Pewna siebie kobieta

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Początki naszych poszukiwań (Przedmowa do wydania z 2018 roku)

Wyjść z cienia

1. Kompetencja to za mało

2. Rób więcej, mniej myśl

3. Pewny siebie mózg

4. „Głupie, brzydkie suki” i inne przyczyny kobiecego braku pewności siebie

5. Nowe wychowanie

6. Szybka porażka (failing fast) i inne nawyki budujące pewność siebie

7. A teraz podaj dalej

8. Nauka i sztuka pewności siebie

Skala poczucia własnej wartości według Morrisa Rosenberga

Ocena generalnej pewności siebie według Richarda Petty’ego i Kennetha DeMarree

Skala samoskuteczności ogólnej

Podziękowania

Źródła i inspiracje

Tytuł oryginału: The Confidence Code

Opieka redakcyjna: DOROTA WIERZBICKA

Redakcja: EWA POLAŃSKA

Konsultacja z zakresu neurobiologii: dr KATARZYNA RĄCZY

Korekta: JULITA CISOWSKA, ANNA DOBOSZ, AGNIESZKA STĘPLEWSKA, BARBARA TURNAU

Projekt okładki: DELLA CARNEY

Ilustracje na okładce: © chuwy/Istock/Getty Images

Projekt graficzny wnętrza książki: ROBERT KLEEMANN

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

Copyright © 2014 by Katty Kay and Claire Shipman

Published by arrangement with HarperCollins Publishers

All right reserved

© Copyright for the Polish translation by Wydawnictwo Literackie, 2021

Wydanie pierwsze

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07272-1

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dla naszych córek,

Mai, Poppy i Delli,

oraz dla naszych synów,

Felixa, Jude’a i Hugona

Początki naszych poszukiwań

(Przedmowa do wydania z 2018 roku)

Po pierwszym wydaniu Pewnej siebie kobiety, w kwietniu 2014 roku, nie wiedziałyśmy, czego oczekiwać. Zebrałyśmy mnóstwo fascynujących danych oraz badań, odkryłyśmy intrygujące zależności i sformułowałyśmy przekonującą – naszym zdaniem – interpretację problemu: kobiety a pewność siebie. Lecz czy znajdzie ona oddźwięk? Confidence gap, czyli dysproporcja pewności siebie kobiet i mężczyzn, nie była w owym czasie szeroko dyskutowaną kwestią. Jak wiele kobiet rozpozna siebie w naszej książce?

Odpowiedź na pierwsze pytanie otrzymałyśmy już kilka dni po tym, gdy publikacja trafiła do księgarń. Z pomocą dwóch ekspertów z tytułami profesorskimi stworzyłyśmy krótki internetowy quiz – narzędzie do samooceny pewności siebie, mające pomóc zainteresowanym kobietom w oszacowaniu, jak wiele (lub jak mało) jej posiadają. Miałyśmy nadzieję, że w teście weźmie udział kilka setek, najwyżej tysiąc chętnych, dostarczając nam skromnej próbki danych do dalszych badań.

W ciągu pierwszych czterdziestu ośmiu godzin na stronie zalogowało się sześćdziesiąt tysięcy osób, powodując przejściowe przeciążenie serwera, który nie sprostał zbyt wielu próbom wejść. Był to pierwszy konkretny sygnał, że poruszyłyśmy ważny temat.

W chwili, kiedy to piszemy, quiz rozwiązało ponad sto siedemdziesiąt siedem tysięcy chętnych (jeśli tego jeszcze nie zrobiłyście, macie okazję tutaj: www.TheConfidenceCode.com). Książka trafiła na listy bestsellerów i okładki czasopism, a my miałyśmy w związku z nią mnóstwo pracy – występowałyśmy w szkołach, na konferencjach i w firmach.

Naturalnie wszystko to było dla nas jako autorek niesamowicie ekscytujące i przyjemne. Zarazem jednak zrozumiałyśmy, że gigantyczny odzew na Pewną siebie kobietę stanowi dowód na to, jak głęboki jest poruszony w niej problem oraz że jest on powszechniejszy i boleśniejszy, niż sądziłyśmy. To błyskawicznie sprowadziło nas na ziemię.

