Inspektor Parma i spisek żywnościowyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

1. KOLOROWA TRUCIZNA

2. SKAMIENIAŁA PREZESKA

3. ZAGADKOWA UCIECZKA DOKTORA TRUJA

4. TAJEMNICA PACHNĄCEJ BUŁECZKI

5. UCIECZKA Z KHEMII


Inspektor Parma i spisek żywnościowy

Seria

Copyright © by Christopher Siemieński

Projekt okładki i ilustracje: copyright © by Martin Siemienski

Copyright © for this edition by Poradnia K, 2020

Wydawca: JOANNA BAŻYŃSKA

Opracowanie z języka angielskiego: NINA WUM, Poradnia K

Redakcja: JUSTYNA MROWIEC

Korekta: MAGDALENA GERAGA

Projekt graficzny i skład: MARZENNA DOBROWOLSKA

Wydanie I

ISBN 978-83-66005-83-9

Wydawnictwo Poradnia K Sp. z o.o.

00-544 Warszawa, ul. Wilcza 25 lok. 6

e-mail: poradniak@poradniak.pl www: www.poradniak.pl Zapraszamy do naszej księgarni internetowej: sklep.poradniak.pl


Konwersja: eLitera s.c.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20


Dla Misia, Oli, Jasia oraz dla mojej żony

– to dzięki Wam powstała ta książka.

Jest takie jedno, niepodobne do innych miasteczko. Jada się tam tylko to, co naturalne. Jego mieszkańcy walczą o zachowanie tradycji, dawno już zaniechanej w sąsiednich miejscowościach, takich jak Buły Wielkie czy Parówy Niżne. To Jagodno. Gospodarze Jagodna zdołali ochronić swych obywateli przed zalewem sztucznych dodatków do żywności. A nie było to zadanie łatwe, bo na zdrowie mieszkańców czyhały złowrogie siły...


Nad Jagodnem wstał kolejny słoneczny dzień. Ptaki śpiewały, dzieci maszerowały do szkoły i wszędzie panował spokój. A w każdym razie tak się wszystkim wydawało... Nagle... rozległ się przeraźliwy krzyk: „Ratunku!”. Kilkoro zaalarmowanych przechodniów pognało w kierunku, z którego dochodziło wołanie. Ale było już za późno. Świadkowie natknęli się na nieprzytomnego mieszkańca Jagodna. I, o rety! Był cały... niebieski. Wkrótce miało się okazać, że to dopiero pierwszy z wielu poszkodowanych. Ktoś rozpoczął podstępną grę, w którą chciał wciągnąć mieszkańców.


Biuro inspektor Parmy znajdowało się tuż obok. Każdy, kto kiedykolwiek popadł w tarapaty, wiedział, dokąd się udać: na ulicę Boczkową 23.

Parma urzędowała na piętrze zaniedbanego budynku. Jej biuro mieściło się za drzwiami z mlecznego szkła, na których czarnymi literami wymalowano napis: PARMA I PARTNERZY. Brzuchata świnka spędzała poranki na lekturze „Czasu Jagodna”, pożerając nad gazetą swoje ulubione śniadanie. Była to prawdziwa uczta, na którą składał się kubek nadpsutej kukurydzy, przyprawiony łyżką zgniłych korzonków, odrobiną nieświeżego jęczmienia, kilkoma pleśniejącymi grzybami i szczyptą różnych gatunków traw. A wszystko to wymieszane z wodą i podane w jej ulubionym korycie. Jeśli trafiły się jakieś robaki – tym lepiej! Parma kochała jeść. Żarełko wywoływało w niej szczery, niepohamowany entuzjazm – ale tylko wtedy, kiedy było stuprocentowo naturalne. Jedynym, co mogłoby ją oderwać od dobrze wypełnionego koryta, była porządna kąpiel w błocie.

Dziś, jak zwykle, świnka buszowała w kompoście, na co jej asystent patrzył z niesmakiem.

– Szefowo, mogłabyś chociaż wziąć łyżkę... Wolałbym, żebyś zasłynęła jako najlepsza, a nie najbardziej niechlujna detektyw w mieście.


Parma podniosła głowę znad kompostu i spojrzała na niego kompletnie zaskoczona tą uwagą. Następnie otarła ryjek rękawem turkusowego trencza (to i owo z plaskiem wylądowało przy tym na jej biurku) i odrzekła krótko:

– Mój drogi Szperku, przynajmniej nie pożywiam się tym, co wylądowało w śmieciach. – Po czym wróciła do przerwanego zajęcia. Oraz do lektury.

