraz wydało mu się to tak trudne? Z powodu wielomiesięcznego celibatu, odpowiedział sam sobie. Najpierw myślał o ojcu, chciał go ratować, potem opłakiwał jego śmierć i prawie nie wychodził z biura.

– Mój brat może wiedzieć więcej o twoim dziadku – powiedziała miękko, rozchylając wargi. To były przepiękne usta – prawdziwe dzieło sztuki. Różowe, pełne i skłonne do uśmiechów. – Rozmawiałeś z nim kiedykolwiek o Enriquem?

Dwukrotnie. Ale rozmowa z Carlem nigdy nie kończyła się dobrze. Nienawiść była obopólna.

– To nie ma znaczenia.

– Ależ tak – kontynuowała. Gdy pochyliła się nieznacznie do przodu, jej nogi musnęły jego kolana. Ciało Antonia zaczęło pulsować, przejmując kontrolę nad umysłem i duszą. – Powinieneś skorzystać z każdej możliwości, by dowiedzieć się czegoś o dziadku, skoro o to ci chodzi. A może jest coś jeszcze? Jakaś inna sprawa?

Madre de Dios. Antonio odbudował firmę z gruzów, ciężko pracował, by Herrera Incorporated odzyskało pozycję globalnej elektrowni i teraz ta drobna kobieta miałaby rzucić go na kolana, sprawić, by zapomniał o zemście?

Podniósł się niespodziewanie, czując jej wzrok na swoim ciele. Głodny, spragniony, wypełniony tą zmysłową ciekawością, która buzowała mu w żyłach.

Przyjechał do tego uroczego domku w jednym celu, a teraz ów cel polegał na tym, by wygrać bitwę z niespodziewanymi potrzebami ciała. Wstrząsnęło nim pożądanie, gdy wyobraził sobie, jak by to było ją mieć. On był wysoki i ciemny, ona drobna, jasna, kremowo-brzoskwiniowa, miękka i delikatna. Ten kontrast między nimi fascynował go. Jakby to było leżeć przy niej, doprowadzać ją do dzikiej namiętności.

Była diSalvo! Jak mógł w ogóle myśleć w ten sposób?

Nagle poczuł jej rękę na ramieniu.

– Antonio? Coś się stało?

Oczywiście, że się stało. Był już tak blisko, żeby zniszczyć jej rodzinę, a ona wszystko psuła.

– O co chodzi? – pytała, patrząc mu uważnie w twarz.

Przełknął z trudem i wreszcie poddał się temu szaleństwu. Była tak blisko i jego ciało krzyczało, by działać zgodnie z jego impulsami i mieć w nosie zasady. Później przyjdzie czas na zemstę. Delikatnie położył rękę na jej policzku. Jęknęła cicho, rozchylając wargi, jakby przyzwalając na to, co musi się stać.

– Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?