Coś, co kobiety widziały, czego doświadczały i co znosiły w milczeniu od wielu lat, otrzymało nazwę. Któż by pomyślał: n a p r a w d ę istnieje dysproporcja pewności siebie między kobietami i mężczyznami, n a p r a w d ę jest ona przyczyną frustracji i utrudnieniem w karierze wielu z nas i n a p r a w d ę, bez cienia wątpliwości, stanowi coś, z czym musimy się rozprawić raz na zawsze. Słyszałyśmy to wielokrotnie podczas spotkań zarówno od kobiet, jak i od mężczyzn.

Jak się wydaje, problem ten dotyka szerokie rzesze kobiet niezależnie od ich wieku i pozycji zawodowej. Nawet panie z samego szczytu tradycyjnej drabiny sukcesu: kadra zarządzająca, sportsmenki i przywódczynie; kobiety, które doprowadziły do mistrzostwa sztukę bycia widzianymi i słyszanymi w miejscu pracy; które budzą szacunek i demonstrują atrybuty pewności siebie – przyznają, że nasze obserwacje brzmią przekonująco, szczególnie gdy mowa o nerwowym rozpamiętywaniu i autokrytyce.

Szczerze nas zaskoczyło, że z wątpliwościami zmagają się także młode kobiety, które znacznie częściej od nas słyszały podbudowujące hasła, iż wszystko jest w ich zasięgu. Ich pewność siebie jest podważana przez nadmierny perfekcjonizm. Podobnie jak kobiety naszego pokolenia kiedyś (a nierzadko także dziś), młode dziewczyny unikają podejmowania ryzyka lub promowania samych siebie. Również one nade wszystko boją się porażki.

Dane na temat młodych kobiet i gwałtownego spadku ich wiary w siebie w okresie nastoletnim tak nami wstrząsnęły, że postanowiłyśmy napisać nową książkę – Pewna siebie dziewczyna. Chcemy zapoczątkować proces budowania pewności siebie w tym krytycznym wieku: w okresie, kiedy wielu rodziców jest świadkami, jak ich śmiałe, nieustraszone córeczki zmieniają się w zadręczające się wszystkim młode kobiety. W publikacji dla dziewczyn wprost mówimy o zagrożeniach, jakie niosą ze sobą nadmierne rozmyślania i perfekcjonizm, oraz o korzyściach płynących z podejmowania ryzyka i ponoszenia porażek. (Książka jest pełna komiksowych postaci, quizów oraz ilustracji, by zainteresować młode czytelniczki – nasze córki okazały się niesamowicie przydatne w roli doradczyń i krytyczek).

Mamy jedną świetną wiadomość dla kobiet i dziewczyn w każdym wieku: wyniki naszego quizu sugerują, że pewność siebie rośnie z wiekiem. Młodsze kobiety deklarują jej niższy poziom niż starsze; wartość ta wzrasta niemal liniowo, by się wypłaszczyć około pięćdziesiątego piątego roku życia. W wypadku mężczyzn z biegiem czasu notuje się pewien jej przyrost, lecz znacząco mniejszy. Czy to oznacza, że z upływem lat przybywa kobietom pewności siebie? Zdaniem ekspertów nie do końca jest prawdą, że doświadczenie życiowe podbudowuje wiarę w siebie – szczególnie w wypadku kobiet, które być może później rozwijają w sobie jej niezbędne elementy, takie jak umiejętność podejmowania ryzyka. Kwestia ta wymaga jednak dalszych badań. Generalnie zebrane przez nas dane (podobnie jak badania innych autorów) potwierdzają, że bez względu na wiek kobiety deklarują mniejszą pewność siebie od mężczyzn.

Czego jeszcze dowiedziałyśmy się z quizu? Wciąż pracujemy z profesorami Richardem Pettym i Kennethem DeMarree nad interpretacją danych – jest ich olbrzymia ilość – lecz zebrałyśmy już garść innych fascynujących faktów. Jak się zdaje, istnieje bezpośredni związek między pewnością siebie a poziomem dochodów. Im wyższe zarobki, tym pewniejszy siebie respondent. Tu jednak profesorowie wtrącają słówko ostrzeżenia: jak dotąd nie ustalono, co jest przyczyną, a co skutkiem. Możliwe, że pewni siebie ludzie lepiej radzą sobie z zarabianiem pieniędzy. Albo większe pieniądze dodają pewności siebie. Oba czynniki mogą się też wzajemnie wzmacniać.

Pewność siebie jest też związana z wykształceniem – do jakiegoś stopnia. Lepiej wykształceni respondenci – mogący się pochwalić ukończeniem kilku lat studiów – deklarowali jej wyższy poziom. Dalsze kształcenie, szczególnie zrobienie dyplomu lub uzyskanie magisterium, jak się wydaje, nie podnosi poziomu pewności siebie. Innymi słowy, o d r o b i n a wykształcenia uniwersyteckiego jest równie dobra jak pełne studia. To dość zaskakujące i wymaga dokładniejszej analizy.