Szczur miał ogromną ochotę odrzec jej, że on także się tam nie stołuje. Ugryzł się jednak w język. Nastąpiła chwila ciszy, przerywana jedynie okazjonalnym kwiknięciem i chrumknięciem zadowolenia. Nagle Parma odwróciła się do szczura i przeczytała mu nagłówek z gazety:

– „Jagodno zagrożone «kolorową trucizną!». Dwanaścioro poszkodowanych w kolorach tęczy! Wciąż nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za te przestępstwa. Policja gubi się w domysłach! Kim będzie kolejna ofiara?” – Następnie dodała: – Słyszałeś coś o tym?

Szczur porządkował akta sprawy o kryptonimie „tepebe” (właśnie to śledztwo zapoczątkowało ich współpracę). Odwrócił się do Parmy, ale nie zdążył odpowiedzieć na jej pytanie, bo w tej samej chwili za drzwiami rozległ się huk.

Szperek nacisnął klamkę. Do pomieszczenia wpadło bezwładne, zabarwione na czerwono ciało. Szczur podskoczył ze strachu i schował się za biurkiem.

– Jak myślisz, szefowo, kto to może być? – spytał, ukrywając się za bezpieczną barykadą.


– Pojęcia nie mam, mój drogi Szperku. Bez dwóch zdań to najnowsza ofiara kolorowej trucizny.

Świnka przyjrzała się nieprzytomnemu czerwonemu osobnikowi przez swoje wierne szkło powiększające. Jej uwagę zwrócił rękaw jego ubrania. Widniała na nim naderwana naszywka z logo jakiejś firmy. Z kieszeni na piersi poszkodowanego Parma ostrożnie wyjęła prostokątny przedmiot. Był to identyfikator z kodem kreskowym. Detektyw rzuciła swemu asystentowi powątpiewające spojrzenie.


– Wyłaź, Szperku! Nic ci się nie stanie. Musisz być odważniejszy, jeśli chcesz pracować w tej branży.

Szperek wolno wysunął się zza mebla i zaczął obwąchiwać ciało. Zawsze szczycił się doskonałym powonieniem i był pewien, że wywęszy każdy podejrzany zapach. Kiedy tak niuchał, zauważył, że ofiara zaciska coś w lewej pięści. Przysunął do niej nos.

– Tam coś jest. Czuję to – powiedział.

Parma ostrożnie rozwarła zaciśniętą dłoń nieproszonego gościa, używając chusteczki. Na podłogę wypadło coś, co przypominało ziarenka piasku.

– Znakomicie, mój drogi Szperku. Jesteś w stanie zidentyfikować tę substancję?

Szczur ostrożnie powąchał piasek.

– To ziarna. Nie rozpoznaję rośliny. Pachną dziwnie... tak nienaturalnie.

– Oto nasza pierwsza wskazówka! Pamiętaj, że odpowiedź zawsze kryje się w szczegółach. Zanieś te ziarenka do doktora Endo. Niech je zbada w laboratorium. – Świnka podeszła do wieszaka na ubrania i zdjęła z niego żółtą fedorę. – Za godzinę widzimy się w barze mlecznym – rzuciła, wychodząc. – A, i wezwij ambulans do naszego gościa! – dodała, zbiegając po schodach.


Inspektor Parma przekroczyła próg baru mlecznego „Maślanka” i omiotła wnętrze czujnym spojrzeniem. W lokalu było brudno i cuchnęło skisłym mlekiem. Jak zwykle pod ścianami kiwali się stali bywalcy. W jednym, szczególnie ciemnym kącie spostrzegła tego, kogo szukała. „Typowe”, pomyślała sobie, podchodząc do niego pewnym krokiem. Tak naprawdę wcale nie czuła się pewnie; pamiętała ich ostatnie spotkanie.


– Mogę się przysiąść, Robciu? – spytała i usiadła, nie czekając na odpowiedź.

Zagadnięty kret zerknął na nią i pociągnął z butelki łyk maślanki.

– Spływaj, Parma! – zaskrzeczał, rozglądając się podejrzliwie. – Pamiętam, jak to było ostatnim razem, kiedy pomogłem ci przy „tepebe”. Wpakowałem się w niemałe kłopoty!

 

– To już przeszłość, Robciu. Od dawna nie pracuję w policji.

– W nosie to mam. Przynosisz same zmartwienia. Nie muszę ci przypominać, co spotkało starego detektywa Serrano!

Świnka zamilkła, wspominając dobre i złe wydarzenia. Zaczynała wówczas karierę w policji. Otrząsnęła się jednak i kwiknęła:

– Byłam nieostrożna, wiem! Wypadek Serrano to moja wina. Ale czegoś się nauczyłam, choć wielkim kosztem. To się więcej nie powtórzy. A dziś potrzebna jest mi tylko nazwa firmy, która posługuje się tym logo. – Wyjęła z kieszeni poszarpaną naszywkę, znalezioną rano na ubraniu poszkodowanego, i wsunęła ją kretowi do łapki. – Możesz mi w tym pomóc?

Robert znów przebiegł dookoła wzrokiem.

– Chodź na tyły lokalu. Nie chcę, żeby ktoś widział, że się z tobą zadaję. Ten twój ryjek, ten brudny trencz, ten kapelusz... nie są mile widziane w okolicy. Swoją drogą, mogłabyś oddać płaszcz do pralni. Niedługo będziesz znana jako największa świnia wśród detektywów w tym mieście.

Parma przewróciła oczami. Przeszli na tył lokalu i tu stanęli niewidoczni dla innych. Świnka znów wyciągnęła do kreta raciczkę z naszywką. Ten włożył grube okulary i przyjrzał się dokładnie.

– To logo Najlepszej Agencji Ochrony. Podpisali mnóstwo umów z miastem. Ochraniają między innymi biuro burmistrza. – Oddał Parmie naszywkę i dorzucił jeszcze: – O ile wiem, są czyści jak łza. A teraz zmiataj stąd, zanim wpakujesz mnie w kłopoty!

Parma podziękowała kretowi i wyszła na główną ulicę, gdzie czekał już Szperek.

– Mam to, po co przyszłam. Jedziemy do Najlepszej Agencji Ochrony. Wskakuj do samochodu!

Wpakowali się do auta i odjechali pośpiesznie w stronę centrum miasta.

Wkrótce pojazd z piskiem opon zatrzymał się pod siedzibą firmy. Gdy dyrektor agencji usłyszał, że inspektor Parma chce z nim rozmawiać o jednym z pracowników, natychmiast zaprosił ją do swojego gabinetu.

– Co się dzieje, pani inspektor? – spytał ze zmartwioną miną. – I jak mogę pomóc? – Świnka przyjrzała mu się uważnie, zwracając szczególną uwagę na mowę jego ciała. Czy dyrektor naprawdę był zatroskany? A może coś ukrywał?

– Jeden z pańskich pracowników próbował ze mną porozmawiać. Niestety, miał kontakt z kolorową trucizną. Nie zdążył nam nic powiedzieć. – Inspektor pilnie obserwowała gesty szefa agencji. „Wygląda na to, że jest naprawdę zmartwiony...”, pomyślała.

Wyciągnęła identyfikator, który znalazła w kieszeni ofiary, i podała go dyrektorowi.

– Znaleźliśmy to przy nim.

– Och, każdy pracownik naszej firmy dostaje taki identyfikator – odparł dyrektor. – Zawiera on wszystkie informacje na jego temat: nazwisko, budynki, których strzeże, i tak dalej. – Dyrektor podszedł do swojego komputera i zeskanował kod kreskowy z karty. – Ten tu należy do Uczciwego Karola. O czym chciał z wami rozmawiać, hm?

– Tego właśnie próbujemy się dowiedzieć – odezwał się Szperek. – Może nam pan powiedzieć, czego pilnował Karol? I czy ostatnio zachowywał się jakoś podejrzanie?

– Karol ochraniał budynek BBŻ, Biura Bezpieczeństwa Żywności w Jagodnie – odrzekł dyrektor. – I nie, nic nietypowego nie zauważyłem, jeśli o niego chodzi.

„Mówi prawdę”, pomyślała Parma, przyglądając się czujnie swojemu rozmówcy.

– Dlaczego nazywa go pan Uczciwym Karolem? – dociekała.

– Och, koledzy z pracy go tak przezwali. Karol jest znany z tego, że zupełnie nie potrafi kłamać. Zawsze woli powiedzieć prawdę, nawet jeśli wiąże się to z niemiłymi dla niego konsekwencjami.

„Jak dotąd mówi prawdę i tylko prawdę”, zaobserwowała Parma.

– Dziękuję bardzo! – powiedziała na głos, podając dyrektorowi swoją wizytówkę. – Jeśli coś się panu jeszcze przypomni, proszę koniecznie do mnie zadzwonić.

Wraz ze Szperkiem podziękowali dyrektorowi za współpracę i opuścili budynek agencji.

Szli właśnie do samochodu, gdy zadzwonił telefon Szperka.

– Szperku, tu doktor Endo. Musisz zaraz do mnie zajrzeć. Przyszły wyniki badań z laboratorium i wygląda na to, że te ziarna, które mi dałeś, to... – Głos doktora nagle ucichł. Szperek był w stanie dosłyszeć tylko jakieś hałasy w tle, rozbrzmiał brzęk tłuczonego szkła, a potem doktor zawołał gdzieś z oddali: – Kim jesteś? Co robisz? Nieee, proszę, nieee!