 

Afroamerykanie w naszym badaniu deklarowali przeciętnie większą pewność siebie od białych, którzy z kolei byli bardziej pewni siebie od Azjatów. Ale, jak przypomnieli nam Petty i DeMarree, liczba Afroamerykanów i Azjatów uczestniczących w naszym badaniu była mniejsza niż białych, więc aby lepiej zrozumieć tę kwestię, będziemy potrzebować większej próby i głębszej analizy.

Mężczyźni stanowili szesnaście procent respondentów – całkiem spory odsetek. Zaskoczyło nas też, jak wielu z nich, z rozmaitych powodów, przyciągnęła nasza książka. Odzywali się ojcowie martwiący się o swoje córki perfekcjonistki, mężowie zaniepokojeni o lękliwe żony oraz menedżerowie, którzy nagle sobie uświadomili, że ich pracowniczki mogą interpretować informacje zwrotne zupełnie inaczej, niż szefowie sobie wyobrażali. Zdziwiła nas również niewielka grupka mężczyzn, którzy podchodzili do nas po spotkaniach autorskich, by się podzielić historią własnych zmagań z brakiem pewności siebie. Dowiedziałyśmy się, że prawdziwa różnica między płciami polega nie na tym, co c z u j e m y, lecz jak r e a g u j e m y na nieuniknione chwile zwątpienia. Najważniejsza rozbieżność? W wypadku kobiet brak pewności siebie może prowadzić do ruminacji i paraliżu, tymczasem mężczyzn nierzadko pobudza do działania.

Większość reakcji na Pewną siebie kobietę była pozytywna, co sprawiło nam wielką satysfakcję. Pojawiły się jednak również głosy krytyczne, a my, idąc za radą licznych ekspertów, z którymi przeprowadzałyśmy wywiady do naszej książki, starałyśmy się je przyjąć z pewnością siebie – i przesadnie się nie zamartwiać.

Jeden z recenzentów zasugerował, że zrzucamy na kobiety winę za problem o charakterze społecznym; że dysproporcja pewności siebie między płciami to wyłącznie konsekwencja głębokich nierówności. Inni argumentowali, że kobiety mają mnóstwo pewności siebie, a jedynie świat tego nie dostrzega, ponieważ ich styl odnoszenia sukcesów, przywództwa i demonstrowania pewności siebie jest zdecydowanie odmienny, a zatem nierozumiany i niedoceniany. Jeszcze inni oskarżali nas o to, że próbujemy upodobnić kobiety do aroganckich mężczyzn – okazujących tego rodzaju bezpodstawną i nieprzewidywalną brawurę, która prowadzi do globalnych katastrof finansowych. Czy nie powinnyśmy się raczej skupić na zagrożeniach płynących z nadmiaru zuchwałości? – sugerowali.

W Pewnej siebie kobiecie nie unikamy takich tematów. Zajrzyjcie choćby do rozdziału czwartego noszącego niezwykle subtelny tytuł „Głupie, brzydkie suki” i inne przyczyny kobiecego braku pewności siebie, w którym zebrałyśmy wyniki badań nad zagrożeniem stereotypami i nierównym traktowaniem. W rozdziale ósmym Nauka i sztuka pewności siebie piszemy o autentyczności i o tym, dlaczego tak ważne jest, by kobiety wypracowały i przyjęły nowe, być może naturalniejsze, modele okazywania pewności siebie – zewnętrznie i wewnętrznie różniące się od ich dominującej („męskiej”) odmiany. Prawdę mówiąc, stawiamy tezę, zgodnie z którą kobiety, które odważą się być inne – by sparafrazować Christine Lagarde, jedną z najdzielniejszych przywódczyń, z jakimi rozmawiałyśmy na potrzeby naszej książki – często zaliczają się do najpotężniejszych i najdynamiczniejszych liderów.