– Doktorze! Doktorze, jest pan tam?! – krzyczał Szperek do telefonu. – Coś się przytrafiło naszemu doktorowi – oświadczył Parmie. – Musimy natychmiast ruszać!

Wskoczyli do pojazdu i pomknęli przed siebie.


W laboratorium panował nieład. Najwyraźniej odbyła się tu zacięta walka. Meble poprzewracano, niektóre wręcz połamano.

– Doktor Endo nie poddał się łatwo! – Szperek pokręcił z niedowierzaniem głową na widok tego bałaganu. Pod ścianą znaleźli doktora. Leżał nieprzytomny, jego skóra miała zielony odcień.


– Spóźniliśmy się! – krzyknął Szperek. Uwagę szczura przyciągnął leżący nieopodal niewielki nóż. Chwycił go przez chustkę do nosa i wrzucił do plastikowego woreczka na dowody rzeczowe. – Może znajdziemy odciski palców – powiedział, oczekując, że szefowa przytaknie z aprobatą. Ale Parma była zajęta czymś innym. Jej wzrok spoczął na notatniku, z którego wydarto pierwszą kartkę. – To pewnie była nasza jedyna wskazówka – mruknął szczur pod nosem.


Parma uśmiechnęła się tylko, ujęła ołówek i ostrożnie rozsmarowała czarny grafitowy pył na całej powierzchni pustej stronicy.

– Patrz i ucz się, mój drogi Szperku. Prawda zawsze kryje się w szczegółach!

Asystent spojrzał na zaczernioną kartkę. Nagle w jednolitej szarości zaczęły się pojawiać białe linie, tworzące dwa słowa: „truskawki” oraz „E129”.

– Interesujące! – szepnęła Parma. – Uczciwy Karol przynosi nam nasiona o dziwnym, nieznanym zapachu. Wygląda na to, że badania doktora Endo pozwoliły je zidentyfikować jako nasiona truskawek, które były pokryte substancją o nazwie E129. Czym jest to E129? – Parma z uśmiechem odwróciła się do swego asystenta i powiedziała: – Chyba najwyższy czas, byśmy odwiedzili Biuro Bezpieczeństwa Żywności, nie sądzisz?

– Możemy im przynieść łubiankę truskawek w prezencie – parsknął Szperek.

„Kompost jest o wiele smaczniejszy”, pomyślała świnka.


W siedzibie BBŻ powitała ich znudzona sekretarka. Żuła gumę, jednocześnie piłując sobie paznokcie.

– Dzień dobry. Inspektor Parma, a to mój asystent Szperek. Chcielibyśmy zamienić słowo z pani szefem.

Sekretarka otaksowała świnkę spojrzeniem, szczególną uwagę poświęcając przybrudzonym rękawom jej płaszcza.

– A w jakiej sprawie? – zapytała, jakby niepewna, czy te plamy nie zagrażają jej pięknemu manikiurowi.

– W sprawie truskawek! – odparł uśmiechnięty Szperek, podnosząc pełną łubiankę.

Sekretarka zapowiedziała gości swojemu pracodawcy i wkrótce zostali wpuszczeni do jego gabinetu.


– Ach! Witam, witam panią inspektor. – Dyrektor Biura z dezaprobatą spojrzał na brudne rękawy trencza świnki. – Dyrektor Grządka do usług. W czym mogę państwu pomóc?

Parma i Szperek usadowili się w fotelach.

– Prowadzimy śledztwo dotyczące tajemniczej kolorowej trucizny. Może pan coś na ten temat słyszał, panie dyrektorze?

Zapytany, milczał przez chwilę. Parma zauważyła, że Grządka kieruje wzrok w lewo. „Będzie kłamał”, pomyślała.

– Tylko tyle, ile wyczytałem w gazetach – zapewnił ją dyrektor. – A pani?

Parma zignorowała pytanie i zadała swoje:

– Czym właściwie się tu zajmujecie?

– To żaden sekret – odrzekł Grządka z nerwowym śmiechem. – Tu, w Biurze Bezpieczeństwa Żywności, pilnujemy, by artykuły żywnościowe wprowadzane do obiegu w Jagodnie były najwyższej jakości oraz pozbawione jakichkolwiek chemicznych polepszaczy. Mają być w stu procentach naturalne.

– Truskaweczkę? – zaproponował Szperek uprzejmym tonem.

– Nie, dziękuję. Jadłem lunch – odparł dyrektor nerwowo, a Parma pomyślała: „Martwi się czymś”.

– Co pan wie na temat E129? – zapytała świnka.

Dyrektor zaczął się jąkać.

– Cccóż, cccoś tam wiem, oczywiście! E129 to sztuczny barwnik spożywczy, inaczej czerwień allura. Tutaj absolutnie zakazany! Mógłby być szkodliwy dla tych, którzy go zjedzą! – Dyrektor wstał gwałtownie i podszedł do barku za swoim biurkiem. – Czemu mnie o to pytacie? – Sięgnął po karafkę z wodą i kontynuował: – Ale gdzie moje maniery... Mają państwo ochotę na coś do picia? Taki dziś gorący dzień.

Parma i Szperek zgodnie odmówili.

– Mam nadzieję, że nie będzie wam przeszkadzało, jeśli ja się poczęstuję. – Dłoń dyrektora drżała lekko, gdy nalewał do szklanki przejrzysty płyn. Karafka zadzwoniła o brzeg szkła.

– Przebadaliśmy próbkę nasion truskawki, które znaleźliśmy na ubraniu Uczciwego Karola. „Wpadł” do nas z wizytą. Był cały czerwony... Wracając do sprawy: wygląda na to, że zadziałała tu substancja o nazwie E129 – odezwał się Szperek, ugryzł wielką, soczystą truskawkę i sięgnął po następną.

Dyrektor Grządka do reszty stracił rezon i zawołał z paniką:

– Nigdy byśmy nie dopuścili do obrotu sztucznych barwników! Możecie być państwo tego pewni! – Skończył zdanie, przybrał spokojny wyraz twarzy i oznajmił wyważonym tonem: – A teraz muszę was przeprosić, bowiem czeka mnie niezwykle ważne spotkanie. Moja asystentka państwa wyprowadzi.

Wstali oboje. Parma włożyła swoją żółtą fedorę i skinęła dyrektorowi uprzejmie. Opuszczali budynek z przeświadczeniem, że sprawa nabrała właśnie tempa.

– Facet wie, że mamy go na widelcu! – odezwał się szczur.

– Tak, spanikował, gdy wspomniałeś o E129. Pytanie: dlaczego? W jakim celu Biuro miałoby zaaprobować użycie tego barwnika, i to w sekrecie?

Szczur zaczął oblizywać palce, pokryte gęstym truskawkowym sokiem.

– Natychmiast przestań! – zawołała Parma. – Tam może być czerwień allura!

– Nic z tych rzeczy – zapewnił ją Szperek. – To owoce z mojego własnego ogródka. Całkowicie naturalne.

Parma uśmiechnęła się kątem ryjka.

– Miałeś dobry pomysł z tymi truskawkami – przyznała. – Bardzo się zdenerwował na ich widok. Mogę jedną? – Szperek podsunął jej łubiankę. – Wyśmienite truskawki – oświadczyła Parma, mlaszcząc z zachwytem. – Myślę, że to już czas, byśmy złożyli wizytę na plantacji, nie sądzisz?

– Jest taka jedna na północy, godzinę drogi stąd – odparł Szperek. – Nazywa się „Truskawki To My”.


Kiedy dotarli na miejsce, powitał ich właściciel przedsiębiorstwa.

– Witajcie na mojej plantacji! W czym mogę pomóc? Zainteresowani moimi stuprocentowo naturalnymi truskawkami?

– Dzień dobry. Nazywam się Parma, a to mój mistrz cukierniczy, Szperek – udała inspektor. – Zamierzamy wkrótce otworzyć najlepszą cukiernię w Jagodnie i szukamy dostawcy owoców do naszych ciast i deserów. Interesuje nas tylko najwyższa jakość. Polecono nam pana firmę. Czy mógłby nas pan oprowadzić, żebyśmy zyskali pewność, że pańskie truskawki istotnie są najlepsze?


Słysząc takie pochlebstwa, hodowca zgodził się na dwugodzinną wycieczkę po plantacji, połączoną ze szczegółowym omówieniem całego procesu hodowli. W końcu Parma spytała:

– A co pan wie o E129?

Właściciel truskawkowej firmy wyglądał na zszokowanego tym pytaniem.

– To sztuczny barwnik, czasem stosowany przy przetwarzaniu owoców jagodowych. Surowo zakazany w Jagodnie, więc oczywiście go nie używamy. Jak zapewne państwo zauważyli, nasze owoce nie zawsze są piękne, ale wszystkie bez wyjątku smakują wybornie. Proszę się częstować.

 

Parma i Szperek wymienili spojrzenia. Każde z nich zerwało po truskawce z najbliższego krzaczka.