Widzimy, że nierówność w sferze zawodowej i ogólnie w świecie istnieje realnie i nie zostanie wyeliminowana jedynie poprzez budowanie pewności siebie. Do tego potrzeba większej liczby kobiet kreujących politykę – wciąż jest ich zbyt mało choćby w Kongresie Stanów Zjednoczonych czy w zarządach firm. W n i c z y m jednak nie zmienia to naszego przekonania, że powinnyśmy uczynić wszystko, co w tej chwili możliwe, by poprawić szanse na sukces i satysfakcję z osiągnięć każdej kobiety. Nie zdołamy zmienić świata z dnia na dzień, lecz możemy pielęgnować pewność siebie – w sobie, w naszych bliźnich i w naszych córkach – oraz wyrażać ją na własny, autentyczny sposób. Biorąc pod uwagę, jak wielka jest przepaść dzieląca kobiety od mężczyzn – bo owszem, taka różnica rzeczywiście istnieje – nie musimy się obawiać, że świat nagle zaroi się od superagresywnych samic alfa.

Pierwszym naszym celem podczas pisania Pewnej siebie kobiety była pomoc konkretnym kobietom w podbudowaniu pewności siebie do tego stopnia, by zdołały odnieść sukces na rynku pracy t a k i m, j a k i o n j e s t. Ale postawmy sprawę jasno: chcemy je również zachęcić do większej śmiałości, do wykorzystania swojego głosu, by wymusić znaczące zmiany w sferze zawodowej i w społeczeństwie.

Ogromnie potrzebujemy nowej definicji przywództwa – bardziej inkluzywnej wizji tego, jaki powinien być lider. Nowe badania wskazują, że najskuteczniejsi dzisiejsi przywódcy działają w wyraźnie „kobiecym” stylu oraz że kobiety u władzy, by wysunąć się na czoło, niekoniecznie muszą demonstrować pewność siebie w męskim wydaniu.

Lecz to jedynie statystyki. W świecie rzeczywistym wciąż trudno dostrzec nowe wzorce. Korporacje chętnie deklarują wsparcie dla kobiecego przywództwa, jednak nazbyt często nie wiedzą, gdzie go szukać, nie wspominając już o tym, że nie potrafią go rozwijać i wynagradzać. Akcje na rzecz „inkluzywności” i „różnorodności” bywają niewiele więcej niż PR-owymi hasłami, hasła zaś nie zawsze pasują do podejmowanych działań, nie mówiąc o promowanej na co dzień kulturze, która podważa kobiecą pewność siebie, zamiast ją wspierać. Jak się wydaje, ludzie krytykujący zmianę ogólnie nie doceniają w pełni stylu oraz cech wnoszonych do świata społecznego przez kobiety, przez co zbyt wiele z nas nadal odczuwa presję, by się dostosować.

Owo zderzenie stylów przywódczych w bardzo dramatyczny sposób dało o sobie znać – a jakże – przy okazji wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w 2016 roku. Jeden z kandydatów (mężczyzna) był powszechnie postrzegany jako skrajnie pewny siebie, imponujący; choć może nie w pełni kompetentny, zyskał zaskakującą popularność. Drugą kandydatkę (kobietę) uważano za bez wątpienia wykwalifikowaną, rzeczową i ambitną, lecz zarazem za nudną perfekcjonistkę – arogancką, ostrożną i niesympatyczną. Może po prostu było to zderzenie klasycznej męskiej brawury z autentycznie irytującymi manierami bibliotekarki. A może, przynajmniej czasami, kandydatkę oceniano jako arogancką i denerwującą, kiedy demonstrowała pewność siebie i kompetencję – co, jak dowodzą liczne badania, często się zdarza. Jakie zachowania przystoją kobietom, a jakie nie? I jak w ogóle wydostać się z tej szufladki? Nic nie wskazuje na to, by debata na ten temat miała się szybko zakończyć.

Krzepiące, że problem płci i władzy zaczyna być traktowany poważnie i przyciąga uwagę, co niekiedy skutkuje zaskakująco głębokimi zmianami. Relacje o dyskryminacji i molestowaniu seksualnym napływające szerokim strumieniem od przedstawicielek niemal wszystkich zawodów odsłaniają czarne jak smoła dickensowskie zepsucie; w opowieściach tych roi się od podejrzanych indywiduów i skandalicznych zachowań. (A to tylko te, które trafiły na czołówki gazet. Wyobraźcie sobie, co kryją znacznie liczniejsze historie, których nikt nie wysłuchał). Mówiąc najkrócej, przez bardzo długi czas mnóstwo kobiet zmagało się z ogromnym draństwem. Lecz niektóre zaczęły o tym mówić. Publicznie. Zaczęły domagać się zmian na lepsze – en masse, a dzięki ich odwadze w szokująco krótkim czasie potoczyły się głowy.

Działania śmiałych, pewnych siebie kobiet mogą zatem przynieść pozytywne efekty – potrzeba jednak rozległych zmian w strukturze i filozofii organizacji, zanim nierówności i wrogie zachowania w miejscu pracy zostaną wyeliminowane na dobre.

Rzeczywista zmiana, na skalę społeczną, będzie możliwa, gdy dyskusja obejmie szersze kręgi. Nasza druga książka, Pewna siebie dziewczyna, to próba zniwelowania dysproporcji pewności siebie metodą małych kroków: poprzez zwrócenie się do czytelniczek w tym okresie życia, w którym są najbardziej bezbronne i najpilniej potrzebują pomocy. Mamy nadzieję, że nasza pozycja okaże się pomocna dla nauczycieli, terapeutów, a także rodziców. Zorganizowałyśmy konferencję o pewności siebie dla licealistek, w dalszej kolejności zamierzamy się zwrócić do uczennic gimnazjów.

Krajowa debata poświęcona kwestii: kobiety i dziewczyny a pewność siebie i przywództwo – oto nasz cel. Jak naprawdę wyglądają pewność siebie i przywództwo w kobiecym wydaniu? Jak wszyscy możemy je wspierać? Co się stanie, jeśli uczennice gimnazjów i liceów porzucą perfekcjonizm i przejdą na dietę bogatą w ryzyko i porażki? Co będzie, jeśli firmy zaczną cenić pracowników poświęcających równie dużo czasu na słuchanie jak na mówienie i negocjujących równie często jak wydających polecenia? Jeśli pomożemy organizacjom wykonać reset, nastąpi systemowa zmiana – w miejscach pracy, w szkołach i w ludzkich umysłach.

Jednego jesteśmy absolutnie pewne: cechy demonstrowane przez kobiety, którym u d a ł o s i ę wybić – zdrowy rozsądek, ostrożność, budowanie porozumienia, praktycyzm, mniejsza stronniczość – są dziś ważne jak nigdy. Bez względu na afiliacje polityczne, rasę, przynależność etniczną czy religię, więcej kobiet na stanowiskach przywódczych w każdej sferze życia to imperatyw. Musimy im pomóc – młodym i starszym – w wykonaniu tego skoku.

Podnosi na duchu świadomość, że książka Pewna siebie kobieta szeroko otwarła drzwi do szczerych dyskusji oraz że tak wiele kobiet i mężczyzn uznało ją za pożyteczną publikację. Lecz zarazem nie możemy się doczekać dnia, w którym nasze dzieci – chłopcy i dziewczynki – wkroczą w świat zawodowy, gdzie publikacje takie jak nasza nie będą potrzebne. Gdzie każdy będzie mógł bez przeszkód korzystać ze swoich największych talentów. A kod pewności siebie, który starałyśmy się złamać, będzie po prostu potężnym, zindywidualizowanym i oczywistym narzędziem dostępnym każdemu.

Wyjść z cienia

Istnieje cecha wyróżniająca pewien typ ludzi. Trudno ją zdefiniować, lecz łatwo rozpoznać. Jeśli ją masz, podbijesz świat, bez niej zaś utkniesz w blokach startowych pomimo swojego potencjału.

Dwudziestoośmioletniej Susan niewątpliwie tej cechy nie brakowało. A jednak, podobnie jak wiele z nas, panicznie bała się publicznych wystąpień. Miała mnóstwo do powiedzenia – lecz po prostu nie lubiła być w centrum uwagi. Wyznała przyjaciółkom, że spędziła niejedną bezsenną noc, zamartwiając się czekającymi ją wystąpieniami, w obawie, że zostanie wyśmiana. Pierwsze próby nie wypadły najlepiej. Nie poddała się jednak. Uzbrojona w plik notatek i tarczę w postaci skromnego stroju walczyła ze zdenerwowaniem i wygłaszała swoje kontrowersyjne przesłanie wciąż od nowa, często wobec skrajnie sceptycznej męskiej widowni. Wiedziała, że jeśli chce dobrze wypełnić zadanie, musi pokonać strach. I dokonała tego, stając się naprawdę porywającą mówczynią.

Susan B. Anthony, orędowniczka praw wyborczych dla kobiet w Stanach Zjednoczonych, przez pół wieku zabiegała o dostęp do głosowania dla pań. Zmarła w roku 1906 – o czternaście lat za wcześnie, by zobaczyć efekt swoich wysiłków – lecz nie dała się pokonać niczemu: ani własnym słabościom, ani faktowi, że zwycięstwo zawsze wymykało się jej o włos.