– Rzeczywiście, bardzo dobre – zamlaskał Szperek. – Idealne do ciasta. W czym tkwi ich sekret?

– W kompoście. – Uśmiechnął się hodowca.

Parma niemal zakrztusiła się truskawką. Odchrząknęła i spytała:

– Zauważył pan może coś niezwykłego w pańskiej branży? Chodzi mi o kilka ostatnich miesięcy.

– Nie bardzo. Ten rok był dobry i dla mnie, i dla innych hodowców.

– Czy oni też sprzedają truskawki? – dociekała świnka.

– Oczywiście, że nie. Każda sąsiednia plantacja specjalizuje się w innych plonach: jedni hodują gruszki, drudzy jabłka, jeszcze inni jagody, i tak dalej. Mamy tych samych nabywców, więc lepiej, żebyśmy nawzajem nie wchodzili sobie w drogę.

– A kto kupuje u pana najwięcej? Inne cukiernie? Supermarkety? – spytał Szperek.

– Duże sklepy, ale w tym roku pojawił się nowy gracz na rynku. Skupuje wszystko, nieważne, czy owoce są dojrzałe czy nie. Firma nazywa się Stuprocentowo Naturalnie. Mało pomysłowa nazwa, gdyby mnie kto pytał.

Parma i Szperek podziękowali uprzejmemu hodowcy i wrócili do miasta. Kiedy dotarli do domu, słońce już zachodziło.


Następnego ranka Parma otworzyła świeżutki, pachnący farbą drukarską numer „Czasu Jagodna” i wypełniła swoje korytko ulubionym śniadaniowym kompostem, zanim jednak zanurzyła w nim ryjek, przypomniała sobie te wszystkie uwagi i spojrzenia rzucane na jej brudny płaszcz. „Może powinnam się tym przejąć...”, pomyślała i postanowiła zapiąć płaszcz, żeby jego poły nie wpadały do korytka. Nie było to łatwe; ledwie była w stanie sięgnąć do guzików na wystającym brzuchu.


Wreszcie się udało. Parma z entuzjazmem zanurzyła ryjek w korycie. Kompost rozpryskiwał się naokoło, lądując także na jej biurku. Szukała smakowitych robaków, gdy nagle, ku jej wielkiemu rozczarowaniu, guziki napiętego płaszcza oderwały się i odpadły. Usiadła prosto i wpatrzyła się w swój wystający brzuch.

Porządkowała biurko, gdy wszedł Szperek. W każdej łapce trzymał kubek gorącej kawy z kawiarni na dole. Spojrzał na nią, zerknął na bałagan i na brakujące guziki u płaszcza.

– Znowu to samo, prawda? – zapytał.

Parma uznała pytanie za retoryczne i zajęła się lekturą gazety. Po chwili przeczytała na głos:

– „Kolorowa trucizna zbiera żniwo. Tym razem w Biurze Bezpieczeństwa Żywności...” – wróciła do cichego czytania, a potem odłożyła gazetę i orzekła: – Najwyraźniej wpadliśmy na właściwy trop. Dziś uciszyli dyrektora Grządkę.

– Chyba masz rację. I spójrz na to: co za zbieg okoliczności! – powiedział szczur, zaglądając jej przez ramię. – „Stuprocentowo Naturalnie notuje rekordową sprzedaż warzyw i owoców”.

– Najwyższy czas, byśmy odwiedzili Stuprocentowo Naturalnie, nie sądzisz, Szperku?

Zeszli do samochodu. Świnka zaczęła gmerać po kieszeniach w poszukiwaniu kluczyków. Nagle rozległ się krzyk:

– Uważaj!

Na szczęście szczur był dość szybki i zdążył odepchnąć Parmę na bok. Sam wskoczył na najbliższą latarnię.


Sekundę później tuż obok przemknął czarny samochód. Jechał tak szybko, że pozostawiał za sobą chmurę kurzu.

Parma błyskawicznie znalazła kluczyk i ruszyli w pogoń.

– Nikomu, kto próbuje mnie przejechać, nie ujdzie to na sucho – warknęła świnka kątem ryjka.

Ścigali czarne auto wąską uliczką, a następnie główną arterią, pod prąd. Parma zignorowała jedno czerwone światło, potem drugie. Z każdą sekundą byli bliżej. Ale nagle... Łup! Świnka potrąciła wózek z owocami stojący na poboczu i musiała nieznacznie zwolnić, a czarny pojazd się oddalał! Inspektor wcisnęła gaz do dechy. Wtem jej uszy wypełnił gwizd pociągu – auta zmierzały w stronę przejazdu kolejowego, a szlaban właśnie opadał. Czarny samochód prześmignął na drugą stronę, łamiąc go w drzazgi. Parma i Szperek zostali po drugiej stronie, odgrodzeni wolno przejeżdżającym pociągiem towarowym.