Jeśli urodziłaś się dziewczynką we współczesnym Pakistanie, potrzebujesz tej cechy, by każdego dnia najzwyczajniej udać się do szkoły. A jeśli w wieku dwunastu lat rzucasz wyzwanie talibom, nawołując do reformy systemu edukacji i pisząc o tym na blogu czytanym przez cały świat, podczas gdy szkoły w okolicy wylatują w powietrze, posiadanie tej cechy staje się absolutnie nieodzowne. Musisz być kimś bardzo niezwykłym, by w wieku piętnastu lat się nie poddać i nadal walczyć o sprawę po tym, jak ekstremiści wywloką cię z autobusu, postrzelą w głowę i zostawią na śmierć. Malali Yousafzai bez dwóch zdań nie brakuje odwagi. Kiedy talibowie ogłosili, że zamierzają ją zamordować, wcale nie wydawała się zaskoczona i odpowiedziała: „Często o tym myślę i wyobrażam sobie tę scenę bardzo wyraźnie. Nawet jeśli przyjdą mnie zabić, powiem, że to, co próbują zrobić, jest złe, że wykształcenie to nasze podstawowe prawo”.

Lecz jeszcze coś podsyca jej bunt i pozwala snuć wizje systematycznego, nieprzerwanego postępu. Malala pielęgnuje w sobie niezwykłą, trudną do wyobrażenia wiarę, że zdoła zwyciężyć – nawet kiedy piętrzą się przed nią coraz to nowe przeciwności.

Te dwie kobiety na przestrzeni stu lat jednoczyło wspólne przekonanie: poczucie, że zdołają osiągnąć to, co sobie założyły. Tym, co je łączy, jest pewność siebie. Cecha potężna, wręcz kluczowa, często występująca u nas na alarmująco niskim poziomie.

 

Ulotna natura pewności siebie intrygowała nas od lat, odkąd w 2008 roku zaczęłyśmy pisać Womenomics. Pracowicie rejestrowałyśmy pozytywne zmiany na rzecz kobiet: zdumiewające dane o tym, że stanowimy dla firm wartość finansową i że dodaje nam to sił, by odnosić dalsze sukcesy, zarazem zachowując równowagę między pracą a życiem osobistym. A mimo to, rozmawiając z kobietami – z dziesiątkami wykwalifikowanych i odnoszących sukcesy pań – wciąż napotykałyśmy nieokreślony ciemny punkt, którego nie potrafiłyśmy jednoznacznie zdefiniować, wyraźnie hamującą nas siłę. Dlaczego wzięta bankier inwestycyjna napomyka, że w gruncie rzeczy nie zasługuje na znaczący awans, który właśnie otrzymała? Z jakiego powodu szybko pnąca się po szczeblach kariery inżynierka, będąca od wielu dekad pionierką w swojej branży, rzuca prosto w oczy, że wątpi, czy rzeczywiście jest najlepszą kandydatką do poprowadzenia najnowszego wielkiego projektu swojej firmy?

Przez dwadzieścia lat pisania o amerykańskiej polityce przeprowadziłyśmy wywiady z wieloma najbardziej wpływowymi kobietami w kraju. W życiu zawodowym i prywatnym mamy do czynienia z paniami, które – mogłoby się zdawać – powinny tryskać pewnością siebie. Tymczasem, patrząc uważniej z nowej perspektywy, z zaskoczeniem uświadomiłyśmy sobie, w jak wielkim stopniu ośrodki władzy naszego kraju są pełne kobiet wątpiących w swoje siły. Jedna za drugą, od ustawodawczyń po członkinie zarządu, prezentowały nam różne wersje tego samego niezrozumiałego przekonania, że nie mają pełnego prawa, by zajmować pozycję na szczycie. Zbyt wielu niezwykle zdolnym kobietom, które poznałyśmy i z którymi rozmawiałyśmy, brakowało swoistej zuchwałości, niezachwianej wiary we własny talent. Niektóre potężne panie, jak odkryłyśmy, w ogóle nie lubią poruszać tego tematu, ponieważ boją się zdradzić z czymś, co uważają za krępującą słabość. Skoro o n e tak czują, wyobraźcie sobie sytuację całej reszty.

Znacie te nieprzyjemne emocje: lęk, że jeśli się odezwiesz, wydasz się głupia albo przemądrzała; poczucie, że twój sukces jest niespodziewany i niezasłużony; obawę przed opuszczeniem strefy komfortu, by spróbować czegoś ekscytującego, trudnego i być może ryzykownego.

Często same przeżywałyśmy podobne katusze. Przed kilku laty na jakimś przyjęciu porównałyśmy wyobrażenia na własny temat i choć znamy się doskonale, przeżyłyśmy szok. Katty studiowała na świetnym uniwersytecie, skończyła go z niezłą lokatą i zna kilka języków, a mimo to żyje w przekonaniu, że nie jest dość inteligentna, by się ubiegać o najbardziej prestiżowe stanowiska w dziennikarstwie. Claire uznała to za rzecz nie do wiary, wręcz śmieszną, lecz równocześnie uświadomiła sobie, że sama przez całe lata stale ustępowała pola dziennikarskim samcom alfa, zakładając, że ponieważ są znacznie głośniejsi i pewniejsi siebie, niewątpliwie wiedzą więcej. Niemal podświadomie wierzyła, że mają prawo częściej wypowiadać się w telewizji. Czyżby naprawdę górowali nad nią jedynie arogancją?

Pytania się mnożyły. Czy te historie mają zaledwie wartość anegdotyczną, czy może kobiety naprawdę są mniej pewne siebie od mężczyzn? I czym właściwie jest pewność siebie? Co pozwala nam osiągnąć? Jak istotna jest dla naszego dobrego samopoczucia? Dla sukcesu? Czy się z nią rodzimy? Czy możemy nabrać jej więcej? Budujemy ją czy też niszczymy w naszych dzieciach? Naturalnie naszym następnym celem stało się znalezienie odpowiedzi.

Znacie te nieprzyjemne emocje: lęk, że jeśli się odezwiesz, wydasz się głupia, albo poczucie, że twój sukces jest niezasłużony.

Temat rozrósł się bardziej, niż planowałyśmy, bo z każdym wywiadem i każdą wypowiedzią utrwalało się w nas przekonanie, że pewność siebie jest nie tylko niezbędnym, lecz również zaskakująco złożonym elementem naszego życia. Odwiedzałyśmy uczonych badających, jak ta cecha przejawia się u małp i szczurów laboratoryjnych. Rozmawiałyśmy z neurologami sugerującymi, że ma ona korzenie w naszym DNA, i z psychologami przekonującymi, że stanowi efekt dokonywanych przez nas wyborów. Słuchałyśmy coachów i trenerów sportowych, którzy przekonywali, że jej źródłem są ciężka praca i trening. Tropiłyśmy kobiety, które niewątpliwie ją posiadają, i takie, które mają jej niezbyt wiele, by poznać ich opinie. Rozmawiałyśmy też z mężczyznami – szefami, przyjaciółmi i małżonkami. Wiele z naszych ustaleń odnosi się do obu płci, bo gdy mowa o pewności siebie, nasze wyposażenie genetyczne zbytnio się nie różni. Istnieje jednak kryzys dotyczący właśnie kobiet.

Przez lata trzymałyśmy się w cieniu i grałyśmy fair. Poczyniłyśmy niewątpliwe postępy. Wciąż jednak nie sięgnęłyśmy wyżyn, na jakie – wiemy – możemy się wspiąć. Źle poinformowani doktrynerzy sugerują, że kobietom brak kompetencji. (Osobiście nie spotkałyśmy wielu niekompetentnych kobiet). Inni sądzą, że urodzenie dzieci zmienia nasze priorytety i, owszem, to twierdzenie ma w sobie trochę prawdy. Instynkt macierzyński rzeczywiście wywołuje u nas wyczerpującą emocjonalnie szarpaninę między domem a pracą, znacznie mniej widoczną w życiu większości mężczyzn – przynajmniej dziś. Wielu komentatorów wskazuje na bariery kulturowe i instytucjonalne stojące nam na przeszkodzie. To również prawda, lecz wszystkie te argumenty pomijają coś znacznie głębszego – nasz brak wiary w siebie.

Dostrzegamy go na każdym kroku: bystre kobiety milczące na zebraniach, choć mają cenne pomysły. Pełne pasji kobiety, które świetnie nadawałyby się na przywódczynie, lecz czują skrępowanie na myśl o tym, by zabiegać o głosy lub pieniądze na kampanię. Sumienne matki, które wolą, by ktoś inny został przewodniczącym rady rodziców, podczas gdy one same będą pracować za kulisami. Dlaczego kobieta, która doskonale wie, że ma rację, zachowuje się z mniejszą pewnością siebie niż mężczyzna świadomy swojej omylności?