Kiedy tory były wolne, czarny samochód był już tylko punktem na horyzoncie...

– Do licha! – kwiknęła Parma. – Zgubiliśmy drania! Komuś bardzo nie podoba się nasze śledztwo. Koniecznie musimy odwiedzić Stuprocentowo Naturalnie.


Biuro firmy, o której mowa, mieściło się w najwyższym drapaczu chmur całego Jagodna. Detektywi stanęli u stóp olbrzyma, przytłoczeni nieco tym widokiem. Ochroniarze wręczyli im identyfikatory przeznaczone dla gości i pouczyli, z której windy skorzystać. Wkrótce świnka i jej asystent znaleźli się na czterdziestym piątym piętrze. Recepcjonistka wpuściła ich do środka i zaprowadziła wprost do prezesa. Najwyraźniej już na nich czekał.


Gabinet był ciemny, zasłony w oknach zasunięto; do środka wpadał tylko wąski promyk słońca. W półmroku dostrzegli potężną postać za biurkiem. Od czasu do czasu wątłe światło odbijało się w monoklu prezesa. Mała lampka oświetlała stertę papierów na blacie oraz potężne włochate łapska.

Szperkowi dreszcz przebiegł po plecach, zapragnął uciec stąd jak najszybciej, ale wiedział, że to niemożliwe.

– Dzień dobry, pani inspektor. W czym mogę pomóc?

– Miło mi, panie...? – Świnka zawiesiła głos.

– Kiwaj. Arseniusz Kiwaj. Jestem prezesem Stuprocentowo Naturalnie – odrzekła olbrzymia postać wyjątkowo niskim, złowróżbnym głosem.

– Panie Kiwaj, mój wspólnik i ja staramy się rozwiązać tajemnicę kolorowej trucizny. Mieliśmy bardzo rozrywkowy poranek. Najpierw ktoś próbował nas rozjechać, potem nastąpił ekscytujący pościg samochodem, a w końcu... – Prezes pochylił się nieco w kierunku wąskiego promienia światła. Teraz widzieli czubek jego włochatego pyska. I zęby. Parmie zrobiło się nieswojo na widok tych kłów.

– Rety, rety, co za nieprzyjemna historia. Czy wszystko w porządku? Może chciałaby pani sobie przysiąść? Odpocząć?

Parma zignorowała irytujące zachowanie swojego rozmówcy i ciągnęła dalej:

– Czy wie pan cokolwiek o kolorowej truciźnie, która zbiera żniwo w naszym mieście?

Prezes skrzyżował potężne łapy. Świnka obserwowała go uważnie, szukając tego jednego detalu, który zdradzi jej prawdę. Pan Kiwaj musiał się domyślić, jakie ma intencje, bo wyprostował się i cofnął w półmrok. Odpowiedział spokojnym tonem:

– Wiem tyle, ile dowiedziałem się z gazet. Dlaczego pani pyta?

– To wszystko? – wtrącił się Szperek. – Pańska firma jest największym nabywcą owoców i warzyw w regionie. Bijecie rekordy sprzedaży. Słyszał pan o E129?

– Oczywiście. Kto w tej branży o nim nie słyszał?

– Używa go pan? – zapytał bezceremonialnie szczur.

– Co pan sobie właściwie wyobraża? Jestem prezesem Stuprocentowo Naturalnie i nie podobają mi się pańskie insynuacje. Szczycę się tym, że mogę być uczciwym obywatelem tego pięknego miasta. Wpuściłem was do swojego biura, sądząc, że mogę w czymś pomóc, a wy próbujecie mnie oskarżyć o tę straszną plagę, która nęka mieszkańców? – Kiwaj zawołał swoją asystentkę. Parmę i Szperka wyprowadzono z budynku równie szybko, jak ich tam wpuszczono.

Gdy stali już na chodniku, Szperek odetchnął z ulgą.

– Obawiam się, że nic więcej z tego typa nie wyciśniemy. Skończyły nam się wątki do zbadania, szefowo.

Świnka rzuciła szczurowi uśmiech.

– Mój drogi Szperku, odpowiedź jak zwykle tkwi w szczegółach! Nigdy o tym nie zapominaj, jeśli chcesz zostać prawdziwym detektywem. Obserwuj swoje otoczenie i wyciągaj logiczne wnioski! Gdybyś to teraz zrobił, z pewnością zauważyłbyś, że na biurku prezesa leżał notes z wypisanymi słowami „Truskawki To My, dzisiaj, dwudziesta druga”.