Nasze skomplikowane relacje z wiarą we własne siły szczególnie uwidaczniają się w pracy i w sferze publicznej. Ale mogą też przenikać do życia domowego, ujawniając się akurat w tych kwestiach, w których tradycyjnie czułyśmy się bardziej kompetentne. Pomyślcie o tym. Ogromnie chciałabyś wygłosić mądry toast na urodzinach najlepszej przyjaciółki, lecz perspektywa zabrania głosu wobec trzydziestu osób sprawia, że oblewa cię pot – mamroczesz więc kilka słów, maksymalnie skracając wypowiedź, a później wyrzucasz sobie, że przyjaciółka zasłużyła na coś więcej. Zawsze żałowałaś, że na studiach nie wystartowałaś w wyborach na starostę roku, ale poprosić innych, by na ciebie zagłosowali? Cóż, wydawało się to takie aroganckie. Seksistowskie uwagi szwagra niewiarygodnie cię irytują, ale obawiasz się, że jeśli mu się publicznie postawisz, wydasz się kłótliwa, zresztą on zawsze ma na podorędziu mnóstwo argumentów.

Przypomnij sobie wszystko, co przez lata chciałaś powiedzieć, zrobić lub czego chciałaś spróbować, ale zrezygnowałaś, ponieważ coś cię przed tym powstrzymywało. Dość prawdopodobne, że tym czymś był brak pewności siebie. Bez niej grzęźniemy w bagnie niespełnionych pragnień, wynajdując w myślach wymówki, aż poczujemy się całkiem sparaliżowane. Bywa to wyczerpujące, frustrujące i przygnębiające. Bez względu na to, czy pracujesz, czy nie, czy chcesz zdobyć świetną posadę, czy może szukasz zajęcia na pół etatu – jak wspaniale byłoby odsunąć od siebie lęki i wątpliwości dotyczące rzeczy, których chętnie byś spróbowała, gdyby nie brak odwagi, prawda?

Mówiąc najprościej, musimy zacząć działać, ryzykować i ponosić porażki, zamiast mamrotać pod nosem, przepraszać i szukać wymówek. To nieprawda, że kobiety nie potrafią odnosić sukcesów, po prostu najwyraźniej nie wierzymy, że m o ż e m y tego dokonać, więc nawet nie próbujemy. Tak bardzo staramy się zrobić wszystko idealnie, że przeraża nas myśl, iż mogłybyśmy zrobić coś źle. Ale jeśli nie zaryzykujemy, nigdy nie wespniemy się na wyższy poziom.

Gruntownie wykształcona kobieta XXI wieku powinna poświęcać mniej czasu na zamartwianie się, czy jest dostatecznie kompetentna, i raczej skupić się na wierze w siebie i działaniu. Kompetencji jej nie brak.

Niedawno tygodnik „Economist” nazwał ekonomiczne upodmiotowienie kobiet najdonioślejszą zmianą społeczną naszych czasów. W Stanach Zjednoczonych zdobywamy dziś więcej dyplomów ukończenia szkół wyższych i stopni naukowych niż mężczyźni. Kierujemy wieloma spośród największych przedsiębiorstw. Na całym świecie siedemnaście kobiet jest przywódczyniami państw. Kontrolujemy ponad osiemdziesiąt procent wydatków konsumenckich w USA, a do roku 2018 w naszym kraju żony będą zarabiać więcej niż mężowie. Kobiety, stanowiące obecnie połowę siły roboczej, doganiają liczebnie mężczyzn jako kadra zarządzająca średniego szczebla. Nasze kompetencje i siła przebicia nigdy nie były bardziej widoczne. Ci, którzy uważnie śledzą zmiany wartości dominujących w społeczeństwie, dostrzegają, że świat przesuwa się ku kobiecości.

A mimo to na szczycie wciąż jest nas mało i liczba ta prawie nie rośnie. Na każdym poziomie nie w pełni wykorzystujemy swoje talenty. Według nas kobiety powstrzymuje to, że często nie widzą i nawet nie potrafią sobie wyobrazić, co leży w ich zasięgu.

Gruntownie wykształcona kobieta XXI wieku powinna poświęcać mniej czasu na zamartwianie się, czy jest dostatecznie kompetentna, i raczej skupić się na wierze w siebie i działaniu. Kompetencji jej nie brak.