– Zauważyłem. Ale przecież mógł to napisać tydzień temu.

– Gdybyś przyjrzał się dokładniej, dostrzegłbyś także, że atrament, którym zapisano te słowa, był rozmazany. – Parma zrobiła pauzę, dając szczurowi czas na połączenie faktów. Szperek wyglądał na kompletnie zagubionego, więc kontynuowała: – Pan Kiwaj ukrył się przed nami w cieniu, ale jego ręce i tak pozostały widoczne. Na lewym rękawie miał smugę tuszu w tym samym kolorze. Co oznacza, że...

– ...że musiał sporządzić tę notatkę dziś, inaczej miałby czysty mankiet!

– Tak, mój drogi Szperku. A teraz przygotujmy się na wieczór – zarządziła Parma i pojechali z powrotem na ulicę Boczkową 23.


Po kilku godzinach odpoczynku i sutym obiedzie Parma i Szperek udali się na plantację Truskawki To My. Gdy wyjechali poza granice miasta, świat przed nimi spowiła gęsta mgła. Wtoczyli się na wąską, polną drogę i zatrzymali obok dużego krzewu, zaledwie kilka metrów od bramy wjazdowej. To było idealne miejsce do obserwacji.

Parma zerkała niecierpliwie na zegarek. Zjawili się o czasie. Punktualnie o dwudziestej drugiej pod bramę podjechało pięć ciężarówek. Z każdej wyskoczyło czterech opryszków. Załadowali skrzynie z truskawkami na pakę. Ciężarówki odjechały, a Parma znów przekręciła kluczyk w stacyjce. Szperek gestem pokazał jej, by nie włączała świateł.

– Światła nas zdradzą – powiedział.

Parma kiwnęła ryjkiem i pojechali, wpatrując się w mętne tylne światła ciężarówki przed nimi. W końcu auto zaparkowało przed fabryką. Truskawki wyładowano i wniesiono do wnętrza hali. Detektywi znów zatrzymali się niedaleko wjazdu i ostrożnie ruszyli na teren za ogrodzeniem. Podeszli do jednego z fabrycznych okien i zajrzeli do środka.

Parma gestem wskazała Szperkowi osobnika, który rozładowywał owoce. Patrzyli w napięciu. Truskawki wysypano ze skrzyń, umyto, a potem wrzucono do wielkich kadzi. Ku ogromnemu zaskoczeniu detektywów owoce, które wyłoniły się z tajemniczej kąpieli, miały już apetyczny, jasnoczerwony odcień.

– Czerwień allura – szepnęła inspektor.

Nagle za plecami Parmy i Szperka trzasnęła gałązka. Świnka odwróciła się gwałtownie i ktoś mocno uderzył ją w głowę. Upadając na ziemię, pomyślała tylko: „Czy Szperkowi udało się uciec?”.


Parma ocknęła się oszołomiona. Przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest. Wisiała za raciczki nad wielką kadzią wrzącej czerwieni allura. Szperek dyndał tuż obok, był nieprzytomny. Parma rozglądała się gorączkowo. Dojrzała wysoką postać stojącą nieco w cieniu. Nieznajomy przemówił niskim, złowróżbnym głosem:

– Inspektor Parmo! Muszę przyznać, że rozczarowałem się nieco, gdy dziś rano weszłaś do mojego biura. Miałaś przecież być ładnie rozprasowanym kotletem na asfalcie! Ale – jak wiemy oboje – jeśli chcesz, by coś zostało zrobione porządnie, musisz to zrobić sam. Popełniłem błąd, przyznaję, a ty wpadłaś na trop moich nielegalnych działań.

Parma nie była ani trochę zaskoczona.

– Arseniusz Kiwaj! Wiedziałam, co się święci, gdy tylko wzięłam do racic dzisiejszą gazetę. Ta kolorowa trucizna to nie jest żadna nieznana substancja! To twoja sprawka! Jesteś największym dostawcą owoców i warzyw w Jagodnie i poprawiasz ich wygląd sztucznymi barwnikami. Ale ta substancja wywołuje efekty uboczne. Natknęliśmy się na E129 dzięki ziarnom, które przyniósł nam Uczciwy Karol z Najlepszej Agencji Ochrony. A to chyba tylko jedna z wielu substancji, których używasz!

– Tak... Uczciwy Karol. Co za niespodzianka – rzekł prezes gniewnie. – Musiałem go uciszyć, ale niestety zdążył wciągnąć w to was dwoje.

– A dyrektor Grządka? Ile mu zapłaciłeś za milczenie? – spytała Parma.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?